Młodszy lejtnant milicji, zachodnia Ukraina, wrzesień 1944r.

Pociąg zwolnił, zjechał na boczny tor, a po chwili zatrzymał się. Kostia otworzył walizkę i wyjął kurtkę mundurową. Choć była określana jako „letnia” i wykonana została z lekkiej bawełny, nowa fala potu zalała go zanim jeszcze zapiął guziki. Nic dziwnego – duszny wagon towarowy wypełniony grupą żołnierzy, ze słońcem niemiłosiernie nagrzewającym stalowy dach… W normalnych warunkach jego towarzysze podróży przywitaliby zapewne pojawienie się białego munduru w takim otoczeniu salwą śmiechu, ale chociaż był niewiele starszy od większości z nich, dla młodych rekrutów zdążających na front pozostawał „towarzyszem lejtnantem”.

Gdy usłużny jerajtor otworzył drzwi wagonu, Kostia zeskoczył i założył czapkę. Oczywiście pociąg jak zwykle zatrzymał się poza peronem, więc skacząc omal nie skręcił sobie kostki, zdołał jednak złapać równowagę i życząc żołnierzom by bili hitlerowców dzielnie, odebrał podaną mu walizkę.

Rozejrzał się w koło, ale choć głównie otaczały go pociągi, i tak wiedział, ze okolica go nie zachwyci. A miało być tak pięknie.

***

Jeszcze na kilka miesięcy przed promocją cieszył się życiem i nadziejami na przyszłość. Nie miał ambicji zostać pracownikiem MURa, ale liczył na ciekawą służbę w Stolicy, gdzie mógłby się wykazać i zainteresować swoją osobą milicjantki z poboru, którymi NKWD zapychało braki kadrowe. Niestety, potem Sania Kartaszow wpadł na jeden ze swoich „genialnych” pomysłów i, co gorsza, dali się przyłapać. Tak naprawdę chyba tylko dobre opinie z Komsomołu i Osoawiachimu, dobre wyniki w nauce, oraz permanentne braki kadrowe, z jakimi borykała sie milicja, zadecydowały, że nie został wyrzucony ze szkoły i wysłany na front. Zamiast tego na promocji dostał tylko jedną gwiazdkę i od razu skierowano go do jakiejś zabitej dechami dziury, gdzie jeszcze niedawno Niemcy hulali w najlepsze. Choć miał objąć stanowisko naczelnika miejscowego posterunku, wcale nie uważał tego za wyróżnienie.

A potem było już tylko gorzej. Najpierw zamiast mundurów dostali ekwiwalent na zakup. Jak się okazało – kompletnie bezwartościowy, bo w Moskwie akurat zabrakło granatowego materiału. Dlatego też zdołał jedynie zamówić letni mundur, a promocję przyjmował w tej samej gimnastiorce szeregowego, którą nosił od półtora roku. W dodatku nowy regulamin nie przewidywał noszenia starych odznak Osoawiachima, których Kostia miał kilka na swoim koncie, toteż prezentować mógł tylko odznakę Komsomołu, która na jego szerokiej piersi wyglądała dość żałośnie

Potem okazało się, że choć rozkaz mówił, że na miejscu miał się stawić za pięć dni, dotarcie do miasteczka daleko na południowym zachodzie graniczyło z niemożliwością. Spodziewał się podróży pociągiem osobowym, musiał jednak tłuc się wojskowymi składami, za każdym razem uciekając się do próśb lub gróźb pod adresem załogi, aby tylko móc uzyskać wątpliwy przywilej podróży w zatłoczonym wagonie bydlęcym, przypadkiem jadącym we właściwym kierunku. W dodatku część torów dalej nie nadawała się do użytku, więc nierzadko jechali dziwnymi objazdami, nadkładając drogi. W rezultacie, podróż, która powinna była trwać może dwadzieścia kilka godzin, zajęła mu kilka dni.

***

Teraz musiał pilnie zgłosić się w miejscowej radzie, a następnie przejąć posterunek.

Spojrzał na zegarek – będący obiektem zazdrości naręczny czasomierz był w rzeczywistości sprytną konwersją damskiego zegarka kieszonkowego – było już na tyle późno, by zastać kogoś z miejscowych władz.

***

Spotkanie z przedstawicielem miejscowej administracji przebiegło sprawnie i lepiej niż się spodziewał. Towarzysz Kurgato, który go przyjął wydał mu kartki i tymczasowy dokument i skierował na posterunek, gdzie Kostia miał od tej pory pracować i mieszkać, przejąwszy przedtem obowiązki od p.o. naczelnika starszego sierżanta Stawitskiego.

Teraz, idąc w kierunku posterunku, mógł bliżej przyjrzeć się miasteczku. Większość domów była murowana,w stylu zupełnie niepodobnym do tego, który znał z Rosji. Niektóre ulice były nawet wyasfaltowane (choć na większości leżał bruk przechodzący stopniowo w drogi gruntowe). Choć miasto nie ucierpiało szczególnie w czasie wojny (poza kilkoma dziurami po kulach w centrum i wysadzoną przez partyzantów mleczarnią), sprawiało wrażenie na wpół wymarłego, a mieszkańcy ponad wszelką wątpliwość klepali biedę. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco, ale też nie było tragedii, biorąc pod uwagę, że raptem dwa miesiące temu przetoczył się tutaj front.

Sam posterunek prezentował się dość solidnie, choć widać było, ze gmach pamięta jeszcze XIXw. Na prawo od drzwi wisiała pomalowana na czerwono deska z prostym napisem „Milicija”, nad i pod nią widać było ślady po kilku starszych oznaczeniach, szczególnie interesująco wyglądał owalny ślad powyżej. Nie pasował do przedwojennych tablic, ani, o ile Kostia wiedział, do niemieckich.

Pchnął drzwi i wszedł do hallu. Pomieszczenie było dość duże, ale jego jedyne wyposażenie stanowiło biurko i krzesło w rogu, zajmowane przez młodego chłopaka w granatowej gimnastiorce bez pagonów. Chłopak najpierw uniósł wzrok, uparcie starając się nadać twarzy wyraz poważny i groźny (co wyszło mu nie najlepiej), a następnie, ujrzawszy oficerski mundur, wyprężył się jak struna (przewracając przy tym krzesło) i przesadnie sprężystym ruchem wykonał salut, zdał sobie sprawę, ze jego czapka dalej spoczywa na biurku, błyskawicznie nasadził ją na głowę(nie zważając na wystające spod czapki kosmyki włosów) i powtórnie zasalutował. Usiłował coś powiedzieć, ale najwyraźniej odjęło mu mowę, więc tylko stał na baczność z niezbyt mądrą miną i ręką przy daszku czapki.

Cały ten komiczny pokaz zaskoczył Kostię, więc minęła dłuższa chwila nim odpowiedział na salut.

– Spocznij! – rzucił – Ja do sierżanta Stawitskiego.

Chłopak, najwyraźniej dalej nie mogąc wykrztusić z siebie słowa, skinął głową i dał mu znak, by poszedł za nim. Choć było to wbrew regulaminowi, Kostia podążył za chłopakiem do gabinetu.

Młody otworzył drzwi, wszedł przodem, ponownie stanął na baczność i zasalutował, zwracając się do mężczyzny siedzącego za dość solidnym, drewnianym biurkiem na środku pokoju.

– Towarzyszu starszy sierżancie, oficer do Was! – zakrzyknął głosem, który pod koniec zdania przeszedł w falset. Kostia nie sądził, by chłopak miał więcej niż 17 lat.

Mężczyzna za biurkiem podniósł wzrok znad papierów i spojrzał na Kostię znad okularów do czytania. Mógł mieć około 30-35 lat, miał czarne włosy i takież wąsy. Ubrany był w milicyjną gimnastiorkę starego wzoru, w opadającym kołnierzem, do której doszyto pozbawione szyfrówki naramienniki starszego sierżanta.

Podoficer wstał niespiesznie, gestem nakazał chłopakowi opuścić gabinet po czym podszedł do Kostii i wyciągnął rękę.

– Stanisław Piotrowicz Stawicki – powiedział z szerokim uśmiechem. Był prawie o głowę niższy od Kostii, ale uścisk dłoni miał mocny. Mówił po rosyjsku z lekkim akcentem – Jak sądzę mam przyjemność z naszym nowym naczelnikiem, młodszym lejtnantem Mołczanowem?

– Zgadza się, Konstantin Filippowicz. Mam objąć posterunek.

– A zatem witam towarzysza Naczelnika – nie wypuszczając dłoni Kostii, drugą ręką powiódł do okoła – Jak widać nie ma tu wiele do obejmowania.

Mołczanow podążył wzrokiem za gestem Stawitskiego. W gabinecie nie było nic prócz biurka, krzesła, jednej szafy na akta, przedwojennego portretu Stalina i wmurowanego w ścianę niewielkiego sejfu.

– W zbrojowni mamy kilka karabinów i rewolwerów pozostałych po polskiej Policji w 1939r., kilka pamiątek po Niemcach, którzy też mieli tu siedzibę policji, a ostatnio dostaliśmy z Kijowa całkiem dużo amunicji 7,62×25, której akurat kompletnie nie mamy jak wykorzystać. Mundurów, jak widać, brak, a to co dostajemy jest raczej przypadkowe. Budynek nadaje się do użytku, włącznie z aresztem i kwaterą towarzysza naczelnika, ale mebli prawie nie ma – hitlerowcy wywieźli co się dało. Brakuje nam ludzi. Poza mną i Fiedią, którego już mieliście okazję poznać, mamy jeszcze dwie dziewczyny i starego Stiopę – to emeryt, ale w 1920 robił przyspieszony kurs milicyjny – wszystko ochotnicy spośród miejscowych, swój czas dzielą między służbę i naukę z tego, co jest pod ręką. Ja mam staż najdłuższy, bo przed wojną zdążyłem tu przesłużyć prawie dwa lata. W mieście przestępczości prawie nie ma – czasem ktoś kartki ukradnie, czasem ktoś po pijaku chwyci za siekierę… Poza miastem, to inna historia, podejdźcie proszę…

Nie przestając mówić sierżant podszedł do biurka i odsunął dokumenty leżące na wierzchu. Oczom Kostii ukazała się mapa z opisami alfabetem łacińskiem.

– Na wschód, południe i zachód – palec Stawitskiego przesuwał się szybko po mapie – jak okiem sięgnąć, nie ma nic – pola, pastwiska i step. I gdzie-niegdzie wioska. Latem pył, jesienią błoto, a zimą śnieżne pustkowie. Prawdziwy problem jest tu, na północy – palec przesunął się wskazując na spory kompleks leśny – tu siedzą bandy.

– Jakie bandy?

Stawitski wzruszył ramionami.

– Wszelakie. Ukraińskie, polskie, maruderzy, niemieckie niedobitki… Do niedawna jeszcze walczyli z Niemcami, z nami, lub między sobą, ale teraz głównie zajmują się rabunkiem. Jesień niedługo – wiedzą, że trzeba zapasy na zimę zrobić. Ale czasem jakiś zamach zorganizują, wioskę spalą, konwój ostrzelają… – Kostia patrzył na mapę. Znał trochę niemiecki, ale był pewny, że opisy są w innym języku.

– Poparcie wśród miejscowych mają?

– Po wsiach – tak, zwłaszcza UPA. Polskie wsie w większości wyrżnięte, a ludność schroniła się tutaj. Choć przyznać trzeba, że i Polacy akcje odwetowe robili. W mieście spokojnie, nawet kler nie burzy ludzi przeciw władzy radzieckiej.

– Kler? Macie tu czynną cerkiew? Pozwalacie na to?

– Cerkiew, kościół, nawet luterański zbór. Towarzysz Stalin pozwolił na nabożeństwa… A już towarzysz Rakowskij pisał, że pierwsi chrześcijanie byli prawdziwymi komunistami – sierżant puścił do kostii oko i uśmiechnął się kpiarsko. Mołczanow nie drążył. Mimo wysokich not z historii WKP(b), nie miał pojęcia kim był towarzysz Rakowskij.

– Teren dobrze znacie?

– Nawet bardzo. Ja miejscowy jestem, jeszcze przed 1939…

– Polak? – zapytał Kostia starając się nie pokazać po sobie, że jeszcze przed chwilą nie miał pojęcia, że przed 1939r. te tereny należały do Polski.

Stawitski przytaknął.

– To co, za chwilę do ojczyzny?

– Moja ojczyzna tutaj. Tu się urodziłem. Jak przyszła władza radziecka, to miałem za sobą dwa lata studiów prawniczych we Lwowie i wyrok za działalność komunistyczną. Od razu wzięli mnie do milicji. Dzięki temu mogłem tu zostać… – Stawitski zrobił pauzę, ale Kostia nie zrozumiał aluzji – A potem przyszli Niemcy i poszedłem do partyzantki. Stopień mam stamtąd, ale dostałem uznanie z UNKWD. Ale na razie wystarczy o mnie. Chodźcie towarzyszu lejtnancie, pokażę Wam Waszą kwaterę. Ten biały kitel proponuję jednak odłożyć do szafy, za prędko się nie przyda. Jak mówiłem, latem pył, jesienią błoto. Myślę, że znajdziemy Wam jakąś kurtkę skórzaną…

Historia formacji

Po rewolucji, komuniści błyskawicznie rozwiązali ludową milicję podległą Rządowi Tymczasowemu i w jej miejsce postanowili powołać „milicje robotnicze”, które miały być wcieleniem w życie leninowskich idei, w myśl których każdy robotnik miał być jednocześnie obrońcą swojej ojczyzny i stróżem porządku (tak, choć niektórym może się to nie mieścić w głowie, Lenin swego czasu był za powszechnym dostępem do broni; dopiero zderzenie z rzeczywistym poparciem społecznym jakim cieszyli się bolszewicy skutecznie wybiło mu te pomysły z głowy). Początkowo więc były to niewielkie grupki, dowodzone przez nie mających żadnego doświadczenia pracowników politycznych, podległe miejscowym radom. Słabo zorganizowane, uzbrojone i niewyszkolone oddziały luźno powiązane ze sobą nie były do końca tym, o co chodziło Ludowemu Komisariatowi Spraw Wewnętrznych, toteż już w kwietniu 1918r. powołano do życia milicję państwową – Radziecką Robotniczo-Chłopską Milicję. Rok później stworzono bardziej wyspecjalizowane służby – milicję kolejową i wodną, które w historii ZSRR pojawiały się i znikały kilkukrotnie. W październiku 1918 roku utworzono także wydziały kryminalne – „Ugołownyj Rozysk”.

Największym problemem milicji radzieckiej były kadry, szczególnie, że prawo zakazywało zatrudniania pracowników carskiej policji. Radzono sobie z tym różnie – na przykład pierwszy Naczelnik Moskiewskiego Wydziału Kryminalnego (Moskowskij Ugołownyj Rozysk; MUR), Aleksandr Triepałow, świadom swoich braków, ignorował ten zapis całkowicie, obsadzając najważniejsze stanowiska byłymi policjantami (Później wykorzystano te działania jako dowód w procesie przeciwko niemu; Triepałow został rozstrzelany za udział w antyradzieckiej organizacji terrorystycznej w 1937r.). Nie wszędzie jednak naczelnicy mięli na tyle rozsądku i ogólny poziom kadr pozostawiał wiele do życzenia.

Choć od początku tworzono milicyjne kursy dowódcze, dopiero w1921r. otwarto pierwszych siedem oficjalnych szkół i, choć plany zakładały początkowo dwie, otwarto jedną wyższą szkołę milicji – w Piotrogrodzie. Po zakończeniu pierwszego, rocznego cyklu, szkołę przemianowano na Pierwszą Piotrogrodzką Szkołę Średniej Kadry Dowódczej Milicji i rozpisano nowy, tym razem dwuletni cykl nauczania. Do 1925r. utworzono na jej wzór trzy kolejne w różnych częściach RSFRR.

Pod koniec lat 20. radziecka milicja mogła już poszczycić się całkiem dobrze przygotowanymi kadrami, zwalczyć udało się także zjawisko korupcji trapiące tę formację w pierwszych latach istnienia.

Po 1941r. wielu milicjantów powołano do wojska, pozostawiając na stanowiskach najbardziej niezbędny i doświadczony personel, głównie oficerów. Braki kadrowe starano się uzupełniać na każdy możliwy sposób – werbowano ochotników i przeprowadzano mobilizację do jednostek milicji wśród kobiet nie objętych obowiązkową służbą wojskową.

Aby uzupełnić braki wznowiono też milicyjne kursy oficerskie, które, podobnie jak wojskowe, działały w trybie przyspieszonym.

Milicjanci oprócz standardowych działań, musieli także wspierać jednostki obrony przeciwlotniczej w miastach, a także radzić sobie z problemami przedtem niespotykanymi – na przykład w Leningradzie w 1942 roku lawinowo rosła liczba przypadków „bandytyzmu kategorii szczególnej”. Pod nazwą tą krył się kanibalizm, a konkretniej przypadki morderstw popełnianych celem zjedzenia ofiary. O tym jak poważny był to problem świadczy fakt, że w ciągu pierwszego półrocza tego roku, za przestępstwa tego typu miesięcznie zatrzymywano od kilkuset do półtora tysiąca ludzi.

W miarę wyzwalania przez Armię Czerwoną terenów Białorusi i Ukrainy, starano się, o ile to możliwe, jak najszybciej odtwarzać lokalne struktury milicji, często jednak było to niewykonalne i wiele miast musiało na cywilnych stróżów porządku poczekać nawet do połowy 1945r., w międzyczasie tworząc tymczasowe oddziały ochotnicze.

