Krzyż Zasługi – z czym to się je?

Starszy sierżant WP odznaczony m.in. Brązowym Krzyżem Zasługi, ok. 1945-1948r. (przypuszczalnie st. sierż. pchor. Stanisław Rapacewicz, choć nie ma pewności co do tego).

Do napisania tego artykułu skłonił mnie częściowo trudny do uzasadnienia sentyment do tego odznaczenia, częściowo zgromadzone materiały (choć ten powód wynika bezpośrednio z pierwszego), a częściowo dziwne przypadki stosowania Krzyży Zasługi  przez rekonstruktorów dostrzeżone bądź to osobiście, bądź też na zdjęciach. Jako osoba w niewielkim stopniu zainteresowana poszukiwaniem nowych wariantów i odmian, niewiele miejsca poświęcę samemu odznaczeniu, bardziej skupiając się na tym, za co mógł być ów krzyż nadany – zarówno w teorii (opierając się na aktach prawnych) jak i w praktyce (opierając się na konkretnych przypadkach odznaczeń). Historię Krzyża zasługi postaram się przedstawić od chwili jego ustanowienia do czasów współczesnych.

                Krzyż Zasługi ustanowiono jako odznaczenie trójklasowe na mocy ustawy z dnia 23 czerwca 1923r. Jakkolwiek od początku w polskim systemie odznaczeń postrzegano krzyże jako osobną względem orderów i medali kategorię odznaczeń, nawet w oficjalnych dokumentach możemy znaleźć sformułowanie „Order Krzyża Zasługi”. Chociaż była to nazwa niepoprawna, przewija się w dokumentach przez cały okres przedwojenny, ale także w czasie wojny. Na terytorium Polski nazwa ta zanikła wkrótce po wojnie – ostatnimi znanymi mi dokumentami, na których występuje są zaświadczenia tymczasowe o odznaczeniu z 1946r., w wersji na której widniała formułka „odznaczony orderem, medalem” najczęściej w przypadku Krzyży Zasługi wykreślano „medalem”.

Odcinek z 1934r. potwierdzający uiszczenie opłaty za wydanie odznaki Krzyża Zasługi. Warto zauważyć, ze choć jest to dokument państwowy, to występuje na nim niezbyt poprawne określenie “Order Krzyża Zasługi”.

Choć Krzyż zasługi w różnych formach przetrwał wszelkie zmiany polityczne i funkcjonuje w polskim systemie odznaczeń nieprzerwanie od chwili wprowadzenia, zasady nadawania odznaczenia, wynikające z jego otrzymania przywileje oraz prestiż samego Krzyża zmieniały się kilkukrotnie, w zależności od sytuacji politycznej.

I. OKRES II RZECZYPOSPOLITEJ

                Wspomniana wcześniej ustawa z 1923r. określała zasady nadawania Krzyża Zasługi. W zamyśle miało to być odznaczenie prestiżowe, choć zakres zasług za jakie przysługiwał określony był dość ogólnie – miał być nadawany osobom, które po 1918r. wyróżniły się, wychodząc poza zakres swych obowiązków – w pracy dla kraju i społeczeństwa. Mógł być nadany zarówno cywilom, jak i wojskowym. Przewidziany był głównie jako odznaczenie dla urzędników państwowych, ale nadawano go także osobom prywatnym za szczególne zasługi.

Zgodnie z ustawą, Krzyż mógł być jednej osobie nadany maksymalnie po 4 razy w każdej klasie, przy czym klasa Krzyża zależała od posiadanego stopnia lub piastowanego urzędu, toteż trudno byłoby znaleźć osobę, która została odznaczona kilkoma klasami krzyża, w każdej więcej niż raz. Wpływ na to miał też fakt, że dana osoba mogła być ponownie odznaczona Krzyżem dopiero po upływie minimum roku od poprzedniego nadania. Złoty Krzyż Zasługi nadawany był przez Prezydenta RP na wniosek Prezesa Rady Ministrów, a Srebrny i Brązowy – przez Prezesa Rady Ministrów na wniosek poszczególnych ministrów. Stąd też wnioski odznaczeniowe na krzyż srebrny i brązowy kierowano do ministerstw, a na złoty – do Premiera.

Jak już wspomniano, Krzyż Zasługi miał być odznaczeniem prestiżowym, toteż w początkowym okresie nadawano je nader oszczędnie. Podczas pierwszego grupowego odznaczenia w Listopadzie 1923r. nie przyznano ani jednego Złotego Krzyża Zasługi, Srebrnych nadano mniej niż 30, a Brązowych – 41. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że następna partia odznaczonych odebrała nadania dopiero w marcu 1924r.,jasnym staje się, że liczba odznaczonych rosła powoli. Odznaczenie niosło ze sobą pewne przywileje – oprócz przysługującego w różnych okresach dodatku do emerytury lub pensji, osobom odznaczonym w Polsce Międzywojennej przysługiwało czynne prawo wyborcze do Senatu. W wojsku nadanie Krzyża Zasługi zapewniało awans o jeden stopień, o ile był wolny etat lub nie wiązało się to cze zmianą funkcji żołnierza. Podobny mechanizm funkcjonował również w przypadku urzędników państwowych, których w miarę możliwości przesuwano do wyższej kategorii zaszeregowania.

                W 1937 roku doprecyzowano zasady przyznawania Krzyża Zasługi określając ściśle komu którą klasę można było nadać. I tak np. w wojsku Brązowy Krzyż Zasługi mógł być nadany nawet szeregowcom i podoficerom, ale już do odznaczenia Srebrnym Krzyżem mógł być przedstawiony posiadacz stopnia oficerskiego  – oficer młodszy lub major, a do odznaczenia Złotym Krzyżem Zasługi – co najmniej podpułkownik. Dla urzędników wprowadzono identyczne ograniczenia  – według stopnia służbowego odpowiadającego w tabeli. Tylko w przypadku osób prywatnych – odznaczanych za pracę społeczną lub inne wybitne zasługi niezwiązane ze służbą państwową pozostawiono dowolność w ocenie należnej klasy odznaczenia. Obostrzenia te spowodowały wprawdzie zniknięcie wyjątków (gdzie np. sierżantowi nadano Srebrny Krzyż Zasługi), ale z drugiej strony od tego czasu liczba nadań Krzyży zasługi wzrosła lawinowo – spośród 151 034 Krzyży Zasługi nadanych w latach 1923-1939 prawie 110 000 nadań przypada na ostatnie dwa lata przed wojną. Znane są z tego okresu przypadki przyznawania Krzyża zasługi wiernym podwładnym na wniosek odchodzących dyrektorów, a nawet przypadki z pogranicza korupcji – „kupowania” odznaczeń. Pamiętać jednak należy, że w tym czasie  miała miejsce aneksja Zaolzia i towarzyszące jej działania zarówno wojskowych, jak i pracowników administracji. Także wówczas toczyła sie stopniowa modernizacja armii, co musiało zaowocować większą ilością nadanych odznaczeń państwowych. Niewątpliwie jednak umasowienie Krzyża Zasługi owocowało spadkiem prestiżu tego odznaczenia.

                W Początkowym okresie starano się nadawać krzyże za osiągnięcia naprawdę wybitne, przede wszystkim za konkretne dokonania. Stopniowo jednak zwiększała się ilość nadań „Za całokształt pracy”. Przykładem takiego nadania może być załączony wniosek na Złoty Krzyż Zasługi z czerwca 1939r. dla byłego „Belniaka”, dziennikarza i działacza organizacji kombatanckich Henryka Przyborowskiego. W tym jednak przypadku prawdopodobnie o przedstawieniu do odznaczenia decydowała także legionowa przeszłość – wszak Legiony były wtedy „na topie”. Wniosek ten posiada cechę charakterystyczną dla wielu cywilnych odznaczeń „za całokształt” – zarówno przed jak i po wojnie – właściwie trudno określić za co konkretnie miał być przyznany ów Krzyż Zasługi, jednak laudacja na cześć przedstawianego brzmi na tyle dobrze, że kompetentnym władzom nie wypada odmówić (choć z drugiej strony – w okresach wzmożonych nadań Krzyży zasługi, takich jak koniec lat 30. czy druga połowa okresu powojennego – prawdopodobnie poza organizacją wysyłającą wnioski nikt ich dokładnie nie czytał).

Wniosek na Złoty KZ dla Henryka Przyborowskiego.

I jego odwrotna strona.

                Za osobne odznaczenie uznać należy ustanowiony rozporządzeniem Prezydenta RP z 7 Marca 1928r. jednoklasowy Krzyż Zasługi za Dzielność. Krzyż ten powstał jako odznaczenie bojowe dla funkcjonariuszy  innych niż Wojsko Polskie służb mundurowych – policjantów, pograniczników czy celników, którzy, mimo dokonywania bohaterskich czynów z narażeniem życia nie mogli otrzymać większości odznaczeń bojowych (nadawanych tylko w czasie wojny lub tylko wojskowym).  W 1939r.ideę krzyża nieco zniekształcono, pozwalając na nadawanie go również żołnierzom Wojska Polskiego. Nadawany był przez Prezesa Rady Ministrów na wniosek ministra odpowiedniego dla danej służby. Wielu żołnierzom KOP, którym w latach 1923-1928 przyznano Krzyże Zasługi za czyny, które zasługiwały na odznaczenie Krzyżem Zasługi za Dzielność, odznaczenia zweryfikowano i zmieniono. Osobom Odznaczonym tym Krzyżem przysługiwała roczna pensja w wysokości 200 zł. Do 1939r., łącznie z krzyżami nadanymi żołnierzom WP nadano ponad 370 Krzyży Zasługi za Dzielność.

                Podsumowując jeszcze historię nadań Krzyża Zasługi w II RP warto wspomnieć, że tak jak w przypadku innych odznaczeń, nadanie wiązało się jedynie z przyznaniem dyplomu i baretki (dla mundurowych), ew. miniaturki odznaczenia – za samą odznakę należało zapłacić i to niemało. Osoba odznaczona mogła jednak zrezygnować wykupywania odznaki. Warto też podkreślić, że w tym okresie osoba odznaczona kilkukrotnie miała prawo nosić tylko jedną odznakę Krzyża Zasługi z nałożonymi na nią okuciami. Wszystko to razem sprawia, że przedwojenne dokumenty nadania Krzyża Zasługi są łatwiej dostępne niż same odznaczenia. Tu zwrócić można także uwagę na fakt, że dyplomy nadania Krzyża Zasługi były odręcznie podpisywane przez właściwą osobę, toteż wielu kolekcjonerów odznaczeń ma szansę posiadać w kolekcji nie tylko oryginalny dokument nadania, ale także oryginalny autograf ostatniego przedwojennego premiera RP, generała Felicjana Sławoj-Składkowskiego*

Dyplom Srebrnego Krzyża Zasługi dla Adama Linkowskiego z 1938r. Widoczny odręczny podpis ostatniego premiera IIRP.

II. Rząd Polski na Uchodźstwie

                Rząd Polski na Uchodźstwie przyznawał Krzyże Zasługi według zasad przedwojennych. Większość nadanych Krzyży stanowiły odznaczenia dla żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Nie znalazłem nigdzie danych na temat ilości Krzyży Zasługi nadanych przez władze w Londynie, prawdopodobnie jednak odznaczenie to nadano tylko kilkaset razy. Z przyczyn dość oczywistych (brak policji, KOP itp.) Rząd Polski na Uchodźstwie nie nadawał Krzyży Zasługi za Dzielność.

                Osobnym przypadkiem są Krzyże Zasługi z Mieczami. Ustanowione zostały dekretem Prezydenta RP na Uchodźstwie z dnia 19 października 1942r. jako odznaczenie wojenne nadawane za odwagę i męstwo okazane niebezpośrednio w walce z wrogiem oraz szczególne zasługi dla RP i jej obywateli w warunkach niebezpieczeństwa. Jak łatwo się domyślić, Większość odznaczonych stanowili żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz członkowie szeroko rozumianego Ruchu Oporu (a zatem zarówno partyzanci jak i konspiratorzy polityczni) w kraju. Znane są także przypadki nadania Krzyża Zasługi z Mieczami oficerom innych armii sprzymierzonych. Podobnie jak w przypadku Krzyża Zasługi, Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami nadawany był przez Prezydenta RP, a Srebrny i Brązowy – przez Premiera, ale zasady te dotyczyły tylko cywilów – wojskowym polskim i zagranicznym nadawał Wódz Naczelny na wniosek Ministra Obrony, Dowódcy Marynarki Wojennej, Inspektora Lotnictwa i wyższych dowódców wojskowych (minimum dowódców brygad). Podobnie jak „cywilny” pierwowzór, Krzyż Zasługi z Mieczami mógł być nadany danej osobie czterokrotnie w każdej z klas. Krzyże Zasługi z Mieczami nadano pierwszy raz w marcu 1943r., łącznie nadano ich we wszystkich klasach około 30 000 (w tym około 24 000 do 1946r.).

Baretka Brązowego KZ z Mieczami

                Krzyż Zasługi z Mieczami nadawano najczęściej w trzech przypadkach – oficerom sztabowym, żołnierzom służb tyłowych (rzadziej frontowym) za wzorowe, wybitne i pełne poświęcenia wypełnianie obowiązków (np. mechanik wojskowy, który pracował bez przerwy 24 godziny, dzięki czemu wszystkie samochody jednostki były sprawne na czas przed większą operacją), oraz za całokształt działań. Cywilom najczęściej przyznawano go za działalność w ruchu oporu – udostępnianie lokalu, ukrywanie partyzantów itp. Nadawano go także oficerom wywiadu.

Zaświadczenie weryfikacyjne Mieczysława Bebenka – “Sikora” wymieniające odznaczenie Brązowym KZ z Mieczami.
Arkusz Ewidencyjny Komisji Weryfikacyjnej d/s byłej AK dla ppor. Zofii Kapuścik – “Jolanty”, wymieniający m. in. odznaczenie Srebrnym KZ z mieczami za działalność w konspiracji.

                Kilka przykładów wniosków na Krzyże Zasługi z Mieczami załączyłem jako ilustracje do tego artykułu. Wszystkie dotyczą partyzantów AK. Uważny czytelnik zauważy pewnie dziwne daty na wnioskach. I tu warto poruszyć ciekawą sprawę. Krzyż Zasługi z Mieczami nie został bowiem włączony do systemu odznaczeń powojennej Polski (dopiero 3RP uznała to odznaczenie, ale o tym później), jednak od lat 60. w ramach ZBoWiD działały komisje weryfikacyjne do spraw byłych żołnierzy Armii Krajowej. Kierowali nimi często dawni dowódcy AK (np. „Wolski” w Warszawie czy „Wojan” w dawnym Okręgu Radomsko-Kieleckim). Zadaniem tych komisji była przede wszystkim weryfikacja odznaczeń przyznanych partyzantom, ale z takich czy innych przyczyn nie nadanych. Teoretycznie weryfikowani partyzanci powinni być członkami Związku, ale obecność wniosków o weryfikację odznaczeń nadanych pośmiertnie wydaje się potwierdzać, że tej reguły nie trzymano się ściśle. Najciekawszy jest jednak efekt prac tych komisji. Otóż po weryfikacji odznaczenia, było ono uznawane przez władze PRL, które wydawały do niego legitymację i odznakę. W przypadku Krzyża Zasługi z Mieczami sytuacja była o tyle absurdalna, że władze uznawały prawo weterana do noszenia odznaczenia, którego nie uznawały. Nie jestem pewien, czy Krzyże traktowane były w tym momencie oficjalnie jako odznaczenie zagraniczne czy organizacyjne, ale faktem pozostaje, że weterani nosili je zgodnie z „Londyńskimi” zasadami kolejności. Oczywiście władze PRL wydawały, z braku prawidłowych odznak, odznaki zwykłego Krzyża Zasługi w odpowiedniej klasie, większość weteranów przerabiała je jednak lub nabywała kompletne repliki w pracowniach grawerskich.

Wniosek weryfikacyjny na KZ z Mieczami dla Eugeniusza Woźnickiego – “Roztropnego”.
I druga jego strona
Wniosek weryfikacyjny KZz mieczami – pośmiertny – dla Lucjana Gawryśa – “Rysia”
Wniosek weryfikacyjny dla Reginy Woźnickiej – “Junony”
Niezidentyfikowany weteran PSZ na Zachodzie – członek PZPR i ZBoWiD z Brązowym KZ z Mieczami.

III. Władze tworzone w ZSRR i „Rzeczpospolita 2 i 1/2” 1943-1952

                Krzyż zasługi został oficjalnie przyjęty do systemu odznaczeń dekretem PKWN z 22 grudnia 1944r. Miał być nadawany za zasługi w pracy zawodowej. Choć nie podano ścisłych kryteriów nadawania, początkowo starano się go nadawać w miarę zgodnie z przedwojennymi przepisami. Początkowo nadawano go głównie wojskowym nie biorącym udziału w bezpośrednich działaniach zbrojnych za wzorowe wykonywanie obowiązków, lub dokonania wykraczające poza zakres ich obowiązków, przy czym szeregowym zwykle nadawano za takie zasługi brązowy medal „Zasłużonym na Polu Chwały”, Krzyże zasługi rezerwując dla podoficerów i oficerów, jako odznaczenie wyższe, bardziej prestiżowe, choć oczywiście bywały od tej reguły wyjątki. Do końca 1944 nadano, według różnych źródeł, od 38 do 42 krzyży zasługi wszystkich klas. Oprócz np. sztabowców i tyłowców, Krzyżami zasługi nader chętnie odznaczano np. oficerów Głównego Zarządu Informacji WP, co prawdopodobnie było spowodowane kopiowaniem radzieckiej tendencji do odznaczania oficerów wywiadu i kontrwywiadu – jako nie biorących udziału w walce zbrojnej – odznaczeniami cywilnymi. Ogółem, do końca 1945r. nadano ponad 16 700 krzyży zasługi wszystkich klas, przy czym szacuje się, że ponad połowa tej liczby to odznaczenia dla wojskowych, w tym również dla oficerów delegowanych z Armii Czerwonej.

Zaświadczenie odznaczenia Brązowym Krzyżem Zasługi dla szer. Stanisława Witkowskiego, żołnierza służby medycznej 1AWP.

                W późniejszym okresie nadano sporo Krzyży Zasługi za organizowanie referendum i wyborów oraz za udział w spisach powszechnych. Choć brzmi to jak zasługi cywilne, większość odznaczonych stanowili żołnierze WP, WOP i KBW oraz funkcjonariusze MO i Urzędów Bezpieczeństwa, i to pomimo, że aż do 1946r. było to jedyne prócz Orderu Odrodzenia Polski odznaczenie cywilne. Pod koniec lat 40. Więcej cywilów zaczęło otrzymywać Krzyże Zasługi, co wiązało się z ponownym uruchamianiem przemysłu oraz nieusankcjonowanym prawnie nadawaniem odznaczenia za długoletnią pracę cywilną. Wciąż jednak nadawano je również wojskowym – głównie dowódcom za wyniki w szkoleniu, sukcesy dowodzonych jednostek, zasługi niebojowe i wybitną służbę. W tym okresie również zdarzyły się pierwsze nadania Złotego Krzyża Zasługi zakładom przemysłowym.

Dwa przykłady dokumentów do KZ dla tej samej osoby – wojskowy Brązowy KZ z 1946r. i cywilny Srebrny z 1959r.

                Krzyż początkowo nadawany był przez Prezydium KRN, następnie zaś przez Prezydenta RP.

                Warto jeszcze dodać, że tak jak w II Rzeczypospolitej, tak i  w czasie wojny i bezpośrednio po niej władze miały problem z nazewnictwem, stąd często używane w dokumentach (zwłaszcza w okresie wojny) określenie „Order Krzyża Zasługi”.

IV. Polska Rzeczpospolita Ludowa

                W początkowym okresie PRL (tj. 1952-1960) sytuacja Krzyża Zasługi wyglądała podobnie jak wcześniej – uchwalenie nowej konstytucji i zmiana nazwy państwa niewiele tu zmieniły, poza wymianą liter „RP” na „PRL” na odznace Krzyża i przeniesieniem prawa do nadawania na Radę Państwa. Da się jednak zauważyć pierwsze symptomy dewaluacji odznaczenia – Zdarzały się nadania za długoletnią pracę w zakładach przemysłowych kluczowych gałęzi przemysłu. Dopiero ustawa z 17. Lutego 1960r. rozpoczęła proces uporządkowania zasad nadawania krzyży. Według art. 8 tej ustawy, Krzyż Zasługi, dzielący się na 3 stopnie mógł być nadawany osobom zasłużonym „w pracy zawodowej lub działalności społecznej” oraz „przedsiębiorstwu, zakładowi, instytucji lub jednostce terytorialnej”, przy czym ustawa przewidywała, że dwukrotnie mógł być nadany tylko krzyż złoty i srebrny. Ustawa sygnalizowała też konieczność uporządkowania zasad nadawania odznaczenia za pracę w niektórych gałęziach przemysłu.

