GRH Osiemnasty Kołobrzeski

GRH „Osiemnasty Kołobrzeski” działa przy Stowarzyszeniu Ranger Survival Club, zrzeszając tych spośród jego członków, którzy zainteresowani są również rekonstrukcją historyczną.

Grupa dąży do odtwarzania żołnierzy ze składu 18 Kołobrzeskiego PP z 6 Pomorskiej DP z okresu 1944-1945 roku (m.in. walk o Wał Pomorski i Kołobrzeg, forsowanie Odry i walk na terenie Niemiec).

Charakterystyczne dla GRH „Osiemnasty Kołobrzeski” jest dążenie do maksymalnego poziomu realizmu w zakresie trudów i warunków działania odtwarzanych żołnierzy. 

Dlatego też staramy się organizować długotrwałe działania w możliwie trudnych warunkach, wymagające od ich uczestników sporego poziomu sprawności, wytrzymałości i znajomości zasad taktyki. Pomaga w tym relatywnie wysoki poziom umiejętności wyniesiony z głównego nurtu szkolenia w ramach Ranger Survival Club. Dzięki posiadanemu doświadczeniu w tym zakresie grupa może również brać udział w działaniach airsoftowych, nawet podejmowanych wspólnie ze współczesnymi grupami ASG.

18 Kołobrzeski Pułk Piechoty wchodził w skład 6 Pomorskiej Dywizji Piechoty. Jednostka brała udział w forsowaniu Wisły, zdobyciu Warszawy i walkach na Pomorzu (m.in. przerywając umocnienia Wału Pomorskiego). Następnie Pułk wziął udział w zdobyciu Kołobrzegu, a były to jedne z najcięższych walk w terenie zurbanizowanym, w jakich brały udział polskie jednostki w okresie II Wojny Światowej. Kolejnym etapem szlaku bojowego Pułku było forsowanie Odry oraz walki na terenie Niemiec. Warto wspomnieć i o tym, że 6 Pomorska DP została następnie przekształcona 6 Pomorską Dywizję Powietrznodesantową, jeden z pierwszych elitarnych oddziałów Wojska Polskiego. Obecnie – po reorganizacjach lat 90. XX wieku – nadal funkcjonuje 18 Bielski Batalion powietrznodesantowy im. kpt. Ignacego Gazurka w ramach 6 Brygady Desantowo-Szturmowej im. generała Sosabowskiego.

The „Osiemnasty Kołobrzeski” reenactment group operates as a part of the Ranger Survival Club, banding together those of the club members who are also interested in the history reenactment.

The group aims to reenact the soldiers of the 18th „Kolobrzeg” Infantry Regiment of the 6th „Pomeranian” Division of the 1st Polish Army from the 1944-1945 period (including the fights on the Pomeranian Wall, Kolobrzeg, Breaching of the Odra River and fights in Germany).

 
The characteristic feature of the „Osiemnasty Kołobrzeski” Reenactment Group is the pursuit for Re-creating the hardships and operating conditions of the regiment’s soldiers with the highest possible level of realism.


For this reason we organize long-term operations in the harsh conditions, which require their  participants a significant level of skill, endurance and knowledge in the field of tactics. A relatively high level of skill achieved during the mainstream training of the Ranger Survival Club helps with that. Thanks to the experience in this field, the group is also capable of taking part in air-soft gun operations, even conducted together with the “modern” ASG groups.


During the World War 2, the18th Infantry Regiment was a part of the 6th Infantry Division. The unit took part in the breaching of the Vistula river, capture of Warsaw and fights in Pomerania. Then the regiment took part in the capture of Kolobrzeg, one of the heaviest urban fights that Polish troops took part in during the WW2. The next phase of the regiment’s operation in the war was breaching of the Odra river and fights in Germany. It is worth a note that the 6th Pomeranian Infantry Division was later transformed into 6th Pomeranian Airborne Division, one of the first elite units of the Polish Army. Currently – after the reorganizations of the 1990’s – the traditions of the regiment are continued by the “cpt. Ignacy Gazurek” 18th Airborne Battalion in the “gen. Sosabowski”  6th Airborne Brigade.

Each of the texts published here will have a smmary in English. Should You be interested in any of the text – please contact us and we will provide the translation.

Skupina historické rekonstrukce „Osiemnasty Kołobrzeski” funguje jako část proobranné společnosti “Ranger Survival Club”, a shromažďuje těch členů klubu, kteří mají zájem na historickou rekonstrukci.

Skupina míří ztvárnit vojaky 18-teho Kolobrzeského Pěchotního Pulku 6-té Pomorské Divize První Polské Armády  z let 1944-1945 (m.j. boje na Pomořanské Přehradě – Pommernstellung, v Kolobřehu, zrušení řeky Odry a boje v Německu).

 
Charakteristické pro skupinu historické rekonstrukce „Osiemnasty Kołobrzeski” je snaha ztvárnit soužení a dosahnout nejvyšší úroveň rality v oblosti těžkỳch podmínek prostředí a odehravámỳch akci vojaků pulka.


Kvůli tomu organizujeme dlouhodobé akce v těžkěm prostředí, ktere požaduje od jejich  účastníků značné urovně dovednosti, odolnosti a znalosti taktiky. Pomáhá v tom relativně vysoká uroveň dovednosti dosáhnouta v pruběhu hlavního školení Ranger Survival Club. Díky zkušenostem v této dolosti, skupina také může se zúčastnit airsoftovỳch akcí, dokonce spolu s “novodobými” skupinami ASG.


Za druhé světove války, 18 Pěchotní Pulk byl součásti 6 Pěchotné Divize. Jednotka se zúčastnila zrušení řeky Visly, dobytí Varšavy a bojů v Západním Pomořansku. Později pulk se zúčastnil dobytí Kolobřehu, a to byly jedne z nejtěžších městských bojů ve kterỳch se zúčastnili polští vojaci za  druhé světove války. Další etapou akce pulka bylo zrušení řeky Odry a boje v Německu. Stoji za zmínku, že 6 Pomořanská Pěchotná Divize byla později transformována v 6 Pomořanskou Vzdušně Výsadkovou Divizi, jednou z prvních elitních jednotek Polske Armady. Teď – po reorganizacích 90-tych let 20. století – tradice pulku pokračovuje díky 18 Vzdušně Výsadkovemu batalionu jména kapitána Ignaceho Gazurka při 6 Vzdušně Výsadkove brigádě jména generála Sosabowského.

Czerwonoarmiści w Wojsku Polskim i Polacy w Armii Czerwonej cz.VII: Major Paweł Siergiejew

Baretka majora Siergiejewa

Problem z jednostkami tyłowymi Wojska Polskiego na Wschodzie jest taki, że, w przeciwieństwie do frontowych, nie budziły przez wiele lat zainteresowania badaczy. O ile pułki piechoty czy artylerii doczekały się w większości swoich – mniej lub bardziej udanych – monografii w czasach PRL, o tyle służby tyłowe opracowań się nie doczekały. Nawet jeżeli mówimy tu o służbach o kluczowym znaczeniu dla funkcjonowania armii, jak na przykład łączności. Gdy więc trafił się przypadek dość dobrze docenionego przez polskie dowództwo oficera 4 pułku łączności 2AWP, wiedziałem, że na jakiekolwiek wzmianki w literaturze nie ma co liczyć. Do tego oficer ten sam nie był łącznościowcem, więc w ewentualnym opracowaniu o służbach łączności WP też nie było co szukać informacji. W takim wypadku, chcąc odtworzyć biografię takiego oficera, pozostaje tylko zwrócić się do poradzieckich archiwów wojskowych i w znacznej mierze oprzeć się na dostępnych dokumentach.

Porucznik Siergiejew jako szef służby chemicznej 4 Samodzielnego pułku łączności, 1945r.

Takim właśnie przypadkiem był Paweł Piotrowicz Siergiejew – szef służby chemicznej 4pł 2AWP. Z Centralnego Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej udało się uzyskać kopie dwóch arkuszy ewidencyjnych – w tym jedną, niezbyt pomocną, z kartoteki wojsk chemicznych Armii Radzieckiej.

Arkusz ewidencyjny z kartoteki Wojsk Chemicznych. Jedyna przydatna informacja to przybliżona data ukończenia szkoły oficerskiej.
Znacznie Bardziej użyteczny arkusz z kartoteki Wojsk Lądowych.

Paweł Siergiejew urodził się 30 października 1919r. we wsi Krukowo (lub Krukowka lub Kruczkowo – każdy z dostępnych dokumentów podaje inaczej) w Rejonie Borysowskim w Obłasti Kurskiej, w rodzinie Rosjan, Piotra i Praskowii.

Przed wojną zdobył dość dobre jak na te czasy wykształcenie – w 1938r. ukończył Technikum Gospodarki Wiejskiej w Miedwieżegorsku, zdobywając zawód technika melioracji.

Odcinek kontrolny potwierdzający wydanie książeczki wojskowej oficera rezerwy.

Po ukończeniu szkoły prawdopodobnie pozostawał w Karelii, gdzie pracował w wyuczonym zawodzie.

W 1940r. został powołany do służby wojskowej i skierowany do 112 pułku strzeleckiego, 52, Dywizji Strzeleckiej w Leningradzkim Okręgu Wojskowym. Arkusz ewidencyjny podaje jego stanowisko jako „kursant”, co może wskazywać na szkolenie podstawowe, lub, co bardzie prawdopodobne, kurs podoficerski. Po ukończeniu szkolenia, 31. Grudnia 1940r. został dowódcą drużyny.

W dniu ataku Niemiec na ZSRR skierowany został na stanowisko dowódcy plutonu chemicznego w 112 pułku zapasowym na Froncie Karelskim. Trudno powiedzieć czy zadecydowało ponadprzeciętne, choć niezwiązane ze specjalizacją wykształcenie, czy jakieś inne czynniki, ale objęte stanowisko według etatu przewidziane było dla oficera wojsk chemicznych. Brakom w wyszkoleniu nowego dowódcy prawdopodobnie spróbowano zaradzić wysyłając go na przyspieszony kurs oficerski, gdyż 1. Czerwca 1941r. otrzymał awans na pierwszy stopień oficerski – młodszego lejtnanta (rozkaz 296 dowództwa Frontu Karelskiego).

Na nowym stanowisku musiał się sprawdzać, gdyż 8. Lutego 1943r. dostał awans na lejtnanta (rozkaz numer 61 dowództwa Frontu Karelskiego), a 22. Sierpnia 1943r. skierowany został do Charkowskiej Szkoły Oficerskiej Wojsk Chemicznych, którą ukończył w lipcu 1944r. Następnie rozkazem Głównego Dowództwa Wojsk Chemicznych Armii Czerwonej numer 334 z 22. Sierpnia 1944r. został skierowany do Wojska Polskiego.

Trudno powiedzieć co zadecydowało o skierowaniu lejtnanta Siergiejewa do WP. Wypełniony w 1957r. arkusz ewidencyjny wymienia, co prawda, znajomość języka polskiego, ale trudno oczekiwać takiej umiejętności od chłopa z Obłasti Kurskiej, trudno też spodziewać się, by w technikum w Karelii polski był wykładanym językiem obcym. Bardziej prawdopodobne, że języka nauczył się już podczas służby w Wojsku Polskim. Wydaje się raczej, że o wszystkim zadecydowały braki kadrowe WP i „problematyczny” status Siergiejewa – niedostatki wyszkolenia nawet przy dużym doświadczeniu praktycznym mogły sprawić, że radzieckie jednostki niechętnie przyjęłyby takiego oficera na etat.

Tak czy inaczej już 26. Sierpnia otrzymał stanowisko szefa służby chemicznej 4. samodzielnego pułku łączności 2AWP.

Legitymacje Pawła Siergiejewa z okresu służby w WP – tymczasowa legitymacja z 4pł, legitymacja tymczasowa zokresu tuż przed powrotem do ZSRR i legitymacja oficerska z 1945r.

4 listopada 1944r., już jako oficer WP, otrzymał awans na porucznika (Dekret KRN nr 55, później zweryfikowany w armii radzieckiej jako starszyj lejtnant).

Z pułkiem przeszedł cały szlak bojowy. Po zakończeniu wojny pozostawał w pułku do października, po czym skierowano go do Wojsk Ochrony Pogranicza. 30. Października został szefem służby chemicznej 10 komendy WOP, 2 oddziału pogranicznego, gdzie w grudniu dogonił go nadany 12 listopada Srebrny Krzyż Zasługi, zaś 8.marca 1946r. został szefem służby chemicznej w 7 komendzie WOP.

11października 1946r. odznaczony został Krzyżem Walecznych – trudno powiedzieć, czy za czyny w czasie wojny, czy już za działania w szeregach WOP. Natomiast 4 listopada dogonił go drugi Srebrny Krzyż Zasługi – nadany Rozkazem NDWP nr 54 z 23. lutego 1946r. – szerzej o tym rozkazie pisałem w części czwartej niniejszego cyklu.

Za okres służby w Polskich Siłach Zbrojnych otrzymał jeszcze medale „Za Warszawę”, „Za Odrę, Nysę, Bałtyk” oraz medal Zwycięstwa i Wolności a także Odznakę Grunwaldzką. Arkusz ewidencyjny wspomina wprawdzie także o Krzyżu Grunwaldu, ponieważ jednak na potwierdzenie nadania tego odznaczenia brak potwierdzenia w dokumentach i zachowanej baretce, uznać należy, ze to częsta pomyłka i chodzi o wspomnianą wcześniej odznakę, nadaną w listopadzie 1946r.

Kapitan Siergiejew, w nowiutkim mundurze służbowym wz.43 gotów do powrotu do ojczyzny. Warto zwrócić uwagę, że baretki ma jedynie za polskie odznaczenia – najwyraźniej zdjęcie wykonano zanim oficer otrzymał jakiekolwiek odznaczenia radzieckie.

Biorąc pod uwagę pośpiech we wręczaniu odznaczeń i fakt, że już pod koniec grudnia starszy lejtnant Siergiejew służył już w Armii Radzieckiej, listopad 1946r. był prawdopodobnie ostatnim jego miesiącem w Polsce. Nie do końca potwierdza to wzmianka w rubryce dotyczącej pobytu za granicą, która mówi o pobycie w Polsce w szeregach Wojska Polskiego od 9. Sierpnia 1944r. do grudnia 1946r. – jednak nawet data początkowa nie pokrywa się tutaj z wypisem z przebiegu służby.

27. Grudnia 1946r. objął stanowisko szefa służby chemicznej batalionu saperów 27 Dywizji Zmechanizowanej Armii Radzieckiej w Podkarpackim Okręgu Wojskowym, a 13. Kwietnia 1947r. – dowódcą plutonu ochrony przeciwchemicznej 24 Dywizji strzeleckie, z 73 Korpusu 38 Armii.

Prawdopodobnie wkrótce po powrocie do ZSRR ożenił się z urodzoną w 1926r. Anną Nikołajewną Jerszcową. W 1947r. urodził im się syn Walerij, arok później – córka Łarysa.

23.Marca 1949r. został szefem służby chemicznej w 481. Pułku artylerii przeciwlotniczej ze składu 113 Brygady Artylerii Przeciwlotniczej, 8 Armii Zmechanizowanej, gdzie otrzymał 20. Kwietnia awans na kapitana, jednak nie zagrzał tam długo miejsca, gdyż już 30 kwietnia otrzymał stanowisko szefa służby chemicznej 23 Ciężkiego pułku pancerno-samochodowego 11 Gwardyjskiej Dywizji Zmechanizowanej ze składu tej samej 8 Armii.

W 1949r. został także członkiem partii, a w 1950r. ukończył kurs w Wyższej Szkole Oficerów Wojsk Chemicznych.

W lutym 1951r. powtórnie zdarzyło mu się wyjechać zagranicę – konkretnie do Niemiec. 3 kwietnia tego roku objął tam funkcję szefa służby chemicznej 37 pułku zmechanizowanego 1 Dywizji Zmechanizowanej z 2 Gwardyjskiej Armii Zmechanizowanej, gdzie 28 grudnia 1953r. otrzymał awans na majora.

Z kolei 3 stycznia 1957r. znalazł się na Węgrzech, jako szef służby chemicznej 198 gwardyjskiego pułku artylerii 35 Gwardyjskiej Dywizji Zmotoryzowanej Południowej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej.

W wojskach Południowej Grupy przebywał do maja tego roku, 13maja został odkomenderowany do dyspozycji dowódcy wojsk Kijowskiego Okręgu Wojskowego, a 16dni później skierowano go na stanowisko szefa służby chemicznej 188 gwardyjskiego pułku pancernego z 42 Gwardyjskiej Dywizji Pancernej, 6 Gwardyjskiej Armii Pancernej. Był to jego ostatni przydział w Armii Radzieckiej, z tego też okresu pochodzi zdjęcie w mundurze wz.55 dołączone do arkusza.

Major Siergiejew w mundurze wz.55, 1957r.

17 kwietnia 1961r.został przekazany do dyspozycji dowództwa 6GAP, a 22 czerwca został zwolniony do rezerwy z prawem noszenia munduru i wciągnięty na ewidencję Oktjabrskiego RWK w Dniepropietrowsku.

W Dniepropietrowsku mieszkał co najmniej do 1988r., do przejścia na emeryturę w 1984r. pracował zawodowo, choć wykonywanego zawodu nie udało się ustalić. Również po 1991r. mieszkał na Ukrainie. Dokładna data śmierci pozostaje nieznana, jednak najprawdopodobniej zmarł gdzieś między 2005 a 2017r.

Już w czasie służby wojskowej był członkiem Wszechrosyjskiego Towarzystwa „Wiedza”, i to prawdopodobnie dość aktywnym – we wrześniu 1957r. otrzymał odznakę „Za aktywną pracę”.

Działał także w Radzieckim Komitecie Weteranów Wojny i Fundacji Pokoju, a po rozpadzie ZSRR wUkraińskim Towarzystwie Ochrony Pomników Historii i Kultury.

Podsumowując, można powiedzieć, że major Siergiejew miał więcej szczęścia niż większość oficerów młodszych mających za sobą służbę poza granicami ZSRR – choć nie awansował zbyt wysoko (co wynika też z ograniczonej liczby etatów w wojskach chemicznych), to jednak po powrocie do ZSRR pozwolono mu kontynuować karierę w Armii Radzieckiej. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że został bardziej doceniony w Polsce i na Ukrainie niż w ZSRR – otrzymał trzy polskie wyższe odznaczenia (w tym dwa za rzeczywiste zasługi), a na Ukrainie dwukrotnie Order Bogdana Chmielnickiego III klasy. Tymczasem za służbę w radzieckich siłach zbrojnych otrzymał tylkodwa odznaczenia bojowe – i to za wysługę lat. Nawet Order Wojny Ojczyźnianej w 1985r. nadano mu w klasie drugiej, najwyraźniej uznając jego służbę za tyłową i nie zaliczając polskiego Krzyża Walecznych jako odznaczenia bojowego.

Jego spuścizna dobrze też pokazuje błędy biurokratyczne i inne zawirowania przy nadawaniu odznaczeń. Dwukrotnie został odznaczony odznaką „25 lat zwycięstwa”, prawdopodobnie przez pomyłkę dwukrotnie otrzymał Order Bogdana Chmielnickiego. Otrzymał dwa medale Żukowa i dwa medale „50 lat zwycięstwa”, choć w obu przypadkach chodzi tu o medal oficjalny – państwowy – i nadany przez Radę Delegatów Ludowych ZSRR.