Ze względu na ograniczone siły wojskowe na tyłach, milicjanci często brali udział w odpieraniu ataków partyzantki Polskiej i UPA na terytoriach zajętych przez ZSRR w 1939r. O ile w początkach wojny były to przypadki rzadkie, o tyle po wyparciu Niemców zdarzały się coraz częściej.

Umundurowanie milicji

Milicyjne mundury w ZSRR przechodziły liczne zmiany. Początkowo oddziały milicji nosiły odzież wojskową lub ubiór cywilny. Później kilkukrotnie eksperymentowano z mundurami w kolorze granatowym, szarym, czarnym, szaroniebieskim i zielonym. W 1928 roku osiągnięto pewien kompromis, gdy nakazano szeregowym nosić mundury czarne, dowódcom – granatowe, a wszystkim w okresie letnim – zielone. Podstawowym elementem munduru miała być gimnastiorka o kroju identycznym z wojskową bluzą wz.27. Niestety, kompromis nie utrzymał się długo, bo już w 1931r. milicjanci otrzymali mundury w kolorze szaroniebieskim z kaskiem wzorowanym na nakryciu głowy brytyjskiej policji. Jedynym odstępstwem kolorystycznym był tu mundur letni w kolorze białym. Oznaczenia stopni – błękitne z czerwoną lamówką – upodobniono do wojskowych. Na czapki opracowano nowy wzór odznaki – błękitną gwiazdę z naniesionym na nią herbem ZSRR.

W 1936 roku w milicji przywrócono stopnie oficerskie, a ich oznaczenia, chociaż pozostały na kołnierzach, upodobniono do carskich pagonów, zachowując układ belek, gwiazdek i prześwitów. Odznakę na czapkę zamieniono na sam herb ZSRR, dodatkowo identyczną odznakę naniesiono na rękawy mundurów.

W 1938r. Ponownie zaczęto eksperymentować z kolorami, wprowadzając zielone płaszcze i zmieniając kolorystykę czapek.

Rok później milicyjne oznaczenia stopni powtórnie upodobniono do stosowanych w Armii Czerwonej, przywrócono także na czapkę odznakę z gwiazdą, zmieniając jednak jej kolor na czerwony, herb pozostawiając jednak na rękawie.

W 1940r. milicyjne mundury ponownie zyskały kolor granatowy, zaś czapki uzyskały wygląd, który pozostał w użyciu jeszcze po wojnie – granatowa tulia z czerwoną lamówką, błękitny otok i odznaka wz.39. Białe czapki w wersji letniej nie posiadały lamówek.

W lutym 1943r. stalinowska reforma zawitała także do milicji, przywracając carski styl.

Milicjantom dano pagony nieco węższe od wojskowych, z błękitną lamówką i polem granatowym dla szeregowców i podoficerów, i srebrnym dla oficerów i komisarzy.

Szeregowym wydawano bawełniane gimnastiorki granatowe z prostymi naszywanymi kieszeniami, czapkę według wzoru z 1940r., na lato zaś – pozbawione kieszeni białe gimnastiorki (kroju identycznego jak gimnastiorki szeregowych w Armii Czerwonej) i białe czapki z błękitnym otokiem, pozbawione lamówek. Zestaw uzupełniały granatowe bryczesy z tkaniny bawełnianej, pozbawione lamówek oraz oficerki kirzowe bądź juchtowe. Zimą nosić mieli także płaszcze dwurzędowe koloru granatowego i brązowe kubanki z granatowym kołpakiem. Jako mundur galowy stosowano pozbawioną kieszeni kurtkę ze stójką, w kolorze granatowym z lamówką wokół kołnierza. Przy mundurach szeregowych i podoficerów stosowano guziki wykonane z białego metalu

Oficerom Wydano podobne gimnastiorki (zwykle z tkaniny wełnianej), z tym że zarówno granatowe, jak i białe miały kieszenie z zaszewkami i mosiężne guziki. Stosowano bryczesy z błękitną lamówką lub bez lamówki, a także spodnie prostego kroju z lamówką. W zależności od rodzaju spodni, noszono oficerki ze skóry gładkiej lub takież trzewiki. Zamiast gimnastiorki oficerowie często nosili kurki mundurowe ze stójką, zaopatrzone w kieszenie na piersi i pięć mosiężnych guzików. Kurtki były odpowiednio granatowe i białe. Do munduru galowego stosowano kurtki podobnego kroju jak podoficerskie, z lamówką wzdłuż linii guzików, kołnierza i mankietów, z patkami na kołnierzu i mankietach. Płaszcze oficerskie od podoficerskich różniły sie jedynie użyciem mosięznych guzików.

Oporządzenie było identyczne z wojskowym, wykonane z brązowej skóry.

Uzbrojenie milicjantów w tym czasie stanowiła zwykle broń krótka – rewolwery Nagant i pistolety TT, choć w rejonach niebezpiecznych (np. w oblężonym Leningradzie i strefach przyfrontowych, później zaś także w rejonach działalności wrogiej partyzantki, milicjantom wydawano broń długą.

Sylwetka

Przedstawiona sylwetka to młodszy lejtnant milicji w mundurze letnim, przygotowujący się do objęcia obowiązków naczelnika w prowincjonalnym miasteczku na zachodniej Ukrainie. Ponieważ oficer pozostaje poza służbą, nie nosi pasa z koalicyjką ani broni. Na głowie nosi czapkę letnią z charakterystycznym emblematem milicyjnym. Spodnie to regulaminowe bryczesy bez lamówek, wpuszczone w cholewy oficerek ze skóry gładkiej. Kurtka to biała służbowa kurtka letnia. Nad prawą kieszenią widoczna odznaka Komsomołu.

W zwykłej fibrowej walizce oficer przewozi swój skromny dobytek – czapkę służbową, gimnastiorkę (dla szeregowych) granatową i gimnastiorkę letnią; broń wydaną na czas podróży – pistolet TT, nieco odzieży cywilnej, przybory do pisania, dokumenty – legitymację, książeczkę wojskową i rozkaz wyjazdu – oraz odznaki uzyskane w toku działalności w Osoawiachimie – „Woroszyłowski Strzelec” i „Woroszyłowski jeździec” oraz „Gotów do obrony przeciwlotniczej i przeciwchemicznej”.

Wykorzystanie sylwetki

Sylwetka milicjanta nadaje się do wykorzystania podczas inscenizacji skupiających się na działaniach podziemia powojennego, pozostałego na terytorium zajętym przez ZSRR. Posterunki milicji były jednym z bardziej oczywistych celów dla grup partyzanckich, zaś naczelnicy stanowili wdzięczny cel zamachów.

Sylwetka, naturalnie, może być także użyta w wersji „bojowej” – tj. granatowej. Wybór munduru letniego na potrzeby prezentacji podyktowany był chęcią odróżnienia tej sylwetki od dwu poprzednich. Wszak na pierwszy rzut oka mundury kolejowe i milicyjne były w owym czasie dość podobne.

Autor: Kamil Szustak

Bibliografia:

L. Tokar’, Istorija Rossijskogo Formiennogo Kostiuma. Sowietskaja Miliccija 1918-1991, Sankt Petrsburg, 1995r.

Dos’e kollekcija (Sekretnyje Materiały), specialnyj wypusk, nr 8, 2010r.

http://www.vedomstva-uniforma.ru/history-1.html, Dostęp 05.07.2020r.

http://army.armor.kiev.ua/, Dostęp 05.07.2020r.

Śmierć szpiegom!

Problem z dokumentami oficjalnymi polega na tym, że choć mogą nam dużo powiedzieć o tym, co zaszło w życiu danego człowieka, to nie przyniosą nigdy jasnej odpowiedzi na pytanie: Dlaczego?

Wszak nie znając motywacji trudno ocenić czyjeś wybory. Mając do dyspozycji tylko suche fakty trudno powiedzieć jak tak na prawdę wyglądało czyjeś życie.

Dlatego też, pomimo dokładnego przestudiowania dostępnych dokumentów, nie umiem powiedzieć, czy hipotetyczna książka o bohaterach tego artykułu byłaby historią miłosną, sensacyjną, opowieścią z pogranicza horroru, czy też prostą opowieścią o zwyczajnym życiu w Związku Radzieckim.

***

Sasza poznał Tonię daleko na północy. Być może Sasza wyglądał bardzo elegancko w mundurze oficerskim. Tyle że Tonia miała bardzo podobny. Właściwie prawdopodobnie tylko emblematy wojsk pancernych odróżniały mundur porucznika od munduru młodej sekretarz trybunału. Ich pierwsze spotkanie miało zapewne charakter służbowy.

***

Patrząc na arkusz ewidencyjny z CA MO, trudno zrozumieć co tu się właściwie stało. Młody ślusarz, urodzony w 1917r., w roku 1936 trafił do Armii Czerwonej. Może sam postanowił zostać oficerem, a może ktoś w wojenkomacie uznał, że ukończone technikum przemysłowe i kilka lat pracy w przemyśle włókienniczym to dostateczne kwalifikacje potrzebne przyszłemu dowódcy czołgu. Może też jakieś znaczenie miało członkostwo w Komsomole sięgające 1931r.

Arkusz ewidencyjny.

Tak czy inaczej od 1936 do 1939r. Sasza był kursantem Ulianowskiej Szkoły Pancernej im. Lenina. Jako że w ostatnim roku nauki był też dowódcą plutonu kursantów, można sądzić, że przykładał się do nauki. A jednak zapisy arkusza urywają się w 1939r, gdy Sasza został oficerem.

Co więc mogło się wydarzyć? Jako, ze był to koniec lat 30. można by wnioskować, że poszedł na front i zginął. Bardziej prawdopodobnym może się jednak wydawać domniemanie, że padł ofiarą czystek.

Choć nazwisko miał popularne, to jednak nie ma wątpliwości, że to właśnie on figuruje na stronie poświęconej czystkom stalinowskim.*

***

Być może wcale nie wołali na nią Tonia tylko Tiucha albo Nina. Albo bardziej zwyczajnie: Tosia. Imię Antoniana posiada w języku rosyjskim liczne zdrobnienia, więc wybór jest szeroki. Jakkolwiek by nie było, córka dwojga wykształconych ludzi przyszła na świat w 1923r. w Archangielsku.

O jej rodzicach nie wiadomo zbyt wiele. Być może byli ideowymi komunistami i przyjęcie córki do Komsomołu w 1938r. przywitali z radością. A może wręcz przeciwnie, jako osoby niechętne systemowi nie odzywali się do niej przez kilka dni. A może po prostu było im to obojętne.

Gdy Niemcy zaatakowali ZSRR, Tonia kończyła 10. klasę. Wsłuchani w słowa popularnej piosenki „Jesli zawtra wojna…” mieszkańcy północnych krańców RSFRR zapewne nie odczuli początku wojny zbyt dotkliwie. Oczywiście, synowie i ojcowie poszli na front niemal od razu, ale kobiet jeszcze nie mobilizowano. Dlatego też w wrześniu, dzięki dobrym ocenom, Tonia mogła bez przeszkód rozpocząć naukę w szkole prawniczej.

Ale sytuacja na froncie wyglądała z dnia na dzień coraz gorzej. Dlatego też, po ukończeniu zaledwie jednego roku, Antonina została zmobilizowana. Jako młodszy lejtnant służby sprawiedliwości skierowana została na stanowisko sekretarza trybunału wojskowego 152 dywizji strzeleckiej na Froncie Karelskim.

***

Trybunały wojskowe nie cieszyły się zbyt dobrą opinią. Wojskowa prokuratura Armii Czerwonej niejednokrotnie skarżyła się na bezprawne wyroki i niezgodny z prawem przebieg procesu. Prokuratorzy zwracali też uwagę na brak wykształcenia prawniczego członków trybunałów. Ponieważ jednak Większość spraw rozpatrywanych przez nie kierowana była przez funkcjonariuszy wszechwładnych Wydziałów Specjalnych, nieliczne skargi prokuratorów były głosem wołającego na puszczy.

Być może jednak w 152 dywizji sytuacja była nieco lepsza niż w większości jednostek – skoro nawet sekretarz posiadał niepełne wykształcenie prawnicze, możliwe, że pozostali członkowie byli w miarę kompetentni. A może było wprost przeciwnie i to młodziutka sekretarz była najlepiej wykształconym pracownikiem tej namiastki sądu na dalekiej północy. Niestety, pozostałych członków trybunału dywizji nie udało się ustalić.

***

Patrząc na zdjęcie z 1939r., trudno nie zauważyć, ze Sasza był ambitny. Oprócz oznaczeń wskazujących na stopień lejtnanta wojsk pancernych, na mundurze możemy także zobaczyć dwie odznaki. Jedna – „Gotów do pracy i obrony” – to odznaka typowo sportowa, świadcząca o bardzo dobrej sprawności fizycznej. Druga to „Woroszyłowski Strzelec”, Nadawana za wybitne umiejętności strzeleckie. Do tego w arkuszu ewidencyjnym znaleźć możemy informację, ze szkołę oficerską ukończył z doskonałymi wynikami. Z całą pewnością więc były robotnik, syn urzędnika nie wiedział, że pierwsza zasada życia w totalitarnym państwie mówi: „nie wychylać się.”

Nie wiadomo dokładnie kiedy NKWD zaczęło się interesować Saszą. Może przykuł uwagę jeszcze podczas pracy w Iszejewskich zakładach sukienniczych, może wkrótce po wstąpieniu do wojska, a może dopiero po zakończeniu przezeń nauki w szkole oficerskiej. Jak by nie było, to właśnie to zainteresowanie doprowadziło do tego, że w wojskowej ewidencji kariera Saszy urywa się niespodziewanie zaraz na początku.

***

„- Operupołnomoczniennyj starszyj liejtienant Szarapow no prochożdienie służby pribył!” – tymi słowami melduje się pierwszego dnia pracy w milicji grany przez Władimira Konkina bohater w serialu „Gdzie jest czarny kot?”.

Cóż to takiego ten „operupołnomoczniennyj”? Skrót od „Operatiwno upołnomoczniennyj” – Upełnomocniony operacyjnie… Pełnomocnik operacyjny? Z braku dobrego polskiego odpowiednika, najlepiej posłużyć się określeniem mającym najbardziej zbliżone znaczenie – oficer śledczy. Określenie „operupołnomoczniennyj” określało bowiem właśnie śledczego. Czy to w milicji, czy w organach bezpieczeństwa państwowego.

***

„-Operupołnomoczniennyj Osobogo otdieła starszyj liejtienant gosudarstwiennoj biezopasnosti Pietruchin” – tak być może przedstawił się Sasza na pierwszym spotkaniu z Tonią. Mógł się czuć gospodarzem, gdyż w momencie przybycia Antoniny Łaktiewej na stanowisko sekretarza trybunału, Aleksandr Jefremowicz Pietruchin od ponad pół roku pełnił obowiązki zastępcy naczelnika Wydziału Specjalnego NKWD przy 152 Dywizji Strzeleckiej.

***

Bezpośrednio po ukończeniu szkoły oficerskiej (i, być może, dodatkowych kursów) Sasza został niejako usunięty z wojskowej ewidencji i trafił w lutym 1939r. do Swierdłowska, na stanowisko śledczego Wydziału Specjalnego NKWD Uralskiego Okręgu Wojskowego. Mundur zachował, stopień zachował, ale od kwietnia 1939r. był już młodszym lejtnantem bezpieczeństwa państwowego**, etatowym pracownikiem GUGB NKWD.

Wydziały Specjalne były szczególną komórką kontrwywiadowczą podległą resortowi Spraw Wewnętrznych (później – Bezpieczeństwa Państwowego). Pomimo tego, pracownicy Wydziałów Specjalnych rekrutowani byli zwykle spośród absolwentów szkół oficerskich resortu obrony. Ze względu na specyfikę służby, nosili mundury Armii Czerwonej, często też, jako absolwenci szkół wojskowych, znali specyfikę funkcjonowania armii oraz konkretnych rodzajów wojsk. Lejtnant Pietruchin, jako absolwent szkoły Wojsk Pancernych, w Swierdłowsku nosił zapewne ten sam mundur co na zdjęciu z wojskowej ewidencji. Można więc powiedzieć, że byli to tacy enkawudziści/emgiebiści /kagiebiści/emwudziści, którzy nigdy nie nosili mundurów właściwych dla swoich resortów.

Tylko że po zaledwie roku spędzonym w Swierdłowsku, Aleksandr Pietruchin musiał włożyć mundur oficera Wojsk NKWD.

Specyfika radzieckiego resortu spraw wewnętrznych polegała między innymi na tym, że dysponował on własnymi oddziałami wojskowymi. Ponieważ jednocześnie ten sam resort odpowiadał za kontrwywiad w wojsku – czemu nie miałby mieć także komórek kontrwywiadowczych we własnych jednostkach wojskowych, gdzie większość stanu osobowego pochodziła z poboru?

Nie wiem, czy Dzierżyński lub któryś z jego następców zadał sobie kiedyś takie pytanie, czy też odpowiedź była dla nich oczywista od samego początku. Faktem pozostaje jednak, że również w wojskach podległych NKWD istniały Wydziały Specjalne. Do jednego z nich właśnie trafił w lutym 1940r. Sasza.

***

190 pułk Wojsk Wewnętrznych stacjonował w mieście Bierezniki w Obłasti Permskiej. Lejtnant Pietruchin został tam śledczym Wydziału Specjalnego. Z jednej strony – pracy powinno być mniej, bo żołnierze specjalnie wybierani, do tego najbardziej politycznie zdeklarowany korpus oficerski… Z drugiej strony – to tam właśnie może się kryć mityczny wróg. Stąd liczne poziomy kontroli, o jakimkolwiek przymykaniu oka nie ma mowy.

Sasza został oficerem śledczym Wydziału Specjalnego pod sam koniec czystek w wojsku. Nie ma wątpliwości, że miał w nich swój udział. Czy zajmował się fabrykowaniem dowodów? Czy może rzeczywiście ujawniał jakichś szpiegów?

