Czerwonoarmiści w Wojsku Polskim i Polacy w Armii Czerwonej cz.IX: Bracia Soroka

Jak już kiedyś pisałem, nie zawsze trafimy na oficera posiadającego własną teczkę akt osobowych i, próbując odtworzyć historię żołnierza musimy opierać się na tym co mamy pod ręką. Czasem jednak z dostępnych materiałów da się uzyskać tylko najbardziej podstawowe informacje. Bywa tak, że mimo poszukiwań, tak w źródłach, jak i w literaturze, nie znajdziemy zupełnie nic. Tak często dzieje się, gdy mamy do czynienia z szeregowcem z dużej jednostki, który nie miał zbytnio okazji, żeby się wykazać. Trochę tak zapowiadała się sprawa z braćmi Soroka.

W zestawie pamiątek po nich, były tylko kilka powojennych legitymacji, odznaczeń i dwa, bardzo słabo zachowane dokumenty z 1945r. Z dokumentów wynikało, że niewątpliwie mamy do czynienia z braćmi (to samo nazwisko i patronimik), obywatelami ZSRR, oraz, ze przynajmniej jeden z nich służył w 1 Warszawskiej Brygadzie Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. W zestawie były:

Dla Mieczysława Soroki:

Medale „Za Odrę, Nysę, Bałtyk”, „Zwycięstwo i Wolność” z legitymacjami wydanymi w 1965r.; Odznaka Grunwaldzka z legitymacją z tego samego roku i imienne podziękowanie dla żołnierza brygady za udział w walkach.

Dla Michała Soroki:

Medale „Za Warszawę” i „Za Odrę, Nysę, Bałtyk” z legitymacjami z 1955r.; Medal „Za zwycięstwo nad Niemcami” z legitymacją z listopada 1945r., wydaną przez departament Kadr MON oraz pochodzącą z 1952r. radziecką książeczkę medalową wymieniającą nienumerowany medal „Za zasługi bojowe” (wraz z samym medalem).

Nieprzypisany pozostawał skrawek dokumentu – ostatnia strona książeczki wojskowej 1AWP z adnotacją o przerejestrowaniu 26 października 1945r., podpisana przez kapitana Papierża, adiutanta w 2bcz. Ponieważ jednak był zaplątany w poskładane w podobny format podziękowanie, założyłem, że należał on jednak do Mieczysława Soroki.

Z dokumentów zatem dało się wysnuć następujące wnioski:

– Obaj żołnierze po wojnie mieszkali na terytorium ZSRR (co pokrywało się z faktem, że zestaw nabyty został z Ukrainy).

– Mogli być Polakami lub pochodzić z rodzin o częściowo polskim pochodzeniu (na co wskazuje imię Mieczysław), najpewniej z terenów Białorusi lub Ukrainy.

-Przynajmniej Mieczysław Soroka służył w czasie wojny w 1WBP, prawdopodobnie w 2bcz.

Nie było tego wiele, następnym zatem krokiem było sięgnięcie po monografię brygady – jak się okazało – powstały dwie (w tym jedna stosunkowo niedawno). Niestety, w skorowidzu do żadnej z nich nie znalazłem nikogo o nazwisku Soroka. Nazwisko nie pojawia się też w obsadzie stanowisk (co nie powinno dziwić w przypadku szeregowych). Ani stara, ani nowa monografia nie zawiera spisu rannych z jednostki, więc tu niewiele udało się znaleźć. Ostatnią deską ratunku była tutaj książka „Pomorze. Reportaż z pola walki”, opisująca głównie zmagania 1WBP, jednak tam również nazwisko Soroka nie występuje.

Drugim możliwym punktem zaczepienia był medal „Za zasługi bojowe”. Wniosek udało się znaleźć stosunkowo łatwo, niestety nie zawierał on zbyt wielu informacji.

Wniosek odznaczeniowy Michała Soroki

Wniosek podaje służbę w charakterze ładowniczego od 28 lutego 1943r. do 26 marca 1945r., błędnie podając, że to okres służby w „1 Brygadzie Pancernej 1 Frontu Białoruskiego” – jak wiadomo, nawet 1 pułk czołgów powstał dopiero w maju 1943r., toteż jest to informacja nieścisła. Wniosek podaje także służbę w Armii Czerwonej od 5 kwietnia 1941r., informację o powołaniu przez Sarneński RWK w Obłasti Równe, a także podstawowe dane – rok urodzenia (1922), narodowość (Ukrainiec) i przynależność partyjną (bezpartyjny). Wniosek złożony został pierwotnie na medal „Za odwagę” 26 sierpnia 1949r. przez Włodzimierskiego Rejonowego Komisarza Wojskowego, jednak 4 września Komisarz OWK Równe rekomendował odznaczenie medalem „Za zasługi bojowe” i taki też medal zatwierdzony został przez Głównodowodzącego Wojsk Karpackiego Okręgu Wojskowego 21 października. Medal nadany został na mocy uchwały prezydium Rady Najwyższej ZSRR z 30 maja 1951r.

Sam wniosek, jak łatwo się domyślić, dotyczył zranienia:

„t.[owarzysz] Soroka Michaił Wasiljewicz [-] uczestnik walk Wielkiej Wojny Ojczyźnianej od 23 lutego 1943 roku do 26 marca 1945 roku w składzie 1 Brygady Pancernej 1 Frontu Białoruskiego [tak w oryginale], gdzie był też lekko ranny.

Zaświadczenie o zranieniu nr b/[ez] numeru, wystawione przez naczelnika GLR [Szpital Lekko Rannych] 2655 26 Marca 1945 roku.”

Wniosek jest dość lakoniczny, zawiera kilka informacji ewidentnie błędnych, natomiast wskazuje datę zranienia – 26 (lub 25, biorąc poprawkę na opóźnienia w szpitalach) marca 1945r. Okres walk Brygady o Gdynię. Pozwala to już szukać konkretnego wydarzenia, wcześniej jednak warto zastanowić się, czy nie uda się uzyskać więcej informacji.

Oczywiście jakiekolwiek spisy jednostek to w tym wypadku domena CAW, to niestety nie prowadzi badań na zlecenie w celach innych niż zaświadczenia emerytalne, a z powodu pandemii czytelnia pozostaje nieczynna.

Ale istnieje jeszcze jeden dokument, na który warto rzucić okiem – karta ewidencyjna odznaczonego. Przy takiej ilości informacji jej zdobycie to tylko kwestia pieniędzy i trzech dni oczekiwania

Na szczęście karta została wypełniona dość skrupulatnie, toteż da się z niej wyczytać jeszcze kilka informacji.

Po pierwsze podaje miejsce urodzenia – Tutowiczi, rajon Sarneński, Obłast Rowieńska – przed wojną Tutowicze, powiat Sarny, Województwo Wołyńskie. W latach 20.wieś zamieszkiwało tylko 10 osób deklarujących narodowość polską, toteż prawdopodobnie w przypadku rodziny Soroków narodowość ukraińska była pierwotnym wyborem.

Po drugie wykształcenie – „niższe”. Tym mianem określało się w radzieckich dokumentach wykształcenie podstawowe – pełne lub nie. Zapewne chodzi więc o kilka klas szkoły powszechnej, jeszcze w polskich czasach.

Po trzecie – miejsce służby – 1 batalion 1BP, na stanowisku ładowniczego – ciekawe doprecyzowanie jednostki, które nijak nie współgra ani z informacjami o działaniach brygady w drugiej połowie marca 1945r., ani z wykazem strat. Należy jednak pamiętać, że owym czasie podporządkowanie czołgów poszczególnym batalionom zmieniało się dość dynamicznie. Choć brygada dostała pod Wejherowem uzupełnienia w ludziach i w sprzęcie, to najbardziej doświadczone załogi kierowano do jednostki, która akurat ich najbardziej potrzebowała.

Po czwarte – Miejsce pracy w chwili wypełnienia karty – Trust „Jasnowstroj”, Oddział kolejowy, na stanowisku ładowacza. „Jasnowstroj” powstał w lutym 1947r. celem budowy Jasnowskich zakładów koksowniczych. Instytucję tę powołano w mieście Makiejewka w Obłasti Stalino (obecnie Donieck). Jak każda wielka budowa, przyciągała ona wielu ludzi szukających pracy – często z odległych rejonów.

Po piąte – adres zamieszkania – Makiejewka, ulica Nowych budowniczych (Nowostroitieliej), Internat nr 12, pokój 2.

Dwie ostatnie informacje pozwalają przynajmniej spojrzeć na powojenne losy szeregowca Soroki. Trzy pozostałe natomiast pozwalają trochę bliżej odtworzyć jego wojenne losy.

Choć oba dokumenty podają błędną datę rozpoczęcia służby w Brygadzie, oba wskazują, że Michał Soroka trafił do Sielc/Biełoomutu w początkach formowania polskich jednostek. Jest to o tyle ciekawe, że w tym czasie szeregowcy z Armii Czerwonej musieli się do Wojska Polskiego zgłaszać sami. Delegowano ich tylko jeśli posiadali umiejętności, na które akurat było zapotrzebowanie. Niewykluczone, ze szeregowiec Soroka był ładowaczem w czołgu już podczas służby w Armii Czerwonej, ale z drugiej strony była to funkcja wymagająca najkrótszego szkolenia. Prawdopodobnie więc, jako były obywatel RP i osoba mogąca sie wykazać chociaż podstawową znajomością języka polskiego mógł zgłosić się na ochotnika.

O służbie w Armii Czerwonej wiadomo niewiele, jednak fakt, ze we wniosku nie podano jej jako służby wojennej może wskazywać, że miał „niebojowe” stanowisko, gdzieś daleko od frontu.

Z całą pewnością w szeregach brygady był już pod Warszawą, przyjąć więc można, że mógł do jednostki trafić już w okresie jej formowania, choć nic nie wskazuje no to, by brał udział w bitwie pod Lenino. Z drugiej strony – zarówno 1 jak i 3 (patrz niżej) bataliony czołgów powstały na bazie 1pcz, nasz bohater mógł więc zaczynać służbę w tej właśnie jednostce.

Ciekawostką pozostaje kwestia jego zranienia. 25 Marca, jak udało się ustalić, pod Witominem poważnie uszkodzony został czołg 3 batalionu czołgów – nr 64/208*. Czołg trafiony z Panzerfausta lub Panzerschrecka zapalił się, jednak udało się go ewakuować. W wyniku tego trafienia zginął dowódca – chor. Piotr Kanunikow, a dwóch innych członków załogi zostało rannych.

Z kolei 26marca 3bcz skierowany został na Redłowo. Podczas natarcia w rejonie dzisiejszej ul. Stryjskiej, przy nasypie kolejowym, dwa czołgi wjechały na miny – 119 i 120**. O stratach brak danych, uszkodzenia okazały się lekkie, czołg 119 został naprawiony jeszcze tego samego dnia. Z tych danych można wysnuć wniosek, ze raczej obyło się bez rannych.

Nie ma danych o stratach w 1bcz (ten nie posiadalł wówczas ani jednego czołgu), co więcej – wykaz strat w okresie 18.03-08.04.1945r. podaje informację o tylko jednym rannym szeregowcu – w 3bcz właśnie. Możemy w związku z tym założyć, że tym właśnie szeregowcem był Michał Soroka. Najprawdopodobniej więc był on ładowniczym czołgu 64/208, przynajmniej w czasie walk o Gdynię. Również fakt, że wedle wniosku odznaczeniowego jego wojenna odyseja miała się zakończyć wraz z ranieniem by tu pasował – niezbyt rozległe poparzenia mogły być zakwalifikowane jako rana lekka, ale ich leczenie mogło trwać długo.

O dalszych jego losach nie wiadomo wiele – prawdopodobnie po zranieniu nie wrócił już na front, gdyż wniosek podaje 26 marca jako datę zakończenia udziału w wojnie. Wszystko wskazuje, ze po demobilizacji pozostał w ZSRR. Jak wspomniano wcześniej – na początku lat 50. Pracował w Makiejewce w przedsiębiorstwie budującym Jasnowski Kombinat Koksowniczy. Brak informacji o odznaczeniu Orderem Wojny Ojczyźnianej w 1985r. zdaje się wskazywać, że musiał umrzeć przed tą datą.

O Mieczysławie Soroce wiadomo jeszcze mniej. Z całą pewnością był bratem Michała. Czy do Wojska Polskiego trafili razem, czy osobno – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że obaj służyli w tej samej 1WBP. Brak informacji o odznaczeniu medalem „Za Warszawę” może sugerować rozpoczęcie służby w brygadzie przez Mieczysława Sorokę w okresie późniejszym – już po styczniu 1945r. Z zachowanej strony książeczki można domniemywać, że Mieczysław Soroka służył w 2bcz. Ponieważ podziękowanie podaje stopień szeregowego, możemy założyć, że, tak jak brat, był ładowniczym. Inne funkcje w załogach obsadzone były zwykle przez podoficerów, niewykluczone jednak, że drugi z braci Soroków miał całkiem inną, „pozaczołgową” służbę.

Jako że nie udało się znaleźć żadnych informacji o jego powojennych losach, jedyny wniosek jaki się nasuwa, to także śmierć przed 1985r. i pozostanie na terytorium ZSRR. Fakt wystawienia legitymacji do polskich odznaczeń 10 lat później niż u Michała, zdaje się sugerować, że bracia nie utrzymywali po wojnie stałego kontaktu, a przynajmniej, ze nie mieszkali w jednej okolicy.

*Czołg pochodził z uzupełnień przysłanych z 64 Brygady Pancernej Gwardii Armii Czerwonej. Załogi czołgów, tak jak wcześniej przysłanych nowych czołgów z uzupełnienia, wzmacniano przekazując doświadczonych członków załóg – m.in. z 1bcz, który w owym czasie istniał już tylko na papierze.

**Oba czołgi pochodziły z 1bcz, przekazano je do 3bcz, gdyż w owym czasie 1 batalion dysponował łącznie trzema maszynami, dowództwo brygady uznało więc, że lepiej wzmocnić najpełniej ukompletowany pododdział niż na siłę utrzymywać batalion w sile niepełnego plutonu.

Autor: Kamil Szustak

Bibliografia:

Kamil Anduła, 1 Warszawska Brygada Pancerna im. Bohaterów Westerplatte, Warszawa 2015r.

Kazimierz Przytocki, Warszawska Pancerna. Z dziejów 1 Warszawskiej Brygady Pancernej i. Bohaterów Westerplatte, Warszawa 1981r.

Zbigniew Flisowski, Pomorze. Reportaż z pola walki, Warszawa 1979r.

Natalia Chrustaliewa, Zawod Iskluczitielnoj Sudby [W:] Makiejewskij Raboczij, № 114(18398) 11 października 2013r., http://makrab.news/?m_ob=STO&m_id=10339&f_ob=&f_id=1 (dostęp 21.04.2021r.)

Zdobywcy Festung Breslau – część I: starszy sierżant Anatolij Kuzmin

To był zakup wspólny. Dwa ordery Sławy III klasy. Wspólny wydatek, a potem ordery do podziału. Oba ordery, sądząc po numerach, z 1945r. Właściwie uznałem, że wezmę cokolwiek – mogę wziąć ten z wyższym numerem. Chyba że ten z niższym okaże się nadanym za walki na Pomorzu lub o Festung Breslau. Szanse znikome – choć przypuszczalny okres nadania by pasował, to Armia Czerwona toczyła wówczas walki w wielu miejscach, a w 1945r. odznaczenia sypały się na oficerów i szeregowców za każdych kilku ustrzelonych wrogów, kilku wyniesionych rannych, czy nawet za doskonałe umiejętności kulinarne…

Awers orderu. Jak widać ucierpiał prawdopodobnie w wyniku intensywnego polerowania.

Pieniądze wydane, ordery kupione, badania zamówione… Karta ewidencyjna nie wyglądała zbyt obiecująco. Oprócz Orderu Sławy na liście był tylko medal „Za zwycięstwo nad Niemcami”.

Dane? Kuzmin, Anatolij Kiriłłowicz, starszy sierżant, rocznik 1925, Ukrainiec, urodzony we wsi Nierubajewka w Rajonie Rowieńskim, Obłasti Kirowogradzkiej, bezpartyjny, wykształcenie niższe*, w Armii Czerwonej od 1944r., w chwili odznaczenia był strzelcem w 1194ps 359DS… na oko jeden z niezliczonych anonimowych piechurów z równie anonimowej jednostki. Jedyną ciekawostką był przydział w czasie wypełnienia karty, w marcu 1947r.: mechanik lotniczy w 26 gwardyjskim pułku myśliwców, 9 Gwardyjskiej Dywizji Myśliwców.

Mając podstawowe dane można juz było bez większych problemów znaleźć wniosek odznaczeniowy. Bardzo krótki. Napisany czytelnie, na maszynie. Od razu w oczy rzuca się słowo „Breslau”.

Wniosek na Order Sławy IIIkl dla sierżanta Kuźmina

A zatem już wiem, że w moje ręce trafi order z niższym numerem. Warto jednak sprawdzić dane we wniosku. I tak okazało się, że w momencie złożenia wniosku Kuzmin był jeszcze sierżantem i dowodził drużyną w 7 kompani strzeleckiej 1194ps, 359DS w 6 Armii 1 Frontu Ukraińskiego. Już pojawia się pierwsza niezgodność, ponieważ wniosek mówi o tym, że służbę w Armii Czerwonej zaczynał w 1945r., a na wojnie jest od marca 1945r. Prawdopodobnie jednak jest to pomyłka i poprawną datę wstąpienia do wojska podaje karta ewidencyjna. W danych podstawowych znalazła się też informacja o zranieniu 9. Marca 1945r. Czyli żołnierz z późnego rocznika, prawdopodobnie rzucony na front świeżo po kursach podoficerskich.

Sama treść wniosku, jak wspomniałem, była dość lakoniczna:

„Sierżant Kuzmin okazał męstwo i odwagę. W mieście Breslau 7.3.1945r. w bojach o 575 kwartał jako pierwszy przedarł się do elektrowni i prowadził nieprzerwany ogień do czasu podejścia swoich towarzyszy. Gdy drużyna przyszła, tow. Kuzmin szybko oczyścił całą elektrownię z przeciwników. Osobiście zniszczył 9 niemieckich żołnierzy i oficerów.

Był ranny w tych bojach, ale kontynuował walkę.”

Wyglądało na to, że powinno się udać łatwo znaleźć wskazane miejsce. Okazało się jednak, ze nikt nie słyszał, by Niemcy oznaczali kwartały numerami. Nie udało się też trafić na ślad mapy, która by taką numerację zawierała. Sporo wskazywało, że wydarzenia miały miejsce nieco bliżej centrum miasta, stąd pojawiła się sugestia, ze mogło chodzić o jakąś elektrownię przyzakładową. Liczba obiektów przemysłowych we Wrocławiu nie dawała szansy na to, by zgadnąć który to obiekt, nawet gdyby jakimś cudem udało się odtworzyć pozycję 7 kompanii tego dnia.

Na jakiś czas order poszedł do szuflady, a sprawa pozostała nierozwiązana. Jednak parę miesięcy później, dzięki uprzejmości kolekcjonera z Wielkiej Brytani, udało mi się uzyskać dostęp do radzieckiej mapy sztabowej z 1945r., pokazującej Breslau z numerami kwartałów. Okazało się, ze numeracja nadana została przez radzieckich kartografów dla lepszej orientacji w mieście. Kwartał 575 odnalazł się w pobliżu kościoła św. Karola Boromeusza, między ulicami Opitzstrasse (dziś ul. Żelazna), Gabitzstrasse (Gajowicka), Yorkstrasse (Jemiołowa) i Gerderstrasse (Grochowa).

Fragment radzieckiej mapy sztabowej z okresu walk o Festung Breslau. Dla lepszej orientacji zaznaczono punkty charakterystyczne: 1.Kwartał 575 wspomniany we wniosku; 2.Kościół pw. św. Karola Boromeusza; 3.Hindenburgplatz, obecnie plac Powstańców Śląskich, słynne wrocławskie rondo bez ruchu okrężnego.

Cóż, miasto, które zostało zniszczone prawie w 80% mogło się zmienić, ale nie kojarzyłem w tym miejscu obiektu, który mógłby być elektrownią. Poza bursą przy ul. Jemiołowej, wszystkie budynki wyglądały na powojenne. Okazało się jednak, że jeden z budynków w tym kwartale zachował się w 1945r. całkiem dobrze i dopiero powojenna przebudowa sprawiła, że nabrał „PRL-owskiego” wyglądu. To budynek dzisiejszego Międzynarodowego Laboratorium Silnych Pól Magnetycznych i Niskich Temperatur.

