Czerwonoarmiści w Wojsku Polskim i Polacy w Armii Czerwonej cz.XI – płk. Józef Dyrynda

Ta część będzie nieco obszerniejsza. Co prawda poszukiwania w archiwach rosyjskich dały rezultaty wysoce niezadowalające, a do tego w monografii pierwszej jednostki WP do której początkowo trafił bohater niniejszego artykułu nie ma o nim ani słowa, ale ponieważ doszedł on później w Wojsku Polskim do wysokich stanowisk, to doczekał się tekstu poświęconego wyłącznie swojej osobie. Dzięki temu w ten artykuł uda się tchnąć nieco więcej życia niż w poprzednie części. Mamy tu zresztą kolejnu przykład człowieka, który wpisuje się w obie kategorie objęte tym cyklem – polaka zmobilizowanego do Armii Czerwonej i czerwonoarmisty, który na własną prośbę skierowany został do Wojska Polskiego. Zapraszam do lektury.

Józef Dyrynda urodził się w 1917r. w Smoleńsku. Rodzina jednak szybko przeniosła się na Białostocczyznę, do wsi Montowty. W Polsce nasz bohater skończył 7 klas szkoły, zaś w 1936r. podjął pracę jako drogomistrz w Wołkowysku, gdzie zajmował się obsługą sprzętu technicznego. Jego praca najwyraźniej była bardzo potrzebna Państwu Polskiemu, które już wówczas znane było z raczej kiepskiej jakości dróg, gdyż dzięki niej początkowo nie poszedł do wojska – zachowane zaświadczenie z 1936r. informuje o powtórnej rejestracji poborowego.

Zaświadczenie o powtórnej rejestracji poborowego

W 1938r. Został zmobilizowany i trafił, jako szeregowy, do 76 pułku piechoty w Grodnie. W jego szeregach wziął udział w kampanii wrześniowej.

W wyniku działań wojennych jego ojczyste strony znalazły się pod radziecką okupacją. Ponieważ ZSRR także słynął jako państwo dróg kiepskiej jakości, doświadczeni specjaliści w tej dziedzinie byli dla nowej władzy na wagę złota. Józef Dyrynda powrócił więc na stanowisko drogomistrza (w jego radzieckiej książeczce wojskowej zawód podano jako „dor.[ożnyj?] diesatnik”). Pozostawał na tym stanowisku aż do 1940r.

Wygląda na to, że rodzina uniknęła prześladowań, choć w dedykacji na pożegnalnym zdjęciu z 1940r. współpracownicy określili go na poły żartobliwie jako „kułaka”.

W każdym razie w roku 1940 powołany został przez RWK w Świsłoczy do Armii Czerwonej i ze względu na dotychczasowy zawód został saperem. Dość szybko skierowano go na kurs podoficerski. Wkrótce po jego ukończeniu otrzymał awans młodszego sierżanta i przydział do Oficerskiej Szkoły Inżynieryjnej w Moskwie na stanowisko instruktora maszyn inżynieryjnych.

Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej zastaje go w Sołniecznogorsku, w obozie szkoleniowym dla kursantów. Obóz przeniesiono wkrótce do położonego bardziej na wschód Bołszewa, gdzie kontynuowano zajęcia, jednocześnie jednak wykorzystując kursantów oraz żołnierzy z pododdziału zabezpieczenia procesu nauczania – wśród nich także starszego sierżanta Dyryndę – do doraźnych zadań związanych z usuwaniem szkód spowodowanych niemieckimi nalotami. Następnie saperów skierowano do wykonywania umocnień w rejonie Wołkołamska i Możajska, po czym powrócili do Bołszewa, wciąż jednak często wzywani byli do naprawy szkód spowodowanych nalotami.

Podczas wykonywania tych zadań młody podoficer o mały włos nie trafił pod sąd z zarzutem sabotażu. Gdy podczas odbudowy mostu w mieście Sofrino (ok. 30 km na północ od Bołszewa) zepsuł się obsługiwany przezeń kafar, przełożony, wiedząc, że jego podwładny jest Polakiem z Zachodniej Białorusi, postanowił wykazać się rewolucyjną czujnością. Gdy w rejon przybył komendant szkoły, generał Jermołajew, oficer przedstawił mu całą sprawę oskarżając żołnierza o niesłusznym pochodzeniu o celowe uszkodzenie maszyny. W ówczesnych warunkach oznaczało to karę śmierci, lub w najlepszym wypadku karną kompanię. Na szczęście generał zdawał sobie sprawę z tego jaką wartość stanowią przeszkoleni specjaliści i zażądał okazania dokumentacji maszyny. Gdy okazało się, że już trzy lata wcześniej minął okres eksploatacji kafara, starszy sierżant Dyrynda nie tylko uniknął sądu wojskowego, ale dodatkowo otrzymał pochwałę za utrzymanie sprzętu w dobrym stanie ponad określoną normę.