Czy stosował w śledztwie tortury? Czy może raczej był „tym dobrym”, w stylu: „Wiecie, Towarzyszu, ja nie chcę, żeby Was bili, ale jeżeli się nie przyznacie, nie będę mógł Wam pomóc…” Nawet jeśli tylko „dobrze wykonywał swoje obowiązki”, czystego sumienia raczej nie miał.

Prawdopodobnie młody śledczy się sprawdzał, bo nawet wybuch wojny niemiecko radzieckiej nie wygnał go z Uralskiego Okręgu Wojskowego. We wrześniu 1941r. dostał nawet awans – został mianowany starszym śledczym Wydziału Specjalnego 25 Dywizji Wojsk NKWD. W marcu został także oficjalnie przyjęty do Partii. Dopiero w Grudniu 1941 roku trafił, jako zastępca naczelnika, do Wydziału Specjalnego 152 Dywizji Strzeleckiej. Z racji wykonywanych obowiązków, niejednokrotnie musiał mieć do czynienia z dywizyjnym trybunałem wojskowym. To właśnie tam musiał poznać młodą panią sekretarz.

Oficjalnie w kwietniu 1943 roku Sasza przestał być pracownikiem GUGB NKWD. Ponieważ jednak przebywał daleko na północy, mógł o tym nawet nie wiedzieć.

***

– To jaką nazwę, Towarzyszu, proponujecie?

– Smerniesz. To skrót od „Śmierć niemieckim szpiegom”.

– Zgrabnie. Ale dlaczego akurat niemieckim? – zapytał Stalin – To waszym zdaniem, Towarzyszu, inne wywiady u nas nie działają?

Komisarz poczuł nagle, że jego mundur zrobił się wyjątkowo ciasny. Zdawał sobie sprawę, że nawet druga gwiazda na pagonie, którą otrzymał ledwie dwa miesiące wcześniej, nie stanowi ochrony przed podchwytliwymi pytaniami i nieprzewidywalnym charakterem Wodza. Przełknął ślinę.

– Macie rację Towarzyszu Stalin, mój błąd…

Być może tak właśnie wyglądała rozmowa Abakumowa ze Stalinem, w wyniku której nazwa instytucji, której przekazano personel Wydziałów Specjalnych zmieniono ze „Smierniesz” na „Smierinsz”, a następnie, decyzją Stalina wygładzono na „Smiersz”. 19. kwietnia 1943r. nazwa została oficjalnie zatwierdzona. Smiersz podporządkowano bezpośrednio najwyższym dowódcom odpowiednich formacji – Armii Czerwonej (Stalin), Marynarki Wojennej (Kuzniecow) i Wojsk NKWD (Beria). Pracownicy Wydziałów Specjalnych stracili swoje stopnie w organach Bezpieczeństwa Państwowego i otrzymali odpowiednie stopnie wojskowe. Sasza powtórnie został oficerem Armii Czerwonej. Chociaż początkowo mógł nawet o tym nie wiedzieć. W każdym razie z lejtnanta GB zmienił się w starszego lejtnanta Armii Czerwonej.

Choć praktycznie cały personel Wydziałów Specjalnych przeszedł bez zmian do nowej służby, zadania mu powierzone uległy zmianie. O ile do tej pory śledczy zajmowali się ściganiem rzekomych i prawdziwych dezerterów i zdrajców oraz oficerów odmawiających wykonywania bezsensownych rozkazów, tak teraz ich głównym zadaniem stało się zwalczanie faktycznych szpiegów. Dla podniesienia kwalifikacji śledczych – funkcjonariusze Wydziałów Specjalnych w większości słynęli jako ludzie pozbawieni kultury i niewykształceni – otwarto szereg szkół Smiersza oferujących kilkumiesięczne kursy zarówno nowym, jak i chcącym podnieść kwalifikacje starym śledczym.

***

Sasza wyróżniał się zapewne na tle innych oficerów Smiersza – przed szkołą oficerską skończył technikum, według wojskowej ewidencji jeszcze w latach 30. był „zaznajomiony z językiem niemieckim”. Tym samym miał lepsze wykształcenie nie tylko od niektórych swoich kolegów po fachu, ale nawet od samego naczelnika Smiersza – Wiktora Abakumowa, który oficjalnie przyznawał sie do ukończenia czterech klas szkoły powszechnej***

Być może nienajgorsze jak na tamte czasy i warunki wykształcenie pomogło mu zjednać sobie młodą sekretarz. W dość nijakim otoczeniu, daleko na północy, ambitny, wysportowany i wykształcony oficer musiał się wyróżniać.

Wszystko wskazuje na to, że wkrótce oboje musieli być zakochani po uszy, bo gdy w czerwcu 1943r. Sasza dostał awans na zastępcę naczelnika OKR „Smiersz” 34 Korpusu Strzeleckiego, od razu podjął starania o przeniesienie starszej lejtnant (awans otrzymała 7.kwietnia 1943r.) Antoniny Pietrownej Łaktiewej do podległego mu wydziału.

***

Czy młodej pani oficer ciążyła praca w trybunale wojskowym, przyfrontowej namiastce sądu, słynącej z szybkiego rozpatrywania spraw i szafowania wyrokami śmierci? Czy może raczej wierzyła w sprawiedliwość orzeczeń? Z jednej strony – musiała być dobrym pracownikiem, wszak w kwietniu dostała awans, a już 1. listopada 1943 roku za dotychczasową pracę otrzymała medal „Za zasługi bojowe”. Z drugiej jednak strony – nadspodziewanie szybko przyjęła możliwość zmiany stanowiska, albo więc rzeczywiście była to prawdziwa miłość, albo do funkcjonowania trybunału miała jakieś zastrzeżenia.

Jeśli tak było to najprawdopodobniej wpadła z deszczu pod rynnę.

***

W Marcu 1944 roku Sasza, którego w międzyczasie dogonił Order Czerwonej Gwiazdy i jednoczesny awans na kapitana, przyznane za zasługi w pracy śledczej na Froncie Karelskim, zdołał ściągnąć swoją wybrankę do kierowanego przezeń wydziału. Starszy lejtnant służby sprawiedliwości Łaktiewa została pracownikiem kancelarii Wydziału Kontrwywiadu „Smiersz” 34KS. Choć formalnie pozostawała oficerem Armii Czerwonej, dziewięć lat później komisarz wojskowy płk. Szejkin opisze ten okres jej służby krótką uwagą „Pracownik organów MWD ZSRR”, nie bardzo przejmując się faktem, że w opisywanym okresie w ZSRR nie było ministerstw, a Smiersz podporządkowany był Resortowi Obrony.

Będąc de facto pracownikiem biurowym, Tonia nie brała bezpośredniego udziału w śledztwach, z całą pewnością miała jednak wgląd w całość dokumentacji i stosowanych metod. Choć nowy Smiersz skupiał się głównie na tropieniu autentycznych szpiegów, metody działania pozostawały w większości równie brutalne. Będąc sekretarzem trybunału była świadkiem ostatniego aktu działania wojennego wymiaru sprawiedliwości, z towarzyszącymi mu emocjami i całym ogromem tragedii ludzkiej. Prowadząc dokumentację nie musiała już patrzeć na przerażenie, wściekłość i rozpacz skazańców, ale mogła „na zimno” dowiedzieć się jak wyglądała cała droga, która wiodła tych ludzi przed oblicze składu orzekającego om ich dalszym losie. Być może praca w kontrwywiadzie ją pociągała, możliwe jednak, że wgląd w mechanizmy bezlitosnych młynów radzieckiego wymiaru sprawiedliwości zaczął budzić w niej niechęć.

Tymczasem Sasza, jej wówczas jeszcze nie mąż, wciąż piął się po szczeblach kariery i w grudniu 1944r. został majorem.

***

3 Front Ukraiński w którego skład w październiku 1943r. wszedł 34 Korpus ruszył na południe. 6 Armia działała na terenie Ukrainy, Śląska i Czechosłowacji. Prawdopodobnie Sasza nie miał nic wspólnego ze Słowackim Powstaniem Narodowym, mógł jednak brać udział w zatrzymaniu „podejrzanych elementów” na Śląsku i zwalczaniu polskiego podziemia. Prawdopodobnie jednak głównie skupiał się wówczas na poszukiwaniu szpiegów w szeregach korpusu i dezerterów. Z całą pewnością ominęło go obrosła legendą orgia grabieży w Budapeszcie, która przypadła w udziale innym jednostkom frontu. Co ciekawe, mimo wolnej ręki ze strony dowódcy frontu, Smiersz, oprócz zabezpieczania dokumentów i aresztowania kolaborantów, dyplomatów i rosyjskich emigrantów, zajmował się też czerwonoarmistami szczególnie entuzjastycznie podchodzącymi do grabieży i gwałtów. Na zakończenie wojny Sasza dostał jeszcze medal „Za zasługi bojowe”. Trudno powiedzieć czy otrzymał go za specjalne zasługi czy też może za wysługę lat – lata służby w Smierszu liczyły się podwójnie, toteż pięć lat służby akurat kwalifikowałoby go do otrzymania odznaczenia przewidzianego za takich lat 10.

***

Po zakończeniu wojny 34 Korpus został przeniesiony do Odeskiego Okręgu Wojskowego. Tam też, wraz z nim, trafił personel Smiersza.

Sasza pozostawał zastępcą naczelnika do stycznia 1948r., kiedy to skierowano go na doszkolenie do jednostki wojskowej 356 w Charkowie. W międzyczasie, w kwietniu 1946r. Smiersz został przekształcony w Wydziały Kontrwywiadu i podporządkowany Ministerstwu Bezpieczeństwa Państwowego, następcy NKGB. Tym samym specjalna służba podporządkowana Stalinowi powtórnie stała się częścią aparatu Bezpieczeństwa Państwowego, przy czym na czele tego resortu stanął wkrótce dotychczasowy naczelnik Smiersza, Wiktor Abakumow. Jego poprzednik na stanowisku, Mierkułow popadł w niełaskę w związku z kilkoma ucieczkami radzieckich agentów na zachód.

Wszystkim pracownikom służby nadano bądź przywrócono stopnie Bezpieczeństwa Państwowego, tym razem jednak miały one już przełożenie jeden do jednego. I tak Major Pietruchin, zastępca naczelnika Wydziału Kontrwywiadu „Smiersz” został Majorem GB Pietruchinem, zastępcą naczelnika Wydziału Kontrwywiadu MGB, zaś starszy lejtnant Łaktiewa została starszym lejtnantem GB Pietruchiną, pracownikiem biurowym tegoż wydziału.

Dokładnej daty ślubu nie udało się ustalić, natomiast z całą pewnością już w 1947 roku urodził im się syn Wiaczesław.

Po rocznym kursie w jednostce 356 Sasza został w lutym 1949r. Zastępcą naczelnika Wydziału Zarządu Kontrwywiadu Odeskiego Okręgu Wojskowego. Wraz z nim przeniesienie otrzymała jego żona – najpierw w tym samym zarządzie została maszynistką, a następnie asystentem śledczego.

W lipcu 1950r. Obydwoje otrzymali dokładnie takie same stanowiska w Grupie Wojsk Okupacyjnych w Niemczech. Wkrótce też Sasza doczekał się drugiej gwiazdy, co było sporym osiągnięciem jak na trzydziestopięciolatka. W 1952 roku otrzymał także drugi Order Czerwonej gwiazdy. Data nadania nie pasuje ani do piętnastu, ani do ośmiu lat służby, ponownie więc trudno orzec czy było to odznaczenie za wysługę lat, czy też towarzysz podpułkownik zdołał wykryć w Niemczech jakichś szpiegów.

W Niemczech pracowali razem do marca 1953r. Co stało się potem?

Po pierwsze, już piątego marca umarł Stalin. Samo z siebie może nie przełożyłoby się to na karierę pracowników służb, ale ze śmiercią dyktatora wiązały się pewne mniej znane wydarzenia.

Po pierwsze, jeszcze w czasie wojny zaczęła narastać konkurencja między Berią a Abakumowem. Obaj mięli wybujałe ambicje. Oczywiście kończyło się to na skargach do wodza. Ten zaś miał podejście iście „salomonowe” – jeśli każdy z nich donosi na tego drugiego, to znaczy, ze obaj są winni. Do tego generalissimus nie mógł nie dostrzegać, że obaj panowie gromadzą coraz większą władzę.

Na pierwszy ogień poszedł Abakumow, którego już w 1951r. aresztowano. Wkrótce czystki zaczęły dotykać jego najbliższych współpracowników, w dalszej zaś kolejności zaczęła się czystka w szeregach dawnych pracowników Smiersza. Ten proces został jednak na chwilę wstrzymany zamieszaniem po śmierci Stalina.

A zamieszanie to wynikło z rozpoczętej od razu walki o władzę. Na Pierwsze miejsce w kierownictwie partyjnym wybił się Beria, co już samo w sobie nie wróżyło Abakumowowi zbyt długiego życia, jednak po aresztowaniu niesławnego szefa super-resortu, w jaki zdołał on na krótko przekształcić MWD (wchłonąwszy wcześniej MGB), przyszłość byłych smierszowców i ich byłego szefa wcale nie wyglądała różowiej.

Chruszczow, który nie miał do służb Berii i Abakumowa za grosz zaufania, do oskarżeń o przestępstwa pospolite dorzucił stosowanie tortur. W lipcu 1954r. Abakumow został rozstrzelany. Resort Bezpieczeństwa Państwowego wydzielono ponownie z MWD, ale już z okrojonymi kompetencjami, jako Komitet Bezpieczeństwa Państwowego przy Radzie Ministrów ZSRR – powszechnie znany pod skrótem KGB. Na czele nowej instytucji stanął dawny wróg Abakumowa, znany polskiemu czytelnikowi skądinnąd Iwan Sierow. W 1957r. meldował, że od objęcia stanowiska przeprowadził weryfikację, w wyniku której ze służbą pożegnało się ponad 18 000 pracowników dawnego MGB.

***

Czy wydarzenia te dotknęły naszych bohaterów?

Cóż, Sasza w marcu przeniesiony został na stanowisko naczelnika Wydziału Zarządu Kontrwywiadu MWD Centralnej Grupy Wojsk. Był to więc awans. Tym razem jednak nie pozwolono mu zabrać ze sobą małżonki.

Tymczasowy dokument tożsamości Antoniny Pietruchinej. Zwraca uwagę ręcznie dokonana zmiana resortu – MGB zmieniono na MWD

Tonia powróciła do Zarządu Kontrwywiadu MWD Odeskiego Okręgu Wojskowego, gdzie przez kolejne trzy miesiące pracowała na stanowisku asystenta oficera śledczego. Później zakończyła służbę.  W stan spoczynku przeszła w stopniu starszego lejtnanta służby sprawiedliwości, mając na koncie medale „Za zasługi bojowe” i „Za odwagę”.

Czy zrezygnowała ze służby by być bliżej męża? Czy może miała już dość tego typu pracy? A może, w ramach czystek zwrócono uwagę na jej dość nietypową ścieżkę kariery? A może po prostu chciała poświęcić się wychowaniu syna i nowonarodzonej córki?

Tego, niestety, z dostępnych dokumentów się nie dowiemy. Z całą pewnością jednak chciała dołączyć do małżonka. Po zwolnieniu ze służby pozostawała bez pracy i dopiero w styczniu 1954r. udało jej się dołączyć do Saszy w Austrii.

O tym, jak skomplikowany i niejasny był status Smiersza w czasie wojny, niech najlepiej zaświadczy wspomniany już fakt, że wypełniający jej książeczkę wojskową oficera rezerwy komendant wojskowy podsumował jej służbę w Smierszu i Zarzadzie Kontrwywiadu: „pracownik organów MWD”. Krótko, zwięźle i zupełnie ahistorycznie.

***

Sasza zaś dalej piął sie po szczeblach kariery – we wrześniu1953r. został zastępcą naczelnika sektora Wydziału specjalnego MWD (taką nazwę przyjęły wydziały kontrwywiadu po reorganizacji z 1953r.), a w lutym – naczelnikiem 2. Sektora Wydziału Specjalnego KGB dla Centralnej Grupy Wojsk. Wygląda więc na to, że również nowa ekipa doceniła jego kompetencje. Czystek po aresztowaniu Berii mógł nawet nie odczuć.

Choć CGW rozformowano w czerwcu 1955r., wraz z zakończeniem okupacji Austrii, Sasza de facto piastował swoją funkcję do stycznia 1956r., po czym przejął dokładnie takie samo stanowisko w Podkarpackim Okręgu Wojskowym. Jego żona w tym czasie na stałe wróciła do Odessy.

W 1960r. Sasza ukończył Wyższą Szkołę KGB i ponownie został skierowany do Niemiec, na stanowisko naczelnika oddziału Zarządu Wydziałów Specjalnych KGB przy Grupie Wojsk Radzieckich w Niemczech. Po trzech latach jednak skierowano go do Podkarpackiego OW, na stanowisko naczelnika wydziału Wydziału Specjalnego 57 Armii Powietrznej. Co ciekawe, jego wojskowy dokument tożsamości z tego okresu podaje stanowisko „zastępca naczelnika wydziału Jednostki Wojskowej 13709”. Jak widać, utajnienie wydziałów specjalnych sięgało nawet dokumentów tożsamości.

Ciekawy jest także fakt, że pełniąc tę funkcję, Sasza nosił mundur pułkownika Wojsk Lotniczych – ma to sens o tyle, że, jak już wspomniano, pracownicy wydziałów specjalnych mieli się nie różnić od pozostałych oficerów jednostki. Dziwi jednak tego rodzaju mundur u oficera, który o lotnictwie miał dość mgliste pojęcie. Zapewne o budowie silników umiał coś powiedzieć, jednak wiedza z zakresu funkcjonowania wozów bojowych nie przydaje się zbytnio w lotnictwie.