Dzisiejszy widok frontowej elewacji Laboratorium (zdjęcie ze strony polska-org.pl)

W 1945r. mieściła się tam stacja elektryczna (potocznie nazywana elektrownią) przetwarzająca prąd zmienny na prąd stały dla zasilania miejskich tramwajów. Choć budynek po wojnie bardzo się zmienił, w dzisiejszej bryle można dostrzec podobieństwo do wyglądu pierwotnego.

Pierwotny wygląd frontowej elewacji “elektrowni”, lata 20.-30. Choć budynek bardzo się zmienił, w dalszym ciągu da się dostrzec w jego obecnym wyglądzie ślady pierwotnej bryły. (zdjęcie ze strony polska-org.pl)

W tym momencie nie było już wątpliwości, że udało się odnaleźć właściwy obiekt. To ten właśnie budynek zdobył i oczyścił z wrogich żołnierzy w marcu 1945r. sierżant Kuzmin. Co ciekawe, jak się dowiedziałem, wewnątrz budynku zachowano większość urządzeń związanych z pierwotnym przeznaczeniem budynku.

Widok z boku na budynek “elektrowni”, 1957r. Widoczne wykopy to raczej efekt prac budowlanych niż pozostałość po wojnie (zdjęcie ze strony polska-org.pl).

Na temat dalszych losów samego Anatolija Kuzmina nie udało się wiele dowiedzieć. Jak wynika z karty ewidencyjnej odznaczonego, po wojnie zmienił specjalizację, ale pozostawał w wojsku, co najmniej do roku 1947. W 1985r. otrzymał „rocznicowy” Order Wojny Ojczyźnianej I kl., dożył więc co najmniej 60. Urodzin. Ze względu na skąpe dane w radzieckich archiwach na temat szeregowców i podoficerów, Anatolij Kuzmin pozostanie jednak jednym z anonimowych piechurów, którego z tłumu wyróżniła tylko śmiała akcja we Wrocławiu.

Informacja odnośnie odznaczenia “rocznicowym” Orderem Wojny Ojczyźnianej I kl. w 1985r.

Autor: Kamil Szustak

Specjalne podziękowania dla Macieja Mądrego z Fundacji Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Ślaska za pomoc w zidentyfikowaniu “elektrowni”.

*czyli podstawowe – pełne lub nie.

Czerwonoarmiści w Wojsku Polskim i Polacy w Armii Czerwonej cz.VIII: kapitan Bolesław Makochan

Niektórym dane jest zrealizować marzenia. Innym los stale rzuca kłody pod nogi. Za realizację marzeń trzeba też często płacić wysoką cenę. Najwyraźniej Lwowianin Bolesław Makochan nie zamierzał się poddawać w drodze do spełnienia marzeń. A jego marzeniem było latać. Urodzony 18. Czerwca 1919r., zapewne widział swoją przyszłość w polskim lotnictwie wojskowym. Ale zostać lotnikiem nie było łatwo. Aby zwiększyć swoje szanse, postanowił uczyć się pilnie, a gdy tylko mógł – zapisał się do lwowskiego Aeroklubu. Jednak w 1939r. Polska zniknęła z mapy Europy, a w wyniku radzieckiej inwazji rodzinne miasto Bolesława znalazło się w granicach Ukraińskiej SRR.

Rodzina uniknęła wywózek, prawdopodobnie przyjmując radzieckie obywatelstwo. O służbie w polskim lotnictwie można było zapomnieć. Trzeba się też było przestawić na nieco odmienny system nauki. Być może właśnie różnice programowe sprawiły, że dopiero mając 21 lat ukończywszy, dziesiątą klasę, został wezwany przez Rejonowy Komisariat Wojskowy celem odbycia obowiązkowej służby wojskowej w Armii Czerwonej.

W tym też młody mieszkaniec Lwowa dostrzegł zapewne nową szansę. Choć oficer z komisji miał mieszane uczucia względem dopuszczania lwowskiego Polaka do służby w radzieckim lotnictwie, a ten takiego właśnie przydziału się domagał. W końcu jednak, wziąwszy pod uwagę obycie poborowego z lataniem, przyznać musiał, ze to atut, który Wojskowe Siły Powietrzne ZSRR musiały wziąć pod uwagę. Aby zwiększyć jego szanse, w wojskowej ewidencji zapisano go jako Ukraińca. Tym razem wszystko zaczęło iść dobrze, gdyż wkrótce rozpoczął naukę na kursie strzelców-radiotelegrafistów w woroneskiej szkole lotniczej. Po jej ukończeniu i otrzymaniu stopnia podoficerskiego, Bolesław Makochan dostał kilka dni urlopu na wizytę w domu. Do Lwowa dotarł 22 czerwca 1941r. Zdążywszy tylko przywitać się z rodzicami, musiał za chwilę powtórnie wyjeżdżać. Zapewne nie przypuszczał, że przez kilka następnych lat nie dane mu będzie zobaczyć ani rodziny, ani rodzinnego miasta.

Skierowany do 7 eskadry zwiadowczej latał początkowo na samolotach SB. Następnie skierowano go do 214 pułku lotniczego, gdzie latał na samolotach Pe-2. Według zachowanego wycinka z gazety, miał tam latać z późniejszym Bohaterem ZSRR Chachulinem. Informacja ta jednak jest nie ścisła – nie udało się znaleźć informacji o Bohaterze ZSRR o takim nazwisku, natomiast w 214 pułku służył w tym samym czasie co Bolesław Makochan lejtnant Władimir Nikołajewicz Chachulin, odznaczony później Orderem Czerwonego Sztandaru. Jak by nie było, tutaj, na froncie leningradzkim zaliczył pierwsze zestrzelenie. Tutaj też pierwszy raz musiał, po otrzymaniu trafienia, opuszczać samolot na spadochronie.

Chociaż za swoją służbę w radzieckim lotnictwie Bolesław Makochan nie otrzymał żadnych odznaczeń bojowych, to jednak dowództwo musiało go oceniać dobrze, gdyż skierowano go do fabryki z pierwszą partią lotników do przeszkolenia na nowej wersji szturmowych Ił-ów. Jako strzelec pokładowy brał udział w walkach powietrznych w rejonie Moskwy. Tu został ranny po raz pierwszy i trafił do szpitala w Czapajewsku. Po wyleczeniu uznany został za zdolnego do dalszej służby lotniczej i, na własną prośbę, został skierowany do macierzystego pułku, który tymczasem toczył walki na Froncie Stalingradzkim. Niestety, los powtórnie spróbował odebrać mu marzenia. Wkrótce po jego lądowaniu, lotnisko zostało zbombardowane przez Niemców, w wyniku odniesionych ran Bolesław Makochan został przez komisję lekarską tymczasowo uznany za niezdolnego do lotów.

Jednak Armia Czerwona postanawiła wykorzystać jego wiedzę jako specjalisty od łączności. Został skierowany do 37 dywizji na stanowisko wykładowcy łączności radiowej – zwykle przewidziane dla oficerów.

Dowiedziawszy się o formowaniu jednostek polskich, zgłosił się na ochotnika. Do Sielc przybył w lipcu 1943r. Tu los dał mu powtórnie szansę powrotu w przestworza. Nowo tworzone polskie lotnictwo potrzebowało doświadczonych lotników. Pomimo orzeczonej niezdolności do lotów, został skierowany do 1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego. Miał zostać pilotem, odbywał loty z instruktorem… I, niestety, powtórnie szczęście odwróciło się od niego – w wyniku wypadku przy starcie doznaje poważnej kontuzji i zostaje uznany za trwale niezdolnego do latania.

Lista skierowanych do szkół oficerskich żołnierzy Wojska Polskiego. Bolesław Makochan pod nr 5., wpisano mu narodowość ukraińską jako jedynemu z listy. 30.08.1943r. Dokument pochodzi z CA MO RF.

Pozostaje mu specjalność łącznościowca. Skierowany zostaje do 5 pułku piechoty na stanowisko dowódcy plutonu łączności. Wraz z pułkiem bierze udział w walkach nad Wisłą*, po czym zostaje skierowany do oficerskiej szkoły łączności. Co ciekawe, w CA MO RF zachowała się jego karta ewidencyjna – rzecz raczej nie spotykana w przypadku oficerów kończących już polskie szkoły. Może to sugerować, iż pobyt Bolesława w WP był w tym czasie traktowany jako delegacja i oficjalnie pozostawał żołnierzem Armii Czerwonej – zdaje się to potwierdzać tezę o przyjęciu radzieckiego obywatelstwa. Z karty niewiele jednak wynika poza tym, że 2 stycznia 1945r. ukończył szkołę, zaś 8 stycznia otrzymał awans na stopień chorążego.

Karta ewidencyjna – wypisana na bardzo szybko i nigdy nie uzupełniona.

Od razu też skierowano go do 2AWP – konkretnie do 40pal, gdzie objął stanowisko technika radiowego**. W pułku pozostawał co najmniej do 1947r., prawdopodobnie więc w jego szeregach brał udział w walkach z podziemiem polskim i/lub ukraińskim.

Dyplom medalu “Zwycięstwa i wolności” wystawiony jeszcze w 40PAL

Rozkazem NDWP z 18 kwietnia 1946r. odznaczony został Krzyżem Walecznych.

W 1950r. został Kierownikiem Magazynu Łączności Rejonowych Warsztatów Technicznych w Oleśnicy, następnie zaś był kierownikiem samych warsztatów.

W 1951 roku odznaczony został brązowym, a w 1955r. – srebrnym medalem „Siły Zbrojne w służbie Ojczyzny”. Adnotacja na legitymacji tego ostatniego sugeruje, że służył wówczas w Śląskim Okręgu Wojskowym. Służbę zakończył w stopniu kapitana,prawdopodobnie jeszcze w latach 50. lub w początkach lat 60. Następnie działał w strukturach Obrony Cywilnej. W latach 1971 – 1975 był instruktorem Oddziałów Samoobrony w Sztabie Wojskowym w Łodzi. W 1975r. prawdopodobnie został  instruktorem samoobrony przy Spółdzielni Pracy „Konfekcja” w Łodzi, tam też wstąpił do PZPR.

W latach 70. Przypomniano sobie o nim także w ZSRR – w 1973 dostał medal „Za zwycięstwo nad Niemcami” (większość żołnierzy 1 i 2 AWP dostała go zaraz po wojnie), a w 1983r. Medal „Za obronę Stalingradu”. W 1985r. dostał także „jubileuszowy” Order Wojny Ojczyźnianej I klasy oraz medal „40 lat zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.

W 1984 roku otrzymał także srebrny medal „Byłym żołnierzom Armii radzieckiej”. W 1986r. otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski – prawdopodobnie za działalność w ZBOWiD, zaś ostatnim znanym jego odznaczeniem był srebrny medal „Za zasługi dla obronności kraju, nadany w październiku 1988r.

Wycinek prasowy przedstawiający wojenną historię Bolesława Makohana

Historia kapitana Makochana mogłaby być wyjątkowo demotywującą –wszak, że mimo uporu i dążenia do celu za wszelką cenę, Bolesław Makochan krótko cieszył się z realizacji marzeń i za każdym razem gdy wyglądało, że już wszystko idzie dobrze, następowało (czasem dosłownie) brutalne zderzenie z rzeczywistością. Poimo tego, wiele jednak wskazuje, że mimo porażek, bohater tego tekstu nauczył się żyć ze swoimi ograniczeniami.

Niekompletny zestaw odznaczeń Bolesława Makochana.

Lista Odznaczeń:

Polskie:

Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski – 1986r.

Krzyż Walecznych – 1946r.

Medal „Zwycięstwa i Wolności – 1947r.

Medal „Za udział w Walkach o Berlin” – 1972r.

Medal „Za udział w walkach w obronie Władzy Ludowej” – 1985r.

Brązowy medal „Za Zasługi dla Obronności Kraju” – 1971r.

Srebrny medal „Za Zasługi dla Obronności Kraju” – 1988r.

Brązowy medal Siły Zbrojne w służbie ojczyzny – 1951r.

Srebrny medal Siły Zbrojne w służbie ojczyzny – 1955r.

Medal X-lecia Polski Ludowej – 1955r.

Medal XXX-lecia Polski Ludowej – 1974r.

Medal XL-lecia Polski Ludowej – 1984r.

Srebrny medal „Byłym żołnierzom Armii radzieckiej” – 1984r.

Odznaka Grunwaldzka – 1946r.

Srebrna Odznaka „Zasłużony działacz LOK” – 1974r.

Honorowa Odznaka Miasta Łodzi – 1978r.

Odznaka Łódzkiego Komitetu FJN uczestnika pracy społecznej – 1976r.

Radzieckie:

Order Wojny Ojczyźnianej I klasy – 1985r.

Medal „Za Obronę Stalingradu” – 1983r.

Medal „Za zwycięstwo nad Niemcami” – 1973r.

*Do monografii 5 pułku piechoty, wydanej w 1958r., niestety nie udało mi się dotrzeć, stąd o jego służbie w pułku nie mogę napisać zbyt wiele.

**Niestety, z monografii 40 pułku artylerii lekkiej nie dowiadujemy się wiele o służbie młodego oficera – jedynie na podstawie obsady stanowisk możemy potwierdzić stopień i stanowisko.

Autor: Kamil Szustak

Bibliografia:

Edmund Ginalski, 40 pułk artylerii lekkiej, Warszawa 1968r.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Boles%C5%82aw_Makochan (dostęp 03.01.2021r.)

https://www.sp15sbwd.idsl.pl/publikacje/POLSKIE_WOJSKA_LACZNOSCI_NA_PRZELOMIE_XX_I_XXI_WIEKU.pdf (dostęp 03.01.2021r.)

Historia pewnego medalu

Czasami ciekawa historia sama do nas przychodzi. Czasem na ślad ciekawej postaci trafić można w literaturze. Czasem uda się pozyskać mniej lub bardziej kompletną spuściznę. Czasem zaś wystarczy jeden niepozorny dokument by odjąć trop interesującej historii. Tak właśnie było w tym przypadku.

Zestaw składający się z brązowego medalu „Zasłużonym na Polu Chwały” i legitymacji przykuł moją uwagę od pierwszej chwili. Samo nazwisko było już interesujące – Teregułow, Rawil syn Milibaja – zdecydowanie wskazujące na przedstawiciela jakiejś mniejszości etnicznej z ZSRR. Stopień „mł. lejt.” Jasno wskazywał, ze mamy do czynienia z oficerem radzieckim, raczej nie delegowanym do Wojska Polskiego. Krótkie poszukiwania przyniosły w istocie zestaw trzech wniosków odznaczeniowych. Choć dane się zgadzały, a nazwisko jest dość rzadkie, pobieżna lektura kazała mi zwątpić czy mamy do czynienia z jedną i tą samą osobą – tak różne były stanowiska zajmowane przez odznaczonych lub odznaczonego: dowódca obsługi moździerza, fizylier, dowódca czołgu. Nie było też jasnych wskazówek co do odznaczenia polskim medalem, może poza faktem, ze jeden z wniosków złożono za udział w walkach na Pomorzu. W owym czasie możliwości samodzielnych badań nie pozwalały jeszcze na 100% stwierdzić czy wnioski wystawiono na tę samą osobę, czy różne, jeśli więc zmianom ulegała jednostka, ciężko było to wykazać. Pozostała zatem jedna droga – uzyskanie wglądu do arkusza ewidencyjnego. Ponieważ w ostatnim wniosku zgadzał się stopień (młodszy lejtnant, w dwóch wcześniejszych figurował stopień starszego sierżanta) i do tego dotyczył on walk na Pomorzu, założyłem, że tu będą największe szanse, ze to właśnie „mój” oficer.

Jak się okazało, założenie było słuszne – wśród odznaczeń wymienionych w arkuszu figurował także „polski medal”. Okazało się jednak, że można było pójść tropem pozostałych wniosków, gdyż w istocie była to ta sama osoba.

Młodszy lejtnant gwardii Rawil Milibajewicz Teregułow, ok. 1947r.

Rawil Milibajewicz Teregułow urodził się 10. Maja 1920r. we wsi Karagały-Kamak w Rajonie Błagowarskim w Baszkirskiej ASRR, w rodzinie tatarskiej.

W 1938r. ukończył trzecią klasę Technikum Przemysłu Lekkiego, co, jak na tamte czasy i tak stanowiło ponadprzeciętne wykształcenie. W arkuszu brak jest informacji o jego pracy zawodowej, prawdopodobnie jednak musiał wykonywać ważną pracę – być może w zakładach o znaczeniu strategicznym – gdyż wszystko wskazuje na to, że ominęła go zarówno zasadnicza służba wojskowa zaraz po szkole, jak i mobilizacja początków 1941r. oraz czerwcowa, po ataku Niemiec na ZSRR. Do Armii czerwonej został zmobilizowany dopiero w grudniu 1941r. przez Kujbyszewski RWK w Taszkiencie. 27 grudnia rozpoczął służbę w stopniu szeregowego w 318. pułku artylerii górskiej, 35. Dywizji Artylerii Górskiej w Aszchabadzie. Po ukończeniu trzymiesięcznego szkolenia, skierowany został do szkoły podoficerskiej przy 72. samodzielnym pułku artylerii górskiej w Krasnowodsku. Po ukończeniu dwumiesięcznego kursu, 27. Kwietnia 1942r. objął stanowisko dowódcy załogi moździerza w 11. Brygadzie Strzelców Zmotoryzowanych w Taszkiencie. W szeregach tej jednostki wyróżnił się 11 lipca 1943r.:

Tow.[arzysz] Teregułow pracując jako dowódca załogi moździerza 11 lipca 1943r. w czasie ataku niemców [tak w oryginale], on ogniem swojego moździerza niszczył piechotę przeciwnika, odcinał ją od czołgów, nie dawał jej poderwać się. W tej walce zniszczył do 20 hitlerowców. W walce okazał wytrwałość i męstwo.

Brygada znajdowała się wówczas pod Biełgorodem, na południe od Kurska, prawdopodobnie więc chodzi tu o działania obronne podczas natarcia Niemców w kierunku na Prochorowkę, które ruszyło właśnie tego dnia.

W efekcie, rozkazem z 16. Lipca 1943r.,starszy sierżant Teregułow odznaczony został Orderem Czerwonej Gwiazdy. Dowództwo brygady chyba wysoko oceniło jego działania, gdyż był jednym z czterech żołnierzy, którym nadano wówczas ten order.

Nie wiadomo dokładnie kiedy i dlaczego starszy sierżant Teregułow zmienił specjalizację, jednak już we wrześniu 1943r. był fizylierem w 3 batalionie strzelców zmotoryzowanych w tej samej 11. Brygadzie. Tu z kolei wyróżnił się podczas forsowania przez batalion Dniepru 24. Września:

24 września 1943 roku w składzie batalionu forsował rzekę Dniepr. Towarzysz Teregułow w pierwszych dniach walk odpierał ataki Niemców, sam osobiście zniszczył czterech niemieckich żołnierzy. Niejednokrotnie chodził na zwiad przynosząc cenne informacje o przeciwniku. W walkach okazał odwagę i dzielność.  Zasługuje na państwowe odznaczenie.

Dowódca batalionu wnioskował o odznaczenie medalem „Za Bojowe zasługi”. Taki też medal przyznano podoficerowi rozkazem z 10. października 1943r. Brygada forsowała Dniepr w rejonie Rżyszczewa, na południe od Kijowa. Trudno powiedzieć dlaczego dowódcę moździerza zrobiono prostym strzelcem. Można by to uznać za jakąś karę, ale w takim wypadku bardziej prawdopodobna byłaby degradacja, tymczasem Teregułow stopień zachował. Trudno też sądzić, by zadecydowały braki wśród piechurów – do linii posłano by pisarzy i kwatermistrzów, ale wsparcie moździerzy podczas forsowania rzeki było bardzo ważne. Bardziej prawdopodobne, że moździerz Teregułowa uległ uszkodzeniom w toku walk. Możliwa jest też sytuacja braku amunicji, choć przed przystąpieniem do forsowania rzeki raczej by do tego nie dopuszczono.