Gdy Niemcy podeszli pod Moskwę, szkołę ewakuowano na Ural, do miasta Mienżelińsk. Tam cykl nauczania skrócono z 3 lat do 7 miesięcy, kładąc większy nacisk na zajęcia praktyczne. Dla Józefa Dyryndy i pozostałych żołnierzy pododdziału oznaczało to więcej pracy.

Po odrzuceniu Niemców spod radzieckiej stolicy, w początkach 1942r. szkołę powtórnie przeniesiono do Bołszewa. O tym jak szybko i w jakim bałaganie wszystko przebiegało najlepiej może świadczyć książeczka wojskowa Józefa Dyryndy – wydana mu w 1941r., nie zawiera nie tylko żadnych wpisów o przebiegu służby, ale nawet informacji o awansach.

***

Uzupełnienie

W styczniu 2025 udało się pozyskać brakującą stronę z książeczkiczerwonoarmisty:

***

Służba pod Moskwą ma swoje plusy – jednym z nich jest to, że żołnierze okolicznych jednostek jako pierwsi otrzymali nowe mundury w początkach 1943r. Również starszy sierżant Dyrynda otrzymał nową gimnastiorkę i pagony z trzema galonami, korpusówką saperów i dużym monogramem „M” wskazującym na pełnienie służby w Moskiewskiej Szkole Inżynieryjnej. Być może po to, aby dopasować się do „carskiego” munduru, a może po to, by wyglądać poważniej (choć z dzisiejszej perspektywy wygląda na to, że efekt był raczej odwrotny), Józef Dyrynda zapuścił wąsik.

Sierżant Józef Dyrynda jako podoficer plutonu obsługi technicznej Moskiewskiej Szkoły Oficerskiej

Gdy wiosną dowiedział się o formowaniu 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, złożył podanie o skierowanie go do polskiego wojska. W tym celu został skierowany do RWK w Mytiszczach. Z badaniem lekarskim w wojenkomacie wiąże się pewna anegdota. Otóż gdy 13.06.1943r. młody podoficer Dyrynda stanął przed komisją w pełnym mundurze, jeden z członków zadał pytanie, dlaczego się nie rozbiera. W odpowiedzi padło: Bo jestem Polakiem! I tak oto młody żołnierz uzyskał na orzeczeniu lekarskim, chyba jako pierwszy w historii, rozpoznanie nieznanej dotąd, nieuleczalnej choroby o podłożu genetycznym: „Polak”.* Oprócz orzeczenia otrzymał także skierowanie do Wojska Polskiego, z pierwszym rozkazem wyjazdu wydanym do miejscowości Ramienskoje, skąd zapewne kontynuował podróż do stacji Diwowo. Kopia rozkazu wyjazdu wystawionego przez Mytiszczński RWK jest jedynym wojennym dokumentem dotyczącym Józefa Dyryndy jaki udało się znaleźć w radzieckich archiwach wojskowych. Dokument ten nosi datę 14.06.1943r., zatem mało prawdopodobne wydaje się, by do Sielc dotarł 15. Czerwca, jak podaje Nowiński.**

Rozkaz wyjazdu. Warto zwrócić uwagę na dość niecodzienny błąd w patronimiku – zamiast “Ulianowicz” lub “Julianowicz” z nieznanych przyczyn wpisano “Chalianowicz”

Tak czy inaczej, po dotarciu do obozu sieleckiego dostał skierowanie na stanowisko zastępcy dowódcy plutonu saperów w 2pp. Choć od razu otrzymał uznanie stopnia plutonowego (jako ówczesnego odpowiednika radzieckiego starszego sierżanta), pierwsze zdjęcie w polskim mundurze pokazuje go bez oznak stopnia – prawdopodobnie ze względu na brak taśmy dystynkcyjnej. Na zdjęciu widać także, ze jak wszyscy nowo przybyli, tak i młody podoficer nie uniknął golenia głowy. Pewnej normalizacji uległy też wąsy naszego sapera.

