Czerwonoarmiści w Wojsku Polskim i Polacy w Armii Czerwonej cz.XII – szer. Wincenty Mielczyński

Powiedzmy sobie szczerze: nie jestem fanem Facebooka. Jest on dzisiaj pewną koniecznością, ma swoje zalety, ale i tak go nie lubię. Kiedyś były inne metody komunikacji, a grupy zainteresowań skupiały się wokół forów internetowych, gdzie do każdej informacji można było z łatwością dotrzeć nawet po kilku latach. Dziś znalezienie postu sprzed roku na grupie na FB graniczy z niemożliwością. Dlatego też bardzo niechętnie napiszę kolejne zdanie: Gdyby nie Facebook, pewnie nie byłoby tego artykułu.

Zaintrygowany pytaniem na grupie poświęconej radzieckim odznaczeniom postanowiłem dopytać się bliżej o przedmiot postu. Niedługo później byłem trochę uboższy, za to czekałem na przesyłkę z Ukrainy. Dotarła w miarę szybko i tak oto stałem się posiadaczem Orderu Sławy III klasy czerwonoarmisty Wincentego Mielczyńskiego.

Nie zostało więc nic innego, jak zgłębić historię tego radzieckiego Polaka.

Wincenty Mielczyński, syn Piotra, urodził się w 1914r. We wsi, która w dokumentach figuruje jako „Rodrobel” lub „Radrobel”, Rajonu Olewskiego, Obłasti Żytomierskiej. Prawdopodobnie chodzi o wieś Radowel, gdyż to jedyna o zblizonej nazwie, którą udało się znaleźć w pobliżu Olewska.

Wieś Radowel w Rajonie Olewskim (zdjęcie z google maps)

Nie jest to do końca pewne, gdyż późniejszy dokument podaje wieś Chmielowka (obecnie przedmieścia Olewska). Być może w RWK zapisano jako miejsce urodzenia – miejsce stałego zamieszkania, a może pomylono się później, gdy weteran przeprowadził się do Chmielowki? Tego się raczej, niestety, nie dowiemy. Pochodził z polskiej rodziny – zapewne chłopskiej. W karcie ewidencyjnej figuruje informacja o wykształceniu: niższe. Oznacza to wykształcenie podstawowe, pełne lub niepełne. Biorąc pod uwagę okres, na który przypadło jego dzieciństwo, prawdopodobnie skończył tylko kilka klas.

W dokumentach nie ma informacji o służbie w Armii Czerwonej przed wojną, która powinna przypadać na lata 30. Prawdopodobnie zatem z jakichś przyczyn nie został powołany, lub też żaden z wojskowych urzędników nie odnotował tego faktu. Również w 1941r. Nie trafił do Armii Czerwonej – prawdopodobnie postępy niemieckie były zbyt szybkie, by zdążył zostać zmobilizowany.

Z dokumentów wynika, ze nigdy nie zapisał się do partii.

Przypuszczalnie przed wojną pracował jako rolnik – wpierw indywidualnie, później w kołchozie im. Woroszyłowa w Radowli. Niewiele w tej kwestii zmieniła zapewne niemiecka okupacja.

Poważna zmiana zaszła dopiero wraz z powtórnym wkroczeniem Armii Czerwonej na te tereny. W listopadzie 1943r. Został przez Olewski RWK powołany do słuzby wojskowej i pod koniec grudnia skierowany jako celowniczy ckm do 1 kompanii ckm 385 pułku strzeleckiego 112 Rylsko-Korosteńskiej Dywizji Strzeleckiej odznaczonej Orderem Suworowa. Jak wskazuje nazwa dywizji, jednostka ta niedługo wcześniej wsławiła się w walkach w okolicy.

Po raz pierwszy wyróżnił się w rejonie Równego w 1944r.:

„w walkach o osadę Ugolcy ogniem swojego karabinu maszynowego obłożył załogę wielkokalibrowego karabinu maszynowego przeciwnika czym umożliwił jednostkom strzeleckim przedrzeć się do osady. W ciągu trzech dni walk zniszczył wraz ze swoją załogą do 30 żołnierzy i oficerów przeciwnika i zniszczył trzy punkty ogniowe preciwnika.”

Za te działania otrzymał wkrótce medal „Za odwagę”.

W marcu wyróżnił się po raz drugi, prawdopodobnie w walkach w okolicach Łucka:

„Wspierając natarcie 3 kompanii strzeleckiej w rejonie osady Połanowka 15.03.1944r. Ogniem swojego karabinu maszynowego zniszczył jeden punkt ogniowy przeciwnika i zniszczył do 15 hitlerowców, otwierając tym samym drogę do dalszego natarcia naszej piechoty”.