Jak by nie było, wkrótce po otrzymaniu drugiego odznaczenia bojowego, starszy sierżant Teregułow pożegnał się z batalionem i brygadą. Nie wiadomo czy sam poprosił o skierowanie do szkoły oficerskiej, czy uznano, że dostatecznie się wykazał – w krótkim czasie osiągnął niemal najwyższy stopień podoficerski i zdobył dwa odznaczenia bojowe – w każdym razie 19 października rozpoczął naukę w 1. Gorkowskiej Szkole Pancernej. Po zakończeniu przyspieszonego kursu oficerskiego, 19. Grudnia 1944r.otrzymał awans na stopień młodszego lejtnanta i rozpoczął służbę w 3. Zapasowym pułku pancernym jako dowódca plutonu czołgów T-34. Prawdopodobnie jeszcze w szkole został członkiem Komsomołu.

Kolejna zmiana przydziału została do arkusza wpisana pod datą 2.12.1945r. Jest to jednak prawdopodobnie błąd – data ta była poprawiana, kłóci się z kolejnym wnioskiem odznaczeniowym, a kolejny wpis to lipiec 1945r. Prawdopodobnie zatem chodziło tu o 2. stycznia 1945r. Wówczas to objął dowodzenie plutonem czołgów w 3 Gwardyjskiej Brygadzie Pancernej z 3. Gwardyjskiego Korpusu Pancernego. W jej szeregach wziął udział w Operacji Pomorskiej.

W złożonym 20 maja wniosku odznaczeniowym na Order Wojny Ojczyźnianej II klasy, dowódca 1 batalionu czołgów napisał:

W walkach z niemieckimi najeźdźcami przy przełamaniu obrony przeciwnika na Pomorzu dał się poznać jako energiczny, odważny dowódca. 2.Lutego 1945 roku w rejonie Bischofswalde [obecnie Biskupnica, powiat Człuchów] jechał jako pierwszy z kompanii, biorąc na siebie uderzenia wrogich pocisków. Nacierając na Elsenau [obecnie Olszanowo, powiat Człuchów] czołg T[owarzysza] Teregułowa ostrzelały dwa działa [składnia oryginalna], czołg otrzymał dwa trafienia, tow.[arzysz] Teregułow momentalnie skierował czołg naprawo i na [nieczytelne] wąwozem wyjechał czołgiem z boku dział, te ostatnie, nie spodziewając się pojawienia się naszego czołgu nie zdołały rozstawić się do prowadzenia ognia i zostały zniszczone ogniem działa czołgu [Teregułowa].

Następnie tow.[arzysz] Teregułow w składzie jednostki ścigał wycofującego się przeciwnika na Stegers [obecnie Rzecznica, powiat Człuchów], Baldenberg [być może chodzi o Baldenburg, obecnie Biały Bór] i zniszczył 5 samochodów, podpalił jeden samochód pancerny, zniszczył do20 żołnierzy przeciwnika.

Z początkiem walk na podejściu do portu Gdynia w rejonie Wit[?]lin [?] od 13 marca tego roku zniszczył 4 karabiny maszynowe, jedno działo, dwa samochody, do 1[?] żołnierzy przeciwnika.

Wniosek został poparty przez dowódcę brygady już 3 dni później. A jednak, dopiero 27 maja młodszy lejtnant Teregułow odznaczony został… Medalem „Za odwagę”. Trudno orzec co zadecydowało o tak znacznym obniżeniu odznaczenia w czasach gdy Ordery Wojny Ojczyźnianej dawano za mniej znaczące akcje, a nawet za ciężkie zranienia. Niewykluczone, ze zadziałały czyjeś uprzedzenia na tle etnicznym, lub fakt, ze Teregułow nie wstąpił do partii.

Młodszy lejtnant Teregułow pozostawał w Brygadzie do końca wojny, w międzyczasie dwukrotnie odnosząc lekkie rany – 26 marca i 1 maja 1945r. Co ciekawe, ostatni wniosek odznaczeniowy podaje także lekką ranę z 17 czerwca 1943r. Zranienie to nie zostało odnotowane nigdzie indziej, więc prawdopodobnie nie wiązało się z wizytą w szpitalu lub na punkcie medycznym.

8. Lipca 1945r. formalnie zmienił się jego przydział, choć de facto pozostawał taki sam – dowódca plutonu czołgów w 3 gwardyjskim pułku czołgów, 3 Gwardyjskiej Dywizji Pancernej Północnej Grupy Wojsk.

21 czerwca1946r. w jego karierze znów nastąpił zwrot – został dowódcą plutonu dowozu amunicji 678 samodzielnego batalionu transportowego w tej samej dywizji, w7 Armii Zmechanizowanej należącej do Północnej Grupy Wojsk, następnie, w styczniu 1947r. przeniesiony został na stanowisko zastępcy dowódcy plutonu samochodowego w 2 kadrowym batalionie piechoty zmotoryzowanej, 3 gwardyjskim pułku czołgów, pozostając z PGW w Polsce. We wrześniu tego roku otrzymał awans na lejtnanta.

Arkusz ewidencyjny majora Teregułowa

To podczas służby w Północnej Grupie Wojsk odznaczony został brązowym medalem „Zasłużonym na Polu Chwały” – uchwałą KRN z 6 kwietnia 1946r. Trudno powiedzieć, czy medalu pierwotnie nie otrzymał, czy też może w późniejszym okresie wymieniono mu zaświadczenie tymczasowe na stałą legitymację, dość powiedzieć, ze ta ostatnia nosi datę 2.05.1955r. Nie udało się ustalić dlaczego został odznaczony, prawdopodobnie jednak wiązało się to ze wspomnianymi wcześniej walkami na Pomorzu. Być może wspierał polskie jednostki, a może po prostu doceniono jego wkład w walki o wyzwolenie Trójmiasta lub zajęcie Pomorza Zachodniego.

25 stycznia 1949r. został p.o. dowódcy plutonu samochodowego 7 kompani transportowej w tym samym 3 gwardyjskim pułku czołgów. 9 miesięcy później został zastępcą dowódcy do spraw technicznych w kompanii dowozu części zamiennych i żywności 678 batalionu transportowego 3 Gwardyjskiej Dywizji Pancernej. Na stanowisku tym został zatwierdzony dopiero po miesiącu – 27 października.

13 Stycznia 1951r. otrzymał awans na starszego lejtnanta.

Pod datą 11 grudnia 1952r. zanotowano „przeniesiony do OMA” skrótu tego nie udało się rozszyfrować – raczej nie chodzi tu o Odeską Akademię Morską ani Omską Akademię MWD. Raczej chodzi o jakąś instytucję związaną z Mechanizacją Armii lub akademię wojsk zmechanizowanych.

Tak czy inaczej, w nowym miejscu został zastępcą dowódcy do spraw technicznych 290 samodzielnej kompanii sztabu OMA, a 15 grudnia 1955 roku został naczelnikiem działu remontu wyposażenia elektrycznego i armatury 40 zakładu remontu samochodów OMA. Piętnaście dni później otrzymał awans na kapitana. 23 kwietnia 1953r. otrzymał drugi medal „Za zasługi bojowe” za 10 lat wysługi w Armii Radzieckiej (z opóźnieniem półtora roku). 27 lutego 1960 roku został natomiast majorem służby technicznej.

30 października 1962r. przekazano majora Teregułowa do dyspozycji dowódcy wojsk Białoruskiego Okręgu Wojskowego, zaś miesiąc później objął stanowisko naczelnika służby samochodowo-trakcyjnej (ciągników) 733 pułku artylerii, który wchodził w skład… 3 Gwardyjskiej Dywizji Pancernej – dawnej jednostki Teregułowa.

W grudniu 1963r. przeniesiono go na stanowisko naczelnika służby samochodowej brygady artylerii przeciwpancernej przy 3 Gwardyjskiej Dywizji Pancernej. Był to jego ostatni przydział –  20 sierpnia 1968r. major służby technicznej Teregułow został zdemobilizowany i wciągnięty na ewidencję Lenińskiego RWK w Kiszyniowie, gdzie zamieszkał.

Jeszcze jedna ciekawostka w tym, jakby nie patrzeć, barwnym życiorysie wyłania się z informacji o rodzinie. Co w tym ciekawego? Otóż wymieniona jest żona Maria Adamowna Teregułowa (Dubrowskaja) i syn Aleksandr, urodzony w 1947r. Maria Adamowna Dubrowskaja, urodzona w 1923r. Białorusinka spod Mohylewa, w czasie wojny pracowała, jako pracownik kontraktowy, na stanowisku młodszej pielęgniarki w Szpitalu dla Lekko Rannych nr 2312, podległego 2 Frontowi Białoruskiemu. Za służbę w szpitalu 25 lipca 1945r.odznaczona została medalem „Za zasługi bojowe”:

Tow.[arzyszka] Dubrowskaja pracuje w GLR [Szpitalu dla lekko rannych] 2312 jako pielęgniarka od lipca 1944 roku[.] skromna i bezinteresowna tytanka pracy, cieszy się wśród rannych miłością i autorytetem jako wrażliwy i troskliwy towarzysz. Szczególnie wyróżniła się tow.[arzyszka] Dubrowskaja w okresie styczniowo-lutowego potoku rannych, kiedy oddział, w którym ona pracuje zamiast 200 lekko rannych przyjął około 600, z których ogromną ilość stanowili ciężko i średnio ranni. Tow.[arzyszka] Dubrowskaja przez całe doby nie opuszczała oddziału i punktu opatrunkowego[,] jak troskliwa matka dbała o rannych, zyskawszy u nich najgorętsze uznanie. W osobie tow.[arzyszki] Dubrowskiej naczelnik oddziału i lekarz widzieli widzieli [tak w oryginale] swojego niezawodnego pomocnika i wyjątkowo pracowitą radziecką patriotkę.

Swoją bezinteresowną pracą w dni styczniowo-lutowego potoku [rannych] tow.[arzyszka] Dubrowskaja okazała poważną pomoc dowództwu szpitala w wykonaniu powierzonych im zadań masowego przyjmowania, opracowywania i leczeniu rannych.

Teregułow ranę otrzymał wprawdzie dopiero w marcu (a więc po opisanym potoku rannych), niewykluczone jednak, że po zranieniu trafił do szpitala 2312, gdzie poznał swoją przyszłą żonę. Choć na bazie dostępnych dokumentów udowodnić się tego nie da, wydaje się to całkiem prawdopodobne ze względu na rejon działań.

O życiu rodziny Teregułowów po zakończeniu przez Rawila służby wojskowej wiemy, niestety, niewiele. Nie udało się znaleźć informacji o odznaczeniu go Orderem Wojny Ojczyźnianej w 1985r., co może wskazywać, że zmarł przed tą datą, trudno jednak potwierdzić to z całą pewnością.

Tak oto dość popularne polskie odznaczenie bojowe doprowadziło nas do historii radzieckiego oficera, którego życie potoczyło się w sposób jakiego raczej nie przewidywał rozpoczynając naukę w technikum. Historia ta pokazuje, że czasem warto włożyć trochę wysiłku w poznanie historii przedmiotu, zamiast po prostu włożyć go do teczki czy gablotki i podziwiać w wolnych chwilach.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

The text discusses a history of one Soviet officer – Ravil Milibaevich Teregulov recreated from archive documents. The author has started researching the story after aquiring a Polish medal awarded to this specific officer. The story has been shortly discussed in English on soviet-awards.com forum as well.

Czerwonoarmiści w Wojsku Polskim i Polacy w Armii Czerwonej cz.VII: Major Paweł Siergiejew

Baretka majora Siergiejewa

Problem z jednostkami tyłowymi Wojska Polskiego na Wschodzie jest taki, że, w przeciwieństwie do frontowych, nie budziły przez wiele lat zainteresowania badaczy. O ile pułki piechoty czy artylerii doczekały się w większości swoich – mniej lub bardziej udanych – monografii w czasach PRL, o tyle służby tyłowe opracowań się nie doczekały. Nawet jeżeli mówimy tu o służbach o kluczowym znaczeniu dla funkcjonowania armii, jak na przykład łączności. Gdy więc trafił się przypadek dość dobrze docenionego przez polskie dowództwo oficera 4 pułku łączności 2AWP, wiedziałem, że na jakiekolwiek wzmianki w literaturze nie ma co liczyć. Do tego oficer ten sam nie był łącznościowcem, więc w ewentualnym opracowaniu o służbach łączności WP też nie było co szukać informacji. W takim wypadku, chcąc odtworzyć biografię takiego oficera, pozostaje tylko zwrócić się do poradzieckich archiwów wojskowych i w znacznej mierze oprzeć się na dostępnych dokumentach.

Porucznik Siergiejew jako szef służby chemicznej 4 Samodzielnego pułku łączności, 1945r.

Takim właśnie przypadkiem był Paweł Piotrowicz Siergiejew – szef służby chemicznej 4pł 2AWP. Z Centralnego Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej udało się uzyskać kopie dwóch arkuszy ewidencyjnych – w tym jedną, niezbyt pomocną, z kartoteki wojsk chemicznych Armii Radzieckiej.

Arkusz ewidencyjny z kartoteki Wojsk Chemicznych. Jedyna przydatna informacja to przybliżona data ukończenia szkoły oficerskiej.
Znacznie Bardziej użyteczny arkusz z kartoteki Wojsk Lądowych.

Paweł Siergiejew urodził się 30 października 1919r. we wsi Krukowo (lub Krukowka lub Kruczkowo – każdy z dostępnych dokumentów podaje inaczej) w Rejonie Borysowskim w Obłasti Kurskiej, w rodzinie Rosjan, Piotra i Praskowii.

Przed wojną zdobył dość dobre jak na te czasy wykształcenie – w 1938r. ukończył Technikum Gospodarki Wiejskiej w Miedwieżegorsku, zdobywając zawód technika melioracji.

Odcinek kontrolny potwierdzający wydanie książeczki wojskowej oficera rezerwy.

Po ukończeniu szkoły prawdopodobnie pozostawał w Karelii, gdzie pracował w wyuczonym zawodzie.

W 1940r. został powołany do służby wojskowej i skierowany do 112 pułku strzeleckiego, 52, Dywizji Strzeleckiej w Leningradzkim Okręgu Wojskowym. Arkusz ewidencyjny podaje jego stanowisko jako „kursant”, co może wskazywać na szkolenie podstawowe, lub, co bardzie prawdopodobne, kurs podoficerski. Po ukończeniu szkolenia, 31. Grudnia 1940r. został dowódcą drużyny.

W dniu ataku Niemiec na ZSRR skierowany został na stanowisko dowódcy plutonu chemicznego w 112 pułku zapasowym na Froncie Karelskim. Trudno powiedzieć czy zadecydowało ponadprzeciętne, choć niezwiązane ze specjalizacją wykształcenie, czy jakieś inne czynniki, ale objęte stanowisko według etatu przewidziane było dla oficera wojsk chemicznych. Brakom w wyszkoleniu nowego dowódcy prawdopodobnie spróbowano zaradzić wysyłając go na przyspieszony kurs oficerski, gdyż 1. Czerwca 1941r. otrzymał awans na pierwszy stopień oficerski – młodszego lejtnanta (rozkaz 296 dowództwa Frontu Karelskiego).

Na nowym stanowisku musiał się sprawdzać, gdyż 8. Lutego 1943r. dostał awans na lejtnanta (rozkaz numer 61 dowództwa Frontu Karelskiego), a 22. Sierpnia 1943r. skierowany został do Charkowskiej Szkoły Oficerskiej Wojsk Chemicznych, którą ukończył w lipcu 1944r. Następnie rozkazem Głównego Dowództwa Wojsk Chemicznych Armii Czerwonej numer 334 z 22. Sierpnia 1944r. został skierowany do Wojska Polskiego.

Trudno powiedzieć co zadecydowało o skierowaniu lejtnanta Siergiejewa do WP. Wypełniony w 1957r. arkusz ewidencyjny wymienia, co prawda, znajomość języka polskiego, ale trudno oczekiwać takiej umiejętności od chłopa z Obłasti Kurskiej, trudno też spodziewać się, by w technikum w Karelii polski był wykładanym językiem obcym. Bardziej prawdopodobne, że języka nauczył się już podczas służby w Wojsku Polskim. Wydaje się raczej, że o wszystkim zadecydowały braki kadrowe WP i „problematyczny” status Siergiejewa – niedostatki wyszkolenia nawet przy dużym doświadczeniu praktycznym mogły sprawić, że radzieckie jednostki niechętnie przyjęłyby takiego oficera na etat.

Tak czy inaczej już 26. Sierpnia otrzymał stanowisko szefa służby chemicznej 4. samodzielnego pułku łączności 2AWP.

Legitymacje Pawła Siergiejewa z okresu służby w WP – tymczasowa legitymacja z 4pł, legitymacja tymczasowa zokresu tuż przed powrotem do ZSRR i legitymacja oficerska z 1945r.

4 listopada 1944r., już jako oficer WP, otrzymał awans na porucznika (Dekret KRN nr 55, później zweryfikowany w armii radzieckiej jako starszyj lejtnant).

Z pułkiem przeszedł cały szlak bojowy. Po zakończeniu wojny pozostawał w pułku do października, po czym skierowano go do Wojsk Ochrony Pogranicza. 30. Października został szefem służby chemicznej 10 komendy WOP, 2 oddziału pogranicznego, gdzie w grudniu dogonił go nadany 12 listopada Srebrny Krzyż Zasługi, zaś 8.marca 1946r. został szefem służby chemicznej w 7 komendzie WOP.

11października 1946r. odznaczony został Krzyżem Walecznych – trudno powiedzieć, czy za czyny w czasie wojny, czy już za działania w szeregach WOP. Natomiast 4 listopada dogonił go drugi Srebrny Krzyż Zasługi – nadany Rozkazem NDWP nr 54 z 23. lutego 1946r. – szerzej o tym rozkazie pisałem w części czwartej niniejszego cyklu.

Za okres służby w Polskich Siłach Zbrojnych otrzymał jeszcze medale „Za Warszawę”, „Za Odrę, Nysę, Bałtyk” oraz medal Zwycięstwa i Wolności a także Odznakę Grunwaldzką. Arkusz ewidencyjny wspomina wprawdzie także o Krzyżu Grunwaldu, ponieważ jednak na potwierdzenie nadania tego odznaczenia brak potwierdzenia w dokumentach i zachowanej baretce, uznać należy, ze to częsta pomyłka i chodzi o wspomnianą wcześniej odznakę, nadaną w listopadzie 1946r.

Kapitan Siergiejew, w nowiutkim mundurze służbowym wz.43 gotów do powrotu do ojczyzny. Warto zwrócić uwagę, że baretki ma jedynie za polskie odznaczenia – najwyraźniej zdjęcie wykonano zanim oficer otrzymał jakiekolwiek odznaczenia radzieckie.

Biorąc pod uwagę pośpiech we wręczaniu odznaczeń i fakt, że już pod koniec grudnia starszy lejtnant Siergiejew służył już w Armii Radzieckiej, listopad 1946r. był prawdopodobnie ostatnim jego miesiącem w Polsce. Nie do końca potwierdza to wzmianka w rubryce dotyczącej pobytu za granicą, która mówi o pobycie w Polsce w szeregach Wojska Polskiego od 9. Sierpnia 1944r. do grudnia 1946r. – jednak nawet data początkowa nie pokrywa się tutaj z wypisem z przebiegu służby.

27. Grudnia 1946r. objął stanowisko szefa służby chemicznej batalionu saperów 27 Dywizji Zmechanizowanej Armii Radzieckiej w Podkarpackim Okręgu Wojskowym, a 13. Kwietnia 1947r. – dowódcą plutonu ochrony przeciwchemicznej 24 Dywizji strzeleckie, z 73 Korpusu 38 Armii.

Prawdopodobnie wkrótce po powrocie do ZSRR ożenił się z urodzoną w 1926r. Anną Nikołajewną Jerszcową. W 1947r. urodził im się syn Walerij, arok później – córka Łarysa.

23.Marca 1949r. został szefem służby chemicznej w 481. Pułku artylerii przeciwlotniczej ze składu 113 Brygady Artylerii Przeciwlotniczej, 8 Armii Zmechanizowanej, gdzie otrzymał 20. Kwietnia awans na kapitana, jednak nie zagrzał tam długo miejsca, gdyż już 30 kwietnia otrzymał stanowisko szefa służby chemicznej 23 Ciężkiego pułku pancerno-samochodowego 11 Gwardyjskiej Dywizji Zmechanizowanej ze składu tej samej 8 Armii.

W 1949r. został także członkiem partii, a w 1950r. ukończył kurs w Wyższej Szkole Oficerów Wojsk Chemicznych.