Józef Dyrynda jako żołnierz 1DP

Moment przybycia Dyryndy do pułku był już dość późny – pododdziały dywizji szkoliły się i szykowały do przysięgi. Podobno jednak szybko znalazł wspólny język z dowódcą plutonu – ppor. Sławomirem Nowickim, radzieckim Polakiem.

***

Uzupełnienie

W styczniu 2025 udało się pozyskać dwustronny dowód osobisty Józefa Dyryndy. Stopień i funkcję podano jako “kapral drużynowy”. Nadanie stopnia kaprala byłoby degradacją, dlatego też bardziej prawdopodobne, że zapis ten rozumieć należy jako opis stopnia, wpisany przez kogoś nie zaznajomionego z polskim stopniem plutonowego

***

Po wymarszu w rejon Wiaźmy, dla saperów zaczął się okres intensywnych działań – rozpoznawali drogę, usuwali miny. Również po dotarciu pod Lenino to saperzy pierwsi zaczęli działania, budując punkty obserwacyjne i poprawiając umocnienia przejęte od radzieckich jednostek.

W nocy z 12. na 13. Października pluton saperów pułku pod dowództwem plutonowego Dyryndy został wysłany celem dołączenia do walczących na pierwszej linii żołnierzy piechoty. Zamiast tego, w okolicach Połzuch trafili na Niemców. W ogólnym chaosie zmieszali się z niedobitkami piechoty, według wspomnień Józefa Dyryndy dowodzenie nad cała zbieraniną przejął wówczas kapitan służby chemicznej, który miał „około 30 lat, ale jest już siwy”***

Po północy grupa saperów z plutonowym Dyryndą na czele próbowała dostać się do Połzuch, celem rozpoznania sytuacji, ale bezskutecznie. Po drodze jednak udało im się pozyskać z porzuconego składu zapas granatów oraz… zimowe skarpety i swetry. Powrót saperów tak opisuje Marian Nowiński według relacji samego Józefa Dyryndy:

Saperzy decydują sie na powrót do miejsca, z którego przed chwilą wyszli. I wtedy hitlerowcy z bliskiej odległości otwierają ogień. Jeden z kościuszkowców pada ranny, inni kryją się w okopie lub pospiesznie wycofują. Niemcy nadal kontratakują. Polacy odpowiadają ogniem – przydają się zdobyczne granaty. Wybuch granatu niszczy cekaem przeciwnika.

Tuż koło transzei, w której siedzi Dyrynda, przebiega jakiś żołnierz. Podoficer myśli, ze to swój i krzyczy: – wskakuj do rowu! – Tymczasem biegnący rzuca granat, który na szczęście wybucha za załomem rowu. Dowódca plutonu nie traci rezonu i strzela do Niemca, który natychmiast pada. Martwy? Na wszelki wypadek lepiej sprawdzić. Zakrwawiony Dyrynda – skaleczył go odłamek granatu – kieruje lufę pistoletu maszynowego w leżącego: „Haende hoch!”. Drab wstaje posłusznie i podnosi ręce do góry idąc we wskazanym kierunku. I dopiero wtedy plutonowy uświadamia sobie, ze przecież ma pusty magazynek.

Jeniec bardzo ucieszył dowodzącego grupą kapitana, który natychmiast kazał odesłać go do sztabu pułku. O świcie plutonowy Dyrynda zameldował sie z jeńcem u płk. Czerwińskiego, dla którego meldunek sytuacyjny młodego sapera był pierwszą informacja o sytuacji w rejonie Połzuch – wysłani wcześniej łącznicy nie powrócili.

W uznaniu zasług plutonowy Dyrynda zostaje odesłany celem spożycia posiłku i odpoczynku. Ponoć w okopie artylerii przeciwlotniczej zasnął snem tak twardym, ze obudził go dopiero żołnierz, który nadepnął na niego biegnąc do schronu.

Po bitwie saperom przypadł jeszcze smutny obowiązek ściągania poległych i rannych z pola oraz kopania mogił.

Według generała Zdzisława Barszczewskiego, w bitwie pod Lenino Józef Dyrynda został ranny w rękę. Informacja ta nie znajduje jednak potwierdzenia w innych źródłach. Prawdopodobnie chodzi zatem o zranienie z 1944r., o którym będzie mowa dalej.

Po walkach w rejonie Lenino pułk trafił na Smoleńszczyznę, skąd Józefa Dyryndę, jako wyróżniającego się podoficera, wysłano zimą do szkoły oficerskiej… do polskiej kompanii w Szkole Inzynieryjnej w Bołszewie, którą opuścił raptem kilka miesięcy wcześniej. Kompania szybko jednak została przeniesiona do Riazania do Szkoły Oficerskiej Wojska Polskiego.