Tonia prawdopodobnie rzadko widywała męża podczas jego trzyletniego pobytu w Niemczech – po rozformowaniu CGW mieszkała w Odessie, a od 1956r. – we Lwowie. Pomimo dobrego, jak na ówczesne warunki, wykształcenia, nie podjęła pracy zarobkowej. Prawdopodobnie pensja męża była na tyle wysoka, że pozwalała jej utrzymać siebie i dzieci.

Sasza tymczasem otrzymał w 1970r. kolejny awans – został naczelnikiem wydziału specjalnego KGB w 11 Armii Gwardii. W nowej jednostce mógł powtórnie przywdziać mundur oficera Wojsk Pancernych. Również ten przydział odnotowano w dokumencie tożsamości w sposób dość enigmatyczny: „Naczelnik Wydziału Jednostki Wojskowej 51415”.

We wrześniu 1972r. Pułkownik Pietruchin przeszedł w stan spoczynku. Przez dalsze pięć miesięcy wiódł życie emeryta we Lwowie. W legitymacji emeryta KGB znalazł sie zapis o przyznaniu inwalidztwa 2 grupy związanego ze służbą, dokładnych informacji jednak brak. Zapewne też dopiero na emeryturze otrzymał odznakę pamiątkową „50 lat Wydziałów Specjalnych”.

Odznaka 50 lat Wydziałów Specjalnych KGB. Dokument niestety nie zachował się

Prawdopodobnie, mimo przywilejów emerytalnych, poziom życia rodziny musiał się znacznie obniżyć. A może po prostu pan pułkownik nie chciał siedzieć bezczynnie? Lub może poprzedni pracodawca miał dla niego nowe zadania?

Jakie by nie były przyczyny, już w marcu 1973r. Sasza podjął pracę w charakterze naczelnika wydziału pierwszego lwowskiej filii Wszechzwiązkowego Instytutu Naukowo-Badawczego Miar fizyczno-Technicznych i Radiotechnicznych (WNIIFTRI – notabene Instytut ten, pod lekko zmienioną nazwą, działa do dzisiaj). Nie udało mi się, niestety dowiedzieć czym zajmował się ów wydział, jednak nie da się ukryć, że był to dość nieoczekiwany zwrot kariery dla kogoś, kto wprawdzie posiadał techniczne wykształcenie wyższe, ale przez poprzednich czterdzieści lat zajmował się całkiem innymi sprawami. Tym ciekawszy wydaje się więc fakt, że na tym stanowisku pracował przez kolejnych sześć lat, zapracowując przy okazji na „medal emeryta”, czyli medal „Weteran Pracy” nadany mu w 1977r.

Od razu po podjęciu pracy wstąpił też do Związku Zawodowego.

Legitymacja Członka Związku zawodowego.

W grudniu 1979r. został głównym Inżynierem Systemów Miar w Zjednoczeniu Naukowo-Produkcyjnym „Sistema” (również działa do dziś). Tam też otrzymał kolejne odznaczenie zupełnie z ówczesną pracą nie związane – Order Wojny Ojczyźnianej II Klasy (tzw. jubileuszowy).

W 1986r. awansował na naczelnika wydziału pierwszego Systemów Miar w tymże zjednoczeniu. Na stanowisku tym pracował do przejścia na emeryturę. W 1991 roku otrzymał dość rzadko spotykane wyróżnienie – odznakę „50 lat członkostwa w KPZR” – obecnie czasami żartobliwie zwaną „odznaką ocalałych” – z racji częstych czystek partyjnych bardzo niewielu członków partii mogło się poszczycić tak długim, nieprzerwanym stażem.

Dokładnej daty przejścia na emeryturę nie udało się ustalić, jednak składki członkowskie w związku zawodowym opłacał do 1991r., co świadczy, że co najmniej do tego roku pozostawał aktywny zawodowo.

Nie mam zbyt wielu informacji o dalszym losie Pietruchinów. Najpóźniejsze dokumenty to legitymacja weterana wojny wydana Antoninie w 1997r. i legitymacja Medalu Żukowa nadanego Aleksandrowi w 1998r.

Jak pisałem na początku – trudno ocenić czyjeś życie mając do dyspozycji tylko dokumenty oficjalne. Nie sposób wskazać co kierowało decyzjami bohaterów tego artykułu, ani jak wyglądałoby ich życie, gdyby przyszło im żyć w innych czasach i miejscu. Ponieważ nie ustalimy także jak wiele czasu w ich życiu wypełniało słuchanie odgłosów wojny, krzyków torturowanych i krętactw schwytanych szpiegów, ani jak to wpłynęło na ich psychikę, artykuł ten pozostaje tylko suchym zapisem karier dwojga pracowników kontrwywiadu i przyczynkiem do historii dość szczególnej części radzieckich specsłużb.

Autor: Kamil Szustak

*www.nkvd.memo.ru

**Stopień odpowiadający stopniowi lejtnanta w Armii Czerwonej.

***Prawdziwość tej informacji bywa jednak poddawana w wątpliwość, według osób znających niesławnego Komisarza osobiście, wyrażał się on w mowie i w piśmie w sposób wskazujący na bardziej gruntowne wykształcenie

BIBLIOGRAFIA

www.nkvd.memo.ru (dostęp 13.03.2020r.)

Vadim J. Birstein, Smiersz. Tajna Broń Stalina. Sowiecki Kontrwywiad wojskowy podczas drugiej wojny światowej. Warszawa-Kraków, 2017

Nikołaj Nikulin, Sołdat, Warszawa 2013r.

http://army.armor.kiev.ua/ (Dostęp 07.02.2020r.)

Dokumenty osobiste 1 i 2 AWP – Parę słów o dokumentach oficerskich i tymczasowych

W poprzednich częściach temat dokumentów zastępczych poruszony został tylko „po łebkach”, tymczasem wiele wskazuje na to, że problem był, wobec ciągłego braku blankietów i funkcjonowania równolegle kilku wzorów, bardziej powszechny. Dlatego też pierwszą część tekstu poświęcę dokumentom zastępczym.

Drugim tematem, który także nie doczekał się pełniejszego przedstawienia, są dokumenty oficerskie. Pokazany w pierwszej części dowód osobisty nie był z całą pewnością jedynym wzorem dokumentu funkcjonującym w Wojsku Polskim na Wschodzie, natomiast do niedawna sądziłem, że funkcjonował on do końca wojny. Tym czasem okazuje się, że i w tej kwestii zmiany nastąpiły jeszcze przed kapitulacją Niemiec. Ponadto należy zaznaczyć, że sama legitymacja nie była jedynym dokumentem osobistym oficera. Druga część tekstu będzie zatem poświęcona zarówno drugiej wersji dokumentu identyfikacyjnego dla oficerów, jak i nie mniej ważnemu dokumentowi – książeczce mundurowej.

Jak wspomniałem w poprzednich tekstach, już od początku formowania pierwszych jednostek polskich w ZSRR, odczuwalne były braki blankietów dokumentów identyfikacyjnych. Nawet pierwszy ich rodzaj – dwustronny dowód osobisty zawierający tylko najbardziej podstawowe informacje – wydrukowano w niedostatecznej liczbie egzemplarzy, w związku z czym nawet w 2pp zaczęto wykonywać zastępcze na maszynie do pisania, a wielu żołnierzom wydano radzieckie książeczki wojskowe.

Z czasem problem ten zaczął się pogłębiać – kolejne jednostki odczuwały coraz większe braki nie tylko mundurów, ale także właśnie dokumentów. Sprawy bynajmniej nie poprawiło wprowadzenie nowego dokumentu w 1944 i kolejnych dwóch w 1945 roku – oprócz tego, ze zrobił się jeszcze większy bałagan, dokumentów wciąż brakowało, co odczuły szczególnie jednostki 2AWP.

Radzono sobie z tym problemem wydając żołnierzom dokumenty zastępcze. Czasami starano się, żeby chociaż układem przypominały regulaminowe dokumenty (jak pokazana wcześniej książeczka telefonistki, wykonana na maszynie do pisania z zachowaniem układu oryginału), często jednak tworzono dokumenty zupełnie niepodobne do jakichkolwiek wzorów, zawierające jedynie najważniejsze informacje. Zwykle tworzono je tak, by przypominały chociaż legitymację (kartonik składany na pół), często jednak z braku mocniejszego papieru tworzono je byle jak i na byle czym.

Za pierwszy przykład niech posłuży tu legitymacja tymczasowa podporucznika Pawła Siergiejewa z 4pł 2AWP, wydana 1. Września 1944r. Jest to kawałek zwykłego papieru złożony na pół, w środku zapełniony odręcznie wpisaną treścią po rosyjsku i polsku. Co ciekawe, oryginalny tekst ma postać „blankietu”, tzn. posiada miejsce na wpisanie danych żołnierza i daty wydania, co świadczy o tym, ze stworzono ich (odręcznie!) większą ilość. Co jeszcze ciekawsze, ważność legitymacji odgórnie ustalono do 1 grudnia 1944, widocznie nie spodziewając się wcześniejszego przysłania blankietów. Po zewnętrznej stronie (na „okładce”) nie umieszczono żadnego napisu – ani tytułu, ani nic – pozostawiając wolne miejsce. W miejscu tym później umieszczono adnotacje o przedłużeniu ważności legitymacji do 1.stycznia 1945r. Jak widać, dowódca pułku zakładając, ze legitymacje tymczasowe będą funkcjonować maksymalnie do końca roku okazał się niepoprawnym optymistą.

Jakkolwiek nie należy tego dokumentu traktować jako wzoru stosowanego wszędzie, z całą pewnością był to dokument przewidziany dla wszystkich szarż w tej konkretnej jednostce. Wiele natomiast wskazuje na to, ze w podobny sposób podchodzono do problemu legitymacji także w innych jednostkach.

Inny przykład to dwujęzyczny dokument z 3zpp, wystawiony wachmistrzowi Bogdanowi Kołodyńskiemu z plutonu żandarmerii (sądząc po dacie urodzenia i stopniu, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że był to przedwojenny podoficer) w czerwcu 1945r. Dokument został wprawdzie wypisany odręcznie od razu dla konkretnego żołnierza, jednak na „okładce”, prócz tytułu w dwóch językach, znalazł się także numer dokumentu, co świadczy, że podobnych wystawiono więcej i nie był to jedyny tego typu dokument wydany w pułku. Wykonanie na solidniejszym kawałku kartonu świadczy zaś o tym, że przewidywano wykorzystywanie dokumentu przez dłuższy czas. Zdaje się to także potwierdzać data ważności – grudzień 1945r. Od poprzedniego dokumentu różni się także informacją o wydanej broni – te dane zresztą zamieszczano w większości dokumentów.

Na marginesie warto dodać, że dokument ten został podpisany przez płk. Piotra Karpowicza – pierwszego dowódcę 18pp.

Warto też dodać, że stopniowe przestawianie się Wojska Polskiego na jednojęzyczne dokumenty powodowało sporo problemów przy kontaktach z sojusznikiem – władze wojskowe praktycznie wszędzie na terenach wyzwolonych były radzieckie, toteż znajomość języka polskiego nie była niezbędnym wymogiem wobec komendantów, dlatego dokumenty zapisane po polsku niewiele im mówiły. Stąd też żołnierzom często wydawano wkładki do książeczek wypełnione po rosyjsku lub „zaświadczenia uzupełniające” pisane tylko po rosyjsku. Przykład zaświadczenia tego typu wydany porucznikowi Siergiejewowi można zobaczyć poniżej. Ciekawy jest fakt, że dokument ten wydany został przez dział Kadr WP, oraz, że – mimo iż sporządzony na maszynie do pisania – ma on postać blankietu. Świadczy to o tym, że wydawanie tego typu „legitymacji” musiało być zjawiskiem dość powszechnym.

A skoro mowa o wymianie dokumentów na czysto polskie… Opisany w pierwszej części cyklu wzór dowodu osobistego nie był ostatnim stosowanym w WP w czasie wojny. Na drugi wzór dokumentu tego typu – tym razem pod nazwą „Legitymacja oficerska” – trafiłem po raz pierwszy również w pamiątkach po majorze Siergiejewie. Legitymacja ta, zaopatrzona w orła państwowego na niebieskiej okładce i pozbawiona wersji rosyjskiej niewiele poza tym różni się od wcześniejszego modelu. Problem był tylko taki, że legitymacja ta miała datę wydania z czerwca 1945r., a więc już po zakończeniu wojny. Po jakimś czasie jednak trafiła w moje ręce druga legitymacja tego typu, datowana na kwiecień tego roku, należąca do podporucznika Konstantego Jurkiewicza (skądinnąd przedwojennego oficera).

W żadnej z nich nie ma niestety daty wydruku, zamówienia, albo chociaż nazwy drukarni, trudno więc dociec kiedy zostały wprowadzone do użytku, jednak z całą pewnością musiały funkcjonować już przed zakończeniem wojny.

Legitymacja ma 14 stron, z których pierwsza zawiera zdjęcie oficera (trudno powiedzieć jak często rzeczywiście je tam umieszczano, ale obie, które widziałem takowe posiadały) wraz z pieczęciami i podpisem dowódcy jednostki. Na stronie drugiej Znajdują się personalia oficera i nazwa jednostki. Tu także pojawia sie seria i numer legitymacji. Strony trzecia i czwarta zawierają informacje o kolejnych awansach, a piąta, szósta i siódma – o zajmowanych stanowiskach. Stronę ósmą poświęcono na odznaczenia i inne nagrody, zaś dopiero na dziewiątej znalazło się miejsce na takie informacje jak data i miejsce urodzenia, stan cywilny i wykaz członków najbliższej rodziny. Dziesiąta strona poświęcona jest wydanej oficerowi broni, a jedenasta zawiera podpis właściciela i datę wystawienia. Kolejne dwie strony zawierają wskazówki dla właściciela, a ostatnią pozostawiono pustą – doraźnie wykorzystywano ją na dodatkowe adnotacje.

Warto zauważyć, ze w żadnym z dokumentów oficerskich nie przewidziano miejsca na spis wydanych elementów umundurowania i wyposażenia. A taki przecież funkcjonował w niektórych książeczkach dla szeregowców i podoficerów. Oczywiście, tego typu informacje zapewne znajdowały sie w posiadaniu odpowiednich oddziałów sztabu jednostki. Rzecz jednak w tym, że radzieckie przepisy, na których opierało się działanie 1 i 2 AWP, przewidywały, ze oficer powinien mieć zmiany w stanie posiadania oraz wykorzystane należności mundurowe odnotowane w „wieszczewoj kniżce” – polskim odpowiednikiem jest tutaj książeczka mundurowa. O ile oficerowie radzieccy kierowani do WP zapewne korzystali z książeczek wyniesionych z wcześniejszej służby, o tyle problem pojawiał się w przypadku nowo mianowanych oficerów. Nie znalazłem informacji na temat tego, jak na ten problem zapatrywało się dowództwo, jednak zdarzyło mi się trafić na ciekawy przypadek, który może, choć nie musi, być reprezentatywny.

Mieczysław Janiszewski przybył do 1pp w czerwcu 1943r. Poważna wada serca nie kwalifikowała go do służby liniowej, musiał jednak posiadać nienajgorsze wykształcenie, gdyż już od 1. Lipca zajmował stanowisko szefa kancelarii pułku. W listopadzie 1943r., po tym jak wykazał się pod Lenino (był przedstawiony do Złotego medalu „Zasłużonym na Polu Chawały”), został w listopadzie tego roku pomocnikiem szefa sztabu do spraw ewidencji, a zatem, mimo posiadania stopnia plutonowego, objął stanowisko oficerskie. Aby trochę sprawy unormować, w lutym 1944r. nadano mu od razu stopień starszego sierżanta i wydano legitymację oficerską oraz książeczkę mundurową…

No właśnie – wydano mu książeczkę mundurową dla kary dowódczej Wojsk Lotniczych Armii Czerwonej wzoru, który prawdopodobnie wyszedł z użytku w 1943r. Książeczkę wypełniono – oczywiście po rosyjsku, nie miała polskiej wersji – zaznaczając elementy mniej więcej odpowiadające tym w książeczce. Stąd np. zaznaczenie, ze otrzymał sukienną czapkę z daszkiem koloru khaki, które prawdopodobnie oznacza wydanie konfederatki.

Jak napisałem powyżej, na podstawie pojedynczego przypadku trudno wysnuć jakieś daleko idące wnioski, jednak wydaje się, wobec braku informacji o innych metodach ewidencjonowania należności mundurowych, że było to najprostsze i najpopularniejsze rozwiązanie. Trudno też sądzić, żeby dowództwo pułku zorganizowało jedną taką – nieużywaną! – książeczkę specjalnie dla starszego sierżanta Janiszewskiego. Bardziej prawdopodobne wydaje się że dowództwo dywizji otrzymało większą ilość dokumentów tego typu, w armii czerwonej już zbędnych wobec reformy mundurowej, specjalnie dla oficerów dywizji. Z braku większej ilości przykładów trudno jednak powiedzieć czy sprawę rozwiązywano tak samo w jednostkach tworzonych później.

Wydaje się jednak, ze już od 1945r. mógł funkcjonować wzór książeczek opracowany specjalnie dla oficerów WP,. choć na wstępie zastrzegam, że spora część informacji zawartych w poniższym akapicie opiera się na domysłach.

