3 maja 2012 r. Stowarzyszenie ‘Ranger Survival Club’ oraz stanowiąca jego część GRH ‘Osiemnasty Kołobrzeski’ wzięły udział w II Pikniku Historyczno-Militarnym w Wodzisławiu Śląskim. Piękna majowa pogoda ściągnęła na imprezę wielką rzeszę mieszkańców, którzy z zainteresowaniem przyglądali się przygotowanym przez organizatorów atrakcjom. Była między innymi parada pojazdów wojskowych i grup militarnych (gdzie wystawiliśmy naszego Honkera ze ‘współczesną’ załogą), statyczne dioramy oraz dwie inscenizacje walk w parku miejskim. Pomimo mocno ograniczonego obszaru pokazów można ocenić je jako udane. Pierwsza inscenizacja dotyczyła walk w Normandii pomiędzy Wehrmachtem a żołnierzami amerykańskimi. Druga – w której wzięli udział rekonstruktorzy naszej grupy – obrazowała walki pomiędzy Niemcami a Armią Czerwoną i Wojskiem Polskim. W tym pokazie wzięli udział także rekonstruktorzy z Czech. Inscenizacja była dynamiczna, w głównej mierze dzięki wcześniejszemu porozumieniu biorących w niej udział rekonstruktorów, którzy uzgodnili wprowadzenie walki wręcz z użyciem pięści, kolb i łopatek piechoty. Kosztowało to kilka siniaków, jednak przyniosło aplauz publiczności. Dzięki zaangażowaniu organizatorów i bardzo pozytywnemu odbiorowi społeczności lokalnej piknik w Wodzisławiu ma duże szanse stać się znaczącą imprezą rekonstrukcyjną na Górnym Śląsku.
Niniejszym artykułem kontynuujemy odwiedziny u nieboszczki PRL. Konkretnie zajmiemy się efektami pracy jednej z największych „fabryk makulatury” tamtego okresu, największej partii politycznej Polski Ludowej – Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
Ktoś mógłby zapytać: co ciekawego można znaleźć w papierach PZPR? Przecież partia jako taka nie nadawała odznaczeń, a bycie „siłą przewodnią” było na tyle absorbujące, że nie zostawiało wiele czasu na zajmowanie się takimi szczegółami jak „za co towarzysz kowalski dostał Krzyż Zasługi w 1946r.” Nic bardziej mylnego. Organizacja o tak rozbudowanej biurokracji i uznająca konieczność centralnego planowania musiała gromadzić wszelkie możliwe dane statystyczne na swój temat. Musiała również gromadzić wspomnienia członków by historycznie udokumentować swój wkład w historię Polski. Dlatego też każdy członek partii musiał przy wstąpieniu wypełnić ankietę osobową, która zawierała bardzo szczegółowe dane oraz życiorys. Partia zachęcała również wszystkich członków do spisywania wspomnień – zwykle dotyczyć maiły ważnych wydarzeń – np. takich jak Rewolucja Październikowa – ale także udziału w rozciągniętych w czasie procesach – jak np. zagospodarowywanie tzw. Ziem Odzyskanych czy budowanie podziemnych struktur PPR. Nierzadko wspomnienia dotyczyły również spraw błahych, takich jak prace Komitetu Gminnego w latach 70. Czasami nawet partia wydawała tematyczne zbiory takich wspomnień w formie książkowej. Jakkolwiek we wspomnieniach możemy znaleźć całe mnóstwo interesujących nas informacji, w tym artykule skupimy się raczej na tym, co zostawiał po sobie każdy członek partii, tj. na teczkach osobowych członków partii. Za przykład posłuży nam teczka członka PZPR z Białegostoku, który swą działalność zaczynał skromnie – jako prosty robotnik, który niejako przy okazji zapisał się do Polskiej Partii Robotniczej – by później związać swą drogę zawodową całkowicie z działalnością partyjną, pełniąc szereg funkcji w strukturach najpierw zakładowych, później lokalnych, a w końcu – wojewódzkich PZPR. Ponieważ część materiałów może wywoływać różne odczucia i inspirować różne opinie na temat naszego bohatera, oraz ponieważ nie ma to znaczenia dla tego artykułu, nazwisko osoby, której dotyczą dokumenty zostało na wszystkich zdjęciach zakryte.
A wszystko zaczęło się jak zwykle – od kupienia paru dokumentów poprzez znany serwis aukcyjny. Były tam trzy legitymacje odznaczeń, legitymacje ubezpieczeniowe itp. oraz wkładka do legitymacji PZPR zawierająca informacje o płaceniu składek członkowskich, które najpewniej nie zmieściły się w legitymacji (tej, niestety, nie było). Odznaczenia nie były szczególnie wysokie – ot, medale trzydziesto- i czterdziestolecia PRL oraz Odznaka Tysiąclecia. Brak stopnia wojskowego przed nazwiskiem pozwalał założyć, że nie mamy do czynienia z wojskowym ani pracownikiem organów bezpieczeństwa. Zatem jedyny trop – PZPR.
Uzyskanie dostępu do teczek osobowych członków PZPR nie jest trudne – archiwa Komitetów Wojewódzkich zostały przejęte przez Archiwa Państwowe, te zaś zawsze otwarte są dla badaczy. Jedynym problemem z dostępem może być co najwyżej plaga wynoszenia i niszczenia teczek w czasie gdy partia ulegała samolikwidacji – część członków partii nie chciała, by ich teczki osobowe stały się ogólnodostępne, część była ciekawa co tam można znaleźć, a czasem po prostu zdarzały się akty wandalizmu na zasadzie „dokopmy systemowi (nieważne, że już obalonemu), podpalmy KW (nieważne, że nieczynny)”. Tak czy inaczej, na przykładzie teczki naszego bohatera pokażę co zazwyczaj można znaleźć w teczce osobowej i w jaki sposób może ona pomóc kolekcjonerom odznaczeń i dokumentów. Spójrzmy na okładkę – ładnie opisana, przewidziana wyłącznie na akta osobowe pracownika aparatu partyjnego. Były też specjalne teczki na akta osobowe członków partii, ale czasami odpowiednich teczek brakowało, dlatego też stosowano to, co akurat było pod ręką, czego przykład możemy zobaczyć po prawej stronie (zdj.2).
Po otwarciu teczki trafiamy na „stronę tytułową” pierwszego rozdziału, na której znajduje się możliwie najbardziej aktualne zdjęcie osoby, której dotyczą akta. Po wewnętrznej stronie okładki znajduje się koperta na kartę kontrolną (czasami, przy niezszytych teczkach, karta może być luzem, bez koperty), na której znaleźć można informacje o tym, kto do teczki zaglądał i kiedy (Zdj.3).
Na odwrocie strony tytułowej każdego rozdziału znajduje się spis treści (jeśli teczka była dobrze prowadzona, strony powinny być paginowane i ustawione chronologicznie). W pierwszym rozdziale znajdziemy ankietę osobową i życiorys, a także dodatkowe dokumenty, np. deklaracje. Najbardziej z tego interesują nas właśnie ankiety i życiorysy. Pierwszą ankietę należało wypełnić przy wstąpieniu do partii, następne wypełniało się co kilka lat (zapewne istniały przepisy co do tego jak często, ale raczej nie były ściśle przestrzegane. Każdej ankiecie musiał też towarzyszyć życiorys. Wygląd ankiety zmieniał się z czasem, bywało też, że brakło druków, wówczas wypełniano je na „drukach zastępczych” (różne typy takich ankiet zobaczyć można na kolejnych zdjęciach). W ankiecie możemy znaleźć szereg interesujących nas informacji, m.in. używane pseudonimy (dotyczy głównie dawnych działaczy konspiracji wojennej lub przedwojennych członków KPP), pochodzenie i zawód, wykształcenie, posiadane tytuły, patenty i prace naukowe, znane języki obce, informacje n/t służby wojskowej przed, w czasie i po wojnie, informacje o służbie w oddziałach partyzanckich, posiadanych odznaczeniach, wcześniejszej przynależności partyjnej, działalności w organizacjach młodzieżowych, związkach zawodowych itp., o represjach w przed i po wojnie, pobycie za granicą, oraz szereg informacji o rodzinie członka partii. Już lektura samej tylko ankiety powinna nam dać kilka informacji na temat ewentualnej służby w formacjach zbrojnych i posiadanych odznaczeń. Zaraz za ankietą znajdujemy również życiorys – to także prawdziwa kopalnia informacji na temat danej osoby – wszak pisząc życiorys, człowiek zwykle chciał pochwalić się swoimi osiągnięciami, toteż nierzadko znajdziemy tam informacje o posiadanych odznaczeniach oraz z jakimi dokonaniami się wiązały. Tu, jak widać, pierwsza ankieta nie przyniosła nam wiele informacji – żadnych odznaczeń. No, ale to 1949r., przed datą któregokolwiek nadanego odznaczenia (zdj. 4-8). Następna ankieta, z 1953r. przynosi nam tylko jedno zaskoczenie – zdjęce w mundurze(zdj.9). Jedyne wyjaśnienie jakie udało mi się znaleźć to krótka działalność w ORMO w latach 40. (notabene nasz bohater próbował w związku z tym bezskutecznie zapisać się do ZBOWiD, powodem odmowy był brak udokumentowanej działalności uprawniającej – w tym przypadku przynależność do ORMO nie łączyła się z „walką z reakcją”).
Pomiędzy ankietami znaleźć można również dodatkowe dokumenty wiążące się ze zmianą pracy lub wykształcenia. I tak, w naszej teczce znajdujemy odpis świadectwa maturalnego uzyskanego w 1963r.(zdj.13).
W kolejnej ankiecie znajdujemy już informacje o kilku posiadanych odznaczeniach, w tym Złotym Krzyżu Zasługi (zdj.15).
W następnej, z roku 1970, znajdujemy dodatkowo informację o Odznace Tyśiąclecia i Krzyżu Kawalerskim OOP. Ostatnia ankieta, z 1974r. jest już znacznie mniej szczegółowa i nie towarzyszy jej życiorys. Jest ona ostatnim dokumentem w tym rozdziale teczki (zdj.21-23).
Kolejny rozdział wiąże się z przebiegiem kariery partyjnej. Znaleźć tam możemy charakterystyki służbowe, nominacje na stanowiska partyjne, a także informacje nas interesujące – o premiach i odznaczeniach. Same charakterystyki dostarczyć mogą ciekawych informacji – jest to wszak spojrzenie na daną osobę „z zewnątrz”, które można porównać z informacjami zawartymi w „autoewaluacji” – życiorysie. Wnikliwa analiza wykazuje, że brak kilku stron w tym rozdziale, jednak już na stronie 39 natykam się na pierwszą interesującą notatkę – informację o odznaczeniu medalem trzydziestolecia PRL (zdj.27). Medale te były niejako nadawane z automatu, więc żadnych ciekawych informacji z tej notatki nie uzyskałem, ale daje nadzieje na znalezienie innych dokumentów. Już wkrótce znajduję stronę bez numeru – może przeoczoną, a może dołożoną później – odpis uchwały Rady Państwa o nadaniu Krzyża Oficerskiego OOP(zdj.28). Odpis na tyle ciekawy, że zawiera również uzasadnienie: „Za wybitne zasługi w działalności społeczno-politycznej i pracy zawodowej”. A zatem przynajmniej mogłem się dowiedzieć, że Krzyż oficerski był nadany niejako za „całokształt twórczości”, tj. pracy partyjnej i był poniekąd „prezentem pożegnalnym” dla odchodzącego na emeryturę instruktora szkoły partyjnej przy KW.