                Już 29. Lutego wyszła uchwała Rady Państwa w sprawie orderów i odznaczeń. Określiła ona wygląd odznaczeń oraz kolejność ich noszenia. I tak Złoty Krzyż Zasługi miał być noszony zaraz po orderach (co czyniło go najwyższym odznaczeniem „nieorderowym”), a przed Krzyżem Walecznych; srebrny – po Wielkopolskim Krzyżu Powstańczym a przed srebrnym medalem „Zasłużonym na Polu Chwały”, zaś brązowy – po srebrnym, a przed brązowym medalem „Zasłużonym na Polu Chwały”.

                Kolejnym ważnym aktem prawnym była tu uchwała Rady Państwa z 1. Lipca 1960r., określająca zasady nadawania odznaczeń za nieprzerwaną i wyróżniającą się pracę w kluczowych zakładach przemysłowych – w kopalniach, hutach i stoczniach. Górnikom pracującym pod ziemią w kopalniach „węgla, rud, kruszców, glin szlachetnych, magnezytów, gipsów i soli kamiennej  przyznawano Brązowy Krzyż Zasługi za 7 lat nieprzerwanej pracy, Srebrny – za 10, a Złoty – za 15. Za 20 i 25 lat pracy nadawano Order Sztandaru Pracy I i II klasy, z tymże o ile z tych ostatnich później się wycofano (w związku przysługującym za nie procentowym dodatkiem do emerytury – niemałej w przypadku górników), o tyle Krzyże Zasługi pozostawiono. Te same zasady nadawania uchwała przyznawała również pracownikom techniczno-inżynieryjnym zatrudnionym „w ruchu kopalń podziemnych” oraz robotnikom i pracownikom techniczno-inżynieryjnym odkrywkowych kopalni siarki. Z kolei robotnikom i pracownikom techniczno-inżynieryjnym hutnictwa żelaza, pracującym przy wielkich piecach, w stalowniach, walcowniach, młotowniach i prasowniach ustawa przyznawała prawo do odznaczeń za długoletnią i wyróżniającą pracę: Za 10 lat – Srebrny Krzyż Zasługi; za 15 lat – Złoty Krzyż Zasługi. Identycznie zasady nadawania Krzyży zasługi rozpisano dla robotników i pracowników inżynieryjno-technicznych stoczni morskich zatrudnionych w wydziałach  kadłubowych, maszynowych, wyposażeniowych. Uchwała ta zawierała jednak dwa „haczyki”.  Po pierwsze, okres pracy liczony był tylko od wyzwolenia, a po drugie osoba odznaczona za długoletnią wyróżniającą się pracę w przemyśle wcześniej analogicznym odznaczeniem nie miała prawa otrzymać odznaczenia po raz drugi, a trzeba wiedzieć, że przed 1960r. zdarzały się odznaczenia Brązowym Krzyżem Zasługi za 10 lat pracy – osoba odznaczona w ten sposób, nie mogła już liczyć na Srebrny Krzyż zasługi, mogła otrzymać dopiero złoty po kolejnych pięciu latach pracy.

                Niewątpliwie uchwała zadecydowała o tym, że górnicy i hutnicy stanowili większość odznaczonych Krzyżem Zasługi po 1960r. Taka masowość nadań przedłożyła się na spadek szacunku, jakim darzono Krzyże Zasługi.

Korespondencja pokazująca ciekawe kulisy nadawania odznaczeń porzez organizacje społeczne w PRL

                W dalszym ciągu jednak nadawano je za osiągnięcia Sportowcom, pracownikom naukowym czy wojskowym. Najprostszym jednak, prócz pracy w kluczowych gałęziach gospodarki, sposobem na uzyskanie Krzyża Zasługi było wieloletnie i aktywne członkostwo w organizacjach społecznych – oprócz bardziej oczywistych, jak partie polityczne, również w tych mniej znanych  – LOK, ZBoWiD, PCK czy nawet ZHP. W załączeniu zobaczyć można przykłady wniosków tego typu – dla aktywnych działaczy Towarzystwa Wiedzy Powszechnej. Tak jak przed wojną, tak i w przypadku wielu powojennych cywilnych wniosków odznaczeniowych „za całokształt” trudno stwierdzić za co konkretnie nadano odznaczenie.

Wniosek na Srebrny KZ dla Alicji Kłos – działaczki TWP
Wniosek na złoty KZ dla mgr Władysława Budzińskiego – również TWP.
Wniosek na Złoty KZ dla dr Józefa Cubały

                Jakkolwiek przez cały okres powojenny odznaczenie Krzyżem Zasługi nie dawało żadnych realnych przywilejów, to jednak dopiero od połowy lat 60. – wraz z masowymi nadaniami za pracę w przemyśle prestiż Krzyża Zasługi zmalał do tego stopnia, że dziś peerelowskie krzyże można kupić za kilka – kilkanaście złotych. Dość powiedzieć, że w całym okresie 1944-1992 nadano 3 541 694 Krzyży Zasługi wszystkich stopni.

V. III Rzeczpospolita

                Obecne zasady nadawania Krzyża Zasługi określa ustawa z 16. października 1992r., która wbrew deklaracjom stanowiła tylko luźne nawiązanie do zasad przedwojennych. Nadawany jest przez Prezydenta RP osobom, które wniosły szczególne zasługi dla Państwa Polskiego lub jego obywateli wykraczając poza zakres obowiązków a także osobom zasłużonym w działalności publicznej lub charytatywnej. Krzyż w każdym stopniu może być nadany dwukrotnie, przy czym między dwoma nadaniami powinny upłynąć minimum trzy lata (wyjątki dopuszczalne są w uzasadnionych przypadkach). Nie wrócono do przedwojennego podziału na dostępność poszczególnych stopni dla konkretnych stanowisk służbowych bądź rang, nie przywrócono także żadnych przywilejów.  Zdecydowanie jednak ograniczono liczbę nadań (według ostatnich danych, liczba Krzyży Zasługi nadanych od 1992r. nie przekroczyła 300 000 sztuk. Wszystko to wskazuje na próby przywrócenia odznaczeniu statusu, jakim cieszyło się w latach 20., nie wydaje się jednak, żeby Krzyż Zasługi był nagrodą szczególnie pożądaną.

Warto wspomnieć, że tą samą ustawą do systemu odznaczeń III RP wprowadzono również Krzyż Zasługi z Mieczami.

Krzyż Zasługi a rekonstrukcja drugowojenna

                Kończąc historię Krzyża Zasługi warto odnieść się do wykorzystania odznaczenia w rekonstrukcji. Kilkukrotnie zdarzyło mi się np. widzieć osoby odtwarzające podoficerów i szeregowych WP z jesieni 1939r. ze Złotym lub Srebrnym Krzyżem Zasługi na piersi. O ile tak sytuacja nie jest całkowicie wykluczona, to jednak jest bardzo mało prawdopodobna, nawet przy założeniu że to odznaczenie za zasługi w pracy cywilnej – urzędnik państwowy szczebla odpowiednio wysokiego, by otrzymać Złoty Krzyż Zasługi albo posiadałby już stopień oficerski, albo w ogóle nie zostałby zmobilizowany w 1939r. Jeśli nawet rekonstruktor jako osoba prywatna takie odznaczenie uzyskał, na potrzeby rekonstrukcji powinien zrezygnować z jego noszenia lub zastąpić je trzecim stopniem, tj. Brązowym Krzyżem Zasługi, bardziej przystającym do stopnia wojskowego odtwarzanej postaci.

                Podobnie sytuacja wygląda z Wojskiem Polskim na Wschodzie i wczesnopowojennymi formacjami wojskowymi (WP, WW/KBW, WOP, MO, etc.) – o ile rekonstruktorzy 1/2AWP chętniej obwieszają się typowo bojowymi odznaczeniami, o tyle na rekonstrukcjach typu „Rozbicie PUBP” zdarzają się postaci z krzyżami w zaskakująco wysokich klasach lub, co gorsza, z krzyżami z literami „PRL”. Drugi przypadek razi, bo niestety na tego typu imprezach odległość od widzów jest zwykle niewielka, więc takie rzeczy widać na zdjęciach. W pierwszym przypadku sytuacja jest analogiczna jak przy rekonstrukcji formacji 2RP – w pierwszych latach powojennych raczej kierowano się przedwojennymi zasadami nadawania i żaden żołnierz/funkcjonariusz poniżej stopnia podpułkownika raczej Złotego Krzyża Zasługi mieć nie mógł (a pamiętajmy że komendant powiatowego UBP rzadko miał stopień wyższy niż porucznik.

                Jeśli zaś chodzi o PSZ na Zachodzie i formacje partyzanckie wierne Rządowi na Uchodźstwie, to podkreślić trzeba, że wojskowym nadawano raczej Krzyże Zasługi z Mieczami. Zatem żołnierz Polskich Sił Zbrojnych mógłby paradować z baretką takiego krzyża, pozostaje jednak mały „haczyk” – taki żołnierz mógłby być np. szoferem, ale raczej już nie zwykłym piechurem. Z kolei w AK najwyraźniej Krzyże Zasługi z Mieczami przyznawano w dużych ilościach, jednak nie było raczej zbyt wielu partyzantów, którzy w czasie wojny posiadali takowe, nawet jeżeli otrzymali odpowiednie dokumenty poświadczające nadanie.

                Tak jak zawsze w przypadku wykorzystywania odznaczeń w rekonstrukcji polecam wierność zasadzie: nie więcej niż potrzeba. Żołnierz, czy nawet oficer linowy nieposiadający żadnych odznaczeń nie był czasie wojny niczym niezwykłym. Przeciwnie, był znacznie częstszym widokiem niż żołnierze obwieszeni medalami jak choinki.

*Krytyków od razu informuję, że to jedna z dopuszczalnych form zapisu tego nazwiska.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

In this article the author describes the history of a Polish Award – Cross of Merit from it’s estblishement to the modern times, showing the examples of award-related documents from his archive. The text also discusses in short the use of the award (replicas) in re-enactment.

Książeczka Wojskowa w 1AWP – chronologia

Poniższy tekst został pierwotnie opublikowany na portalu www.dobroni.pl w marcu 2014r. Od tego czasu jednak kilka postawionych w nim tez udało się zweryfikować, co znalazło odzwierciedlenie w naniesionych poprawkach . Dlatego też tekst ten nieznacznie różni się od oryginalnego.

W poprzednich artykułach prezentowałem różne wzory dokumentów identyfikacyjnych stosowanych w 1 i 2 AWP. Niniejszy artykuł można potraktować jako podsumowanie tematu i próbę ustalenia chronologii stosowania poszczególnych wzorów książeczek wojskowych wydawanych żołnierzom Odrodzonego Wojska Polskiego.

Dokumenty najdawniejsze


Dowód osobisty żołnierza 1pp – strona po polsku. 

To samo – strona po rosyjsku.  

Najdawniejszymi dokumentami były „dowody osobiste” – drukowane dwustronnie (po polsku i rosyjsku) na kartoniku, lub sporządzane na maszynie do pisania na zwykłym papierze. Przykład zastępczego dowodu można obejrzeć w poprzednim artykule, zaś zdjęcie oryginału dwujęzycznego na kartoniku przesłał po raz kolejny niezawodny użytkownik Kirej. Dodatkowo udało mi się uzyskać egzemplarz takiego dokumentu należący do żołnierza 1DP. Dokumenty te najprawdopodobniej wydawano rekrutom zaraz po przybyciu do jednostek. Tymczasem najstarsze znane książeczki pokazanego w poprzednim artykule „pierwszego wzoru” – czterostronicowe – pochodzą z 1944r. – co więcej, mają one wyraźne oznaczenie „1-sza Armia Polska”, co wskazuje na ich powstanie dopiero po powołaniu do życia 1AP w marcu 1944r. Wszystko więc wskazuje, ze pierwszym dokumentem były dwustronne „dowody osobiste”. Problem w tym, że dokumentów tych szybko zaczęło brakować. Dowodem na to jest nie tylko pokazany w poprzednim artykule dokument tymczasowy, ale też pewna sytuacja wspomniana w „Początek drogi. Lenino” Alojzego Srogi. Nie mogłem znaleźć dokumentu opisanego przezeń typu, ale ponownie, skan ciekawego dokumentu przesłał użytkownik Kirej – jest to ni mniej, ni więcej, tylko „Krasnoarmiejskaja Kniżka” wypełniona po polsku dla podoficera 1pp we wrześniu 1943. Trudno powiedzieć jak bardzo powszechna była praktyka wydawania radzieckich książeczek wojskowych żołnierzom jednostek 1DP – w literaturze i wspomnieniach nie ma na ten temat zbyt wiele (jedyna znana mi wzmianka pochodzi z książki Srogi), i w sumie nic dziwnego – w latach PRL raczej by to pominięto ze względu na możliwy negatywny wydźwięk propagandowy (choć przyczyny stosowania tych dokumentów były raczej praktyczne niż traktowanie polskich jednostek jako integralnej części Armii Czerwonej), a obecnie tematem mało kto się zajmuje. Przypuszczam jednak, że początkowo było to dość powszechną praktyką – książeczki radzieckie wydawano tym żołnierzom, dla których zabrakło właściwych dokumentów. Oznacza to, że pierwszym wzorem dokumentu osobistego żołnierza w 1 AWP były na równi dwustronny „dowód osobisty i radziecka „krasnoarmiejskaja kniżka” wypełniona po polsku, wydawana żołnierzom prawdopodobnie od późnego lata 1943r. Tym samym czterostronicowa książeczka wojskowa zaprezentowana w poprzednim artykule jest wzorem drugim.


Pierwsze strony – jak widać wszystko wypełnione po polsku. 

Czterostronicowa książeczka wojskowa

Książeczka czterostronicowa Józefa Masiuka z 14pp – zdjęcie z archiwum allegro

                Przyjmując hipotezę przedstawioną na koniec powyższego wywodu za słuszną, czterostronicową książeczkę musimy uznać za wzór drugi. Najwcześniej datowane egzemplarze pochodzą z lata 1944r. Choć np. książeczka plutonowego Rawskiego dotyczy żołnierza 2pp, to jednak data dziwnie zbiega się z okresem formowania kolejnych jednostek Wojska Polskiego na Wschodzie. Jeśli zatem do tego czasu jednym z obowiązujących wzorów dokumentu osobistego był dokument radziecki, to wkroczenie na terytoria zamieszkane przez ludność polską w większości nieufną wobec ZSRR (tj. dawne Kresy Wschodnie) byłoby dobrym momentem na zmianę dokumentu na polski (wielu polaków zapewne zniechęcałby dokument mogący sugerować, że wstępują do Armii Czerwonej). Możemy zatem przyjąć, że ów drugi wzór – książeczka czterostronicowa w języku polskim – wszedł do użytku wiosną lub latem 1944r. – zapewne w marcu-lipcu, gdyż od końca lipca funkcjonowała już nazwa 1 Armia Wojska Polskiego zamiast 1 Armii Polskiej. Problem jednak w tym, że dwa znane mi egzemplarze takiej książeczki wydane żołnierzom 14 pp (a więc jednostki formowanej od lipca 1944r.) – plutonowemu Franciszkowi Jasińskiemu oraz kapralowi Józefowi Masiukowi noszą datę 2.02.1945 – a więc już po sforsowaniu przez 6DP Wisły! Fakt, że dwie książeczki z tego samego pułku zostały tego samego dnia wydane różnym podoficerom – działonowemu z plutonu dział 45mm 1 batalionu 14pp, oraz szefowi kompanii rusznic przeciwpancernych w 14pp – trudno uznać za przypadek. Mamy tu raczej do czynienia z datą wydania książeczek wszystkim żołnierzom pułku – prawdopodobnie po raz pierwszy, co sugeruje, że do lutego 1945r. żołnierze ci nie mieli stałych dokumentów tożsamości, wcześniej posługując się jakiegoś rodzaju dokumentem zastępczym (być może również wspomnianym wcześniej dowodem osobistym, wobec jednak braku takich dokumentów dla żołnierzy spoza 1DP uważam to za mało prawdopodobne).

Trudno ocenić do kiedy obowiązywał ten wzór książeczki wojskowej – żołnierze 14pp o których wspominałem, prawdopodobnie nie otrzymali w czasie wojny książeczki innego wzoru, toteż możemy uznać, ze w przypadku gdy książeczka nie uległa zniszczeniu, stosowana była co najmniej do 9.05.1945r., a zapewne nawet dłużej. Co ciekawe, najwyraźniej w niektórych jednostkach uważano tą wersję za obowiązującą jeszcze długo po wprowadzeniu nowych wzorów, nawet gdy nie było już blankietów – udało mi się zdobyć zastępczą wersję takiej książeczki wykonaną na maszynie do pisania wydaną telefonistce z jednostki 65504D (jeśli ktoś wie jaka jednostka kryje się pod tym numerem, to proszę o informację) 5.07.1945r., a więc dwa miesiące po zakończeniu wojny!

Zastępczy dokument wzorowany na książeczce czterostronicowej z lipca 1945r. (!) Dla starszej szeregowej Heleny Kosowskiej.

Książeczka „toruńska”

                Tymczasem jednak pojawiła się książeczka wojskowa wzorowana na „Krasnoarmiejskoj Kniżkie”. To co wiadomo z całą pewnością, to fakt, że dokumenty tego wzoru drukowano w Toruniu. Żadnej daty zamówienia, żadnych danych pozwalających określić datę przyjęcia wzoru. Jak wiadomo, Toruń został zajęty przez Armię Czerwoną bez większych walk 1 lutego 1945r., zatem uruchomienie drukarni na potrzeby WP mogło nastąpić dość szybko – być może już w tym samym miesiącu. Opracowanie nowego wzoru książeczki, przesłanie go do Torunia, przygotowanie do druku musiało jednak trochę potrwać. Podobnie jak dostarczenie gotowych blankietów do jednostek. Należy zatem uznać, że daty wpisane do znanych egzemplarzy książeczek – z kwietnia 1945r. – odpowiadają momentowi wprowadzenia tej wersji do użytku, zwłaszcza że oba znane egzemplarze pochodzą z różnych jednostek: 3BP i 6pp.

Przykład takiej ksiażeczki obejrzeć można w drugim artykule cyklu.

Wzór ten z całą pewnością był w użyciu jeszcze w maju 1945r. Trudno powiedzieć kiedy konkretnie został wycofany.

„Czwarty wzór”

                Aby zamieszać jeszcze bardziej – na koniec omówię jeszcze jeden wzór książeczki. Skany takiego dokumentu, wystawionego w szpitalu ewakuacyjnym w sierpniu 1945r. przesłał mi użytkownik Kirej – zobaczyć je można w poprzednim artykule. Książeczka przypomina trochę książeczkę radziecką, a trochę przedwojenną polską. Można by sądzić, że wzór ten wprowadzono dopiero po wojnie – wszak funkcjonowały już dwa wzory, w tym jeden przyjęty najwyżej 3 miesiące przed zakończeniem wojny. Ale sprawa nie jest tak oczywista.

Otóż w ubiegłym roku w moje ręce trafiła książeczka tego wzoru, wystawiona na starszego sierżanta radiotelegrafistę Borysa Werteleckiego (pomimo dziwnej zbitki imienia Borys i imienia ojca Nikita oraz wcześniejszej służby w Armii Czerwonej, prawdopodobnie Polaka – niestety, książeczka nie zawiera już rubryki „narodowość”) z oddziału łączności Polskiego Sztabu Partyzanckiego… 14.03.1945r. Może to oznaczać, że ten wzór książeczki wszedł do użytku równolegle z „toruńskim”. Niestety, brak jakiejkolwiek informacji o miejscu drukowania tych dokumentów uniemożliwia doprecyzowanie daty wprowadzenia. W posiadanym przeze mnie egzemplarzu brak także informacji pozwalającej określić kiedy właściciel przestał używać tego dokumentu, jednak w egzemplarzu od użytkownika Kirej znajduje się adnotacja Wojenkomatu o przyjęciu na ewidencję i wydaniu legitymacji wojskowej (a zatem o demobilizacji) z kwietnia 1946r., co pozwala stwierdzić, że również ten wzór używany był przez jakiś czas po wojnie.