Lista odznaczeń majora Pawła Piotrowicza Siergiejewa:

Polskie:

Zaświadczenia tymczasowe. Niestety, większość polskich odznaczeń majora Siergiejewa zaginęła.

Krzyż Walecznych – 11.10.1946r.

Srebrny Krzyż Zasługi – 12.11.1945r.

Srebrny Krzyż Zasługi (rozkaz NDWP nr 54)– 4.11.1946r.

Medal „Za Warszawę” – 14.11.1946r.

Medal „Za Odrę, Nysę, Bałtyk” – 26.10.1945r.

Medal Zwycięstwa i Wolności – ?

Odznaka Grunwaldzka – 4.11.1946r.

Jedynie Odznaka Grunwaldzka dotarła do mnie wraz całym zestawem.

Radzieckie:

Radzieckie odznaczenia majora Siergiejewa.

Order Wojny Ojczyźnianej II klasy – 1985r.

Order Czerwonej Gwiazdy (za 15 lat nienagannej służby) – 30.12.1956r.

Medal „Za Zasługi Bojowe” (za 10 lat nienagannej służby) – 17.05.1951r.

Medal “Za obronę radzieckich terenów podbiegunowych” – 1945r.

Medal „Za zwycięstwo nad Niemcami w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej 1941-1945” – 6.04.1946r.

Medal “Za wyzwolenie Warszawy” – 1945r.

Medal „20 lat zwycięstwa” – 22.02.1966r.

Medal „30 lat zwycięstwa” – 7.05.1976r.

Medal „40 lat zwycięstwa” – 16.05.1985r.

Medal „30 lat Sił Zbrojnych ZSRR” – 22.02.1948r.

Medal „40 lat Sił Zbrojnych ZSRR” – 25.06.1958r.

Medal „50 lat Sił Zbrojnych ZSRR” – 01.10.1968r.

Medal „60 lat Sił Zbrojnych ZSRR” – 11.07.1978r.

Medal „70 lat Sił Zbrojnych ZSRR” – 22.02.1988r.

Medal „Weteran Pracy” – 31.10.1984r.

Odznaka „25 lat zwycięstwa” (dwukrotnie) – 1970r.

Odznaka „Za Aktywną Pracę” Wszechradzieckiego Towarzystwa „Wiedza” – 30.09.1957r.

Odznaka honorowa Radzieckiego Komitetu Weteranów Wojny – 9.05.1990r.

Odznaka „Aktywista Fundacji Pokoju” – ?

Ukraińskie:

Odznaczenia ukraińskie majora Siergiejewa. Obie książeczki orderowe odnoszą się do Orderu Bogdana Chmielnickiego – obie podają inny numer orderu, ale sam Order zachował się tylko jeden – o wymienionym w drugiej książeczce numerze 2016

Order Bogdana Chmielnickiego III klasy (nr 47231) – 1999r.

Order Bogdana Chmielnickiego III klasy (nr 2016) – 1999r.

Medal „Obrońcy Ojczyzny” – 1999r.

Medal Żukowa – 1998r.

Medal „50 lat zwycięstwa” – 29.Marca 1995r.

Medal „60 lat zwycięstwa” – 2005r.

Odznaka „50 lat wyzwolenia Ukrainy” – 1.11.1994r.

Odznaka „50 lat zwycięstwa. Weteranom-zwycięzcomod Wdzięcznych mieszkańców Dniepropietrowska” – 1995r.

Odznaka „50 lat wyzwolenia Dniepropietrowska” – 1994?

Odznaka Ukraińskiego Towarzystwa Ochrony Pomników Historii i Kultury „Za aktywny udział w ochronie zabytków Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” – ?

Rada Deputowanych Ludowych ZSRR:

Odznaczenia nadane majorowi Siergiejewowi przez RDL ZSRR pod przewodnictwiem S. Umałatowej.

Medal „50 lat zwycięstwa” – 1997r.

Medal „Marszałek Związku Radzieckiego Żukow” – 1997r.

Medal „80 lat Rewolucji Październikowej” – 1997r.

Medal „80 lat Sił Zbrojnych ZSRR” –1997r.

Medal „55 lat zwycięstwa” – 1999r.

Autor: Kamil Szustak

Radzieckie mundury galowe wz.43

Kilka lat temu, pisząc o radzieckich powojennych mundurach galowych (https://grh18pp.business.blog/2019/02/24/letni-mundur-galowy-oficerow-armii-radzieckiej-po-drugiej-wojnie-swiatowej/) pominąłem najwcześniejszy etap – mundury wz.43. Choć opracowane zostały w czasie wojny, tak naprawdę większość żołnierzy nie zobaczyła ich na oczy aż do parady zwycięstwa. W użyciu pozostały natomiast (z kilkoma wyjątkami) aż do1955r. Czyni je to zatem bardziej mundurami powojennymi niż wojennymi.

Gdy ZSRR zaczął odzyskiwać inicjatywę w wojnie, Stalin odkrył, że, choć do tej pory zwracał się do „narodu radzieckiego” lub „narodów ZSRR”, chwytliwe są hasła propagandowe odnoszące się do historycznych zwycięstw Imperium Rosyjskiego. Samemu będąc zafascynowanym postaciami „carów-rewolucjonistów” Piotra I czy Iwana IV, nie miał oporów przed przywróceniem dawnej symboliki. Stąd cała seria nowych odznaczeń, których patronami byli dawni rosyjscy przywódcy wojskowi (w tym nawet jeden święty kościoła prawosławnego!). Stąd także nawrót do mundurów wzorowanych na używanych przez carską armię, wprowadzonych rozkazem NKO nr 25 z 15 stycznia 1943r.

Najbardziej kontrowersyjnym elementem tej reformy było przywrócenie w armii pagonów. Choć już wcześniej pożegnano się z demokratycznymi porządkami w wojsku i przywrócono stopnie oficerskie, to jednak te zmiany były do zaakceptowania przez większość dowództwa – nawet starych bolszewików. Pagony jednak były tym, co w latach Wojny Domowej odróżniało „białych” od „czerwonych”. Tego typu zmiana, nadająca Armii Czerwonej wygląd znienawidzonego wroga, wywołała sporo kontrowersji. Nikt jednak otwarcie pomysłowi Stalina sprzeciwić się nie ośmielił.

Co ciekawe, mundurem, który zmienił się najmniej, był mundur galowy. Jeżeli chodzi o ogólny krój, w mundurze oficerów zmienił się tylko kołnierz, zaś w mundurze szeregowych i podoficerów dodano wypustki wokół kołnierza i mankietów. Zarówno oficerom, jak i niższym szarżom zachowano granatowe bryczesy.

Zmianie uległ wygląd i funkcja patek kołnierzowych – w dalszym ciągu miały wskazywać rangę i rodzaj wojsk, ale w sposób mniej oczywisty. Barwa określała rodzaj jednostki, zaś dodatek określał przynależność do korpusu. I tak, patka bez dodatków wskazywała na szeregowego. Patka z cienkim galonem przez środek wskazywała na podoficera. Patka z belką (haftowaną lub metalową) wskazywała oficera młodszego, a z dwoma belkami – starszego. Na rękawach pojawiły się także patki w formie „kolumienek” (ros. „stołbiki”), będące kolejnym nawiązaniem do mundurów carskich. „Kolumienki” przysługiwały: oficerom młodszym – po jednej, a oficerom starszym – po dwie na mankiet.

Całkowitej zmianie uległ też mundur generalski, to jednak temat na osobny artykuł. Tu jednak pozwolę sobie opisać kurtki galowe oficerów i podoficerów/szeregowych nieco dokładniej.

Kurtka Galowa (ros. „mundir”) oficerów Armii Czerwonej/Radzieckiej wz.43

Kurtka mundurowa galowa dla oficera wojsk pancernych wz.43

Kurtka jednorzędowa, z wyraźnym odcięciem w talii, zapinana na pięć dużych guzików, ze sztywną stójką zapinaną na dwie haftki (teoretycznie przepisy przewidywały zapinane także na trzy haftki, ale nie słyszałem, by takowe występowały). Kołnierz i krawędź lewa kurtki obszyte wypustką barwną (odpowiednią dla rodzaju wojsk), na kołnierzu w odległości 1cm od końców i w równej odległości od górnej i dolnej krawędzi – naszyte patki barwne długości 8,2cm i szerokości 2,7cm. Na patkach umieszczone centralnie haftowane złotym lub srebrnym bajorkiem (w rzeczywistości częściej – wykonane z blachy) paski długości 5,4cm: dla oficerów starszych – dwa; dla młodszych – jeden. Przepisy przewidywały, w przypadku oficerów starszych odległość 0,5-1mm, ale de facto nikt tego nie mierzył i paski często się stykały.

Pagony z polem z plecionki złotej i srebrną gwiazdą – dla jednostek liniowych, guziki bez rantu wprowadzone wkrótce po wojnie. Odstęp pomiędzy belkami na patkach przekracza regulaminowy 1mm

Rękawy zakończone mankietami odciętymi wypustką w barwie wojsk. Na mankietach, po zewnętrznej stronie umieszczano wspomniane wyżej „kolumienki” złote lub srebrne.

“Kolumienki”

Rozpór na plecach pojedynczy, na zakładkę. Równolegle do niego – wszyte ozdobne listewki z dwoma dużymi guzikami i wypustką barwną.

Rozpór i listewki. Pas uniesiony by lepiej pokazać odcięcie.

Pagony mocowano za pomocą szlufek.

Kurtka galowa podoficerów i szeregowców Armii Czerwonej/Radzieckiej wz.43

Kurtka galowa wz.43 dla szeregowców i podoficerów Wojskowych Sił Powietrznych – egzemplarz magazynowy, z metką kontrolną, wyprodukowany ok. 1954r. Prezentowany bez pagonów i pasa, by lepiej pokazać krój

Kurtka jednorzędowa z odcięciem w talii , zapinana na pięć dużych guzików, ze sztywną stójką zapinaną na dwie haftki. Kołnierz i krawędź lewa kurtki obszyte wypustką barwną, na kołnierzu w odległości 1cm od końców i w równej odległości od górnej i dolnej krawędzi – naszyte patki barwne długości 8,2cm i szerokości 2,7cm. Na patkach młodszej kadry dowódczej (podoficerów) naszyty pojedynczy pasek ze złotego galonu – centralnie przez środek patki, równolegle do jej dłuższych krawędzi.

Mocowanie pagonów i patki. O ile mundury oficerów zwykle nie miały guzików na stałe (jedynie dziurki do związania), ze względu na sztywne pagony, o tyle mundury podoficerów i szeregowych takowe posiadały – pagony szeregowych i podoficerów zwykle były nieusztywnione. Guziki bez rantu wskazują na produkcję powojenną.

Rękawy zakończone mankietami odciętymi wypustką w barwie wojsk.

Rozpór na plecach pojedynczy, na zakładkę. Równolegle do niego – wszyte ozdobne listewki zakończone dużym guzikiem.

Rozpór i listewki.

Do mundurów zachowano bryczesy granatowe – dla oficerów z wypustką barwną, dla szeregowców i podoficerów – bez wypustki. Oficerowie nosili oficerki ze skóry chromowanej, zaś podoficerowie i szeregowcy – juchtowe lub kirzowe.

W roli nakrycia głowy stosowano czapki okrągłe z gwiazdą, rzadziej, podczas parad, także hełmy (ponoć masowe zastosowanie hełmów stalowych na paradzie zwycięstwaw1945r. spowodowane było częściowo brakiem odpowiedniej liczby czapek dla wszystkich uczestników).

Początkowo nie przewidywano specjalnych pasów galowych – oficerowie nosili pasy skórzane dwubolcowe wz.32, z poprzeczką lub bez, choć znane są także zdjęcia oficerów noszących wycofane z użytku pasy wz.35, z klamrą z „wyciętą” gwiazdą. Podoficerowie i szeregowi stosowali zwykłe pasy jednobolcowe, przy czym do munduru galowego musiały być one wykonane ze skóry.

Do munduru przewidywano wykorzystanie rękawiczek dzianych w kolorze zielonym.

Odznaczenia noszono w linii prostej, prostopadle do krawędzi poły. Po prawej stronie noszono ordery nieposiadające wstążek i odznaki, po stronie lewej – ordery ze wstążkami i medale. Jedyną dopuszczalną odznaką po stronie lewej była w tym czasie odznaka członkowska komsomołu oraz odznaki delegatów do rad.

Wraz z przywróceniem pagonów, zmianom uległy też barwy broni. Dokładny opis zawiera poniższa tabela (zestawienie obejmuje wyłącznie pagony galowe):

Rodzaj wojsk/ służbWypustki na mundurzePole pagonu (szeregowy/ podoficer)Wypustka na pagoniePole pagonu (oficer)PrześwitWypustka na pagonieOtok czapkiWypustki na czapce
PiechotaMalinoweMalinowyCzarnaZłoteMalinowymalinowamalinowymalinowe
ArtyleriaCzerwoneCzarneCzerwonaZłoteCzerwonyCzerwonaCzarnyCzerwone
PancerneCzerwoneCzarneCzerwonaZłote/srebrneCzerwonyCzerwonaCzarny*Czerwone
KawaleriaGranatoweGranatoweCzarnaZłoteGranatowyGranatowaGranatowyCzarne
LotnictwoBłękitneBłękitneBłękitnaZłote/srebrneBłękitnyBłękitnaBłękitnybłękitne
MedycznaCzerwoneZieloneCzerwonaSrebrneCzerwonyczerwonaZielonyczerwone
WeterynaryjnaCzerwoneZieloneCzerwonaSrebrneCzerwonyczerwonaZielonyczerwone
KwatermistrzowskaMalinoweSrebrneMalinowyMalinowaMalinowyMalinowe
SprawiedliwościCzerwoneSrebrneCzerwonyCzerwonaMalinowyMalinowe
KolejoweGranatoweCzarneGranatoweZłoteCzarnyZielonaCzarnygranatowe
WOSOZieloneZłoteCzarnyZielonaCzarny*zielone
InżynieryjneGranatoweCzarneGranatowaZłote/srebrneCzarnyCzarnaCzarnyGranatowe
komunikacjaGranatoweCzarneGranatowaSrebrneCzarnyCzarnaCzarnyGranatowe
TopografiaGranatoweCzarneGranatowaZłotaCzarnyCzarnyCzarnyGranatowe
ChemiczneCzarneCzarneCzarnaZłoteCzarnyCzarnyCzarnyCzarny

Mundury galowe wz.43 najwyraźniej albo trafiły w gust rządzących, albo były ważniejsze sprawy niż zmiana mundurów. Galowe mundury szeregowych zmieniono dopiero w 1956r. na nieco bardziej uproszczone, choć w podobnym kroju. Mundury oficerskie zmieniono w 1955r., w wyniku reformy przygotowanej na rocznicę zwycięstwa. Jednak już 1949r. wprowadzono nieco „unowocześnione” mundury dla Wojsk Pancernych i Sił Powietrznych. Odrobinę miejsca chciałbym tutaj poświęcić właśnie bezpośrednim następcom mundurów galowych wz. 43.

Reforma z 1956 roku, choć zmieniła nieco barwy broni, mundur galowy szeregowych jedynie nieznacznie uprościła. Praktycznie rzecz biorąc – zmianie uległa tylko kurtka mundurowa, spodnie zaś zamieniono na zielone – model do tej pory noszony na co dzień.

Kurtka mundurowa dla szeregowych i podoficerów Armii Radzieckiej wz.56

Kurtka mundurowa galowa szeregowca piechoty zmotoryzowanej wz.1956r. Prezentowany bez pasa celem lepszego pokazania kroju.

Kurtka jednorzędowa zapinana na pięć dużych guzików, ze sztywną stójką zapinaną na dwie haftki. Na kołnierzu w odległości 1cm od końców i w równej odległości od górnej i dolnej krawędzi – naszyte patki barwne długości 8,2cm i szerokości 2,7cm. Na patkach podoficerów naszyty pojedynczy pasek ze złotego galonu – centralnie przez środek patki, równolegle do jej dłuższych krawędzi.

Rękawy zakończone mankietami odciętymi, bez wypustek.

Plecy bez rozporów. Na bocznych szwach pleców – haki do podtrzymywania pasa.

Jak więc widać, kurtki znacząco uproszczono, co spowodowane było zapewne względami oszczędnościowymi. Zniknęły wypustki, wycięcie w tali i rozpory z ozdobnymi listewkami.

Do kurtki noszono pas brązowy z klamrą płytkową z wizerunkiem gwiazdy z sierpem i młotem – uprzednio noszony przede wszystkim przez kadetów szkół suworowskich i wychowanków specjalnych szkół wojskowych.

Jak wspomniałem wyżej (oraz w poprzednim artykule), reforma z 1949r. dotknęła tylko oficerów formacji, którym przypisywano decydującą rolę w zwycięstwie – pancerniakom i lotnikom. Zmianom uległy czapki galowe, zaopatrzone w ornament (liście laurowe) na daszku oraz kurtki – zarówno kurtki służbowe (ros. „kitel”) jak i galowe („mundir”) zastąpiono kurtką dwurzędową z otwartym kołnierzem.

Kurtka galowa dla oficerów Wojsk Pancernych i Sił Powietrznych wz.49

Kurtka mundurowa oficera Wojskowych Sił powietrznych wz.43 – tu akurat w wersji codziennej – pokazana celem prezentacji kroju i emblematów.

Kurtka dwurzędowa z otwartym kołnierzem. Na połach po trzy duże guziki mundurowe. Kieszenie dolne wpuszczane z prostokątnymi patkami. Po lewej stronie kieszeń napierśna prosta, wpuszczona podkreślona listwą.

Klapy kołnierza kurtki dla oficerów Wojsk Pancernych w całości obszyte czarnym aksamitem i zaopatrzone w wypustkę czerwoną. Klapy kołnierza kurtki oficerów Wojskowych Sił Powietrznych wykonane z tego samego materiału co reszta kurtki, zaopatrzone w wypustkę błękitną.

Patki w wersji codziennej – bez lamówki z plecionki lub galonu.

Na klapach kurtki oficerów Wojsk Pancernych umieszcza sie centralnie emblematy rodzaju wojsk. Na klapach oficerów Wojskowych Sił Powietrznych umieszcza się patki błękitne długości 8,5cm i szerokości 3,5cm obszyte plecionką złotą lub srebrną (lub takim galonem), zaopatrzone w duży guzik mundurowy i emblemat rodzaju wojsk (ten ostatni często pomijano).

Patka galowa oficera lotnictwa Wojsk Wewnętrznych MWD – w rzadziej spotykanej wersji, obszyta złotym galonem.

Rękawy zakończone mankietami odciętymi wypustką w barwie wojsk (błękitną lub czerwoną). Na mankietach, po zewnętrznej stronie umieszczano „kolumienki” złote lub srebrne, na podkładce w barwie wojsk (błękitne lub czarne, choć stosowano też podkładki w barwie munduru) – dla oficerów starszych po dwie, dla młodszych – po jednej.

“Kolumienka” z kurtki galowej wz.49 oficera lotnictwa WW MWD

Plecy bez rozporów, zszyte z dwóch części.

Pagony czterokątne, przyszywane na całej długości.

Pod kurtką nosi się koszulę w kolorze ochronnym i krawat.