Rzućmy jeszcze okiem na drugą teczkę (zdj.29) – nieuporządkowaną teczkę członka Partii – jak widać i tu znaleźć możemy spis treści, choć brak odpowiedniej teczki nie pozwolił na wprowadzenie wyraźnego podziału treści. W lepiej prowadzonych teczkach osobowych rozdziały oznaczone były zwykle po prostu kawałkiem kartki. Tak czy inaczej, tu również znajdujemy ankietę, nieco inną i bez zdjęcia, ale zawierającą podobne informacje. Również takiej ankiecie towarzyszy życiorys. Dodatkowo w teczce osobowej członka znaleźć można rekomendacje członków partii (które mogą pełnić taką rolę jak charakterystyki służbowe) oraz ankietę ze zdjęciem na potrzeby wyrobienia legitymacji.
Jak pokazuje powyższy przykład, w aktach PZPR znaleźć można rzeczy interesujące kolekcjonera odznaczeń. Jeśli nawet nie tak ciekawe jak uzasadnienie nadania odznaczenia, to przynajmniej dodatkowe informacje na temat samego odznaczonego.
Autor: Kamil Szustak
SUMMARY
This article discusses the possibilities to research Polish awards given to the Party employees andmembers. It also shows the examples of what can be found in the Party Emploee’s personnel file.
Poniższy artykuł pierwotnie został opublikowany na portalu http://www.dobroni.pl w maju 2012r. W chwili obecnej katalog IPN wygląda nieco inaczej, ale zakres informacji, który można uzyskać się nie zmienił. Nadmienić przy tym warto, że tempo aktualizacji pozostaje iście żółwie.
Zgodnie z planem ta część miała być poświęcona tematom bardziej przyjemnym i miało się obyć bez zbędnego grzebania w zakurzonych teczkach. Niestety, niedawno miałem ponownie wielką chęć chwycić za siekierę, toteż z wrodzonej niechęci do używania słów powszechnie uważanych za wulgarne temat „zbędnych, nadprogramowych świstków papieru” które wiele osób zbierających odznaczenia ignoruje zostanie poruszony w terminie późniejszym. Tym samym chwilowo odchodzimy od tematyki drugowojennej. Zamiast tego proponuję krótkie, dwuczęściowe odwiedziny u nieboszczki PRL. Tych, którzy zaczną protestować, że to mało militarnie, pragnąłbym uspokoić, że pokazane tu sposoby pogłębiania wiedzy o osobach których odznaczenia posiadamy mogą być również wykorzystane do zdobywania informacji na temat uczestników działań wojennych z lat 1939-1945.
O pożytkach z działalności niektórych instytucji państwowych.
Na początek chciałbym przypomnieć stronę http://www.podvignaroda.ru, o której pisałem w pierwszej części niniejszego cyklu. Na stronie tej można znaleźć wnioski odznaczeniowe wraz z uzasadnieniem, które pozwalają nam nie tylko dowiedzieć się za co konkretny żołnierz radziecki (rzadziej: żołnierz którejś z sojuszniczych armii) otrzymał radzieckie odznaczenia wojskowe w latach 1941-45, ale również poznać kilka dodatkowych informacji na temat takiego żołnierza. W Polsce brak niestety witryny internetowej, którą można by uznać za odpowiednik, jednak istnieją przynajmniej dwie instytucje, które oferują na swoich stronach internetowych nieodpłatny wgląd w przebieg służby niektórych ludzi. Pierwsza z tych instytucji to Muzeum powstania warszawskiego które na swojej stronie oferuje krótkie biogramy powstańców, być może nie wolne od błędów i lakoniczne, ale pozwalające poznać bliżej np. właściciela Warszawskiego Krzyża Powstańczego. Drugą, i w tym momencie bardziej nas interesującą instytucją jest IPN. Odkładając na bok dyskusje o samej instytucji, trzeba przyznać, ze dostarczyła ona kolekcjonerom odznaczeń i dokumentów z epoki PRL wielce użytecznego narzędzia. Otóż na stronie http://www.katalog.bip.ipn.gov.pl/ znaleźć można informacje o:
1.Pracownikach, funkcjonariuszach i żołnierzach organów bezpieczeństwa państwa w latach 1944-1990;
2.Osób, na których temat organy bezpieczeństwa państwa gromadziły materiały w latach 1944-1990, a które nie były współpracownikami tychże służb;
3.Osób, które w latach 1944-1990 zajmowały kierownicze stanowiska w PPR/PZPR, ZSL lub SD, bądź takich, które w tych latach były członkami RM lub kierownikami centralnych organów administracji państwowej.
Co to oznacza w praktyce pokażę na dwóch przykładach.
Kapitan Feliks Czaplejewicz
Przykład pierwszy – w moje ręce swego czasu trafił dosyć spory zbiór zdjęć – legitymacyjnych i codziennych, w mundurze i w cywilu – należący do pewnego oficera. Na podstawie samych zdjęć niewiele dało się powiedzieć. Widać było, ze był wojskowym (korpusów ki wskazywały na piechotę), że pełnił jakieś funkcje oficjalne (było kilka zdjęć z różnych uroczystości) i prowadził całkiem zwyczajne życie rodzinne. Ciekawostką było pewne zdjęcie legitymacyjne – wyraźnie bowiem widać było na nim owego człowieka w mundurze wz.52 – z korpusówkami piechoty i oznaczeniem stopnia kapitana – noszącego cztery odznaczenia – Krzyż Walecznych, medal „Zasłużonym na Polu Chwały”, medal X-lecia PRL oraz odznakę „W służbie Narodu”. Zestaw interesujący, ale nie pozwalający na identyfikację. Na szczęście na odwrocie zdjęcie było podpisane – Feliks Czaplejewicz, s. Aleksandra. Nazwisko to w jakiś sposób brzmiało znajomo – do dziś nie wiem czy słusznie, ale możliwe, że trafiłem na nie w czasie studiów, czytając materiały do zajęć z historii najnowszej. Odznaka „W służbie narodu” była dobrym drogowskazem, a zatem w wyszukiwarce u góry strony wpisałem nazwisko i zaznaczyłem opcję „we wszystkich katalogach”. W efekcie pojawiły się dwa nazwiska: Czaplejewicz Józef* i Czaplejewicz Feliks. Po wybraniu właściwej osoby ukazały się podstawowe dane, takie jak imię, nazwisko, data i miejsce urodzenia oraz imiona rodziców – już coś. Poniżej zaś znalazła się informacja, której się spodziewałem: Funkcjonariusz/pracownik/żołnierz aparatu bezpieczeństwa. Po kliknięciu na ową nazwę kategorii, rozwinął się uproszczony zapis przebiegu służby z lat 1945-1959 (więc pewnie do emerytury). Tym samym nie dowiedziałem się za co kapitan Czaplejewicz otrzymał Krzyż Walecznych (biorąc pod uwagę fakt, że urodził się w 1925r. mógł go otrzymać jeszcze w czasie wojny), ale przynajmniej uzyskałem podstawowe informacje na jego temat oraz wgląd w powojenną, dość imponującą karierę – od wartownika w PUBP w Grajewie do zastępcy naczelnika Wydziału III w KW MO w Białymstoku. W niektórych wypadkach jednak taki przebieg służby pozwala na powiązanie konkretnego, powojennego odznaczenia z konkretnym okresem służby, co w niektórych przypadkach można uznać za częściowe uzasadnienie odznaczenia. Pokażę to może na drugim przykładzie.
Przebieg służby Feliksa Czaplejewicza
Przykład drugi – Kolejne pilnowanie aukcji na allegro zaowocowało zakupem (niekompletnego) zbioru odznaczeń i dokumentów po oficerze z okresu PRL – na oko milicjancie – nazwiskiem Wiesław Martelus. Oczywiście od razu sprawdziłem nazwisko w bazie danych. Niestety, znalazłem tylko krótką informację na temat jego syna Wojciecha, który służył w Milicji w Koszalinie. Ponieważ jednak projekt realizowany przez IPN wciąż się rozwija, rok później spróbowałem ponownie. Tym razem miałem więcej szczęścia – Wiesław Martelus, syn Ignacego urodzony w 1928r. Przebieg służby również wyglądał interesująco – od gońca w PUBP w Sieradzu, przez szyfranta w wydziale II, kierownika samodzielnej sekcji kryptologicznej, a nawet szefa polskiej misji wojskowej przy Międzynarodowym Komitecie Kontroli i nadzoru w Wietnamie, aż po kierownika grupy operacyjnej Wydziału ds. walki z działalnością antypaństwową**.
Teraz porównajmy daty na legitymacjach odznaczeniowych z konkretnymi okresami służby. Możemy odłożyć na bok dość oczywiste odznaczenia, czyli medale X-lecia PRL i „Za udział w walkach w obronie Władzy Ludowej” oraz odznakę „W służbie narodu”. Pozostają więc: Odznaka „Za zasługi w ochronie porządku publicznego” nadana w październiku 1975r., Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski z września 1974r., Srebrny Krzyż Zasługi z Lipca 1957r. oraz Złoty Krzyż Zasługi z lipca 1969r. Pierwsza odznaka Nadana została już po przejściu do MO w czerwcu 1975r., toteż prawdopodobnie należy ją wiązać z służbą w milicji. Niestety, opublikowany przez IPN przebieg służby nie zawiera informacji na temat stanowiska piastowanego w tym czasie, toteż trudno dociec jakie to zasługi miał kapitan Martelus w obronie porządku publicznego. Krzyż Kawalerski nadany został w czasie gdy nasz bohater walczył z szeroko rozumianą „działalnością antypaństwową”. Akurat lata 1973 i 1974 były względnie spokojne w Polsce, toteż albo odznaczenie zostało nadane akurat wówczas za „całokształt twórczości”, albo też za konkretne działania Wydziału III w Koszalinie, o których niestety nic nie wiem. Jeśli prawdziwa jest ta druga opcja, to ranga odznaczenia wskazuje na działania o dużym znaczeniu. Srebrny Krzyż zasługi wręczony został 22 lipca 1957r. Data była tradycyjna dla nadawania odznaczeń, trudno więc szukać jakichś zasług w tym właśnie miesiącu. Również fakt, że dopiero w czerwcu tego roku porucznik Martelus uzyskał przydział do Wydziału III pozwala wykluczyć nadanie odznaczenia za walkę z antypaństwową działalnością. Przez dwa poprzednie miesiące towarzysz porucznik pozostawał de facto bezczynny, toteż najbliższy okres z jakim można połączyć nadanie tego odznaczenia to roczny pobyt w Wietnamie (od kwietnia 1956 do kwietnia 1957r.). I wreszcie Złoty Krzyż Zasługi z lipca 1969r. Zdecydowanie można go połączyć z pracą w Wydziale III. Czas nadania może również wskazywać na związek z wydarzeniami roku poprzedniego. Wszak protesty w 1968r. zdecydowanie kwalifikowały się wówczas jako „działalność antypaństwowa”.
Kończąc ‘IPN-owski’ temat warto podkreślić, że informacje uzyskane z tej bazy danych mogą pozwolić również na poszerzenie wiedzy o posiadaczach cywilnych odznaczeń – można tam wszak znaleźć również osoby na stanowiskach partyjnych oraz osoby, którymi „służby” interesowały się w czasach Polski Ludowej – a to często byli np. działacze kultury oraz opozycjoniści, a także byli żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i Armii Krajowej. Wadą tej bazy danych (oprócz ograniczonego obszaru zainteresowań) jest dość powolny jej rozwój oraz brak jakiegokolwiek wskaźnika pozwalającego ów rozwój śledzić (jak ma to miejsce np. na wspomnianej już stronie http://www.podvignaroda.ru), co czasem poszukiwania sprowadza do walenia głową o mur.
*Prawdopodobnie niespokrewnieni, choć obaj pracowali w aparacie bezpieczeństwa. **Należy pamiętać, że numery wydziałów mogą być mylące – identyfikację wydziału oparłem na założeniu, że kapitan Martelus pracował w Koszalinie w SB, a nie we właściwej MO (na to wskazywałaby jego wcześniejsza działalność oraz informacja, że od 1975r. służył w MO). Również przy identyfikacji właściwego wydziału UB trzeba zwracać baczną uwagę na daty, gdyż numery wydziałów oznaczały w różnych latach różne obszary działalności.