Podsumowanie

Powyższe datowanie, jakkolwiek opiera się na nader skromnym materiale źródłowym i domysłach autora, pozwala wyciągnąć pewne wnioski, które mogą okazać się użyteczne dla rekonstruktorów. Proponuję zatem (bynajmniej nie jako jedynie słuszną i obowiązującą wersję!) przyjęcie takich założeń w kwestii dokumentów używanych w zależności od odtwarzanego  okresu:

1.Sielce nad Oką – formowanie i szkolenie pierwszych jednostek WP na Wschodzie – dowód osobisty dwustronny lub zastępczy;

2.Bitwa pod Lenino i dalszy ciąg działań 1 Korpusu, aż do wiosny-lata 1944r. – dowód osobisty lub „Krasnoarmiejskaja Kniżka” wypełniona po polsku;

3.Wiosna-Lato 1944r. aż do końca wojny – książeczka „czterostronicowa”

4.Wiosna 1945r. do końca Wojny (zwłaszcza dla późno formowanych jednostek) – książeczka „toruńska”, lub (zwłaszcza dla jednostek tyłowych i uzupełnień) – książeczka „czwartego wzoru”.

Na zakończenie chciałbym ponownie podziękować koledze Kirej za wynajdowanie materiałów które w jednej chwili potrafią obalić cierpliwie konstruowane teorie.

Jak zawsze, jeżeli czytelnik dostrzeże w tekście błąd, nieścisłość, albo dysponuje informacjami – albo nawet lepiej – materiałami źródłowymi pozwalającymi uzupełnić, wesprzeć, zmodyfikować lub obalić chronologię zawartą w tym artykule – proszę o kontakt na adres mailowy (al_muell@wp.pl), PW lub komentarz pod artykułem.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

This article discusses the chronology of the personal documents of the EM and NCOs of the Polish Army in the East and shows examples of the most of them.

Polskie Ordery i Odznaczenia tom I – recenzja

                Nie da się ukryć, że kolekcjonerzy polskich odznaczeń cierpią na brak dobrych opracowań, które pozwoliłyby nie tylko rozpoznać rodzaj odznaczenia, ale także określić jego producenta i okres wykonania, czy wykluczyć podróbki. Tym bardziej więc dziwi fakt, że wydana w 2008 roku praca Wojciecha Steli „Polskie Ordery i Odznaczenia” przeszła praktycznie bez echa. Właściwie pierwszy raz o istnieniu tego dzieła usłyszałem w ubiegłym roku od kolekcjonera z USA. Szukając książki, udało mi się ustalić tytuł i autora oraz możliwości nabycia, ale nie znalazłem praktycznie żadnych recenzji ani uwag na jej temat. Ponieważ jednak potrzeba nabycia dobrego opracowania na temat odznaczeń nadawanych żołnierzom 1 i 2 Armii Wojska Polskiego wydała mi się pilniejsza niż poszerzanie kolekcji, w ubiegłym miesiącu zdecydowałem się nabyć pierwszy tom książki, obejmujący lata 1943-1946.

                Pierwszą rzeczą, która mnie zaskoczyła po odebraniu przesyłki był jej niewielki rozmiar. Po zdjęciach spodziewałem się wydania w formacie A4, tymczasem książka ma format niewiele większy od A5. Bynajmniej nie jest to jednak wada – wraz z twardą oprawą i dobrym papierem, ten „raportówkowy” format czyni książkę idealnym podręcznikiem, który można zabrać np. na giełdę lub zlot – nie tylko mieści się do torby podręcznej, ale ponadto odporna jest na uszkodzenia mechaniczne. Pozytywne pierwsze wrażenie potęguje piękna szata graficzna – okładka jest ładnie zaprojektowana i przyciąga wzrok, dalej jest jeszcze lepiej – książka pełna jest dużych i wyraźnych zdjęć. Dodatkowym atutem, widocznym także na pierwszy rzut oka, jest fakt, że książka ma tekst przetłumaczony od razu na angielski, rosyjski i niemiecki. Wrażenie może zepsuć nieco błąd ortograficzny na okładce, ale dość trudno go wypatrzeć. Tyle jeżeli chodzi o pierwsze wrażenie. Przyjrzyjmy się teraz bliżej zawartości książki.

Tekstu w książce jest mało. Trudno to uznać za wadę, osobiście odniosłem wrażenie, ze jest go akurat tyle ile trzeba i ani odrobinę więcej. W czytaniu przeszkadzać może nieco mała czcionka, jest to jednak zabieg zrozumiały – dzięki temu książka zachowuje stosunkowo niewielką objętość przy dużej ilości materiału ikonograficznego. Niestety, problemem, który szybko rzuca się w oczy jest brak korekty – w tekście polskim roi się od literówek i niestety nie wszystkie ujęte są w dołączonej do książki erracie – obejmuje ona tylko poważne błędy, głównie dotyczące opisów odznaczeń lub zdjęć. Z kolei tekst angielski jest bardzo poprawny, wolny od błędów. Oceny tekstu rosyjskiego się nie podejmę – mogę tylko powiedzieć, że dla mnie, osoby, która w żadnym razie nie mówi płynnie po rosyjsku, za to bardzo dużo w tym języku czyta, jest on w pełni zrozumiały. Biorąc to pod uwagę, oraz własną – marną – znajomość języka niemieckiego zakładam, że tłumaczenia na ten język jest równie dobre jak na angielski. Niestety, wielojęzyczność książki kończy się przy opisach zdjęć i skanów dokumentów – te występują jedynie po polsku, toteż dla obcokrajowców nieznających dobrze polskiego (ew. rosyjskiego, gdyż jak łatwo się domyślić, wiele przytoczonych dokumentów sporządzonych zostało w tym właśnie języku) może to obniżyć wartość książki. Z drugiej jednak strony – opisy te nie są zbyt długie i powinny być proste do przetłumaczenia z pomocą słownika.

W częściach tekstu dotyczących historii znaleźć można parę „skrótów myślowych”, które w efekcie pozwalają na wysnucie nie do końca prawdziwych wniosków (np. kwestia ostatecznego ustalenia granic Polski w Jałcie), jednak raczej nikogo nie skłoni do sięgnięcia po tę książkę chęć poznania polskiej historii – poważni kolekcjonerzy polskich odznaczeń (a inni raczej po tę pracę nie sięgną) w większości należą do ludzi oczytanych.

Mnie osobiście szczególnie uderzyły w tekście trzy rzeczy:

1.Brak konsekwencji w niektórych spisach – np. w spisach odznaczonych część odznaczonych wymieniona jest najpierw z imienia a później z nazwiska, część odwrotnie; brakuje także konsekwencji w nazewnictwie odznaczeń obcych (np. pisanie raz o „odznace bohatera ZSRR” innym razem o medalu lub po prostu o „złotej gwieździe”, czy też brak informacji o odznaczeniach, które widać np. na zamieszczonych obok zdjęciach);

2.Pisownia nazwisk obcych – nie zawsze konsekwentna. Zwraca też uwagę co innego – o ile nie dziwi umieszczenie przy nazwisku marsz. Żymierskiego w nawiasie nazwiska Łyżwiński – wszak nie była to zmiana nazwiska dokonana w jakikolwiek oficjalny sposób – o tyle dziwi umieszczenie przy nazwisku gen. Popławskiego informacji, jakoby nazywał się on Siergiej Fiodorowicz Gorochow – kwestia jego podwójnej tożsamości, oparta na jednym, źle podpisanym zdjęciu i materiale wspomnieniowym została już dość dawno wyjaśniona ponad wszelką wątpliwość (obecnie zresztą każdy, kto ma dostęp do Internetu i zna choć trochę rosyjski może samemu znaleźć dowody na to, że Popławski jednak Gorochowem nie był);

3.Zdziwienie autora na fakt nazywania Krzyża Zasługi orderem – faktycznie, można spierać się co do poprawności takiego określenia, jednak nawet przed wojną w niektórych dokumentach oficjalnych znaleźć można określenie „order krzyża zasługi”.

Zdjęcia i skany

Ogromnym atutem książki, zwłaszcza dla mnie, jako wielbiciela wszelkich papierów, jest duża ilość dokumentów, które obejrzeć można w książce. Rozmaite wzory dokumentów od odznaczeń (zwłaszcza dokumentów tymczasowych, wzorów, o których istnieniu wcześniej nie miałem pojęcia), czy podziękowań, a nawet wnioski odznaczeniowe czy choćby wzory podpisów dowództwa czynią dla mnie osobiście to opracowanie wartym każdej wydanej złotówki.  Dla każdego kolekcjonera odznaczeń bezcenne będą zwłaszcza opisy techniczne odznaczeń sporządzone w radzieckich mennicach.  Tropicieli ciekawostek historycznych zainteresuje np. przytoczona korespondencja w sprawie Krzyża Walecznych st. wachmistrza Wincentego Tabora (wypożyczonego jako wzór dla wykonania nowych przez mennice radzieckie). Jednak najważniejsze z punktu widzenia tematu tej pracy są zdjęcia samych odznaczeń. I tutaj autor nie zawiódł – w książce pokazane są wyraźne zdjęcia awersów i rewersów poszczególnych odmian odznaczeń, wraz z powiększeniem cech charakterystycznych danej odmiany. Również towarzyszące zdjęciom opisy odznaczeń, przedstawione w czytelnej formie skrótowej zawierają wszystkie najważniejsze informacje.

Świetnym uzupełnieniem są również zdjęcia odznaczonych, prezentujące konkretne ordery i medale noszone w epoce przez żołnierzy Wojska Polskiego i Armii Czerwonej. Tu jednak mnie osobiście uderzył pewien fakt – o ile zdjęcia wyższych dowódców są zwykle opisane dość dokładnie, o tyle zdjęcia większości oficerów, podoficerów i szeregowych już nie. Rozumiem, że sporo zdjęć typu „koledzy z wojska” może nie być wcale opisana lub podpisana tak nieczytelnie, że nazwisko osób przedstawionych staje się niemożliwym do odczytania, jednak większość zdjęć oficerów radzieckich wygląda na oficjalne zdjęcia z archiwów, a zatem powinny być podpisane na odwrocie. Osobiście jako osoba zainteresowana nadaniami polskich odznaczeń oficerom radzieckim chętnie poznałbym nazwiska osób przedstawionych na tych zdjęciach.

                Ogólnie rzecz biorąc, gdybym miał wystawić książce ocenę, to byłoby to 5+. Autor wykonał ogrom pracy przy gromadzeniu materiałów do tej książki i choćby za to należy mu się najwyższe uznanie. Także układ książki jest czytelny i ułatwia szybkie znalezienie potrzebnej informacji, a niewielkie rozmiary wpływają dodatnio użyteczność książki. Ogólne wrażenie mogą nieco psuć zamieszczone w książce reklamy, jednak należy je wybaczyć – wszak dzięki nim książka nie jest jeszcze droższa, a jakby nie spojrzeć, wszystkie związane są jakoś z tematyką odznaczeń. Myślę że cena – 120zł nie jest zbyt wygórowana jak na takie opracowanie. Z całą pewnością, gdy sytuacja finansowa pozwoli, sięgnę po tom drugi. Zakup książki polecam wszystkim poważnie myślącym o kolekcjonowaniu polskich odznaczeń – to bezapelacyjnie lektura obowiązkowa.

Wojciech Stela, Polskie Ordery i Odznaczenia, Tom I, Warszawa 2008r.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

The text conains a review of book on Polish orders and decorations 1943-1946 published in 2008 by Wojciech Stela. The book is trilingual, with text in Polish, English and Russian and can be used as a great handbook for award collectors, showing known variations of each of the awards as well as details that allow for distinguishing between them. The book also contains a lot of additional material.

Wspomnienia pułkownika Swietłakowa 1889 – 1928


Iwan Swietłakow z kolegą z wojska(?) ok. lata 30. 

Niniejszy artykuł stanowi uzupełnienie wspomnień pułkownika Wojsk Wewnętrznych I. I. Swietłakowa zamieszczonych wcześniej. Jest to krótka ‘autobiografia’ jego ojca, Iwana Swietłakowa spisana prawdopodobnie w 1928r. na potrzeby jakiejś instytucji, prawdopodobnie Jednostek Ochrony Kolei, być może jako umotywowanie prośby o przyznanie renty lub po prostu jako pisany okresowo życiorys do akt.
Niniejszy tekst źródłowy zainteresować może osoby zainteresowane armią rosyjską z okresu pierwszej wojny światowej (mamy tu bowiem przykład ‘oficera z przypadku’), jak i armią czerwoną okresu wojny domowej. Stanowi on także dło dla wspomnień Iwana Swietłakowa młodszego – może wyjaśnić dlaczego trafił on akurat do Wojsk NKWD.
W tekście starałem sie zachować oryginalny układ zdań unikając jednocześnie kalek językowych. Na ile się to udało, zostawiam ocenie czytelników.

Za wszelkie uwagi odnośnie tego tekstu, jak również wszelkie korekty (zwłaszcza rozszyfrowanie skrótów) będę wdzięczny.
Tymczasem zapraszam do lektury.

Życiorys

                Urodziłem się w 1889 roku, we wsi Mordowka, Włość Kożyńska, Orłowski (Chałturinski) Ujezd, Wiatska Gubernia, żyłem w rodzinie ojca, która wchodziła w skład rodziny dziadka Swietłakowa Wasilija. Uczyłem się w szkole powszechnej, potem w dwuklasowej szkole MNN [Skrótu nie udało się rozszyfrować]. Na tym zakończyła się moja edukacja. W 1907r. w lutym rodzina dziadka podzieliła się na trzy domy. Rodzina ojca składała się wówczas z14 ludzi, a w całej rodzinie dziadka było 24 osoby. Ojcu, zgodnie z ówczesną tradycją nadano trzecią część majątku i ziemi, związku z czym dla rodziny brakowało. Wspólne życie w domu stało się niemożliwe. Starszy brat postanowił jechać na Syberię, ja zdecydowałem się jechać z nim. Miałem wówczas 16 lat [coś się te rachuby nie zgadzają]. Uzyskawszy dokumenty przesiedleńcze, wyjechaliśmy do miasta Czita [miasto w południowej Syberii, w obecnym Kraju Zabajkalskim], gdzie postanowiliśmy podjąć pracę. Początkowo chcieliśmy zatrudnić się na kolei, ale po tym jak tłumy bezrobotnych zostały przez kozaków batami przyszło nam szukać pracy w mieście. (W tym czasie w Czitcie była reakcja po stłumieniu rewolucji 1905r.) Brat szybko znalazł mi pracę piekarni Greka Iosifidi, Gdzie przepracowałem trzy miesiące, po czym zachorowałem z przepracowania. Brat zatrudnił się jako woźnica u kupca Korotkowa. [Ja] Po wyzdrowieniu zostałem pomocnikiem piekarza u Popandopullo na Piesczance, gdzie pracowałem do 1910r. do października. Pracowałem rok na Amurskiej stacji kolejowej Buszule u tego samego gospodarza, a potem wróciłem w rodzinne strony w związku z wezwaniem do służby wojskowej. Nie zostałem wcielony do armii, potraktowano mnie ulgowo, ożeniłem się, przeżyłem dwa miesiące i znów pojechałem do Czity. Zimą 1911r. pracowałem u Popandopullo, a latem 1911 roku – na stacji Kruczina u dostawcy Woropajewa w piekarni i jeden miesiąc jako brygadzista od robót ziemnych na budowie drugiej linii Kolei Zabajkalskiej. Zimą 1912 i 1913 roku pracowałem w piekarni na kwaterach zimowych w okolicach Piesczanki z bratem Grigorijem. Latem 1913r. pracowałem w piekarni Jerancewa na przystani Paszkowo nad Amurem.Jesienią 1912 i w 1913r. w Czitie odbywały się ćwiczenia rezerwy. Latem 1914r. pracowałem z żoną w piekarni przy kopalni złota braci Szumowów, 70 wiorst od Czity wzdłuż rzeki Krucziny.

                Zaczęła się imperialistyczna wojna, jesienią w listopadzie zakończyłem pracę w kopalni i celem uniknięcia mobilizacji wyjechałem do Amurskiej Obłasti, na stację Magdagacz, gdze zatrudniłem się w piekarni Taneko i Popandopullo, pracowałem do września 1915r. We wrześniu zostałem zmobilizowany przez Błagowieszczańskiego Naczelnika Wojskowego, wysłany do miasta Krasnojarska do 15 batalionu zapasowego, 4 kompanii, bracia Stiepan i Grigorij z rodzinami mieszkali przy stacji Urusza Kolei Amurskiej, zostali zmobilizowani w 1914r., a brat Michaił mieszkał w domu, zmobilizowany w 1914r., został wysłany na front, gdzie poległ pod Krakowem. Gdy zostałem zmobilizowany, moja rodzina i rodziny braci pojechali do ojca, na którego utrzymaniu była rodzina trzynaściorga dzieci i sześciorga dorosłych. Od tego czasu ojciec zaczął handlować. Jeszcze pracując w kopalni zacząłem samokształcenie, mając zamiar zdać egzamin na kurs maturalny i wstąpić do szkoły medycznej. Gdy zostałem wezwany do służby wojskowej, nie zakończyłem jeszcze pełnych przygotowań, poszedłem na egzamin, zdałem za cztery klasy szkoły realnej w Krasnojarsku. Do szkoły medyków dostać się nie udało, a zostałem skierowany do drużyny szkolnej, gdzie uczyłem się 7 miesięcy, a następnie wiosną 1916 roku zostałem odkomenderowany, jako mający wykształcenie, do trzeciej Irkuckiej Szkoły Chorążych, którą ukończyłem we wrześniu, skierowany zostałem do 35 Pułku Piechoty do miasta Tiumień do P-ej kompanii [karabinów maszynowych?], a przez półtora miesiąca byłem oddany do dyspozycji Tiumieńskiego Naczelnika Wojskowego celem przeprowadzenia mobilizacji koni, otrzymałem tam stanowisko dowódcy oddziału rezerw końskich do kwietnia.

                Wkwietniu 1916 roku zostałem skierowany do służby frontowej do 606 Ałykskiego Pułku, a potem służyłem w 184 Warszawskim Pułku, gdzie zajmowałem stanowisko zastępcy dowódcy kompani. Zdemobilizowany zostałem w styczniu 1918r. W starej armii miałem ostatni stopień „podporucznik”. W Rewolucji Październikowej brałem udział w Komitecie Pułkowym, byłem oddelegowany na zjazd 25 Korpusu Piechoty (w majątku Bolszoj Aleksiniec w Guberni Wołyńskiej). Ten zjazd postanowił uznać władzę Rad. Koniec zimy i lato 1918 żyłem w rodzinie ojca, gdzie wówczas mieszkała moja żona. W maju zostałem wezwany przez Kożyński Komisariat Wojskowy, który zaproponował mi dobrowolne przeprowadzenie kontroli objętych obowiązkiem służby wojskowej w Kożyńskiej Włości, na co przystałem. Pracowałem dla Komisariatu całe lato i jesień, do grudnia.

                [Mój] Brat Grigorij pracował wówczas w Kożyńskim Komisariacie jako urzędnik.

                10 listopada zostałem zmobilizowany do RKKA, ale zostałem zwolniony do odwołania, ażeby dokończyć wojskowe przeszkolenie młodzieży. W styczniu 1919 roku zostałem wyznaczony na naczelnika łączności w 89 pułku piechoty [Późniejszy 1 Kalewalski Oddział Pograniczny NKWD, od 1.03.1922r. stacjonował na granicy z Finlandią; niestety, nie udało mi się dowiedzieć nic na temat udziału tegoż pułku, ani 29 Brygady piechoty, do której należał, w Wojnie Domowej], w tym też pułku spędziłem całą Wojnę Domową do maja 1922r. Kiedy służyłem w RKKA w 1918r., rodzina ojca podzieliła się na 3 gospodarstwa: starszy brat Stiepan wybudował dom i wyprowadził się ze swoją rodziną. Ja znalazłem się w rodzinie brata Grigorija, który wówczas służył w Komisariacie, wybudować się nie mógł, więc jego i moja żona z dziećmi mieszkały w domu [mojego] ojca. Później mojego brata wezwano na służbę w RKKA, gdzie poległ w bojach z Kołczakiem.

                Wiosną 1922r. przybyłem do domu na urlop zdrowotny w towarzystwie wyznaczonego przez pułk czerwonoarmisty. W naszej miejscowości był wówczas głód. Całe lato mieszkałem w domu ojca, dwa razy jeździłem na komisję do miasta Wiatki i jesienią zostałem zdemobilizowany ze względu na wiek, uzyskałem dla siebie i rodziny dokumenty wyjazdowe do miasta Czita, ale wyjechać do Czity się nie udało, gdyż w Czicie w tym czasie była DWR [Republika Dalekiego Wschodu, państwo buforowe między RSFSR a terenami okupowanymi przez Japończyków, Czita byłą jego drugą stolicą]. Konieczne byłoby zdobycie przepustki, za którą trzeba było by zapłacić po 5 rubli w złocie za każdego członka rodziny. Nie miałem wówczas pieniędzy, nie wyjechaliśmy. Mieszkałem na wsi do września 1926r., pracowałem w gospodarstwie wiejskim: ciąłem listwy, stawiałem piece, pełniłem różne funkcjie w Zasiżemskiej Spółdzielni Mleczarskiej, potem zostałem wybrany na zjeździe Rad przewodniczącym RKI [Inspekcja Robotniczo-Chłopska, organ kontroli państwowej] przy Kożyńskim WIKu [Prawdopodobnie Komitet wykonawczy – Ispołkom – na Włość Kożyńską]. Cztery miesiące pracowałem jako piekarz w piekarni Kożyńskiego Towarzystwa Kredytowego, kilka razy jeździłem na zjazdy Rad, szkoliłem poborowych przy Chałturyńskim UWK, organizowałem kółka wiedzy wojskowej itd.