Do kurtki noszono w dalszym ciągu granatowe spodnie z wypustką, przy czym dla oficerów Wojskowych Sił Powietrznych przewidywano spodnie proste z trzewikami zamiast bryczesów. Bez zmian pozostał także pas

Co ciekawe, prawie identyczny krój miały następnie kurtki galowe wz.55. Te jednak pozbawiono kieszeni napierśnej.

Odznaczenia na tych mundurach nakazano nosić równolegle do klap kołnierza.

Jako inspirację dla mundurów wz.49 często podaje się mundury oficerów marynarki. Może to być dobry trop, pamiętać jednak należy, ze dopiero od 1952r. kurtki tego kroju upowszechniły się w WMF, wcześniej (od 1941r.) podobnego kroju kurtki („tużurki”) funkcjonowały tylko dla admirałów i generałów Marynarki.

Powyższe opracowanie nie wyczerpuje oczywiście tematu. Oparte zostało na kilku źródłach i opracowaniach, jeżeli jednak uważny czytelnik dopatrzy się w nim błędów rzeczowych, będą one raczej moją winą niż błędów wcześniejszych autorów. Dlatego też, w przypadku doszukania się nieścisłości, prosiłbym czytelników o informację.

Autor: Kamil Szustak

Bibliografia:

Forma Odieżdy Wojennych Sił SSSR i Rossiji. 1917-90-tegody, Moskwa, 1999r.

Ilustrirovannoje opisanije obmundirowanija i znakow rozliczija Sowietskoj Armii (1918 – 1958gg.), p.red. I. Jermoszyna, Leningrad 1960r.

Anton Szalito, Ilija Sawczenkow, Nikołaj Roginskij, Kiriłł Cyplonkow, Uniforma Krasnoj Armii 1918-1945, Moskwa 1997r.

www.rkka.ru

www.vedomstva-uniforma.ru

www.undertheredstar.com

www.army.armor.kiev.ua

SUMMARY

The text, being a supplement to an earlier article on post-war Soviet parade uniform, is discussing the first parade uniforms used after the war by both Soviet officers and enlisted men – the m43, m49 and m56 uniforms.

Ćwiczenie Volkssturm 2020

Jako że ten rok nie był dla ruchu rekonstrukcyjnego (i, w sumie, to chyba dla nikogo) zbyt łaskawy, postanowiliśmy trochę ponadrabiać organizując zajęcia wewnętrzne. Pojawił się też pomysł tchnięcia nieco życia w te rzadziej używane obszary naszych zainteresowań. Na styku tych dwu pomysłów w ostatni weekend września zorganizowaliśmy krótkie ćwiczenie w masywie Ślęży.

Choć pierwotny plan zakładał także nocleg w terenie, brak czasu sprawił, że ostatecznie ograniczyliśmy się do jednego dnia. Aby było inaczej niż zwykle, postanowiliśmy wyjść tym razem jako Volkssturm z 1945r. Naprędce udało się nam dopasować lokalizację tak, aby uzasadnić obecność volkssturmistów stosunkowo daleko od terenów zabudowanych – otóż na stoku Czernicy działał kiedyś kopalnia chromitu. Choć już na początku lat 40. Straciła większe znaczenie, to w 1945r. obiekt był na tyle ważny, że został przez Niemców wysadzony. Uznaliśmy, że ochrona części obiektów kopalnianych mogła zostać pod koniec wojny powierzona właśnie volkssturmistom, żeby nie odciągać od ważniejszych zadań jednostek regularnych.

Żeby uniknąć chodzenia wyłącznie w cywilnych ciuchach, zdecydowaliśmy się na bardziej wyraziste sylwetki:

– były rezerwista skreślony z ewidencji z powodu złego stanu zdrowia – kurtka m36 pozbawiona insygniów, koszula w paski z charakterystycznym –wysokim i ostrym kołnierzem, szeroki krawat w paski, spodnie szare gabardynowe. Do tego robocze trzewiki z grubymi skarpetami, pas z klamrą cechu murarzy i kaszkiet.

– Zmobilizowany pracownik Deutsche Reichsbahn – kurtka kolejarska z lat 20. (wybarana by oszczędzić aktualny mundur m41), spodnie robocze z zielonkawego drelichu, furażerka służbowa DRB, pas mundurowy i cywilne trzewiki podkute gwoździami.

Mając tak zarysowane tło, w sobotni poranek, w strugach deszczu dojechaliśmy do przełęczy Tąpadła. Pod wiatą zasiedliśmy do mapy. I tu wyszedł pierwszy problem, bo okazało się, ze reprint niemieckiej mapy nie trzyma oryginalnej skali, w związku z czym trudno było prawidłowo ocenić odległości. Na szczęście z pomocą oryginalnych pomocy dydaktycznych udało się zlokalizować poszukiwany obiekt na mapie i wyznaczyć trasę. Jak się później okazało, większość dróg pokrywa się z przedwojennym przebiegiem.

Nie było co dłużej marudzić, plecaki na grzbiet, czapki na głowy, Celty na plecy i ruszyliśmy. Choć od góry byliśmy trochę chronieni, spodnie szybko ponasiąkały wodą. Sytuacji nie ułatwiały też wysokie trawy i dość liczne cieki wodne przecinające drogę, dodatkowo jeszcze zasilane potokami wody lejącymi się drogą – efekt całej nocy intensywnych opadów.

Pomimo braku oznaczeń, dość łatwo udało nam się znaleźć jedno z wejść do kopalni, kryjące się na końcu stromego jaru (niegdyś pewnie drogi dojazdowej). Samej kopalni jednak nie udało się zwiedzić, gdyż zaraz na początku ustawiono stałą kratę. Widać sezonowy dostęp, który ponoć zdarzał się w poprzednich latach, został juz całkowicie zakazany. Jakkolwiek teren nijak raczej nie przypomina stanu z końca wojny, przy wejściu rozbijamy obozowisko. Rozwieszamy płachty namiotowe nad wejściem, domaskowując je dostępnym materiałem. Z powalonych konarów i przyniesionych w plecakach worków jutowych (napełnionych na miejscu ziemią) budujemy niską barykadę blokującą dostęp do kopalni. W międzyczasie przestaje padać. Na esbitowskim kocherze gotujemy wodę na kawę i herbatę, po lekkim rozgrzaniu się ruszamy na krótki patrol, pozostawiwszy przedtem plecaki w przygotowanej uprzednio skrytce materiałowej. Po powrocie przyrządzamy obiad. Spożyty z garnka aluminiowego i pierwszowojennej niemieckiej menażki ciepły posiłek rozgrzewa i poprawia humory. Powtórzywszy zagadnienia nawigacji, zwijamy obozowisko i późnym popołudniem wracamy na przełęcz.

Zajęcia pozwoliły, oprócz, zadań zaplanowanych, przećwiczyć wykorzystanie przedmiotów codziennego użytku z epoki w nieco trudniejszych warunkach atmosferycznych.

Autor: Kamil szustak

Zdjęcia: Maciej Mądry

Młodszy lejtnant milicji, zachodnia Ukraina, wrzesień 1944r.

Pociąg zwolnił, zjechał na boczny tor, a po chwili zatrzymał się. Kostia otworzył walizkę i wyjął kurtkę mundurową. Choć była określana jako „letnia” i wykonana została z lekkiej bawełny, nowa fala potu zalała go zanim jeszcze zapiął guziki. Nic dziwnego – duszny wagon towarowy wypełniony grupą żołnierzy, ze słońcem niemiłosiernie nagrzewającym stalowy dach… W normalnych warunkach jego towarzysze podróży przywitaliby zapewne pojawienie się białego munduru w takim otoczeniu salwą śmiechu, ale chociaż był niewiele starszy od większości z nich, dla młodych rekrutów zdążających na front pozostawał „towarzyszem lejtnantem”.

Gdy usłużny jerajtor otworzył drzwi wagonu, Kostia zeskoczył i założył czapkę. Oczywiście pociąg jak zwykle zatrzymał się poza peronem, więc skacząc omal nie skręcił sobie kostki, zdołał jednak złapać równowagę i życząc żołnierzom by bili hitlerowców dzielnie, odebrał podaną mu walizkę.

Rozejrzał się w koło, ale choć głównie otaczały go pociągi, i tak wiedział, ze okolica go nie zachwyci. A miało być tak pięknie.

***

Jeszcze na kilka miesięcy przed promocją cieszył się życiem i nadziejami na przyszłość. Nie miał ambicji zostać pracownikiem MURa, ale liczył na ciekawą służbę w Stolicy, gdzie mógłby się wykazać i zainteresować swoją osobą milicjantki z poboru, którymi NKWD zapychało braki kadrowe. Niestety, potem Sania Kartaszow wpadł na jeden ze swoich „genialnych” pomysłów i, co gorsza, dali się przyłapać. Tak naprawdę chyba tylko dobre opinie z Komsomołu i Osoawiachimu, dobre wyniki w nauce, oraz permanentne braki kadrowe, z jakimi borykała sie milicja, zadecydowały, że nie został wyrzucony ze szkoły i wysłany na front. Zamiast tego na promocji dostał tylko jedną gwiazdkę i od razu skierowano go do jakiejś zabitej dechami dziury, gdzie jeszcze niedawno Niemcy hulali w najlepsze. Choć miał objąć stanowisko naczelnika miejscowego posterunku, wcale nie uważał tego za wyróżnienie.

A potem było już tylko gorzej. Najpierw zamiast mundurów dostali ekwiwalent na zakup. Jak się okazało – kompletnie bezwartościowy, bo w Moskwie akurat zabrakło granatowego materiału. Dlatego też zdołał jedynie zamówić letni mundur, a promocję przyjmował w tej samej gimnastiorce szeregowego, którą nosił od półtora roku. W dodatku nowy regulamin nie przewidywał noszenia starych odznak Osoawiachima, których Kostia miał kilka na swoim koncie, toteż prezentować mógł tylko odznakę Komsomołu, która na jego szerokiej piersi wyglądała dość żałośnie

Potem okazało się, że choć rozkaz mówił, że na miejscu miał się stawić za pięć dni, dotarcie do miasteczka daleko na południowym zachodzie graniczyło z niemożliwością. Spodziewał się podróży pociągiem osobowym, musiał jednak tłuc się wojskowymi składami, za każdym razem uciekając się do próśb lub gróźb pod adresem załogi, aby tylko móc uzyskać wątpliwy przywilej podróży w zatłoczonym wagonie bydlęcym, przypadkiem jadącym we właściwym kierunku. W dodatku część torów dalej nie nadawała się do użytku, więc nierzadko jechali dziwnymi objazdami, nadkładając drogi. W rezultacie, podróż, która powinna była trwać może dwadzieścia kilka godzin, zajęła mu kilka dni.

***

Teraz musiał pilnie zgłosić się w miejscowej radzie, a następnie przejąć posterunek.

Spojrzał na zegarek – będący obiektem zazdrości naręczny czasomierz był w rzeczywistości sprytną konwersją damskiego zegarka kieszonkowego – było już na tyle późno, by zastać kogoś z miejscowych władz.

***

Spotkanie z przedstawicielem miejscowej administracji przebiegło sprawnie i lepiej niż się spodziewał. Towarzysz Kurgato, który go przyjął wydał mu kartki i tymczasowy dokument i skierował na posterunek, gdzie Kostia miał od tej pory pracować i mieszkać, przejąwszy przedtem obowiązki od p.o. naczelnika starszego sierżanta Stawitskiego.

Teraz, idąc w kierunku posterunku, mógł bliżej przyjrzeć się miasteczku. Większość domów była murowana,w stylu zupełnie niepodobnym do tego, który znał z Rosji. Niektóre ulice były nawet wyasfaltowane (choć na większości leżał bruk przechodzący stopniowo w drogi gruntowe). Choć miasto nie ucierpiało szczególnie w czasie wojny (poza kilkoma dziurami po kulach w centrum i wysadzoną przez partyzantów mleczarnią), sprawiało wrażenie na wpół wymarłego, a mieszkańcy ponad wszelką wątpliwość klepali biedę. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco, ale też nie było tragedii, biorąc pod uwagę, że raptem dwa miesiące temu przetoczył się tutaj front.

Sam posterunek prezentował się dość solidnie, choć widać było, ze gmach pamięta jeszcze XIXw. Na prawo od drzwi wisiała pomalowana na czerwono deska z prostym napisem „Milicija”, nad i pod nią widać było ślady po kilku starszych oznaczeniach, szczególnie interesująco wyglądał owalny ślad powyżej. Nie pasował do przedwojennych tablic, ani, o ile Kostia wiedział, do niemieckich.

Pchnął drzwi i wszedł do hallu. Pomieszczenie było dość duże, ale jego jedyne wyposażenie stanowiło biurko i krzesło w rogu, zajmowane przez młodego chłopaka w granatowej gimnastiorce bez pagonów. Chłopak najpierw uniósł wzrok, uparcie starając się nadać twarzy wyraz poważny i groźny (co wyszło mu nie najlepiej), a następnie, ujrzawszy oficerski mundur, wyprężył się jak struna (przewracając przy tym krzesło) i przesadnie sprężystym ruchem wykonał salut, zdał sobie sprawę, ze jego czapka dalej spoczywa na biurku, błyskawicznie nasadził ją na głowę(nie zważając na wystające spod czapki kosmyki włosów) i powtórnie zasalutował. Usiłował coś powiedzieć, ale najwyraźniej odjęło mu mowę, więc tylko stał na baczność z niezbyt mądrą miną i ręką przy daszku czapki.

Cały ten komiczny pokaz zaskoczył Kostię, więc minęła dłuższa chwila nim odpowiedział na salut.

– Spocznij! – rzucił – Ja do sierżanta Stawitskiego.

Chłopak, najwyraźniej dalej nie mogąc wykrztusić z siebie słowa, skinął głową i dał mu znak, by poszedł za nim. Choć było to wbrew regulaminowi, Kostia podążył za chłopakiem do gabinetu.

Młody otworzył drzwi, wszedł przodem, ponownie stanął na baczność i zasalutował, zwracając się do mężczyzny siedzącego za dość solidnym, drewnianym biurkiem na środku pokoju.

– Towarzyszu starszy sierżancie, oficer do Was! – zakrzyknął głosem, który pod koniec zdania przeszedł w falset. Kostia nie sądził, by chłopak miał więcej niż 17 lat.

Mężczyzna za biurkiem podniósł wzrok znad papierów i spojrzał na Kostię znad okularów do czytania. Mógł mieć około 30-35 lat, miał czarne włosy i takież wąsy. Ubrany był w milicyjną gimnastiorkę starego wzoru, w opadającym kołnierzem, do której doszyto pozbawione szyfrówki naramienniki starszego sierżanta.

Podoficer wstał niespiesznie, gestem nakazał chłopakowi opuścić gabinet po czym podszedł do Kostii i wyciągnął rękę.

– Stanisław Piotrowicz Stawicki – powiedział z szerokim uśmiechem. Był prawie o głowę niższy od Kostii, ale uścisk dłoni miał mocny. Mówił po rosyjsku z lekkim akcentem – Jak sądzę mam przyjemność z naszym nowym naczelnikiem, młodszym lejtnantem Mołczanowem?

– Zgadza się, Konstantin Filippowicz. Mam objąć posterunek.

– A zatem witam towarzysza Naczelnika – nie wypuszczając dłoni Kostii, drugą ręką powiódł do okoła – Jak widać nie ma tu wiele do obejmowania.

Mołczanow podążył wzrokiem za gestem Stawitskiego. W gabinecie nie było nic prócz biurka, krzesła, jednej szafy na akta, przedwojennego portretu Stalina i wmurowanego w ścianę niewielkiego sejfu.

– W zbrojowni mamy kilka karabinów i rewolwerów pozostałych po polskiej Policji w 1939r., kilka pamiątek po Niemcach, którzy też mieli tu siedzibę policji, a ostatnio dostaliśmy z Kijowa całkiem dużo amunicji 7,62×25, której akurat kompletnie nie mamy jak wykorzystać. Mundurów, jak widać, brak, a to co dostajemy jest raczej przypadkowe. Budynek nadaje się do użytku, włącznie z aresztem i kwaterą towarzysza naczelnika, ale mebli prawie nie ma – hitlerowcy wywieźli co się dało. Brakuje nam ludzi. Poza mną i Fiedią, którego już mieliście okazję poznać, mamy jeszcze dwie dziewczyny i starego Stiopę – to emeryt, ale w 1920 robił przyspieszony kurs milicyjny – wszystko ochotnicy spośród miejscowych, swój czas dzielą między służbę i naukę z tego, co jest pod ręką. Ja mam staż najdłuższy, bo przed wojną zdążyłem tu przesłużyć prawie dwa lata. W mieście przestępczości prawie nie ma – czasem ktoś kartki ukradnie, czasem ktoś po pijaku chwyci za siekierę… Poza miastem, to inna historia, podejdźcie proszę…

Nie przestając mówić sierżant podszedł do biurka i odsunął dokumenty leżące na wierzchu. Oczom Kostii ukazała się mapa z opisami alfabetem łacińskiem.

– Na wschód, południe i zachód – palec Stawitskiego przesuwał się szybko po mapie – jak okiem sięgnąć, nie ma nic – pola, pastwiska i step. I gdzie-niegdzie wioska. Latem pył, jesienią błoto, a zimą śnieżne pustkowie. Prawdziwy problem jest tu, na północy – palec przesunął się wskazując na spory kompleks leśny – tu siedzą bandy.

– Jakie bandy?

Stawitski wzruszył ramionami.

– Wszelakie. Ukraińskie, polskie, maruderzy, niemieckie niedobitki… Do niedawna jeszcze walczyli z Niemcami, z nami, lub między sobą, ale teraz głównie zajmują się rabunkiem. Jesień niedługo – wiedzą, że trzeba zapasy na zimę zrobić. Ale czasem jakiś zamach zorganizują, wioskę spalą, konwój ostrzelają… – Kostia patrzył na mapę. Znał trochę niemiecki, ale był pewny, że opisy są w innym języku.

– Poparcie wśród miejscowych mają?

– Po wsiach – tak, zwłaszcza UPA. Polskie wsie w większości wyrżnięte, a ludność schroniła się tutaj. Choć przyznać trzeba, że i Polacy akcje odwetowe robili. W mieście spokojnie, nawet kler nie burzy ludzi przeciw władzy radzieckiej.

– Kler? Macie tu czynną cerkiew? Pozwalacie na to?

– Cerkiew, kościół, nawet luterański zbór. Towarzysz Stalin pozwolił na nabożeństwa… A już towarzysz Rakowskij pisał, że pierwsi chrześcijanie byli prawdziwymi komunistami – sierżant puścił do kostii oko i uśmiechnął się kpiarsko. Mołczanow nie drążył. Mimo wysokich not z historii WKP(b), nie miał pojęcia kim był towarzysz Rakowskij.

– Teren dobrze znacie?

– Nawet bardzo. Ja miejscowy jestem, jeszcze przed 1939…

– Polak? – zapytał Kostia starając się nie pokazać po sobie, że jeszcze przed chwilą nie miał pojęcia, że przed 1939r. te tereny należały do Polski.

Stawitski przytaknął.

– To co, za chwilę do ojczyzny?