W sierpniu 1944r. Józef Dyrynda ukończył kurs oficerski i otrzymał awans na podporucznika – jako jeden z pierwszych oficerów-saperów wyszkolonych w Riazaniu. Ze względu na dobrą znajomość maszyn inżynieryjnych, pozostał w Riazaniu jako wykładowca służb technicznych. Jednocześnie pełnił funkcję dowódcy plutonu parkowego.

Józef Dyrynda już jako oficer w Riazaniu. Zdjęcie z albumu “Riazańczycy”

Po zajęciu przez Armię Czerwoną Białostocczyzny, świeżo upieczony oficer prosi o urlop, aby odwiedzić rodzinę. Nie wiadomo dokładnie kiedy ppor. Dyrynda otrzymał urlop, prawdopodobnie jednak na przełomie lata i jesieni 1944r. przybył do rodzinnej wsi, gdzie włączył się w działania propagandowe oraz akcję rekrutacyjną do Wojska Polskiego. Ostatniego dnia urlopu został w rodzinnym domu napadnięty przez uzbrojoną grupę – prawdopodobnie polski oddział podziemia antykomunistycznego.**** W wyniku potyczki podporucznik został ranny w rękę i musiał salwować się ucieczką, zaś dom został przez napastników poważnie zdemolowany.

Następnego dnia zgłosił się do szpitala w Świsłoczy, gdzie przebywał kilka dni na leczeniu, po czym powrócił do Riazania.

W lutym 1945r. szkołę przeniesiono do Krakowa, tam też zastał podporucznika Dyryndę koniec wojny. Na stanowisku wykładowcy i dowódcy plutonu maszyn inżynieryjnych pracował aż do chwili przeniesienia szkoły do Wrocławia w kwietniu 1947r.***** W międzyczasie doczekał się odznaczenia Srebrnym Krzyżem Zasługi i ponownie zaczął eksperymentować z zarostem.

Jeszcze w 1945r. (lub nawet wcześniej) poznał swoją przyszłą żonę – Halinę (z domu Stępińską), która prawdopodobnie w tym czasie także pełniła służbę w szkole jako szeregowiec. Ślub wzięli po 1947r.

26 listopada 1946r. został odznaczony Krzyżem Walecznych – za zasługi w czasie wojny. Być może było to spóźnione odznaczenie obiecane jeszcze pod Lenino.

W kwietniu został skierowany do Departamentu Kadr MON, gdzie przyjął go kapitan, który okazał się jego byłym wychowankiem – jak sugeruje za Dyryndą Nowiński – niezbyt zdolnym podchorążym, który szkoły nie ukończył, ale dzięki znajomościom doczekał się stopnia kapitana i licznych odznaczeń. Jednak dzięki tej znajomości drynda bardzo szybko został przyjęty przez szefa działu kadr saperskich – jak się okazało, tym razem byłego wykładowcę z Moskiewskiej Szkoły Inżynieryjnej******. Przezeń skierowany został do 4 Łużyckiej Brygady Saperów na stanowisko zastępcy dowódcy batalionu do spraw technicznych, z jednoczesnym awansem. Jednak po przybyciu do miejsca stacjonowania brygady okazało się, że etat jest zajęty, toteż przekazano mu stanowisko dowódcy kompanii w 28. batalionie saperów. Na tym stanowisku brał udział w rozminowywaniu terenu między Brzegiem a Nysą. Następnie brygada przeniesiona została do Poznania, gdzie Dyrynda objął stanowisko szefa sztabu batalionu. Brał między innymi udział w pierwszym powojennym rozpoznaniu obiektów Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego zorganizowanym na rozkaz generała Bordziłowskiego.

Następnie batalion skierowany został do rozminowania terenów pomiędzy Gubinem a Krosnem Odrzańskim. Był jednym z pierwszych saperów – wraz z podporucznikiem Stefanem Dykiertem, którzy weszli na niesławną „Górę Śmierci” w celu rozminowania. Za te działania otrzymał awans na kapitana.