Autor: Kamil Szustak
SUMMARY
In this article, the author describes how the open database of the IPN can help researching the awards and documents of the servicemen and employees of the Polish state security and also finding additional information of the post-war life of many other people. This is shown on two examples.
Maskujący strój z łyka ‘chodził za mną’ od kiedy przeczytałem o nim w ”Podręczniku dowódcy drużyny piechoty’ (mjr B. Kamyk, MON 1955). Opis był dosyć lakoniczny, jednak dawał pole do popisu wyobraźni:
‘Ubranie maskujące z łyka (rys. 9) składa się z szerokiej bluzy z kapturem na głowę i spodni, nakładanych na wierzch umundurowania i oporządzenia. Ubrania sporządza się z zielonej tkaniny, do której przymocowane są pęczki z łyka pomalowane na kolor zielony. Ubranie przeznaczone jest do maskowania zwiadowców, obserwatorów i strzelców wyborowych. Strzelec w maskującym ubraniu, w postawie leżącej w kępiastym terenie lub w terenie z różnorodną roślinnością, nie daje się zauważyć na odległość kilku kroków. Waga ubrania 1 kg.‘
Przez długi czas zbierałem informacje, przy czym nieocenione okazały się źródła rosyjskojęzyczne, przede wszystkim rosyjskie fora rekonstrukcyjne i historyczne. Okazało się, że ubranie to występuje pod rosyjską nazwą ‘маскировочный костюм мочального типа’ lub ‘мочальный масккостюм'(мочал – ros. łyko). Spotyka się także potoczne określenie ‘кикимора’ (przy czym ‘kikimora’ w rosyjskim to także współczesne stroje typu ghillie suit) W końcu udało mi się ustalić, że krój stroju jest identyczny jak białego kombinezonu zimowego. Trochę popchnęło mnie to do przodu – wystarczy taki biały strój odpowiednio zafarbować. Niby proste, ale Rosjanie określają kolor swoim ulubionym słowem-wytrychem: ‘zaszczitnyj’ (ochronny). Niestety, zaszczitnyj to może być w zasadzie wszystko od soczystej trawiastej zieleni po prawie khaki. Zdjęcia historyczne znalazłem tylko czarno-białe, współczesne rosyjskie rekonstrukcyjne kopie mają kolory od Sasa do lasa (przy czym na forach historycznych wszyscy zarzucają sobie niewłaściwy odcień. Dominuje jednak jasna, wyblakła zieleń trawiasta, dlatego zdecydowałem się działać. Strój został pofarbowany zwykłym barwnikiem do tkanin (ok. 2 zł, trzeba godzinę gotować), zmieszane kolory pistacjowy i oliwkowy w proporcji 2-1. Kolor wyszedł niestety zbyt jaskrawy, dlatego konieczne było dwukrotne wypranie z wybielaczem w temperaturze 90 stopni i powieszenie na kilka tygodni na trzepaku. Następnie naszyłem podwójne pętelki z pociętego na paski prześcieradła wojskowego (zużyłem trzy prześcieradła, nieco różniące się odcieniem), w odstępach co 10 cm, przy czym rzędy były przesunięte w poziomie o 5 cm. Do pętelek przyczepiłem pęczki łyka (kupione na portalu aukcyjnym w cenie 17 zł za kilogramowy warkocz). Wcześniej łyko zafarbowałem, nie rozwijając warkocza, co dało efekt nierównomiernego nasączenia barwnikiem (farby takie same jak użyte do farbowania stroju, lecz tym razem kolor zielony z brązowym, proporcja 2-1). Zgodnie z instrukcją żołnierz samodzielnie doczepiał łyko zależnie od potrzeb i kolorystyki terenu. Do tego podwójne pętelki umożliwiają mocowanie także świeżej roślinności. Z uwagi na to, że oryginalne zdjęcia pokazują sylwetki z niewielką ilością łyka (najprawdopodobniej zrywało się ono podczas działania), starałem się nie przesadzać z wiązaniem materiału maskującego. Więcej poszło na ramiona i głowę, mniej na spodnie. Tak powstał strój, który zapewne stanie się ciekawym uzupełnieniem sylwetki strzelca wyborowego naszej grupy.
Grupa zwiadowców – łyka praktycznie brak…
Kolejna grupa zwiadu – tutaj widać znacznie więcej materiału maskującego przyczepionego do strojów.
Radzieccy jeńcy (równie dobrze zdjęcie może być pozowane). Z lewej ameba z prawej strój z łyka – widać całkiem sporo materiału maskującego…
strój z przodu, bez rękawic i kaptura.
To samo z kapturem i rękawicami. Postawa klęcząc – widać, jak ładnie rozmywa się sylwetka strzelca… Na drzewku, wśród liści (jabłonka w moim ogrodzie). Buty chromowe radzieckie.
Autor: Marcin Morawski
SUMMARY
In this text the author describes his pursuit to create a replica of the bast camouflage clothing, developed by the Soviets in the late 1920’s. The photographs present the clothing (fully usable) made on a basis of the ZMK winter camouflage cloting.
Artykuł pierwotnie oublikowany na portalu http://www.dobroni.pl w marcu 2012r. W międzyczasie (tj. w roku 2018) autorowi udało się zlokalizować dom, w którym mieszkał bohater wpisu oraz jego grób. Tej historii poświęcony jest osobny tekst.
W poprzedniej części, która ukazała się prawie dwa miesiące temu, zawarłem wstęp, który odnosi się do całego cyklu, opisałem również dwa sposoby na uzyskanie informacji na temat radzieckich odznaczeń i dokumentów bądź ich grup. W tej części skupię się na odznaczeniach polskich i na dość ciekawym, jak sądzę, przykładzie pokażę jeden z nieco mniej oczywistych sposobów uzyskiwania informacji na ich temat. Zatem bez dalszych wstępów przechodzimy do historii właściwej.
Od partyzantki przez 1 AWP do WOP-u
Ta historia zaczęła się podobnie jak inne. Moją uwagę przykuł wystawiony na znanym portalu aukcyjnym dyplom absolwenta kursu Centralnej Szkoły Oficerów Polityczno-Wychowawczych Wojska Polskiego z 1945r. Dokument wydał mi się interesujący, nie na tyle jednak, żeby go koniecznie kupić. Postanowiłem zobaczyć jakie jeszcze ciekawe dokumenty oferuje ten sprzedawca. Oferował on szeroki wybór dokumentów z okresu powojennego, w każdym z nich zaś zakryte było nazwisko właściciela, ale nie jego imię. Na jednym z oferowanych dokumentów widniało to samo, niezbyt powszechne imię, co na wyżej wzmiankowanym dyplomie – Feliks. Choć mógł to być zbieg okoliczności, postanowiłem zapytać sprzedającego, czy przypadkiem oba dokumenty nie są wystawione na to samo nazwisko. Trzeba przyznać, że sprzedawca okazał się jednym z tych wyjątków przywracających wiarę w rodzaj ludzki, o których pisałem poprzednio. Nie tylko potwierdził, że oba dokumenty należały do tego samego człowieka, ale zaproponował również sprzedaż innych pamiątek po tej samej osobie. Tym sposobem pierwszy raz zetknąłem się z nieocenionym źródłem wiedzy jakim są wnioski odznaczeniowe Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Ale o tym później. W moje ręce trafiły, oprócz wspomnianego już dyplomu, książeczka uposażeniowa z 1947r., legitymacja od Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski, pięć odznaczeń, dwa małe i niewyraźne zdjęcia, zaświadczenie o prawie do korzystania ze świadczeń kombatanckich i dwa dokumenty kluczowe dla poznania historii naszego bohatera – Kopia artykułu z organu ZBoWiD „Za Wolność i Lud” oraz wniosek o nadanie Krzyża Grunwaldu (na tyle źle przygotowany, że prawdopodobnie nie opuścił Koła ZBoWiD w Krotoszynie). Biografia wyłaniająca się z nich jest nad wyraz ciekawa.
Nasz bohater, Feliks Stola urodził się w 1920r. w Mazanowie koło Puław, w rodzinie Jana i Franciszki z domu Łuba. Wybrana przez niego ścieżka edukacyjna zdaje się wskazywać iż była to rodzina zamożnych rolników – przed wojną ukończył on Technikum Rolnicze, zaliczył również 3 lata Wyższej Szkoły Rolniczej. W tym czasie związany był już z ruchem ludowym – należał do ZMW „Wici”. Nic dziwnego zatem, że w 1941r. wstąpił w szeregi Batalionów Chłopskich, gdzie początkowo pełnił zadania pomocnicze (kolportaż prasy, przechowywanie i przewóz zdobytej broni), później, tj. od 1943r. skierowany został do oddziału Józefa Pacyny „Chrzestnego”*. W 1944r. w oddziale por. Juliana Kaczmarczyka „Lipy”** (wraz z tym oddziałem przeszedł w szeregi AL), a po śmierci tego ostatniego jedenastego czerwca w 5. Kompanii 1 brygady AL (dowódca Edward Gronczewski „Przepiórka”***) walczył w Lasach Janowskich m.in. brał udział w Bitwie nad Branwią, która uchodzi za największą w Polsce bitwę partyzancką. Po wkroczeniu na Lubelszczyznę Armii Czerwonej i Wojska Polskiego wstąpił w szeregi 9 pułku piechoty 3DP im. Romualda Traugutta. Za zniszczenie niemieckiego CKM pod Puławami został odznaczony Krzyżem Walecznych****. Oprócz tego walczył również pod Warszawą i na terenie Niemiec. O walkach na Wale Pomorskim dostępne mi źródła milczą, choć sformułowanie użyte w artykule: „przeszedł w szeregach 3 Dywizji Piechoty im. R. Traugutta cały jej szlak bojowy służąc w 9 pułku piechoty” zdaje się sugerować że również tam walczył. Po wojnie skończył trzymiesięczny kurs oficerów polityczno-wychowawczych i jako podporucznik skierowany został do 5 oddziału WOP w Olsztynie, a następnie do 22 Komendy WOP w Braniewie, gdzie objął stanowisko zastępcy dowódcy do spraw polityczno-wychowawczych. Oprócz ochrony granic jednostka pomagała też miejscowej ludności – m.in. dzięki pomocy pograniczników otwarto szkołę podstawową we Fromborku. W życiorysie pana porucznika można znaleźć również i mniej chlubne karty – we wniosku odznaczeniowym znajdujemy informację o jego udziale w „umacnianiu Władzy Ludowej” poprzez „zabezpieczanie” referendum i wyborów.
Załoga strażnicy WOP. Niestety, zdjęcie jest nieostre i bardzo małe.
W kwietniu 1948r. odszedł ze służby w stopniu porucznika. Prawdopodobnie wiązało się to z jego przejściem na rentę. Osiadł w Krotoszynie, gdzie był aktywnym działaczem ZBoWiD. W czasie wojny został członkiem PPR – nie wiadomo, czy zapisano go z automatu jako żołnierza AL, czy też do partii wstąpił sam, faktem pozostaje jednak, że w późniejszym okresie był członkiem PZPR.
Zdjęcie z okresu służby w WOP. Por. Stola siedzi w środku na tylnym siedzeniu.
Oprócz wspomnianego już Krzyża walecznych, porucznik Stola odznaczony został także: Krzyżem Kawalerskim OOP, Krzyżem Partyzanckim, Medalem Zwycięstwa i Wolności, Medalem „Za udział w walkach o Berlin”***** i Odznaką Grunwaldzką. Jeżeli wniosek o nadanie Krzyża Grunwaldu w ogóle wyszedł poza Krotoszyn, to nic nie wskazuje na to, by nasz bohater otrzymał którąkolwiek klasę tego odznaczenia.