– Moja ojczyzna tutaj. Tu się urodziłem. Jak przyszła władza radziecka, to miałem za sobą dwa lata studiów prawniczych we Lwowie i wyrok za działalność komunistyczną. Od razu wzięli mnie do milicji. Dzięki temu mogłem tu zostać… – Stawitski zrobił pauzę, ale Kostia nie zrozumiał aluzji – A potem przyszli Niemcy i poszedłem do partyzantki. Stopień mam stamtąd, ale dostałem uznanie z UNKWD. Ale na razie wystarczy o mnie. Chodźcie towarzyszu lejtnancie, pokażę Wam Waszą kwaterę. Ten biały kitel proponuję jednak odłożyć do szafy, za prędko się nie przyda. Jak mówiłem, latem pył, jesienią błoto. Myślę, że znajdziemy Wam jakąś kurtkę skórzaną…

Historia formacji

Po rewolucji, komuniści błyskawicznie rozwiązali ludową milicję podległą Rządowi Tymczasowemu i w jej miejsce postanowili powołać „milicje robotnicze”, które miały być wcieleniem w życie leninowskich idei, w myśl których każdy robotnik miał być jednocześnie obrońcą swojej ojczyzny i stróżem porządku (tak, choć niektórym może się to nie mieścić w głowie, Lenin swego czasu był za powszechnym dostępem do broni; dopiero zderzenie z rzeczywistym poparciem społecznym jakim cieszyli się bolszewicy skutecznie wybiło mu te pomysły z głowy). Początkowo więc były to niewielkie grupki, dowodzone przez nie mających żadnego doświadczenia pracowników politycznych, podległe miejscowym radom. Słabo zorganizowane, uzbrojone i niewyszkolone oddziały luźno powiązane ze sobą nie były do końca tym, o co chodziło Ludowemu Komisariatowi Spraw Wewnętrznych, toteż już w kwietniu 1918r. powołano do życia milicję państwową – Radziecką Robotniczo-Chłopską Milicję. Rok później stworzono bardziej wyspecjalizowane służby – milicję kolejową i wodną, które w historii ZSRR pojawiały się i znikały kilkukrotnie. W październiku 1918 roku utworzono także wydziały kryminalne – „Ugołownyj Rozysk”.

Największym problemem milicji radzieckiej były kadry, szczególnie, że prawo zakazywało zatrudniania pracowników carskiej policji. Radzono sobie z tym różnie – na przykład pierwszy Naczelnik Moskiewskiego Wydziału Kryminalnego (Moskowskij Ugołownyj Rozysk; MUR), Aleksandr Triepałow, świadom swoich braków, ignorował ten zapis całkowicie, obsadzając najważniejsze stanowiska byłymi policjantami (Później wykorzystano te działania jako dowód w procesie przeciwko niemu; Triepałow został rozstrzelany za udział w antyradzieckiej organizacji terrorystycznej w 1937r.). Nie wszędzie jednak naczelnicy mięli na tyle rozsądku i ogólny poziom kadr pozostawiał wiele do życzenia.

Choć od początku tworzono milicyjne kursy dowódcze, dopiero w1921r. otwarto pierwszych siedem oficjalnych szkół i, choć plany zakładały początkowo dwie, otwarto jedną wyższą szkołę milicji – w Piotrogrodzie. Po zakończeniu pierwszego, rocznego cyklu, szkołę przemianowano na Pierwszą Piotrogrodzką Szkołę Średniej Kadry Dowódczej Milicji i rozpisano nowy, tym razem dwuletni cykl nauczania. Do 1925r. utworzono na jej wzór trzy kolejne w różnych częściach RSFRR.

Pod koniec lat 20. radziecka milicja mogła już poszczycić się całkiem dobrze przygotowanymi kadrami, zwalczyć udało się także zjawisko korupcji trapiące tę formację w pierwszych latach istnienia.

Po 1941r. wielu milicjantów powołano do wojska, pozostawiając na stanowiskach najbardziej niezbędny i doświadczony personel, głównie oficerów. Braki kadrowe starano się uzupełniać na każdy możliwy sposób – werbowano ochotników i przeprowadzano mobilizację do jednostek milicji wśród kobiet nie objętych obowiązkową służbą wojskową.

Aby uzupełnić braki wznowiono też milicyjne kursy oficerskie, które, podobnie jak wojskowe, działały w trybie przyspieszonym.

Milicjanci oprócz standardowych działań, musieli także wspierać jednostki obrony przeciwlotniczej w miastach, a także radzić sobie z problemami przedtem niespotykanymi – na przykład w Leningradzie w 1942 roku lawinowo rosła liczba przypadków „bandytyzmu kategorii szczególnej”. Pod nazwą tą krył się kanibalizm, a konkretniej przypadki morderstw popełnianych celem zjedzenia ofiary. O tym jak poważny był to problem świadczy fakt, że w ciągu pierwszego półrocza tego roku, za przestępstwa tego typu miesięcznie zatrzymywano od kilkuset do półtora tysiąca ludzi.

W miarę wyzwalania przez Armię Czerwoną terenów Białorusi i Ukrainy, starano się, o ile to możliwe, jak najszybciej odtwarzać lokalne struktury milicji, często jednak było to niewykonalne i wiele miast musiało na cywilnych stróżów porządku poczekać nawet do połowy 1945r., w międzyczasie tworząc tymczasowe oddziały ochotnicze.

Ze względu na ograniczone siły wojskowe na tyłach, milicjanci często brali udział w odpieraniu ataków partyzantki Polskiej i UPA na terytoriach zajętych przez ZSRR w 1939r. O ile w początkach wojny były to przypadki rzadkie, o tyle po wyparciu Niemców zdarzały się coraz częściej.

Umundurowanie milicji

Milicyjne mundury w ZSRR przechodziły liczne zmiany. Początkowo oddziały milicji nosiły odzież wojskową lub ubiór cywilny. Później kilkukrotnie eksperymentowano z mundurami w kolorze granatowym, szarym, czarnym, szaroniebieskim i zielonym. W 1928 roku osiągnięto pewien kompromis, gdy nakazano szeregowym nosić mundury czarne, dowódcom – granatowe, a wszystkim w okresie letnim – zielone. Podstawowym elementem munduru miała być gimnastiorka o kroju identycznym z wojskową bluzą wz.27. Niestety, kompromis nie utrzymał się długo, bo już w 1931r. milicjanci otrzymali mundury w kolorze szaroniebieskim z kaskiem wzorowanym na nakryciu głowy brytyjskiej policji. Jedynym odstępstwem kolorystycznym był tu mundur letni w kolorze białym. Oznaczenia stopni – błękitne z czerwoną lamówką – upodobniono do wojskowych. Na czapki opracowano nowy wzór odznaki – błękitną gwiazdę z naniesionym na nią herbem ZSRR.

W 1936 roku w milicji przywrócono stopnie oficerskie, a ich oznaczenia, chociaż pozostały na kołnierzach, upodobniono do carskich pagonów, zachowując układ belek, gwiazdek i prześwitów. Odznakę na czapkę zamieniono na sam herb ZSRR, dodatkowo identyczną odznakę naniesiono na rękawy mundurów.

W 1938r. Ponownie zaczęto eksperymentować z kolorami, wprowadzając zielone płaszcze i zmieniając kolorystykę czapek.

Rok później milicyjne oznaczenia stopni powtórnie upodobniono do stosowanych w Armii Czerwonej, przywrócono także na czapkę odznakę z gwiazdą, zmieniając jednak jej kolor na czerwony, herb pozostawiając jednak na rękawie.

W 1940r. milicyjne mundury ponownie zyskały kolor granatowy, zaś czapki uzyskały wygląd, który pozostał w użyciu jeszcze po wojnie – granatowa tulia z czerwoną lamówką, błękitny otok i odznaka wz.39. Białe czapki w wersji letniej nie posiadały lamówek.

W lutym 1943r. stalinowska reforma zawitała także do milicji, przywracając carski styl.

Milicjantom dano pagony nieco węższe od wojskowych, z błękitną lamówką i polem granatowym dla szeregowców i podoficerów, i srebrnym dla oficerów i komisarzy.

Szeregowym wydawano bawełniane gimnastiorki granatowe z prostymi naszywanymi kieszeniami, czapkę według wzoru z 1940r., na lato zaś – pozbawione kieszeni białe gimnastiorki (kroju identycznego jak gimnastiorki szeregowych w Armii Czerwonej) i białe czapki z błękitnym otokiem, pozbawione lamówek. Zestaw uzupełniały granatowe bryczesy z tkaniny bawełnianej, pozbawione lamówek oraz oficerki kirzowe bądź juchtowe. Zimą nosić mieli także płaszcze dwurzędowe koloru granatowego i brązowe kubanki z granatowym kołpakiem. Jako mundur galowy stosowano pozbawioną kieszeni kurtkę ze stójką, w kolorze granatowym z lamówką wokół kołnierza. Przy mundurach szeregowych i podoficerów stosowano guziki wykonane z białego metalu

Oficerom Wydano podobne gimnastiorki (zwykle z tkaniny wełnianej), z tym że zarówno granatowe, jak i białe miały kieszenie z zaszewkami i mosiężne guziki. Stosowano bryczesy z błękitną lamówką lub bez lamówki, a także spodnie prostego kroju z lamówką. W zależności od rodzaju spodni, noszono oficerki ze skóry gładkiej lub takież trzewiki. Zamiast gimnastiorki oficerowie często nosili kurki mundurowe ze stójką, zaopatrzone w kieszenie na piersi i pięć mosiężnych guzików. Kurtki były odpowiednio granatowe i białe. Do munduru galowego stosowano kurtki podobnego kroju jak podoficerskie, z lamówką wzdłuż linii guzików, kołnierza i mankietów, z patkami na kołnierzu i mankietach. Płaszcze oficerskie od podoficerskich różniły sie jedynie użyciem mosięznych guzików.

Oporządzenie było identyczne z wojskowym, wykonane z brązowej skóry.

Uzbrojenie milicjantów w tym czasie stanowiła zwykle broń krótka – rewolwery Nagant i pistolety TT, choć w rejonach niebezpiecznych (np. w oblężonym Leningradzie i strefach przyfrontowych, później zaś także w rejonach działalności wrogiej partyzantki, milicjantom wydawano broń długą.

Sylwetka

Przedstawiona sylwetka to młodszy lejtnant milicji w mundurze letnim, przygotowujący się do objęcia obowiązków naczelnika w prowincjonalnym miasteczku na zachodniej Ukrainie. Ponieważ oficer pozostaje poza służbą, nie nosi pasa z koalicyjką ani broni. Na głowie nosi czapkę letnią z charakterystycznym emblematem milicyjnym. Spodnie to regulaminowe bryczesy bez lamówek, wpuszczone w cholewy oficerek ze skóry gładkiej. Kurtka to biała służbowa kurtka letnia. Nad prawą kieszenią widoczna odznaka Komsomołu.

W zwykłej fibrowej walizce oficer przewozi swój skromny dobytek – czapkę służbową, gimnastiorkę (dla szeregowych) granatową i gimnastiorkę letnią; broń wydaną na czas podróży – pistolet TT, nieco odzieży cywilnej, przybory do pisania, dokumenty – legitymację, książeczkę wojskową i rozkaz wyjazdu – oraz odznaki uzyskane w toku działalności w Osoawiachimie – „Woroszyłowski Strzelec” i „Woroszyłowski jeździec” oraz „Gotów do obrony przeciwlotniczej i przeciwchemicznej”.

Wykorzystanie sylwetki

Sylwetka milicjanta nadaje się do wykorzystania podczas inscenizacji skupiających się na działaniach podziemia powojennego, pozostałego na terytorium zajętym przez ZSRR. Posterunki milicji były jednym z bardziej oczywistych celów dla grup partyzanckich, zaś naczelnicy stanowili wdzięczny cel zamachów.

Sylwetka, naturalnie, może być także użyta w wersji „bojowej” – tj. granatowej. Wybór munduru letniego na potrzeby prezentacji podyktowany był chęcią odróżnienia tej sylwetki od dwu poprzednich. Wszak na pierwszy rzut oka mundury kolejowe i milicyjne były w owym czasie dość podobne.

Autor: Kamil Szustak

Bibliografia:

L. Tokar’, Istorija Rossijskogo Formiennogo Kostiuma. Sowietskaja Miliccija 1918-1991, Sankt Petrsburg, 1995r.

Dos’e kollekcija (Sekretnyje Materiały), specialnyj wypusk, nr 8, 2010r.

http://www.vedomstva-uniforma.ru/history-1.html, Dostęp 05.07.2020r.

http://army.armor.kiev.ua/, Dostęp 05.07.2020r.

Śmierć szpiegom!

Problem z dokumentami oficjalnymi polega na tym, że choć mogą nam dużo powiedzieć o tym, co zaszło w życiu danego człowieka, to nie przyniosą nigdy jasnej odpowiedzi na pytanie: Dlaczego?

Wszak nie znając motywacji trudno ocenić czyjeś wybory. Mając do dyspozycji tylko suche fakty trudno powiedzieć jak tak na prawdę wyglądało czyjeś życie.

Dlatego też, pomimo dokładnego przestudiowania dostępnych dokumentów, nie umiem powiedzieć, czy hipotetyczna książka o bohaterach tego artykułu byłaby historią miłosną, sensacyjną, opowieścią z pogranicza horroru, czy też prostą opowieścią o zwyczajnym życiu w Związku Radzieckim.

***

Sasza poznał Tonię daleko na północy. Być może Sasza wyglądał bardzo elegancko w mundurze oficerskim. Tyle że Tonia miała bardzo podobny. Właściwie prawdopodobnie tylko emblematy wojsk pancernych odróżniały mundur porucznika od munduru młodej sekretarz trybunału. Ich pierwsze spotkanie miało zapewne charakter służbowy.

***

Patrząc na arkusz ewidencyjny z CA MO, trudno zrozumieć co tu się właściwie stało. Młody ślusarz, urodzony w 1917r., w roku 1936 trafił do Armii Czerwonej. Może sam postanowił zostać oficerem, a może ktoś w wojenkomacie uznał, że ukończone technikum przemysłowe i kilka lat pracy w przemyśle włókienniczym to dostateczne kwalifikacje potrzebne przyszłemu dowódcy czołgu. Może też jakieś znaczenie miało członkostwo w Komsomole sięgające 1931r.

Arkusz ewidencyjny.

Tak czy inaczej od 1936 do 1939r. Sasza był kursantem Ulianowskiej Szkoły Pancernej im. Lenina. Jako że w ostatnim roku nauki był też dowódcą plutonu kursantów, można sądzić, że przykładał się do nauki. A jednak zapisy arkusza urywają się w 1939r, gdy Sasza został oficerem.

Co więc mogło się wydarzyć? Jako, ze był to koniec lat 30. można by wnioskować, że poszedł na front i zginął. Bardziej prawdopodobnym może się jednak wydawać domniemanie, że padł ofiarą czystek.

Choć nazwisko miał popularne, to jednak nie ma wątpliwości, że to właśnie on figuruje na stronie poświęconej czystkom stalinowskim.*

***

Być może wcale nie wołali na nią Tonia tylko Tiucha albo Nina. Albo bardziej zwyczajnie: Tosia. Imię Antoniana posiada w języku rosyjskim liczne zdrobnienia, więc wybór jest szeroki. Jakkolwiek by nie było, córka dwojga wykształconych ludzi przyszła na świat w 1923r. w Archangielsku.

O jej rodzicach nie wiadomo zbyt wiele. Być może byli ideowymi komunistami i przyjęcie córki do Komsomołu w 1938r. przywitali z radością. A może wręcz przeciwnie, jako osoby niechętne systemowi nie odzywali się do niej przez kilka dni. A może po prostu było im to obojętne.

Gdy Niemcy zaatakowali ZSRR, Tonia kończyła 10. klasę. Wsłuchani w słowa popularnej piosenki „Jesli zawtra wojna…” mieszkańcy północnych krańców RSFRR zapewne nie odczuli początku wojny zbyt dotkliwie. Oczywiście, synowie i ojcowie poszli na front niemal od razu, ale kobiet jeszcze nie mobilizowano. Dlatego też w wrześniu, dzięki dobrym ocenom, Tonia mogła bez przeszkód rozpocząć naukę w szkole prawniczej.

Ale sytuacja na froncie wyglądała z dnia na dzień coraz gorzej. Dlatego też, po ukończeniu zaledwie jednego roku, Antonina została zmobilizowana. Jako młodszy lejtnant służby sprawiedliwości skierowana została na stanowisko sekretarza trybunału wojskowego 152 dywizji strzeleckiej na Froncie Karelskim.

***

Trybunały wojskowe nie cieszyły się zbyt dobrą opinią. Wojskowa prokuratura Armii Czerwonej niejednokrotnie skarżyła się na bezprawne wyroki i niezgodny z prawem przebieg procesu. Prokuratorzy zwracali też uwagę na brak wykształcenia prawniczego członków trybunałów. Ponieważ jednak Większość spraw rozpatrywanych przez nie kierowana była przez funkcjonariuszy wszechwładnych Wydziałów Specjalnych, nieliczne skargi prokuratorów były głosem wołającego na puszczy.

Być może jednak w 152 dywizji sytuacja była nieco lepsza niż w większości jednostek – skoro nawet sekretarz posiadał niepełne wykształcenie prawnicze, możliwe, że pozostali członkowie byli w miarę kompetentni. A może było wprost przeciwnie i to młodziutka sekretarz była najlepiej wykształconym pracownikiem tej namiastki sądu na dalekiej północy. Niestety, pozostałych członków trybunału dywizji nie udało się ustalić.

***

Patrząc na zdjęcie z 1939r., trudno nie zauważyć, ze Sasza był ambitny. Oprócz oznaczeń wskazujących na stopień lejtnanta wojsk pancernych, na mundurze możemy także zobaczyć dwie odznaki. Jedna – „Gotów do pracy i obrony” – to odznaka typowo sportowa, świadcząca o bardzo dobrej sprawności fizycznej. Druga to „Woroszyłowski Strzelec”, Nadawana za wybitne umiejętności strzeleckie. Do tego w arkuszu ewidencyjnym znaleźć możemy informację, ze szkołę oficerską ukończył z doskonałymi wynikami. Z całą pewnością więc były robotnik, syn urzędnika nie wiedział, że pierwsza zasada życia w totalitarnym państwie mówi: „nie wychylać się.”

Nie wiadomo dokładnie kiedy NKWD zaczęło się interesować Saszą. Może przykuł uwagę jeszcze podczas pracy w Iszejewskich zakładach sukienniczych, może wkrótce po wstąpieniu do wojska, a może dopiero po zakończeniu przezeń nauki w szkole oficerskiej. Jak by nie było, to właśnie to zainteresowanie doprowadziło do tego, że w wojskowej ewidencji kariera Saszy urywa się niespodziewanie zaraz na początku.

***

„- Operupołnomoczniennyj starszyj liejtienant Szarapow no prochożdienie służby pribył!” – tymi słowami melduje się pierwszego dnia pracy w milicji grany przez Władimira Konkina bohater w serialu „Gdzie jest czarny kot?”.

Cóż to takiego ten „operupołnomoczniennyj”? Skrót od „Operatiwno upołnomoczniennyj” – Upełnomocniony operacyjnie… Pełnomocnik operacyjny? Z braku dobrego polskiego odpowiednika, najlepiej posłużyć się określeniem mającym najbardziej zbliżone znaczenie – oficer śledczy. Określenie „operupołnomoczniennyj” określało bowiem właśnie śledczego. Czy to w milicji, czy w organach bezpieczeństwa państwowego.