                21 Września 1926 roku przyjechałem do Czity, zatrudniłem się ochronie strzeleckiej jako strażnik, następnie zostałem wyznaczony dowódcą. Ukończyłem kursy młodszej kadry dowódczej [odpowiednik kursów podoficerskich] w Czicie w 1927 roku. Zostałem odkomenderowany do szkoły SzUKS [Szkoła Doskonalenia Kadr Dowódczych] w Moskwie.

                Po ukończeniu szkoły zostałem wyznaczony pomocnikiem dowódcy plutonu szkolnego, potem naczelnikiem 1 dzielnicowego zespołu, po rozformowaniu którego zostałem wyznaczony dowódcą 2 plutonu.

                W związku z pobytem na KWŻD [Kolej Wschodniochińska] zostałem wyznaczony naczelnikiem obrony odcinka tunelowego Kolei Zabajkalskiej. Za cały okres służby w RKKA mam kilka odznaczeń, wśród nich Order Czerwonego Sztandaru, z okresu służby w Ochronie otrzymałem kilka podziękowań: zegarek i podstakannik od Komisji Drogowej Kolei Zabajkalskiej. Za cały okres służby w RKKA i Ochronie nie podlegałem żadnej karze dyscyplinarnej.

                Po wojnie mieszkałem w domu dlatego, jak zaznaczyłem wcześniej, że nie mogłem wyjechać z braku środków na przejazd. W związku z tym, ze w rodzinie ojca były dwie wdowy z pięciorgiem małych dzieci, których nie dawało się utrzymać. Podział gospodarstwa ojca (podzielonego jeszcze w 1919) był niemożliwy, a ja osobiście nie byłem zainteresowany mieszkaniem na wsi, a żona brata, chora kobieta z dwójką małych dzieci i druga z trójką dzieci opuścić domu nie mogły. Gospodarstwa brata Grigorija i ojca podzielone na mocy umowy z 1919r., w 1928r. zostały scalone decyzją Kożyńskiego WIKu, w związku z czym ja znalazłem się w rodzinie ojca.

                O tym gdzie ja pracowałem i jak pracowałem mogą zaświadczyć moje dokumenty i świadkowie mojej działalności służbowej, którzy całą Wojnę Domową przesłużyli razem ze mną: Grunin Piotr Aleksiejewicz – naczelnik Ochrony Kolei Permskiej, miasto Swierdłowsk; Iwanow Iwan Aleksandrowicz – inspektor DTOS GPU [Skrótu DTOS nie udało się identyfikować] Kolei Tomskiej, miasto Tomsk; w razie konieczności mogę wskazać jeszcze kilku towarzyszy, którzy znają moją służbę od 1922 do 1926 roku, za okres służby w Ochronie mogą wyciągnąć wnioski sami naczelnicy. Za okres przed 1915r. można dowiedzieć się u Popandopullo na Piesczance, w piekarni którego mieszkałem w tym czasie. Część dokumentów z tego okresu znajduje się w moim posiadaniu.

                Obecnie przebywam na stacji Sljudianka, moja rodzina składa się z pięciorga ludzi – źony i trojga dzieci.

                Rodzina ojca trzy miesiące temu znów podzieliła się na trzy części, gospodarstwa zrzekłem się dawno i dlatego nie uwzględniono mnie przy podziale majątku. Ziemię oddałem wsi Mordowka, na co mam zgodę społeczności. Obecnie sproletaryzowałem się, nie mam ziemi ani majątku.

Swietłakow.


Iwan Swietłakow z żoną i młodszym synem. Zdjęcie przesłane w 1941r. Iwanowi Iwanowiczowi Swietłakowowi. Widoczny order czerwonego sztandaru, medal dwudziestolecia RKKA i oznaczenia stopnia pułkownika (w/g wzoru z 1935r.) 

Tłumaczenie i wstęp: Kamil Szustak

SUMMARY

This text is a short autobiography written arround 1928 by colonel Ivan Svetlakov – father of the engineer-colonel Ivan Svetlakov, whose memoires are published in a different text on this website. Svetlakov took part in the WWI and the Russian Civil War.

Pakowanie radzieckiego workoplecaka według instrukcji z 1941r.

                Poniższy sposób pakowania radzieckiego workoplecaka oparty został na radzieckiej instrukcji z 1941r. Należy go zatem uznawać za sposób obowiązujący w Armii Czerwonej przez cały okres 1941-1945 (Dla okresu 1939-1941 prawdopodobnie wyglądało to tak samo, jednak pamiętać należy, że w tym czasie większości żołnierzy wydawano wówczas tornistry wz.36 lub plecaki wz.39) oraz w Wojsku Polskim na Wschodzie (choć i tu mogły wystąpić modyfikacje – wiele wskazuje np. na to, że w odrodzonym WP początkowo mocowanie płaszcza do workoplecaka  w Armii czerwonej stosowane sporadycznie, było obowiązującą zasadą). Wziąć jednak należy pod uwagę, że podczas wojny żołnierze nie zawsze dostawali wszystkie te rzeczy, które im regulaminowo przysługiwały, często też bywało tak, że prawidłowego pakowania plecaków nikt nie kontrolował. Toteż poniższą instrukcję traktować należy jako pewien ideał do którego należy dążyć albo też jako sposób na ułatwienie sobie życia.

                Zanim zaczniemy pakowanie, musimy przygotować rzeczy do spakowania. Potrzebne nam będą następujące przedmioty:

  1. Pałatka;
  2. Zapasowa bielizna wraz z zapasowym ręcznikiem i chustką do nosa;
  3. Zapasowe onuce;
  4. Stelaż do pałatki wraz ze sznurkiem, szpilą i drewnianym śledziem (na potrzeby tego artykułu, z braku oryginalnego stelaża wykorzystałem dwa paliki ze stelaża WH – ich rozmiar jest właściwy, a ich pozyskanie nie było dla żołnierza zbyt trudne);
  5. Zapas pożywienia + odpowiednie woreczki (a przynajmniej jeden zbiorczy);
  6. Przybornik do broni (tu zastąpiony akurat przez przybornik krawiecki, zwykle zaliczany do przedmiotów osobistych);
  7. Przybory toaletowe (tj. mydło, maszynka do golenia, proszek do zębów, szczoteczka i ewentualnie woda kolońska) i ręcznik;
  8. Menażka;
  9. Hełm stalowy.

                Pałatkę należy złożyć do w kostkę rozmiarów mniej więcej 30x30cm (dla ułatwienia możemy przyjąć, że boki uzyskanej kostki powinny mieć długość mniej więcej odpowiadającą długości przedramienia od łokcia do nadgarstka). W tym celu pałatkę należy złożyć na cztery. Uzyskamy w ten sposób czworokąt, który należy następnie złożyć na trzy a uzyskany prostokąt – jeszcze raz na trzy.

                Zapasową bieliznę razem z zapasowym ręcznikiem i chusteczką także należy złożyć w kostkę rozmiarów około 30x30cm i zawinąć w zapasowe onuce.

                Stelaż pałatki wraz ze szpilą i śledziem należy obwinąć sznurkiem, a jego końce wetknąć pomiędzy paliki stelaża by zapobiec jego samoczynnemu rozwinięciu jednocześnie nie utrudniając rozwinięcia sznurka w razie potrzeby.

                Zapasy żywności należy umieścić we właściwych woreczkach, następnie mniejsze woreczki warto zapakować w woreczek na chleb lub suchary (ewentualnie wszystko razem w jeden zbiorczy worek).

                Przybory toaletowe należy (ustawione mniej więcej w jednej linii) zawinąć w ręcznik, otrzymując w efekcie rulon.

                Pusty plecak należy rozłożyć płasko na ziemi, zwrócony w kierunku podłoża stroną, która przylegać będzie do pleców. Na samo dno plecaka, równolegle do dolnej jego krawędzi wkładamy stelaż. Powyżej, przy tylnej powierzchni wkładamy złożoną pałatkę (instrukcja podaje, by otwarte krawędzie pałatki były skierowane ku górze, ale tak naprawdę nie ma to wielkiego znaczenia ), a na niej umieszczamy zapas bielizny. Następnie układamy zapas pożywienia, umieszczając go możliwie najbliżej dna plecaka, a na prawo od niego (patrząc z perspektywy pakującego) umieszczamy ręcznik wraz z przyborami toaletowymi. Na wierzch, po lewej stronie wkładamy przybornik do broni. Po stronie prawej umieścić można rzeczy osobiste. Menażkę, jeżeli nie mamy chlebaka, powinniśmy umieścić powyżej zapasu pożywienia.

Rozmieszczenie przedmiotów w plecaku (widok od strony dna plecaka, od tyłu)

                Następnie zawiązujemy plecak i mocujemy do niego hełm, zapinając pasek hełmu poniżej węzła tworzonego przez szelki workoplecaka.

                Instrukcja ta nie informuje gdzie należy przechowywać sztućce oraz kubek, jednak logicznym wyborem wydaje się umieszczenie sztućców w menażce (wz.36) lub w woreczku z zapasem pożywienia. Kubek umieścić można w menażce okrągłej. Obie te rzeczy można też potraktować jako przedmioty osobiste i umieścić w odpowiednim miejscu. Sposób ten od powojennego odróżnia kilka szczegółów – pomijając kwestię woreczków organizacyjnych oraz inne elementy z których zrezygnowano, największym problemem wydaje się rozmiar złożonej pałatki. Gruba, ale niższa niż po wojnie kostka zapewnia wprawdzie więcej miejsca w górnych partiach plecaka, ale zajmuje więcej miejsca na dole, jednocześnie nie zabezpieczając przedmiotów umieszczonych wyżej przed obijaniem się o plecy żołnierza przy gwałtowniejszych ruchach. Podstawowym problemem jest jednak fakt, że sposób ten wymaga posiadania pewnych rzeczy – trudno dobrze spakować plecak w ten sposób nie posiadając zapasu bielizny, onuc, ręcznika czy wreszcie stelaża. Pozostaje otwartym pytanie na ile kompletnie wyposażony był żołnierz Armii Czerwonej po 1941r. czy żołnierz 1/2 AWP. Rekonstruktorzy nie posiadający pełnego zestawu elementów, które powinny się znaleźć w workoplecaku frontowego żołnierza muszą niestety sami wypracować sobie sposób jego pakowania, jednak dobrą podstawą może być właśnie ta instrukcja lub sposób zamieszczony przeze mnie wcześniej, oparty o instrukcję z lat 50.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

In this article, the author shows how the Soviet M30 rucksack should be packed according to the 1941 Red Army manual. This is a good way of packing if all of the necessary items are present. The excess items should be stored in a knapsack.

O Kolekcjonowaniu odznaczeń i dokumentów inaczej – część szósta

W tej części pragnąłbym wrócić do tematu, którym rozpocząłem cykl – odznaczeń radzieckich – i przyjrzeć się możliwościom odkrycia historii odznaczenia jakie oferują (niestety nie bezpłatnie) badania w Archiwach radzieckich. Jak wiadomo, większość radzieckich odznaczeń bojowych przez cały okres istnienia ZSRR była numerowana. Zaś nadanie każdego numerowanego medalu lub orderu było rejestrowane. W związku z czym, numerowane odznaczenie, nawet pozbawione dokumentu, nie musi pozostać anonimowe. Przy odrobinie wysiłku (i wkładu pieniężnego) można uzyskać informacje na temat osoby odznaczonej. Najprostszym sposobem wydaje się wysłanie pisma do archiwum, najlepiej z dobrym uzasadnieniem i listem polecającym z instytucji naukowej. Niestety – zazwyczaj liczba informacji nie będzie zbyt oszałamiająca (nazwisko odznaczonego, może numer rozkazu i data), dodatkowo wiąże się z tym pewne ryzyko – handel odznaczeniami radzieckimi jest de facto zakazany prawem Federacji Rosyjskiej, i jakkolwiek Rosjanie rozumieją, że odznaczenia mogły być nabyte w innych dawnych republikach lub nawet od spadkobierców odznaczonych obywateli polskich, to zawsze istnieje możliwość, że dany order lub medal figuruje jako „skradziony” (tzn. albo został skradziony faktycznie, albo, co bardziej prawdopodobne, rodzina odznaczonego sprzedała go, następnie zgłaszając kradzież by w razie czego się zabezpieczyć), a to może oznaczać kłopoty dla obecnego właściciela.

Na szczęście naród rosyjski jest przedsiębiorczy i pojawiło się kilku specjalistów, którzy za odrobinę wyższą opłatą przeprowadzą kwerendę szybciej i dodatkowo prześlą skany lub kserokopie znalezionych dokumentów. Co więcej, jeżeli nic nie znajdą (możliwe przyczyny omówione są w dalszej części artykułu), to pobrane wcześniej pieniądze zostaną zwrócone.

Co konkretnie można znaleźć w rosyjskim Centralnym Archiwum Ministerstwa Obrony? W chwili obecnej niedostępne są akta osobowe, ale w dalszym ciągu można znaleźć wiele dokumentów. Przede wszystkim będzie to Karta Ewidencyjna Odznaczonego („ucziotnaja kartoczka”) – w dokumencie tym, oprócz podstawowych danych n/t odznaczonego (Imię, nazwisko, rok miejsce urodzenia, miejsce służby w chwili odznaczenia i obecnie itp.) znajduje się również pełna lista odznaczeń (zwykle tylko tych numerowanych, ale czasem również mniej ważnych, jak medale kampanijne, za nienaganną służbę, czy nawet jubileuszowe, w rzadkich przypadkach także odznaczenia cywilne i zagraniczne) wraz z numerami i podstawą prawną. Czasami również znaleźć można skrótową informację o przyczynach odznaczenia – ma to znaczenie w przypadku np. medalu „Za zasługi bojowe”, Orderu Czerwonej Gwiazdy czy Orderu Czerwonego Sztandaru – nie każdy chce płacić za wniosek odznaczeniowy, jeżeli już wiadomo, że odznaczenie nadano za wysługę lat (choć i one bywają kopalnią informacji). Karty ewidencyjne zazwyczaj sporządzano na nowo po każdym nowym odznaczeniu, i przy okazji jego wręczenia proszono odznaczonego (lub jego spadkobierców) o podpis potwierdzający dane z Karty. Karta ewidencyjna jest więc dokumentem łączącym konkretne numerowane odznaczenie z osobą odznaczoną. 

Kolejnym ważnym dokumentem będzie wniosek odznaczeniowy („Nagrodnyj List”)– w przypadku odznaczeń nadanych w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej większość jest dostępna na stronie http://www.podvignaroda.ru, można więc trochę zaoszczędzić. Czasem jednak trzeba zapłacić, bo odznaczenie zostało nadane po wojnie (konkretnie po 1947r., bo niektóre wnioski z lat 1946-47 na odznaczenia za zranienia w czasie wojny również dostępne są na w/w stronie), lub w ogóle dotyczy działań po zakończeniu wojny (np. interwencji na Węgrzech, w Czechosłowacji czy Afganistanie). Co można znaleźć w takim wniosku przeczytać można np. w moim pierwszym artykule z tego cyklu.
Wreszcie trzecim, typem dokumentu, który można znaleźć jest skrócony przebieg służby. Dokument ten dostępny jest wyłącznie dla oficerów (być może również dla podoficerów służby nadterminowej, ale to tylko domniemanie) i zawierać powinien całe mnóstwo informacji – oprócz podstawowych danych osobowych, również listę odznaczeń, zranień, awansów oraz zajmowanych stanowisk wraz z wymienieniem jednostek. Dodatkowo, dokument ten powinien zawierać zdjęcie, najczęściej jednak go brakuje.

Niestety, nie zawsze udaje się uzyskać potrzebne informacje. Zwłaszcza skrócony przebieg służby jest często pozbawiony zdjęć, zdarzają się też egzemplarze wypełnione byle jak czy nawet wypełnione na dwu osobnych kartkach – z których żadna nie daje informacji innych niż imię, nazwisko, data urodzenia oraz stopień. Również karty ewidencyjne bywają czasem wypełnione niedokładnie, bywa też, że się dublują. Najlepiej sprawa wygląda z wnioskami odznaczeniowymi – tu największym problemem może być najwyżej bardzo nieczytelne pismo.
Czasem niestety nie udaje się nic znaleźć. Zwykle jednak łatwo zidentyfikować powód. Np. w Archiwum Wojskowym nie znajdziemy wniosków odznaczeniowych sprzed 22 czerwca 1941r. (dostępne wyłącznie listy odznaczonych), jakichkolwiek dokumentów, jeżeli odznaczony służył w wojskach lub organach NKWD/MWD, NKGB/MGB/KGB czy w SMIERSZU (z nielicznymi wyjątkami dotyczącymi zwłaszcza tej ostatniej formacji). Niedostępne są także wnioski odznaczeniowe za wysługę lat (późniejsze niż 1945r.). Problem mogą stanowić także wnioski odznaczeniowe sporządzone po 1945 na odznaczenia dla osób nie będących (w danym momencie, albo nigdy) obywatelami ZSRR (przekonałem się o tym osobiście próbując dowiedzieć się czegoś on pewnym oficerze WP – w archiwum znalazła się niewiele mówiąca karta ewidencyjna, ale sam wniosek odznaczeniowy już nie). Czasami jednak dokumentów po prostu brakuje. Nie ma ich i tyle. Są to rzadkie przypadki, ale pamiętajmy, ze w każdym archiwum może się zdarzyć tak, że coś się zawieruszy, albo ktoś po prostu ukradnie jedną kartkę z teczki.

Poniżej prezentuję jeden z tych przypadków, gdzie celem zdobycia dodatkowych informacji zwróciłem się do specjalistów przeczesujących radzieckie archiwa wojskowe.

Kapitan, któremu zabrakło szczęścia


Order Czerwonej Gwiazdy nr 91930

To musiały być wspaniałe czasy. Wszystko było tańsze. Brzmi jak gadka dziadka typu „Za moich czasów…”? Pewnie tak, ale czasy naprawdę musiały być wspaniałe. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że kupiłem Order Czerwonej Gwiazdy z pięciocyfrowym numerem za 60zł bez targowani?. A jeszcze narzekałem, że drogo, bo emalia obtłuczona. Było to jakieś 15 lat temu, a ów order był drugim Orderem Czerwonej Gwiazdy jaki w życiu kupiłem (za pierwszy, jak łatwo się domyślić, zapłaciłem mniej). Dodam, że w tych czasach miesięcznie na rozwijanie kolekcji wydawałem 100-200zł, za co można było kupić całą torbę radzieckich mundurów wz.69. Od tego czasu wiele się zmieniło i pamiętając o tej cenie nosiłem się kilkukrotnie z zamiarem sprzedaży orderu, ale zawsze mówiłem sobie, że przykręcę go w końcu do jakiegoś munduru. A potem pojawiła się możliwość zbadania historii odznaczenia po numerze. Ten order aż prosił się o to, jednak odrzucała mnie trochę myśl, że za poszukiwania w archiwach będę musiał zapłacić więcej niż za samo odznaczenie. W końcu jednak tak się złożyło, że miałem trochę wolnych funduszy. Spodziewałem się jednej z tysięcy podobnych historii typu „Pierwszy wbiegł do wrogiego okopu, zabił osobiście 50 żołnierzy przeciwnika a kolejnych 100 wziął do niewoli”, nie przyszło mi więc do głowy, że historia mogła być nie tylko nieszablonowa, ale w dodatku smutna. 

Wyniki poszukiwania nadeszły zaskakująco szybko – nie minął nawet tydzień, a zwykle trzeba czekać 2-3. Co więcej, z zaskoczeniem stwierdziłem, że przyszły dwie karty ewidencyjne zamiast jednej. Zabrałem się więc do lektury chronologicznie – najpierw wziąłem wcześniejszą kartę ewidencyjną, zawierającą informację o odznaczeniu Orderem Czerwonej gwiazdy, który był w moim posiadaniu – było to jedyne odznaczenie na tej karcie. Dokument potwierdził wstępne datowanie odznaczenia po numerze – w istocie nadano je w 1943r., konkretniej – 19 stycznia tego roku. Oprócz informacji o odznaczeniu i stempla potwierdzającego jego wręczenie, niewiele było informacji – nasz bohater nazywał się Nikifor Timofiejewicz Durkin, był Rosjaninem, urodził się w 1922, chwili odznaczenia miał stopień kapitana i był pomocnikiem szefa sztabu 1238 Dywizji Piechoty. Jedyna dodatkowa informacja dotyczyła przynależności partyjnej – był kandydatem na członka WKP(b).