W moim posiadaniu znajduje się dokument zatytułowany „Książka mundurowa oficera WP” – w czarnej płóciennej okładce z orłem państwowym. Choć ten konkretny egzemplarz wydano podporucznikowi Sylwestrowi Kubiakowi w 1947r. (służbę zaczynał jeszcze pod koniec wojny), to zastanawiać może styl okładki zbliżony do okładek legitymacji oficerskich, układ identyczny jak w stosowanych wówczas analogicznych dokumentach radzieckich, charakterystyczny dla dokumentów czasu wojny brak daty wydruku oraz fakt, ze wszystkie rubryki dat mają rok zapisany 194_ – dość mało prawdopodobne by tak się ograniczano w przypadku dokumentu, który mógłby posłużyć jeszcze tylko 2 lata. Jedyną wskazówką co do produkcji książeczki jest adnotacja w stopce ostatniej strony – „Drukarnia Wojskowa Nr. 2”. Fakt zamieszczenia kropki po „Nr” może wskazywać na produkcję wojenną, natomiast sama nazwa drukarni jest dość enigmatyczna – może tu chodzić o drukarnię w Toruniu. Oznaczałoby to wówczas, że książeczki te prawdopodobnie musiały powstać później niż „toruńskie” książeczki wojskowe, a zatem najprędzej w marcu bądź kwietniu 1945r. Mogły więc być wykorzystywane równolegle z opisaną wyżej legitymacją oficerską. Czy jednak tak było? Nie wiadomo. Pomóc mogłoby odnalezienie książeczki tego typu z wcześniejszą datą, niestety problem książeczek mundurowych jest podobny jak w przypadku legitymacji oficerskich – powinny one być zwracane do jednostki z chwilą wymiany dokumentu. O ile legitymacje wielu oficerów zachowało na pamiątkę, o tyle trudno oczekiwać by równie wielu było zainteresowanych zachowaniem książeczki mundurowej.

Jak zawsze chętnie przyjmę wszelkie uwagi sugestie i korekty odnośnie informacji zamieszczonych w artykule.

Autor: Kamil Szustak

Szkolenie – Solarnia 2019

Relacja ze szkolenia rekonstruktorów GRH Osiemnasty Kołobrzeski, które odbyło się w październiku 2019 r. na strzelnicy w Solarni.

W piękną październikową sobotę przeprowadziliśmy szkolenie „bojowe” naszej grupy. Niestety, pomimo tego, że udział w zajęciach był całkowicie bezpłatny a samą imprezę dosyć intensywnie promowaliśmy w środowisku rekonstrukcyjnym nikt oprócz nas nie zdecydował się na udział w zajęciach.


Ostatecznie szkoliło się pięciu rekonstruktorów naszej grupy oraz dwóch rekrutów, dla których była to pierwsze spotkanie z rekonstrukcją historyczną. Aby zachować  jako taką zgodność historyczną postanowiliśmy ubrać ich w miks strojów cywilnych i wojskowych z naszych zasobów. Takie sylwetki odpowiadają relacjom, wedle których w pułkach zapasowych świeżo powołani rekruci używali swojego, cywilnego ubrania w połączeniu z rogatywką (często „przechodnią”, wydawaną do warty czy służby).


Po pierwszym wykładzie dotyczącym historii odtwarzanej jednostki, umundurowania i wyposażenia żołnierzy Wojska Polskiego na Wschodzie oraz taktyki drużyny przyszedł czas na ćwiczenia praktyczne.


Zaprezentowano i przećwiczono postawy strzeleckie, sposób poruszania się, zalegania, czołgania. Pokazano też, w jaki sposób należy formułować meldunki i komendy w boju. Wreszcie rozpoczęto żmudne ćwiczenie jednego z elementów taktyki drużyny – natarcie tyralierą, krótkimi skokami w terenie otwartym. Pomimo pięknej, słonecznej pogody, ziemia była bardzo wilgotna i już po kilkukrotnym przejściu toru strzelnicy mundury wszystkich uczestników były doszczętnie przemoczone, ubłocone i zapiaszczone. Ostatnie dwa „natarcia” wykonano z użyciem granatów hukowych, które dobrze urealniły ostatnią fazę natarcia – zarzucenie pozycji nieprzyjaciela granatami i szturm do zdobycia nieprzyjacielskiej pozycji.


Bez zbędnego czyszczenia mundurów z piasku rozpoczęto kolejny blon szkolenia – wykonanie okopu do postawy strzeleckiej leżąc. Po zaprezentowaniu regulaminowego sposobu realizacji, wszyscy ćwiczący mieli okazję dwukrotnie wykonać okop. Na szczęście dla nich, piaszczyste podłoże nie wymagało specjalnie wielkiego wysiłku i praca szła sprawnie, szybko i prawidłowo.


Dużo frajdy sprawiło kolejne zagadnienie – praktyczna walka na bagnety. Wykorzystaliśmy najstarszy posiadany odlew karabinu Mosin z nałożonym bagnetem, którym wszyscy po kolei próbowali przebić zawieszony na stojaku, huśtający się worek. Każdy z ćwiczących wykonywał – na komendę prowadzącego – cztery rodzaje uderzeń (wysokie, niskie, średnie i kolbą na odlew). Wszyscy trenowali z dużym zaangażowaniem aż do czasu, gdy worek zmienił się w smutny strzęp juty.


Kolejne ćwiczenie obejmowało walkę łopatką piechoty i dużą łopatą saperską. Przećwiczono uderzenia oraz obronę przed nieprzyjacielem uzbrojonym w karabin z bagnetem. Wniosek z tego ćwiczenia był taki, że przed następnymi zajęciami koniecznie trzeba zakupić treningowe łopatki z gumy – kilku ćwiczących pod koniec solidnie krwawiło z palców.
Następnie na szybko rozpaliliśmy małe ognisko, na którym podgrzaliśmy konserwę z grochem. Każdy dostał na obiad kilka kromek „wojennego” chleba (wypieczonego na nasze zamówienie na podstawie przepisu inspirowanego wojenną radziecką specyfikacją) oraz kilka łyżek konserwowego grochu z mięsem. Nabrawszy sił, przystąpiliśmy do dalszych zajęć.
Uczestnicy zostali zapoznani z obowiązkami sanitariuszy–noszowych. Zaprezentowano i przećwiczono metody ewakuacji rannego z pola walki bez noszy, z użyciem pasa noszowego oraz wykorzystując nosze. Zajęcia praktyczne trwały dość długo i wszyscy zdążyli ponownie – pomimo chłodu – porządnie się spocić.


Za zakończenie przeprowadzono szkolenie – niespodziankę. Dotyczyło ono kultury i obyczajów lat czterdziestych. W ramach tego bloku ćwiczący poznali zasady eleganckiego zachowania się na potańcówce (w tym zaproszenia partnerki do tańca). Zaprezentowano i przećwiczono prawidłową postawę (tzw. „ramę”) do tańców standardowych a następnie nauczono podstawowego kroku walca wiedeńskiego. Niestety, skuteczność dydaktyczną bardzo zmniejszył brak partnerek, które były w ćwiczeniu praktycznym wirtualne. Tym niemniej rekonstruktorzy naszej grupy są gotowi także i do tego wyzwania i podczas ewentualnych zabaw tanecznych na imprezach rekonstrukcyjnych z pewnością nie będą podpierali ściany!


Kolejne takie zajęcia przewidujemy przeprowadzić na początku przyszłego roku.

Autor: Marcin Morawski

Brigadnyj Zmilitaryzowanej Służby Wartowniczej NKPS

Jednostajny szum deszczu zagłuszał większość dźwięków dochodzących z wnętrza budynku. Pracownicy zakładów zapewne dziękowali Bogu za możliwość pracy pod dachem… Albo po prostu się z tego faktu cieszyli, wszak prawdziwy komunista w Boga nie wierzy.

Władik jednak ani nie dziękował Bogu, ani się nie cieszył. Specyfika służby sprawiała, że nie mógł schronić się pod dachem. Od roku bowiem pełnił służbę wartowniczą w Zakładach Remontu Parowozów.

Początkowo wydawało się, ze praca będzie miała same plusy – po niemieckiej inwazji jako wartownik na dworcu był na samym końcu listy płac i z pozycji niemal równej żołnierzom Armii Czerwonej, spadł do poziomu dozorcy. Tymczasem skierowanie do pilnowania zakładów o znaczeniu strategicznym oznaczało większy przydział żywności, dodatek pieniężny do lichej pensyjki szeregowego pracownika kolejowego i przydział nowego umundurowania – stare łachy, które dostał jeszcze w 1940 ledwo nadawały się do użytku mimo licznych napraw.

Niestety, oprócz plusów były też minusy. Nosząc ponad dwa lata rewolwer, zapomniał co to znaczy taszczyć ciężki sprzęt. Tymczasem na nowym stanowisku otrzymał „pepeszę”, cięższą nawet od karabinu, który był jego nieodłącznym towarzyszem w pierwszych latach służby. Tyle dobrego chociaż, że nie musiał już nosić wszędzie ze sobą płaszcza, manierki i ładownic jak za starego WOChRu. Gorzej, że wraz z całym wyposażeniem zniknęła też pałatka, która w ten deszczowy poranek bardzo by się przydała.

Mijając ponownie ten sam przemysłowy parowóz zastanawiał się czy po służbie starczy mu czasu na wysuszenie munduru. Po raz kolejny też myślał o tym, czy fakt, ze nie wzięli go na front był rzeczywiście powodem do radości. Jego młodszy brat pilnował wojskowych magazynów i pisał, ze służba dość lekka i jedzenia nie brakuje… Ale Władik miał już czterdziestkę na karku i poważną wadę wzroku, w wojenkomacie uznano więc że kwalifikuje się do pozostawienia jako kolejowy strażnik. Służba była nudna i słabo płatna, ale, cóż, przynajmniej rzadko kiedy musiał sięgać po broń, a w wypadku nalotu mógł spokojnie zejść do schronu.

 W wyniku rewolucji i Wojny Domowej terytorium dawnego Imperium Rosyjskiego stało się miejscem wielce niebezpiecznym. Wśród wielu niezwykłych zjawisk, takich jak rzeczni piraci, samozwańcze republiki czy żołnierze tyle razy zmieniający strony, ze sami zapominali czy służą akurat u białych, czerwonych czy czarnych pojawiło się także coś, co raczej kojarzymy z inną epoką i rejonem geograficznym – napady na pociągi. Transport kolejowy, tak ważny funkcjonowania państwa, nie mógł już uchodzić za bezpieczny. Nic więc dziwnego, że, po umocnieniu swojej władzy, bolszewicy podjęli dość skuteczne działania mające ratować transport kolejowy (i wodny) przed katastrofą. Na początek Ludowy Komisariat Dróg Komunikacji (NKPS) przekazano znanemu skądinnąd Feliksowi Dzierżyńskiemu.

Już w miesiąc po objęciu resortu (tj. w maju 1921r.) Dzierżyński nakazał stworzenie pociągów pożarniczych, co pozwoliło ograniczyć straty spowodowane szeregiem czynników – do 1922r. liczba pożarów na drogach kolejowych spadła o 37%. Po załatwieniu najbardziej… palącego problemu, podjął działania mające na celu zażegnanie kolejnych. Już dziewiątego grudnia 1921r. wydał dekret na mocy którego stworzono Ochronę Dróg Komunikacji (OPS) – zmilitaryzowaną służbę zajmującą się ochroną transportu kolejowego i rzecznego. Początkowo formacja ta nie była jednolicie umundurowana, wkrótce jednak powstały pierwsze projekty nowych mundurów.

W 1923r. Służbę zreformowano. Na mocy dekretu z marca tego roku służbę w Ochronie Dróg Komunikacji, zmieniając ją w farmację skoszarowaną, objętą regulaminami przeniesionymi z armii Czerwonej, dając możliwość wstąpienia na co najmniej sześciomiesięczną służbę osobom w wieku od 20 do 55lat. Oprócz oddziałów jednolitych istniała możliwość wstąpienia do służby na warunkach „cywilnych”, w charakterze agentów ds. ochrony ładunku. Ujednolicono także mundury – tak jak na kolei, tak i w służbie ochrony wydawano mundury w kolorze granatowym lub czarnym, z czapką granatową z zielonym otokiem i malinowymi wypustkami. Mundur uzupełniano zimą o szary płaszcz typu wojskowego i papachy z szarego futra lub takież czapki typu finka. Na czapkach i patkach umieszczano emblemat służby – skrzyżowane kotwicę i topór dla agentów ds. ochrony ładunków i kotwicę i topór z czerwoną gwiazdą z sierpem i młotem dla żołnierzy Oddziałów Strzeleckich.

W marcu 1926r. otwarto Szkołę Doskonalenia Kadr Dowódczych OPS. Była ona odpowiedzią na postulaty pracowników narzekających na brak zunifikowanego systemu szkolenia i stosowanie nieprzystających do specyfiki służby regulaminów wojskowych.

W drugiej połowie lat 20 zaczęto także zwracać uwagę na niedostosowanie mundurów do warunków – sukienne mundury w kolorze granatowym były niepraktyczne latem, do tego stopnia, że w gorące dni notowano przypadki omdleń. Dlatego już w 1927r. wprowadzono zmiany w umundurowaniu kolejowych strażników. Dotychczasowe mundury sukienne w kolorze granatowym zachowano jako zimowe, natomiast w charakterze letnich wprowadzono mundury w kolorze ochronnym (określanym też czasem w źródłach jako „khaki”) – bawełnianej gimnastiorki i spodni oraz czapki letniej – podobnej do wojskowych, ale wykonanej z tkaniny lnianej (prawdopodobnie w późniejszym okresie zaczęto je robić z identycznych tkanin jak dla wojska) – również w kolorze „ochronnym” z zielonym otokiem i malinową wypustką.

Kolejną reformę służba przeszła już w roku 1928, kiedy to jeszcze bardziej upodobniono ją do wojska – do tego stopnia, że poborowi mieli możliwość odbywania dwuletniej służby wojskowej w szeregach Strzeleckiej Ochrony Dróg Komunikacji (SOPS), bo taką nazwę wówczas przyjęto.

Choć przeznaczeniem formacji nie był udział w regularnych walkach, to jednak podczas radziecko-chińskiego konfliktu w 1929r. Strzelcy SOPS Kolei Wschodniochińskiej brali czynny udział w działaniach wojennych. W 1930r. zmilitaryzowano również kolejową straż pożarną, zaś rok później, po utworzeniu wojsk ochrony kolei w ramach OGPU, przekazano kontrolę nad SOPS temu resortowi. Ponieważ jednak systemy szkolenia i działania obydwu formacji były rozbieżne, po pół roku pomysł zarzucono i w lipcu 1932 strzelcy zostali powtórnie podporządkowani NKPS, wkrótce potem połączono SOPS z kolejową strażą pożarną w jeden twór – Zmilitaryzowaną Ochronę Dróg Komunikacji (WOChR PS).

Rok 1932 przyniósł tu więcej zmian – m.in. Strzelcom powierzono zadanie wyłapywania „bezprizornych” (bezdomnych dzieci, których rodzice zwykle zginęli w czasie wojny domowej lub w wyniku plag głodu) i dla tego celu stworzono w farmacji etaty pedagogów oraz tymczasowe izby zatrzymań dla małoletnich. Dodatkowo od tego roku zaczęła funkcjonować pomocnicza ochotnicza ochrona kolei.

Rok 1938 przyniósł zmiany mundurowe – strzelców zaczęto przemundurowywać w ubiory ogólnokolejowe. Wybuch wojny radziecko-niemieckiej w 1941r. sprawę jednak utrudnił, w związku z czym strzelcom WOChR PS zaczęto dla odmiany wydawać ubiory ogólnowojskowe.

W grudniu 1941r. WOChR PS rozformowano, przekazując ochronę nad większością pociągów i dróg kolejowych wojskom NKWD. Większość strzelców zmobilizowano do wojsk ochrony kolejowej, pozostały personel (głównie uznany za niezdolny do służby wojskowej) przemianowano na Zmilitaryzowaną Służbę Wartowniczą i powierzono mu zadania ochrony stacji, magazynów, parowozowni, kas i podobnych obiektów. Większości strzelców pełniących służbę wewnątrz budynków wydawano wyłącznie broń krótką, jednak wartownicy „zewnętrzni” otrzymywali karabiny, później także pistolety maszynowe, choć najczęściej była to broń zdobyta przez Armię Czerwoną, ze względu na brak możności zapewnienia ciągłości dostaw amunicji.

Reforma mundurowa roku 1943 nie przewidywała osobnego munduru dla kolejowych wartowników, dlatego też z racji podporządkowania wydawano im mundury typowe dla służby administracyjnej, wzbogacone dodatkowo – w przypadku kadry kierowniczej – o pas do broni krótkiej.

Ponieważ mundur „oficerski” niewiele różni się od ogólnokolejowego, pokazanego w poprzedniej części, pozwolę sobie tutaj opisać jedynie mundur dla szeregowych i niższej kadry kierowniczej (podoficerów). A zatem szeregowcom i młodszej kadrze kierowniczej przysługiwały:

– Galowa kurtka mundurowa sukienna koloru granatowego, zapinana na haczyki, z rzędem pięciu ozdobnych guzików z przodu.

– Bryczesy granatowe – zwykle sukienne – donoszenia z mundurem galowym, zaopatrzone w wypustkę koloru zielonego;

– Gimnastiorka granatowa do noszenia na co dzień, krojem zbliżona do stosowanej przez oficerów NKWD i NKGB, z naszytymi kieszeniami, z małymi guzikami koloru srebrnego z symbolem skrzyżowanego młotka i klucza francuskiego. Czasami, nieprawidłowo, miała kolor czarny, co zapewne wynikało z niedostępności barwników;

– Bryczesy granatowe, bez wypustek – do noszenia z gimnastiorką granatową. Czasami występowały – nieprawidłowo – w kolorze czarnym;

– Gimnastiorka szara do noszenia na co dzień latem, przy wyższych temperaturach;

– Bryczesy szare bawełniane – do noszenia z letnią szarą gimnastiorką;

– Płaszcz sukienny granatowy, dwurzędowy, kroju identycznego jak dla wyższych szarż. Często występował – nieprawidłowo – w kolorze czarnym;

– Czapka z daszkiem granatowa, z czarnym otokiem, kroju identycznego jak dla wyższych szarż. Często występowała – nieprawidłowo – w kolorze czarnym;

– Czapka zimowa w typie kubanki lub finki z czarnego baranka, z granatowym kołpakiem.