***

„-Operupołnomoczniennyj Osobogo otdieła starszyj liejtienant gosudarstwiennoj biezopasnosti Pietruchin” – tak być może przedstawił się Sasza na pierwszym spotkaniu z Tonią. Mógł się czuć gospodarzem, gdyż w momencie przybycia Antoniny Łaktiewej na stanowisko sekretarza trybunału, Aleksandr Jefremowicz Pietruchin od ponad pół roku pełnił obowiązki zastępcy naczelnika Wydziału Specjalnego NKWD przy 152 Dywizji Strzeleckiej.

***

Bezpośrednio po ukończeniu szkoły oficerskiej (i, być może, dodatkowych kursów) Sasza został niejako usunięty z wojskowej ewidencji i trafił w lutym 1939r. do Swierdłowska, na stanowisko śledczego Wydziału Specjalnego NKWD Uralskiego Okręgu Wojskowego. Mundur zachował, stopień zachował, ale od kwietnia 1939r. był już młodszym lejtnantem bezpieczeństwa państwowego**, etatowym pracownikiem GUGB NKWD.

Wydziały Specjalne były szczególną komórką kontrwywiadowczą podległą resortowi Spraw Wewnętrznych (później – Bezpieczeństwa Państwowego). Pomimo tego, pracownicy Wydziałów Specjalnych rekrutowani byli zwykle spośród absolwentów szkół oficerskich resortu obrony. Ze względu na specyfikę służby, nosili mundury Armii Czerwonej, często też, jako absolwenci szkół wojskowych, znali specyfikę funkcjonowania armii oraz konkretnych rodzajów wojsk. Lejtnant Pietruchin, jako absolwent szkoły Wojsk Pancernych, w Swierdłowsku nosił zapewne ten sam mundur co na zdjęciu z wojskowej ewidencji. Można więc powiedzieć, że byli to tacy enkawudziści/emgiebiści /kagiebiści/emwudziści, którzy nigdy nie nosili mundurów właściwych dla swoich resortów.

Tylko że po zaledwie roku spędzonym w Swierdłowsku, Aleksandr Pietruchin musiał włożyć mundur oficera Wojsk NKWD.

Specyfika radzieckiego resortu spraw wewnętrznych polegała między innymi na tym, że dysponował on własnymi oddziałami wojskowymi. Ponieważ jednocześnie ten sam resort odpowiadał za kontrwywiad w wojsku – czemu nie miałby mieć także komórek kontrwywiadowczych we własnych jednostkach wojskowych, gdzie większość stanu osobowego pochodziła z poboru?

Nie wiem, czy Dzierżyński lub któryś z jego następców zadał sobie kiedyś takie pytanie, czy też odpowiedź była dla nich oczywista od samego początku. Faktem pozostaje jednak, że również w wojskach podległych NKWD istniały Wydziały Specjalne. Do jednego z nich właśnie trafił w lutym 1940r. Sasza.

***

190 pułk Wojsk Wewnętrznych stacjonował w mieście Bierezniki w Obłasti Permskiej. Lejtnant Pietruchin został tam śledczym Wydziału Specjalnego. Z jednej strony – pracy powinno być mniej, bo żołnierze specjalnie wybierani, do tego najbardziej politycznie zdeklarowany korpus oficerski… Z drugiej strony – to tam właśnie może się kryć mityczny wróg. Stąd liczne poziomy kontroli, o jakimkolwiek przymykaniu oka nie ma mowy.

Sasza został oficerem śledczym Wydziału Specjalnego pod sam koniec czystek w wojsku. Nie ma wątpliwości, że miał w nich swój udział. Czy zajmował się fabrykowaniem dowodów? Czy może rzeczywiście ujawniał jakichś szpiegów?

Czy stosował w śledztwie tortury? Czy może raczej był „tym dobrym”, w stylu: „Wiecie, Towarzyszu, ja nie chcę, żeby Was bili, ale jeżeli się nie przyznacie, nie będę mógł Wam pomóc…” Nawet jeśli tylko „dobrze wykonywał swoje obowiązki”, czystego sumienia raczej nie miał.

Prawdopodobnie młody śledczy się sprawdzał, bo nawet wybuch wojny niemiecko radzieckiej nie wygnał go z Uralskiego Okręgu Wojskowego. We wrześniu 1941r. dostał nawet awans – został mianowany starszym śledczym Wydziału Specjalnego 25 Dywizji Wojsk NKWD. W marcu został także oficjalnie przyjęty do Partii. Dopiero w Grudniu 1941 roku trafił, jako zastępca naczelnika, do Wydziału Specjalnego 152 Dywizji Strzeleckiej. Z racji wykonywanych obowiązków, niejednokrotnie musiał mieć do czynienia z dywizyjnym trybunałem wojskowym. To właśnie tam musiał poznać młodą panią sekretarz.

Oficjalnie w kwietniu 1943 roku Sasza przestał być pracownikiem GUGB NKWD. Ponieważ jednak przebywał daleko na północy, mógł o tym nawet nie wiedzieć.

***

– To jaką nazwę, Towarzyszu, proponujecie?

– Smerniesz. To skrót od „Śmierć niemieckim szpiegom”.

– Zgrabnie. Ale dlaczego akurat niemieckim? – zapytał Stalin – To waszym zdaniem, Towarzyszu, inne wywiady u nas nie działają?

Komisarz poczuł nagle, że jego mundur zrobił się wyjątkowo ciasny. Zdawał sobie sprawę, że nawet druga gwiazda na pagonie, którą otrzymał ledwie dwa miesiące wcześniej, nie stanowi ochrony przed podchwytliwymi pytaniami i nieprzewidywalnym charakterem Wodza. Przełknął ślinę.

– Macie rację Towarzyszu Stalin, mój błąd…

Być może tak właśnie wyglądała rozmowa Abakumowa ze Stalinem, w wyniku której nazwa instytucji, której przekazano personel Wydziałów Specjalnych zmieniono ze „Smierniesz” na „Smierinsz”, a następnie, decyzją Stalina wygładzono na „Smiersz”. 19. kwietnia 1943r. nazwa została oficjalnie zatwierdzona. Smiersz podporządkowano bezpośrednio najwyższym dowódcom odpowiednich formacji – Armii Czerwonej (Stalin), Marynarki Wojennej (Kuzniecow) i Wojsk NKWD (Beria). Pracownicy Wydziałów Specjalnych stracili swoje stopnie w organach Bezpieczeństwa Państwowego i otrzymali odpowiednie stopnie wojskowe. Sasza powtórnie został oficerem Armii Czerwonej. Chociaż początkowo mógł nawet o tym nie wiedzieć. W każdym razie z lejtnanta GB zmienił się w starszego lejtnanta Armii Czerwonej.

Choć praktycznie cały personel Wydziałów Specjalnych przeszedł bez zmian do nowej służby, zadania mu powierzone uległy zmianie. O ile do tej pory śledczy zajmowali się ściganiem rzekomych i prawdziwych dezerterów i zdrajców oraz oficerów odmawiających wykonywania bezsensownych rozkazów, tak teraz ich głównym zadaniem stało się zwalczanie faktycznych szpiegów. Dla podniesienia kwalifikacji śledczych – funkcjonariusze Wydziałów Specjalnych w większości słynęli jako ludzie pozbawieni kultury i niewykształceni – otwarto szereg szkół Smiersza oferujących kilkumiesięczne kursy zarówno nowym, jak i chcącym podnieść kwalifikacje starym śledczym.

***

Sasza wyróżniał się zapewne na tle innych oficerów Smiersza – przed szkołą oficerską skończył technikum, według wojskowej ewidencji jeszcze w latach 30. był „zaznajomiony z językiem niemieckim”. Tym samym miał lepsze wykształcenie nie tylko od niektórych swoich kolegów po fachu, ale nawet od samego naczelnika Smiersza – Wiktora Abakumowa, który oficjalnie przyznawał sie do ukończenia czterech klas szkoły powszechnej***

Być może nienajgorsze jak na tamte czasy i warunki wykształcenie pomogło mu zjednać sobie młodą sekretarz. W dość nijakim otoczeniu, daleko na północy, ambitny, wysportowany i wykształcony oficer musiał się wyróżniać.

Wszystko wskazuje na to, że wkrótce oboje musieli być zakochani po uszy, bo gdy w czerwcu 1943r. Sasza dostał awans na zastępcę naczelnika OKR „Smiersz” 34 Korpusu Strzeleckiego, od razu podjął starania o przeniesienie starszej lejtnant (awans otrzymała 7.kwietnia 1943r.) Antoniny Pietrownej Łaktiewej do podległego mu wydziału.

***

Czy młodej pani oficer ciążyła praca w trybunale wojskowym, przyfrontowej namiastce sądu, słynącej z szybkiego rozpatrywania spraw i szafowania wyrokami śmierci? Czy może raczej wierzyła w sprawiedliwość orzeczeń? Z jednej strony – musiała być dobrym pracownikiem, wszak w kwietniu dostała awans, a już 1. listopada 1943 roku za dotychczasową pracę otrzymała medal „Za zasługi bojowe”. Z drugiej jednak strony – nadspodziewanie szybko przyjęła możliwość zmiany stanowiska, albo więc rzeczywiście była to prawdziwa miłość, albo do funkcjonowania trybunału miała jakieś zastrzeżenia.

Jeśli tak było to najprawdopodobniej wpadła z deszczu pod rynnę.

***

W Marcu 1944 roku Sasza, którego w międzyczasie dogonił Order Czerwonej Gwiazdy i jednoczesny awans na kapitana, przyznane za zasługi w pracy śledczej na Froncie Karelskim, zdołał ściągnąć swoją wybrankę do kierowanego przezeń wydziału. Starszy lejtnant służby sprawiedliwości Łaktiewa została pracownikiem kancelarii Wydziału Kontrwywiadu „Smiersz” 34KS. Choć formalnie pozostawała oficerem Armii Czerwonej, dziewięć lat później komisarz wojskowy płk. Szejkin opisze ten okres jej służby krótką uwagą „Pracownik organów MWD ZSRR”, nie bardzo przejmując się faktem, że w opisywanym okresie w ZSRR nie było ministerstw, a Smiersz podporządkowany był Resortowi Obrony.

Będąc de facto pracownikiem biurowym, Tonia nie brała bezpośredniego udziału w śledztwach, z całą pewnością miała jednak wgląd w całość dokumentacji i stosowanych metod. Choć nowy Smiersz skupiał się głównie na tropieniu autentycznych szpiegów, metody działania pozostawały w większości równie brutalne. Będąc sekretarzem trybunału była świadkiem ostatniego aktu działania wojennego wymiaru sprawiedliwości, z towarzyszącymi mu emocjami i całym ogromem tragedii ludzkiej. Prowadząc dokumentację nie musiała już patrzeć na przerażenie, wściekłość i rozpacz skazańców, ale mogła „na zimno” dowiedzieć się jak wyglądała cała droga, która wiodła tych ludzi przed oblicze składu orzekającego om ich dalszym losie. Być może praca w kontrwywiadzie ją pociągała, możliwe jednak, że wgląd w mechanizmy bezlitosnych młynów radzieckiego wymiaru sprawiedliwości zaczął budzić w niej niechęć.

Tymczasem Sasza, jej wówczas jeszcze nie mąż, wciąż piął się po szczeblach kariery i w grudniu 1944r. został majorem.

***

3 Front Ukraiński w którego skład w październiku 1943r. wszedł 34 Korpus ruszył na południe. 6 Armia działała na terenie Ukrainy, Śląska i Czechosłowacji. Prawdopodobnie Sasza nie miał nic wspólnego ze Słowackim Powstaniem Narodowym, mógł jednak brać udział w zatrzymaniu „podejrzanych elementów” na Śląsku i zwalczaniu polskiego podziemia. Prawdopodobnie jednak głównie skupiał się wówczas na poszukiwaniu szpiegów w szeregach korpusu i dezerterów. Z całą pewnością ominęło go obrosła legendą orgia grabieży w Budapeszcie, która przypadła w udziale innym jednostkom frontu. Co ciekawe, mimo wolnej ręki ze strony dowódcy frontu, Smiersz, oprócz zabezpieczania dokumentów i aresztowania kolaborantów, dyplomatów i rosyjskich emigrantów, zajmował się też czerwonoarmistami szczególnie entuzjastycznie podchodzącymi do grabieży i gwałtów. Na zakończenie wojny Sasza dostał jeszcze medal „Za zasługi bojowe”. Trudno powiedzieć czy otrzymał go za specjalne zasługi czy też może za wysługę lat – lata służby w Smierszu liczyły się podwójnie, toteż pięć lat służby akurat kwalifikowałoby go do otrzymania odznaczenia przewidzianego za takich lat 10.

***

Po zakończeniu wojny 34 Korpus został przeniesiony do Odeskiego Okręgu Wojskowego. Tam też, wraz z nim, trafił personel Smiersza.

Sasza pozostawał zastępcą naczelnika do stycznia 1948r., kiedy to skierowano go na doszkolenie do jednostki wojskowej 356 w Charkowie. W międzyczasie, w kwietniu 1946r. Smiersz został przekształcony w Wydziały Kontrwywiadu i podporządkowany Ministerstwu Bezpieczeństwa Państwowego, następcy NKGB. Tym samym specjalna służba podporządkowana Stalinowi powtórnie stała się częścią aparatu Bezpieczeństwa Państwowego, przy czym na czele tego resortu stanął wkrótce dotychczasowy naczelnik Smiersza, Wiktor Abakumow. Jego poprzednik na stanowisku, Mierkułow popadł w niełaskę w związku z kilkoma ucieczkami radzieckich agentów na zachód.

Wszystkim pracownikom służby nadano bądź przywrócono stopnie Bezpieczeństwa Państwowego, tym razem jednak miały one już przełożenie jeden do jednego. I tak Major Pietruchin, zastępca naczelnika Wydziału Kontrwywiadu „Smiersz” został Majorem GB Pietruchinem, zastępcą naczelnika Wydziału Kontrwywiadu MGB, zaś starszy lejtnant Łaktiewa została starszym lejtnantem GB Pietruchiną, pracownikiem biurowym tegoż wydziału.

Dokładnej daty ślubu nie udało się ustalić, natomiast z całą pewnością już w 1947 roku urodził im się syn Wiaczesław.

Po rocznym kursie w jednostce 356 Sasza został w lutym 1949r. Zastępcą naczelnika Wydziału Zarządu Kontrwywiadu Odeskiego Okręgu Wojskowego. Wraz z nim przeniesienie otrzymała jego żona – najpierw w tym samym zarządzie została maszynistką, a następnie asystentem śledczego.

W lipcu 1950r. Obydwoje otrzymali dokładnie takie same stanowiska w Grupie Wojsk Okupacyjnych w Niemczech. Wkrótce też Sasza doczekał się drugiej gwiazdy, co było sporym osiągnięciem jak na trzydziestopięciolatka. W 1952 roku otrzymał także drugi Order Czerwonej gwiazdy. Data nadania nie pasuje ani do piętnastu, ani do ośmiu lat służby, ponownie więc trudno orzec czy było to odznaczenie za wysługę lat, czy też towarzysz podpułkownik zdołał wykryć w Niemczech jakichś szpiegów.

W Niemczech pracowali razem do marca 1953r. Co stało się potem?

Po pierwsze, już piątego marca umarł Stalin. Samo z siebie może nie przełożyłoby się to na karierę pracowników służb, ale ze śmiercią dyktatora wiązały się pewne mniej znane wydarzenia.

Po pierwsze, jeszcze w czasie wojny zaczęła narastać konkurencja między Berią a Abakumowem. Obaj mięli wybujałe ambicje. Oczywiście kończyło się to na skargach do wodza. Ten zaś miał podejście iście „salomonowe” – jeśli każdy z nich donosi na tego drugiego, to znaczy, ze obaj są winni. Do tego generalissimus nie mógł nie dostrzegać, że obaj panowie gromadzą coraz większą władzę.

Na pierwszy ogień poszedł Abakumow, którego już w 1951r. aresztowano. Wkrótce czystki zaczęły dotykać jego najbliższych współpracowników, w dalszej zaś kolejności zaczęła się czystka w szeregach dawnych pracowników Smiersza. Ten proces został jednak na chwilę wstrzymany zamieszaniem po śmierci Stalina.

A zamieszanie to wynikło z rozpoczętej od razu walki o władzę. Na Pierwsze miejsce w kierownictwie partyjnym wybił się Beria, co już samo w sobie nie wróżyło Abakumowowi zbyt długiego życia, jednak po aresztowaniu niesławnego szefa super-resortu, w jaki zdołał on na krótko przekształcić MWD (wchłonąwszy wcześniej MGB), przyszłość byłych smierszowców i ich byłego szefa wcale nie wyglądała różowiej.

Chruszczow, który nie miał do służb Berii i Abakumowa za grosz zaufania, do oskarżeń o przestępstwa pospolite dorzucił stosowanie tortur. W lipcu 1954r. Abakumow został rozstrzelany. Resort Bezpieczeństwa Państwowego wydzielono ponownie z MWD, ale już z okrojonymi kompetencjami, jako Komitet Bezpieczeństwa Państwowego przy Radzie Ministrów ZSRR – powszechnie znany pod skrótem KGB. Na czele nowej instytucji stanął dawny wróg Abakumowa, znany polskiemu czytelnikowi skądinnąd Iwan Sierow. W 1957r. meldował, że od objęcia stanowiska przeprowadził weryfikację, w wyniku której ze służbą pożegnało się ponad 18 000 pracowników dawnego MGB.

***

Czy wydarzenia te dotknęły naszych bohaterów?

Cóż, Sasza w marcu przeniesiony został na stanowisko naczelnika Wydziału Zarządu Kontrwywiadu MWD Centralnej Grupy Wojsk. Był to więc awans. Tym razem jednak nie pozwolono mu zabrać ze sobą małżonki.

Tymczasowy dokument tożsamości Antoniny Pietruchinej. Zwraca uwagę ręcznie dokonana zmiana resortu – MGB zmieniono na MWD

Tonia powróciła do Zarządu Kontrwywiadu MWD Odeskiego Okręgu Wojskowego, gdzie przez kolejne trzy miesiące pracowała na stanowisku asystenta oficera śledczego. Później zakończyła służbę.  W stan spoczynku przeszła w stopniu starszego lejtnanta służby sprawiedliwości, mając na koncie medale „Za zasługi bojowe” i „Za odwagę”.

Czy zrezygnowała ze służby by być bliżej męża? Czy może miała już dość tego typu pracy? A może, w ramach czystek zwrócono uwagę na jej dość nietypową ścieżkę kariery? A może po prostu chciała poświęcić się wychowaniu syna i nowonarodzonej córki?

Tego, niestety, z dostępnych dokumentów się nie dowiemy. Z całą pewnością jednak chciała dołączyć do małżonka. Po zwolnieniu ze służby pozostawała bez pracy i dopiero w styczniu 1954r. udało jej się dołączyć do Saszy w Austrii.

O tym, jak skomplikowany i niejasny był status Smiersza w czasie wojny, niech najlepiej zaświadczy wspomniany już fakt, że wypełniający jej książeczkę wojskową oficera rezerwy komendant wojskowy podsumował jej służbę w Smierszu i Zarzadzie Kontrwywiadu: „pracownik organów MWD”. Krótko, zwięźle i zupełnie ahistorycznie.