W lutym 1951r. powtórnie zdarzyło mu się wyjechać zagranicę – konkretnie do Niemiec. 3 kwietnia tego roku objął tam funkcję szefa służby chemicznej 37 pułku zmechanizowanego 1 Dywizji Zmechanizowanej z 2 Gwardyjskiej Armii Zmechanizowanej, gdzie 28 grudnia 1953r. otrzymał awans na majora.

Z kolei 3 stycznia 1957r. znalazł się na Węgrzech, jako szef służby chemicznej 198 gwardyjskiego pułku artylerii 35 Gwardyjskiej Dywizji Zmotoryzowanej Południowej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej.

W wojskach Południowej Grupy przebywał do maja tego roku, 13maja został odkomenderowany do dyspozycji dowódcy wojsk Kijowskiego Okręgu Wojskowego, a 16dni później skierowano go na stanowisko szefa służby chemicznej 188 gwardyjskiego pułku pancernego z 42 Gwardyjskiej Dywizji Pancernej, 6 Gwardyjskiej Armii Pancernej. Był to jego ostatni przydział w Armii Radzieckiej, z tego też okresu pochodzi zdjęcie w mundurze wz.55 dołączone do arkusza.

Major Siergiejew w mundurze wz.55, 1957r.

17 kwietnia 1961r.został przekazany do dyspozycji dowództwa 6GAP, a 22 czerwca został zwolniony do rezerwy z prawem noszenia munduru i wciągnięty na ewidencję Oktjabrskiego RWK w Dniepropietrowsku.

W Dniepropietrowsku mieszkał co najmniej do 1988r., do przejścia na emeryturę w 1984r. pracował zawodowo, choć wykonywanego zawodu nie udało się ustalić. Również po 1991r. mieszkał na Ukrainie. Dokładna data śmierci pozostaje nieznana, jednak najprawdopodobniej zmarł gdzieś między 2005 a 2017r.

Już w czasie służby wojskowej był członkiem Wszechrosyjskiego Towarzystwa „Wiedza”, i to prawdopodobnie dość aktywnym – we wrześniu 1957r. otrzymał odznakę „Za aktywną pracę”.

Działał także w Radzieckim Komitecie Weteranów Wojny i Fundacji Pokoju, a po rozpadzie ZSRR wUkraińskim Towarzystwie Ochrony Pomników Historii i Kultury.

Podsumowując, można powiedzieć, że major Siergiejew miał więcej szczęścia niż większość oficerów młodszych mających za sobą służbę poza granicami ZSRR – choć nie awansował zbyt wysoko (co wynika też z ograniczonej liczby etatów w wojskach chemicznych), to jednak po powrocie do ZSRR pozwolono mu kontynuować karierę w Armii Radzieckiej. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że został bardziej doceniony w Polsce i na Ukrainie niż w ZSRR – otrzymał trzy polskie wyższe odznaczenia (w tym dwa za rzeczywiste zasługi), a na Ukrainie dwukrotnie Order Bogdana Chmielnickiego III klasy. Tymczasem za służbę w radzieckich siłach zbrojnych otrzymał tylkodwa odznaczenia bojowe – i to za wysługę lat. Nawet Order Wojny Ojczyźnianej w 1985r. nadano mu w klasie drugiej, najwyraźniej uznając jego służbę za tyłową i nie zaliczając polskiego Krzyża Walecznych jako odznaczenia bojowego.

Jego spuścizna dobrze też pokazuje błędy biurokratyczne i inne zawirowania przy nadawaniu odznaczeń. Dwukrotnie został odznaczony odznaką „25 lat zwycięstwa”, prawdopodobnie przez pomyłkę dwukrotnie otrzymał Order Bogdana Chmielnickiego. Otrzymał dwa medale Żukowa i dwa medale „50 lat zwycięstwa”, choć w obu przypadkach chodzi tu o medal oficjalny – państwowy – i nadany przez Radę Delegatów Ludowych ZSRR.

Lista odznaczeń majora Pawła Piotrowicza Siergiejewa:

Polskie:

Zaświadczenia tymczasowe. Niestety, większość polskich odznaczeń majora Siergiejewa zaginęła.

Krzyż Walecznych – 11.10.1946r.

Srebrny Krzyż Zasługi – 12.11.1945r.

Srebrny Krzyż Zasługi (rozkaz NDWP nr 54)– 4.11.1946r.

Medal „Za Warszawę” – 14.11.1946r.

Medal „Za Odrę, Nysę, Bałtyk” – 26.10.1945r.

Medal Zwycięstwa i Wolności – ?

Odznaka Grunwaldzka – 4.11.1946r.

Jedynie Odznaka Grunwaldzka dotarła do mnie wraz całym zestawem.

Radzieckie:

Radzieckie odznaczenia majora Siergiejewa.

Order Wojny Ojczyźnianej II klasy – 1985r.

Order Czerwonej Gwiazdy (za 15 lat nienagannej służby) – 30.12.1956r.

Medal „Za Zasługi Bojowe” (za 10 lat nienagannej służby) – 17.05.1951r.

Medal “Za obronę radzieckich terenów podbiegunowych” – 1945r.

Medal „Za zwycięstwo nad Niemcami w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej 1941-1945” – 6.04.1946r.

Medal “Za wyzwolenie Warszawy” – 1945r.

Medal „20 lat zwycięstwa” – 22.02.1966r.

Medal „30 lat zwycięstwa” – 7.05.1976r.

Medal „40 lat zwycięstwa” – 16.05.1985r.

Medal „30 lat Sił Zbrojnych ZSRR” – 22.02.1948r.

Medal „40 lat Sił Zbrojnych ZSRR” – 25.06.1958r.

Medal „50 lat Sił Zbrojnych ZSRR” – 01.10.1968r.

Medal „60 lat Sił Zbrojnych ZSRR” – 11.07.1978r.

Medal „70 lat Sił Zbrojnych ZSRR” – 22.02.1988r.

Medal „Weteran Pracy” – 31.10.1984r.

Odznaka „25 lat zwycięstwa” (dwukrotnie) – 1970r.

Odznaka „Za Aktywną Pracę” Wszechradzieckiego Towarzystwa „Wiedza” – 30.09.1957r.

Odznaka honorowa Radzieckiego Komitetu Weteranów Wojny – 9.05.1990r.

Odznaka „Aktywista Fundacji Pokoju” – ?

Ukraińskie:

Odznaczenia ukraińskie majora Siergiejewa. Obie książeczki orderowe odnoszą się do Orderu Bogdana Chmielnickiego – obie podają inny numer orderu, ale sam Order zachował się tylko jeden – o wymienionym w drugiej książeczce numerze 2016

Order Bogdana Chmielnickiego III klasy (nr 47231) – 1999r.

Order Bogdana Chmielnickiego III klasy (nr 2016) – 1999r.

Medal „Obrońcy Ojczyzny” – 1999r.

Medal Żukowa – 1998r.

Medal „50 lat zwycięstwa” – 29.Marca 1995r.

Medal „60 lat zwycięstwa” – 2005r.

Odznaka „50 lat wyzwolenia Ukrainy” – 1.11.1994r.

Odznaka „50 lat zwycięstwa. Weteranom-zwycięzcomod Wdzięcznych mieszkańców Dniepropietrowska” – 1995r.

Odznaka „50 lat wyzwolenia Dniepropietrowska” – 1994?

Odznaka Ukraińskiego Towarzystwa Ochrony Pomników Historii i Kultury „Za aktywny udział w ochronie zabytków Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” – ?

Rada Deputowanych Ludowych ZSRR:

Odznaczenia nadane majorowi Siergiejewowi przez RDL ZSRR pod przewodnictwiem S. Umałatowej.

Medal „50 lat zwycięstwa” – 1997r.

Medal „Marszałek Związku Radzieckiego Żukow” – 1997r.

Medal „80 lat Rewolucji Październikowej” – 1997r.

Medal „80 lat Sił Zbrojnych ZSRR” –1997r.

Medal „55 lat zwycięstwa” – 1999r.

Autor: Kamil Szustak

Radzieckie mundury galowe wz.43

Kilka lat temu, pisząc o radzieckich powojennych mundurach galowych (https://grh18pp.business.blog/2019/02/24/letni-mundur-galowy-oficerow-armii-radzieckiej-po-drugiej-wojnie-swiatowej/) pominąłem najwcześniejszy etap – mundury wz.43. Choć opracowane zostały w czasie wojny, tak naprawdę większość żołnierzy nie zobaczyła ich na oczy aż do parady zwycięstwa. W użyciu pozostały natomiast (z kilkoma wyjątkami) aż do1955r. Czyni je to zatem bardziej mundurami powojennymi niż wojennymi.

Gdy ZSRR zaczął odzyskiwać inicjatywę w wojnie, Stalin odkrył, że, choć do tej pory zwracał się do „narodu radzieckiego” lub „narodów ZSRR”, chwytliwe są hasła propagandowe odnoszące się do historycznych zwycięstw Imperium Rosyjskiego. Samemu będąc zafascynowanym postaciami „carów-rewolucjonistów” Piotra I czy Iwana IV, nie miał oporów przed przywróceniem dawnej symboliki. Stąd cała seria nowych odznaczeń, których patronami byli dawni rosyjscy przywódcy wojskowi (w tym nawet jeden święty kościoła prawosławnego!). Stąd także nawrót do mundurów wzorowanych na używanych przez carską armię, wprowadzonych rozkazem NKO nr 25 z 15 stycznia 1943r.

Najbardziej kontrowersyjnym elementem tej reformy było przywrócenie w armii pagonów. Choć już wcześniej pożegnano się z demokratycznymi porządkami w wojsku i przywrócono stopnie oficerskie, to jednak te zmiany były do zaakceptowania przez większość dowództwa – nawet starych bolszewików. Pagony jednak były tym, co w latach Wojny Domowej odróżniało „białych” od „czerwonych”. Tego typu zmiana, nadająca Armii Czerwonej wygląd znienawidzonego wroga, wywołała sporo kontrowersji. Nikt jednak otwarcie pomysłowi Stalina sprzeciwić się nie ośmielił.

Co ciekawe, mundurem, który zmienił się najmniej, był mundur galowy. Jeżeli chodzi o ogólny krój, w mundurze oficerów zmienił się tylko kołnierz, zaś w mundurze szeregowych i podoficerów dodano wypustki wokół kołnierza i mankietów. Zarówno oficerom, jak i niższym szarżom zachowano granatowe bryczesy.

Zmianie uległ wygląd i funkcja patek kołnierzowych – w dalszym ciągu miały wskazywać rangę i rodzaj wojsk, ale w sposób mniej oczywisty. Barwa określała rodzaj jednostki, zaś dodatek określał przynależność do korpusu. I tak, patka bez dodatków wskazywała na szeregowego. Patka z cienkim galonem przez środek wskazywała na podoficera. Patka z belką (haftowaną lub metalową) wskazywała oficera młodszego, a z dwoma belkami – starszego. Na rękawach pojawiły się także patki w formie „kolumienek” (ros. „stołbiki”), będące kolejnym nawiązaniem do mundurów carskich. „Kolumienki” przysługiwały: oficerom młodszym – po jednej, a oficerom starszym – po dwie na mankiet.

Całkowitej zmianie uległ też mundur generalski, to jednak temat na osobny artykuł. Tu jednak pozwolę sobie opisać kurtki galowe oficerów i podoficerów/szeregowych nieco dokładniej.

Kurtka Galowa (ros. „mundir”) oficerów Armii Czerwonej/Radzieckiej wz.43

Kurtka mundurowa galowa dla oficera wojsk pancernych wz.43

Kurtka jednorzędowa, z wyraźnym odcięciem w talii, zapinana na pięć dużych guzików, ze sztywną stójką zapinaną na dwie haftki (teoretycznie przepisy przewidywały zapinane także na trzy haftki, ale nie słyszałem, by takowe występowały). Kołnierz i krawędź lewa kurtki obszyte wypustką barwną (odpowiednią dla rodzaju wojsk), na kołnierzu w odległości 1cm od końców i w równej odległości od górnej i dolnej krawędzi – naszyte patki barwne długości 8,2cm i szerokości 2,7cm. Na patkach umieszczone centralnie haftowane złotym lub srebrnym bajorkiem (w rzeczywistości częściej – wykonane z blachy) paski długości 5,4cm: dla oficerów starszych – dwa; dla młodszych – jeden. Przepisy przewidywały, w przypadku oficerów starszych odległość 0,5-1mm, ale de facto nikt tego nie mierzył i paski często się stykały.

Pagony z polem z plecionki złotej i srebrną gwiazdą – dla jednostek liniowych, guziki bez rantu wprowadzone wkrótce po wojnie. Odstęp pomiędzy belkami na patkach przekracza regulaminowy 1mm

Rękawy zakończone mankietami odciętymi wypustką w barwie wojsk. Na mankietach, po zewnętrznej stronie umieszczano wspomniane wyżej „kolumienki” złote lub srebrne.

“Kolumienki”

Rozpór na plecach pojedynczy, na zakładkę. Równolegle do niego – wszyte ozdobne listewki z dwoma dużymi guzikami i wypustką barwną.

Rozpór i listewki. Pas uniesiony by lepiej pokazać odcięcie.

Pagony mocowano za pomocą szlufek.

Kurtka galowa podoficerów i szeregowców Armii Czerwonej/Radzieckiej wz.43

Kurtka galowa wz.43 dla szeregowców i podoficerów Wojskowych Sił Powietrznych – egzemplarz magazynowy, z metką kontrolną, wyprodukowany ok. 1954r. Prezentowany bez pagonów i pasa, by lepiej pokazać krój

Kurtka jednorzędowa z odcięciem w talii , zapinana na pięć dużych guzików, ze sztywną stójką zapinaną na dwie haftki. Kołnierz i krawędź lewa kurtki obszyte wypustką barwną, na kołnierzu w odległości 1cm od końców i w równej odległości od górnej i dolnej krawędzi – naszyte patki barwne długości 8,2cm i szerokości 2,7cm. Na patkach młodszej kadry dowódczej (podoficerów) naszyty pojedynczy pasek ze złotego galonu – centralnie przez środek patki, równolegle do jej dłuższych krawędzi.

Mocowanie pagonów i patki. O ile mundury oficerów zwykle nie miały guzików na stałe (jedynie dziurki do związania), ze względu na sztywne pagony, o tyle mundury podoficerów i szeregowych takowe posiadały – pagony szeregowych i podoficerów zwykle były nieusztywnione. Guziki bez rantu wskazują na produkcję powojenną.

Rękawy zakończone mankietami odciętymi wypustką w barwie wojsk.

Rozpór na plecach pojedynczy, na zakładkę. Równolegle do niego – wszyte ozdobne listewki zakończone dużym guzikiem.

Rozpór i listewki.

Do mundurów zachowano bryczesy granatowe – dla oficerów z wypustką barwną, dla szeregowców i podoficerów – bez wypustki. Oficerowie nosili oficerki ze skóry chromowanej, zaś podoficerowie i szeregowcy – juchtowe lub kirzowe.

W roli nakrycia głowy stosowano czapki okrągłe z gwiazdą, rzadziej, podczas parad, także hełmy (ponoć masowe zastosowanie hełmów stalowych na paradzie zwycięstwaw1945r. spowodowane było częściowo brakiem odpowiedniej liczby czapek dla wszystkich uczestników).

Początkowo nie przewidywano specjalnych pasów galowych – oficerowie nosili pasy skórzane dwubolcowe wz.32, z poprzeczką lub bez, choć znane są także zdjęcia oficerów noszących wycofane z użytku pasy wz.35, z klamrą z „wyciętą” gwiazdą. Podoficerowie i szeregowi stosowali zwykłe pasy jednobolcowe, przy czym do munduru galowego musiały być one wykonane ze skóry.

Do munduru przewidywano wykorzystanie rękawiczek dzianych w kolorze zielonym.

Odznaczenia noszono w linii prostej, prostopadle do krawędzi poły. Po prawej stronie noszono ordery nieposiadające wstążek i odznaki, po stronie lewej – ordery ze wstążkami i medale. Jedyną dopuszczalną odznaką po stronie lewej była w tym czasie odznaka członkowska komsomołu oraz odznaki delegatów do rad.

Wraz z przywróceniem pagonów, zmianom uległy też barwy broni. Dokładny opis zawiera poniższa tabela (zestawienie obejmuje wyłącznie pagony galowe):

Rodzaj wojsk/ służbWypustki na mundurzePole pagonu (szeregowy/ podoficer)Wypustka na pagoniePole pagonu (oficer)PrześwitWypustka na pagonieOtok czapkiWypustki na czapce
PiechotaMalinoweMalinowyCzarnaZłoteMalinowymalinowamalinowymalinowe
ArtyleriaCzerwoneCzarneCzerwonaZłoteCzerwonyCzerwonaCzarnyCzerwone
PancerneCzerwoneCzarneCzerwonaZłote/srebrneCzerwonyCzerwonaCzarny*Czerwone
KawaleriaGranatoweGranatoweCzarnaZłoteGranatowyGranatowaGranatowyCzarne
LotnictwoBłękitneBłękitneBłękitnaZłote/srebrneBłękitnyBłękitnaBłękitnybłękitne
MedycznaCzerwoneZieloneCzerwonaSrebrneCzerwonyczerwonaZielonyczerwone
WeterynaryjnaCzerwoneZieloneCzerwonaSrebrneCzerwonyczerwonaZielonyczerwone
KwatermistrzowskaMalinoweSrebrneMalinowyMalinowaMalinowyMalinowe
SprawiedliwościCzerwoneSrebrneCzerwonyCzerwonaMalinowyMalinowe
KolejoweGranatoweCzarneGranatoweZłoteCzarnyZielonaCzarnygranatowe
WOSOZieloneZłoteCzarnyZielonaCzarny*zielone
InżynieryjneGranatoweCzarneGranatowaZłote/srebrneCzarnyCzarnaCzarnyGranatowe
komunikacjaGranatoweCzarneGranatowaSrebrneCzarnyCzarnaCzarnyGranatowe
TopografiaGranatoweCzarneGranatowaZłotaCzarnyCzarnyCzarnyGranatowe
ChemiczneCzarneCzarneCzarnaZłoteCzarnyCzarnyCzarnyCzarny

Mundury galowe wz.43 najwyraźniej albo trafiły w gust rządzących, albo były ważniejsze sprawy niż zmiana mundurów. Galowe mundury szeregowych zmieniono dopiero w 1956r. na nieco bardziej uproszczone, choć w podobnym kroju. Mundury oficerskie zmieniono w 1955r., w wyniku reformy przygotowanej na rocznicę zwycięstwa. Jednak już 1949r. wprowadzono nieco „unowocześnione” mundury dla Wojsk Pancernych i Sił Powietrznych. Odrobinę miejsca chciałbym tutaj poświęcić właśnie bezpośrednim następcom mundurów galowych wz. 43.

Reforma z 1956 roku, choć zmieniła nieco barwy broni, mundur galowy szeregowych jedynie nieznacznie uprościła. Praktycznie rzecz biorąc – zmianie uległa tylko kurtka mundurowa, spodnie zaś zamieniono na zielone – model do tej pory noszony na co dzień.

Kurtka mundurowa dla szeregowych i podoficerów Armii Radzieckiej wz.56

Kurtka mundurowa galowa szeregowca piechoty zmotoryzowanej wz.1956r. Prezentowany bez pasa celem lepszego pokazania kroju.

Kurtka jednorzędowa zapinana na pięć dużych guzików, ze sztywną stójką zapinaną na dwie haftki. Na kołnierzu w odległości 1cm od końców i w równej odległości od górnej i dolnej krawędzi – naszyte patki barwne długości 8,2cm i szerokości 2,7cm. Na patkach podoficerów naszyty pojedynczy pasek ze złotego galonu – centralnie przez środek patki, równolegle do jej dłuższych krawędzi.

Rękawy zakończone mankietami odciętymi, bez wypustek.

Plecy bez rozporów. Na bocznych szwach pleców – haki do podtrzymywania pasa.

Jak więc widać, kurtki znacząco uproszczono, co spowodowane było zapewne względami oszczędnościowymi. Zniknęły wypustki, wycięcie w tali i rozpory z ozdobnymi listewkami.

Do kurtki noszono pas brązowy z klamrą płytkową z wizerunkiem gwiazdy z sierpem i młotem – uprzednio noszony przede wszystkim przez kadetów szkół suworowskich i wychowanków specjalnych szkół wojskowych.