A teraz pora na część „praktyczną” artykułu. Ponieważ nie każdy weteran doczekał się wzmianki w gazecie, warto skupić się na drugim źródle – Wniosku odznaczeniowym. Kopie takich wniosków, jak również teczki osobowe członków ZBoWiD przechowywano w archiwach Związku. W 1990r. Większość dokumentacji przejął związek spadkobierczy – Związek Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, część trafiła do Archiwów Państwowych, a część zaginęła. Nie zmienia to jednak faktu, że jeżeli mamy pewność, że osoba, którą próbujemy zidentyfikować należała do ZBoWiD, mamy dużą szansę na uzyskanie cennych informacji. Przykładem jest właśnie pokazany na zdjęciu wniosek (zgodny ze wzorem instrukcji Kancelarii Rady Państwa z 29 lutego 1960r.). W dokumencie takim znajdziemy szereg przydatnych informacji – oprócz daty i miejsca urodzenia, informacji o wykształceniu, zawodzie, stopniu wojskowym oraz przynależności politycznej, na pierwszej stronie wniosku znaleźć można spis posiadanych odznaczeń, choć częściej zamiast uzasadnienia nadania widnieją tam numery rozkazów o odznaczeniu, co z kolei ułatwia odnalezienie właściwych dokumentów np. w CAW. Na drugiej stronie wniosku znajduje się miejsce na uzasadnienie – zamieszczone tu długie uzasadnienie z opisem całokształtu dokonań weterana nie należy wcale do rzadkości.
No i ciekawostka na zakończenie – w dokumentach ZBoWiD można też trafić na takie kwiatki jak wniosek pokazany na dwu ostatnich zdjęciach. Dla mnie osobiście cała sprawa trąci absurdem (delikatnie mówiąc), ale komentarze pozostawiam czytelnikom.
Wniosek weryfikacyjny ZBOWID dla kaprala Wacława Traczyka, żołnierza AK. Na uwagę zasługuje odznaczenie oraz jego uzasadnienie – wniosek złożono w 1971r.
W kolejnych dwóch częściach niniejszego cyklu znajdą się informacje o innych powojennych źródłach informacji, jak również kilka słów o „spuściźnie samo identyfikującej się”, do której, notabene, można by zaliczyć również opracowaną tutaj spuściznę po poruczniku Stoli. Ze swojej strony postaram się uniknąć w przyszłości tak długich przerw pomiędzy poszczególnymi częściami.
Przypisy:
*Nie udało mi się znaleźć zbyt wiele informacji na temat tej postaci, jednak w spisie żołnierzy oddziału “Chrzestnego” znajduje się m.in. “kapral Stola”.
**Porucznik Julian Kaczmarczyk „Lipa” – początkowo oficer BCh, w Lasach Janowskich przeszedł wraz z oddziałem do AL, jako dowódca 3 kompanii „Straży Chłopskiej” 1 brygady AL, poległ 11.06.1944 w rejonie Jarocina (pow. Niżański) w wyniku niemieckiej operacji przeciwpartyzanckiej „Sturmwind I”.
***Edward Gronczewski „Przepiórka” – oficer GL i AL, dowódca 5 kompanii 1 brygady AL, po wojnie oficer MO i WP, w 1950r. aresztowany za zbrodnie na Żydach (6 lat później został zrehabilitowany). Autor wspomnień oraz książek o działaniach partyzanckich AL na Lubelszczyźnie.
****Prawdopodobnie owa lakoniczna informacja kryje szczegóły, które uzasadniały nadanie tak wysokiego odznaczenia. Wydaje się, że samo zniszczenie dowolnego CKM nie stanowiłoby dość mocnej podstawy. Niestety, brak informacji o rozkazie utrudnia dotarcie do opisu czynu, który zaowocował nadaniem KW.
*****9pp nie brał udziału w walkach o Berlin, również w uzasadnieniu mowa jest tylko o „Walkach na kierunku berlińskim”. Medal nadawano de facto wszystkim, którzy pełnili czynną służbę wojskową w czasie operacji berlińskiej.
Autor: Kamil Szustak
SUMMARY
This article – the second of a mini-series criticising the barbaric sellers’ and collectors’ practices of breaking award groups to single pieces – describes the way of learning additional information about the awardees – in this case of an officer who was a member of a veteran association. The history of the veteran – lt. Feliks Stola – is also described – especially his service as an AL partisan and later service in the Polish Army and Border Troops.
Kolekcjonowanie odznaczeń nie znajduje się w centrum moich zainteresowań. Czasami jednak coś mnie kusi . Na przykład mam zamiar w końcu kupić brakujący Krzyż Oficerski OOP albo trafił mi się kolejny radziecki mundur galowy z dziurami po prawej stronie, a wbrew temu co zdają się sądzić niektórzy, mundur z czterema odznakami gwardyjskimi i pięcioma odznakami absolwenta cywilnej szkoły średniej nie wygląda zbyt dobrze, i wówczas zaglądam na pewien portal aukcyjny, otwieram odpowiednią kategorię…
…I krew mnie zalewa.
Pół biedy, jeżeli mamy szereg aukcji wystawionych z dopiskiem np. „Po ułanie” czy „po partyzancie”, pozwalające zorientować się, ze wszystkie elementy są po jednej osobie. Ale najczęściej sprzedawca takich rzeczy nie pisze, a do tego zakrywa całość danych w dokumentach. I tak komplety odznaczeń lub dokumentów zawierający w sobie historię czyjegoś życia zostaje rozprzedany na drobne. Może jestem zboczeńcem, ale jak napisałem, krew mnie zalewa. Jako masochista uwielbiam walenie głową o mur, więc wysyłam pytania do sprzedawców: „czy nie lepiej wystawić jako całość?” A w odpowiedzi: „A po co?” „Ja nie zbieram nazwiskami.” „Wie pan, ten zestaw kupiłem od spadkobierców, nie chcieli osobno sprzedać, a mnie potrzebny był tylko dokument od Krzyża Walecznych, reszta jest mi zbędna, to wrzuciłem na aukcje.” Ręce opadają… „Nie podam panu danych pierwotnego właściciela, zresztą po co to? I tak na wszystkich dokumentach je zamazałem flamastrem.” Szczęka idzie w ślady rąk… I tak, zalany krwią, z opadniętymi rękami i szczęką oraz głową bolącą od walenia w beton, zastanawiam się, czy napisać takim ludziom co myślę, czy nie bawić się w subtelności tylko wziąć siekierę i zaspokoić wzbierającą żądzę mordu. Czasem zdarzają się wyjątki przywracające mi wiarę w rodzaj ludzki (inna rzecz, że przy okazji skutecznie opróżniające mój niezbyt wypchany portfel), choć najczęściej jest to na zasadzie „Jeżeli tak bardzo Ci zależy…” I niestety są to rzadkie przypadki.
Dobra, emocje na bok, siekierą raczej nikogo nie przekonam do swoich racji (a w każdym razie – nie przekonam więcej niż kilku osób – machanie takimi narzędziami szybko mnie męczy). Może zatem zaproponuję chwilę refleksji.
Weźmy jakieś odznaczenie. Niech to będzie coś z polskiego podwórka, niechby nawet ten Krzyż Walecznych. Sam w sobie – ciekawa rzecz. Można powiesić na mundurze, można i w gablotce. Ale w sumie – anonimowy kawałek metalu ze wstążką. A teraz weźmy identyczne odznaczenie, ale z dokumentem od niego, na nazwisko choćby Jana Iksińskiego. Nagle ów niepozorny kawał metalu przestaje być anonimowy. A teraz załóżmy, że udaje nam się dowiedzieć, za co pan Iksiński ów krzyż dostał. Teraz kawał metalu nie tylko nie jest anonimowy, ale możemy go powiązać z konkretnym, bohaterskim czynem. W dalszym ciągu jest to jednak czyn nieco wyrwany z kontekstu. Ale oto do udokumentowanego krzyża z historią dochodzi nam jeszcze książeczka wojskowa pana Iksińskiego. Teraz wiemy nie tylko za co pan Iksiński został odznaczony, ale również w jakiej jednostce służył, ile lat itd. Przeglądając tą książeczkę trafiamy przypadkiem na zdjęcie. Oto kapral iksiński z kolegą z plutonu. Możemy popatrzeć na naszego bohatera. A tu jeszcze okazuje się, że dochodzi nam do tego na przykład przedwojenne świadectwo szkolne, albo zaświadczenie o zatrudnieniu. Teraz Wiemy również kim był kapral Iksiński zanim został żołnierzem. Czyż posiadanie całego takiego kompletu, a zatem kawałka historii i fragmentu życia prawdziwego, a nie zmyślonego bohatera nie jest ciekawsze od posiadania samego tylko niepozornego kawałka metalu na wstążce?
No dobrze, dobrze. Ale skąd to wszystko brać? Każdy ma szansę trafić zestaw odznaczeń i dokumentów (a także inne rzeczy – mundury, biżuterię itp.) po jednej osobie, ale skąd zdobyć informacje typu: gdzie służył, za co był odznaczony itp.? Spadkobiercy zwykle tego nie wiedzą. Wbrew pozorom uzyskanie takich informacji często nie jest takie trudne. Co więcej, w pewnych przypadkach nie wymaga to dodatkowych nakładów pieniężnych. W serii artykułów, której niniejszy tekst jest pierwszą częścią, chciałbym podzielić się z Wami, drodzy czytelnicy, kilkoma „kawałkami historii” pokazując jednocześnie sposoby uzyskiwania informacji, tym samym mając nadzieję, że przynajmniej część z Was Zainteresuje się historią własnych zbiorów. Zapraszam do lektury.
Czerwone Gwiazdy
To był właśnie jeden z tych momentów, kiedy coś mnie pokusiło. Szukałem Orderu Czerwonej Gwiazdy celem uzupełnienia pewnego munduru. Zamiast przeszukiwać całą odpowiednią kategorię, wpisałem nazwę odznaczenia w wyszukiwarce. Wyskoczyło kilka odpowiedzi, ale moją uwagę przykuła pewna aukcja, która nie do końca spełniała moje wymagania – Order Czerwonej Gwiazdy i książeczka orderowa od niego (tym ciekawsza, że ze zdjęciem właściciela), z wpisanymi jeszcze dwoma innymi odznaczeniami – medalem „Za odwagę” i drugim Orderem Czerwonej Gwiazdy. W tamtych czasach na allegro nie było jeszcze manii ukrywania nazwisk w dokumentach, więc pomyślałem, że warto zobaczyć, czy sprzedawca nie ma innych odznaczeń i dokumentów po tym człowieku. Nie miał. Po wygraniu aukcji zapytałem jeszcze sprzedawcy czy nie dysponuje, bądź dysponował innymi odznaczeniami lub dokumentami po tym człowieku. W odpowiedzi usłyszałem, że nie. Nie ma i nie miał. Innej odpowiedzi się zresztą nie spodziewałem, ale coś mnie tknęło. Przejrzałem zakończone aukcje tego sprzedającego. I okazało się, że miał chyba problemy z pamięcią. Brakujący Order Czerwonej Gwiazdy – sprzedany do Czech. Order Wojny Ojczyźnianej 1klasy z 1985r. z dokumentem na to samo nazwisko – sprzedany w Polsce. Wierz tu ludziom na słowo… O ile z Orderem Wojny Ojczyźnianej nie było problemu – wystarczyło tylko zaproponować odpowiednio wyższą sumę (oczywiście powyżej ówczesnych cen rynkowych), o tyle z Czerwoną Gwiazdą nie było już tak łatwo. Kolega Czech, który kupił to odznaczenie, pomimo mojej marnej znajomości języka, zrozumiał mój problem (tam jednak kultura kolekcjonerska jest nieco wyższa) i wyraził gotowość odsprzedania orderu, ale oczywiście również po cenie powyżej ceny rynkowej… ceny rynkowej w Czechach, która niestety była wyższa niż w Polsce. W skrócie negocjacje trwały długo i w końcu stanęło na tym, że w zamian za ów order pozbyłem się pewnej ciekawej książeczki wojskowej i dokumentu z podpisem odręcznym marszałka Malinowskiego. Wysoka cena, ale widok takiego zbiorku (choć niestety wciąż niekompletnego) zrekompensował mi w pełni straty materialne, które poniosłem. Warto jeszcze zauważyć, że obecnie takie działanie byłoby niemożliwe, gdyż portal aukcyjny o którym mowa w przypływie geniuszu wpadł na pomysł ukrycia „nicków” kupujących – była to jedna z szeregu kretyńskich zmian, które ów portal zafundował użytkownikom w ostatnich latach.