Karta Ewidencyjna Odznaczonego kapitana Durkina, awers 

Karta Ewidencyjna Odznaczonego kapitana Durkina, rewers 

Jak łatwo można się było domyślić, wniosek odznaczeniowy bez problemu udało się znaleźć na stronie http://www.podvignaroda.ru.

W czasie walk o osadę robotniczą nr 811 14.01.1943r. Tow. Durkin pokazał męstwo, odwagę i wysoki poziom umiejętności w organizowaniu zwiadu pułku.
W nocy z 11 na 12 stycznia osobiście organizował zwiad wykrywając punkty ogniowe przeciwnika co pozwoliło artylerii zniszczyć je ogniem bezpośrednim dobre wytłumaczenie terminu „priamoj nawodkoj” znaleźć można np. w książce „na drodze stał Kołobrzeg” co zabezpieczyło natarcie piechoty.
Zawsze umiejętnie organizował zwiad i na czas składał dokładne raporty na temat przeciwnika. Zasługuje na odznaczenie Orderem Czerwonej Gwiazdy

A zatem historia nietypowa – pomocnik szefa sztabu, jak można się domyślić z wniosku – pomocnik do spraw zwiadu. Oprócz tego, z wniosku udało się także pozyskać informacje nt. dotychczasowego udziału w wojnie (od 14.12.1941r., ranny w kwietniu 1942r.) oraz o pochodzeniu (zmobilizowany przez Ust’-Celenski RWK a Autonomicznej SRR Komi). Co ciekawe, jego działania musiały być wysoko oceniane – dowódca pułku wniosek złożył 16 stycznia, Dowódca 372 Dywizji piechoty, generał Jakimow poparł go jeszcze tego samego dnia, a raptem 3 dni później zatwierdził go dowódca 2 Armii Uderzeniowej generał Romanowskij.


Wniosek Odznaczeniowy na Order Czerwonej Gwiazdy dla kapitana Durkina, strona pierwsza. 

Wniosek odznaczeniowy na Order Czerwonej Gwiazdy dla kapitana Durkina, str. 3 

Pierwsza strona rozkazu dowóddcy frontu Wołchowskiego o odznaczeniach, kapitan Durkin wymieniony na stronie drugiej. 

Kapitan Durkin wśród odznaczonych Orderem Czerwonej Gwiazdy, druga strona rozkazu. 

Lektura drugiej Karty Ewidencyjnej przyniosła dodatkowe informacje: o miejscu urodzenia (wieś Korovczij Rucziej (Krowi Potok) w tej że Autonomicznej Republice Komi), o wykształceniu (niższe), o dacie wstąpienia do Armii Czerwonej (1 września 1939r.) oraz o zmianie przydziału – w chwili przedstawienia do kolejnego odznaczenia – Orderu Wojny Ojczyźnianej I klasy – był dowódcą batalionu strzelców w 1078 pułku piechoty 314 dywizji piechoty. W rubryce „Miejsce służby i stanowisko obecnie” znalazłe się jednak niespodziewana informacja: „Poległ na frontach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 8.02.1944r.” Oznacza to, że nie dożył wręczenia mu drugiego orderu, nadanego mu 16 lutego tego roku. Adnotacja na karcie poświadczała ponadto przekazanie odznaczenia ojcu poległego kapitana, Timofiejowi Durkinowi w listopadzie 1954r. – ponad 10 lat po jego śmierci i zatwierdzeniu odznaczenia.


Druga Karta Ewidencyjna kapitana Durkina, awers 

Druga Karta Ewidencyjna kapitana Durkina, rewers 

Po dodatkowe informacje skierowałem się ponownie do źródeł ogólnodostępnych. Wniosek odznaczeniowy nie wspominał nic o śmierci kapitana Durkina – jedyne co się zmieniło, to przydział oraz fakt, że we wniosku odnotowano tym razem 4 zranienia, a wśród wymienionych odznaczeń podawał oprócz Orderu Czerwonej Gwiazdy również medal „Za obronę Leningradu”. Również treść nie wskazywała na tragedię: 

Za wzorowe wypełnienie zadania podczas przekraczania rzeki Narwa w rejonie osady Rantowo i osiągnięty przy tym sukces – przyczółek na lewym brzegu Narwy został zajęty wraz z dobrze rozwiniętym systemem długotrwałych umocnień, wzięto do niewoli do 100 żołnierzy przeciwnika i uwolniono kilkuset jeńców. Tow. Durkin zasługuje na państwowe odznaczenie – Order Wojny Ojczyźnianej I klasy.

Dowódca pułku nie podał daty złożenia wniosku, ale 8 lutego zatwierdził go dowódca dywizji, generał Alijew. Możemy domniemywać, że działania o których mowa we wniosku miały miejsce jeśli nie tegoż 8 lutego, to najdalej 5 dni wcześniej. Nic nie wskazuje na to, ażeby dowódcy wiedzieli o śmierci kapitana Durkina w chwili składania podpisów, inaczej adnotacja na ten temat znalazłaby się we wniosku.


Wniosek Odznaczeniowy na Order Wojny Ojczyźnianej I klasy, strona 1. 

Wniosek na Order Wojny Ojczyźnianej I klasy, strona 2 

Dodatkowych materiałów postanowiłem poszukać na stronie http://www.obd-memorial.ru, gdzie znaleźć można informacje o żołnierzach „utraconych” przez Armię Czerwoną (najczęściej poległych) w czasie wojny. Odnalazłem tam dwie listy strat. Wedle nich, kapitan Nikifor Timofiejewicz Durkin poległ od ran 8.02.1944r. Oznacza to, że prawdopodobnie po ostatnim zranieniu żył jeszczei trafił (bądź był w drodze) do szpitala. Zatem dowódca pułku i dowódca dywizji w chwili skałdania podpisów na wniosku rzeczywiście mogli nie wiedzieć o śmierci oficera. Tłumaczyłoby to zarówno brak adnotacji we wniosku jak i późne wręczenie odznaczenia ojcu poległego oficera. 


Lista strat, wymieniająca kapitana Durkina jako poległego od ran 

Jeśli spojrzymy na całość uzyskanych informacji możemy dojść do wniosku, że kapitanowi Durkinowi długi czas dopisywało szczęście – w armii od 1939r. (choć ani w kampanii przeciwko Polsce ani w wojnie z Finlandią najwyraźniej udziału nie brał, przypuszczalnie trafił do szkoły oficerskiej), od 1941r. na frontach wojny, ranny w 1942, uczestnik walk o Leningrad, które pochłonęły niewyobrażalną ilość ofiar, potem jeszcze trzykrotnie ranny. A jednak w przedostatnim roku wojny owemu dwudziestodwuletniemu oficerowi tego szczęścia zabrakło. Przykład ten dobrze pokazuje, że za kawałkiem metalu jakim jest odznaczenie wojenne kryje się historia, często, jak w przypadku kapitana Durkina – zakończona tragicznie.

Autor tekstu: Kamil Szustak

SUMMARY

This textdescribes a less official way to find information about the recipients of Soviet combat awards. A story described here – of captain Durkin – was also described in short (in English) on the http://www.soviet-awards.com forum.

Wspomnienia oficera Wojsk NKWD

Powyższy tytuł może być nieco mylący – nie należy się tu spodziewać relacji z rozstrzelania polskich jeńców w Katyniu czy akcji przeciwpartyzanckich na Ukrainie. Autor wspomnień był bowiem oficerem służb technicznych, a więc właściwie przez całą swoją służbę pozostawał na tyłach. Dlatego też osoby szukające sensacji raczej nie znajdą w tych wspomnieniach nic ciekawego. Natomiast osoby zainteresowane organizacją i funkcjonowaniem radzieckich formacji wojskowych (nie tylko NKWD), oraz problemami z jakimi np. borykały się radzieckie Wojska Wewnętrzne w Niemczech zapraszam do lektury. Może być ona tym ciekawsza, że autor, w ramach swojej specjalności zaszedł naprawdę wysoko i – paradoksalnie – gdyby pełnił służbę wojskową w jednostkach Armii Radzieckiej, zapewne skończyłby służbę w stopniu co najmniej generała-majora. A tak – przeszedł w stan spoczynku w stopniu pułkownika.

Na wstępie chciałbym jeszcze zaznaczyć, że tłumaczenia wspomnień dokonałem na bazie oryginalnego maszynopisu. Ponieważ wspomnienia te napisane zostały w odpowiedzi na list Centralnego Archiwum Wojsk Wewnętrznych MWD, a kopię otrzymało Archiwum Wojsk Wewnętrznych MWD dla Ukraińskiej i Mołdawskiej SRR, zakładam, ze wspomnienia nie były wcześniej publikowane. W tekście starałem się zachować oryginalny układ zdań – na ile było to możliwe bez powielania sformułowań, które w języku rosyjskim występują, ale w języku polskim – już nie. Starałem się pilnować poprawności tłumaczenia, jeżeli jednak znalazły się tam jakieś błędy, to proszę czytelników o wybaczenie.

List z Centralnego Archiwum Wojsk Wewnętrznych MVD do inżynier-pułkownika Swietłakowa
Pierwsza strona maszynopisu wspomnień inżynier-pułkownika Swietłakowa

A teraz krótkie wprowadzenie:
Iwan Iwanowicz Swietłakow urodził się prawdopodobnie około roku 1917 i był jednym z trójki dzieci pułkownika Iwana Swietłakowa, uczestnika Pierwszej Wojny Światowej i Wojny Domowej, odznaczonego orderem czerwonego sztandaru. Być może właśnie pochodzenie (Iwan Swietłakow starszy przez pewien czas służył w wojskach obrony kolejowej podległych OGPU) zadecydowało o karierze młodego Wani. Oddajmy mu zatem głos:

I. I. Swietłakow w latach szkolnych

W odpowiedzi na pismo z 12.87r. nr 8/A-189 Centralnego Archiwum Wojsk Wewnętrznych 107150 m. Moskwa, B-150.

Kopia: dla archiwum WW MWD dla Ukraińskiej i Mołdawskiej SSR.

O niektórych kwestiach. Wspomnienia osobiste z pancernego zabezpieczenia działań wojennych Wojsk Wewnętrznych i Pogranicznych w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej na 2 Froncie Ukraińskim, a także z czekistowsko-wojskowych operacji w republikach nadbałtyckich.

Iwan Swietłakow (pierwszy z prawej) z grupą kolegów w Eupatorii w 1935r.

                W 1937r. zostałem powołany do służby wojskowej do Szkoły Wojsk Pancernych dla Wojsk Wewnętrznych i Pogranicznych NKWD w mieście Leningradzie. Po zakończeniu przeze mnie nauki, naczelnik szkoły kapitan Kowalczuk i naczelnik sztabu kapitan Kniaziew w prywatnej rozmowie zapytali mnie, czemu rozpocząłem służbę wojskową z dwuletnim opóźnieniem. Odpowiedziałem, że pracowałem w zakładzie nr 104 jako majster – naczelnik działu. Naczelnik sztabu spytał: „Jeśli to nie tajemnica, to czym zajmował się wasz dział?” Odpowiedziałem, że remontowaliśmy czołgi T-27, T-26, BT-2, 5 oraz samochody GAZ-AA, AMO-3, ZIS-5.  Naczelnik sztabu powiedział „Wygląda na to, że tego właśnie szukaliśmy.”

Iwan Swietłakow (stoi z tyłu) z kolegami z plutonu, 1937r.

2-3 dni później naczelnik sztabu spotkał się ze mną osobiście i wsadził w samochód. Od razu poznałem zakład im. Lenina, wezwałem naczelnika działu i przedstawiłem ich sobie z naczelnikiem sztabu. Bywałem kilka razy w zakładzie w delegacji, toteż osobiście znałem naczelnika działu, inżyniera drugiego stopnia. Naczelnik sztabu uzyskał odpowiedzi na pytania związane z remontem czołgów T-27 i pojechaliśmy do zakładu im. Woroszyłowa, gdzie również uzyskaliśmy odpowiedzi na wszystkie interesujące pytania.

W ciągu następnych 2-3 dni przyszło mi rozstać się z drugim plutonem pierwszego dywizjonu [oraz] z lejtnantem Kartaszowem i kapitanem Jutkinem i przejść do technicznej jednostki szkoły.

Zgodnie z rozkazem w szkole utworzono grupę z zadaniem skontrolowania stanu technicznego T-27. Kontrola przyniosła opłakane rezultaty. W pogoni za skokami i ustanawianiem  „rekordów”  na wszystkich kadłubach stwierdzono  pogięte czy nawet spękane ich dna. Naczelnik szkoły (poprzednik kapitana Kowalczuka) został aresztowany i osądzony. Odnowieniem parku T-27 zajął się warsztat wojskowy i na bazie odremontowanych agregatów otrzymanych z zakładu im. Lenina i od grudnia do maja wszystkie 110 czołgów doprowadzono do stanu używalności.

W czasie zimy 1937-1938 r. przyszła nowa partia BT7-A i kadra dowódcza przeszkalała się na obsługę najbardziej nowoczesnych, w owym czasie, czołgów. Całe lato jednostka techniczna zajmowała się organizacją, eksploatacją i obsługą techniczną nowych wozów. W przygotowaniu i obsłudze BT7-A niebagatelną rolę odegrali naczelnik warsztatów Fadiejew, Starszyna służby nadterminowej Kawerenskij i ja.

Zimą 1938r. grupa dowódców czołgów ze średnim wykształceniem technicznym przystąpiła do przygotowań do rozpoczęcia studiów w instytutach. O naszym zamiarze dowiedział się major Kniaziew – naczelnik szkoły i komisarz (nazwiska nie pamiętam), oni nas zebrali i odczytali nam komunikat o nowym naborze w 1939r. do akademii wojskowych. Sam major Kniaziew chciał do nas dołączyć, ale niestety komisja lekarska nie dopuściła go ze względu na stan zdrowia.

Prowadzone przy jednostce samodzielne przygotowanie, a potem zajęcia od maja do 15 sierpnia prowadzone przy akademiach: Pancernej, Obrony przeciwchemicznej, Lotniczej, Łączności i
Artyleryjskiej zapewniły miejsca na fakultetach inżynieryjnych Swietłakowowi, Bykowowi, Sołowiewowi i Guziejewowi. Niestety nasz piąty kolega, najlepiej z nas przygotowany nie dostał się na akademię artyleryjską, nie zaliczył pierwszego egzaminu. Rozpoczęła się uparta wytrwała nauka. Te lata były dla mnie najbardziej uroczystym okresem a także najcięższymi latami życia. Koniec nauki dodatkowo podgrzała Wielka Wojna Ojczyźniana.

Kursant Iwan Swietłakow, ok. 1938-1941r.

W maju 1942 r. przez GUWS NKWD ZSRR [Główny Zarząd Wojskowo-Budowlany Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych ZSRR] zostałem skierowany do służby w nowoutworzonej Centralnej Samochodowej Bazie Remontowej 3 (CARB) w pomieszczeniach ewakuowanego zakładu zajmującego się przygotowaniem maszyn do obróbki futer. W CARB zapoznałem się z nowoutworzonym kolektywem, w którego skład wchodzili: naczelnik – kapitan Amelin, starsi lejtnanci Kaszyn i Gickij, lejtnant Prochorow i inni. Przy wsparciu inżyniera pierwszego stopnia Mancwietowa, inżyniera pierwszego stopnia Guszczina, Rusakowa, Skałackiego i innych pracowników oddziału samochodowego GUWS, udało nam się rozmieścić urządzenia, uporządkować proces technologiczny i w czerwcu opanować moce projektowe. Wobec przesuwania się frontów rola CARB malała. Coraz bardziej zaczęto sobie zdawać sprawę z konieczności przybliżenia środków remontowych bliżej jednostek prowadzących działania wojenne.

Młodszy lejtnant Swietłakow, 1941r.

W maju 1944 roku otrzymuję nominację na starszego pomocnika, naczelnika wydziału samochodowego i w Kijowie zostaję zaliczony do Grupy Operacyjnej dowodzonej przez pułkownika Zareckiego A. L. W składzie grupy operacyjnej przybyliśmy do sztabu 2 Frontu Ukraińskiego w mieście Bielce. Grupie operacyjnej wyznaczono następujące zadania:

  1. Nawiązać kontakty z odpowiednimi zarządami sztabu 2 Frontu Ukraińskiego, organizować niezakłócane zaopatrzenie jednostek NKWD w dostawy, sprzęt pancerny, remonty techniki GSM[1] i inny materiałowo-techniczny sprzęt
  2. Okazać bezpośrednią pomoc jednostkom w zakresie transportu i pozostałego wyposarzenia do nowych punktów dyslokacji, przeprowadzić kontrolę stanu technicznego transportu. Niezdatne środki transportu z jednostek usuwać i podjąć wszelkie kroki celem zaopatrzenia w/w jednostek w środki transportu, zapas GSM i  części zamienne.
  3. Przybywające ponownie formowane pułki pograniczne przygotować w kwestii zabezpieczenia materiałowo-technicznego celem rozmieszczenia ich w oddziałach pogranicznych, na dalsze rozlokowanie ich na granicy państwowej z Rumunią.

W ciągu maja 1944 roku udało się nawiązać kontakty z zarządem samochodowym Frontu i OSG[2] Frontu, a potem:

                – otrzymać zestawy samochodów i agregatów na kapitalny remont, cała niesprawna technika została zebrana razem i zdana na SPAMy[3] frontu, w tym przybyłych pułków pogranicznych;

                – w/w transport zabezpieczony jedną zaprawką GSM, pułki pograniczne przygotowane na zabezpieczenie GSM i na remonty. Podjęto kroki celem podwyższenia gotowości bojowej transportu;

                – w związku z uzupełnieniem w/w w środki transportu samochodowego nowego typu przez zarząd samochodowy Frontu w czerwcu-lipcu przeprowadzono wstępne przygotowanie oficerów w zakresie budowy i eksploatacji samochodów: Chevrolet, Ford, Studebacker, Dodge 3/4 i Willys. Zajęcia przeprowadzono w oparciu o 3 szkolny pułk samochodowy 2 Frontu Ukraińskiego;

                – zgromadzono zapas 20 ton GSM w mieście Bielce w 20 pułku pogranicznym przemianowanym  w 20 oddział pograniczny, a także w 19, 21 i Czernowicki pułki pograniczne.

W drugiej połowie czerwca grupa operacyjna została przeformowana w Mołdawski OUWS. Przybyli naczelnik służby samochodowej major Szalmijew, kapitanowie Triakin, Butow, lejtnanci Popow, Brujewicz i inni. Pod koniec lipca materiałowa część operacyjnych i pogranicznych jednostek została przygotowana i zabezpieczona podwójną zaprawką GSM a jednostki pograniczne [zostały przygotowane] do przemieszczenia się na miejsca postoju celem ochrony granicy państwowej.

Przygotowanie w/w jednostek przebiegało w szczególnie ciężkich warunkach frontowych 2 Frontu Ukraińskiego przy ciągłym bombardowaniu wszystkich miejsc dyslokacji a zwłaszcza węzła kolejowego miasta Bielce w trakcie redyslokacji 5 Armii Pancernej marszałka Rotmistrowa.

                Sierpień 1944r. [przyniósł] zakończone sukcesem przemieszczenie 2 Frontu Ukraińskiego na terytorium Rumunii co przyniosło OUWS nowe warunki w zakresie zabezpieczenia działań bojowych w/w jednostek:

                – Pułki (oddziały) pograniczne zostały pozbawione zaopatrzenia przez 2 Front Ukraiński, a OUWS znajdujący się w stadium organizacji nie był w stanie zabezpieczyć w/w jednostek GSM i techniką remontową, w analogicznej sytuacji znalazły się także jednostki Wojsk Wewnętrznych pozostające na terytorium Mołdawskiej SRR.

                – w/w jednostki WW działające w składzie 2 Frontu Ukraińskiego zostały odcięte od organów zaopatrzenia – oddzielone przez granicę państwową ze wszystkimi obostrzeniami wynikającymi z kontroli granicznej. W tych kwestiach oddział samochodowy OUWS musiał powziąć dwa zadania:

                1. Organizować eksploatację i zabezpieczenie jednostek Wojsk Pancernych sprzętem i  GSM, zebrać mobilne środki remontu transportu samochodowego i innej techniki.