Jak wspomniałem wyżej (oraz w poprzednim artykule), reforma z 1949r. dotknęła tylko oficerów formacji, którym przypisywano decydującą rolę w zwycięstwie – pancerniakom i lotnikom. Zmianom uległy czapki galowe, zaopatrzone w ornament (liście laurowe) na daszku oraz kurtki – zarówno kurtki służbowe (ros. „kitel”) jak i galowe („mundir”) zastąpiono kurtką dwurzędową z otwartym kołnierzem.

Kurtka galowa dla oficerów Wojsk Pancernych i Sił Powietrznych wz.49

Kurtka mundurowa oficera Wojskowych Sił powietrznych wz.43 – tu akurat w wersji codziennej – pokazana celem prezentacji kroju i emblematów.

Kurtka dwurzędowa z otwartym kołnierzem. Na połach po trzy duże guziki mundurowe. Kieszenie dolne wpuszczane z prostokątnymi patkami. Po lewej stronie kieszeń napierśna prosta, wpuszczona podkreślona listwą.

Klapy kołnierza kurtki dla oficerów Wojsk Pancernych w całości obszyte czarnym aksamitem i zaopatrzone w wypustkę czerwoną. Klapy kołnierza kurtki oficerów Wojskowych Sił Powietrznych wykonane z tego samego materiału co reszta kurtki, zaopatrzone w wypustkę błękitną.

Patki w wersji codziennej – bez lamówki z plecionki lub galonu.

Na klapach kurtki oficerów Wojsk Pancernych umieszcza sie centralnie emblematy rodzaju wojsk. Na klapach oficerów Wojskowych Sił Powietrznych umieszcza się patki błękitne długości 8,5cm i szerokości 3,5cm obszyte plecionką złotą lub srebrną (lub takim galonem), zaopatrzone w duży guzik mundurowy i emblemat rodzaju wojsk (ten ostatni często pomijano).

Patka galowa oficera lotnictwa Wojsk Wewnętrznych MWD – w rzadziej spotykanej wersji, obszyta złotym galonem.

Rękawy zakończone mankietami odciętymi wypustką w barwie wojsk (błękitną lub czerwoną). Na mankietach, po zewnętrznej stronie umieszczano „kolumienki” złote lub srebrne, na podkładce w barwie wojsk (błękitne lub czarne, choć stosowano też podkładki w barwie munduru) – dla oficerów starszych po dwie, dla młodszych – po jednej.

“Kolumienka” z kurtki galowej wz.49 oficera lotnictwa WW MWD

Plecy bez rozporów, zszyte z dwóch części.

Pagony czterokątne, przyszywane na całej długości.

Pod kurtką nosi się koszulę w kolorze ochronnym i krawat.

Do kurtki noszono w dalszym ciągu granatowe spodnie z wypustką, przy czym dla oficerów Wojskowych Sił Powietrznych przewidywano spodnie proste z trzewikami zamiast bryczesów. Bez zmian pozostał także pas

Co ciekawe, prawie identyczny krój miały następnie kurtki galowe wz.55. Te jednak pozbawiono kieszeni napierśnej.

Odznaczenia na tych mundurach nakazano nosić równolegle do klap kołnierza.

Jako inspirację dla mundurów wz.49 często podaje się mundury oficerów marynarki. Może to być dobry trop, pamiętać jednak należy, ze dopiero od 1952r. kurtki tego kroju upowszechniły się w WMF, wcześniej (od 1941r.) podobnego kroju kurtki („tużurki”) funkcjonowały tylko dla admirałów i generałów Marynarki.

Powyższe opracowanie nie wyczerpuje oczywiście tematu. Oparte zostało na kilku źródłach i opracowaniach, jeżeli jednak uważny czytelnik dopatrzy się w nim błędów rzeczowych, będą one raczej moją winą niż błędów wcześniejszych autorów. Dlatego też, w przypadku doszukania się nieścisłości, prosiłbym czytelników o informację.

Autor: Kamil Szustak

Bibliografia:

Forma Odieżdy Wojennych Sił SSSR i Rossiji. 1917-90-tegody, Moskwa, 1999r.

Ilustrirovannoje opisanije obmundirowanija i znakow rozliczija Sowietskoj Armii (1918 – 1958gg.), p.red. I. Jermoszyna, Leningrad 1960r.

Anton Szalito, Ilija Sawczenkow, Nikołaj Roginskij, Kiriłł Cyplonkow, Uniforma Krasnoj Armii 1918-1945, Moskwa 1997r.

www.rkka.ru

www.vedomstva-uniforma.ru

www.undertheredstar.com

www.army.armor.kiev.ua

SUMMARY

The text, being a supplement to an earlier article on post-war Soviet parade uniform, is discussing the first parade uniforms used after the war by both Soviet officers and enlisted men – the m43, m49 and m56 uniforms.

Ćwiczenie Volkssturm 2020

Jako że ten rok nie był dla ruchu rekonstrukcyjnego (i, w sumie, to chyba dla nikogo) zbyt łaskawy, postanowiliśmy trochę ponadrabiać organizując zajęcia wewnętrzne. Pojawił się też pomysł tchnięcia nieco życia w te rzadziej używane obszary naszych zainteresowań. Na styku tych dwu pomysłów w ostatni weekend września zorganizowaliśmy krótkie ćwiczenie w masywie Ślęży.

Choć pierwotny plan zakładał także nocleg w terenie, brak czasu sprawił, że ostatecznie ograniczyliśmy się do jednego dnia. Aby było inaczej niż zwykle, postanowiliśmy wyjść tym razem jako Volkssturm z 1945r. Naprędce udało się nam dopasować lokalizację tak, aby uzasadnić obecność volkssturmistów stosunkowo daleko od terenów zabudowanych – otóż na stoku Czernicy działał kiedyś kopalnia chromitu. Choć już na początku lat 40. Straciła większe znaczenie, to w 1945r. obiekt był na tyle ważny, że został przez Niemców wysadzony. Uznaliśmy, że ochrona części obiektów kopalnianych mogła zostać pod koniec wojny powierzona właśnie volkssturmistom, żeby nie odciągać od ważniejszych zadań jednostek regularnych.

Żeby uniknąć chodzenia wyłącznie w cywilnych ciuchach, zdecydowaliśmy się na bardziej wyraziste sylwetki:

– były rezerwista skreślony z ewidencji z powodu złego stanu zdrowia – kurtka m36 pozbawiona insygniów, koszula w paski z charakterystycznym –wysokim i ostrym kołnierzem, szeroki krawat w paski, spodnie szare gabardynowe. Do tego robocze trzewiki z grubymi skarpetami, pas z klamrą cechu murarzy i kaszkiet.

– Zmobilizowany pracownik Deutsche Reichsbahn – kurtka kolejarska z lat 20. (wybarana by oszczędzić aktualny mundur m41), spodnie robocze z zielonkawego drelichu, furażerka służbowa DRB, pas mundurowy i cywilne trzewiki podkute gwoździami.

Mając tak zarysowane tło, w sobotni poranek, w strugach deszczu dojechaliśmy do przełęczy Tąpadła. Pod wiatą zasiedliśmy do mapy. I tu wyszedł pierwszy problem, bo okazało się, ze reprint niemieckiej mapy nie trzyma oryginalnej skali, w związku z czym trudno było prawidłowo ocenić odległości. Na szczęście z pomocą oryginalnych pomocy dydaktycznych udało się zlokalizować poszukiwany obiekt na mapie i wyznaczyć trasę. Jak się później okazało, większość dróg pokrywa się z przedwojennym przebiegiem.

Nie było co dłużej marudzić, plecaki na grzbiet, czapki na głowy, Celty na plecy i ruszyliśmy. Choć od góry byliśmy trochę chronieni, spodnie szybko ponasiąkały wodą. Sytuacji nie ułatwiały też wysokie trawy i dość liczne cieki wodne przecinające drogę, dodatkowo jeszcze zasilane potokami wody lejącymi się drogą – efekt całej nocy intensywnych opadów.

Pomimo braku oznaczeń, dość łatwo udało nam się znaleźć jedno z wejść do kopalni, kryjące się na końcu stromego jaru (niegdyś pewnie drogi dojazdowej). Samej kopalni jednak nie udało się zwiedzić, gdyż zaraz na początku ustawiono stałą kratę. Widać sezonowy dostęp, który ponoć zdarzał się w poprzednich latach, został juz całkowicie zakazany. Jakkolwiek teren nijak raczej nie przypomina stanu z końca wojny, przy wejściu rozbijamy obozowisko. Rozwieszamy płachty namiotowe nad wejściem, domaskowując je dostępnym materiałem. Z powalonych konarów i przyniesionych w plecakach worków jutowych (napełnionych na miejscu ziemią) budujemy niską barykadę blokującą dostęp do kopalni. W międzyczasie przestaje padać. Na esbitowskim kocherze gotujemy wodę na kawę i herbatę, po lekkim rozgrzaniu się ruszamy na krótki patrol, pozostawiwszy przedtem plecaki w przygotowanej uprzednio skrytce materiałowej. Po powrocie przyrządzamy obiad. Spożyty z garnka aluminiowego i pierwszowojennej niemieckiej menażki ciepły posiłek rozgrzewa i poprawia humory. Powtórzywszy zagadnienia nawigacji, zwijamy obozowisko i późnym popołudniem wracamy na przełęcz.

Zajęcia pozwoliły, oprócz, zadań zaplanowanych, przećwiczyć wykorzystanie przedmiotów codziennego użytku z epoki w nieco trudniejszych warunkach atmosferycznych.

Autor: Kamil szustak

Zdjęcia: Maciej Mądry

Młodszy lejtnant milicji, zachodnia Ukraina, wrzesień 1944r.

Pociąg zwolnił, zjechał na boczny tor, a po chwili zatrzymał się. Kostia otworzył walizkę i wyjął kurtkę mundurową. Choć była określana jako „letnia” i wykonana została z lekkiej bawełny, nowa fala potu zalała go zanim jeszcze zapiął guziki. Nic dziwnego – duszny wagon towarowy wypełniony grupą żołnierzy, ze słońcem niemiłosiernie nagrzewającym stalowy dach… W normalnych warunkach jego towarzysze podróży przywitaliby zapewne pojawienie się białego munduru w takim otoczeniu salwą śmiechu, ale chociaż był niewiele starszy od większości z nich, dla młodych rekrutów zdążających na front pozostawał „towarzyszem lejtnantem”.

Gdy usłużny jerajtor otworzył drzwi wagonu, Kostia zeskoczył i założył czapkę. Oczywiście pociąg jak zwykle zatrzymał się poza peronem, więc skacząc omal nie skręcił sobie kostki, zdołał jednak złapać równowagę i życząc żołnierzom by bili hitlerowców dzielnie, odebrał podaną mu walizkę.

Rozejrzał się w koło, ale choć głównie otaczały go pociągi, i tak wiedział, ze okolica go nie zachwyci. A miało być tak pięknie.

***

Jeszcze na kilka miesięcy przed promocją cieszył się życiem i nadziejami na przyszłość. Nie miał ambicji zostać pracownikiem MURa, ale liczył na ciekawą służbę w Stolicy, gdzie mógłby się wykazać i zainteresować swoją osobą milicjantki z poboru, którymi NKWD zapychało braki kadrowe. Niestety, potem Sania Kartaszow wpadł na jeden ze swoich „genialnych” pomysłów i, co gorsza, dali się przyłapać. Tak naprawdę chyba tylko dobre opinie z Komsomołu i Osoawiachimu, dobre wyniki w nauce, oraz permanentne braki kadrowe, z jakimi borykała sie milicja, zadecydowały, że nie został wyrzucony ze szkoły i wysłany na front. Zamiast tego na promocji dostał tylko jedną gwiazdkę i od razu skierowano go do jakiejś zabitej dechami dziury, gdzie jeszcze niedawno Niemcy hulali w najlepsze. Choć miał objąć stanowisko naczelnika miejscowego posterunku, wcale nie uważał tego za wyróżnienie.

A potem było już tylko gorzej. Najpierw zamiast mundurów dostali ekwiwalent na zakup. Jak się okazało – kompletnie bezwartościowy, bo w Moskwie akurat zabrakło granatowego materiału. Dlatego też zdołał jedynie zamówić letni mundur, a promocję przyjmował w tej samej gimnastiorce szeregowego, którą nosił od półtora roku. W dodatku nowy regulamin nie przewidywał noszenia starych odznak Osoawiachima, których Kostia miał kilka na swoim koncie, toteż prezentować mógł tylko odznakę Komsomołu, która na jego szerokiej piersi wyglądała dość żałośnie

Potem okazało się, że choć rozkaz mówił, że na miejscu miał się stawić za pięć dni, dotarcie do miasteczka daleko na południowym zachodzie graniczyło z niemożliwością. Spodziewał się podróży pociągiem osobowym, musiał jednak tłuc się wojskowymi składami, za każdym razem uciekając się do próśb lub gróźb pod adresem załogi, aby tylko móc uzyskać wątpliwy przywilej podróży w zatłoczonym wagonie bydlęcym, przypadkiem jadącym we właściwym kierunku. W dodatku część torów dalej nie nadawała się do użytku, więc nierzadko jechali dziwnymi objazdami, nadkładając drogi. W rezultacie, podróż, która powinna była trwać może dwadzieścia kilka godzin, zajęła mu kilka dni.

***

Teraz musiał pilnie zgłosić się w miejscowej radzie, a następnie przejąć posterunek.

Spojrzał na zegarek – będący obiektem zazdrości naręczny czasomierz był w rzeczywistości sprytną konwersją damskiego zegarka kieszonkowego – było już na tyle późno, by zastać kogoś z miejscowych władz.

***

Spotkanie z przedstawicielem miejscowej administracji przebiegło sprawnie i lepiej niż się spodziewał. Towarzysz Kurgato, który go przyjął wydał mu kartki i tymczasowy dokument i skierował na posterunek, gdzie Kostia miał od tej pory pracować i mieszkać, przejąwszy przedtem obowiązki od p.o. naczelnika starszego sierżanta Stawitskiego.

Teraz, idąc w kierunku posterunku, mógł bliżej przyjrzeć się miasteczku. Większość domów była murowana,w stylu zupełnie niepodobnym do tego, który znał z Rosji. Niektóre ulice były nawet wyasfaltowane (choć na większości leżał bruk przechodzący stopniowo w drogi gruntowe). Choć miasto nie ucierpiało szczególnie w czasie wojny (poza kilkoma dziurami po kulach w centrum i wysadzoną przez partyzantów mleczarnią), sprawiało wrażenie na wpół wymarłego, a mieszkańcy ponad wszelką wątpliwość klepali biedę. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco, ale też nie było tragedii, biorąc pod uwagę, że raptem dwa miesiące temu przetoczył się tutaj front.

Sam posterunek prezentował się dość solidnie, choć widać było, ze gmach pamięta jeszcze XIXw. Na prawo od drzwi wisiała pomalowana na czerwono deska z prostym napisem „Milicija”, nad i pod nią widać było ślady po kilku starszych oznaczeniach, szczególnie interesująco wyglądał owalny ślad powyżej. Nie pasował do przedwojennych tablic, ani, o ile Kostia wiedział, do niemieckich.

Pchnął drzwi i wszedł do hallu. Pomieszczenie było dość duże, ale jego jedyne wyposażenie stanowiło biurko i krzesło w rogu, zajmowane przez młodego chłopaka w granatowej gimnastiorce bez pagonów. Chłopak najpierw uniósł wzrok, uparcie starając się nadać twarzy wyraz poważny i groźny (co wyszło mu nie najlepiej), a następnie, ujrzawszy oficerski mundur, wyprężył się jak struna (przewracając przy tym krzesło) i przesadnie sprężystym ruchem wykonał salut, zdał sobie sprawę, ze jego czapka dalej spoczywa na biurku, błyskawicznie nasadził ją na głowę(nie zważając na wystające spod czapki kosmyki włosów) i powtórnie zasalutował. Usiłował coś powiedzieć, ale najwyraźniej odjęło mu mowę, więc tylko stał na baczność z niezbyt mądrą miną i ręką przy daszku czapki.

Cały ten komiczny pokaz zaskoczył Kostię, więc minęła dłuższa chwila nim odpowiedział na salut.

– Spocznij! – rzucił – Ja do sierżanta Stawitskiego.

Chłopak, najwyraźniej dalej nie mogąc wykrztusić z siebie słowa, skinął głową i dał mu znak, by poszedł za nim. Choć było to wbrew regulaminowi, Kostia podążył za chłopakiem do gabinetu.

Młody otworzył drzwi, wszedł przodem, ponownie stanął na baczność i zasalutował, zwracając się do mężczyzny siedzącego za dość solidnym, drewnianym biurkiem na środku pokoju.

– Towarzyszu starszy sierżancie, oficer do Was! – zakrzyknął głosem, który pod koniec zdania przeszedł w falset. Kostia nie sądził, by chłopak miał więcej niż 17 lat.

Mężczyzna za biurkiem podniósł wzrok znad papierów i spojrzał na Kostię znad okularów do czytania. Mógł mieć około 30-35 lat, miał czarne włosy i takież wąsy. Ubrany był w milicyjną gimnastiorkę starego wzoru, w opadającym kołnierzem, do której doszyto pozbawione szyfrówki naramienniki starszego sierżanta.

Podoficer wstał niespiesznie, gestem nakazał chłopakowi opuścić gabinet po czym podszedł do Kostii i wyciągnął rękę.

– Stanisław Piotrowicz Stawicki – powiedział z szerokim uśmiechem. Był prawie o głowę niższy od Kostii, ale uścisk dłoni miał mocny. Mówił po rosyjsku z lekkim akcentem – Jak sądzę mam przyjemność z naszym nowym naczelnikiem, młodszym lejtnantem Mołczanowem?

– Zgadza się, Konstantin Filippowicz. Mam objąć posterunek.

– A zatem witam towarzysza Naczelnika – nie wypuszczając dłoni Kostii, drugą ręką powiódł do okoła – Jak widać nie ma tu wiele do obejmowania.

Mołczanow podążył wzrokiem za gestem Stawitskiego. W gabinecie nie było nic prócz biurka, krzesła, jednej szafy na akta, przedwojennego portretu Stalina i wmurowanego w ścianę niewielkiego sejfu.

– W zbrojowni mamy kilka karabinów i rewolwerów pozostałych po polskiej Policji w 1939r., kilka pamiątek po Niemcach, którzy też mieli tu siedzibę policji, a ostatnio dostaliśmy z Kijowa całkiem dużo amunicji 7,62×25, której akurat kompletnie nie mamy jak wykorzystać. Mundurów, jak widać, brak, a to co dostajemy jest raczej przypadkowe. Budynek nadaje się do użytku, włącznie z aresztem i kwaterą towarzysza naczelnika, ale mebli prawie nie ma – hitlerowcy wywieźli co się dało. Brakuje nam ludzi. Poza mną i Fiedią, którego już mieliście okazję poznać, mamy jeszcze dwie dziewczyny i starego Stiopę – to emeryt, ale w 1920 robił przyspieszony kurs milicyjny – wszystko ochotnicy spośród miejscowych, swój czas dzielą między służbę i naukę z tego, co jest pod ręką. Ja mam staż najdłuższy, bo przed wojną zdążyłem tu przesłużyć prawie dwa lata. W mieście przestępczości prawie nie ma – czasem ktoś kartki ukradnie, czasem ktoś po pijaku chwyci za siekierę… Poza miastem, to inna historia, podejdźcie proszę…

Nie przestając mówić sierżant podszedł do biurka i odsunął dokumenty leżące na wierzchu. Oczom Kostii ukazała się mapa z opisami alfabetem łacińskiem.

– Na wschód, południe i zachód – palec Stawitskiego przesuwał się szybko po mapie – jak okiem sięgnąć, nie ma nic – pola, pastwiska i step. I gdzie-niegdzie wioska. Latem pył, jesienią błoto, a zimą śnieżne pustkowie. Prawdziwy problem jest tu, na północy – palec przesunął się wskazując na spory kompleks leśny – tu siedzą bandy.

– Jakie bandy?

Stawitski wzruszył ramionami.

– Wszelakie. Ukraińskie, polskie, maruderzy, niemieckie niedobitki… Do niedawna jeszcze walczyli z Niemcami, z nami, lub między sobą, ale teraz głównie zajmują się rabunkiem. Jesień niedługo – wiedzą, że trzeba zapasy na zimę zrobić. Ale czasem jakiś zamach zorganizują, wioskę spalą, konwój ostrzelają… – Kostia patrzył na mapę. Znał trochę niemiecki, ale był pewny, że opisy są w innym języku.