Później kapitan Dyrynda przeniesiony został do 2 ciężkiej brygady saperów, na stanowisko dowódcy 27 batalionu. Głównie na tym stanowisku miał okazję wziąć udział w walkach z podziemiem, a wiosną 1947r. – w akcji przeciwlodowej, podczas której omal nie zginął. Podczas gdy uzbrajał ładunek wybuchowy, załamał się pod nim lód, od śmierci w eksplozji uratował go towarzyszący mu plutonowy Szczepański, który rzucił mu swój pas i z jego pomocą wyciągnął go na brzeg.

W 1948r. skierowany został do Akademii Sztabu Generalnego, a po jej ukończeniu w roku 1951 kierowano go na kolejne, coraz wyższe stanowiska. Przez rok był szefem sztabu 6 Ciężkiej Brygady Saperów w Dęblinie, następnie zaś został jej dowódcą aż do rozformowania w 1956r.

Legitymacja medalu dziesięciolecia Polski Ludowej nadanego ppłk. Dyryndzie jako dowódcy 6CBS

W 1956r. Kierował zgrupowaniem saperów „Baligród” podczas akcji rozminowania Bieszczad.

W latach 1956-1961 był dowódcą 7 pułku pontonowego, przedtem, w czasie gdy pułkiem dowodził inny saper spod Lenino – płk. Okuniewski, był tam przez krótki czas zastępcą dowódcy.

Odznaczenie żołnierzy pułku Krzyżami Zasługi, obok ppłk. Dyryndy jego poprzednik na stanowisku dowódcy pułku, płk. Okuniewski.

W 1958r. brał udział w akcji przeciwpowodziowej, przy czym nie był to jego ostatni udział w walkach z klęskami żywiołowymi.

Podziękowanie za udział w akcji przeciwpowodziowj w 1958r.

W sierpniu lub wrześniu 1958r. otrzymał awans na pułkownika.

2 Marca 1960r. został członkiem Związku Bojowników o Wolność i Demokrację.

Legitymacja członkowska ZBoWiD

W 1961r. Został zastępcą szefa, a rok później – szefem Wojsk Inżynieryjnych Warszawskiego Okręgu Wojskowego. W tym czasie, prócz wykonywania podstawowych obowiązków, kierował też wykonywaniem przez jednostki zadań związanych z rozminowaniem i zwalczaniem klęsk żywiołowych.

W 1963r. Pełnił czasowo służbę w 5 Mazurskiej Brygadzie Saperów.

W 1966r. był uczestnikiem przeszkolenia praktyczno-technicznego z zakresu obsługi maszyn ziemnych oraz sprzętu inżynieryjnego i przeprawowego.

11.10. 1968r., z okazji rocznicy bitwy pod Lenino, odznaczono go Orderem Wojny Ojczyźnianej 2. klasy.

Służbę zakończył w 1973r. (według innych źródeł – w 1970r.) jako szef Wojsk Inżynieryjnych Warszawskiego Okręgu Wojskowego. W 1975r. uhonorowano go wpisem do Honorowej Księgi Czynów Żołnierskich.

Według Zdzisława Barszczewskiego „ofiarność w walce i służbie, odwaga, zdecydowanie, sumienność, sprawiedliwość i odwaga spowodowały, że cieszył się uznaniem przełożonych i szacunkiem u podwładnych.”

Po przejściu w stan spoczynku działał aktywnie w ZBoWiD, Klubie Oficerów Rezerwy – w 1975r. był prezesem koła przy Dowództwie Wojsk Inżynieryjnych – i warszawskim kole „Riazańczyków”.

Na stałe mieszkał w Dęblinie.

W wolnym czasie zajmował się wędkarstwem i ogrodnictwem.

Zmarł 25 grudnia 1987r.

Lista odznaczeń:

Krzyż Grunwaldu III klasy

Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski

Złoty Krzyż Zasługi

Krzyż Walecznych (1946r.)

Srebrny Krzyż Zasługi (1945r.)

Medal „Za Odrę, Nysę, Bałtyk”

Medal Zwycięstwa i Wolności

Złoty medal „Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny”

Srebrny medal „Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny”

Brązowy medal „Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny”

Medal Dziesięciolecia Polski Ludowej (22.07.1954r., podczas służby w 6CBS)

Medal „Za udział w walkach o Berlin”

Srebrny medal „Za zasługi dla obronności kraju”

Złoty medal „Za zasługi dla obronności kraju”

Złota Odznaka „Za zasługi w zwalczaniu powodzi”

Order Wojny Ojczyźnianej II klasy (ZSRR, 11.10. 1968r.)

Medal „Za zwycięstwo nad Niemcami w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej” (ZSRR).