W owym czasie dotarcie do radzieckich archiwów było już możliwe, ale trudne i niestety kosztowne. Długi czas starałem się odłożyć pieniądze, ale zawsze zdarzały się pilniejsze wydatki. Gdy wreszcie mogłem wydać odpowiednią sumę, okazało się, ze kilku rzeczy o czynach naszego bohatera mogę się dowiedzieć całkiem za darmo (w jaki sposób – o tym później). Choć opisanie czynów nie brzmi imponująco, to jednak okazało się, że nasz bohater pełnił w Armii Czerwonej trudną funkcję zwiadowcy, przydzielonego do baterii Moździerzy. Ale po kolei…
Nikołaj Zacharowicz Osipow
Nasz bohater nazywał się Nikołaj Zacharowicz Osipow. Był Rosjaninem urodzonym w 1923r. Prawdopodobnie przed wojną mieszkał w Obwodzie Nowosybirskim, gdyż do Armii Czerwonej został powołany przez Tjażeński Rejonowy Komisariat Wojskowy w Obwodzie Nowosybirskim i od 10 maja 1943r. Rozpoczął służbę w Armii Czerwonej. 23 czerwca tego roku został skierowany do 1 Frontu Ukraińskiego, jako zwiadowca baterii moździerzy 120mm 615 pułku strzeleckiego 167 Dywizji Strzeleckiej (w czasie drugiej wojny światowej zyskała miano Sumsko-Kijowskiej i była dwukrotnie odznaczona Orderem Czerwonego Sztandaru). Również w 1943r. został członkiem Komsomołu. 19 stycznia 1944r. został odznaczony po raz pierwszy – otrzymał wówczas medal „Za odwagę”. W uzasadnieniu napisano:
„W czasie letnich (…) walk 1943r. działając śmiało wypuszczał się przed szeregi piechoty cierpliwie ujawniając punkty ogniowe przeciwnika<.>Wyjawił wiele punktów ogniowych i spośród liczby punktów ogniowych wyjawionych przez szeregowego Osipowa unieszkodliwiono 20 stanowisk karabinów maszynowych przeszkadzających naszej piechocie ruszyć naprzód i podawano współrzędne celu 2 baterii artylerii i kompanii moździerzy 81mm.”
Warto tu zauważyć, że to właśnie w czasie owych „letnich walk 1943r.” 167 Dywizja zyskała honorowe miano „Sumskiej”.
Prawdopodobnie przy okazji odznaczenia, bądź też za inne zasługi, otrzymał też awans, gdyż we wniosku odznaczeniowym z 8 maja 1944r. jest już wymieniony jako starszy sierżant. Wówczas to właśnie dowódca 615 pułku strzeleckiego podpułkownik Pudowkin wraz z naczelnikiem sztabu majorem Osowskim podpisali wniosek o odznaczenie „Starszego zwiadowcy” Osipowa Orderem Czerwonej Gwiazdy. W uzasadnieniu tego wniosku możemy przeczytać:
„Starszy Sierżant Osipow, biorąc udział w <…> walkach 1944r. ukazał wzór męstwa i odwagi. Będąc starszym zwiadowcą artylerii przy baterii moździerzy nie licząc się z żadnymi trudnościami i niebezpieczeństwami dla życia, przez wiele godzin zimą i na mrozie <…> cierpliwie rozpoznawał punkty ogniowe przeciwnika i oaznaczał je. W rezultacie jego zwiadu według dostarczonych im przez osipowa danych unieszkodliwiono 35 punktów ogniowych i skierowano ogień 4 baterii. W czasie kontrataków przeciwnika starszy sierżant Osipow przystąpił do załogi moździerza i przetrzebiał <…> siły wroga.Za męstwo i odwagę przejawione w walkach z niemieckimi okupantami zasługuje na odznaczenie orderem Czerwonej Gwiazdy.”
Warto tu dodać, że zimą 1944r. dywizja toczyła walki w rejonie Kamieńca Podolskiego.
Niestety, jak do tej pory, nie udało mi się zdobyć informacji na temat ostatniego z tych odznaczeń – drugiego Orderu Czerwonej Gwiazdy. Ponieważ numer orderu wskazuje na nadanie w latach 1949-1951, to niestety trzeba jednak będzie zapłacić za poszukiwania w archiwach.
Teraz pytanie – jak można poznać historię odznaczenia?
Po pierwsze, po numerze odznaczenia można czasem określić w którym roku (bądź w jakich latach) zostało ono nadane. W przypadku Orderu Czerwonej gwiazdy, odpowiednie zestawienie można znaleźć tu: http://soviet-awards.com/digest/redstar/RedStar5.htm , przy czym warto pamiętać, że są tam podane tylko znane numery, więc np. jeżeli order ma numer pomiędzy 109 a 210 (na znalezienie takiego bym nie liczył), to order był nadany w 1933r., ale jeżeli ma np. numer 212, to mógł być nadany w 1933 albo 1934r.
Po drugie, jeżeli znamy nazwisko, imię i patronimik (a najlepiej także datę urodzenia) i wiemy, że ów człowiek został odznaczony medalem bądź orderem za jakiekolwiek wojskowe zasługi, to możemy zajrzeć na stronę www.podvignaroda.ru i poszukać dokumentów na temat danej osoby. Strona wciąż się rozwija, więc w przypadku gdyby nie udało się od razu odnaleźć danej osoby, warto spróbować ponownie za miesiąc lub dwa. Strona działa tylko w rosyjskiej wersji językowej. Osobom zainteresowanym skorzystaniem ze strony oraz tłumaczeniem pozyskanych dokumentów polecam swoją pomoc (obsługa strony gratis, tłumaczenie 20zł/strona, a posiadam pewne doświadczenie w tłumaczeniu radzieckich tekstów o tematyce wojskowej).
Po trzecie, jeżeli nie możemy znaleźć informacji o odznaczeniu na powyższej stronie, lub znamy tylko numer odznaczenia, możemy spróbować poszukać w archiwach. Zajmuje się tym kilku specjalistów (lepszych lub gorszych), a cena takiego poszukiwania to zwykle ok.40$. Tu również służę pomocą i tłumaczeniem. Należy jednak pamiętać, ze informacji o żołnierzach wojsk NKWD nie znajdziemy w archiwum wojskowym.
Po czwarte wreszcie, jeżeli mamy samo numerowane odznaczenie lub sam dokument z wymienionymi numerami odznaczeń, istnieje szansa na ich sparowanie. W tym celu powstała baza danych numerów odznaczeń przy forum soviet-awards (www.soviet-awards.com/forum/awards.php) Co prawda od chwili zaistnienia tylko dwa lub trzy razy zdarzyło się trafienie, ale im więcej osób wpisze numery posiadanych bądź poszukiwanych odznaczeń tym większa szansa, że coś z tego wyjdzie. Aby skorzystać z bazy należy się zarejestrować na forum. Przed wpisaniem danych do bazy warto też skorzystać z pomocy forumowiczów celem ustalenia oryginalności odznaczenia bądź dokumentu.
Wszystkim zainteresowanym życzę powodzenia w badaniach.
Autor: Kamil Szustak
SUMMARY
In this article he author criticises the practice of many sellers to break award/doument group and sell thm as separte pieces as well asdescribes the way of learning additional information about the award’s recipient – in this case about a Soviet soldier awarded for WW2 actions.
Uwaga! Poniższy tekst oparto głównie na instrukcji z 1958r. Nie jest on zgodny z przepisami wojennymi, jednak jest o godny polecenia tym rekonstruktorom, którzy ni posiadają kompletu wyposażenia, którego wymaga pakowanie według instrukcji przedwojennej. Lepiej zaopatrzonym rekonstruktorom polecam sposób drugi, opisany w drugim artykule.
W latach 30. i 40. W radzieckich Siłach Zbrojnych stosowano
kilka różnych plecaków: zbliżony do niemieckiego tornister wz.36, tornister
dowódcy wz.36, tornister-plecak wz.39 czy też nieznacznie różniący się od poprzedniego
plecak wz.41. Jednak w okresie drugiej wojny światowej zasobnikiem najczęściej
stosowanym w Armii Czerwonej oraz 1 i 2 AWP był workoplecak wz.30. W związku z
powyższym, każdy czerwonoarmista i żołnierz Odrodzonego Wojska Polskiego, jak
czasem nazywano jednostki WP tworzone w ZSRR, powinien wiedzieć jak taki plecak
należy pakować. Ze względu na brak odpowiednich źródeł, instrukcja zawarta w
tym artykule jest oparta na przepisach z 1958r., ponieważ jednak w tym czasie
stosowano już workoplecak wz.56, zaopatrzony w kieszeń na przybory toaletowe
oraz stałe troczki do przypinania zrolowanego płaszcza, instrukcja ta
dostosowana została do plecaka wz.30 i może zawierać pewne błędy.
Zanim jednak pokażemy „jak to
powinno wyglądać”, zobaczmy „jak wyglądało to w praktyce”. Pierwsze zdjęcie,
pochodzące z książki Aleksandra Goguna „Partyzanci Stalina na Ukrainie”
przedstawia początek drogi pewnej grupy partyzanckiej NKWD za linię frontu.
Możemy tu dostrzec żołnierzy z bardzo wypchanymi workoplecakami, na których
niektórzy noszą lepiej lub gorzej zrolowane płaszcze. Niektórzy mają również na
zewnątrz przyczepione menażki. Właściwie wygląda na to, że każdy pakował się
jak chciał. Drugie zdjęcie, pochodzące ze zbiorów MWP w Warszawie, pokazuje
grupę żołnierek z batalionu imienia Emilii Plater. Na zdjęciu tym można
zaobserwować już pewną jednolitość sposobu pakowania – płaszcze są zrolowane
„na długo”, przewleczone przez pętlę sznurka ściągającego plecak, z końcami
związanymi razem na dole workoplecaka. Dwie z fizylierek noszą również menażki
przywiązane sznurkiem ściągającym. Choć ten sposób troczenia płaszcza wydaje
się prawidłowy (wygląda w miarę estetycznie i wykorzystuje tylko trok do
płaszcza oraz sznurek ściągający plecaka), musiał on być mało praktyczny – płaszcz
przytwierdzony był jedynie u góry, w związku z czym podczas biegania zapewne
się odczepiał i „huśtał się” na górnym sznurku, co nie tylko musiało być
uciążliwe, ale mogło również prowadzić do samoczynnego otwarcia plecaka
(sznurek, prócz ściągnięcia otworu plecaka pełnił również ważną funkcję
wzmacniając pętlę zaciskową szelek, ale o tym później). Wydaje się zatem, że
bardziej praktyczny był sposób widoczny na pierwszym zdjęciu u drugigo
żołnierza po lewej – tj. płaszcz zwinięty w krótszy rulon (jak do tornistra)
przywiązany do sznurka ściągającego i dwoma dodatkowymi sznurkami przywiązany
po bokach do szelek. Tak przytroczony płaszcz pewniej trzymał się plecaka. Za
tym rozwiązaniem przemawia też fakt, że tak właśnie miał być później troczony
płaszcz do workoplecaka wz.56. Nie wiem niestety, czy zgodnie z przepisami
płaszcz maił w ogóle być troczony do plecaka wz.30, czy też była to inicjatywa
oddolna związana z tym, że tak miał być troczony płaszcz do tornistrów.
Przeszkoleni “partyzanci” Ukraińskiego Sztabu Partyzanckiego. Zdjęcie z książki A. Goguna “Partyzanci Stalina na Ukrainie”.