– Poparcie wśród miejscowych mają?

– Po wsiach – tak, zwłaszcza UPA. Polskie wsie w większości wyrżnięte, a ludność schroniła się tutaj. Choć przyznać trzeba, że i Polacy akcje odwetowe robili. W mieście spokojnie, nawet kler nie burzy ludzi przeciw władzy radzieckiej.

– Kler? Macie tu czynną cerkiew? Pozwalacie na to?

– Cerkiew, kościół, nawet luterański zbór. Towarzysz Stalin pozwolił na nabożeństwa… A już towarzysz Rakowskij pisał, że pierwsi chrześcijanie byli prawdziwymi komunistami – sierżant puścił do kostii oko i uśmiechnął się kpiarsko. Mołczanow nie drążył. Mimo wysokich not z historii WKP(b), nie miał pojęcia kim był towarzysz Rakowskij.

– Teren dobrze znacie?

– Nawet bardzo. Ja miejscowy jestem, jeszcze przed 1939…

– Polak? – zapytał Kostia starając się nie pokazać po sobie, że jeszcze przed chwilą nie miał pojęcia, że przed 1939r. te tereny należały do Polski.

Stawitski przytaknął.

– To co, za chwilę do ojczyzny?

– Moja ojczyzna tutaj. Tu się urodziłem. Jak przyszła władza radziecka, to miałem za sobą dwa lata studiów prawniczych we Lwowie i wyrok za działalność komunistyczną. Od razu wzięli mnie do milicji. Dzięki temu mogłem tu zostać… – Stawitski zrobił pauzę, ale Kostia nie zrozumiał aluzji – A potem przyszli Niemcy i poszedłem do partyzantki. Stopień mam stamtąd, ale dostałem uznanie z UNKWD. Ale na razie wystarczy o mnie. Chodźcie towarzyszu lejtnancie, pokażę Wam Waszą kwaterę. Ten biały kitel proponuję jednak odłożyć do szafy, za prędko się nie przyda. Jak mówiłem, latem pył, jesienią błoto. Myślę, że znajdziemy Wam jakąś kurtkę skórzaną…

Historia formacji

Po rewolucji, komuniści błyskawicznie rozwiązali ludową milicję podległą Rządowi Tymczasowemu i w jej miejsce postanowili powołać „milicje robotnicze”, które miały być wcieleniem w życie leninowskich idei, w myśl których każdy robotnik miał być jednocześnie obrońcą swojej ojczyzny i stróżem porządku (tak, choć niektórym może się to nie mieścić w głowie, Lenin swego czasu był za powszechnym dostępem do broni; dopiero zderzenie z rzeczywistym poparciem społecznym jakim cieszyli się bolszewicy skutecznie wybiło mu te pomysły z głowy). Początkowo więc były to niewielkie grupki, dowodzone przez nie mających żadnego doświadczenia pracowników politycznych, podległe miejscowym radom. Słabo zorganizowane, uzbrojone i niewyszkolone oddziały luźno powiązane ze sobą nie były do końca tym, o co chodziło Ludowemu Komisariatowi Spraw Wewnętrznych, toteż już w kwietniu 1918r. powołano do życia milicję państwową – Radziecką Robotniczo-Chłopską Milicję. Rok później stworzono bardziej wyspecjalizowane służby – milicję kolejową i wodną, które w historii ZSRR pojawiały się i znikały kilkukrotnie. W październiku 1918 roku utworzono także wydziały kryminalne – „Ugołownyj Rozysk”.

Największym problemem milicji radzieckiej były kadry, szczególnie, że prawo zakazywało zatrudniania pracowników carskiej policji. Radzono sobie z tym różnie – na przykład pierwszy Naczelnik Moskiewskiego Wydziału Kryminalnego (Moskowskij Ugołownyj Rozysk; MUR), Aleksandr Triepałow, świadom swoich braków, ignorował ten zapis całkowicie, obsadzając najważniejsze stanowiska byłymi policjantami (Później wykorzystano te działania jako dowód w procesie przeciwko niemu; Triepałow został rozstrzelany za udział w antyradzieckiej organizacji terrorystycznej w 1937r.). Nie wszędzie jednak naczelnicy mięli na tyle rozsądku i ogólny poziom kadr pozostawiał wiele do życzenia.

Choć od początku tworzono milicyjne kursy dowódcze, dopiero w1921r. otwarto pierwszych siedem oficjalnych szkół i, choć plany zakładały początkowo dwie, otwarto jedną wyższą szkołę milicji – w Piotrogrodzie. Po zakończeniu pierwszego, rocznego cyklu, szkołę przemianowano na Pierwszą Piotrogrodzką Szkołę Średniej Kadry Dowódczej Milicji i rozpisano nowy, tym razem dwuletni cykl nauczania. Do 1925r. utworzono na jej wzór trzy kolejne w różnych częściach RSFRR.

Pod koniec lat 20. radziecka milicja mogła już poszczycić się całkiem dobrze przygotowanymi kadrami, zwalczyć udało się także zjawisko korupcji trapiące tę formację w pierwszych latach istnienia.

Po 1941r. wielu milicjantów powołano do wojska, pozostawiając na stanowiskach najbardziej niezbędny i doświadczony personel, głównie oficerów. Braki kadrowe starano się uzupełniać na każdy możliwy sposób – werbowano ochotników i przeprowadzano mobilizację do jednostek milicji wśród kobiet nie objętych obowiązkową służbą wojskową.

Aby uzupełnić braki wznowiono też milicyjne kursy oficerskie, które, podobnie jak wojskowe, działały w trybie przyspieszonym.

Milicjanci oprócz standardowych działań, musieli także wspierać jednostki obrony przeciwlotniczej w miastach, a także radzić sobie z problemami przedtem niespotykanymi – na przykład w Leningradzie w 1942 roku lawinowo rosła liczba przypadków „bandytyzmu kategorii szczególnej”. Pod nazwą tą krył się kanibalizm, a konkretniej przypadki morderstw popełnianych celem zjedzenia ofiary. O tym jak poważny był to problem świadczy fakt, że w ciągu pierwszego półrocza tego roku, za przestępstwa tego typu miesięcznie zatrzymywano od kilkuset do półtora tysiąca ludzi.

W miarę wyzwalania przez Armię Czerwoną terenów Białorusi i Ukrainy, starano się, o ile to możliwe, jak najszybciej odtwarzać lokalne struktury milicji, często jednak było to niewykonalne i wiele miast musiało na cywilnych stróżów porządku poczekać nawet do połowy 1945r., w międzyczasie tworząc tymczasowe oddziały ochotnicze.

Ze względu na ograniczone siły wojskowe na tyłach, milicjanci często brali udział w odpieraniu ataków partyzantki Polskiej i UPA na terytoriach zajętych przez ZSRR w 1939r. O ile w początkach wojny były to przypadki rzadkie, o tyle po wyparciu Niemców zdarzały się coraz częściej.

Umundurowanie milicji

Milicyjne mundury w ZSRR przechodziły liczne zmiany. Początkowo oddziały milicji nosiły odzież wojskową lub ubiór cywilny. Później kilkukrotnie eksperymentowano z mundurami w kolorze granatowym, szarym, czarnym, szaroniebieskim i zielonym. W 1928 roku osiągnięto pewien kompromis, gdy nakazano szeregowym nosić mundury czarne, dowódcom – granatowe, a wszystkim w okresie letnim – zielone. Podstawowym elementem munduru miała być gimnastiorka o kroju identycznym z wojskową bluzą wz.27. Niestety, kompromis nie utrzymał się długo, bo już w 1931r. milicjanci otrzymali mundury w kolorze szaroniebieskim z kaskiem wzorowanym na nakryciu głowy brytyjskiej policji. Jedynym odstępstwem kolorystycznym był tu mundur letni w kolorze białym. Oznaczenia stopni – błękitne z czerwoną lamówką – upodobniono do wojskowych. Na czapki opracowano nowy wzór odznaki – błękitną gwiazdę z naniesionym na nią herbem ZSRR.

W 1936 roku w milicji przywrócono stopnie oficerskie, a ich oznaczenia, chociaż pozostały na kołnierzach, upodobniono do carskich pagonów, zachowując układ belek, gwiazdek i prześwitów. Odznakę na czapkę zamieniono na sam herb ZSRR, dodatkowo identyczną odznakę naniesiono na rękawy mundurów.

W 1938r. Ponownie zaczęto eksperymentować z kolorami, wprowadzając zielone płaszcze i zmieniając kolorystykę czapek.

Rok później milicyjne oznaczenia stopni powtórnie upodobniono do stosowanych w Armii Czerwonej, przywrócono także na czapkę odznakę z gwiazdą, zmieniając jednak jej kolor na czerwony, herb pozostawiając jednak na rękawie.

W 1940r. milicyjne mundury ponownie zyskały kolor granatowy, zaś czapki uzyskały wygląd, który pozostał w użyciu jeszcze po wojnie – granatowa tulia z czerwoną lamówką, błękitny otok i odznaka wz.39. Białe czapki w wersji letniej nie posiadały lamówek.

W lutym 1943r. stalinowska reforma zawitała także do milicji, przywracając carski styl.

Milicjantom dano pagony nieco węższe od wojskowych, z błękitną lamówką i polem granatowym dla szeregowców i podoficerów, i srebrnym dla oficerów i komisarzy.

Szeregowym wydawano bawełniane gimnastiorki granatowe z prostymi naszywanymi kieszeniami, czapkę według wzoru z 1940r., na lato zaś – pozbawione kieszeni białe gimnastiorki (kroju identycznego jak gimnastiorki szeregowych w Armii Czerwonej) i białe czapki z błękitnym otokiem, pozbawione lamówek. Zestaw uzupełniały granatowe bryczesy z tkaniny bawełnianej, pozbawione lamówek oraz oficerki kirzowe bądź juchtowe. Zimą nosić mieli także płaszcze dwurzędowe koloru granatowego i brązowe kubanki z granatowym kołpakiem. Jako mundur galowy stosowano pozbawioną kieszeni kurtkę ze stójką, w kolorze granatowym z lamówką wokół kołnierza. Przy mundurach szeregowych i podoficerów stosowano guziki wykonane z białego metalu

Oficerom Wydano podobne gimnastiorki (zwykle z tkaniny wełnianej), z tym że zarówno granatowe, jak i białe miały kieszenie z zaszewkami i mosiężne guziki. Stosowano bryczesy z błękitną lamówką lub bez lamówki, a także spodnie prostego kroju z lamówką. W zależności od rodzaju spodni, noszono oficerki ze skóry gładkiej lub takież trzewiki. Zamiast gimnastiorki oficerowie często nosili kurki mundurowe ze stójką, zaopatrzone w kieszenie na piersi i pięć mosiężnych guzików. Kurtki były odpowiednio granatowe i białe. Do munduru galowego stosowano kurtki podobnego kroju jak podoficerskie, z lamówką wzdłuż linii guzików, kołnierza i mankietów, z patkami na kołnierzu i mankietach. Płaszcze oficerskie od podoficerskich różniły sie jedynie użyciem mosięznych guzików.

Oporządzenie było identyczne z wojskowym, wykonane z brązowej skóry.

Uzbrojenie milicjantów w tym czasie stanowiła zwykle broń krótka – rewolwery Nagant i pistolety TT, choć w rejonach niebezpiecznych (np. w oblężonym Leningradzie i strefach przyfrontowych, później zaś także w rejonach działalności wrogiej partyzantki, milicjantom wydawano broń długą.

Sylwetka

Przedstawiona sylwetka to młodszy lejtnant milicji w mundurze letnim, przygotowujący się do objęcia obowiązków naczelnika w prowincjonalnym miasteczku na zachodniej Ukrainie. Ponieważ oficer pozostaje poza służbą, nie nosi pasa z koalicyjką ani broni. Na głowie nosi czapkę letnią z charakterystycznym emblematem milicyjnym. Spodnie to regulaminowe bryczesy bez lamówek, wpuszczone w cholewy oficerek ze skóry gładkiej. Kurtka to biała służbowa kurtka letnia. Nad prawą kieszenią widoczna odznaka Komsomołu.

W zwykłej fibrowej walizce oficer przewozi swój skromny dobytek – czapkę służbową, gimnastiorkę (dla szeregowych) granatową i gimnastiorkę letnią; broń wydaną na czas podróży – pistolet TT, nieco odzieży cywilnej, przybory do pisania, dokumenty – legitymację, książeczkę wojskową i rozkaz wyjazdu – oraz odznaki uzyskane w toku działalności w Osoawiachimie – „Woroszyłowski Strzelec” i „Woroszyłowski jeździec” oraz „Gotów do obrony przeciwlotniczej i przeciwchemicznej”.

Wykorzystanie sylwetki

Sylwetka milicjanta nadaje się do wykorzystania podczas inscenizacji skupiających się na działaniach podziemia powojennego, pozostałego na terytorium zajętym przez ZSRR. Posterunki milicji były jednym z bardziej oczywistych celów dla grup partyzanckich, zaś naczelnicy stanowili wdzięczny cel zamachów.

Sylwetka, naturalnie, może być także użyta w wersji „bojowej” – tj. granatowej. Wybór munduru letniego na potrzeby prezentacji podyktowany był chęcią odróżnienia tej sylwetki od dwu poprzednich. Wszak na pierwszy rzut oka mundury kolejowe i milicyjne były w owym czasie dość podobne.

Autor: Kamil Szustak

Bibliografia:

L. Tokar’, Istorija Rossijskogo Formiennogo Kostiuma. Sowietskaja Miliccija 1918-1991, Sankt Petrsburg, 1995r.

Dos’e kollekcija (Sekretnyje Materiały), specialnyj wypusk, nr 8, 2010r.

http://www.vedomstva-uniforma.ru/history-1.html, Dostęp 05.07.2020r.

http://army.armor.kiev.ua/, Dostęp 05.07.2020r.

Śmierć szpiegom!

Problem z dokumentami oficjalnymi polega na tym, że choć mogą nam dużo powiedzieć o tym, co zaszło w życiu danego człowieka, to nie przyniosą nigdy jasnej odpowiedzi na pytanie: Dlaczego?

Wszak nie znając motywacji trudno ocenić czyjeś wybory. Mając do dyspozycji tylko suche fakty trudno powiedzieć jak tak na prawdę wyglądało czyjeś życie.

Dlatego też, pomimo dokładnego przestudiowania dostępnych dokumentów, nie umiem powiedzieć, czy hipotetyczna książka o bohaterach tego artykułu byłaby historią miłosną, sensacyjną, opowieścią z pogranicza horroru, czy też prostą opowieścią o zwyczajnym życiu w Związku Radzieckim.

***

Sasza poznał Tonię daleko na północy. Być może Sasza wyglądał bardzo elegancko w mundurze oficerskim. Tyle że Tonia miała bardzo podobny. Właściwie prawdopodobnie tylko emblematy wojsk pancernych odróżniały mundur porucznika od munduru młodej sekretarz trybunału. Ich pierwsze spotkanie miało zapewne charakter służbowy.

***

Patrząc na arkusz ewidencyjny z CA MO, trudno zrozumieć co tu się właściwie stało. Młody ślusarz, urodzony w 1917r., w roku 1936 trafił do Armii Czerwonej. Może sam postanowił zostać oficerem, a może ktoś w wojenkomacie uznał, że ukończone technikum przemysłowe i kilka lat pracy w przemyśle włókienniczym to dostateczne kwalifikacje potrzebne przyszłemu dowódcy czołgu. Może też jakieś znaczenie miało członkostwo w Komsomole sięgające 1931r.

Arkusz ewidencyjny.

Tak czy inaczej od 1936 do 1939r. Sasza był kursantem Ulianowskiej Szkoły Pancernej im. Lenina. Jako że w ostatnim roku nauki był też dowódcą plutonu kursantów, można sądzić, że przykładał się do nauki. A jednak zapisy arkusza urywają się w 1939r, gdy Sasza został oficerem.

Co więc mogło się wydarzyć? Jako, ze był to koniec lat 30. można by wnioskować, że poszedł na front i zginął. Bardziej prawdopodobnym może się jednak wydawać domniemanie, że padł ofiarą czystek.

Choć nazwisko miał popularne, to jednak nie ma wątpliwości, że to właśnie on figuruje na stronie poświęconej czystkom stalinowskim.*

***

Być może wcale nie wołali na nią Tonia tylko Tiucha albo Nina. Albo bardziej zwyczajnie: Tosia. Imię Antoniana posiada w języku rosyjskim liczne zdrobnienia, więc wybór jest szeroki. Jakkolwiek by nie było, córka dwojga wykształconych ludzi przyszła na świat w 1923r. w Archangielsku.

O jej rodzicach nie wiadomo zbyt wiele. Być może byli ideowymi komunistami i przyjęcie córki do Komsomołu w 1938r. przywitali z radością. A może wręcz przeciwnie, jako osoby niechętne systemowi nie odzywali się do niej przez kilka dni. A może po prostu było im to obojętne.

Gdy Niemcy zaatakowali ZSRR, Tonia kończyła 10. klasę. Wsłuchani w słowa popularnej piosenki „Jesli zawtra wojna…” mieszkańcy północnych krańców RSFRR zapewne nie odczuli początku wojny zbyt dotkliwie. Oczywiście, synowie i ojcowie poszli na front niemal od razu, ale kobiet jeszcze nie mobilizowano. Dlatego też w wrześniu, dzięki dobrym ocenom, Tonia mogła bez przeszkód rozpocząć naukę w szkole prawniczej.

Ale sytuacja na froncie wyglądała z dnia na dzień coraz gorzej. Dlatego też, po ukończeniu zaledwie jednego roku, Antonina została zmobilizowana. Jako młodszy lejtnant służby sprawiedliwości skierowana została na stanowisko sekretarza trybunału wojskowego 152 dywizji strzeleckiej na Froncie Karelskim.

***

Trybunały wojskowe nie cieszyły się zbyt dobrą opinią. Wojskowa prokuratura Armii Czerwonej niejednokrotnie skarżyła się na bezprawne wyroki i niezgodny z prawem przebieg procesu. Prokuratorzy zwracali też uwagę na brak wykształcenia prawniczego członków trybunałów. Ponieważ jednak Większość spraw rozpatrywanych przez nie kierowana była przez funkcjonariuszy wszechwładnych Wydziałów Specjalnych, nieliczne skargi prokuratorów były głosem wołającego na puszczy.

Być może jednak w 152 dywizji sytuacja była nieco lepsza niż w większości jednostek – skoro nawet sekretarz posiadał niepełne wykształcenie prawnicze, możliwe, że pozostali członkowie byli w miarę kompetentni. A może było wprost przeciwnie i to młodziutka sekretarz była najlepiej wykształconym pracownikiem tej namiastki sądu na dalekiej północy. Niestety, pozostałych członków trybunału dywizji nie udało się ustalić.

***

Patrząc na zdjęcie z 1939r., trudno nie zauważyć, ze Sasza był ambitny. Oprócz oznaczeń wskazujących na stopień lejtnanta wojsk pancernych, na mundurze możemy także zobaczyć dwie odznaki. Jedna – „Gotów do pracy i obrony” – to odznaka typowo sportowa, świadcząca o bardzo dobrej sprawności fizycznej. Druga to „Woroszyłowski Strzelec”, Nadawana za wybitne umiejętności strzeleckie. Do tego w arkuszu ewidencyjnym znaleźć możemy informację, ze szkołę oficerską ukończył z doskonałymi wynikami. Z całą pewnością więc były robotnik, syn urzędnika nie wiedział, że pierwsza zasada życia w totalitarnym państwie mówi: „nie wychylać się.”

Nie wiadomo dokładnie kiedy NKWD zaczęło się interesować Saszą. Może przykuł uwagę jeszcze podczas pracy w Iszejewskich zakładach sukienniczych, może wkrótce po wstąpieniu do wojska, a może dopiero po zakończeniu przezeń nauki w szkole oficerskiej. Jak by nie było, to właśnie to zainteresowanie doprowadziło do tego, że w wojskowej ewidencji kariera Saszy urywa się niespodziewanie zaraz na początku.

***

„- Operupołnomoczniennyj starszyj liejtienant Szarapow no prochożdienie służby pribył!” – tymi słowami melduje się pierwszego dnia pracy w milicji grany przez Władimira Konkina bohater w serialu „Gdzie jest czarny kot?”.