***

Sasza zaś dalej piął sie po szczeblach kariery – we wrześniu1953r. został zastępcą naczelnika sektora Wydziału specjalnego MWD (taką nazwę przyjęły wydziały kontrwywiadu po reorganizacji z 1953r.), a w lutym – naczelnikiem 2. Sektora Wydziału Specjalnego KGB dla Centralnej Grupy Wojsk. Wygląda więc na to, że również nowa ekipa doceniła jego kompetencje. Czystek po aresztowaniu Berii mógł nawet nie odczuć.

Choć CGW rozformowano w czerwcu 1955r., wraz z zakończeniem okupacji Austrii, Sasza de facto piastował swoją funkcję do stycznia 1956r., po czym przejął dokładnie takie samo stanowisko w Podkarpackim Okręgu Wojskowym. Jego żona w tym czasie na stałe wróciła do Odessy.

W 1960r. Sasza ukończył Wyższą Szkołę KGB i ponownie został skierowany do Niemiec, na stanowisko naczelnika oddziału Zarządu Wydziałów Specjalnych KGB przy Grupie Wojsk Radzieckich w Niemczech. Po trzech latach jednak skierowano go do Podkarpackiego OW, na stanowisko naczelnika wydziału Wydziału Specjalnego 57 Armii Powietrznej. Co ciekawe, jego wojskowy dokument tożsamości z tego okresu podaje stanowisko „zastępca naczelnika wydziału Jednostki Wojskowej 13709”. Jak widać, utajnienie wydziałów specjalnych sięgało nawet dokumentów tożsamości.

Ciekawy jest także fakt, że pełniąc tę funkcję, Sasza nosił mundur pułkownika Wojsk Lotniczych – ma to sens o tyle, że, jak już wspomniano, pracownicy wydziałów specjalnych mieli się nie różnić od pozostałych oficerów jednostki. Dziwi jednak tego rodzaju mundur u oficera, który o lotnictwie miał dość mgliste pojęcie. Zapewne o budowie silników umiał coś powiedzieć, jednak wiedza z zakresu funkcjonowania wozów bojowych nie przydaje się zbytnio w lotnictwie.

Tonia prawdopodobnie rzadko widywała męża podczas jego trzyletniego pobytu w Niemczech – po rozformowaniu CGW mieszkała w Odessie, a od 1956r. – we Lwowie. Pomimo dobrego, jak na ówczesne warunki, wykształcenia, nie podjęła pracy zarobkowej. Prawdopodobnie pensja męża była na tyle wysoka, że pozwalała jej utrzymać siebie i dzieci.

Sasza tymczasem otrzymał w 1970r. kolejny awans – został naczelnikiem wydziału specjalnego KGB w 11 Armii Gwardii. W nowej jednostce mógł powtórnie przywdziać mundur oficera Wojsk Pancernych. Również ten przydział odnotowano w dokumencie tożsamości w sposób dość enigmatyczny: „Naczelnik Wydziału Jednostki Wojskowej 51415”.

We wrześniu 1972r. Pułkownik Pietruchin przeszedł w stan spoczynku. Przez dalsze pięć miesięcy wiódł życie emeryta we Lwowie. W legitymacji emeryta KGB znalazł sie zapis o przyznaniu inwalidztwa 2 grupy związanego ze służbą, dokładnych informacji jednak brak. Zapewne też dopiero na emeryturze otrzymał odznakę pamiątkową „50 lat Wydziałów Specjalnych”.

Odznaka 50 lat Wydziałów Specjalnych KGB. Dokument niestety nie zachował się

Prawdopodobnie, mimo przywilejów emerytalnych, poziom życia rodziny musiał się znacznie obniżyć. A może po prostu pan pułkownik nie chciał siedzieć bezczynnie? Lub może poprzedni pracodawca miał dla niego nowe zadania?

Jakie by nie były przyczyny, już w marcu 1973r. Sasza podjął pracę w charakterze naczelnika wydziału pierwszego lwowskiej filii Wszechzwiązkowego Instytutu Naukowo-Badawczego Miar fizyczno-Technicznych i Radiotechnicznych (WNIIFTRI – notabene Instytut ten, pod lekko zmienioną nazwą, działa do dzisiaj). Nie udało mi się, niestety dowiedzieć czym zajmował się ów wydział, jednak nie da się ukryć, że był to dość nieoczekiwany zwrot kariery dla kogoś, kto wprawdzie posiadał techniczne wykształcenie wyższe, ale przez poprzednich czterdzieści lat zajmował się całkiem innymi sprawami. Tym ciekawszy wydaje się więc fakt, że na tym stanowisku pracował przez kolejnych sześć lat, zapracowując przy okazji na „medal emeryta”, czyli medal „Weteran Pracy” nadany mu w 1977r.

Od razu po podjęciu pracy wstąpił też do Związku Zawodowego.

Legitymacja Członka Związku zawodowego.

W grudniu 1979r. został głównym Inżynierem Systemów Miar w Zjednoczeniu Naukowo-Produkcyjnym „Sistema” (również działa do dziś). Tam też otrzymał kolejne odznaczenie zupełnie z ówczesną pracą nie związane – Order Wojny Ojczyźnianej II Klasy (tzw. jubileuszowy).

W 1986r. awansował na naczelnika wydziału pierwszego Systemów Miar w tymże zjednoczeniu. Na stanowisku tym pracował do przejścia na emeryturę. W 1991 roku otrzymał dość rzadko spotykane wyróżnienie – odznakę „50 lat członkostwa w KPZR” – obecnie czasami żartobliwie zwaną „odznaką ocalałych” – z racji częstych czystek partyjnych bardzo niewielu członków partii mogło się poszczycić tak długim, nieprzerwanym stażem.

Dokładnej daty przejścia na emeryturę nie udało się ustalić, jednak składki członkowskie w związku zawodowym opłacał do 1991r., co świadczy, że co najmniej do tego roku pozostawał aktywny zawodowo.

Nie mam zbyt wielu informacji o dalszym losie Pietruchinów. Najpóźniejsze dokumenty to legitymacja weterana wojny wydana Antoninie w 1997r. i legitymacja Medalu Żukowa nadanego Aleksandrowi w 1998r.

Jak pisałem na początku – trudno ocenić czyjeś życie mając do dyspozycji tylko dokumenty oficjalne. Nie sposób wskazać co kierowało decyzjami bohaterów tego artykułu, ani jak wyglądałoby ich życie, gdyby przyszło im żyć w innych czasach i miejscu. Ponieważ nie ustalimy także jak wiele czasu w ich życiu wypełniało słuchanie odgłosów wojny, krzyków torturowanych i krętactw schwytanych szpiegów, ani jak to wpłynęło na ich psychikę, artykuł ten pozostaje tylko suchym zapisem karier dwojga pracowników kontrwywiadu i przyczynkiem do historii dość szczególnej części radzieckich specsłużb.

Autor: Kamil Szustak

*www.nkvd.memo.ru

**Stopień odpowiadający stopniowi lejtnanta w Armii Czerwonej.

***Prawdziwość tej informacji bywa jednak poddawana w wątpliwość, według osób znających niesławnego Komisarza osobiście, wyrażał się on w mowie i w piśmie w sposób wskazujący na bardziej gruntowne wykształcenie

BIBLIOGRAFIA

www.nkvd.memo.ru (dostęp 13.03.2020r.)

Vadim J. Birstein, Smiersz. Tajna Broń Stalina. Sowiecki Kontrwywiad wojskowy podczas drugiej wojny światowej. Warszawa-Kraków, 2017

Nikołaj Nikulin, Sołdat, Warszawa 2013r.

http://army.armor.kiev.ua/ (Dostęp 07.02.2020r.)

Dokumenty osobiste 1 i 2 AWP – Parę słów o dokumentach oficerskich i tymczasowych

W poprzednich częściach temat dokumentów zastępczych poruszony został tylko „po łebkach”, tymczasem wiele wskazuje na to, że problem był, wobec ciągłego braku blankietów i funkcjonowania równolegle kilku wzorów, bardziej powszechny. Dlatego też pierwszą część tekstu poświęcę dokumentom zastępczym.

Drugim tematem, który także nie doczekał się pełniejszego przedstawienia, są dokumenty oficerskie. Pokazany w pierwszej części dowód osobisty nie był z całą pewnością jedynym wzorem dokumentu funkcjonującym w Wojsku Polskim na Wschodzie, natomiast do niedawna sądziłem, że funkcjonował on do końca wojny. Tym czasem okazuje się, że i w tej kwestii zmiany nastąpiły jeszcze przed kapitulacją Niemiec. Ponadto należy zaznaczyć, że sama legitymacja nie była jedynym dokumentem osobistym oficera. Druga część tekstu będzie zatem poświęcona zarówno drugiej wersji dokumentu identyfikacyjnego dla oficerów, jak i nie mniej ważnemu dokumentowi – książeczce mundurowej.

Jak wspomniałem w poprzednich tekstach, już od początku formowania pierwszych jednostek polskich w ZSRR, odczuwalne były braki blankietów dokumentów identyfikacyjnych. Nawet pierwszy ich rodzaj – dwustronny dowód osobisty zawierający tylko najbardziej podstawowe informacje – wydrukowano w niedostatecznej liczbie egzemplarzy, w związku z czym nawet w 2pp zaczęto wykonywać zastępcze na maszynie do pisania, a wielu żołnierzom wydano radzieckie książeczki wojskowe.

Z czasem problem ten zaczął się pogłębiać – kolejne jednostki odczuwały coraz większe braki nie tylko mundurów, ale także właśnie dokumentów. Sprawy bynajmniej nie poprawiło wprowadzenie nowego dokumentu w 1944 i kolejnych dwóch w 1945 roku – oprócz tego, ze zrobił się jeszcze większy bałagan, dokumentów wciąż brakowało, co odczuły szczególnie jednostki 2AWP.

Radzono sobie z tym problemem wydając żołnierzom dokumenty zastępcze. Czasami starano się, żeby chociaż układem przypominały regulaminowe dokumenty (jak pokazana wcześniej książeczka telefonistki, wykonana na maszynie do pisania z zachowaniem układu oryginału), często jednak tworzono dokumenty zupełnie niepodobne do jakichkolwiek wzorów, zawierające jedynie najważniejsze informacje. Zwykle tworzono je tak, by przypominały chociaż legitymację (kartonik składany na pół), często jednak z braku mocniejszego papieru tworzono je byle jak i na byle czym.

Za pierwszy przykład niech posłuży tu legitymacja tymczasowa podporucznika Pawła Siergiejewa z 4pł 2AWP, wydana 1. Września 1944r. Jest to kawałek zwykłego papieru złożony na pół, w środku zapełniony odręcznie wpisaną treścią po rosyjsku i polsku. Co ciekawe, oryginalny tekst ma postać „blankietu”, tzn. posiada miejsce na wpisanie danych żołnierza i daty wydania, co świadczy o tym, ze stworzono ich (odręcznie!) większą ilość. Co jeszcze ciekawsze, ważność legitymacji odgórnie ustalono do 1 grudnia 1944, widocznie nie spodziewając się wcześniejszego przysłania blankietów. Po zewnętrznej stronie (na „okładce”) nie umieszczono żadnego napisu – ani tytułu, ani nic – pozostawiając wolne miejsce. W miejscu tym później umieszczono adnotacje o przedłużeniu ważności legitymacji do 1.stycznia 1945r. Jak widać, dowódca pułku zakładając, ze legitymacje tymczasowe będą funkcjonować maksymalnie do końca roku okazał się niepoprawnym optymistą.

Jakkolwiek nie należy tego dokumentu traktować jako wzoru stosowanego wszędzie, z całą pewnością był to dokument przewidziany dla wszystkich szarż w tej konkretnej jednostce. Wiele natomiast wskazuje na to, ze w podobny sposób podchodzono do problemu legitymacji także w innych jednostkach.

Inny przykład to dwujęzyczny dokument z 3zpp, wystawiony wachmistrzowi Bogdanowi Kołodyńskiemu z plutonu żandarmerii (sądząc po dacie urodzenia i stopniu, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że był to przedwojenny podoficer) w czerwcu 1945r. Dokument został wprawdzie wypisany odręcznie od razu dla konkretnego żołnierza, jednak na „okładce”, prócz tytułu w dwóch językach, znalazł się także numer dokumentu, co świadczy, że podobnych wystawiono więcej i nie był to jedyny tego typu dokument wydany w pułku. Wykonanie na solidniejszym kawałku kartonu świadczy zaś o tym, że przewidywano wykorzystywanie dokumentu przez dłuższy czas. Zdaje się to także potwierdzać data ważności – grudzień 1945r. Od poprzedniego dokumentu różni się także informacją o wydanej broni – te dane zresztą zamieszczano w większości dokumentów.

Na marginesie warto dodać, że dokument ten został podpisany przez płk. Piotra Karpowicza – pierwszego dowódcę 18pp.

Warto też dodać, że stopniowe przestawianie się Wojska Polskiego na jednojęzyczne dokumenty powodowało sporo problemów przy kontaktach z sojusznikiem – władze wojskowe praktycznie wszędzie na terenach wyzwolonych były radzieckie, toteż znajomość języka polskiego nie była niezbędnym wymogiem wobec komendantów, dlatego dokumenty zapisane po polsku niewiele im mówiły. Stąd też żołnierzom często wydawano wkładki do książeczek wypełnione po rosyjsku lub „zaświadczenia uzupełniające” pisane tylko po rosyjsku. Przykład zaświadczenia tego typu wydany porucznikowi Siergiejewowi można zobaczyć poniżej. Ciekawy jest fakt, że dokument ten wydany został przez dział Kadr WP, oraz, że – mimo iż sporządzony na maszynie do pisania – ma on postać blankietu. Świadczy to o tym, że wydawanie tego typu „legitymacji” musiało być zjawiskiem dość powszechnym.

A skoro mowa o wymianie dokumentów na czysto polskie… Opisany w pierwszej części cyklu wzór dowodu osobistego nie był ostatnim stosowanym w WP w czasie wojny. Na drugi wzór dokumentu tego typu – tym razem pod nazwą „Legitymacja oficerska” – trafiłem po raz pierwszy również w pamiątkach po majorze Siergiejewie. Legitymacja ta, zaopatrzona w orła państwowego na niebieskiej okładce i pozbawiona wersji rosyjskiej niewiele poza tym różni się od wcześniejszego modelu. Problem był tylko taki, że legitymacja ta miała datę wydania z czerwca 1945r., a więc już po zakończeniu wojny. Po jakimś czasie jednak trafiła w moje ręce druga legitymacja tego typu, datowana na kwiecień tego roku, należąca do podporucznika Konstantego Jurkiewicza (skądinnąd przedwojennego oficera).

W żadnej z nich nie ma niestety daty wydruku, zamówienia, albo chociaż nazwy drukarni, trudno więc dociec kiedy zostały wprowadzone do użytku, jednak z całą pewnością musiały funkcjonować już przed zakończeniem wojny.

Legitymacja ma 14 stron, z których pierwsza zawiera zdjęcie oficera (trudno powiedzieć jak często rzeczywiście je tam umieszczano, ale obie, które widziałem takowe posiadały) wraz z pieczęciami i podpisem dowódcy jednostki. Na stronie drugiej Znajdują się personalia oficera i nazwa jednostki. Tu także pojawia sie seria i numer legitymacji. Strony trzecia i czwarta zawierają informacje o kolejnych awansach, a piąta, szósta i siódma – o zajmowanych stanowiskach. Stronę ósmą poświęcono na odznaczenia i inne nagrody, zaś dopiero na dziewiątej znalazło się miejsce na takie informacje jak data i miejsce urodzenia, stan cywilny i wykaz członków najbliższej rodziny. Dziesiąta strona poświęcona jest wydanej oficerowi broni, a jedenasta zawiera podpis właściciela i datę wystawienia. Kolejne dwie strony zawierają wskazówki dla właściciela, a ostatnią pozostawiono pustą – doraźnie wykorzystywano ją na dodatkowe adnotacje.

Warto zauważyć, ze w żadnym z dokumentów oficerskich nie przewidziano miejsca na spis wydanych elementów umundurowania i wyposażenia. A taki przecież funkcjonował w niektórych książeczkach dla szeregowców i podoficerów. Oczywiście, tego typu informacje zapewne znajdowały sie w posiadaniu odpowiednich oddziałów sztabu jednostki. Rzecz jednak w tym, że radzieckie przepisy, na których opierało się działanie 1 i 2 AWP, przewidywały, ze oficer powinien mieć zmiany w stanie posiadania oraz wykorzystane należności mundurowe odnotowane w „wieszczewoj kniżce” – polskim odpowiednikiem jest tutaj książeczka mundurowa. O ile oficerowie radzieccy kierowani do WP zapewne korzystali z książeczek wyniesionych z wcześniejszej służby, o tyle problem pojawiał się w przypadku nowo mianowanych oficerów. Nie znalazłem informacji na temat tego, jak na ten problem zapatrywało się dowództwo, jednak zdarzyło mi się trafić na ciekawy przypadek, który może, choć nie musi, być reprezentatywny.

Mieczysław Janiszewski przybył do 1pp w czerwcu 1943r. Poważna wada serca nie kwalifikowała go do służby liniowej, musiał jednak posiadać nienajgorsze wykształcenie, gdyż już od 1. Lipca zajmował stanowisko szefa kancelarii pułku. W listopadzie 1943r., po tym jak wykazał się pod Lenino (był przedstawiony do Złotego medalu „Zasłużonym na Polu Chawały”), został w listopadzie tego roku pomocnikiem szefa sztabu do spraw ewidencji, a zatem, mimo posiadania stopnia plutonowego, objął stanowisko oficerskie. Aby trochę sprawy unormować, w lutym 1944r. nadano mu od razu stopień starszego sierżanta i wydano legitymację oficerską oraz książeczkę mundurową…

No właśnie – wydano mu książeczkę mundurową dla kary dowódczej Wojsk Lotniczych Armii Czerwonej wzoru, który prawdopodobnie wyszedł z użytku w 1943r. Książeczkę wypełniono – oczywiście po rosyjsku, nie miała polskiej wersji – zaznaczając elementy mniej więcej odpowiadające tym w książeczce. Stąd np. zaznaczenie, ze otrzymał sukienną czapkę z daszkiem koloru khaki, które prawdopodobnie oznacza wydanie konfederatki.

Jak napisałem powyżej, na podstawie pojedynczego przypadku trudno wysnuć jakieś daleko idące wnioski, jednak wydaje się, wobec braku informacji o innych metodach ewidencjonowania należności mundurowych, że było to najprostsze i najpopularniejsze rozwiązanie. Trudno też sądzić, żeby dowództwo pułku zorganizowało jedną taką – nieużywaną! – książeczkę specjalnie dla starszego sierżanta Janiszewskiego. Bardziej prawdopodobne wydaje się że dowództwo dywizji otrzymało większą ilość dokumentów tego typu, w armii czerwonej już zbędnych wobec reformy mundurowej, specjalnie dla oficerów dywizji. Z braku większej ilości przykładów trudno jednak powiedzieć czy sprawę rozwiązywano tak samo w jednostkach tworzonych później.

Wydaje się jednak, ze już od 1945r. mógł funkcjonować wzór książeczek opracowany specjalnie dla oficerów WP,. choć na wstępie zastrzegam, że spora część informacji zawartych w poniższym akapicie opiera się na domysłach.