– Pas skórzany, czarny, z klamrą płytkową z białego metalu z kolejowym emblematem – skrzyżowanym młotkiem i kluczem francuskim.

Oprócz wspomnianych błędów kolorystycznych, warto wspomnieć też o innych niedostatkach mundurowych – dość częste było donaszanie mundurów starszych wzorów lub elementów munduru wojskowego oraz noszenie elementów z nieprawidłowych tkanin. Większość pracowników nie dostała także aż do końca wojny mundurów galowych i letnich. Problem stanowiło także zaopatrzenie w guziki i prawidłowe emblematy.

Kolejowi „szeregowcy” i „podoficerowie” mieli także pagony całkowicie odmienne od ogólnowojskowych – złożone z czarnego sześciokąta (o boku 3-3,2cm) i wydłużonego czarnego pięciokąta (długości 8-8,5cm i szerokości 3cm), przez co przypominały kształtem epolety i zaopatrzone w zieloną wypustkę. Stopnie, poza stopniem technika pierwszej rangi, oznaczano srebrnymi galonami na sześciokącie.

Przykład pagonu Technika 1 klasy służby administracyjnej (rysunek z regulaminu)

Choć WOChR PS odtworzono w pełnej sile w ramach Ministerstwa Dróg Komunikacji (MPS) w 1946r., mundury ogólnokolejowe utrzymały się w kolejowej ochronie do 1949r., kiedy to wprowadzono nowy wzór oparty na mundurach wojskowych.

Sylwetka

Prezentowana sylwetka to „brigadnyj” (członek brygady, odpowiednik szeregowego w armii) służby wartowniczej z wiosny 1944r., ochraniający teren zakładów remontu parowozów.

Wartownik posiada już kompletny mundur „zimowy” (bez płaszcza) nowego wzoru, wciąż jednak nie posiada prawidłowych emblematów na pagony w postaci skrzyżowanego sierpa i młota z nałożoną gwiazdą i jeszcze jednym młotkiem. Buty to typowe oficerki juchtowe – identyczne jak stosowane w armii.

Ponieważ wartownik pełni służbę w obiekcie o znaczeniu szczególnym, wydano mu pistolet maszynowy PPSz – broń rzadko spotykaną wówczas w tej formacji. Nie posiada on żadnych ładownic ani manierki, co w tamtym czasie było normą – po odebraniu formacji głównych zadań, pozbawiono ją także większości wojskowego wyposażenia.

Wartownik posiada już legitymację kolejową nowego wzoru, prócz tego nosi ze sobą książeczkę wojskową starszego typu i legitymację związku zawodowego – paradoksalnie (wobec militaryzacji kolei) warunki wojenne „ucywilizowały” kolejowych strzelców, co pozwoliło im na wstępowanie do kolejowych związków zawodowych. Dodatkowo nosi ze sobą zaświadczenie o skierowaniu na obecne stanowisko, którego nie odebrano, gdyż stanowi ono jednocześnie przepustkę upoważniającą do wstępu na teren zakładów. Wśród pozostałych przedmiotów osobistych znajdują się okulary do czytania – prawdopodobnie wada wzroku mogła przesądzić o pozostaniu wartownika w służbie kolejowej, paczka papierosów „biełomorkanał” oraz stary wisiorek-ikona – pamiątka rodzinna, na którą w tym czasie patrzono już przez palce.

Zastosowanie

W stanie przedstawionym na zdjęciach sylwetka wartownika nadaje się do wykorzystania na inscenizacjach z zakresu działalności oddziałów podziemia pozostałych po radzieckiej stronie granicy. Po pozbawieniu broni, sylwetka nadaje sie do wykorzystania jako szeregowy pracownik kolei w bardziej regulaminowym wydaniu niż sylwetka pokazana w drugiej części cyklu.

Poprzez dodanie specjalnych elementów – naszywki na ramię lub galonu na czapkę – otrzymujemy sylwetkę odpowiednio konduktora lub maszynisty.

Bibliografia:

Prikaz Narodnogo Komissara Putiej Soobszczenija Nr 711C, Moskwa, 1943r.

http://vedomstva-uniforma.ru/mundir1/vohr_nkps/index.html (dostęp 10.09.2019r.)

http://xn--80aaafukqgweeenil1e6i.xn--p1ai/history.php (dostęp 02.10.2019r.)

http://zdohrana.ru/nasha-istoriya.html (dostęp 02.10.2019r.)

http://www.vedomstva-uniforma.ru/mundir7/vohr_nkps/index.html (dostęp 10.09.2019r.)

http://www.vedomstva-uniforma.ru/mundir10/nkps32/index.html (dostęp 10.09.2019r.)

Autor: Kamil Szustak

Summary

The text above presents the history of the Soviet Railway security from the Revolution till 1940’s and describes in detail uniform worn by low-ranking railway personnel according to 1943 regulations and shows an example of such uniform in wear.

Technik-lejtnant NKPS, Lublin, październik 1944r.

– Znaczitsja tak – mruknął Leonid pod nosem – sljewa czitirje… pjat’… szest’ oskołkowych powrieżdiennii…

Szybkimi ruchami ołówka zapełnił kilka kolejnych linijek w notesie, po czym uniósł głowę i dla pewności jeszcze raz policzył dziury, po czym ponownie przejrzał notatki: Parowóz, produkcji polskiej, Rok produkcji… wyłączony z użycia… uszkodzony w wyniku bombardowani… dokładny opis uszkodzeń…

No tak, jeszcze model trzeba wpisać. Więc jak mówił ten łącznik przysłany przez Polaków? Pt-49? Niech będzie. Jeszcze trzeba sprawdzić w środku, opieczętować i można ruszać dalej. Całość „na czysto” przepisze sie wieczorem.

Cieszył się, że pogoda pozwalała zrezygnować z płaszcza – mimo jesiennej pory temperatura była dość wysoka. Nie wyobrażał sobie chodzenia po tej kupie spalonego żelastwa w długim płaszczu… Właściwie to może „żelastwo” to nieprecyzyjne określenie. Na ile Leonid był wstanie to ocenić, była to całkiem dobrze zaprojektowana lokomotywa, która jeszcze nadawała się do naprawy. Wątpił jednak, czy kiedykolwiek jeszcze opuści to miasto o własnych siłach.

Lublin… Ciekawe. choć skończył „lubelskie” Technikum Kolejowe w Moskwie, nigdy się właściwie nie zastanawiał skąd wzięła się ta nazwa. Oczywiście wiedział, że szkołę nazywano tak potocznie od ulicy, przy której się mieściła, ale jakoś nie roztrząsał tego dalej. A teraz, sześć lat później los rzucił go do tego miasta, które, jak wszystko na to wskazywało, miało spore szanse stać się nową stolicą Polski. Pomimo, że jak wszyscy miał w szkole zajęcia polityczne i należał do komsomołu, a dwa lata temu zaczął staż kandydacki we Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików), nie przejmował się zbytnio polityką. Musiał jednak przyznać, że w pańskiej Polsce potrafili nie tylko robić parowozy, ale też zadbać o porządne wyposażenie parowozowni… O ile oczywiście była ona dziełem Polaków.

– Nu, ładno – mruknął wspinając się po drabince na parowóz.

Przez długie lata transport kolejowy był oczkiem w głowie władzy radzieckiej. Nic zatem dziwnego, że po 22 czerwca 1941r. kolejowych specjalistów starano się nie wypuszczać do wojska. Jednocześnie jednak w toku wojny kolej stopniowo militaryzowano. Jeszcze w latach 30. dbano o to, by przeciętny kolejarz wyglądał jednak na cywila. Chociaż oddziały Zmilitaryzowanej Ochrony Dróg Komunikacji (WOChR PS) przemundurowano w 1927r. w barwy ochronne, to „zwykli” kolejarze nosili mundury granatowe, z czapkami zaopatrzonymi w obciągnięty tkaniną mundurową daszek, zaś oznaczenia na kołnierzach wskazywały na kategorię zaszeregowania, a nie konkretny stopień.

Wybuch wojny, jeśli coś zmienił, to tylko na niekorzyść – z braku mundurów w latach 1941-42 kolejowych strażników ubierano często w mieszaninę mundurów kolejowych i wojskowych. Od 1943r. zaczęły też pojawiać się na kolei czapki, które z dość niejasnych przyczyn zaczęto nazywać „czapkami typu wojskowego” Od wcześniej produkowanych różniły się wyłącznie tym, ze daszek w nich był fibrowy, „łopatowatego” kształtu, a nie, jak dotąd obszyty materiałem. Czapki zachowały dotychczasową kolorystykę (ciemnogranatowe z lamówką w kolorze odpowiednim do rodzaju służby) i oznaczenia (czerwona gwiazda z wizerunkiem parowozu na otoku). Częściej też ponoć zdarzały się mundury w nieprawidłowym – czarnym – kolorze, co wynikało prawdopodobnie z mniejszej dostępności barwników.

Prawdziwa zmiana w wyglądzie kolejarzy radzieckich nadeszła wraz z rozkazem Ludowego Komisarza Dróg Komunikacji z 13.09.1943r. Trudno powiedzieć na ile stało się to pod wpływem faktu militaryzacji transportu w ZSRR, a na ile ze względu na powszechny wówczas powrót do carskiej symboliki, nie da się jednak ukryć, ze nowe, „militarne” mundury przypominały mundury carskich kolejarzy. Oprócz zmian w wyglądzie (kurtki i gimnastiorki z kołnierzem stojącym, pagony), rozkaz ten wprowadzał też całkowitą zmianę w hierarchii. Dotychczasowe kategorie zaszeregowania zastąpiono konkretnymi stopniami, i o ile jeszcze personel szeregowy miał nazwy stopni w miarę cywilne, o tyle już średnia i wyższa kadra kierownicza posiadała stopnie typowo oficerskie, występujące też w niektórych jednostkach tyłowych Armii czerwonej – np. Inżynier-lejtnant, Inżynier major – lub na wojskowych wzorowane – np. generał-dyrektor, dyrektor-pułkownik.

Jak to jednak zwykle bywa w latach wojennych, rozkazy i regulaminy swoje, a życie swoje. Dla szeregowych pracowników kolei mundurów brakowało już w poprzednich latach, więc wprowadzenie nowego wzoru sytuację tylko dodatkowo skomplikowało. Stąd częste mieszanki ubiorów, o których pisałem uprzednio. Nieco lepiej sprawa wyglądała z mundurami kadry kierowniczej. Starano się dostarczyć nowe mundury przynajmniej personelowi najbardziej widocznemu, jednak i to nie zawsze w pełni się udawało. Jakkolwiek rozkaz NKPS przewidywał zakończenie przejścia na nowe mundury i oznaki stopni do 1 marca 1944r., to w praktyce jeszcze po wojnie można było zobaczyć radzieckich kolejarzy donaszających wcześniejsze mundury.

Dla potrzeb tego artykułu pokrótce opiszę jedynie mundury kadry kierownicze średniej i starszej, odpowiadającej mniej więcej korpusom oficerów młodszych i starszych w wojsku.

Wprowadzony wspomnianym już rozkazem regulamin mundurowy przewidywał dla wszystkich pracowników mundury galowe i codzienne (służbowe), z dodatkowym uwzględnieniem wariantów letnich i zimowych.

Interesującej nas grupie pracowników przysługiwały:

 –             Czapka z daszkiem, koloru granatowego, z czarnym otokiem i zieloną lamówką dla wszystkich służb. Na otoku czapek umieszczano odznakę w kształcie skrzyżowanego młotka i klucza francuskiego, a na tulii – czerwona gwiazdę z sierpem i młotem typu wojskowego. Tę ostatnią umieszczano często na materiałowej podkładce. Przewidziana była do noszenia z kurtką galową lub granatową kurtką codzienną

 –             Czapka z daszkiem, koloru jasnobrązowego, z czarnym otokiem, do noszenia z letnią kurtką codzienną w kolorze jasnobrązowym. Dodatkowo do czapki przysługiwał biały pokrowiec, który należało założyć na czapkę w przypadku noszenia białej kurtki. Odznaki j.w.

 –             Czapka zimowa typu kubanka (choć de facto z racji opuszczanego nausznika bliższea raczej „fince”) z czarnego karakuła, z kompletem odznak jak dla czapki z daszkiem.

 –             Zimowy płaszcz dwurzędowy Koloru granatowego (w praktyce najczęściej czarnego).

 –             Dwurzędowa galowa kurtka mundurowa koloru granatowego.

 –             Spodnie granatowe z wypustką zieloną do munduru galowego.

 –             Pas galowy z tkaniny.

 –             Granatowa kurtka codzienna

 –             Granatowe spodnie bez wypustki

 –             Letnia kurtka codzienna koloru jasnobrązowego.

 –             Spodnie jasnobrązowe.

 –             Letnia kurtka biała

 –             Buty lub półbuty z lakierowanej skóry (do munduru granatowego przewidywano czarne, do brązowego – brązowe).

Chociaż dla kolejowych „oficerów” nie przewidywano oficerek, wielu z nich w dalszym ciągu nosiła takowe. Większość też aż do końca wojny nie widziała białych kurtek na oczy, zaś znane są przypadki, gdzie zamiast jasnobrązowych, wykorzystywano mundury w wojskowym kolorze ochronnym (z odpowiednią lamówką). Ciągle też jeszcze donaszano elementy mundurowe starego wzoru, w miarę możliwości wymieniając insygnia na nowe.

Pagony wzorowane były na wojskowych, miały pole koloru srebrnego, prześwity czarne i zieloną lamówkę. Stopień oznaczano gwiazdkami podobnymi do wojskowych, z tym że – inaczej niż w Armii Czerwonej – umieszczano je w jednej linii, na osi pagonu, tj. u kadry kierowniczej średniego szczebla – na prześwicie, a u kadry kierowniczej starszej – pomiędzy prześwitami. Na pagonach umieszczano także oznaki wskazujące na przynależność do odpowiedniej służby – ruchu, trakcji, dróg i budowy, łączności oraz administracyjnej.

Wprowadzone w czasie wojny mundury utrzymały się do 1955r., kiedy to w ramach destalinizacji i demilitaryzacji pracownikom kolei przywrócono bardziej „cywilne”, pozbawione pagonów mundury.

Sylwetka

                Prezentowana sylwetka to technik-lejtnant trakcji w mundurze codziennym, jeden z pracowników odpowiedzialnych za inwentaryzację taboru przed przekazaniem zarządu nad kolejami na terenie Polski PKWN. Celem inwentaryzacji było w głównej mierze stwierdzenie, co należy oddać Polakom, a co powinno zostać wywiezione do ZSRR, ale także sporządzenie dokładnego spisu taboru do przekazania, wraz ze szczegółowym opisem stanu technicznego.

Technik-lejtnant nosi mundur codzienny w kolorze granatowym – kurtkę z pagonami i zieloną wypustką wokół mankietów i kołnierza, oraz spodnie – uzupełniony dodatkowo nie do końca zgodnymi z zasadami butami w kolorze brązowym i równie niepoprawną czapką starego wzoru – całą granatową, z niebieską wypustką i starego typu odznaką w postaci czerwonej gwiazdy z wizerunkiem nadjeżdżającego parowozu. Na mundurze widoczne odznaki „Wzorowy pracownik służby wagonowej” (pochodząca z wcześniejszego okresu służby) oraz „Przodownik Kampanii Stalinowskiej”. Choć pracownikom kolei w tym czasie nadawano medale kampanijne, odznaczenia za pracę, a czasem również niższe odznaczenia bojowe, ten konkretny oficer nie otrzymał jeszcze żadnego z nich.

Wobec chronicznych braków papieru, do notatek na brudno wykorzystuje zdobyczne niemieckie zeszyty do stenogramów i całkiem zwyczajny zeszyt oraz ołówek przedwojennej polskiej produkcji. Do opieczętowywania spisanego sprzętu używa referentki Komisji Kontrolnej przy pełnomocniku NKPS na Polskę.

Wśród dokumentów osobistych zobaczyć możemy Legitymację NKPS starego typu (wprowadzoną w latach 30., formalnie zastąpioną nowym wzorem prawdopodobnie na przełomie 1939 i 1940 roku; Legitymację zastępczą do odznaki „Przodownik Kampanii Stalinowskiej”, książeczkę wojskową z wklejoną „bronirowką” – w owym czasie marzenie każdego, kto nie chciał iść na front; Legitymację członka związku zawodowego pracowników kolei oraz tymczasowe zaświadczenie o wykonywaniu obowiązków podczas inwentaryzacji.

Zastosowanie

Aż do końca lat 40. Radzieccy kolejarze byli dość częstym widokiem na ulicach polskich miast – choć zarząd nad kolejami został przekazany Polsce już w listopadzie 1944r., wiele połączeń w dalszym ciągu obsługiwanych było przez NKPS. Również znaczna część pociągów wiozących łupy wojenne i jeńców na wschód miała cywilną radziecką załogę.

Kolejarz radziecki doda smaku każdej nie-bojowej inscenizacji z okresu przełomu 1944 i 1945r. oraz pierwszych lat powojennych, zwłaszcza dotyczących wywózek na wschód i innego typu przemieszczeń ludności, a także do inscenizacji związanych z działalnością powojennego podziemia na terenie Polski i Terenów włączonych do ZSRR.