                2. Dalej okazywać pomoc w/w jednostkom Wojsk Wewnętrznych znajdującym się po drugiej stronie granicy państwowej.

W tym celu została zebrana grupa w składzie: pułkownik Zarecki, Major Szalmjiew S. M., inżyniera kapitana Swietłakowa I. I. z zadaniem podtrzymania kontaktu z tyłami 2 Frontu Ukraińskiego w kwestii zabezpieczenia w/w znajdujących się na terytorium Rumunii, Węgier a także na terytorium Mołdawskiej SRR jednostek Wojsk Pancernych w sprzęt, GSM i technikę remontową. Szczególne komplikacje sprawiało zabezpieczenie w GSM w/w jednostek na terytorium Mołdawskiej SRR. Grupa otrzymywała zamówienia w zarządzie wojsk samochodowych i OSG, rozdzielała je miedzy w/w jednostki  dyslokowane na 2 Froncie Ukraińskim i dla w/w jednostek na terytorium Mołdawskiej SRR i przewodziła ich realizacji. W tym celu major Szamlijew, kapitanowie Triakin i Butow kompletowali kolumny samochodów z kontenerami, sformowane kolumny [zabierali] do KPP[4] oddziałów pogranicznych, gdzie ja spotykałem się z nimi i z kolumną udawałem się do Ploesti do jednej z baz naftowych albo do zakładów Astroromania i Kolumbia, załadowaną kolumnę odstawiałem na posterunek graniczny. Na posterunku kolumna była rozformowywana, pojazdy rozjeżdżały się do jednostek wedle przydziału. Bywało i tak, że w kolumnie starczało paliwa tylko do rumuńskiego miasta Chuszyi (20km od granicy), wówczas resztki GSM były zlewane do jednego pojazdu, którym dodatkowym kursem dowożono z Ploesti benzynę, tankowano pojazdy kolumny i ruszaliśmy dalej. Analogiczne kursy za benzyną odbywały się 2-3 razy na miesiąc.

W jednym z kursów do Kiszyniowa dostarczono stacjonarne wyposażenie i główną stację elektryczną o napędzie dieslowskim o mocy 40kW. W początkach września w Kiszyniowie w oparciu o OARM-92[5] zasilała oświetlenie elektryczne (w mieście jeszcze nie było światła elektrycznego). W październiku wprowadzono srogi reżim wyjazdów za granicę i problem zabezpieczenia  w/w jednostek znów pojawił się na terytorium Mołdawskiej SRR a także na terytorium Rumunii i Węgier.

Celem rozwiązania tych problemów rozporządzeniem GUWS NKWD ZSRR z 24.10.1944r. nr 25/31666 zostałem odkomenderowany 4.11.1944r. do Bukaresztu do 23 brygady Wojsk Wewnętrznych NKWD. W ciągu sierpnia, września i października, stale znajdowałem się w 23 brygadzie, skąd miałem kontakty z zarządem wojsk samochodowych i OSG i bazami remontowymi 2 Frontu Ukraińskiego.

Po przybyciu do Bukaresztu zostałem zaznajomiony z sytuacją operacyjną i poza szczególnymi zarządzeniami dowódca brygady pułkownik towarzysz Aleksiejew zakazał jakichkolwiek wyjazdów i zostałem skierowany do pracy operacyjnej, tym bardziej, że w brygadzie nie było naczelnika służby samochodowej. W środku listopada w komitecie sojuszniczym w Bukareszcie powstał nakaz   demontażu bazy remontowej wcześniej należącej do Armii Rumuńskiej mieszczącej się w Kiszyniowie, wywiezionej razem z cywilnymi robotnikami z Mołdawskiej SRR do miasta Timaszory (Timisoara?).

Dowódca brygady w maju przydzielił [mi] młodszego sierżanta (kaprala) i dwu szeregowych i pojechaliśmy do Timaszory celem demontażu bazy remontowej i przewiezienia do Kiszyniowa. W ciągu dziesięciu dni baza remontowa została zdemontowana, a demontaż poświadczony odpowiednim dokumentem podpisanym przez dowódcę Armii Rumuńskiej Flora i kapitana mołdawskiego OUWS Swietłakowa. Akt [ów] przekazano Komitetowi Sojuszniczemu. Rozładowano urządzenia, a robotnikom – obywatelom Mołdawskiej SSR obiecano zatrudnienie po przeprowadzeniu kontroli.

Decyzją Miejskiej Rady Kiszyniowa pomieszczenia, które wcześniej zajmowała rumuńska baza remontowa przekazano mołdawskiemu OUWS, w związku z czym, wyposażenie również zostało mu przekazane.

Z miasta Timaszory wyjechaliśmy na Węgry do miast Bekescsaba i Bekesszentezs [?] gdzie były AWTU i OSG 2 Frontu Ukraińskiego pod kątem zabezpieczenia tychże w zapas GSM, remonty oraz inny sprzęt samochodowy. Zamówienia na remont samochodów i ich silników zostały wręczone w mieście Arad, w zakładach Ford przedstawicielowi AWTU. Dla jednostki [w?] [Mołdawskiej?] SRR zgłoszono zamówienie na 50 ton benzyny, powstała konieczność jej przewozu. Po powrocie do 23 brygady i po wyleczeniu w jednostce sanitarnej silnego przeziębienia wyjechałem do Ploesti celem transportu benzyny do Kiszyniowa. W Bukareszcie w zakładach Ford przez przedstawiciela AWTU podpułkownika Butowa załatwiłem samochód osobowy, a pułkownik Alieksiejew, mając na uwadze mój stan zdrowia, przydzielił do mojej dyspozycji dwóch kierowców by prowadzili samochód do Kiszyniowa. I tak 13 grudnia zakończyła się moja wędrówka.

Kapitan Iwan Swietłakow, 1945r.

Po moim przybyciu do Kiszyniowa naczelnik UWS tow. Popow wyznaczył mnie na naczelnika OARM-92. Mając pomieszczenia, sprzęt przywieziony z Rumunii, pracowitych starszych lejtnantów Krochmala, Smieljańca, Fadiejewa, Murawczenkę, żołnierzy służby nadterminowej i wykwalifikowanych robotników, obywateli naszego kraju w mieście Timaszory przy nieocenionej stałej pomocy pułkownika Popowa i majora Szalmijewa stosunkowo szybko przywróciliśmy OARM-92 do pracy i zaczęliśmy okazywać znaczną pomoc jednostkom pogranicznym i wewnętrznym w przygotowaniu gotowości technicznej parków samochodowych i prowadzeniu operacji czekistowskich.

Pod koniec grudnia na naradzie u naczelnika OUWS zastępcy dowódców jednostek poskarżyli się, że kuchnie i mieszkania oficerów, koszary i sztaby zamarzają przy niedoborach opału i że OUWS nie zapewnia instalacji grzewczych i nie zwiększa norm opału (podczas wycofywania się, Rumuni wywieźli instalację). Pułkownik Popow wskazał ręką na piec w swoim gabinecie, gdzie nie było drzwiczek. Przedtem tłumaczyłem pułkownikowi Popowowi, że zmontowaliśmy żeliwniak i mamy zamiar odlewać gilzy do cylindrów silników, które są bardzo potrzebne i istnieje groźba wstrzymania remontu silników, a prace wstrzymuje niedobór koksu.

Naczelnik OUWS pułkownik Popow zapytał mnie czy mogę jakoś pomóc w zaistniałej sytuacji. Odpowiedziałem, że tak, pod warunkiem otrzymania koksu. Nie pomnę który z zastępców przyobiecał [i zorganizował koks] i w ciągu kilku dni żeliwniak został napełniony. Drugi wytop zakończył się odlanim 25 kompletów drzwiczek i przewodów kominowych, a na drzwiczkach odlano „OARM-92”. W ciągu zimy wyposażyliśmy piece w koszarach i mieszkaniach oficerów i pracowników.

W lipcu 1946r. zostałem odwołany do Moskwy, w tym czasie powstał przy zarządzie samochodowym GUWS MWD SSSR plan stworzenia oddziału do spraw zaprojektowania 7 zakładów i do 10 OARM i ja byłem przewidziany do tej pracy. W związku z opóźnieniami przy kompletowaniu personelu zostałem odkomenderowany do formowanego na bazie CARB centralnego ARZ GUWS MWD SSSR [Zakład remontu samochodów przy GUWS Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ZSRR], powierzono dobór wyposażenia dla ponownie oczekujących na budowę zakładów (bez dokumentacji projektowej), a żeby nie tracić czasu licząc na moje doświadczenie.

W tym czasie do zakładów lotniczych dotarło eszelonami wyposażenie wywiezione z Niemiec. Zakłady Ministerstwa Przemysłu Lotniczego nie miały specjalnych mechanizmów załadunkowych do rozładowania i transportu wyposażenia. Zarząd Samochodowy GUWS w jednostce wojskowej nr 100 miał ciągnik Woroszyłowiec, dziesięciotonowy dźwig samochodowy i trzy dziesięciotonowe samochody terenowe. Zgodnie z umową Ministerstwo Przemysłu Lotniczego za każdy rozładowany eszelon przekazywało GUWS 10 maszyn z eszelonu wybranych od razu przy rozładowywaniu. Mając taką technikę, w 25-40 minut można było rozładować 25-30 wagonów. Zakłady (w miastach Chimki i Stupino) unikały kary, a my zyskiwaliśmy maszyny o jakich nam się nie śniło. Łącznie uzyskaliśmy ponad 500 maszyn. Wyborem wyposażenia i jego pozyskiwaniem zajmowałem się pod nieocenionym przewodnictwem podpułkownika Karewa i pułkownika Goriaczewa.

Od 15 listopada do 26 grudnia 1946r. w składzie grupy zastępcy ministra Apollonowa zostałem odkomenderowany do Wilna, gdzie w grupie kapitanów Semerikowa, Tiutiunnika, Swietłakowa i Jemca otrzymaliśmy zadanie włączyć się w prace mające na celu przygotowanie i przeprowadzenie dużych operacji czekistowsko-wojskowych. Naszej grupie przypadło w udziale zadanie okazania pomocy i podniesienia gotowości bojowej parków samochodowych pułków piechoty zmotoryzowanej UMSD. Grupa skontrolowała 5 pułków i rozpoczęła budowę ARZ-11.


Przy okazji referatu o wykonanej pracy naczelnik GUWS MWD SSSR w Moskwie powiedział, że „dowództwo 4 MSD Nadbałtyckiego OUWS MWD prosi o odkomenderowanie Was do Nadbałtyckiego OUWS na stanowisko głównego inżyniera ARZ nr 11. Wy zbadaliście sytuację, Wy też wyeliminujecie zauważone problemy.”

Drugiego stycznia 1947r. zostałem skierowany do Nadbałtyckiego OUWS na stanowisko głównego inżyniera ARZ-11. W oddziale samochodowym OUWS znów spotkałem majora Szalmijewa, naczelnika zakładu majora Amelina oraz z kolegami z Akademii Wojsk Pancernych – kapitanem Griszynem N.M., Mielniczkowem i Rutkowskim.

Zakład zajmował pomieszczenia technicznej szkoły wojsk pancernych. Na personel składał się kolektyw 28 oficerów, 20 żołnierzy służby nadterminowej, siła robocza 1200 niemieckich jeńców, kompania ochrony obozu i zakładu. Szczególnie dobrze ułożył się ten zespół. Znaczna część maszyn pozyskanych z Ministerstwa Przemysłu Lotniczego została przetransportowana na AR-11, także maszyny, które z pomocą jeńców wojennych wydobyto z ruin Koenigsbergskich zakładów zostały odremontowane i umiejscowione w dziale mechanicznym. Zakład pracował coraz lepiej i we wrześniu 1947r. okazywał istotną pomoc jednostkom wojskowym 2, 4, 5 i 7 dywizji a także jednostkom rozlokowanym na Ukrainie.

W 1949r. moce produkcyjne wzrosły i podjęto sprawę przeniesienia zakładu. Decyzją Rady Ministrów ZSRR dostawę zasobów remontowych przekazano Ministerstwu Przemysłu Leśnego i Papierniczego i Ministerstwu Półfabrykatów.

W 1947r. Wojska Wewnętrzne zostały podporządkowane MGB[6], a ARZ-11 podporządkowany bezpośrednio GUWW (Główny Zarząd Wojsk Wewnętrznych) i oddany do dyspozycji Nadbałtyckiego OUWS, a następnie GUWS MGB ZSRR. Dzięki nominacji pułkownika Szuba znacznie łatwiejsze stało się prowadzenie ARZ-11 i całej służby Samochodowej i Pancernej.

W maju 1948 zostałem mianowany naczelnikiem pierwszego wydziału oddziału samochodowego Nadbałtyckiego OUWS, a we wrześniu 1950r. naczelnikiem oddziału samochodowo-pancernego Nadbałtyckiego OUWS MGB.

W okresie od maja 1948r. do września 1952r.przeprowadzaliśmy poważną reorganizację i tylko dzięki wysokim zdolnościom organizacyjnym, męstwu i sile woli pułkownika Szuby W.P. udało się przeprowadzić bez szczególnych trudności następujące zmiany organizacyjne:

1.Decyzją dowództwa obóz jeniecki został zamknięty, jeńcy zostali odesłani do Niemiec, ARZ-11 pozostał bez siły roboczej. Decyzją Rady Ministrów Litewskiej SRR do linii produkcyjnej zakłady zostali przydzieleni absolwenci szkół zawodowych. Trzeba było włożyć niemało sił w przygotowanie młodych robotników, zapewnienie im warunków bytowych i przeprowadzenie naboru siły roboczej spoza szkół zawodowych.

2.Scalenie MWD i MGB w jedno ministerstwo stworzyło konieczność przejęcia na wszystkie sposoby zabezpieczenia Wojsk Pogranicznych [podporządkowanych przedtem MWD] i Wojsk Wewnętrznych i zapewnienie im pomocy w kwestii remontu, organizacji, eksploatacji i obsługi parków samochodowych jednostek wojskowych.

3.Wyposażenie morskich jednostek pogranicznych w nowe typy okrętów stworzyło konieczność przygotowania w 9 i 15 dywizjonie morskim oraz w bazie morskiej potężnych magazynów na GSM. Np. SK „Korszun” dla jednego cyklu konserwacyjnego potrzebował 300 ton marynarskiego mazutu i 10 ton oleju do turbin, a było ich 4 sztuki. Tankowanie dużego myśliwca (ścigacza?) 12-18 ton Paliwa dizlowskiego. Małe myśliwce (ścigacze?) potrzebowały wymiany silników benzynowych na dizlowskie. Silnikiem M-50 zajmował się zakład w Leningradzie. Stała konieczność wymontowywania silników z łodzi, wysyłanie ich do zakładu po 20, 30, 50, 150 itd. Roboczogodzin. Szczególnie trudną kwestią była ciągle zmniejszająca się ilość smaru. Konieczna stała się budowa zbiornika własnymi środkami. 4.Wyposażenie ciągu posterunków wyposażonych w szperacze z nachodzącym na siebie zasięgiem światła od Kaliningradu po Windawę wymagało zabezpieczenia odpowiednich terenów, wyboru przyrządów części zamiennych.

5.Rozformowanie Nadbałtyckiego OUWS w sierpniu 1952r., przekazanie ARZ-11 Ministerstwu Przemysłu Leśnego i Papierniczego, likwidacja okręgowego składu w Wilnie.

6.Rozformowanie szeregu pułków Wojsk Wewnętrznych i  oddziałów pogranicznych wymagało ześrodkowania samochodów, pojazdów pancernych i innego sprzętu w ustalonych miejscach i organizacji ich zabezpieczenia.

Major Swietłakow, 1952r.

W kwietniu 1954r. Łotewski OUWS MWD ZSRR został rozformowany. Wszelkie rozformowania i reorganizacje wiążą się ze zmianą zatrudnienia oficerów i żołnierzy służby nadterminowej. Po zakończeniu pracy związanej z rozformowaniem Łotewskiego OUWS na wniosek dowództwa 4 Dywizji Piechoty Zmotoryzowanej w kwietniu 1954r. zostałem mianowany zastępcą [dowódcy] 36 oddziału, a od września 1955r. rozkazem GUWW mianowany zastępcą dowódcy 105 Pułku Piechoty Zmotoryzowanej w Niemczech, a w listopadzie 1955r. zostałem mianowany naczelnikiem służby samochodowej WW MWD w Niemczech.

Podpułkownik Swietłakow, 1955r.

Po mianowaniu mnie naczelnikiem służby samochodowej BB MWD w Niemczech naczelnik wojsk [wewnętrznych] generał-lejtnant tow. Buńkow nakazał dokładnie rozpoznać jak się sprawy mają w jednostkach technicznych pułków w ciągu 15-20 dób, przygotować referat i wnioski.

Kontrola stanu służb technicznych pułków wykazała:

– Środki transportu samochodowego i inne bojowe środki techniczne sprawne, KTG przewyższa 0,90 zewnętrzny wygląd samochodów dobry; jednostki techniczne i pododdziały mają pełne stany osobowe;

– Służby techniczne zaopatrzone w elementy zapasowe, opony, akumulatory, zapas opon i akumulatorów na 2-3 lata. Duża ilość sprzętu spisanego na straty nie została zutylizowana;

– W eksploatacji techniki nie widać zachowania porządku i ciągłości w remontach;

– W przygotowaniu bojowym składu osobowego pododdziałów samochodowych nie przykłada się dostatecznej wagi do przygotowania marszowego kolumn samochodowych i przewozowi kolejowemu środków technicznych.

– Zabałaganienie wojskowej bazy gospodarczej środkami techniki spisanymi na straty i zużytymi urządzeniami, elementami, w tym samochody GAZ-AA, zdobyczne przyczepy, kontenery, opony, akumulatory, części zamienne i inny sprzęt.

– Znaczny nadmiar zapasowych opon (5-6-ciokrotny) dla samochodów osobowych, zawyżone zapotrzebowanie na opony do samochodów dostawczych. Zawyżone zapotrzebowanie na części zamienne we wnioskach złożonych rządowi NRD.

– Szkolenie podoficerów i wstępne szkolenie kierowców w zakresie przepisów ruchu NRD, wyszkolenie kierowców a także bojowe wyszkolenie stanu osobowego zasługiwały na wysoką ocenę, a przy tym przeszkolenia marszowego pod kątem przewozu kompanii, batalionu, pułku praktycznie nie prowadzono, przykładano większą wagę do wyszkolenia indywidualnego. Kwestii przewozu pododdziałów piechoty zmotoryzowanej transportem kolejowym nie poświęcano uwagi;

– Łączności fachowa z zarządami samochodowymi i pancernymi Grupy Wojsk w Niemczech nie została nawiązana. Zastępcy dowódców pułków na szkoleniach organizowanych przez zarządy samochodowe i pancerne nie uczęszczali, podczas gdy zastępcy do spraw technicznych dowódców samodzielnych pułków mieli obowiązek być na szkoleniach;

– Nie korzystano ze środków remontowych zakładów Grupy Wojsk, a samochody i agregaty były przekazywane przedsiębiorstwom NRD, zaś rachunek za remonty i części zapasowe regulowano walutą.

Po wysłuchaniu referatu naczelnik wojsk [wewnętrznych] generał-Lejtnant [Buńkow] nakazał przygotowanie konkretnego planu poprawy wykazanych niedostatków, a po zdecydowanych działaniach osobiście uczestniczył w następnej kontroli, w pierwszej kolejności sprawdzając czy służby techniczne pułków pozbyły się niepotrzebnego mienia.

Na wszystkie nieprzerobione tematy przeprowadzono szkolenia przy dowództwie wojsk, a zastępcy dowódców pułków do spraw technicznych dowódców  pułków brali udział w zajęciach organizowanych przy zarządach samochodowym i pancernym. Energiczne wsparcie i pomoc generała-lejtnanta Buńkowa zapewniły dobre przygotowanie do wywozu środków techniki Wojsk Wewnętrznych z terytorium NRD.

Po zakończeniu wyprowadzenia Wojsk Wewnętrznych, dowódca grupy wojsk w NRD marszałek Greczko zwołał zebranie, na którym pochwalił dobrze zorganizowane wyprowadzenie wojsk. Przewóz techniki został zorganizowany prawidłowo, szczególnie podkreślił sprawność przeładunku środków techniki na radziecką kolej. Wyraźnie chwalił personel za zabezpieczanie środków techniki na platformach.

W marcu 1957r. Wojska Wewnętrzne zostały wyprowadzone na terytorium Związku Radzieckiego.

W kwietniu 1957r. zostałem mianowany naczelnikiem służby samochodowej dla Ukraińskiej i Mołdawskiej SRR.

Przy pierwszym zapoznaniu się ze stanem służb technicznych pułków ustalono:

1.We wszystkich jednostkach techniczny stan środków technicznych przewyższał KTG 0,90, a przy tym przekazanie ARZ-5 i ARZ-12 gospodarce państwowej stopniowo prowadziło do starzenia się parków samochodowych i naruszało ciągłość remontów. Komplikował się proces remontów techniki. Pułkowe warsztaty bez dostatecznej liczby jednostek roboczych nie mogły poradzić sobie z wojskowym remontem. Brak okręgowych środków remontowych dawał się we znaki.