W moim posiadaniu znajduje się dokument zatytułowany „Książka mundurowa oficera WP” – w czarnej płóciennej okładce z orłem państwowym. Choć ten konkretny egzemplarz wydano podporucznikowi Sylwestrowi Kubiakowi w 1947r. (służbę zaczynał jeszcze pod koniec wojny), to zastanawiać może styl okładki zbliżony do okładek legitymacji oficerskich, układ identyczny jak w stosowanych wówczas analogicznych dokumentach radzieckich, charakterystyczny dla dokumentów czasu wojny brak daty wydruku oraz fakt, ze wszystkie rubryki dat mają rok zapisany 194_ – dość mało prawdopodobne by tak się ograniczano w przypadku dokumentu, który mógłby posłużyć jeszcze tylko 2 lata. Jedyną wskazówką co do produkcji książeczki jest adnotacja w stopce ostatniej strony – „Drukarnia Wojskowa Nr. 2”. Fakt zamieszczenia kropki po „Nr” może wskazywać na produkcję wojenną, natomiast sama nazwa drukarni jest dość enigmatyczna – może tu chodzić o drukarnię w Toruniu. Oznaczałoby to wówczas, że książeczki te prawdopodobnie musiały powstać później niż „toruńskie” książeczki wojskowe, a zatem najprędzej w marcu bądź kwietniu 1945r. Mogły więc być wykorzystywane równolegle z opisaną wyżej legitymacją oficerską. Czy jednak tak było? Nie wiadomo. Pomóc mogłoby odnalezienie książeczki tego typu z wcześniejszą datą, niestety problem książeczek mundurowych jest podobny jak w przypadku legitymacji oficerskich – powinny one być zwracane do jednostki z chwilą wymiany dokumentu. O ile legitymacje wielu oficerów zachowało na pamiątkę, o tyle trudno oczekiwać by równie wielu było zainteresowanych zachowaniem książeczki mundurowej.

Jak zawsze chętnie przyjmę wszelkie uwagi sugestie i korekty odnośnie informacji zamieszczonych w artykule.

Autor: Kamil Szustak

Szkolenie – Solarnia 2019

Relacja ze szkolenia rekonstruktorów GRH Osiemnasty Kołobrzeski, które odbyło się w październiku 2019 r. na strzelnicy w Solarni.

W piękną październikową sobotę przeprowadziliśmy szkolenie „bojowe” naszej grupy. Niestety, pomimo tego, że udział w zajęciach był całkowicie bezpłatny a samą imprezę dosyć intensywnie promowaliśmy w środowisku rekonstrukcyjnym nikt oprócz nas nie zdecydował się na udział w zajęciach.


Ostatecznie szkoliło się pięciu rekonstruktorów naszej grupy oraz dwóch rekrutów, dla których była to pierwsze spotkanie z rekonstrukcją historyczną. Aby zachować  jako taką zgodność historyczną postanowiliśmy ubrać ich w miks strojów cywilnych i wojskowych z naszych zasobów. Takie sylwetki odpowiadają relacjom, wedle których w pułkach zapasowych świeżo powołani rekruci używali swojego, cywilnego ubrania w połączeniu z rogatywką (często „przechodnią”, wydawaną do warty czy służby).


Po pierwszym wykładzie dotyczącym historii odtwarzanej jednostki, umundurowania i wyposażenia żołnierzy Wojska Polskiego na Wschodzie oraz taktyki drużyny przyszedł czas na ćwiczenia praktyczne.


Zaprezentowano i przećwiczono postawy strzeleckie, sposób poruszania się, zalegania, czołgania. Pokazano też, w jaki sposób należy formułować meldunki i komendy w boju. Wreszcie rozpoczęto żmudne ćwiczenie jednego z elementów taktyki drużyny – natarcie tyralierą, krótkimi skokami w terenie otwartym. Pomimo pięknej, słonecznej pogody, ziemia była bardzo wilgotna i już po kilkukrotnym przejściu toru strzelnicy mundury wszystkich uczestników były doszczętnie przemoczone, ubłocone i zapiaszczone. Ostatnie dwa „natarcia” wykonano z użyciem granatów hukowych, które dobrze urealniły ostatnią fazę natarcia – zarzucenie pozycji nieprzyjaciela granatami i szturm do zdobycia nieprzyjacielskiej pozycji.


Bez zbędnego czyszczenia mundurów z piasku rozpoczęto kolejny blon szkolenia – wykonanie okopu do postawy strzeleckiej leżąc. Po zaprezentowaniu regulaminowego sposobu realizacji, wszyscy ćwiczący mieli okazję dwukrotnie wykonać okop. Na szczęście dla nich, piaszczyste podłoże nie wymagało specjalnie wielkiego wysiłku i praca szła sprawnie, szybko i prawidłowo.


Dużo frajdy sprawiło kolejne zagadnienie – praktyczna walka na bagnety. Wykorzystaliśmy najstarszy posiadany odlew karabinu Mosin z nałożonym bagnetem, którym wszyscy po kolei próbowali przebić zawieszony na stojaku, huśtający się worek. Każdy z ćwiczących wykonywał – na komendę prowadzącego – cztery rodzaje uderzeń (wysokie, niskie, średnie i kolbą na odlew). Wszyscy trenowali z dużym zaangażowaniem aż do czasu, gdy worek zmienił się w smutny strzęp juty.


Kolejne ćwiczenie obejmowało walkę łopatką piechoty i dużą łopatą saperską. Przećwiczono uderzenia oraz obronę przed nieprzyjacielem uzbrojonym w karabin z bagnetem. Wniosek z tego ćwiczenia był taki, że przed następnymi zajęciami koniecznie trzeba zakupić treningowe łopatki z gumy – kilku ćwiczących pod koniec solidnie krwawiło z palców.
Następnie na szybko rozpaliliśmy małe ognisko, na którym podgrzaliśmy konserwę z grochem. Każdy dostał na obiad kilka kromek „wojennego” chleba (wypieczonego na nasze zamówienie na podstawie przepisu inspirowanego wojenną radziecką specyfikacją) oraz kilka łyżek konserwowego grochu z mięsem. Nabrawszy sił, przystąpiliśmy do dalszych zajęć.
Uczestnicy zostali zapoznani z obowiązkami sanitariuszy–noszowych. Zaprezentowano i przećwiczono metody ewakuacji rannego z pola walki bez noszy, z użyciem pasa noszowego oraz wykorzystując nosze. Zajęcia praktyczne trwały dość długo i wszyscy zdążyli ponownie – pomimo chłodu – porządnie się spocić.


Za zakończenie przeprowadzono szkolenie – niespodziankę. Dotyczyło ono kultury i obyczajów lat czterdziestych. W ramach tego bloku ćwiczący poznali zasady eleganckiego zachowania się na potańcówce (w tym zaproszenia partnerki do tańca). Zaprezentowano i przećwiczono prawidłową postawę (tzw. „ramę”) do tańców standardowych a następnie nauczono podstawowego kroku walca wiedeńskiego. Niestety, skuteczność dydaktyczną bardzo zmniejszył brak partnerek, które były w ćwiczeniu praktycznym wirtualne. Tym niemniej rekonstruktorzy naszej grupy są gotowi także i do tego wyzwania i podczas ewentualnych zabaw tanecznych na imprezach rekonstrukcyjnych z pewnością nie będą podpierali ściany!


Kolejne takie zajęcia przewidujemy przeprowadzić na początku przyszłego roku.

Autor: Marcin Morawski

Brigadnyj Zmilitaryzowanej Służby Wartowniczej NKPS

Jednostajny szum deszczu zagłuszał większość dźwięków dochodzących z wnętrza budynku. Pracownicy zakładów zapewne dziękowali Bogu za możliwość pracy pod dachem… Albo po prostu się z tego faktu cieszyli, wszak prawdziwy komunista w Boga nie wierzy.

Władik jednak ani nie dziękował Bogu, ani się nie cieszył. Specyfika służby sprawiała, że nie mógł schronić się pod dachem. Od roku bowiem pełnił służbę wartowniczą w Zakładach Remontu Parowozów.

Początkowo wydawało się, ze praca będzie miała same plusy – po niemieckiej inwazji jako wartownik na dworcu był na samym końcu listy płac i z pozycji niemal równej żołnierzom Armii Czerwonej, spadł do poziomu dozorcy. Tymczasem skierowanie do pilnowania zakładów o znaczeniu strategicznym oznaczało większy przydział żywności, dodatek pieniężny do lichej pensyjki szeregowego pracownika kolejowego i przydział nowego umundurowania – stare łachy, które dostał jeszcze w 1940 ledwo nadawały się do użytku mimo licznych napraw.

Niestety, oprócz plusów były też minusy. Nosząc ponad dwa lata rewolwer, zapomniał co to znaczy taszczyć ciężki sprzęt. Tymczasem na nowym stanowisku otrzymał „pepeszę”, cięższą nawet od karabinu, który był jego nieodłącznym towarzyszem w pierwszych latach służby. Tyle dobrego chociaż, że nie musiał już nosić wszędzie ze sobą płaszcza, manierki i ładownic jak za starego WOChRu. Gorzej, że wraz z całym wyposażeniem zniknęła też pałatka, która w ten deszczowy poranek bardzo by się przydała.

Mijając ponownie ten sam przemysłowy parowóz zastanawiał się czy po służbie starczy mu czasu na wysuszenie munduru. Po raz kolejny też myślał o tym, czy fakt, ze nie wzięli go na front był rzeczywiście powodem do radości. Jego młodszy brat pilnował wojskowych magazynów i pisał, ze służba dość lekka i jedzenia nie brakuje… Ale Władik miał już czterdziestkę na karku i poważną wadę wzroku, w wojenkomacie uznano więc że kwalifikuje się do pozostawienia jako kolejowy strażnik. Służba była nudna i słabo płatna, ale, cóż, przynajmniej rzadko kiedy musiał sięgać po broń, a w wypadku nalotu mógł spokojnie zejść do schronu.

 W wyniku rewolucji i Wojny Domowej terytorium dawnego Imperium Rosyjskiego stało się miejscem wielce niebezpiecznym. Wśród wielu niezwykłych zjawisk, takich jak rzeczni piraci, samozwańcze republiki czy żołnierze tyle razy zmieniający strony, ze sami zapominali czy służą akurat u białych, czerwonych czy czarnych pojawiło się także coś, co raczej kojarzymy z inną epoką i rejonem geograficznym – napady na pociągi. Transport kolejowy, tak ważny funkcjonowania państwa, nie mógł już uchodzić za bezpieczny. Nic więc dziwnego, że, po umocnieniu swojej władzy, bolszewicy podjęli dość skuteczne działania mające ratować transport kolejowy (i wodny) przed katastrofą. Na początek Ludowy Komisariat Dróg Komunikacji (NKPS) przekazano znanemu skądinnąd Feliksowi Dzierżyńskiemu.

Już w miesiąc po objęciu resortu (tj. w maju 1921r.) Dzierżyński nakazał stworzenie pociągów pożarniczych, co pozwoliło ograniczyć straty spowodowane szeregiem czynników – do 1922r. liczba pożarów na drogach kolejowych spadła o 37%. Po załatwieniu najbardziej… palącego problemu, podjął działania mające na celu zażegnanie kolejnych. Już dziewiątego grudnia 1921r. wydał dekret na mocy którego stworzono Ochronę Dróg Komunikacji (OPS) – zmilitaryzowaną służbę zajmującą się ochroną transportu kolejowego i rzecznego. Początkowo formacja ta nie była jednolicie umundurowana, wkrótce jednak powstały pierwsze projekty nowych mundurów.

W 1923r. Służbę zreformowano. Na mocy dekretu z marca tego roku służbę w Ochronie Dróg Komunikacji, zmieniając ją w farmację skoszarowaną, objętą regulaminami przeniesionymi z armii Czerwonej, dając możliwość wstąpienia na co najmniej sześciomiesięczną służbę osobom w wieku od 20 do 55lat. Oprócz oddziałów jednolitych istniała możliwość wstąpienia do służby na warunkach „cywilnych”, w charakterze agentów ds. ochrony ładunku. Ujednolicono także mundury – tak jak na kolei, tak i w służbie ochrony wydawano mundury w kolorze granatowym lub czarnym, z czapką granatową z zielonym otokiem i malinowymi wypustkami. Mundur uzupełniano zimą o szary płaszcz typu wojskowego i papachy z szarego futra lub takież czapki typu finka. Na czapkach i patkach umieszczano emblemat służby – skrzyżowane kotwicę i topór dla agentów ds. ochrony ładunków i kotwicę i topór z czerwoną gwiazdą z sierpem i młotem dla żołnierzy Oddziałów Strzeleckich.

W marcu 1926r. otwarto Szkołę Doskonalenia Kadr Dowódczych OPS. Była ona odpowiedzią na postulaty pracowników narzekających na brak zunifikowanego systemu szkolenia i stosowanie nieprzystających do specyfiki służby regulaminów wojskowych.

W drugiej połowie lat 20 zaczęto także zwracać uwagę na niedostosowanie mundurów do warunków – sukienne mundury w kolorze granatowym były niepraktyczne latem, do tego stopnia, że w gorące dni notowano przypadki omdleń. Dlatego już w 1927r. wprowadzono zmiany w umundurowaniu kolejowych strażników. Dotychczasowe mundury sukienne w kolorze granatowym zachowano jako zimowe, natomiast w charakterze letnich wprowadzono mundury w kolorze ochronnym (określanym też czasem w źródłach jako „khaki”) – bawełnianej gimnastiorki i spodni oraz czapki letniej – podobnej do wojskowych, ale wykonanej z tkaniny lnianej (prawdopodobnie w późniejszym okresie zaczęto je robić z identycznych tkanin jak dla wojska) – również w kolorze „ochronnym” z zielonym otokiem i malinową wypustką.

Kolejną reformę służba przeszła już w roku 1928, kiedy to jeszcze bardziej upodobniono ją do wojska – do tego stopnia, że poborowi mieli możliwość odbywania dwuletniej służby wojskowej w szeregach Strzeleckiej Ochrony Dróg Komunikacji (SOPS), bo taką nazwę wówczas przyjęto.

Choć przeznaczeniem formacji nie był udział w regularnych walkach, to jednak podczas radziecko-chińskiego konfliktu w 1929r. Strzelcy SOPS Kolei Wschodniochińskiej brali czynny udział w działaniach wojennych. W 1930r. zmilitaryzowano również kolejową straż pożarną, zaś rok później, po utworzeniu wojsk ochrony kolei w ramach OGPU, przekazano kontrolę nad SOPS temu resortowi. Ponieważ jednak systemy szkolenia i działania obydwu formacji były rozbieżne, po pół roku pomysł zarzucono i w lipcu 1932 strzelcy zostali powtórnie podporządkowani NKPS, wkrótce potem połączono SOPS z kolejową strażą pożarną w jeden twór – Zmilitaryzowaną Ochronę Dróg Komunikacji (WOChR PS).

Rok 1932 przyniósł tu więcej zmian – m.in. Strzelcom powierzono zadanie wyłapywania „bezprizornych” (bezdomnych dzieci, których rodzice zwykle zginęli w czasie wojny domowej lub w wyniku plag głodu) i dla tego celu stworzono w farmacji etaty pedagogów oraz tymczasowe izby zatrzymań dla małoletnich. Dodatkowo od tego roku zaczęła funkcjonować pomocnicza ochotnicza ochrona kolei.

Rok 1938 przyniósł zmiany mundurowe – strzelców zaczęto przemundurowywać w ubiory ogólnokolejowe. Wybuch wojny radziecko-niemieckiej w 1941r. sprawę jednak utrudnił, w związku z czym strzelcom WOChR PS zaczęto dla odmiany wydawać ubiory ogólnowojskowe.

W grudniu 1941r. WOChR PS rozformowano, przekazując ochronę nad większością pociągów i dróg kolejowych wojskom NKWD. Większość strzelców zmobilizowano do wojsk ochrony kolejowej, pozostały personel (głównie uznany za niezdolny do służby wojskowej) przemianowano na Zmilitaryzowaną Służbę Wartowniczą i powierzono mu zadania ochrony stacji, magazynów, parowozowni, kas i podobnych obiektów. Większości strzelców pełniących służbę wewnątrz budynków wydawano wyłącznie broń krótką, jednak wartownicy „zewnętrzni” otrzymywali karabiny, później także pistolety maszynowe, choć najczęściej była to broń zdobyta przez Armię Czerwoną, ze względu na brak możności zapewnienia ciągłości dostaw amunicji.

Reforma mundurowa roku 1943 nie przewidywała osobnego munduru dla kolejowych wartowników, dlatego też z racji podporządkowania wydawano im mundury typowe dla służby administracyjnej, wzbogacone dodatkowo – w przypadku kadry kierowniczej – o pas do broni krótkiej.

Ponieważ mundur „oficerski” niewiele różni się od ogólnokolejowego, pokazanego w poprzedniej części, pozwolę sobie tutaj opisać jedynie mundur dla szeregowych i niższej kadry kierowniczej (podoficerów). A zatem szeregowcom i młodszej kadrze kierowniczej przysługiwały:

– Galowa kurtka mundurowa sukienna koloru granatowego, zapinana na haczyki, z rzędem pięciu ozdobnych guzików z przodu.

– Bryczesy granatowe – zwykle sukienne – donoszenia z mundurem galowym, zaopatrzone w wypustkę koloru zielonego;

– Gimnastiorka granatowa do noszenia na co dzień, krojem zbliżona do stosowanej przez oficerów NKWD i NKGB, z naszytymi kieszeniami, z małymi guzikami koloru srebrnego z symbolem skrzyżowanego młotka i klucza francuskiego. Czasami, nieprawidłowo, miała kolor czarny, co zapewne wynikało z niedostępności barwników;

– Bryczesy granatowe, bez wypustek – do noszenia z gimnastiorką granatową. Czasami występowały – nieprawidłowo – w kolorze czarnym;

– Gimnastiorka szara do noszenia na co dzień latem, przy wyższych temperaturach;

– Bryczesy szare bawełniane – do noszenia z letnią szarą gimnastiorką;

– Płaszcz sukienny granatowy, dwurzędowy, kroju identycznego jak dla wyższych szarż. Często występował – nieprawidłowo – w kolorze czarnym;

– Czapka z daszkiem granatowa, z czarnym otokiem, kroju identycznego jak dla wyższych szarż. Często występowała – nieprawidłowo – w kolorze czarnym;

– Czapka zimowa w typie kubanki lub finki z czarnego baranka, z granatowym kołpakiem.

– Pas skórzany, czarny, z klamrą płytkową z białego metalu z kolejowym emblematem – skrzyżowanym młotkiem i kluczem francuskim.

Oprócz wspomnianych błędów kolorystycznych, warto wspomnieć też o innych niedostatkach mundurowych – dość częste było donaszanie mundurów starszych wzorów lub elementów munduru wojskowego oraz noszenie elementów z nieprawidłowych tkanin. Większość pracowników nie dostała także aż do końca wojny mundurów galowych i letnich. Problem stanowiło także zaopatrzenie w guziki i prawidłowe emblematy.

Kolejowi „szeregowcy” i „podoficerowie” mieli także pagony całkowicie odmienne od ogólnowojskowych – złożone z czarnego sześciokąta (o boku 3-3,2cm) i wydłużonego czarnego pięciokąta (długości 8-8,5cm i szerokości 3cm), przez co przypominały kształtem epolety i zaopatrzone w zieloną wypustkę. Stopnie, poza stopniem technika pierwszej rangi, oznaczano srebrnymi galonami na sześciokącie.