Żołnierze 1sbk im. Emilii Plater, prawdopodobnie lato 1943r.
Z kolei przymocowywanie kociołka
na zewnątrz plecaka to z całą pewnością pomysł żołnierzy. Łatwo go z resztą
uzasadnić – wszak wielu czerwonoarmistów nosiła w plecaku więcej rzeczy niż
przewidywał regulamin, a wyprowadzenie menażki na zewnątrz pozwalało pozyskać dodatkowe miejsce na
rzeczy osobiste bądź np. zmianę bielizny.
Wróćmy jednak do „jak być
powinno”. Na zdjęciu nr 3 przedstawiono komponenty do spakowania. Można tam
zobaczyć:
1.Workoplecak wz.30;
2.Złożoną płachtę namiotową
(pałatkę);
3.Zapasowe onuce (w tym wypadku
letnie);
4.Hełm stalowy;
5.Menażkę (wewnątrz której
znajduje się nóż i łyżka);
6.Kubek;
7.Rzeczy osobiste wraz z
przyborami toaletowymi – powszechną praktyką było trzymanie ich w woreczku lub
w jakimkolwiek metalowym lub drewnianym pudełku, w tym wypadku jest to
zdobyczna niemiecka puszka na herbatę i pudełko-samoróbka;
8.Racja żywnościowa – standardowo
powinna zawierać konserwę, jednak z braku właściwych puszek w naszej GRH
stosujemy rację improwizowaną, składającą się z ciemnego chleba (w ilości
zależnej od długości zajęć – średnio ćwierć bochenka na dzień), wędzonej
słoniny lub boczku, cebuli i dodatków sezonowych (np. jabłek). Tego rodzaju
rację można zawinąć w serwetkę, papier lub schować do woreczka jak na zdjęciu.
9.Pasek do spinania zrolowanego
płaszcza;
10. Zrolowany płaszcz.
Pierwszą czynnością, którą
powinno się wykonać, jest złożenie pałatki w kostkę o wymiarach 30x45cm
(zdjęcie nr 4). W czasie wojny nikt tego miarką nie sprawdzał, więc jest to
wartość przybliżona. Można dla uproszczenia przyjąć, że pałatka po złożeniu
powinna mieć długość mniej więcej przedramienia od łokcia do pierwszego stawu
palca środkowego dłoni, a szerokość przedramienia od łokcia do nadgarstka.
Następnie wraz z zapasowymi
onucami należy złożoną pałatkę umieścić przy ściance plecaka, która przylegać
będzie do ciała (zdjęcie nr 6). Zapewnia to pewną wygodę, gdyż dzięki temu
plecy są izolowane od ciężkich metalowych przedmiotów, które mogłyby spowodować
urazy. Nie znalazłem przepisu jak należy umieścić onuce, jednak najbardziej
logicznym rozwiązaniem wydaje się umieszczenie ich w złożonej pałatce (zdjęcie
nr 5) – dzięki temu są one chronione od wilgoci, nawet jeżeli w wyniku obfitego
deszczu dojdzie do przemoczenia plecaka.
Następnie na dnie plecaka
umieszczamy rację żywnościową (zdjęcie nr 7) – jeśli zawiera konserwę, jest to
dobre rozwiązanie, w przypadku bardziej miękkiej racji można ją później
umieścić w kubku lub menażce.
Na racji żywnościowej ustawiamy
kolejne cięższe przedmioty – menażkę i kubek (zdjęcie nr 8). Menażkę otwartą
starego typu można umieścić albo bokiem (tj. denkiem do zewnętrznej ścianki
plecaka) albo do góry nogami – tak, by przynajmniej częściowo przykrywała rację
żywnościową, co pozwala zaoszczędzić miejsce. Menażkę zamykaną umieszczamy
denkiem do dna plecaka.
W dalszej kolejności pakujemy
rzeczy osobiste wraz z przyborami toaletowymi (zdjęcie nr 9). Umieszczenie ich
w puszce, pudełku, woreczku czy choćby jakimś węzełku jest dobrym rozwiązaniem,
gdyż w innym wypadku w pozbawionym przegródek
worku rzeczy te po kilku minutach marszu będą poniewierać się po całej komorze
plecaka.
Ostatnim elementem, który
powinien znaleźć się w workoplecaku jest hełm stalowy (zdjęcie nr 10) – jeśli
akurat nie jest używany. W miarę możliwości należy go umieścić tak, by
przykrywał rzeczy osobiste zapobiegając ich przemieszczaniu się wewnątrz
plecaka.
Po zapakowaniu ściągamy otwór
plecaka sznurkiem, a z szelek tworzymy pętlę zaciskową (zdjęcie nr 11), którą
następnie zaciskamy na górze worka i oplatamy sznurkiem ściągającym (zdjęcie nr
12). Jeżeli chcemy przytroczyć do plecaka płaszcz, powinniśmy zostawić na
sznurku pętlę o średnicy miej więcej dwukrotnie większej niż średnica
zrolowanego płaszcza.
W przypadku, gdy do plecaka ma
być przymocowany płaszcz, ten ostatni należy zwinąć, osobiście preferuję
rolowanie jak do tornistra (sposób taki sam jak w przedwojennym Wojsku Polskim)
i tak zrolowany przewlec przez pętlę utworzoną ze sznurka ściągającego. Sznurek
ten należy następnie zacieśnić – można wolną pętlę zaczepić o zamknięcie worka
– jednocześnie ustabilizuje to płaszcz i wzmocni pętlę zaciskową. Końce rulonu
układamy wzdłuż boków plecaka i mocujemy do szelek – z jednej strony trokiem do
spinania płaszcza (o ile go mamy) z drugiej sznurkiem (zdjęcie 13) – można
wykorzystać np. sznurowadło, sznurek od pałatki, kawałek bandaża, kabla
telefonicznego – cokolwiek, byle pasującego do epoki.
Tak przygotowany plecak zarzucamy
na plecy i w drogę! Oczywiście zwykle żołnierze przenosili w plecakach więcej
rzeczy – dodatkową manierkę z wodą (lub alkoholem), zapasową bieliznę, książki,
dodatkową amunicję i dużo innych rzeczy. Strzelcy i fizylierzy powinni
dodatkowo nosić w workoplecaku przybornik i olejarkę do broni, przy czym ich
umiejscowienie wewnątrz zasobnika nie jest określone w instrukcji.
Warto też wspomnieć, że na
dodatkowe rzeczy często przeznaczano również rozmaite torby – np. na maskę
przeciwgazową.
Oczywiście jak zawsze czekam na merytoryczne uwagi.
Autor: Kamil Szustak
SUMMARY
This article describes the simplified way of packing ofthe Soviet m30 rucksack. This version has been based on the 1958 manual, and thus is different from the wartime way. It should be followed if not all of the necessary items are present. The proper war-time way of packing is described in another article.
Uwaga! Poniższy tekst powstał w 2012r. dzięki wsparciu użytkowników portalu http://www.dobroni.pl. Zawarte w nim informacje zostały później zweryfikowane, dlatego też zaleca się lekturę w połączeniu z późniejszymi artykułami z cyklu.
Dzięki odzewowi czytelników na krótki apel zamieszczony przeze mnie na końcu artykułu o dokumentach żołnierzy 1. i 2. AWP, udało mi się uzyskać kilka dodatkowych wiadomości na ten temat, w związku z czym zamieszczony przeze mnie uprzednio artykuł wymaga uzupełnienia.
Po pierwsze, nie jest to pierwsza wersja tego dokumentu – otrzymałem informację że wcześniej funkcjonował całkiem inny dokument. Niestety nie udało mi się uzyskać jego zdjęć ani opisu, nie sposób więc potwierdzić tej informacji.
Po drugie, zdarzały się przypadki braku blankietów, w
związku z czym niektórzy żołnierze otrzymywali książeczki wypisane na papierze,
wykonane ręcznie lub z pomocą maszyny do pisania (zaopatrzone jednak w
pieczęcie jednostki wojskowej).
Po trzecie
wreszcie, dzięki uprzejmości użytkownika Kirej udało mi się uzyskać skan strony
tytułowej i strony drugiej książeczki wojskowej dla żołnierzy 1 i 2 AWP. I tak
na stronie tytułowej widnieje godło identyczne jak na okładce oraz nazwa dokumentu – „Wojskowa Służbowa
Książeczka Żołnierza”, pod nią zaś numer dokumentu (rubryka wypełniana
ręcznie). Na dole strony znajduje się też krótkie, dwupunktowe pouczenie dla
posiadacza dokumentu. Jak widać z powyższego, strona tytułowa polskiego
dokumentu jest bardziej „zatłoczona” od strony tytułowej „Krasnoarmiejskoj
Kniżki”, gdzie na stronie tytułowej znaleźć można było jedynie gwiazdę i tytuł
dokumentu.
Druga strona
zawiera informacje podobne jak odpowiednia strona w dokumencie radzieckim, w
polskiej Książeczce brak jedynie rubryki „numer znaku osobistego”. Mimo to w
polskim dokumencie widnieje siedem rubryk zamiast sześciu. Wiąże się to z
wydzieleniem rubryki „imię ojca” (w radzieckim odpowiedniku połączona z rubryką
„imię”) oraz dodaniem rubryki „specjalność wojskowa”, którą w dokumencie
radzieckim znaleźć można na stronie następnej, w dziale „dane ogólne”. Poza
tymi dwoma różnicami, układ strony jest bardzo podobny. Wygląda na to, że
również w polskich dokumentach rzadko wklejano zdjęcie do książeczki wojskowej.
Inną
ciekawostką udostępnioną przez użytkownika Kirej jest wkładka z rosyjskim
tłumaczeniem dokumentu. Wygląda na to, że był to znacznie bardziej praktyczny sposób na
uniknięcie „nieporozumień międzysojuszniczych” od dwujęzycznego wypełniania
rubryk.
Dziękuję wszystkim czytelnikom za odzew na poprzedni artykuł. Szczególnie dziękuję użytkownikowi Kirej za pomoc i udostępnienie skanów dokumentu.
SUMMARY
This short text is a short supplement of the previous article on the topic of personal documents used in the 1st Army.
Po założeniu naszej GRH naturalnym odruchem była chęć uzupełnienia wyposażenia o broń zespołową, wybrano zatem rkm DP. Niestety, mimo półrocznych starań nie pozyskano ani samej broni ani elementów do jej budowy-kwestia finansowa i mała dostępność części… Dlatego zapadła decyzja o budowie broni od zera,bez użycia jakichkolwiek oryginalnych elementów. Z planów zamieszczonych w TBiU nr 128, obliczeń własnych, doświadczenia w budowie podobnych konstrukcji, znajomości obróbki metali i drewna oraz samozaparcia powstała w lutym tego roku [tj. 2012] replika DP która pozwala na odtworzenie w składzie grupy funkcji kaemisty, dodając tym samym atrakcyjności i realizmu. Ponieważ jest to konstrukcja od początku planowana w wyposażenie w mechanizmy pozwalające na imitowanie strzałów-akustyka-jak i możliwość brania udziału w realistycznych rozgrywkach ASG – wykorzstano silnik, elektryka, lufa i inne elementy od repliki rkm M 249. Jeśli taka koncepcja-jak i broni tak i zastosowanie-sprawdzi się to w planach jest budowa PTRD.
Autor: Piotr Kuzera
Dyskusja pod oryginalnym wpisem
SUMMARY
In this text, the author briefly describes the replica of the DP28 machinegun he made from scratch, with two different modules – for use in reenactment, generating the acustic and flame effects using LPG as well as for use as an AEG replica.
Czyli historia i prehistoria munduru maskującego radzieckich Wojsk Pogranicznych
Uwaga! Poniższy artykuł powstał w roku 2011, dlatego też część zawartych w nim treści – zwłaszcza w odniesieniu do współczesnych Sił Zbrojnych Federacji rosyjskiej lub Republiki Białoruś – może być nieaktualna.