Brat Józefa Dyryndy, Stanisław, w czasie wojny także pełnił służbę w Armii Czerwonej. Nie wiadomo czy trafił później do Wojska Polskiego. Po wojnie pozostawał w ZSRR jako obywatel radziecki. W 1959r. przyjechał do Polski w dłuższe odwiedziny do brata (być może na stałe – nie udało się tego ustalić na pewno). W 1985r. został odznaczony jubileuszowym Orderem Wojny Ojczyźnianej II klasy.

Żona pułkownika – Halina – urodzona 27 maja 1923r., po zakończeniu służby wojskowej pracowała najpierw jako maszynistka (co może wskazywać, że również w wojsku była pisarzem) i należała do PPS. Od 1950r. pracowała jako kierownik sklepu Oddziału Wojskowej Centrali Handlowej w Warszawie. W 1956r. została wyróżniona odznaką przodownika pracy przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Od 1950r. należała do Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju.

Autor: Kamil Szustak

Bibliografia:

Marian Nowiński, W szeregach dwóch armii, Warszawa 1977r.

Zdzisław Barszczewski, Sylwetki saperów, Warszawa 2001r.

Riazańczycy, Warszawa 1987r.

Honorowa Księga Czynów Żołnierskich, Warszawa, 1976r. [Spis wpisanych do HKCŻ w latach 1973, 1974 i 1975].

https://pl.wikipedia.org/wiki/Szkoła_Podchorążych_Saperów_w_Riazaniu [Dostęp 01.12.2021r., godzina 14:12]

https://pl.wikipedia.org/wiki/Oficerska_Szkoła_Piechoty_nr_1 [Dostęp 01.12.2021r., godzina 14:12]

https://pl.wikipedia.org/wiki/7_Pułk_Pontonowy [Dostęp 01.12.2021r., godzina 14:12]

https://pl.wikipedia.org/wiki/Juliusz_Okuniewski [Dostęp 01.12.2021r., godzina 14:12]

www.pamyat-naroda.ru [Dostęp 01.12.2021r., godzina 14:12]

*Anegdotę przytaczam za Marianem Nowińskim, niestety samo orzeczenie lekarskie, o ile się zachowało, znajduje się pewnie gdzieś w CAW. Choć historia nie jest nieprawdopodobna, nie sposób w tej chwili zweryfikować jej prawdziwości.

**Marian Nowiński, w oparciu o wywiad z Józefem Dyryndą podaje, ze w Sielcach znalazł się dwa dni po badaniu lekarskim. Prawdopodobnie jest to błąd – jakkolwiek z Mytiszcz do Ramienskoje jest stosunkowo niedaleko, to nawet dziś, w czasach pokoju dotarcie pociągiem z Ramienskoje do stacji Diwowo może zająć od 2 do 5 godzin, wątpliwe by w czasie wojny dało się pokonać te 200km koleją w mniej niż jeden dzień.

***Cytat za Marianem Nowińskim. Prawdopodobnie chodzi o kapitana Mariana Koniewskiego, szefa służby chemicznej 2pp., zgadza sie stopień, wiek (rocznik 1913) oraz fakt, że za działania pod Połzuchami tej samej nocy – a konkretnie zastąpienie poległego lub rannego dowódcy został odznaczony Orderem Czerwonej Gwiazdy.

****Nowiński podaje, że już później, podczas pobytu w szpitalu Dyrynda miał się dowiedzieć, że „miejscowa organizacja WiN wydała nań wyrok śmierci za prowadzenie >>komunistycznej propagandy<<.” Nie podaje jednak w jaki sposób tę informację uzyskał. Również identyfikacja organizacji jako WiN nie brzmi prawdopodobnie (choć można założyć, że przyjęty przeze mnie okres nie odpowiada prawdzie, bądź też po latach oficer przywykł określać całość podziemia antykomunistycznego jako WiN – pamiętać też należy, że pierwszy WiN nie był organizacją zbrojną). Jakkolwiek identyfikacja napastników jako członków polskiego podziemia wydaje się najbardziej prawdopodobna, nie można wykluczyć możliwości, że byli oni członkami zwykłej bandy rabunkowej, lub jakiejś grupy białoruskiej lub ukraińskiej, której charakter powadzonej przez Dyryndę agitacji także nie mógł się podobać.

*****Datacja ta może być błędna, takie informacje wynikają z książki, jednak wynika z niej także, że służba Józefa Dyryndy na Łużycach miała miejsce w 1945r.

******Nie udało mi się zidentyfikować tej postaci.