2.Brakowało kontaktu ze służbami samochodowymi i pancernymi Kijewskiego, Odesskiego i Podkarpackiego Okręgów Wojskowych. Kadra oficerska nie uczestniczyła w szkoleniach.

3.Przy dobrze zorganizowanym szkoleniu kierowców i szkoleniu podoficerów nie poświęcano uwagi przygotowaniu do przemarszu kolumn samochodowych w składzie kompani, batalionu, pułku.

4.Przy dosyć dobrej obsadzie personalnej służb samochodowych pułków konwojowych i pułków ochrony zakładów przemysłowych, jednostki techniczne tych jednostek były organizacyjnie słabe.

5.Służba samochodowa Zarządu Wojsk [Wewnętrznych] ogólnie była słaba. Jednostki techniczne pułków i służby samochodowe miały przestarzałe wyposażenie, w jednostkach technicznych i służbach samochodowych oficerów z wyższym wykształceniem prawie nie było.

Przybycie generała-lejtnanta tow. Bułdowicza R. E. i uwaga, którą poświęcał służbom samochodowym i jednostkom technicznym pułków zaowocowały przeprowadzeniem następujących działań mających na celu wzmocnienie parków samochodowych jednostek i służb technicznych:

1.Wydzielono środki na opłaty i załatwiono miejsca na Wojskowej Akademii Transportowej Sił Zbrojnych dla młodych oficerów. W pierwszym roku przygotowano i odkomenderowano 6 młodych oficerów, wszyscy oni zdali egzaminy i zostali przyjęci w poczet słuchaczy Akademii, następnie co roku przygotowywano 2-3 oficerów, którzy spełniwszy warunki  rozpoczynali naukę w akademiach zaocznych i cywilnych instytutach transportu drogowego.

2.Wzmocniono organizacyjnie służby samochodowe i wprowadzono stanowiska zastępców do spraw technicznych w jednostkach konwojowych i pułkach ochrony zakładów przemysłowych.

3.Organizacyjnie wzmocniona [została] służba samochodowa dowództwa.

4.Przeprowadzono znaczące unowocześnienie techniki samochodowej i wprowadzono nowe środki techniki, szczególnie w jednostkach operacyjnych.

5.Polepszono przygotowanie parków samochodowych jednostek i personelu do prowadzenia kolumn i wykonywania przemarszów na odległość – 200-500km na dobę.

6.Przeprowadzono prace w celu przezbrojenia i budowie parków samochodowych.

7.Więcej uwagi poświęcono w pododdziałach samochodowych szkoleniu bojowemu i politycznemu oraz szkoleniu specjalistów.

8.Sformowano 10 jednostek wojskowych milicji, ustalono warunki przygotowania parków samochodowych.


Zebranie szkoleniowe zastępców dowódców pułków do spraw technicznych i naczelników służb samochodowych Ukraińskiej i Mołdawskiej SRR, Charków 1958r. I. I. Swietłakow – już w stopniu pułkownika siedzi czwarty z lewej, tuż obok generała. W tym czasie był już naczelnikiem służby samochodowej WW MWD dla w/w republik. 

Wszystkie w/w działania służyły lepszemu wykonywaniu służbowo-operacyjnej pracy przez Wojska [Wewnętrzne] i podwyższeniu ich gotowości bojowej.

W pułkach zebrała się plejada wspaniałych oficerów-automobilistów i nie można nie wspomnieć o wzorowej działalności zastępców dowódców pułków – podpułkowników: Siwokobylskiego, Dołżikowa, Bułyszewa, Poliszczuka, Dołgicha, Jemca, Dżokicza, Gurewicza, Strażkina, Biełego, Lepechina, Pugaczowa, Antonowa, Paszkiewicza, Sawieliewa, Szałamowa, Krawczenki; majorów: Leontiewa, Popowa i wielu innych. Na pochwałę zasługuje także uwieńczona sukcesami praca młodych oficerów zastępujących starą gwardię.


Szkolenie oficerów WW MWD USRR i MSRR, około 1960r.

Kończąc swoje wspomnienia chciałbym życzyć im dalszych sukcesów i przede wszystkim:


Zebranie zastępców dowódców jednostek i naczelników służb samochodowych WW MWD USRR i MSRR. Zdjęcie ze zbiorów I.I. Swietłakowa, jednak trudno rozpoznać go na tym zdjęciu. 

1.W kwestii doskonalenia służb technicznych i pododdziałów samochodowych umocnić dotychczasowe osiągnięcia i ustanowić nowe.

2.W związku z przekazaniem ARZ gospodarce narodowej podjąć działania w celu stwożenia skutecznych środków remontowych zdolnych zabezpieczyć remont wszystkich rodzajów techniki w każdym samodzielnym pułku.

3.W pełni wykorzystać nasze doświadczenie z lat pracy w wojennych latach i przy wykonywaniu wojskowo-czekistowskich operacji zawsze pamiętać [że] bez pododdziałów samochodowych dobrze wyszkolonych nie sposób zabezpieczyć bezawaryjne funkcjonowanie jednostek wojskowych.


Demonstracja nowych środków technicznych na zebraniu dowódców jednostek WW MWD USRR i MSRR, ok.1960r. Inżynier-pułkownik I. I. Swietłakow stoi po prawej. 

Załącznik: w tekście na                                 miejscach [?].

Pułkownik-inżynier wstanie spoczynku                                                               Swietłakow I. I.

12 kwietnia 1988r.


[1] Gorjuczie-SmazocznyjeMateriały – paliwo i smary

[2] Otdieł Snabżenija gorjuczim – oddział zaopatrzenia w paliwo

[3] Sbornyj Punkt Awarijnych Maszin – Punkt Zborny Pojazdów Uszkodzonych

[4] Kontrolno-propusknoj punkt – Punkt kontroli granicznej

[5] Okrużnaja Awto-Remontnaja Masterskaja – Okręgowy Warsztat Remontu Samochodów.

[6] Ministerstwo Gosudarstwiennoj Bezopasnosti – Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego, przemianowane z NKGB, przejęło jednak część obowiązków NKWD (Przemianowanego na MWD), np. przejmując Wojska Wewnętrzne.

Tłumaczenie i wstęp: Kamil Szustak

SUMMARY

This is a translation of the memoires of ingeneer-colonel of the interior troops Ivan Ivanovich Svetlakov – a veteran of the NKVD Interior troops. The translation of this memoires will be available in English on this website.

Omnia mea mecum porto – część druga

Tym razem chciałbym zaprezentować wyposażenie osobiste mojej żony – odtwarzającej postać felczera 1AWP w stopniu chorążego. Rzeczy osobiste w założeniu były przewożone transportem kołowym, dlatego zestaw jest dużo bogatszy niż przedmioty zwykłego żołnierza piechoty i więcej jest w nim elementów poprawiających komfort życia.


Zestaw jest w dużej mierze „dioramowy”, dlatego sporo w nim przedmiotów oryginalnych, raczej ekspozycyjnych niż użytkowych. Tym niemniej wszystkie są sprawne i mogą być używane – zresztą używanie „dioramowe” nie naraża ich na takie zużycie jak używanie „bojowe”. Oczywiście można wybrać z całości kilka niezbędnych elementów i skompletować zestaw „bojowy” z którym pani felczer będzie mogła swobodnie działać na pierwszej linii czy w marszu pieszym.
Wyposażenie spakowane zostało do oryginalnej, poniemieckiej skrzyni – walizki. Jest ona oznaczona symbolami czerwonego krzyża i opisana nazwą „Verein der Schlesische Malteser Ritter” – czyli „Stowarzyszenie Śląskich Rycerzy (Kawalerów) Maltańskich”. Organizacja ta powstała w 1867 r., w 1871 założyła m. in. szpital św. Jadwigi w Trebnitz (dziś Trzebnica). Związek był aktywny zarówno w trakcie pierwszej, jak i drugiej wojny światowej. Skrzynia mogła zatem należeć do członka niemieckiego personelu medycznego i jako taka bez problemu stać wojennym trofeum pani chorąży (wyobraźnia od razu rysuje mi scenę, w której żołnierze przynoszą taki podarek).


Wewnątrz skrzyni znajdujemy:
– amerykański wełniany koc z lend-leasu
– elementy umundurowania zimowego (uszanka, szalik wełniany, dwie pary rękawiczek wełnianych, w tym jedna z obciętymi palcami, zimowe onuce), do tego półkożuszek – serdak, bardzo stary wykopek strychowy
– płaszcz-namiot
– workoplecak (gdyby sytuacja wymagała przepakowania się do boju)
– pudełko na kobiece drobiazgi – pudełko jest oryginalnie przedwojenne, obite skórą lakierowaną w stylu art-deco, na wewnętrznej stronie wieka znajduje się lusterko
– szklanka (radzieckiej produkcji, z grubego szkła) z metalowym podstakannikiem i zabytkową łyżeczką
– regulaminowe woreczki na sól, herbatę i cukier
– ręcznik tkany w ukraiński wzór, kostka szarego wojskowego mydła (zakupione na bazarze na Ukrainie), mała emaliowana miseczka
– kociołek i sztućce (sztućce radzieckiej produkcji z lat 70)
– fartuch lekarski oraz tradycyjny, wiązany czepek na głowę ze znakiem czerwonego krzyża
– manierka personelu medycznego (dodatkowa), w pokrowcu umożliwiającym przenoszenie na ramieniu, służyła na pojenia rannych
– trofiejny wieszak – kobieta nie rzuci płaszcza byle gdzie…



Do tego w skład wyposażenia wchodzi torba sanitarna z wyposażeniem – nieco bogatszym niż w wypadku zwykłego sanitariusza, bo też i zakres działań felczera jest szerszy.
Mamy tutaj:
– drewniane łubki do usztywniania złamań
– nożyce
– metalowe pudełko z zawartością butelek aptecznych z medykamentami: wody utlenionej, jodyny, nadmanganianu potasu oraz kropli Inoziemcewa (popularne kiedyś lekarstwo na dolegliwości żołądkowe, na przełomie XIX i XX w. stosowane w leczeniu cholery, obecnie wycofane ze sprzedaży ze względu na niewielką zawartość wyciągu z opium). Etykiety butelek mojej produkcji, odpowiadające historycznym oryginałom. Do tego niemiecka buteleczka apteczna z etykietką opisaną na maszynie i zawartością chininy (leku na rozpowszechnioną w wówczas zimnicę, stosowanego także jako lek przeciwgorączkowy). W pudełku znajduje się także ołówek i zapałki.
– nożyk sierpak
– dwie opaski uciskowe (stazy) powojennej polskiej produkcji, ale konstrukcyjnie odpowiadające wojennym
– wata opatrunkowa, opaski podtrzymujące z gazy, opatrunki osobiste (opakowania papierowe mojej produkcji, papier pokryty lakierem bezbarwnym, co z jednej strony nadaje wygląd woskowy, z drugiej – chroni opatrunki przed wilgocią)
– opaska ze znakiem czerwonego krzyża



W końcu przedmioty osobiste przenoszone przy sobie:
– krzyżyk
– radziecka papierośnica z końmi
– samodziałowy portfel (produkcja pułkowych krawców) a w niej list od męża i podziękowanie za udział w walkach o Kołobrzeg
– trofiejny pistolet w skórzanej kaburze (kolejny podarek o wyleczonego żołnierza).



Na kieszeni bluzy zwraca uwagę przedwojenna odznaka PWK – pani felczer działała przed wojną w tej organizacji.

Zestaw jest oczywiście sukcesywnie rozbudowywany – na przeszkodzie stoją głównie koszty starych elementów wyposażenia „kobiecego” – np. przydałyby się szczotki do włosów, szminka, puderniczka itp. Do tego nadal poszukuję odpowiedniego stetoskopu.

Autor: Marcin Morawski

SUMMARY

In this article the author describes the belongings of an officer of medical service (chorąży – at that time Polish Army’s of soviet junior lieutenant). All of the equipment is packed into uniform pocets, a captured german travel trunk and a medical satchel.

GRH ‘Osiemnasty Kołobrzeski’ na I Marszu Zaślubin

Nazwa grupy zobowiązuje, gdy więc pojawiła się informacja o organizowanym pod egidą Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu Pierwszym Marszu Zaślubin Mrzeżyno-Kołobrzeg, od początku wiedzieliśmy, że musimy tam pojechać . Początkowo mieliśmy wystawić pięcioosobową ekipę (tyle zresztą jako minimum przewidywały zasady imprezy), w miarę jednak jak zbliżał się termin, sprawy zaczęły się sypać – najpierw z przyczyn finansowych odpadły dwie osoby, postanowiliśmy więc skorzystać z gościny GRH „Oka” i wziąć udział w marszu w ramach wystawianej przez nich drużyny. Później było już tylko gorzej: na dwa tygodnie przed imprezą już tylko dwóch spośród nas mogło pojechać, a na pięć dni przed okazało się, że będę jechał sam.


Choć oficjalnie stanowiłem już część drużyny wystawionej przez „Okę”, dojechać musiałem sam – koledzy z Namysłowa pojechali wcześniejszym pociągiem, ja zaś docieram do Kołobrzegu dopiero po godzinie 15. Korzystam więc z okazji, by, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, zwiedzić ekspozycję Muzeum Oręża Polskiego oraz pomęczyć pracowników pytaniami. Nie ukrywam, ze była to owocna wizyta, która pozwoliła na wyjaśnienie kilku nurtujących mnie kwestii. Po zakończeniu zwiedzania udaję się do Mrzeżyna, gdzie na hali widowiskowo sportowej zorganizowano nocleg dla uczestników marszu. Tam też wieczorem, po przybyciu wszystkich uczestników, odbyło się spotkanie organizacyjne wraz z wyjaśnieniem idei marszu i prezentacją grup biorących udział w imprezie. Warto tu wspomnieć, ze oprócz grup rekonstrukcyjnych (SH Erika, GRH Poland, GRH Kurica, GRH OKA, GRH Osiemnasty Kołobrzeski, Wielkopolskie Towarzystwo Techniki Militarnej) w marszu brali także udział uczniowie szkół, grupa PTTK ze Szczecina (startujący na nieco innych zasadach) oraz reprezentacja Akademii Marynarki Wojennej ze Szczecina. Następnie uczestnikom pozostawiono czas na integrację bądź odpoczynek po podróży.


W sobotę rano wstaję o 6 i nie byłem pierwszy – większość uczestników nie miała kłopotów ze wstawaniem choć pierwszy punkt programu ustalony był dopiero na godzinę 10.
Po spożyciu tradycyjnego już śniadania składającego się z dwu kromek komiśniaka ze słoniną i cebulą, wzbogaconego o mniej tradycyjny miód i herbatę poświęcam chwilę czasu na przygotowanie sprzętu. Ogólnie, oprócz workoplecaka wypchanego do granic możliwości i przytroczonego doń hełmu wziąłem rozszerzone oporządzenie oficerskie – pas z koalicyjką i repliką broni krótkiej (pistolet TT), mapnik, manierkę z wodą i kaburę na rakietnicę przerobioną na torbę podręczną. Do tego wymagana przez organizatora (choć niepasująca do sylwetki oficera) replika broni długiej. Organizator wymagał obciążenia minimum 8kg, przy ważeniu okazało się, że sam mój plecak wraz z hełmem waży 9 kilo. Nie ma potrzeby ważenia reszty, więc nie nalegam. Po co się zawczasu denerwować?


Przed dziesiątą uczestnicy wyruszają szykiem zwartym pod pomnik upamiętniający zaślubiny z Morzem dokonane siedemnastego marca 1945r. przez żołnierzy 2PU 1WBK. Tam też odbywają się uroczystości z udziałem Wojska oraz asystą wystawioną przez GRH 2 Pułku Ułanów. Upamiętniając rocznicę, dwóch konnych członków grupy odtworzyło akt zaślubin sprzed blisko siedemdziesięciu lat. Po zakończeniu uroczystości na plażę wylegają również uczestnicy marszu chcąc choć przez chwilę poczuć ten sam entuzjazm, który po dotarciu nad brzeg morza towarzyszył żołnierzom 1 Armii Wojska Polskiego – sprawdzanie smaku wody i okrzyki na cześć powrotu Bałtyku do Polski trwają dłuższą chwilę. Potem uczestnicy marszu wracają na wydmy – kuchnia polowa zaczęła wydawać obiad (grochówkę z chlebem). Po posiłku następuje oficjalne otwarcie marszu. Komandor marszu prowadzi krótką odprawę i ruszamy.


Trasa początkowo wiedzie zaśnieżoną plażą, by po jakichś pięciu kilometrach zboczyć do lasu i dalej w kierunku Rogowa. Tam, w starym hangarze, obecnie mieszczącym ekspozycję muzealną, odnajdujemy pierwszy punkt kontrolny. Zapowiadane ważenie sprzętu odbywa się tylko „na oko”, za to do wykonania jest zadanie – opatrywanie rannego w szyję. Mnie akurat przypada w udziale rola rannego – przydał się jeden z przenoszonych opatrunków osobistych. Po zaliczeniu zadania i przybyciu reszty grupy, wypijamy po przydziałowej herbacie i ruszamy w dalszą drogę. Ta zaś, wiodąc ponownie przez las, wkrótce wyprowadza nas z powrotem na plażę. O ile wcześniej uczestnicy starali się mniej więcej trzymać w grupach, o tyle teraz już każdy idzie jak chce. Choć przeczy to trochę idei marszu grupowego, pozwala każdemu utrzymać wygodne tempo. Plażą idziemy aż do Dźwirzyna, gdzie trasa wiedzie wzdłuż głównej ulicy miasteczka. Tu też popełniam grzech lenistwa, który wkrótce mści się na mnie okrutnie – jeszcze w Mrzeżynie przemoczyłem nogi, toteż przynajmniej w chwili wejścia na asfalt powinienem był zmienić skarpety na suche. Niestety, niechęć do postoju i przepakowywania plecaka wzięły górę na rozsądkiem. Skutki dość własnego lenistwa będę odczuwać jeszcze dwa dni po zakończeniu imprezy.


Tymczasem za Dźwirzynem, w lesie, osiągamy drugi punkt kontrolny i dostajemy drugie zadanie do wykonania – czołganie pod ostrzałem. Nad ścieżką rozpięto sieć ze sznurka połączoną z dzwoneczkiem – każde zaczepienie o sznurek symbolizowało trafienie sygnalizowane dźwiękiem dzwonka. Choć można czołgać się na lekko, decyduję się na przeprawę z plecakiem na grzbiecie. W pewnym momencie przytroczony doń hełm zaczepia o linkę. Cóż – hełm dziurawy, na szczęście zawadzenie

ekwipunkiem nie powoduje dyskwalifikacji. Po przebyciu „ostrzeliwanego” odcinka czekam na resztę grupy i korzystam z okazji by chwilę odpocząć, posilić się kawałkiem kiełbasy i wreszcie zmienić skarpety – niestety o wiele za późno – podeszwy stóp mam całkiem obtarte. Podczas postoju okazji dochodzą mnie wieści, że kilka osób wycofało się z marszu. Na szczęście za chwilę wiem już, że to nie moja grupa
Doczekawszy się przybycia wszystkich członków grupy, ruszam w dalszą drogę, wiodącą ponownie przez las, by po pewnym czasie dogonić inną grupę uczestników. Czasu jeszcze dość, więc postanawiam zwolnić – w końcu w grupie raźniej, a nie o rywalizację tu przecież chodzi. Idący z nami członek grupy PTTK zwraca naszą uwagę na znajdujące się przy drodze groby – podobno nie ma żadnych wzmianek na ten temat w źródłach pisanych, a nikt już nie pamięta kto tam leży – uciekający niemieccy cywile, żołnierze czy może powojenni osadnicy. Tak czy inaczej miejscowi pamiętają o nich – na grobach leżą kwiaty, płoną też znicze. Pozwalamy sobie na chwilę zadumy, po czym ruszamy w dalszą drogę.


Wkrótce trasa wyprowadza nas z lasu na ścieżkę rowerową. Teren bardziej otwarty, toteż w oddali dają się wkrótce zauważyć bloki – to już Kołobrzeg. Ostatnie kilometry proponuję przebyć ze śpiewem na ustach. W tym miejscu chciałbym wyrazić swój podziw dla reszty uczestników za mężne znoszenie moich wątpliwej jakości popisów wokalnych. Tak czy inaczej – okazuje się, że niektórzy znają jeszcze odpowiednie piosenki.
Na metę marszu docieramy późno – około 16.30. Po wpisaniu się na listę udajemy się na miejsce zakwaterowania – salę gimnastyczną przy pobliskim zespole szkół. Wieczorem czeka nas jeszcze wspólna z uczestnikami rajdu pojazdów historycznych kolacja w Reducie Solnej. Ciasne, słabo oświetlone wnętrze oraz pasujący do realiów posiłek (kasza z warzywami i odrobiną mięsa) tworzą rzeczywiście klimat wojska stojącego na kwaterach po długim marszu. Niestety, odwołane zostaje zapowiedziane ognisko, a uczestnicy dość szybko rozchodzą się, w związku z czym zapowiedziane wykłady również się nie odbywają.