Autor: Kamil Szustak

Bibliografia:

Prikaz Narodnogo Komissara Putiej Soobszczenija Nr 711C, Moskwa, 1943r.

http://www.vedomstva-uniforma.ru/mundir7/mps55/index.html (dostęp 10.09.2019r.)

http://www.vedomstva-uniforma.ru/mundir10/nkps32/index.html (dostęp 10.09.2019r.)

http://vedomstva-uniforma.ru/mundir1/vohr_nkps/index.html (dostęp 10.09.2019r.)

Summary

The article describes in short another character related to Soviet Railways – a tekhnik-leytenant of the traction service, member of the comission for equipment inventarisation and evaluation. He is wearing an m43 uniform typical for his rank with the old model of the visor cap, that should already be obsolete at that time. The article describes in short the m43 uniformsfor mid-grade and senior command personnel as well as documents typically used by them.

Gala Pary 2019

W tym roku w zorganizowanej przez Fundację Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska Gali Pary wzięło udział dwóch rekonstruktorów z GRH Osiemnasty Kołobrzeski.

Nasi reprezentanci i nieco wzbogacona ekspozycja. Największym jednak powodzeniem wśród zwiedzających cieszyła się broń.

Ponieważ podstawowym naszym zajęciem miało być przybliżanie historii improwizowanego wagonu pancernego, zdecydowaliśmy się na te dwa dni wzbogacić nieco ekspozycję o elementy nawiązujące do różnych okresów historii wagonu. Sami zaś wystąpiliśmy w roli Sokistów z okresu jego służby w ramach pociągu pancernego „Szczecin”, choć tym razem zdecydowaliśmy się pokazać także jak niejednolite bywało wówczas umundurowanie „kolejowych żołnierzy”.

Po nocy spędzonej na odtworzonych pryczach wykonaliśmy kilka zdjęć, które w najbliższym czasie zostaną wykorzystane do prezentacji dwóch sylwetek związanych z „kolejowymi klimatami”. Niestety sobotni poranek nie był zbyt zachęcający – padający od rana deszcz znacząco ograniczył liczbę zwiedzających, a my dziękowaliśmy Bogu i dyrekcji muzeum za umieszczenie wagonu w hali parowozowni. Po południu, gdy trochę się przejaśniło, wzięliśmy udział w dwóch spektaklach towarzyszących prezentacji pamiętającego lata 50. samochodu Warszawa w wersji drezynowej. Trzeba powiedzieć że możliwość przejechania się taką „limuzyną”, choćby tylko kilkadziesiąt metrów to naprawdę ciekawe przeżycie.

Warszawa w wersji drezyna

W niedzielę pogoda się poprawiła, co dość szybko odczuliśmy. Praktycznie od chwili otwarcia muzeum dla zwiedzających cały czas w wagonie mieliśmy tłumy. Konieczność ciągłego opowiadania, prezentacji eksponatów i pozowania do zdjęć sprawiła, że trudno było nam opuścić nasz wnętrze wagonu choćby tylko po to, by zjeść obiad. Dlatego też nie mieliśmy okazji by zobaczyć choćby część pozostałych atrakcji tego dnia, nie mówiąc już o możliwości odwiedzenia pozostałych placówek muzealnych goszczących imprezę.

Autor: Kamil Szustak

Replika Książeczki Wojskowej 1AWP

Od dłuższego czasu nasza grupa starała się zaopatrzyć w dobre kopie dokumentów tożsamości odpowiednich dla odtwarzanej formacji. Po różnych – mniej lub bardziej udanych – próbach z drukowaniem takowych domowymi sposobami czy wykonywaniem na maszynie zaświadczeń zastępczych, doszliśmy w końcu do jedynego słusznego wniosku: Trzeba to wreszcie zrobić dobrze.

Ponieważ dokument musiał być stosunkowo prosty do wykonania, a jednocześnie musiał pasować do jednostki formowanej w lecie 1944r., nasz wybór padł na książeczki czterostronicowe. Pasowały one idealnie. Po pierwsze mało skomplikowany wzór, drukowany po dwu stronach kartonika, bez dodatkowych stron. Po drugie wzór opracowano między marcem a lipcem 1944r., tylko wtedy bowiem funkcjonowała widniejąca na nagłówku nazwa 1 Armia Polska. Po trzecie zaś, mimo wprowadzenia kolejnych wzorów, funkcjonowały one jeszcze krótko po wojnie. No i dysponowaliśmy kilkoma oryginalnymi egzemplarzami.

Udało nam się znaleźć drukarnię pracującą na tradycyjnych maszynach. Po krótkich konsultacjach udało się zamówić książeczki na wzór oryginału. Pozostał tylko jeden problem – ilości. Zamówienie musiało objąć ilość przekraczającą potrzeby naszej grupy, nawet z zapasem na przyszłych członków i planowane projekty.

U dołu – nasza replika. U góry – wysłużone oryginały.

Tak właśnie dotarliśmy tutaj, do momentu, w którym postanowiliśmy część książeczek wystawić na sprzedaż.

Każdy egzemplarz wykonany został w oparciu o oryginał, z wykorzystaniem tych samych czcionek, na papierze jakościowo najbardziej zbliżonym do oryginalnego.

Za dodatkową opłatą (5zł) książeczki mogą zostać wypełnione danymi podanymi przez nabywcę – wypisane zostaną z użyciem pióra z wymienną stalówką z epoki, przez osobę biegłą w kaligrafii, a podpis zostanie oparty na oryginalnym podpisie z epoki (pod warunkiem, że akurat będziemy dysponować wzorem podpisu dla wybranej jednostki).

Koszt jednego blankietu wyceniamy na 30zł.

Autor: Kamil Szustak

Memoires of the NKVD colonel

This article is the english version of the memoires of engineer-colonel Ivan Ivanovich Svetlakov, which have been published here in Polish earlier.

Letter from the Central Archive of the MVD Interior Troops to col. I. I. Svetlakov
First Page of the memoires

A short introduction:
Ivan Ivanovich Svetlakov was born around 1917 and was one of the three children of colonel Ivan Svetlakov, WW1 and Civil War participant, who was awarded Order of the Red Banner. It is possible that this descendancy (Ivan Svetlakov Sr. worked in the OGPU Railway Security Troops after the wars) had a decicive influence on Young Vanya’s career. But let him speak for himself:

I. I. Svetlakov in his school years.

Retired colonel-engineer Svetlakov Ivan Ivanovich

In reply to the letter nr. 8/A-189 of 12.87 from the Central Archive of the Interior Troops,  107150. Moscow City, B-150.

Copy: for the Archives of the  VV MVD  for Ukrainian and Moldovan SSR.

On certain issues. Personal memoires of the armored support of the combat actions of the Interior and Border Troops in the years of the Great Patriotic War on the 2nd Ukrainian Front and of the Chekist-military operations in the Baltic Republics.

Ivan Svetlakov (first to the right) with friends, Evpatoria, 1935.

In 1937 I was called for the military service to the Armored Troops School for the Interior and Border Troops of the NKVD in the city of Leningrad. After finishing the learning course, the headmaster of the school – captain Kovalchuk and chief of staff captain Knyazev asked me in a private conversation, why did I start my military service with a two-year delay. I told them that I had been working in the repair plant nr. 104 as a foreman – head of the department. The chief of staff asked: ‘If it’s not a secret, what was your department’s area of work?’ I told him, that we would repair T-27, T-26 and BT-2, 5 tanks as well as GAZ-AA, AMO-3 and ZIS-5 cars. The chief of Staff replied: ‘Looks like this is exactly what we were looking for.’

Ivan Svetlakov (standing) with his collegues from the platoon

2 or 3 days later, the chief of staff met me personally and put me into a car. I immediately [on arrival] recognized the Lenin factory, called for the head of the department and introduced him to the chief of staff. I had been in the factory few times before on delegations, so I personally knew the head of the department – an engineer 2nd grade. The chief of staff received answers to his questions related to the repair process of T-27 tanks and we went to the Voroshilov Factory, where we also got answers to all questions of interest.

In the next 2-3 days I had to say goodbye to the second platoon of the first squadron [and] with lieutenant Kartashov and captain Yutkin and move to the technical unit of the school.

In accordance with the order, a group was formed in the school in order to control the technical condition of the T-27 tanks. The control revealed a terrible truth. In the pursuit of “jumps” and “record” setting on all the hulls the dented or even cracked bottoms were revealed. The headmaster of the school (predecessor of captain Kovalchuk) was arrested and convicted. The repairs of the T-27 tanks was undertaken by a military workshop and thanks to the repaired generators received from the Lenin Factory, all 110 tanks were restored into working order.

During the winter of 1937-1938 the new batch of BT7-A has arrived and the commanders were retrained to handling the most modern –at that time – tanks. Throughout the summer the technical unit was busy organizing, operating and providing technical support for the new vehicles. In the preparation and servicing of the BT7-A tanks an important role was played by the head of the workshops Fadyeyev, extended service starshina Kavarenskiy and me.

In winter 1938 a group of commanders with mid-grade technical education started to prepare to enroll the institutes. Major Knyazyev – the headmaster of our school and the commissar (whose name I don’t remember) learned about our plans, so they gathered us and read to us a communiqué about the new enrollment in 1939, to the military academies. Major Knyazyev himself wanted to join us, but unfortunately the medical commission did not allow him because of poor health.

The preparations carried at the unit and later, since 15th of August carried at the academies for: Armored Troops, Chemical Defense, Air Force, Communications and Artillery assured enrollment to engineering faculties for Svetlakov, Bykov, Solovev and Guzyeyev. Unfortunately, our fifth colleague, best-prepared of us all, failed the first exam and did not get into the artillery academy. The persistent learning had begun. These years were the most solemn period and at the same time – the hardest years of my life. The end of the education was additionally heated up by the Great Patriotic War.

Kursant I. I. Svetlakov in the Academy, ca. 1938-41

In May 1942 the GUVS NKVD USSR[1] has assigned me to the newly-created Central Automobile Repair Base 3 (TsARB) in the buildings of an evacuated factory that used to produce machines for fur treatment. In TsARB I became acquainted with the newly-created collective, whose members were: the chief – captain Amelin, senior lieutenants Kashin and Gitskiy, Lieutenant Prokhorov and others. With support of engineer 1st degree Mantsvetov, engineer 1st degree Gushchin, Rusakov, Skalattskiy and other workers of the automobile department of the GUVS, we managed to place the equipment, put the technological process to order and master the design capacity in May. As the fronts moved, the role of TsARB would decrease. The need for moving the means of repair closer to the units engaged in the combat operations would became more and more evident.

Jr. lt. Svetlakov, 1941

In May 1944 I was promoted to senior assistant of the chief of the department and in Kiev I was included in the Operational Group under command of colonel A. L. Zareckiy. As members of the operational group we arrived at the HQ of the 2nd Ukrainian Front in the city of Beltsy. The following tasks were given to the operational group:

  1. Make contacts with the proper directorates of the 2nd Ukrainian Front’s HQ, organize undisturbed supply of the NKVD units in supplies, armor equipment, technical repairs, GSM[2] and other technical equipment and materials.
  2. Provide direct help to the unit in the field of transport and other equipment to the new deployment points, carry the control of the technical condition of the equipment. Remove all unusable means of transport from units and take all measures to supply those units with means of transport, GSM reserve and spare parts.
  3. Prepare the arriving newly-formed border regiments in the field of material-technical supply in order to deploy them in the border detachments for further deployment on the border with Romania.

During May 1944 we had managed to make contact with the automobile directorate of the Front and the OSG[3] of the Front and later:

  • Receive automobiles and engines for general overhaul, all the unusable machines were collected and left at the SPAMs[4] of the Front, including those of the arriving border regiments;
  • Aforementioned means of transport treated once with the GSM supply, border regiments prepared for GSM storage and repairs. Measures taken in order to increase transport combat readiness;
  • In connection with equipment of the aforementioned units with new types of automobile transport by the Automobile Directorate of the Front in June-July the preliminary training of the officers in the fields of construction and operation of the Chevrolet, Ford, Studebacker, Dodge 3/4 and Willys vehicles was carried in the 3rd Training Automobile Regiment of the 2nd Ukrainian Front;
  • The reserve of 20 tons of GSM was accumulated in the city of Beltsy in the 20th border regiment, renamed 20th Border Detachment, as well as 19th, 21st and Chernovtsy border regiments.

In the second half of June the operational group was reorganized to be the Moldovan OUVS. The Chief of automobile service major Shalmiyev, captains Tryakin, Butov, lieutenants Popov, Bruyevich and others have arrived. By the end of July the material part of the operational and border units was prepared and treated with the double reserve of the GSM and the border units [were prepared] to relocate to the new places in order to protect the state border.

The preparation of the aforementioned units was being carried on in especially harsh conditions of the 2nd Ukrainian Front during the constant bombardment of the Beltsy railway junction during the relocation of marshal Rotmistrov’s 5th Armor Army.

                August 1944 [saw] successful relocation of the 2nd Ukrainian Front on the Romanian Territory, which has put new tasks ahead of the OUVS in terms of securing the combat operations of the aforementioned units:

  • The border regiments (detachments) were left unsupplied by the 2nd Ukrainian Front, while OUVS – still being at the stage of  organizing itself – was unable to supply the aforementioned units with GSM and means of technical repair. The situation of the Interior Troops units remaining on the territory of the Moldovan SRR was analogical.
  • The aforementioned Interior Troops units operating as the parts of the 2nd Ukrainian Front were cut off from the supply organs – separated by the state border with all the restrictions connected ith the border control. In these issues the automobile department of the OUVS had to undertake two tasks:
  • Organize operation and assure supply of the Armored Troops units with equipment and the GSM, gather mobile means of automobile transport repair and other technical equipment.
  • Continue to provide help to the aforementioned Interior Troops units stationed on the other side of the state border.

To deal with that issue, a group was formed consisting of Colonel Zareckiy, major Shalmiyev S. M., engineer-captain Svetlakov I. I. with the task to maintain contact with the rear of the 2nd Ukrainian Front in terms of supplying the aforementioned Armored Troops units located in the territory of Romania, Hungary as well as on the territory of the Moldovan SRR with equipment, GSM and means of repair. Providing the GSM supply for the aforementioned units in Moldovan SSR was especially complicated. The group would take orders from the automobile directorate and the OSG, distribute them between the aforementioned units dislocated in the 2nd Ukrainian Front and the aforementioned units on the territory of the Moldvan SSR and would carry their fulfillment. In order to do so, major Shalmiyev, captains Tryakin and Butov would form automobile columns of cargo trucks, the formed columns they would take to the border detachments’ KPPs[5], where I would meet them and with the column would go to Ploesti to one of the petrol bases or to “Astroromania” and “Columbia” Works, the column with the loaded cargo I would take to the border post. At the post, the column would be disbanded, the vehicles would go to the assigned units. It would happen sometime that the column would Only have enough fuel to get to the Romanian town of Khushyi (20km from the border) [Town unidentified]. In that cases, the remains of the GSM would be poured into one vehicle, which with the additional cruise would bring fuel from Ploesti, the vehicles would be refueled and we would proceed forward. The analogical cruises for fuel would happen 2-3 times a month.

In one of the cruises to Chişinău stationary equipment and a diesel-powered 40kW main electrical station was delivered. In the first days of September in Chişinău, on the basis of OARM-92[6] it would power-up electricl lightning (the city had no electrical lightning at that time yet). In October new restrictions concerning crossing of the border were implemented and the problem of providing support for the aforementioned units had arisen again on the territory of the Moldovan SSR as well as in Romania and Hungary. In order to solve these problems, by the order of the GUVS NKVD USSR nr. 25/31666 of 24th of October 1944 I was assigned on 4th of November 1944 to Bucharest to the 23rd Brigade of the NKVD Interior Troops. During August, September and October I would constantly be in the 23rd Brigade, from where I had contact with the automobile service directorate and the OSG as well as repair bases of the 2nd Ukrainian Front. After arrival to Bucharest I was briefed on the operational situation and, with exception of a special ordinance, the commander – colonel comrade Aleksyeyev forbade any departures and I was assigned to the operational work, as there was no automobile service chief in the brigade.

In the middle of November, in the allied committee in Bucharest an order was issued to dismantle a repair base that belonged to the Romanian Army before situated in Chişinău, moved together with its civilian workers from the Moldovan SSR to the city of Timashory [Timisoara?]. In May, the commander of the Brigade assigned a junior sergeant and two privates to my assistance and we went to Timashory to dismantle the repair base and move it to Chişinău. In ten days the base was disassemblied and the fact was confirmed by a proper document signed by a Romanian Army commander Flor and the captain of the Moldovan OUVS Svetlakov. This document was handed on to the allied committee.

The equipment was unloaded and the Workers – citizens of the Moldovan SSR were promised employment after carrying a control.

By the decision of the City Council of the Chisinau the buildings, that were earlier occupied by the Romanian  repair base were passed to the Moldovan OUVS, which meant that the equipment was also passed to it.

From the city of Timashory we went to Hungary to the cities of Bekescsaba and Bekesszentezs [the names are more of a guesswork of mine, the transcription to Russian done by Svetlakov was far from perfect], were AVTU [?] and OSG of the 2nd Ukrainian Front were located in order to supply them with GSM, technical support and other automobile equipment.

The orders for automobile and their engine repairs were handed on in the city of Arad, in Ford factory to the representative of the AVTU. For a unit [in Moldovan?] SSR an order was placed for 50 tons of gasoline and the need to transfer it had arised. After returning to the 23rd Brigade and recovering from a strong cold in the sanitary unit I went to Ploesti in order to transport fuel to Chişinău. In Bucharest in Ford factory I managed to get a car thanks to the AVTU representative lt. colonel Butov and colonel Aleksyeyev, having regard on my health condition assigned two drivers at my disposal to drive the car to Chişinău. And thus, on 13th of December my journey has ended.