Cóż to takiego ten „operupołnomoczniennyj”? Skrót od „Operatiwno upołnomoczniennyj” – Upełnomocniony operacyjnie… Pełnomocnik operacyjny? Z braku dobrego polskiego odpowiednika, najlepiej posłużyć się określeniem mającym najbardziej zbliżone znaczenie – oficer śledczy. Określenie „operupołnomoczniennyj” określało bowiem właśnie śledczego. Czy to w milicji, czy w organach bezpieczeństwa państwowego.

***

„-Operupołnomoczniennyj Osobogo otdieła starszyj liejtienant gosudarstwiennoj biezopasnosti Pietruchin” – tak być może przedstawił się Sasza na pierwszym spotkaniu z Tonią. Mógł się czuć gospodarzem, gdyż w momencie przybycia Antoniny Łaktiewej na stanowisko sekretarza trybunału, Aleksandr Jefremowicz Pietruchin od ponad pół roku pełnił obowiązki zastępcy naczelnika Wydziału Specjalnego NKWD przy 152 Dywizji Strzeleckiej.

***

Bezpośrednio po ukończeniu szkoły oficerskiej (i, być może, dodatkowych kursów) Sasza został niejako usunięty z wojskowej ewidencji i trafił w lutym 1939r. do Swierdłowska, na stanowisko śledczego Wydziału Specjalnego NKWD Uralskiego Okręgu Wojskowego. Mundur zachował, stopień zachował, ale od kwietnia 1939r. był już młodszym lejtnantem bezpieczeństwa państwowego**, etatowym pracownikiem GUGB NKWD.

Wydziały Specjalne były szczególną komórką kontrwywiadowczą podległą resortowi Spraw Wewnętrznych (później – Bezpieczeństwa Państwowego). Pomimo tego, pracownicy Wydziałów Specjalnych rekrutowani byli zwykle spośród absolwentów szkół oficerskich resortu obrony. Ze względu na specyfikę służby, nosili mundury Armii Czerwonej, często też, jako absolwenci szkół wojskowych, znali specyfikę funkcjonowania armii oraz konkretnych rodzajów wojsk. Lejtnant Pietruchin, jako absolwent szkoły Wojsk Pancernych, w Swierdłowsku nosił zapewne ten sam mundur co na zdjęciu z wojskowej ewidencji. Można więc powiedzieć, że byli to tacy enkawudziści/emgiebiści /kagiebiści/emwudziści, którzy nigdy nie nosili mundurów właściwych dla swoich resortów.

Tylko że po zaledwie roku spędzonym w Swierdłowsku, Aleksandr Pietruchin musiał włożyć mundur oficera Wojsk NKWD.

Specyfika radzieckiego resortu spraw wewnętrznych polegała między innymi na tym, że dysponował on własnymi oddziałami wojskowymi. Ponieważ jednocześnie ten sam resort odpowiadał za kontrwywiad w wojsku – czemu nie miałby mieć także komórek kontrwywiadowczych we własnych jednostkach wojskowych, gdzie większość stanu osobowego pochodziła z poboru?

Nie wiem, czy Dzierżyński lub któryś z jego następców zadał sobie kiedyś takie pytanie, czy też odpowiedź była dla nich oczywista od samego początku. Faktem pozostaje jednak, że również w wojskach podległych NKWD istniały Wydziały Specjalne. Do jednego z nich właśnie trafił w lutym 1940r. Sasza.

***

190 pułk Wojsk Wewnętrznych stacjonował w mieście Bierezniki w Obłasti Permskiej. Lejtnant Pietruchin został tam śledczym Wydziału Specjalnego. Z jednej strony – pracy powinno być mniej, bo żołnierze specjalnie wybierani, do tego najbardziej politycznie zdeklarowany korpus oficerski… Z drugiej strony – to tam właśnie może się kryć mityczny wróg. Stąd liczne poziomy kontroli, o jakimkolwiek przymykaniu oka nie ma mowy.

Sasza został oficerem śledczym Wydziału Specjalnego pod sam koniec czystek w wojsku. Nie ma wątpliwości, że miał w nich swój udział. Czy zajmował się fabrykowaniem dowodów? Czy może rzeczywiście ujawniał jakichś szpiegów?

Czy stosował w śledztwie tortury? Czy może raczej był „tym dobrym”, w stylu: „Wiecie, Towarzyszu, ja nie chcę, żeby Was bili, ale jeżeli się nie przyznacie, nie będę mógł Wam pomóc…” Nawet jeśli tylko „dobrze wykonywał swoje obowiązki”, czystego sumienia raczej nie miał.

Prawdopodobnie młody śledczy się sprawdzał, bo nawet wybuch wojny niemiecko radzieckiej nie wygnał go z Uralskiego Okręgu Wojskowego. We wrześniu 1941r. dostał nawet awans – został mianowany starszym śledczym Wydziału Specjalnego 25 Dywizji Wojsk NKWD. W marcu został także oficjalnie przyjęty do Partii. Dopiero w Grudniu 1941 roku trafił, jako zastępca naczelnika, do Wydziału Specjalnego 152 Dywizji Strzeleckiej. Z racji wykonywanych obowiązków, niejednokrotnie musiał mieć do czynienia z dywizyjnym trybunałem wojskowym. To właśnie tam musiał poznać młodą panią sekretarz.

Oficjalnie w kwietniu 1943 roku Sasza przestał być pracownikiem GUGB NKWD. Ponieważ jednak przebywał daleko na północy, mógł o tym nawet nie wiedzieć.

***

– To jaką nazwę, Towarzyszu, proponujecie?

– Smerniesz. To skrót od „Śmierć niemieckim szpiegom”.

– Zgrabnie. Ale dlaczego akurat niemieckim? – zapytał Stalin – To waszym zdaniem, Towarzyszu, inne wywiady u nas nie działają?

Komisarz poczuł nagle, że jego mundur zrobił się wyjątkowo ciasny. Zdawał sobie sprawę, że nawet druga gwiazda na pagonie, którą otrzymał ledwie dwa miesiące wcześniej, nie stanowi ochrony przed podchwytliwymi pytaniami i nieprzewidywalnym charakterem Wodza. Przełknął ślinę.

– Macie rację Towarzyszu Stalin, mój błąd…

Być może tak właśnie wyglądała rozmowa Abakumowa ze Stalinem, w wyniku której nazwa instytucji, której przekazano personel Wydziałów Specjalnych zmieniono ze „Smierniesz” na „Smierinsz”, a następnie, decyzją Stalina wygładzono na „Smiersz”. 19. kwietnia 1943r. nazwa została oficjalnie zatwierdzona. Smiersz podporządkowano bezpośrednio najwyższym dowódcom odpowiednich formacji – Armii Czerwonej (Stalin), Marynarki Wojennej (Kuzniecow) i Wojsk NKWD (Beria). Pracownicy Wydziałów Specjalnych stracili swoje stopnie w organach Bezpieczeństwa Państwowego i otrzymali odpowiednie stopnie wojskowe. Sasza powtórnie został oficerem Armii Czerwonej. Chociaż początkowo mógł nawet o tym nie wiedzieć. W każdym razie z lejtnanta GB zmienił się w starszego lejtnanta Armii Czerwonej.

Choć praktycznie cały personel Wydziałów Specjalnych przeszedł bez zmian do nowej służby, zadania mu powierzone uległy zmianie. O ile do tej pory śledczy zajmowali się ściganiem rzekomych i prawdziwych dezerterów i zdrajców oraz oficerów odmawiających wykonywania bezsensownych rozkazów, tak teraz ich głównym zadaniem stało się zwalczanie faktycznych szpiegów. Dla podniesienia kwalifikacji śledczych – funkcjonariusze Wydziałów Specjalnych w większości słynęli jako ludzie pozbawieni kultury i niewykształceni – otwarto szereg szkół Smiersza oferujących kilkumiesięczne kursy zarówno nowym, jak i chcącym podnieść kwalifikacje starym śledczym.

***

Sasza wyróżniał się zapewne na tle innych oficerów Smiersza – przed szkołą oficerską skończył technikum, według wojskowej ewidencji jeszcze w latach 30. był „zaznajomiony z językiem niemieckim”. Tym samym miał lepsze wykształcenie nie tylko od niektórych swoich kolegów po fachu, ale nawet od samego naczelnika Smiersza – Wiktora Abakumowa, który oficjalnie przyznawał sie do ukończenia czterech klas szkoły powszechnej***

Być może nienajgorsze jak na tamte czasy i warunki wykształcenie pomogło mu zjednać sobie młodą sekretarz. W dość nijakim otoczeniu, daleko na północy, ambitny, wysportowany i wykształcony oficer musiał się wyróżniać.

Wszystko wskazuje na to, że wkrótce oboje musieli być zakochani po uszy, bo gdy w czerwcu 1943r. Sasza dostał awans na zastępcę naczelnika OKR „Smiersz” 34 Korpusu Strzeleckiego, od razu podjął starania o przeniesienie starszej lejtnant (awans otrzymała 7.kwietnia 1943r.) Antoniny Pietrownej Łaktiewej do podległego mu wydziału.

***

Czy młodej pani oficer ciążyła praca w trybunale wojskowym, przyfrontowej namiastce sądu, słynącej z szybkiego rozpatrywania spraw i szafowania wyrokami śmierci? Czy może raczej wierzyła w sprawiedliwość orzeczeń? Z jednej strony – musiała być dobrym pracownikiem, wszak w kwietniu dostała awans, a już 1. listopada 1943 roku za dotychczasową pracę otrzymała medal „Za zasługi bojowe”. Z drugiej jednak strony – nadspodziewanie szybko przyjęła możliwość zmiany stanowiska, albo więc rzeczywiście była to prawdziwa miłość, albo do funkcjonowania trybunału miała jakieś zastrzeżenia.

Jeśli tak było to najprawdopodobniej wpadła z deszczu pod rynnę.

***

W Marcu 1944 roku Sasza, którego w międzyczasie dogonił Order Czerwonej Gwiazdy i jednoczesny awans na kapitana, przyznane za zasługi w pracy śledczej na Froncie Karelskim, zdołał ściągnąć swoją wybrankę do kierowanego przezeń wydziału. Starszy lejtnant służby sprawiedliwości Łaktiewa została pracownikiem kancelarii Wydziału Kontrwywiadu „Smiersz” 34KS. Choć formalnie pozostawała oficerem Armii Czerwonej, dziewięć lat później komisarz wojskowy płk. Szejkin opisze ten okres jej służby krótką uwagą „Pracownik organów MWD ZSRR”, nie bardzo przejmując się faktem, że w opisywanym okresie w ZSRR nie było ministerstw, a Smiersz podporządkowany był Resortowi Obrony.

Będąc de facto pracownikiem biurowym, Tonia nie brała bezpośredniego udziału w śledztwach, z całą pewnością miała jednak wgląd w całość dokumentacji i stosowanych metod. Choć nowy Smiersz skupiał się głównie na tropieniu autentycznych szpiegów, metody działania pozostawały w większości równie brutalne. Będąc sekretarzem trybunału była świadkiem ostatniego aktu działania wojennego wymiaru sprawiedliwości, z towarzyszącymi mu emocjami i całym ogromem tragedii ludzkiej. Prowadząc dokumentację nie musiała już patrzeć na przerażenie, wściekłość i rozpacz skazańców, ale mogła „na zimno” dowiedzieć się jak wyglądała cała droga, która wiodła tych ludzi przed oblicze składu orzekającego om ich dalszym losie. Być może praca w kontrwywiadzie ją pociągała, możliwe jednak, że wgląd w mechanizmy bezlitosnych młynów radzieckiego wymiaru sprawiedliwości zaczął budzić w niej niechęć.

Tymczasem Sasza, jej wówczas jeszcze nie mąż, wciąż piął się po szczeblach kariery i w grudniu 1944r. został majorem.

***

3 Front Ukraiński w którego skład w październiku 1943r. wszedł 34 Korpus ruszył na południe. 6 Armia działała na terenie Ukrainy, Śląska i Czechosłowacji. Prawdopodobnie Sasza nie miał nic wspólnego ze Słowackim Powstaniem Narodowym, mógł jednak brać udział w zatrzymaniu „podejrzanych elementów” na Śląsku i zwalczaniu polskiego podziemia. Prawdopodobnie jednak głównie skupiał się wówczas na poszukiwaniu szpiegów w szeregach korpusu i dezerterów. Z całą pewnością ominęło go obrosła legendą orgia grabieży w Budapeszcie, która przypadła w udziale innym jednostkom frontu. Co ciekawe, mimo wolnej ręki ze strony dowódcy frontu, Smiersz, oprócz zabezpieczania dokumentów i aresztowania kolaborantów, dyplomatów i rosyjskich emigrantów, zajmował się też czerwonoarmistami szczególnie entuzjastycznie podchodzącymi do grabieży i gwałtów. Na zakończenie wojny Sasza dostał jeszcze medal „Za zasługi bojowe”. Trudno powiedzieć czy otrzymał go za specjalne zasługi czy też może za wysługę lat – lata służby w Smierszu liczyły się podwójnie, toteż pięć lat służby akurat kwalifikowałoby go do otrzymania odznaczenia przewidzianego za takich lat 10.

***

Po zakończeniu wojny 34 Korpus został przeniesiony do Odeskiego Okręgu Wojskowego. Tam też, wraz z nim, trafił personel Smiersza.

Sasza pozostawał zastępcą naczelnika do stycznia 1948r., kiedy to skierowano go na doszkolenie do jednostki wojskowej 356 w Charkowie. W międzyczasie, w kwietniu 1946r. Smiersz został przekształcony w Wydziały Kontrwywiadu i podporządkowany Ministerstwu Bezpieczeństwa Państwowego, następcy NKGB. Tym samym specjalna służba podporządkowana Stalinowi powtórnie stała się częścią aparatu Bezpieczeństwa Państwowego, przy czym na czele tego resortu stanął wkrótce dotychczasowy naczelnik Smiersza, Wiktor Abakumow. Jego poprzednik na stanowisku, Mierkułow popadł w niełaskę w związku z kilkoma ucieczkami radzieckich agentów na zachód.

Wszystkim pracownikom służby nadano bądź przywrócono stopnie Bezpieczeństwa Państwowego, tym razem jednak miały one już przełożenie jeden do jednego. I tak Major Pietruchin, zastępca naczelnika Wydziału Kontrwywiadu „Smiersz” został Majorem GB Pietruchinem, zastępcą naczelnika Wydziału Kontrwywiadu MGB, zaś starszy lejtnant Łaktiewa została starszym lejtnantem GB Pietruchiną, pracownikiem biurowym tegoż wydziału.

Dokładnej daty ślubu nie udało się ustalić, natomiast z całą pewnością już w 1947 roku urodził im się syn Wiaczesław.

Po rocznym kursie w jednostce 356 Sasza został w lutym 1949r. Zastępcą naczelnika Wydziału Zarządu Kontrwywiadu Odeskiego Okręgu Wojskowego. Wraz z nim przeniesienie otrzymała jego żona – najpierw w tym samym zarządzie została maszynistką, a następnie asystentem śledczego.

W lipcu 1950r. Obydwoje otrzymali dokładnie takie same stanowiska w Grupie Wojsk Okupacyjnych w Niemczech. Wkrótce też Sasza doczekał się drugiej gwiazdy, co było sporym osiągnięciem jak na trzydziestopięciolatka. W 1952 roku otrzymał także drugi Order Czerwonej gwiazdy. Data nadania nie pasuje ani do piętnastu, ani do ośmiu lat służby, ponownie więc trudno orzec czy było to odznaczenie za wysługę lat, czy też towarzysz podpułkownik zdołał wykryć w Niemczech jakichś szpiegów.

W Niemczech pracowali razem do marca 1953r. Co stało się potem?

Po pierwsze, już piątego marca umarł Stalin. Samo z siebie może nie przełożyłoby się to na karierę pracowników służb, ale ze śmiercią dyktatora wiązały się pewne mniej znane wydarzenia.

Po pierwsze, jeszcze w czasie wojny zaczęła narastać konkurencja między Berią a Abakumowem. Obaj mięli wybujałe ambicje. Oczywiście kończyło się to na skargach do wodza. Ten zaś miał podejście iście „salomonowe” – jeśli każdy z nich donosi na tego drugiego, to znaczy, ze obaj są winni. Do tego generalissimus nie mógł nie dostrzegać, że obaj panowie gromadzą coraz większą władzę.

Na pierwszy ogień poszedł Abakumow, którego już w 1951r. aresztowano. Wkrótce czystki zaczęły dotykać jego najbliższych współpracowników, w dalszej zaś kolejności zaczęła się czystka w szeregach dawnych pracowników Smiersza. Ten proces został jednak na chwilę wstrzymany zamieszaniem po śmierci Stalina.

A zamieszanie to wynikło z rozpoczętej od razu walki o władzę. Na Pierwsze miejsce w kierownictwie partyjnym wybił się Beria, co już samo w sobie nie wróżyło Abakumowowi zbyt długiego życia, jednak po aresztowaniu niesławnego szefa super-resortu, w jaki zdołał on na krótko przekształcić MWD (wchłonąwszy wcześniej MGB), przyszłość byłych smierszowców i ich byłego szefa wcale nie wyglądała różowiej.

Chruszczow, który nie miał do służb Berii i Abakumowa za grosz zaufania, do oskarżeń o przestępstwa pospolite dorzucił stosowanie tortur. W lipcu 1954r. Abakumow został rozstrzelany. Resort Bezpieczeństwa Państwowego wydzielono ponownie z MWD, ale już z okrojonymi kompetencjami, jako Komitet Bezpieczeństwa Państwowego przy Radzie Ministrów ZSRR – powszechnie znany pod skrótem KGB. Na czele nowej instytucji stanął dawny wróg Abakumowa, znany polskiemu czytelnikowi skądinnąd Iwan Sierow. W 1957r. meldował, że od objęcia stanowiska przeprowadził weryfikację, w wyniku której ze służbą pożegnało się ponad 18 000 pracowników dawnego MGB.

***

Czy wydarzenia te dotknęły naszych bohaterów?

Cóż, Sasza w marcu przeniesiony został na stanowisko naczelnika Wydziału Zarządu Kontrwywiadu MWD Centralnej Grupy Wojsk. Był to więc awans. Tym razem jednak nie pozwolono mu zabrać ze sobą małżonki.

Tymczasowy dokument tożsamości Antoniny Pietruchinej. Zwraca uwagę ręcznie dokonana zmiana resortu – MGB zmieniono na MWD

Tonia powróciła do Zarządu Kontrwywiadu MWD Odeskiego Okręgu Wojskowego, gdzie przez kolejne trzy miesiące pracowała na stanowisku asystenta oficera śledczego. Później zakończyła służbę.  W stan spoczynku przeszła w stopniu starszego lejtnanta służby sprawiedliwości, mając na koncie medale „Za zasługi bojowe” i „Za odwagę”.

Czy zrezygnowała ze służby by być bliżej męża? Czy może miała już dość tego typu pracy? A może, w ramach czystek zwrócono uwagę na jej dość nietypową ścieżkę kariery? A może po prostu chciała poświęcić się wychowaniu syna i nowonarodzonej córki?

Tego, niestety, z dostępnych dokumentów się nie dowiemy. Z całą pewnością jednak chciała dołączyć do małżonka. Po zwolnieniu ze służby pozostawała bez pracy i dopiero w styczniu 1954r. udało jej się dołączyć do Saszy w Austrii.

O tym, jak skomplikowany i niejasny był status Smiersza w czasie wojny, niech najlepiej zaświadczy wspomniany już fakt, że wypełniający jej książeczkę wojskową oficera rezerwy komendant wojskowy podsumował jej służbę w Smierszu i Zarzadzie Kontrwywiadu: „pracownik organów MWD”. Krótko, zwięźle i zupełnie ahistorycznie.

***

Sasza zaś dalej piął sie po szczeblach kariery – we wrześniu1953r. został zastępcą naczelnika sektora Wydziału specjalnego MWD (taką nazwę przyjęły wydziały kontrwywiadu po reorganizacji z 1953r.), a w lutym – naczelnikiem 2. Sektora Wydziału Specjalnego KGB dla Centralnej Grupy Wojsk. Wygląda więc na to, że również nowa ekipa doceniła jego kompetencje. Czystek po aresztowaniu Berii mógł nawet nie odczuć.

Choć CGW rozformowano w czerwcu 1955r., wraz z zakończeniem okupacji Austrii, Sasza de facto piastował swoją funkcję do stycznia 1956r., po czym przejął dokładnie takie samo stanowisko w Podkarpackim Okręgu Wojskowym. Jego żona w tym czasie na stałe wróciła do Odessy.