Następnego dnia rano większość grup rozjeżdża się do domów. Z drużyny moich gospodarzy zostaje tylko Wojtek, który decyduje się na udział w planowanej inscenizacji. O 10 udajemy się na mszę w intencji uczestników walk o Kołobrzeg, następnie wraz z przewodnikiem zwiedzamy ekspozycję muzealną na temat historii miasta i udajemy się pod latarnię morską, by zobaczyć miejsce gdzie 68 lat temu odbyły się Kołobrzeskie zaślubiny Polski z Morzem. O 13 pod Pomnikiem Zaślubin rozpoczyna się inscenizacja. Niewielu rekonstruktorów pozostało, tłum robią głównie uczestnicy III Rajdu Zaślubin. Mnie, Wojtkowi i Piotrkowi z dzierżoniowskiego koła ZWiRWP przypada w udziale zaszczytna funkcja pocztu sztandarowego. Inscenizacja, choć skromna, bardzo podoba się publiczności – po jej zakończeniu wiele osób chce zrobić zdjęcie z historycznymi pojazdami lub choćby tylko w towarzystwie rekonstruktorów.

Następny punkt programu to wspólny obiad z weteranami. Niestety, nie udaje nam się skorzystać z okazji by posłuchać relacji uczestników wydarzeń – spieszymy się na pociąg, a musimy jeszcze odebrać z muzeum nasze rzeczy i dyplomy uczestnictwa. Spod restauracji zabiera nas jeden z uczestników III Rajdu Zaślubin – trafia się więc nam okazja do krótkiej przejażdżki historycznym samochodem. W muzeum schodzi niestety więcej czasu niż się spodziewaliśmy – gdy wychodzimy jest już 15.15, a pociąg mamy 15.28. Ponownie prosimy o pomoc uczestnika rajdu, niestety zabytkowy GAZ psuje się po kilku metrach. W pośpiechu szukamy alternatywnego transportu – bez efektu. W końcu ktoś radzi nam, byśmy złapali taksówkę spod katedry. Czasu coraz mniej, więc spod muzeum, mimo protestu zmęczonych stóp, ruszamy biegiem z całym bagażem. Na szczęście tuż za katedrą dostrzegamy taksówkę na postoju – bez problemu udaje nam się dotrzeć na dworzec. To już koniec naszego udziału w marszu. Wrócimy tu za rok.

Podsumowując – impreza udana, blisko dwudziestokilometrowy marsz daje mozliwość wczucia się w sytuację żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego, którzy nieraz musieli pokonywać o wiele większe odległości na własnych nogach. Tego rodzaju inicjatywa to oryginalny sposób upamiętnienia wydarzeń historycznych. Choć kilka punktów programu się nie odbyło, a i kontrole na punktach nie były zbyt dokładne, trudno winić za to organizatora – wszak to pierwsza taka impreza a i program był bardzo napięty.

W tym miejscu chciałbym podziękować organizatorom i wszystkim uczestnikom marszu. W szczególności zaś GRH „Oka” za wzięcie mnie na czas marszu pod swoje sztandary. Szczególne podziękowania należą się też pracownikom Muzeum Oręża Polskiego za wyczerpujące odpowiedzi na moje pytania.
Więcej informacji i zdjęć z imprezy zobaczyć można tu:
http://www.muzeum.kolobrzeg.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=768:68-rocznica-zalubin-polski-z-morzem-fotorelacja&catid=1:aktualnoci&Itemid=5
oraz tu: 
http://wwwv.miastokolobrzeg.pl/wiadomosci/5818-przyszlimy-do-ciebie-morze-68-lat-temu.html
W artykule wykorzystałem zdjęcia Karoliny Kot i Radosława Kopytyńskiego.

Autor: Kamil Szustak

Dokumenty odznaczeniowe i inne pisemne wyrazy uznania w 1 i 2 AWP

Tak jak w każdej armii, także w Odrodzonym Wojsku Polskim, jak nazywano polską armię tworzoną w ZSRR, istniał szereg nagród, które żołnierz mógł otrzymać zarówno za sukcesy na polu bitwy jak i po prostu za doskonałe wywiązywanie się z powierzonych obowiązków. Najbardziej oczywiste nagrody, to oczywiście odznaczenia wojskowe. Mniej oczywiste, to pisemne podziękowania za udział w konkretnych bitwach lub kampaniach, mające najczęściej postać dyplomów, pochwały oraz awanse na wyższy stopień. Oprócz tego żołnierz mógł zostać nagrodzony np. krótkim urlopem, jednak tego rodzaju nagrody rzadko zostawiały trwały ślad w postaci zaświadczenia, które żołnierz chroniłby jak skarb. Przyjrzyjmy się zatem poszczególnym kategoriom nagród.

Odznaczenia


Charakterystyka służbowa sierżanta Witolda Urbańskiego z 28 pułku piechoty, wymieniająca m.in. dwa odznaczenia bojowe i pochwałę za dobrą pracę .

                System odznaczeń w 1 i 2 Armii Wojska Polskiego nie był w pełni jednolity. Choć odznaczenia istniejące w czasach II Rzeczypospolitej przyznawano mniej więcej zgodnie z przedwojennymi zasadami, to sporo zamieszania wprowadziły odznaczenia ustanowione przez nowe władze – takie jak medale „Zasłużonym na polu chwały” (wprowadzone po bitwie pod Lenino) czy Order Krzyża Grunwaldu (ustanowiony 1stycznia 1944r.) – upodobniły one nieco system odznaczeń do radzieckiego, ale równocześnie utrudniły zadanie piszącym wnioski odznaczeniowe (np. z lektury „Osiemnastego Kołobrzeskiego” można by wyciągnąć wniosek, że za niemal identyczny czyn żołnierz mógł otrzymać zarówno brązowy medal „Zasłużonym na polu Chwały”, jak i Krzyż Walecznych). Mniej chętnie nadawano za to inne odznaczenia – np. Krzyż zasługi (choć zwykle trzymano się zasad przedwojennych np. dotyczących przyznawania konkretnych klas odznaczenia osobom o odpowiedniej randze) – odznaczenie to zresztą wkrótce po wojnie uległo pewnej dewaluacji. Jednocześnie żołnierze polscy mogli otrzymać odznaczenia radzieckie i, wbrew dość rozpowszechnionemu poglądowi, nie były one zarezerwowane wyłącznie dla żołnierzy oddelegowanych z Armii Czerwonej.

                W czasie wojny i przez pewien czas po niej, odznaczenia wojskowe wydawano wraz z zaświadczeniem tymczasowym, które następnie podlegało wymianie na właściwy dokument. Często też, przy braku odpowiedniego odznaczenia, żołnierz otrzymywał jedynie zaświadczenie i baretkę odznaczenia. Oba te zwyczaje przejęto z Armii Czerwonej, gdzie w czasie wojny również stosowano zaświadczenia tymczasowe o bardzo podobnym wyglądzie a także w przypadku braku odznaczenia wręczano samą baretkę (złośliwi twierdzą, że był to główny  powód wprowadzenia w ZSRR baretek w 1943r.).

                W Wojsku Polskim stosowano zaświadczenia tymczasowe dwu wzorów (a przynajmniej jedynie dwa ich wzory są mi znane). Z dostępnego materiału wynikałoby, ze oba wzory funkcjonowały jednocześnie, trudno zatem orzec który z nich był wcześniejszy, zwraca jednak uwagę fakt, że jeden z nich wydaje się kopią radzieckiego dokumentu tego typu (przykład obejrzeć można na stronie rkka.ru – http://rkka.ru/docs/images/zbz.jpg – inna sprawa czy był to jedyny wzór takiego dokumentu stosowany w Armii Czerwonej). Dlatego też umownie nazwijmy ten wzór „pierwszym”.

                Dokumenty tego typu mają postać prostokąta papieru o wymiarach mniej więcej 17,5cm na 13cm. Ślady perforacji na lewym końcu świadczą, że wypisywano je w bloczku, z którego następnie były odrywane.

W lewym górnym rogu dokumentu widniał orzeł państwowy bez korony, a pod nim napis „Wojsko Polskie”. Poniżej, pośrodku widniał tłustym drukiem tytuł dokumentu: „Tymczasowe Zaświadczenie Nr___” – numer wypisywano ręcznie, lub nanoszono za pomocą pieczątki-numeratora. Poniżej tytułu od lewej zaczynała się treść dokumentu: „Okaziciel niniejszego____” – tu następowała zajmująca dwie linijki rubryka na stopień, nazwisko imię i imię ojca odznaczonego – „odznaczony___” – tu rubryka na nazwę autora rozkazu lub dekretu oraz rubryka na numer owego oraz jego datę. Poniżej, tłustym drukiem i dużymi literami umieszczono napis „ZA BOHATERSKIE CZYNY i DZIELNE ZACHOWANIE SIĘ W WALCE Z NIEMIECKIM NAJEŹDŹCĄ”, a w linijce poniżej, już normalnym drukiem „Orderem, medalem ____” – przy czym właściwą kategorię podkreślano lub wykreślano niewłaściwą. Poniżej znajdowało się po prawej stronie miejsce na podpis (wraz ze stopniem i zajmowanym stanowiskiem) wręczającego odznaczenie, zaś po stronie lewej litery „M. p.” oraz miejsce na datę. Litery te to prawdopodobnie efekt dość bezmyślnego tłumaczenia z rosyjskiego – w dokumentach rosyjskich z tej strony było miejsce pieczęci (opisane właśnie „M.P.”), jednak w polskim dokumencie nie było tam zbyt wiele miejsca na pieczątkę, którą zwykle przybijano między datą a podpisem wręczającego lub bezpośrednio przy podpisie tegoż.

Wzór „drugi” wyglądał podobnie  – posiadał podobne wymiary, w lewym górnym rogu również widniało godło i napis „Wojsko Polskie”, poniżej zaś znajdował się tytuł, różniący się od tego w pierwszym wzorze jedynie faktem użycia wyłącznie wielkich liter. Następne rubryki pozostały niezmienione, poniżej ich jednak nie było już napisu o bohaterskich czynach i dzielnym zachowaniu ani rubryki na nazwę odznaczenia, a jedynie puste miejsce, gdzie nazwę tą wpisywano. Na dole zaś po lewej znajdowało się miejsce na datę (już bez liter „M. p.”), a po prawej – na podpis wręczającego, tym razem podzielony na dwie rubryki. Za najlogiczniejsze miejsce na pieczęć większość oficerów uznawała środek dokumentu, nieco powyżej linii daty.


Przykład tymczasowego zaświadczenia drugiego typu – tu akurat od medalu “Za Warszawę” 

Oczywiście jak to zwykle bywało w warunkach wojennych, nie zawsze było dosyć blankietów, by starczyło dla wszystkich. Toteż czasem sporządzano zastępcze blankiety (zastępcze wersje dokumentów zastępczych!) z użyciem maszyny do pisania. Czasem również wypisywano zaświadczenia odręcznie. Od 1946r. zaczęto stopniowo zastępować zaświadczenia tymczasowe legitymacjami – nie spotkałem się nigdzie z zaświadczeniem tymczasowym późniejszym niż październik 1946r.


Zastępcze zaświadczenie tymczasowe o nadaniu brązowego medalu “zasłużonym na polu chawały” dla kaprala Stanisława Robaka z 1 Samodzielnego Plutonu Pontonowo-Mostowego. 

Inaczej sprawa wyglądała z wprowadzonymi w 1945r. Medalem Zwycięstwa i Wolności oraz Odznaką Grunwaldzką. Ten pierwszy wręczano wraz z dyplomem przypominającym dyplomy awansów na wyższy stopień formatu A4 lub na mniejszych, mających postać prostokąta o wymiarach 15,5cm na 20cm. Odznakę grunwaldzką nadawano początkowo z bardzo ozdobnym dyplomem, później jednak oba te odznaczenia wręczano z legitymacjami, przy czym odznaka grunwaldzka jest przy okazji prawdopodobnie jedynym odznaczeniem, do którego stosowano wczesną, ozdobną legitymację wzoru wprowadzonego w latach 40. do końca lat 80.


“Duży dyplom” medalu Zwycięstwa i Wolności. 

“Mały Dyplom” medalu Zwycięstwa i Wolności. 

Legitymacja odznaki grunwaldzkiej dla Chorążego Stanisława Rapacewicza z 2 Berlińskiego Pułku Piechoty. 

                Większość polskich żołnierzy oznaczonych radzieckimi orderami i medalami otrzymała te odznaczenia dopiero po wojnie, w związku z czym najczęściej spotyka się do nich już dokumenty stałe – legitymacje, ewentualnie dyplomy. Żołnierze odznaczeni w czasie wojny otrzymywali zwykle dokumenty tymczasowe, które dopiero po wojnie podlegały wymianie na książeczkę orderową bądź legitymację odpowiedniego odznaczenia.


Legitymacja radzieckiego medalu “Za zwycięstwo nad Niemcami” dla szeregowca Michała Podlaka z 8 Kołobrzeskiego Batalionu Saperów. Co ciekawe – legitymacja podpisana osobiście przez gen. Popławskiego.

Niedatowana legitymacja radzieckiego medalu “Za wyzwolenie Warszawy” dla sierżanta podchorążego stanisława Rapacewicza. 

Podziękowania

                Zwyczaj wręczania żołnierzom podziękowań głównodowodzącego za udział w bitwach lub kampaniach przejęty został z Armii Czerwonej. Żołnierze radzieccy za np. udział w zdobywaniu miasta mogli otrzymać dyplom (w przypadku szeregowców najczęściej uproszczone zaświadczenie lub nawet tylko odpowiedni wpis w książeczce wojskowej) wdzięczności Stalina. Przykłady takich dyplomów można zobaczyć znów na stronie rkka.ru:  http://rkka.ru/docs/personal/thanx.htm. Żołnierze polscy początkowo również dostawali podziękowania od Stalina. Trudno powiedzieć jak do tego podchodzili, ale np. podziękowanie za forsowanie odry było wręczane już nie w imieniu radzieckiego przywódcy, a generała Roli-Żymierskiego, zaś ogólne podziękowanie dla żołnierzy 1AWP wydawane było przez Zarząd Polityczno-Wychowawczy 1 Armii Wojska Polskiego. Oczywiście jak to w warunkach frontowych, blankiety na których wydawano podziękowania różniły się między sobą, czasem też z braku blankietów wydawano je w formie zastępczej – np. pisane na maszynie.


Podziękowanie za Warszawę – bardzo ozdobna wersja – faksymile dokumentu ze zbiorów MWP. 

Zwykle podziękowanie takie miało rozmiar 15cm x 11cm lub 21cm x 14cm, choć bywały też podziękowania na kartkach formatu A4. Podziękowania były zazwyczaj ozdobione motywem nawiązującym jakoś do danej bitwy lub przynajmniej godłem państwowym. Niektóre, jak np. podziękowanie za forsowanie Odry nie miały żadnych ozdób, inne miały ornament bardziej skomplikowany, choć nie widziałem nigdy podziękowań tak ozdobnych jak niektóre radzieckie. Niektóre zaświadczenia wydawano na kolorowym papierze – być może miało to znaczenie symboliczne, a może zależało od przypadku – podziękowania za Warszawę widziałem najczęściej na czerwonym papierze, za Kołobrzeg – tylko na niebieskim, jednak brak odpowiednio licznego materiału porównawczego uniemożliwia wyciągniecie jednoznacznych wniosków. Zwłaszcza, że np. podziękowanie za zdobycie miast Pomorza Zachodniego występowało zarówno na papierze zielonym jak i niebieskim.


Podziękowanie za Warszawę na czerwonym papierze. 

Podziękowanie za Warszawę na zwykłym papierze dla plutonowego Wojciecha Tomaszewskiego z 2 samodzielnego batalionu ochrony. 
Podziękowanie za Czaplinek, Złocieniec i Drawsko

Podziękowanie za Złotów, Jastrowie, Nadarzyce, Mirosławiec i inne miasta Pomorza Zachodniego na zwykłym papierze.

Podziękowania były zbyt różnorodne by opisać tu ich ogólny wygląd. Przykłady zobaczyć powyżej i niżej.

I to samo na niebieskim papierze.
Podziękowanie za Kołobrzeg – choć większość była, jak to, na niebieskim papierze, w MOP w Kołobrzegu znajduje się egzemplarz na zwykłym.

Podziękowanie za Wał Pomorski – duży ozdobny dyplom, bardziej zbliżony do radzieckich.  Jedyny znany mi egzemplarz tego wzoru, prawdopodobnie lokalna wersja.

Podziękowanie za forsowanie Odry, wariant 1. 

Podziękowanie za forsowanie Odry, wariant 2; dla szeregowca Józefa Steppela z 2 samodzielnego batalionu roboczego; dokumet z kolekcji Przemysława Trzeciaka.

Podziękowanie za forsowanie odry, dokumet zastępczy. 

Podziękowanie dla żołnierza 1AWP za całokszałt służby; dokumet z kolekcji Przemysława Trzeciaka 

Pochwały i awanse

                Innym wyrazem uznania były np. pochwały pisemne – pochwał udzielano w rozkazie dziennym, czasem również (choć to prawdopodobnie pojawiło się dopiero po wojnie) wysyłano zawiadomienie rodzinie żołnierza. Każdą pochwałę wpisywano do akt, zaś każdy taki wpis brany był pod uwagę przy decyzjach awansowych. Pochwałę uzyskać można było za wzorowe wykonywanie zadań na czas, za zasługi, które wymagały nagrody, a nie zostały uznane za dostatecznie wielkie, by przyznać za nie jakiekolwiek odznaczenie – dla przykładu, zwiadowca, który wykonał zadanie dokładnie według rozkazu (np. rozpoznał w wyznaczonym terminie wskazany obiekt) dostawał pochwałę. Jeśli jeszcze przy okazji złapał „języka” i było to kolejne tak dobrze wykonane zadanie – mógł liczyć na medal. Mniej bojowo patrząc – pisarz kompanii, który przepisywał dokumenty na czas mógł liczyć na pochwałę. Jeżeli jednak robił to samo w czasie ostrzału artyleryjskiego, gdy większość żołnierzy skryła się w ziemiankach i mimo to wykonał swoją pracę – mógł dostać medal.

                Najbardziej cenionym – zaraz po odznaczeniach – wyrazem uznania był awans na wyższy stopień. Oprócz prestiżu, awans przynosił też całkiem wymierne korzyści – np. wyższy żołd czy większy wpływ na własny los. W czasie wojny najczęściej żołnierzom nie wręczano zwyczajowego dyplomu mianowania na wyższy stopień, jednak pisemnym śladem pozostawał sam zatwierdzony wniosek awansowy (choć zwykle osoba awansowana nie oglądała go na oczy). O awansie decydował szereg czynników – po pierwsze, ważne było, czy istnieje wakat na stanowisku, które osoba awansowana powinna objąć w związku ze stopniem (nie miało to może znaczenia w przypadku awansu na kaprala, ale np. w przypadku awansu na sierżanta – już tak); po drugie rozważano kompetencje osoby przedstawianej do awansu (to również nie miało wielkiego znaczenia w niektórych przypadkach); Po trzecie wreszcie brano pod uwagę ogólne zachowanie i dotychczasową służbę danego żołnierza – Tu liczyły się wszystkie odznaczenia i pochwały, ale także wszelkie zasługi, które nie doczekały się nagrody, ale nie zostały zapomniane.


Odpisy awansów, podające krótkie uzasadnienie. 

                Powyższe opracowanie oczywiście nie wyczerpuje tematu, może również zawierać błędy i nieścisłości. W związku z tym tak jak zawsze chętnie zapoznam się wszelkimi merytorycznymi uwagami. W tym miejscu chciałbym również podziękować wszystkim, którzy kontaktowali się ze mną po publikacji poprzednich artykułów, zwłaszcza wszystkim tym, którzy podzielili się wiedzą i udostępnili posiadane dokumenty.


Inny dowód uznania – nadanie ziemi wraz zabudowaniami na Ziemiach Odzyskanych.  Właściciel tego dokumentu – st. wachmistrz Łukasz Trusz z żandarmerii 6DP – z nadania nie skorzystał.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

The text discusses various written “gratitude” documents used in the Polish Army in the East – award documents, gratitude certificates, promotions etc. and gives examples of those from author’s collection. Since the article was written in February 2013, some documents may have changed ownership in the meantime.