Każdy szanujący się kolekcjoner radzieckiego i
post-radzieckiego umundurowania przynajmniej słyszał o książce Dennisa Desmonda[1] na
temat radzieckich wzorów kamuflażu. Niestety książka nie została przetłumaczona
na polski i jest trudno dostępna– jednak każdy, mniej lub bardziej świadomie
opiera swą wiedzę w tej dziedzinie na ustaleniach amerykańskiego autora. Trudno
się temu dziwić – książka opisuje rzeczy o jakich przeciętny kolekcjoner może
tylko pomarzyć, a nawet kilka takich, których nigdzie indziej na oczy zapewne
nie ujrzy. Praca ta posiada także szereg innych zalet, o których jednak nie
będę się tu rozpisywał. Niestety, oprócz tego ma kilka bardzo poważnych
uchybień. Najpoważniejszym, moim zdaniem, są daty – często „zgadywane”, lub
ustalane na podstawie pojedynczych, stemplowanych elementów umundurowania
(problem w tym, że im mundur dłużej używany tym mniej czytelne pieczątki).
Trudno mieć to autorowi za złe. Problem polega jednak na tym, że daty podawane
przez Desmonda większość kolekcjonerów traktuje jak prawdę objawioną.
Najlepszym przykładem są tu mundury w dwukolorowym kamuflażu wojsk
pogranicznych. Za każdym razem, gdy twierdziłem, że niemożliwe, by mundur z
odsłoniętymi guzikami wszedł do użytku w tym samym momencie co bardziej
praktyczna „afganka”, natrafiałem na argument nie do zbicia: „Przecież Desmond
pisze, że ten mundur wprowadzono w 1981 roku.” Cóż, w końcu mogę odpowiedzieć:
„I co z tego?” Mam niezbity dowód, że Desmond się pomylił. Ponieważ jednak taki
małostkowy triumfalizm jest bardzo źle widziany, postanowiłem swoje „a nie
mówiłem?” przedstawić w formie artykułu. Niestety, nikt nie opublikuje tekstu o
błędzie w książce sprzed ponad dziesięciu lat, nie zostaje mi nic innego jak
przybliżyć historię munduru określanego najczęściej jako „specodieżda PW KGB” (Спецодежда
ПВ КГБ), czy też szerzej – kamuflażu zwanego potocznie „brzózką” (ros. „берёзка”).
Historia
„brzózki” zaczęła się przed 1981 rokiem. Warto jednak najpierw odpowiedzieć
sobie na pytanie w jaki sposób radziecki kamuflaż wyewoluował w „brzózkę”. W
tym celu musimy się cofnąć do czasów drugiej wojny światowej. Jakkolwiek
dokładna data nie jest znana, większość badaczy oraz istniejący materiał
źródłowy wskazują, że pracujący od 1919 zespół naukowy przy AN ZSRR w roku 1944
opracował pierwszy „spikselowany” wzór kamuflażu. Oczywiście nie był to wzór
wygenerowany przez komputer, jednak spojrzenie na ów wynalazek może obudzić
niepokój w sercach kanadyjskich wojskowych. Ale po kolei. Zainspirowani
stwarzającym ciekawe złudzenia optyczne ruskim haftem ludowym (z przykładem
zapoznać się łatwo – motyw takiego haftu występuje np. na fladze Białorusi) i
podobno pod wpływem zdobycznych próbek niemieckiego ubioru maskującego (choć
nikt nie potrafi wskazać którego), radzieccy specjaliści od kamuflażu
przekształcili stosowany dotychczas „liściasty” wzór mimetyczny w nowy, który w
tym czasie zyskał miano „schodkowego”. Cała operacja polegała właściwie na
nadaniu naturalnym kształtom liści kanciastych, geometrycznych form. Efekty
były nadspodziewanie pozytywne – nowy wzór okazał się bardziej efektywny w
terenie o gęstej roślinności niż poprzedni. Pozostał jednak problem
skuteczności na większych dystansach przy otwartej przestrzeni. Rozwiązano go
już po wojnie (według różnych źródeł w 1945 lub w 1948), łącząc ze sobą
kamuflaż „schodkowy” i przedwojenną dwukolorową „amebę”. Przyczyny tego
zabiegu podaje się różne, wiele jednak
wskazuje na to, że było to celowe i przemyślane działanie. Jakby nie było,
efekt końcowy był bardzo dobry: duże brązowe plamy poszerzyły paletę barw
widzianych z bliska, ułatwiając wtopienie się noszącego kombinezon w otoczenie
i jednocześnie pozostawały na tyle widoczne z większej odległości, że
skutecznie rozbijały sylwetkę żołnierza.
Jednoczęściowy płaszcz maskujący (maskchałat) w kamuflażu “łączonym”
Dwuczęściowy kombinezon maskujący w kamuflażu “schodkowym”
Uważny czytelnik zapewne w tym
momencie zarzuci mi niekonsekwencję – wszak zacząłem od wytknięcia znanemu
autorytetowi (i niektórym jego czytelnikom) błędnej datacji, a tymczasem sam
nie potrafię podać dokładnej daty wprowadzenia innego wzoru kamuflażu. Cóż,
uważny czytelnik ma pewnie rację. Na swoje usprawiedliwienie powiem tyle: Po
pierwsze kombinezony maskujące z lat 40-tych stanowią jedynie tło historyczne,
a nie przedmiot tego artykułu. Po drugie zaś, choć „brzózka” powstała z bardzo
konkretnym przeznaczeniem to prędko stała się kamuflażem powszechnie stosowanym
przez rozmaite jednostki wojskowe trzech radzieckich resortów. Tymczasem w
latach 40-tych (apogeum stalinizmu!) przeciętny żołnierz Armii Czerwonej, a
później Radzieckiej, ani nawet Wojsk NKWD i resortów spadkobierczych, w ogóle
nie wiedział o istnieniu jakichkolwiek kombinezonów maskujących – po prostu
produkowano je w małych ilościach i tylko dla jednostek specjalnego
przeznaczenia. W związku z tym, niewiele ich przetrwało do naszych czasów w
stanie pozwalającym odczytać datę (zwykle wybitą na nogawce), a rozkazy
wprowadzające kombinezony dla
poszczególnych formacji, jako tajne, nie są dostępne zwykłemu
śmiertelnikowi. Tyle tytułem dygresji.
Jednoczęściowy kombinezon maskujący w kamuflażu “schodkowym” – lata 50.
W
późniejszych latach radzieckie siły zbrojne w dalszym ciągu stosowały
kombinezony maskujące, choć ich wykorzystanie stawało się powszechniejsze. W
wyniku dalszych eksperymentów (a czasem w wyniku „widzimisię” dowództwa)
opracowano kilka kolejnych wzorów, które stopniowo wyparły kamuflaż „schodkowy”
z użycia. Do czasu. W roku 1969 powrócił on w zmienionej – rozrzedzonej i
uproszczonej kolorystycznie – formie. Ów wzór, mający postać nieregularnych,
białych, „spikselowanych” plam na ciemnozielonym tle był niejako połączeniem
idei, które przyświecały twórcom kamuflażu „schodkowego” i drugiego, powstałego
w połowie lat 60-tych, który od swego następcy różnił się w zasadzie jedynie
„amebowatym”, bogatym w krzywizny kształtem plam. Zaznajomiony z tematem czytelnik
domyślił się już pewnie, że ów „wielki powrót” kamuflażu „schodkowego” to nic
innego jak pospolity KLMK, której to nazwy powszechnie (i nieprawidłowo) używa
się na określenie wzoru kamuflażu. Sam wzór maskujący nie posiada, radzieckim
zwyczajem, żadnej oficjalnej nazwy, jednak radzieccy żołnierze ochrzcili go
mianem „Sołnicznyje Zajcziki”, gdyż przywodził im na myśl promienie słońca
padające na leśne poszycie. Mnie osobiście przywodzi na myśl las wczesną wiosną
lub las sosnowy z pojedynczymi brzozami. Choć kamuflaż ów dowiódł swojej
skuteczności, dziś możemy powiedzieć, że swojemu przodkowi – kamuflażowi
„schodkowemu” – nie dorastał do pięt. Prawdopodobnie powstał jako próba
znalezienia kompromisu pomiędzy skutecznym w gęstym lesie kamuflażem w typie
„schodkowca” a sprawdzającej się na wielkich otwartych przestrzeniach „amebie”.
Tajemnicą pozostaje dlaczego nie wznowiono produkcji kamuflażu „schodkowego” z
nadrukowaną amebą. Według jedynej znanej mi (i niezbyt przekonywającej) teorii
nadrukowane na gęstym wzorze brunatne „ameby” sprawiały z daleka wrażenie plam
krwi, co jakoby kilkukrotnie miało doprowadzić do przerwania szkoleń jednostek
specjalnych. Ale wróćmy do naszych „zajączków”…
Na początku w kamuflażu tym
produkowano jedynie kombinezony jednoczęściowe, zwane KLMK, w kroju, który stał
się standardem już w latach 50-tych, a więc obszerny kombinezon z wąskim,
mogącym jednak pomieścić hełm w.40, kapturem, długim zapięciem z przodu (na
guziki), odpinaną klapą z tyłu i znajdującą się nad nią jedną kieszenią,
mieszczącą maskę na twarz. W kilku miejscach kombinezon był również wyposażony
w szlufki do zamocowania dodatkowego maskowania. Za powrót do tradycji należy
uznać ich dwustronność – kombinezon można było obrócić na lewą stronę, która
posiadała wszystkie cechy strony prawej – dodatkowe guziki, kieszonkę na maskę,
szlufki itd. Dwustronna była również maska. Istnieją pewne wątpliwości co do
tego, jakie było przeznaczenie wewnętrznego kamuflażu. Był to odwrócony i
bledszy wzór ze strony prawej, pokryty dodatkowo siateczką niewielkich, białych
krzyżyków. Popularne teorie mówią, że był to kamuflaż przewidziany na otwarte, trawiaste
przestrzenie (np. step) lub do noszenia zimą. Tą ostatnią ewentualność
należałoby jednak wykluczyć, ponieważ w dalszym ciągu stosowano w niezmienionej
formie zimowy biały kombinezon ZMK (Zimnyj Maskirowacznyj Kombiniezon, Зимний
Маскировачный Комбинезон), a poza tym przeczy temu nazwa – wszak KLMK to
Kamuflirowannyj Lietnij
Maskirowacznyj Kombiniezon (Камуфлированный Летний Маскировачный Комбинезон).
Dość interesująca wydaje się teoria, wedle której miał to być kamuflaż nocny,
podobny do stosowanego przez Amerykanów w czasie pierwszej wojny w Zatoce
Perskiej „nocnego kamuflażu pustynnego”, którego zadaniem było oszukanie sprzętu
noktowizyjnego. Jednak jak wykazały testy, amerykański kamuflaż nocny nie był
tak skuteczny jak oczekiwano, toteż trudno przypuszczać, by w ZSRR ktoś
niezależnie wpadł na ten sam chybiony pomysł. Założyć więc należy, że lewa
strona KLMK przewidziana była na tereny o jaśniejszej roślinności lub wręcz
pustynne. Nie są jednak znane żadne zdjęcia na których byłoby widać żołnierzy
radzieckich noszących KLMK na lewej stronie, nawet na pustyniach Afganistanu. W
przeciwieństwie do wszystkich wcześniejszych kombinezonów, KLMK był w Armii
Radzieckiej stosowany powszechnie, nie tylko przez jednostki specjalne.
Jednoczęściowy KLMK, strona “zielona”Jednoczęściowy KLMK – strona lewaZdjęcie dobrze pokazuje krój KLMKWarto zwrócić uwagę na “klapę” i kieszeń na maskę.