Przykład pagonu Technika 1 klasy służby administracyjnej (rysunek z regulaminu)

Choć WOChR PS odtworzono w pełnej sile w ramach Ministerstwa Dróg Komunikacji (MPS) w 1946r., mundury ogólnokolejowe utrzymały się w kolejowej ochronie do 1949r., kiedy to wprowadzono nowy wzór oparty na mundurach wojskowych.

Sylwetka

Prezentowana sylwetka to „brigadnyj” (członek brygady, odpowiednik szeregowego w armii) służby wartowniczej z wiosny 1944r., ochraniający teren zakładów remontu parowozów.

Wartownik posiada już kompletny mundur „zimowy” (bez płaszcza) nowego wzoru, wciąż jednak nie posiada prawidłowych emblematów na pagony w postaci skrzyżowanego sierpa i młota z nałożoną gwiazdą i jeszcze jednym młotkiem. Buty to typowe oficerki juchtowe – identyczne jak stosowane w armii.

Ponieważ wartownik pełni służbę w obiekcie o znaczeniu szczególnym, wydano mu pistolet maszynowy PPSz – broń rzadko spotykaną wówczas w tej formacji. Nie posiada on żadnych ładownic ani manierki, co w tamtym czasie było normą – po odebraniu formacji głównych zadań, pozbawiono ją także większości wojskowego wyposażenia.

Wartownik posiada już legitymację kolejową nowego wzoru, prócz tego nosi ze sobą książeczkę wojskową starszego typu i legitymację związku zawodowego – paradoksalnie (wobec militaryzacji kolei) warunki wojenne „ucywilizowały” kolejowych strzelców, co pozwoliło im na wstępowanie do kolejowych związków zawodowych. Dodatkowo nosi ze sobą zaświadczenie o skierowaniu na obecne stanowisko, którego nie odebrano, gdyż stanowi ono jednocześnie przepustkę upoważniającą do wstępu na teren zakładów. Wśród pozostałych przedmiotów osobistych znajdują się okulary do czytania – prawdopodobnie wada wzroku mogła przesądzić o pozostaniu wartownika w służbie kolejowej, paczka papierosów „biełomorkanał” oraz stary wisiorek-ikona – pamiątka rodzinna, na którą w tym czasie patrzono już przez palce.

Zastosowanie

W stanie przedstawionym na zdjęciach sylwetka wartownika nadaje się do wykorzystania na inscenizacjach z zakresu działalności oddziałów podziemia pozostałych po radzieckiej stronie granicy. Po pozbawieniu broni, sylwetka nadaje sie do wykorzystania jako szeregowy pracownik kolei w bardziej regulaminowym wydaniu niż sylwetka pokazana w drugiej części cyklu.

Poprzez dodanie specjalnych elementów – naszywki na ramię lub galonu na czapkę – otrzymujemy sylwetkę odpowiednio konduktora lub maszynisty.

Bibliografia:

Prikaz Narodnogo Komissara Putiej Soobszczenija Nr 711C, Moskwa, 1943r.

http://vedomstva-uniforma.ru/mundir1/vohr_nkps/index.html (dostęp 10.09.2019r.)

http://xn--80aaafukqgweeenil1e6i.xn--p1ai/history.php (dostęp 02.10.2019r.)

http://zdohrana.ru/nasha-istoriya.html (dostęp 02.10.2019r.)

http://www.vedomstva-uniforma.ru/mundir7/vohr_nkps/index.html (dostęp 10.09.2019r.)

http://www.vedomstva-uniforma.ru/mundir10/nkps32/index.html (dostęp 10.09.2019r.)

Autor: Kamil Szustak

Summary

The text above presents the history of the Soviet Railway security from the Revolution till 1940’s and describes in detail uniform worn by low-ranking railway personnel according to 1943 regulations and shows an example of such uniform in wear.

Technik-lejtnant NKPS, Lublin, październik 1944r.

– Znaczitsja tak – mruknął Leonid pod nosem – sljewa czitirje… pjat’… szest’ oskołkowych powrieżdiennii…

Szybkimi ruchami ołówka zapełnił kilka kolejnych linijek w notesie, po czym uniósł głowę i dla pewności jeszcze raz policzył dziury, po czym ponownie przejrzał notatki: Parowóz, produkcji polskiej, Rok produkcji… wyłączony z użycia… uszkodzony w wyniku bombardowani… dokładny opis uszkodzeń…

No tak, jeszcze model trzeba wpisać. Więc jak mówił ten łącznik przysłany przez Polaków? Pt-49? Niech będzie. Jeszcze trzeba sprawdzić w środku, opieczętować i można ruszać dalej. Całość „na czysto” przepisze sie wieczorem.

Cieszył się, że pogoda pozwalała zrezygnować z płaszcza – mimo jesiennej pory temperatura była dość wysoka. Nie wyobrażał sobie chodzenia po tej kupie spalonego żelastwa w długim płaszczu… Właściwie to może „żelastwo” to nieprecyzyjne określenie. Na ile Leonid był wstanie to ocenić, była to całkiem dobrze zaprojektowana lokomotywa, która jeszcze nadawała się do naprawy. Wątpił jednak, czy kiedykolwiek jeszcze opuści to miasto o własnych siłach.

Lublin… Ciekawe. choć skończył „lubelskie” Technikum Kolejowe w Moskwie, nigdy się właściwie nie zastanawiał skąd wzięła się ta nazwa. Oczywiście wiedział, że szkołę nazywano tak potocznie od ulicy, przy której się mieściła, ale jakoś nie roztrząsał tego dalej. A teraz, sześć lat później los rzucił go do tego miasta, które, jak wszystko na to wskazywało, miało spore szanse stać się nową stolicą Polski. Pomimo, że jak wszyscy miał w szkole zajęcia polityczne i należał do komsomołu, a dwa lata temu zaczął staż kandydacki we Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików), nie przejmował się zbytnio polityką. Musiał jednak przyznać, że w pańskiej Polsce potrafili nie tylko robić parowozy, ale też zadbać o porządne wyposażenie parowozowni… O ile oczywiście była ona dziełem Polaków.

– Nu, ładno – mruknął wspinając się po drabince na parowóz.

Przez długie lata transport kolejowy był oczkiem w głowie władzy radzieckiej. Nic zatem dziwnego, że po 22 czerwca 1941r. kolejowych specjalistów starano się nie wypuszczać do wojska. Jednocześnie jednak w toku wojny kolej stopniowo militaryzowano. Jeszcze w latach 30. dbano o to, by przeciętny kolejarz wyglądał jednak na cywila. Chociaż oddziały Zmilitaryzowanej Ochrony Dróg Komunikacji (WOChR PS) przemundurowano w 1927r. w barwy ochronne, to „zwykli” kolejarze nosili mundury granatowe, z czapkami zaopatrzonymi w obciągnięty tkaniną mundurową daszek, zaś oznaczenia na kołnierzach wskazywały na kategorię zaszeregowania, a nie konkretny stopień.

Wybuch wojny, jeśli coś zmienił, to tylko na niekorzyść – z braku mundurów w latach 1941-42 kolejowych strażników ubierano często w mieszaninę mundurów kolejowych i wojskowych. Od 1943r. zaczęły też pojawiać się na kolei czapki, które z dość niejasnych przyczyn zaczęto nazywać „czapkami typu wojskowego” Od wcześniej produkowanych różniły się wyłącznie tym, ze daszek w nich był fibrowy, „łopatowatego” kształtu, a nie, jak dotąd obszyty materiałem. Czapki zachowały dotychczasową kolorystykę (ciemnogranatowe z lamówką w kolorze odpowiednim do rodzaju służby) i oznaczenia (czerwona gwiazda z wizerunkiem parowozu na otoku). Częściej też ponoć zdarzały się mundury w nieprawidłowym – czarnym – kolorze, co wynikało prawdopodobnie z mniejszej dostępności barwników.

Prawdziwa zmiana w wyglądzie kolejarzy radzieckich nadeszła wraz z rozkazem Ludowego Komisarza Dróg Komunikacji z 13.09.1943r. Trudno powiedzieć na ile stało się to pod wpływem faktu militaryzacji transportu w ZSRR, a na ile ze względu na powszechny wówczas powrót do carskiej symboliki, nie da się jednak ukryć, ze nowe, „militarne” mundury przypominały mundury carskich kolejarzy. Oprócz zmian w wyglądzie (kurtki i gimnastiorki z kołnierzem stojącym, pagony), rozkaz ten wprowadzał też całkowitą zmianę w hierarchii. Dotychczasowe kategorie zaszeregowania zastąpiono konkretnymi stopniami, i o ile jeszcze personel szeregowy miał nazwy stopni w miarę cywilne, o tyle już średnia i wyższa kadra kierownicza posiadała stopnie typowo oficerskie, występujące też w niektórych jednostkach tyłowych Armii czerwonej – np. Inżynier-lejtnant, Inżynier major – lub na wojskowych wzorowane – np. generał-dyrektor, dyrektor-pułkownik.

Jak to jednak zwykle bywa w latach wojennych, rozkazy i regulaminy swoje, a życie swoje. Dla szeregowych pracowników kolei mundurów brakowało już w poprzednich latach, więc wprowadzenie nowego wzoru sytuację tylko dodatkowo skomplikowało. Stąd częste mieszanki ubiorów, o których pisałem uprzednio. Nieco lepiej sprawa wyglądała z mundurami kadry kierowniczej. Starano się dostarczyć nowe mundury przynajmniej personelowi najbardziej widocznemu, jednak i to nie zawsze w pełni się udawało. Jakkolwiek rozkaz NKPS przewidywał zakończenie przejścia na nowe mundury i oznaki stopni do 1 marca 1944r., to w praktyce jeszcze po wojnie można było zobaczyć radzieckich kolejarzy donaszających wcześniejsze mundury.

Dla potrzeb tego artykułu pokrótce opiszę jedynie mundury kadry kierownicze średniej i starszej, odpowiadającej mniej więcej korpusom oficerów młodszych i starszych w wojsku.

Wprowadzony wspomnianym już rozkazem regulamin mundurowy przewidywał dla wszystkich pracowników mundury galowe i codzienne (służbowe), z dodatkowym uwzględnieniem wariantów letnich i zimowych.

Interesującej nas grupie pracowników przysługiwały:

 –             Czapka z daszkiem, koloru granatowego, z czarnym otokiem i zieloną lamówką dla wszystkich służb. Na otoku czapek umieszczano odznakę w kształcie skrzyżowanego młotka i klucza francuskiego, a na tulii – czerwona gwiazdę z sierpem i młotem typu wojskowego. Tę ostatnią umieszczano często na materiałowej podkładce. Przewidziana była do noszenia z kurtką galową lub granatową kurtką codzienną

 –             Czapka z daszkiem, koloru jasnobrązowego, z czarnym otokiem, do noszenia z letnią kurtką codzienną w kolorze jasnobrązowym. Dodatkowo do czapki przysługiwał biały pokrowiec, który należało założyć na czapkę w przypadku noszenia białej kurtki. Odznaki j.w.

 –             Czapka zimowa typu kubanka (choć de facto z racji opuszczanego nausznika bliższea raczej „fince”) z czarnego karakuła, z kompletem odznak jak dla czapki z daszkiem.

 –             Zimowy płaszcz dwurzędowy Koloru granatowego (w praktyce najczęściej czarnego).

 –             Dwurzędowa galowa kurtka mundurowa koloru granatowego.

 –             Spodnie granatowe z wypustką zieloną do munduru galowego.

 –             Pas galowy z tkaniny.

 –             Granatowa kurtka codzienna

 –             Granatowe spodnie bez wypustki

 –             Letnia kurtka codzienna koloru jasnobrązowego.

 –             Spodnie jasnobrązowe.

 –             Letnia kurtka biała

 –             Buty lub półbuty z lakierowanej skóry (do munduru granatowego przewidywano czarne, do brązowego – brązowe).

Chociaż dla kolejowych „oficerów” nie przewidywano oficerek, wielu z nich w dalszym ciągu nosiła takowe. Większość też aż do końca wojny nie widziała białych kurtek na oczy, zaś znane są przypadki, gdzie zamiast jasnobrązowych, wykorzystywano mundury w wojskowym kolorze ochronnym (z odpowiednią lamówką). Ciągle też jeszcze donaszano elementy mundurowe starego wzoru, w miarę możliwości wymieniając insygnia na nowe.

Pagony wzorowane były na wojskowych, miały pole koloru srebrnego, prześwity czarne i zieloną lamówkę. Stopień oznaczano gwiazdkami podobnymi do wojskowych, z tym że – inaczej niż w Armii Czerwonej – umieszczano je w jednej linii, na osi pagonu, tj. u kadry kierowniczej średniego szczebla – na prześwicie, a u kadry kierowniczej starszej – pomiędzy prześwitami. Na pagonach umieszczano także oznaki wskazujące na przynależność do odpowiedniej służby – ruchu, trakcji, dróg i budowy, łączności oraz administracyjnej.

Wprowadzone w czasie wojny mundury utrzymały się do 1955r., kiedy to w ramach destalinizacji i demilitaryzacji pracownikom kolei przywrócono bardziej „cywilne”, pozbawione pagonów mundury.

Sylwetka

                Prezentowana sylwetka to technik-lejtnant trakcji w mundurze codziennym, jeden z pracowników odpowiedzialnych za inwentaryzację taboru przed przekazaniem zarządu nad kolejami na terenie Polski PKWN. Celem inwentaryzacji było w głównej mierze stwierdzenie, co należy oddać Polakom, a co powinno zostać wywiezione do ZSRR, ale także sporządzenie dokładnego spisu taboru do przekazania, wraz ze szczegółowym opisem stanu technicznego.

Technik-lejtnant nosi mundur codzienny w kolorze granatowym – kurtkę z pagonami i zieloną wypustką wokół mankietów i kołnierza, oraz spodnie – uzupełniony dodatkowo nie do końca zgodnymi z zasadami butami w kolorze brązowym i równie niepoprawną czapką starego wzoru – całą granatową, z niebieską wypustką i starego typu odznaką w postaci czerwonej gwiazdy z wizerunkiem nadjeżdżającego parowozu. Na mundurze widoczne odznaki „Wzorowy pracownik służby wagonowej” (pochodząca z wcześniejszego okresu służby) oraz „Przodownik Kampanii Stalinowskiej”. Choć pracownikom kolei w tym czasie nadawano medale kampanijne, odznaczenia za pracę, a czasem również niższe odznaczenia bojowe, ten konkretny oficer nie otrzymał jeszcze żadnego z nich.

Wobec chronicznych braków papieru, do notatek na brudno wykorzystuje zdobyczne niemieckie zeszyty do stenogramów i całkiem zwyczajny zeszyt oraz ołówek przedwojennej polskiej produkcji. Do opieczętowywania spisanego sprzętu używa referentki Komisji Kontrolnej przy pełnomocniku NKPS na Polskę.

Wśród dokumentów osobistych zobaczyć możemy Legitymację NKPS starego typu (wprowadzoną w latach 30., formalnie zastąpioną nowym wzorem prawdopodobnie na przełomie 1939 i 1940 roku; Legitymację zastępczą do odznaki „Przodownik Kampanii Stalinowskiej”, książeczkę wojskową z wklejoną „bronirowką” – w owym czasie marzenie każdego, kto nie chciał iść na front; Legitymację członka związku zawodowego pracowników kolei oraz tymczasowe zaświadczenie o wykonywaniu obowiązków podczas inwentaryzacji.

Zastosowanie

Aż do końca lat 40. Radzieccy kolejarze byli dość częstym widokiem na ulicach polskich miast – choć zarząd nad kolejami został przekazany Polsce już w listopadzie 1944r., wiele połączeń w dalszym ciągu obsługiwanych było przez NKPS. Również znaczna część pociągów wiozących łupy wojenne i jeńców na wschód miała cywilną radziecką załogę.

Kolejarz radziecki doda smaku każdej nie-bojowej inscenizacji z okresu przełomu 1944 i 1945r. oraz pierwszych lat powojennych, zwłaszcza dotyczących wywózek na wschód i innego typu przemieszczeń ludności, a także do inscenizacji związanych z działalnością powojennego podziemia na terenie Polski i Terenów włączonych do ZSRR.

Autor: Kamil Szustak

Bibliografia:

Prikaz Narodnogo Komissara Putiej Soobszczenija Nr 711C, Moskwa, 1943r.

http://www.vedomstva-uniforma.ru/mundir7/mps55/index.html (dostęp 10.09.2019r.)

http://www.vedomstva-uniforma.ru/mundir10/nkps32/index.html (dostęp 10.09.2019r.)

http://vedomstva-uniforma.ru/mundir1/vohr_nkps/index.html (dostęp 10.09.2019r.)

Summary

The article describes in short another character related to Soviet Railways – a tekhnik-leytenant of the traction service, member of the comission for equipment inventarisation and evaluation. He is wearing an m43 uniform typical for his rank with the old model of the visor cap, that should already be obsolete at that time. The article describes in short the m43 uniformsfor mid-grade and senior command personnel as well as documents typically used by them.

Gala Pary 2019

W tym roku w zorganizowanej przez Fundację Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska Gali Pary wzięło udział dwóch rekonstruktorów z GRH Osiemnasty Kołobrzeski.

Nasi reprezentanci i nieco wzbogacona ekspozycja. Największym jednak powodzeniem wśród zwiedzających cieszyła się broń.

Ponieważ podstawowym naszym zajęciem miało być przybliżanie historii improwizowanego wagonu pancernego, zdecydowaliśmy się na te dwa dni wzbogacić nieco ekspozycję o elementy nawiązujące do różnych okresów historii wagonu. Sami zaś wystąpiliśmy w roli Sokistów z okresu jego służby w ramach pociągu pancernego „Szczecin”, choć tym razem zdecydowaliśmy się pokazać także jak niejednolite bywało wówczas umundurowanie „kolejowych żołnierzy”.

Po nocy spędzonej na odtworzonych pryczach wykonaliśmy kilka zdjęć, które w najbliższym czasie zostaną wykorzystane do prezentacji dwóch sylwetek związanych z „kolejowymi klimatami”. Niestety sobotni poranek nie był zbyt zachęcający – padający od rana deszcz znacząco ograniczył liczbę zwiedzających, a my dziękowaliśmy Bogu i dyrekcji muzeum za umieszczenie wagonu w hali parowozowni. Po południu, gdy trochę się przejaśniło, wzięliśmy udział w dwóch spektaklach towarzyszących prezentacji pamiętającego lata 50. samochodu Warszawa w wersji drezynowej. Trzeba powiedzieć że możliwość przejechania się taką „limuzyną”, choćby tylko kilkadziesiąt metrów to naprawdę ciekawe przeżycie.

Warszawa w wersji drezyna

W niedzielę pogoda się poprawiła, co dość szybko odczuliśmy. Praktycznie od chwili otwarcia muzeum dla zwiedzających cały czas w wagonie mieliśmy tłumy. Konieczność ciągłego opowiadania, prezentacji eksponatów i pozowania do zdjęć sprawiła, że trudno było nam opuścić nasz wnętrze wagonu choćby tylko po to, by zjeść obiad. Dlatego też nie mieliśmy okazji by zobaczyć choćby część pozostałych atrakcji tego dnia, nie mówiąc już o możliwości odwiedzenia pozostałych placówek muzealnych goszczących imprezę.

Autor: Kamil Szustak