Captain Svetlakov, 1945

After my arrival to Chişinău, the chief of the UVS comrade Popov appointed me the chief of OARM-92. Having the facilities, equipment brought from Romania, hard-working lieutenants Krokhmal, Smyelyanets, Fadyeyev, Muravchenko, extended servicemen and qualified workers, citizens of our country, with constant help of colonel Popov and major Shalmiyev we have managed to put OARM-92 back to work in a relatively short time and started to provide support to the border and interior units in preparing the technical readiness of the automobile parks and conducting chekist operations.

At the end of December during the meeting hosted by the chief of the OUVS, the deputy unit commanders complained that the kitchens, officer quarters, barracks and HQs freeze with the shortages of combustible material  and that OUVS does not provide heating installations and does not increase the norms of combustible materials (during their withdrawal, the Romanians have dismantled and taken away the heating installations). Colonel Popov pointed his hand at the furnace in his office, where no doors were present. Before I would inform colonel Popov that we have assembled a cast iron furnace and plan to cast thimbles for engine cylinders, which were much in need and the risk of engine repair stop exists, as the works are on hold because of coke shortages.

The chief of the OUVS colonel Popov asked me if I can help anyhow in the current situation. I answered, that yes, provided that we receive coke. I can’t remember which of the deputy commanders promised [and delivered coke] and in a few days the furnace was filled. Second smelt concluded in casting 25 sets of doors for indoor furnaces and flues and the doors had the inscription cast: “OARM-92”. During winter we equipped the furnaces in barracks and officer and employees quarters.

In July 1946 I was called to Moscow – at that time a plan was formed in the automobile directorate of the Guvs MVD USSR to create a group with aim to design 7 plants and up to 10 OARMs and I was intended for this work. As the personnel recruitment delays occurred and not to waste time, I was sent to the TsARB-based, newly-formed central ARZ GUVS MVD SSSR[7] with the task to pick equipment for the plants still waiting to be built (without any project documentation), counting on my experience.

At that time echelons brought equipment captured in Germany to the Aviation Works. The industrial plants of the Ministry of Aviation Industry didn’t have special machines to unload and transport the equipment. The automobile Directorate of the GUVS had a Voroshilovets tractor, 10-ton automobile crane and three 10-ton off-road vehicles. According to the agreement, the Ministry of Aviation Industry would pass 10 machines to GUVS, picked from the echelon on unloading for every echelon unloaded by GUVS. With such machines, in 25-40 minutes it was possible to unload 25-30 railway cars. The aviation works (in the towns of Khimki and Stupino) would avoid fines and we would receive machines we have never dreamed of.  We acquired 500 machines total. I was, under priceless guidance of lt. colonel Karev and colonel Goryachev, responsible for picking and acquiring the equipment.

From 15th of November to the 26th of December 1946 I was, as part of the group of deputy minister Apollonov, sent to Vilnius, where we were (in group consisting of captains Semerikov, Tyutyunnik, Svetlakov and Yemec) given the task to help in the work preparation and carrying of large-scale military-chekist operations. Our group was to provide support and increase combat readiness of the automobile parks of the motor rifle regiments of the UMSD. The group had controlled 5 regiments and started the construction of the ARZ-11.

The chief of the GUVS MVD USSR, while reporting the completed work said that ‘the command of the 4 MSD of the Baltic OUVS MVD has asked for you to be assigned to the Baltic OUVS as a head engineer of the ARZ nr.11. You have examined the situation and you will solve the noticed problems.’

On the 2nd of January 1947 I was sent to the Baltic OUVS to take the post of the head engineer of the ARZ-11. In the automobile department of the OUVS I met again with major Shalmiyev, chief of the ARZ major Amelin and my friends from the Armored Troops Academy – captains Grishin N. M., Melnichkov and Rutkovskiy.

The ARZ was situated in the buildings of the Armored Troops technical school. It’s personnel consisted of a collective of 28 officers, 20 extended servicemen, workforce of 1200 German POWs and a sentry company responsible for guarding the POW camp and the ARZ itself. This team was exceptionally well-integrated. The large part of the machines acquired from the Ministry of Aviation Industry was trasfered to the AR[Z]-11, also the machines, which were, with the help of the POWs recovered from the ruins of Koenigsberg factories were repaired and installed in the mechanical department. The ARZ worked better and better and in September 1947 it provided significant support for the military units of the 2nd, 4th, 5th and the 7th divisions as well as the units stationed in Ukraine.

 In 1949 the production capacity had increased and a decision was made to move the ARZ. By the decision of the Council of Ministers of the USSR the supply of the repair resources was passed to the Ministry of Forest and Paper Industry and the Ministry of Semifabricates.

In 1947 the Interior Troops were subordinated to the MGB and ARZ-11 was subordinated directly to the GUVV[8] and passed to at the disposal of the Baltic OUVS and later – GUVS MGB USRR. Thanks to the nomination of colonel Shub, the work of ARZ-11 and the whole Automobile and Armored service became much easier.

In May 1948 I was appointed the chief of the 1st automobile department of the Baltic OUVS and in August 1950 – chief of the automobile-armor department of the Baltic OUVS of the MGB.

From May 1948 to August 1952 we carried a major reorganization, and only thanks to the organizational skills, virtue and willpower of the colonel Shub V. P. we have managed to implement the following organizational changes without any special problems:

1.By the decision of the command, the POW camp was shut down, the POWs were sent back to Germany and the ARZ-11 remained with no workforce. By the decision of the Council of Ministers of the Lithuanian SSR, the vocational school graduates were assigned to the production line. It required a lot of effort to prepare the young workers, providing living conditions for them and recruit the workforce from outside the schools.

2.The reunion of the MVD and the MGB into one ministry created the need of taking over all the means of support for both Border Troops [subordinate to the MVD before] and the Interior Troops and provide them with assistance in terms of repair, organization, operation and servicing of the automobile parks of the military units.

3.The introduction of the new types of vessels in the naval Border Guards units lead to the need for organizing in the 9th and 15th naval squadron and the naval base huge warehouses for the GSM.

For example, the SK “Korshun” required 300 tons of naval mazut and 10 tons of turbine oil for one maintenance cycle, and there were 4 of them. The refueling of a large hunter vessel

12-18 tons of diesel fuel. Small hunters required their gasoline engines to be replaced with diesel ones. The M-50 engine’s maintainance was carried by Leningrad works. The constant need to remove them from the vessels and send them to Leningrad after 20, 30, 50, 150 and so on workhours [was problematic]. An especially difficult issue was the constantly decreasing amount of lubricant. The building of a tank by our own means became a necessity.

4.the creation of a chain of posts equipped with searchlights with overlapping ranges from Kaliningrad to Ventspils required securing the proper territories as well as choice of instruments and spare parts.

5.Disbanding of the Baltic OUVS in August 1952, passing the ARZ-11 to the Ministry of Forest and Paper Industry, liquidation of the district warehouse in Vilnius.

6.Disbanding of a number of Interior Troops regiments and border detachments created the need to rally automobiles, armored vehicles and other equipment in the pre-set points and securing them.

Mjr. Svetlakov, 1952

In April 1954 the Latvian OUVS MVD USSR was disbanded. All the disbandments would bring the problem of employment changes in the officer and extended service personnel. After the work connected with the disbandment of the Latvian OUVS, I was appointed a deputy [commander] of the 36 detachment upon request of the command of the 4th Motor Rifle Division and from September 1955 by the order of GUVV I was appointed a deputy commander of the 105th Motor Rifle Regiment  in Germany, and in November 1955 I was appointed the chief of the automobile service of the MVD Interior Troops in Germany.

Lt. col. Svetlakov, 1955

After I was appointed the chief of the automobile service of the VV MVD in Germany, the Chief of [Interior] troops lieutenant-general comrade Bunkov ordered me to thoroughly examine the state of affairs in the technical units of the regiments in 15-20 days and prepare a report and conclusions.

The control of the condition of the technical services of the regiments revealed the following:

  • Means of automobile transport and other combat machines [were] in operational condition, the KTG[9] exceeds 0,90, external appearance of the automobiles [was] good; technical units and sub-units had the full personnel;
  • Technical services [were] equipped in spare parts, tires, batteries, the reserve of tires and batteries for 2-3 years. Large number of the equipment written off was not disposed of;
  • In the course of operation of and repairs there’s no evident order;
  • In the combat preparations of the personnel insufficient stress is put on march preparations of the automobile columns and railway transport of the machines.
  • The warehouses were in a mess, full of written-off machines, disused devices, parts, including GAZ-AA automobiles, captured trailers, cargo containers, tires, batteries, spare parts and other equipment.
  • Significant excess of spare tires (5-6 times exceeding the norms) for cars, overestimated requests for tires to cargo trucks. overestimated requests for spare parts sent to the GDR government.
  • The training of NCO’s and preliminary driver training in the area of GDR traffic regulations as well as combat training of all the personnel were very good and yet the marching exercises for the transport of a company, battalion, regiment were practically never conducted, more stress was put on individual training. No attention was given to the problem of transferring the motor rifles subunits by the means of railway transport;
  • The contacts between the specialists were not made with the automobile directorates of the Group of Forces in Germany [of the Soviet Army]. Regiment deputy commanders did not participate in the training courses organized by the automobile and armor directorates, even though the deputy commanders for technical affairs were obliged to participate in them.
  • The means of repair of the Group of Forces [in Germany of the Soviet Army] were not used [by the Interior Troops in Germany] and vehicles and engines were repaired by the GDR companies and the bills were all paid in currency.

After having heard the report, the chief of the [Interior] Troops lieutenant-general [Bunkov] ordered the preparations of a plan that will improve the revealed problems, and after firm actions were taken, he personally participated in the next control, in first place checking if the technical services got rid of redundant equipment.

Training courses were conducted at the troops command in all the topics that were not yet practiced and the deputy regiment commanders for technical affairs would participate in the courses organized at the automobile and armor directorates. The vigorous support and help from lieutenant general Bunkov assured the proper preparations to transfer technical means of the Interior Troops from the territory of the GDR.

After the Interior Troops were moved out, the commander of the Group of Forces in the GDR marshal Grechko called for a meeting, on which he praised the well-organized transfer of the [Interior] Troops. The transfer of the vehicles was conducted correctly, he specifically praised the transfer of the vehicles onto the Soviet Railways. He also highly praised the personnel for securing the vehicles on platform cars.

 In March 1957 the Interior Troops were moved out to the territory of the Soviet Union. In April 1957 I was appointed the chief of the automobile service [of the Interior Troops] for Ukrainian and Moldovan SSR.

On the first examination of the condition of the technical services it was noticed that:

1.In all units the technical condition of the vehicles would exceed KTG 0,90 and the fact that the ARZ-5 and ARZ-12 were passed to the  state economy [=ministries responsible for various branches of industry] gradually led to the aging of the automobile parks and the delays in the repair schedules. The process of vehicle repairs would complicate. Regiments’ workshops, with insufficient number of work units, could not handle military repairs. Lack of district repair bases caused the disturbances which were becoming evident.

2.There were no contacts with the automobile and armor services of the [Soviet Army of the] Kiev, Odessa and Carpathian Military Districts. The officers would not participate in the training courses.

3.While the training of drivers and NCO training was well-organized, no attention was given to the preparation of moving automobile columns on company, battalion and regiment levels.

4.With quite good staffing of the automobile services of the convoy regiments and industrial plant security regiments, the technical units of them were organizationally weak.

5.The automobile service of the Directorate of the [Interior] Troops was generally weak. The technical units of the regiments and automobile services had antiquated equipment, in the technical units and automobile services there were practically no officers with higher education.

The arrival of the lieutenant-general Buldovich R. E. and the attention he would give to the problems of the automobile services and technical units of the regiments resulted in taking the following actions in order to improve units’ automobile parks and technical services:

1.Funds were risen and young officers were sent to study at the Military Transport Academy of the Armed Forces. In the first year, 6 young officers were prepared and sent, they all passed the exams and became students of the Academy, in the following years 2-3 officers were prepared a year, who, after fulfilling the perquisites would start their studies in the extramural academies and civilian road transport institutes.

2.The organizational stati of the automobile services were improved and the function of deputy commander for technical affairs were introduced in convoy units and industrial plant security regiments.

3. Organizational status of the command’s automobile service was improved.

4.Modernization of the automobile parks was carried and new vehicles were introduced, especially in operational units.

5.The preparedness of the units’ automobile parks and personnel for conducting columns and marches for the distances of 200-500 km per day was improved.

6.Work was carried in order to re-arming and creation of the automobile parks.

7.In automobile sub-units more attention was given to combat and political training as well as specialist training.

8.10 military units of the militia were formed, the conditions of the automobile parks were set.

Training session for the deputy regiment commanders and Ciefs of Automobile Services of Ukrainian and Moldovan SSRs, Kharkov, 1958. Col. I. Svetlakov – 4th from left, 4th row. At that time he was already the chief of Automobile service for the aforementioned republics.

All the aforementioned actions were taken to improve the way the service and operational work was conducted by the [Interior] Troops and improve their combat readiness.

A wide range of wonderful officers-automobile specialists were gathered in the regiments, and we must not forget the distinguished activity of the regiments’ deputy commanders – lt. colonels: Sivokobylskiy, Dolzhikov, Bulyshev, Polishchuk, Dolgikh, Yemets, Dzhokich, Gurevich, Strazhkin, Belyi, Lepekhin, Pugachev, Antonov, Pashkyevich, Savieliev, Shalamov, Kravchenko; majors: Leontyev, Popov and many more. The successful work of the young officers replacing the old guard is also worth mentioning.

Training of the officers of the Interior Troops of USSR and MSSR, ca. 1960.

Ending my memoires I would like to wish them further successes and above all:

Meeting of the deputy unit commanders and chiefs of automobile services of the VV MVD of the USSR and MSSR. The photograph comes from col. Svetlakov’s collection, but I am unable to identify him here.

1.In terms of perfecting of the technical services and automobile subunits – strengthen the earlier achievements and set the new ones.

2.Because of the fact that ARZs were passed to the state economy take actions in order to create effective means of repair able to assure the repairs of all types of vehicles in every independent regiment.

3.Make full use of our experience from the years of work in the war years and at carrying the military-chekist operations always remember [that] without automobile subunits well-trained it is impossible to assure undisturbed operation of military units.

Presentation of the new technical means on the meeting of VV MVD of the USSR and MSSR unit commanders. Col. Svetlakov – right.

Annexes:[…]

Retired colonel-enineer                                                             Svetlakov I. I.

12 April 1988r.



Translation from Russian by Kamil Szustak


[1] Main Military Construction Directorate of the NKVD.

[2] Goriuchie-Smazochnyje Materialy – Fuel and Lubricant Materials.

[3] Otdel Snabzheniya Goryuchim – Fuel Distribution Department.

[4] Sbornyi Punkt Avariynikh Mashin – Damaged Vehicles Rally Point

[5] Okruzhnaya Avto-Remontnaya Masterskaya – District Automobile Repair Workshop

[6] Kontrolno-Propusknoy Punkt – Border Control Point.

[7] Automobile Repair Plant of the GUVS of the Minstry of Interior Affairs of the USSR.

[8] Glavnoye Uprlevnyenye Vnutryennykh Voysk – Main Directorate of the Interior Troops.

[9] Kozefitsent Tekhnicheskoy Gotovosti – Technical readiness coefficient.

I Piknik Historyczny w Krynicy Zdroju 2019

W pierwszy weekend czerwca czteroosobowa reprezentacja naszej GRH wzięła udział w I Pikniku Historycznym w Krynicy Zdroju.

Program pikniku obejmował dioramy, pokazy, dwie inscenizacje a także atrakcje dla najmłodszych (w końcu – dzień dziecka).

Nasza – wyjątkowo okrojona – ekipa wystawiła dioramę „Punkt przyjęcia rekrutów pułku zapasowego 1AWP, 1945r.” Pod półotwartym namiotem z pałatek stanęło „biurko” wykonane z balików słomy i drewnianego blatu, który wkrótce zapełnił się przyborami biurowymi – pieczątkami, piórami, dokumentami… Wszystkiego dopełnił telefon polowy TAJ-43, niewielki skład mundurów i broni, a wszystko to pod godłem – z braku odpowiedniego godła wykorzystaliśmy magazynek od DP w wersji „galowej”.
Wkrótce pojawili się pierwsi odwiedzający. Chętnym oprócz wykonania zdjęć wypisywaliśmy tymczasowe legitymacje (według wzoru stosowanego w czasie wojny).

Największą jednak atrakcję nasza grupa zaczęła stanowić, gdy przydzielono nam zadanie przyrządzenia posiłku.

Udostępniony przez SRH 1PSP AK kocioł i dostarczone przez organizatora produkty pozwoliły na przygotowanie posiłku dla wszystkich uczestniczących grup, w warunkach historycznych. Przygotowane posiłki smakowały wszystkim.
W ramach pikniku, w pobliżu miejskiego deptaku odbyły się dwie inscenizacje prezentujące epizody bojowe z okresu drugiej wojny światowej.

Choć była to dopiero pierwsza edycja imprezy, o skromnym jeszcze wymiarze, to przyznać trzeba, ze ma ona duży potencjał rozwojowy. Miejsce na obozowisko było bardzo przyjemne, przypominało leśną polanę, co stanowi duży plus w stosunku do tak częstych na imprezach tego typu otwartych przestrzeni bez krzty cienia. Podkreślić należy także wyjątkową gościnność organizatorów. Mamy nadzieję, że impreza na stałe zagości w regionalnym kalendarzu wydarzeń.