W 1960r. Sasza ukończył Wyższą Szkołę KGB i ponownie został skierowany do Niemiec, na stanowisko naczelnika oddziału Zarządu Wydziałów Specjalnych KGB przy Grupie Wojsk Radzieckich w Niemczech. Po trzech latach jednak skierowano go do Podkarpackiego OW, na stanowisko naczelnika wydziału Wydziału Specjalnego 57 Armii Powietrznej. Co ciekawe, jego wojskowy dokument tożsamości z tego okresu podaje stanowisko „zastępca naczelnika wydziału Jednostki Wojskowej 13709”. Jak widać, utajnienie wydziałów specjalnych sięgało nawet dokumentów tożsamości.

Ciekawy jest także fakt, że pełniąc tę funkcję, Sasza nosił mundur pułkownika Wojsk Lotniczych – ma to sens o tyle, że, jak już wspomniano, pracownicy wydziałów specjalnych mieli się nie różnić od pozostałych oficerów jednostki. Dziwi jednak tego rodzaju mundur u oficera, który o lotnictwie miał dość mgliste pojęcie. Zapewne o budowie silników umiał coś powiedzieć, jednak wiedza z zakresu funkcjonowania wozów bojowych nie przydaje się zbytnio w lotnictwie.

Tonia prawdopodobnie rzadko widywała męża podczas jego trzyletniego pobytu w Niemczech – po rozformowaniu CGW mieszkała w Odessie, a od 1956r. – we Lwowie. Pomimo dobrego, jak na ówczesne warunki, wykształcenia, nie podjęła pracy zarobkowej. Prawdopodobnie pensja męża była na tyle wysoka, że pozwalała jej utrzymać siebie i dzieci.

Sasza tymczasem otrzymał w 1970r. kolejny awans – został naczelnikiem wydziału specjalnego KGB w 11 Armii Gwardii. W nowej jednostce mógł powtórnie przywdziać mundur oficera Wojsk Pancernych. Również ten przydział odnotowano w dokumencie tożsamości w sposób dość enigmatyczny: „Naczelnik Wydziału Jednostki Wojskowej 51415”.

We wrześniu 1972r. Pułkownik Pietruchin przeszedł w stan spoczynku. Przez dalsze pięć miesięcy wiódł życie emeryta we Lwowie. W legitymacji emeryta KGB znalazł sie zapis o przyznaniu inwalidztwa 2 grupy związanego ze służbą, dokładnych informacji jednak brak. Zapewne też dopiero na emeryturze otrzymał odznakę pamiątkową „50 lat Wydziałów Specjalnych”.

Odznaka 50 lat Wydziałów Specjalnych KGB. Dokument niestety nie zachował się

Prawdopodobnie, mimo przywilejów emerytalnych, poziom życia rodziny musiał się znacznie obniżyć. A może po prostu pan pułkownik nie chciał siedzieć bezczynnie? Lub może poprzedni pracodawca miał dla niego nowe zadania?

Jakie by nie były przyczyny, już w marcu 1973r. Sasza podjął pracę w charakterze naczelnika wydziału pierwszego lwowskiej filii Wszechzwiązkowego Instytutu Naukowo-Badawczego Miar fizyczno-Technicznych i Radiotechnicznych (WNIIFTRI – notabene Instytut ten, pod lekko zmienioną nazwą, działa do dzisiaj). Nie udało mi się, niestety dowiedzieć czym zajmował się ów wydział, jednak nie da się ukryć, że był to dość nieoczekiwany zwrot kariery dla kogoś, kto wprawdzie posiadał techniczne wykształcenie wyższe, ale przez poprzednich czterdzieści lat zajmował się całkiem innymi sprawami. Tym ciekawszy wydaje się więc fakt, że na tym stanowisku pracował przez kolejnych sześć lat, zapracowując przy okazji na „medal emeryta”, czyli medal „Weteran Pracy” nadany mu w 1977r.

Od razu po podjęciu pracy wstąpił też do Związku Zawodowego.

Legitymacja Członka Związku zawodowego.

W grudniu 1979r. został głównym Inżynierem Systemów Miar w Zjednoczeniu Naukowo-Produkcyjnym „Sistema” (również działa do dziś). Tam też otrzymał kolejne odznaczenie zupełnie z ówczesną pracą nie związane – Order Wojny Ojczyźnianej II Klasy (tzw. jubileuszowy).

W 1986r. awansował na naczelnika wydziału pierwszego Systemów Miar w tymże zjednoczeniu. Na stanowisku tym pracował do przejścia na emeryturę. W 1991 roku otrzymał dość rzadko spotykane wyróżnienie – odznakę „50 lat członkostwa w KPZR” – obecnie czasami żartobliwie zwaną „odznaką ocalałych” – z racji częstych czystek partyjnych bardzo niewielu członków partii mogło się poszczycić tak długim, nieprzerwanym stażem.

Dokładnej daty przejścia na emeryturę nie udało się ustalić, jednak składki członkowskie w związku zawodowym opłacał do 1991r., co świadczy, że co najmniej do tego roku pozostawał aktywny zawodowo.

Nie mam zbyt wielu informacji o dalszym losie Pietruchinów. Najpóźniejsze dokumenty to legitymacja weterana wojny wydana Antoninie w 1997r. i legitymacja Medalu Żukowa nadanego Aleksandrowi w 1998r.

Jak pisałem na początku – trudno ocenić czyjeś życie mając do dyspozycji tylko dokumenty oficjalne. Nie sposób wskazać co kierowało decyzjami bohaterów tego artykułu, ani jak wyglądałoby ich życie, gdyby przyszło im żyć w innych czasach i miejscu. Ponieważ nie ustalimy także jak wiele czasu w ich życiu wypełniało słuchanie odgłosów wojny, krzyków torturowanych i krętactw schwytanych szpiegów, ani jak to wpłynęło na ich psychikę, artykuł ten pozostaje tylko suchym zapisem karier dwojga pracowników kontrwywiadu i przyczynkiem do historii dość szczególnej części radzieckich specsłużb.

Autor: Kamil Szustak

*www.nkvd.memo.ru

**Stopień odpowiadający stopniowi lejtnanta w Armii Czerwonej.

***Prawdziwość tej informacji bywa jednak poddawana w wątpliwość, według osób znających niesławnego Komisarza osobiście, wyrażał się on w mowie i w piśmie w sposób wskazujący na bardziej gruntowne wykształcenie

BIBLIOGRAFIA

www.nkvd.memo.ru (dostęp 13.03.2020r.)

Vadim J. Birstein, Smiersz. Tajna Broń Stalina. Sowiecki Kontrwywiad wojskowy podczas drugiej wojny światowej. Warszawa-Kraków, 2017

Nikołaj Nikulin, Sołdat, Warszawa 2013r.

http://army.armor.kiev.ua/ (Dostęp 07.02.2020r.)

Dokumenty osobiste 1 i 2 AWP – Parę słów o dokumentach oficerskich i tymczasowych

W poprzednich częściach temat dokumentów zastępczych poruszony został tylko „po łebkach”, tymczasem wiele wskazuje na to, że problem był, wobec ciągłego braku blankietów i funkcjonowania równolegle kilku wzorów, bardziej powszechny. Dlatego też pierwszą część tekstu poświęcę dokumentom zastępczym.

Drugim tematem, który także nie doczekał się pełniejszego przedstawienia, są dokumenty oficerskie. Pokazany w pierwszej części dowód osobisty nie był z całą pewnością jedynym wzorem dokumentu funkcjonującym w Wojsku Polskim na Wschodzie, natomiast do niedawna sądziłem, że funkcjonował on do końca wojny. Tym czasem okazuje się, że i w tej kwestii zmiany nastąpiły jeszcze przed kapitulacją Niemiec. Ponadto należy zaznaczyć, że sama legitymacja nie była jedynym dokumentem osobistym oficera. Druga część tekstu będzie zatem poświęcona zarówno drugiej wersji dokumentu identyfikacyjnego dla oficerów, jak i nie mniej ważnemu dokumentowi – książeczce mundurowej.

Jak wspomniałem w poprzednich tekstach, już od początku formowania pierwszych jednostek polskich w ZSRR, odczuwalne były braki blankietów dokumentów identyfikacyjnych. Nawet pierwszy ich rodzaj – dwustronny dowód osobisty zawierający tylko najbardziej podstawowe informacje – wydrukowano w niedostatecznej liczbie egzemplarzy, w związku z czym nawet w 2pp zaczęto wykonywać zastępcze na maszynie do pisania, a wielu żołnierzom wydano radzieckie książeczki wojskowe.

Z czasem problem ten zaczął się pogłębiać – kolejne jednostki odczuwały coraz większe braki nie tylko mundurów, ale także właśnie dokumentów. Sprawy bynajmniej nie poprawiło wprowadzenie nowego dokumentu w 1944 i kolejnych dwóch w 1945 roku – oprócz tego, ze zrobił się jeszcze większy bałagan, dokumentów wciąż brakowało, co odczuły szczególnie jednostki 2AWP.

Radzono sobie z tym problemem wydając żołnierzom dokumenty zastępcze. Czasami starano się, żeby chociaż układem przypominały regulaminowe dokumenty (jak pokazana wcześniej książeczka telefonistki, wykonana na maszynie do pisania z zachowaniem układu oryginału), często jednak tworzono dokumenty zupełnie niepodobne do jakichkolwiek wzorów, zawierające jedynie najważniejsze informacje. Zwykle tworzono je tak, by przypominały chociaż legitymację (kartonik składany na pół), często jednak z braku mocniejszego papieru tworzono je byle jak i na byle czym.

Za pierwszy przykład niech posłuży tu legitymacja tymczasowa podporucznika Pawła Siergiejewa z 4pł 2AWP, wydana 1. Września 1944r. Jest to kawałek zwykłego papieru złożony na pół, w środku zapełniony odręcznie wpisaną treścią po rosyjsku i polsku. Co ciekawe, oryginalny tekst ma postać „blankietu”, tzn. posiada miejsce na wpisanie danych żołnierza i daty wydania, co świadczy o tym, ze stworzono ich (odręcznie!) większą ilość. Co jeszcze ciekawsze, ważność legitymacji odgórnie ustalono do 1 grudnia 1944, widocznie nie spodziewając się wcześniejszego przysłania blankietów. Po zewnętrznej stronie (na „okładce”) nie umieszczono żadnego napisu – ani tytułu, ani nic – pozostawiając wolne miejsce. W miejscu tym później umieszczono adnotacje o przedłużeniu ważności legitymacji do 1.stycznia 1945r. Jak widać, dowódca pułku zakładając, ze legitymacje tymczasowe będą funkcjonować maksymalnie do końca roku okazał się niepoprawnym optymistą.

Jakkolwiek nie należy tego dokumentu traktować jako wzoru stosowanego wszędzie, z całą pewnością był to dokument przewidziany dla wszystkich szarż w tej konkretnej jednostce. Wiele natomiast wskazuje na to, ze w podobny sposób podchodzono do problemu legitymacji także w innych jednostkach.

Inny przykład to dwujęzyczny dokument z 3zpp, wystawiony wachmistrzowi Bogdanowi Kołodyńskiemu z plutonu żandarmerii (sądząc po dacie urodzenia i stopniu, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że był to przedwojenny podoficer) w czerwcu 1945r. Dokument został wprawdzie wypisany odręcznie od razu dla konkretnego żołnierza, jednak na „okładce”, prócz tytułu w dwóch językach, znalazł się także numer dokumentu, co świadczy, że podobnych wystawiono więcej i nie był to jedyny tego typu dokument wydany w pułku. Wykonanie na solidniejszym kawałku kartonu świadczy zaś o tym, że przewidywano wykorzystywanie dokumentu przez dłuższy czas. Zdaje się to także potwierdzać data ważności – grudzień 1945r. Od poprzedniego dokumentu różni się także informacją o wydanej broni – te dane zresztą zamieszczano w większości dokumentów.

Na marginesie warto dodać, że dokument ten został podpisany przez płk. Piotra Karpowicza – pierwszego dowódcę 18pp.

Warto też dodać, że stopniowe przestawianie się Wojska Polskiego na jednojęzyczne dokumenty powodowało sporo problemów przy kontaktach z sojusznikiem – władze wojskowe praktycznie wszędzie na terenach wyzwolonych były radzieckie, toteż znajomość języka polskiego nie była niezbędnym wymogiem wobec komendantów, dlatego dokumenty zapisane po polsku niewiele im mówiły. Stąd też żołnierzom często wydawano wkładki do książeczek wypełnione po rosyjsku lub „zaświadczenia uzupełniające” pisane tylko po rosyjsku. Przykład zaświadczenia tego typu wydany porucznikowi Siergiejewowi można zobaczyć poniżej. Ciekawy jest fakt, że dokument ten wydany został przez dział Kadr WP, oraz, że – mimo iż sporządzony na maszynie do pisania – ma on postać blankietu. Świadczy to o tym, że wydawanie tego typu „legitymacji” musiało być zjawiskiem dość powszechnym.

A skoro mowa o wymianie dokumentów na czysto polskie… Opisany w pierwszej części cyklu wzór dowodu osobistego nie był ostatnim stosowanym w WP w czasie wojny. Na drugi wzór dokumentu tego typu – tym razem pod nazwą „Legitymacja oficerska” – trafiłem po raz pierwszy również w pamiątkach po majorze Siergiejewie. Legitymacja ta, zaopatrzona w orła państwowego na niebieskiej okładce i pozbawiona wersji rosyjskiej niewiele poza tym różni się od wcześniejszego modelu. Problem był tylko taki, że legitymacja ta miała datę wydania z czerwca 1945r., a więc już po zakończeniu wojny. Po jakimś czasie jednak trafiła w moje ręce druga legitymacja tego typu, datowana na kwiecień tego roku, należąca do podporucznika Konstantego Jurkiewicza (skądinnąd przedwojennego oficera).

W żadnej z nich nie ma niestety daty wydruku, zamówienia, albo chociaż nazwy drukarni, trudno więc dociec kiedy zostały wprowadzone do użytku, jednak z całą pewnością musiały funkcjonować już przed zakończeniem wojny.

Legitymacja ma 14 stron, z których pierwsza zawiera zdjęcie oficera (trudno powiedzieć jak często rzeczywiście je tam umieszczano, ale obie, które widziałem takowe posiadały) wraz z pieczęciami i podpisem dowódcy jednostki. Na stronie drugiej Znajdują się personalia oficera i nazwa jednostki. Tu także pojawia sie seria i numer legitymacji. Strony trzecia i czwarta zawierają informacje o kolejnych awansach, a piąta, szósta i siódma – o zajmowanych stanowiskach. Stronę ósmą poświęcono na odznaczenia i inne nagrody, zaś dopiero na dziewiątej znalazło się miejsce na takie informacje jak data i miejsce urodzenia, stan cywilny i wykaz członków najbliższej rodziny. Dziesiąta strona poświęcona jest wydanej oficerowi broni, a jedenasta zawiera podpis właściciela i datę wystawienia. Kolejne dwie strony zawierają wskazówki dla właściciela, a ostatnią pozostawiono pustą – doraźnie wykorzystywano ją na dodatkowe adnotacje.

Warto zauważyć, ze w żadnym z dokumentów oficerskich nie przewidziano miejsca na spis wydanych elementów umundurowania i wyposażenia. A taki przecież funkcjonował w niektórych książeczkach dla szeregowców i podoficerów. Oczywiście, tego typu informacje zapewne znajdowały sie w posiadaniu odpowiednich oddziałów sztabu jednostki. Rzecz jednak w tym, że radzieckie przepisy, na których opierało się działanie 1 i 2 AWP, przewidywały, ze oficer powinien mieć zmiany w stanie posiadania oraz wykorzystane należności mundurowe odnotowane w „wieszczewoj kniżce” – polskim odpowiednikiem jest tutaj książeczka mundurowa. O ile oficerowie radzieccy kierowani do WP zapewne korzystali z książeczek wyniesionych z wcześniejszej służby, o tyle problem pojawiał się w przypadku nowo mianowanych oficerów. Nie znalazłem informacji na temat tego, jak na ten problem zapatrywało się dowództwo, jednak zdarzyło mi się trafić na ciekawy przypadek, który może, choć nie musi, być reprezentatywny.

Mieczysław Janiszewski przybył do 1pp w czerwcu 1943r. Poważna wada serca nie kwalifikowała go do służby liniowej, musiał jednak posiadać nienajgorsze wykształcenie, gdyż już od 1. Lipca zajmował stanowisko szefa kancelarii pułku. W listopadzie 1943r., po tym jak wykazał się pod Lenino (był przedstawiony do Złotego medalu „Zasłużonym na Polu Chawały”), został w listopadzie tego roku pomocnikiem szefa sztabu do spraw ewidencji, a zatem, mimo posiadania stopnia plutonowego, objął stanowisko oficerskie. Aby trochę sprawy unormować, w lutym 1944r. nadano mu od razu stopień starszego sierżanta i wydano legitymację oficerską oraz książeczkę mundurową…

No właśnie – wydano mu książeczkę mundurową dla kary dowódczej Wojsk Lotniczych Armii Czerwonej wzoru, który prawdopodobnie wyszedł z użytku w 1943r. Książeczkę wypełniono – oczywiście po rosyjsku, nie miała polskiej wersji – zaznaczając elementy mniej więcej odpowiadające tym w książeczce. Stąd np. zaznaczenie, ze otrzymał sukienną czapkę z daszkiem koloru khaki, które prawdopodobnie oznacza wydanie konfederatki.

Jak napisałem powyżej, na podstawie pojedynczego przypadku trudno wysnuć jakieś daleko idące wnioski, jednak wydaje się, wobec braku informacji o innych metodach ewidencjonowania należności mundurowych, że było to najprostsze i najpopularniejsze rozwiązanie. Trudno też sądzić, żeby dowództwo pułku zorganizowało jedną taką – nieużywaną! – książeczkę specjalnie dla starszego sierżanta Janiszewskiego. Bardziej prawdopodobne wydaje się że dowództwo dywizji otrzymało większą ilość dokumentów tego typu, w armii czerwonej już zbędnych wobec reformy mundurowej, specjalnie dla oficerów dywizji. Z braku większej ilości przykładów trudno jednak powiedzieć czy sprawę rozwiązywano tak samo w jednostkach tworzonych później.

Wydaje się jednak, ze już od 1945r. mógł funkcjonować wzór książeczek opracowany specjalnie dla oficerów WP,. choć na wstępie zastrzegam, że spora część informacji zawartych w poniższym akapicie opiera się na domysłach.

W moim posiadaniu znajduje się dokument zatytułowany „Książka mundurowa oficera WP” – w czarnej płóciennej okładce z orłem państwowym. Choć ten konkretny egzemplarz wydano podporucznikowi Sylwestrowi Kubiakowi w 1947r. (służbę zaczynał jeszcze pod koniec wojny), to zastanawiać może styl okładki zbliżony do okładek legitymacji oficerskich, układ identyczny jak w stosowanych wówczas analogicznych dokumentach radzieckich, charakterystyczny dla dokumentów czasu wojny brak daty wydruku oraz fakt, ze wszystkie rubryki dat mają rok zapisany 194_ – dość mało prawdopodobne by tak się ograniczano w przypadku dokumentu, który mógłby posłużyć jeszcze tylko 2 lata. Jedyną wskazówką co do produkcji książeczki jest adnotacja w stopce ostatniej strony – „Drukarnia Wojskowa Nr. 2”. Fakt zamieszczenia kropki po „Nr” może wskazywać na produkcję wojenną, natomiast sama nazwa drukarni jest dość enigmatyczna – może tu chodzić o drukarnię w Toruniu. Oznaczałoby to wówczas, że książeczki te prawdopodobnie musiały powstać później niż „toruńskie” książeczki wojskowe, a zatem najprędzej w marcu bądź kwietniu 1945r. Mogły więc być wykorzystywane równolegle z opisaną wyżej legitymacją oficerską. Czy jednak tak było? Nie wiadomo. Pomóc mogłoby odnalezienie książeczki tego typu z wcześniejszą datą, niestety problem książeczek mundurowych jest podobny jak w przypadku legitymacji oficerskich – powinny one być zwracane do jednostki z chwilą wymiany dokumentu. O ile legitymacje wielu oficerów zachowało na pamiątkę, o tyle trudno oczekiwać by równie wielu było zainteresowanych zachowaniem książeczki mundurowej.

Jak zawsze chętnie przyjmę wszelkie uwagi sugestie i korekty odnośnie informacji zamieszczonych w artykule.

Autor: Kamil Szustak