Co ciekawe, w tym wniosku jego stanowisko opisane jest jako „dowódca załogi ckm”. Pomimo tego, że zwykle była to funkcja dla podoficera, wciąż był szeregowcem.

Dowódca pułku, podpułkownik Ulianow wnioskował o nadanie Orderu Czerwonej Gwiazdy, jednak dowódca dywizji, pułkownik Gładkow zmienił rekomendację na Order Chwały III klasy.

Order Chwały III klasy nr 521807 nadano szeregowemu Mielczyńskiemu na mocy rozkazu z 6.04.1944r. Prawdopodobnie otrzymał go jeszcze podczas służby w tej samej jednostce.

Rewers orderu

Porównanie opisu zasług może budzić pewne zdziwienie – większe sukcesy wszak osiągnął w lutym, otrzymując za nie niższe odznaczenie. Może zatem wieś Połanowka, której nawet nie udało mi się znaleźć na mapie, miała większe znaczenie niż Ugolcy? A może po prostu jest to kolejny dowód na bardzo indywidualną i subiektywną ocenę kolejnych sukcesów? Lub może jest to dobry przykład tego, jak zwiększała się szczodrość dowództwa w wydawaniu odznaczeń? Nie wiadomo.

Co zaś wiadomo o dalszych losach Wincentego Mielczyńskiego? Niewiele. Kolejana wzmianka o nim w dokumentach archiwalnych pojawia się w lipcu 1944r., w spisie punktu przesyłowego Mołotowskiego RWK w Kazaniu, gdzie przybył 12.07 ze szpitala 1665 (Szpital Ewakuacyjny w Tatarskiej ASRR) i tego samego dnia przekazano go na badanie do Tatarskiego Republikańskiego Komisariatu Wojskowego. Czy był ranny? A może po prostu ciężko chorował? Dokąd skierowano go później? Tego, niestety, nie wiadomo.

Według karty ewidencyjnej odznaczonego, służbę wojskową zakończył w grudniu 1945r., wciąż pozostając w stopniu szeregowca. Wygląda więc, że dość szczęśliwie udało mu się przeżyć wojnę. Rana (o ile była to rana) była poważna, ale raczej nie pozostawiła go kaleką do końca życia. Po wojnie wrócił do rodzinnej wsi, gdzie pracował w Kołchozie im. Woroszyłowa.

Z całą pewnością żył jeszcze w 1985r., gdy otrzymał jubileuszowy Order Wojny Ojczyźnianej I klasy.

Informacje o odznaczeniu Orderem Wojny Ojczyźnianej I klasy – jako miejsce urodzenia figuruje wieś Chmielowka.

Spis z Mołotowskiego RWK wspomina o trzech członkach jego rodziny zamieszkałych w Kazaniu, gdzie, jak można sądzić, zostali ewakuowani. Niewiele jednak wiadomo o jego rodzinie. Z informacji, które udało się znaleźć wynika, że miał starszego brata – Franciszka urodzonego w 1907r., który jako szeregowiec 216 gwardyjskiego pułku strzeleckiego poległ w kwietniu 1945r., prawdopodobnie podczas walk po sforsowaniu Odry pod Kostrzynem.

Prawdopodobnie, gdyby nawet przekopać wszelkie archiwa cywilne, nie uda się dowiedzieć wiele więcej o Wincentym Mielczyńskim. Był jednym z wielu anonimowych Polaków-obywateli ZSRR. Miał może nieco więcej szczęścia. Ominęła go najwyraźniej „operacja polska”, zdołał przeżyć wojnę i wrócić w rodzinne strony. Czy w czasie wojny zobaczył Polskę? A może jednostkę, do której trafił latem 1944r. Skierowano gdzie indziej? Może w ogóle już do końca wojny pełnił służbę na tyłach? Tego się, niestety, nie dowiemy.

Pozostanie po nim pamiątka – niezbyt wysokie, choć bardzo cenione odznaczenie otrzymane za walki na Ukrainie – Order Sławy III klasy.

Dziś mało kogo interesują losy Polaków w szeregach Armii Czerwonej. Z moskiewskiego punktu widzenia to zbyt mały procent żołnierzy by zwracać nań uwagę, poza może jednostkami wybitnymi, jak marszałek Rokossowski. Dla Polaków ważniejsze są słowa-klucze – „ruscy” czy „dzicz ze wschodu”. Jakoś niechętnie chcemy zauważyć, że w Armii Czerwonej służyli także nasi rodacy.

Autor: Kamil Szustak

Specjalne podziękowania dla Arka Mykity za podrzucenie tematu.