Najwyraźniej w drugiej połowie
lat siedemdziesiątych radzieckie dowództwo uznało nie posiadające kieszeni
(poza tymi na maskę) ani rozcięć umożliwiających dostęp do kieszeni munduru
kombinezony za mało praktyczne. Opracowano zatem nowy, dwuczęściowy ubiór również
zwany KLMK, ale tym razem skrót ten miał ponoć oznaczać Kamuflirowannyj Lietnij
Maskirowacznyj Kompliekt (Камуфлированный Летний Маскировачный Комплект ) –
choć trudno dociec, czy nie był to pomysł żołnierzy lub nawet w późniejszym
okresie sprzedawców militariów, który miał za zadanie pomóc w rozróżnieniu tych
dwóch ubiorów. Nowy KLMK składał się ze spodni, bluzy z odpinanym kapturem,
maski na twarz i beretu. Chociaż wykonany był z tej samej lekkiej tkaniny co
wszystkie wcześniejsze kombinezony, krojem bardziej przypominał już nowoczesny
mundur polowy. W założeniu miał być noszony, jak wcześniejsze kombinezony, na
mundurze, jednak w regionach o gorącym klimacie często zastępował go. Notabene,
według niektórych źródeł, lekki beret miał rzekomo być w pierwotnym założeniu
pokrowcem na czapkę wojsk pogranicznych, co jest o tyle zrozumiałe, że
pogranicznicy jeszcze przez długie lata nosili swoje zielone czapki również do
munduru polowego. W kroju nowego KLMK dostrzec można już pewne pomysły, które
rozwinięto później w mundurach wz.81 i pogranicznikowskiej „specodzieży”.
Kurtka zaopatrzona była w dwie kieszenie na piersi, dwie poniżej linii pasa
oraz jedną na lewym rękawie (w niektórych wersjach kieszenie są na obu
rękawach). Wszystkie kieszenie zapinane były na metalowe guziki (1 lub 2),
zwykle kryte, identycznego rodzaju jak te stosowane w starym KLMK. Takimi
samymi guzikami przypinany był również kaptur (choć w niektórych wersjach go
nie przewidziano). Oprócz tego bluza miała tradycyjnie szlufki na dodatkowe
maskowanie, a niektóre wersje posiadały również szlufki do mocowania
zdejmowalnych pagonów polowych. Spodnie najczęściej zaopatrzone były tylko w
kieszenie na udach, choć spotyka się warianty bez kieszeni. Standardowym
nakryciem głowy miał być wspomniany już wcześniej beret (lub pokrowiec na
czapkę), chociaż spotyka się również lekkie kapelusze. Te ostatnie budzą jednak
pewne wątpliwości – ze względu na nietypowy, cywilny krój, brak materiału
fotograficznego potwierdzającego ich wykorzystanie przez radzieckich żołnierzy
oraz dosyć nietypowe metki. Niewykluczone, że jest to wytwór na rynek cywilny
(np. dla wędkarzy) produkowany w latach 80. i 90. z dostępnego w dużych
ilościach wojskowego materiału. Oprócz tego spotyka się jeszcze szereg nakryć
głowy szytych prywatnie, przez żołnierzy. Nowy KLMK był już mundurem
jednostronnym – choć pierwsze egzemplarze wykonywano ze starego, dwustronnego
materiału, to lewa strona zarówno bluzy jak i spodni była pozbawiona kieszeni i
miała dobrze widoczne szwy, co sprawiało, że noszenie kombinezonu na lewej
stronie było pozbawione sensu. Początkowo ubiór ów był przewidziany wyłącznie
dla żołnierzy Wojsk Pogranicznych KGB i
WDW, dość szybko jednak upowszechnił się również w innych jednostkach, choć
nigdy nie stał się tak ogólnodostępny jak jednoczęściowy KLMK. Nowy,
dwuczęściowy KLMK był pierwszym zwiastunem nadejścia nowego munduru –
„specodzieży”.
Dwuczęściowy KLMK z beretem
Mniej więcej w tym samym czasie
co dwuczęściowy KLMK, do użytku wszedł inny, ważny z punktu widzenia tematu
tego artykułu ubiór maskujący – KZS (skrót od Kostium Zaszczitnoj Sieti, Костюм
Защитной Сети, czyli Kostium Sieci Ochronnej). Co ciekawe, ubiór ten był
jednocześnie dodatkowym środkiem ochrony na wypadek skażenia chemicznego i
radioaktywnego[2]. Na Zachodzie zaś
popularne jest nazywanie tego ubioru KZM, co ma rzekomo oznaczać „Kostium
Zaszczitnyj Maskirowacznyj”, nazwa ta jednak nie jest poprawna, na co wskazują
metki – na wszystkich widnieje skrót KZS. Powstawaniu legend sprzyja też
zapewne fakt, że nie są znane żadne instrukcje dotyczące wykorzystywania KZS.
Tym samym nie wiadomo też dla kogo ów ubiór był przewidziany (choć można
oczywiście założyć standardowo: spadochroniarze, piechota morska, zwiadowcy,
pogranicznicy), a jedyne znane zdjęcia KZS-a w użyciu przed 1991r. pochodzą z
Afganistanu. Najstarszy znany mi datowany
egzemplarz KZS-a pochodzi z 1981 roku, słyszałem jednak o przykładzie z 1977r.
Można więc założyć, że powstały one pod koniec lat 70-tych, jeszcze przed
konfliktem afgańskim.
Przykład KZS w kolorystyce “suchej”
Skupmy się więc na tym, co wiadomo z całą pewnością.
Cztery różne warianty KZS zestawione z KLMK i Odzieżą maskującą PW KGB
Ubiór maskujący KZS wykorzystywał
wzór kamuflażu identyczny jak KLMK, z tą różnicą, że kolory zarówno tła jak i
plam były inne. Najczęściej spotyka się ciemną zieleń i żółte plamy, choć tak
naprawdę wariant kolorystyczny KZS-a zależał od strefy klimatycznej ,na którą
dany egzemplarz był przewidziany. Przeznaczenie konkretnego ubioru miał
wskazywać kolor metki.[3] I
tak: biała metka – pustynie i półpustynie, piaskowa zieleń – step i suche lasy,
zieleń – lasy o umiarkowanej wilgotności, niebieski – lasy wilgotne o wyjątkowo
bujnej, ciemnej roślinności. Czarną metką oznaczano zwykle ubiory
niesklasyfikowane, tj. nieudane ze względu na niedobór barwników bądź zszywane
z elementów w różnych wariantach kolorystycznych (co zwykle zdarzało się pod
koniec partii produkcyjnych – znane są przypadki spodni od KZS-a, w których
każda z czterech części miała inny odcień). Ponieważ jednak dowódcy nie
posiadali zwykle wytycznych na ten temat, KZS był wydawany w takim wariancie w
jakim akurat był dostępny, bez względu na to, jaka roślinność rosła akurat w
danym rejonie. Kwestia dopasowania wariantu kolorystycznego kamuflażu do
warunków naturalnych pozostała zresztą problemem, z którym większość armii
spadkobierczych wobec radzieckich sił zbrojnych (z Armią Rosyjską na czele) nie
poradziła sobie do tej pory. Tak czy inaczej, KZS jeszcze dzisiaj budzi podziw
swoimi, zaskakującymi jak na dość prymitywny kamuflaż dwukolorowy,
właściwościami maskującymi. Bardziej niż nadrukowi, KZS zawdzięcza je raczej
luźnemu krojowi z długim, mogącym zasłonić całą twarz (nie czyniąc żołnierza
ślepym) kapturem i materiałowi wykonania – jutowej siatce. Zaletą w porównaniu
z KLMK był również powrót do rozwiązania stosowanego w archaicznym zimowym kombinezonie
ZMK – a mianowicie rozcięcia umożliwiające
dostęp do kieszeni. Oczywiście ubiór ów miał też wady – dość delikatna
tkanina łatwo ulegała uszkodzeniom mechanicznym, nie nadawała się także do zbyt
częstego prania, gdyż powodowało to wyblaknięcie kamuflażu. Większość KZS-ów
nie posiada możliwości przytwierdzenia insygniów, znane są jednak pojedyncze
egzemplarze ze szlufkami do pagonów. Powszechnie uważa się je albo za starszą
wersję, albo za model dla wyższego dowództwa. Niestety – jedyny taki egzemplarz
jaki przeszedł przez moje ręce nie posiadał już metki pozwalającej na
określenie daty powstania ani przeznaczenia.
Trzy przykłądy metek w kolorach określających przeznaczenie kombinezonu. Warto zwrócić uwagę na nazwę “KZS” na każdej z metek.Wersja “sucha” KZS na tle wczesnowiosennej roślinności
Poświęciłem tu KZS-owi sporo
miejsca nie bez powodu. Bowiem tak jak dwuczęściowy KLMK stanowił ważny krok w
kierunku opracowania mundurów w nowoczesnym kroju, tak KZS był pierwszym
ubiorem na którym wykorzystano „brzozowy kamuflaż” – jasnozielone tło i
„spikselowane” żółte plamy, co razem przywodziło na myśl młodą brzozę.
Wersja KZS w “żywych” kolorach, zdecydowanie niedopasowana do tła.
Prawdopodobnie
najwcześniejszy model nowego munduru dla wojsk pogranicznych powstał w 1979
roku, a najpóźniej w pierwszej połowie 1980r. Wariant ten bardzo przypominał
istniejące już mundury polowe. Składał się z czapki, bluzy i spodni w
kamuflażu. Nakrycie głowy krojem bardzo zbliżone było do stosowanej dotychczas
czapki polowej oficerów. Zwykle jednak pogranicznicy zamiast niej nosili swoje
słynne (uwiecznione nawet w ich hymnie) „zielone czapki”. Bluza z sześcioma
kieszeniami na zewnątrz, zapinana była pod samą szyję na odsłonięte guziki
plastikowe z wizerunkiem gwiazdy z sierpem i młotem oraz, podobnie jak bluza
polowa wz.69, haftkę przy kołnierzyku. Dwie dolne kieszenie zapinane były na
dwa małe, odsłonięte guziki, również z godłem, podobnie kieszenie na piersi,
przy czym te ostatnie były podzielone na dwie mniejsze komory każda. Kieszenie
na rękawach – przeznaczone na opatrunek osobisty i nic więcej, zapinane były na
jeden mały, odsłonięty guzik. Bluza miała oprócz tego zwężenie w talii i
szlufki na pas główny – co miało zapewne ułatwić utrzymanie pasa na właściwym poziomie
i zapobiegać marszczeniu się bluzy pod nim. Do bluzy przewidziano wykorzystanie
standardowych, jasnozielonych pagonów i patek wojsk pogranicznych, jakie do tej
pory stosowano na mundurach codziennych i polowych wz.69. Czasem, zwłaszcza w
bardziej zapalnych rejonach, pogranicznicy sami wykonywali zastępcze pagony z
tkaniny mundurowej. Jako spodnie początkowo przewidywano prawdopodobnie
bryczesy o kroju identycznym z bryczesami szeregowego wz.69[4],
później zamienione na spodnie prostego kroju, jeszcze bez kieszeni i wzmocnień
na kolanach. Pierwszy wariant pozostał w użyciu mniej więcej do połowy lat
80-tych, choć stopniowo wypierały go późniejsze wersje.
Pierwsza wersja
Drugi model opracowano krótko
potem. Zachowano czapkę, choć na służbę w rejonach o gorącym klimacie
przewidziano kapelusz („panamę” wg. oficjalnego nazewnictwa, wzór ten błędnie
nazywa się w Polsce i na Zachodzie „afganką”), krojem identyczny ze stosowanym
powszechnie kapeluszem wz.55. Przewidywano także beret, choć trwają spory co do
jego przeznaczenia – według jednej wersji miał być noszony przez szeregowców
(przy zachowaniu czapki z daszkiem dla oficerów), według innej przeznaczony był
dla żołnierzy jednostki powietrzno-manewrowej, którą w początkach lat 80-tych
przekazano pod dowództwo KGB. Posiadany przeze mnie egzemplarz beretu ma
odznakę oficerską, co może wskazywać na nieprawdziwość pierwszej teorii, jednak
odznaka mogła zostać dodana później. Na drugą teorię wskazuje również fakt, że
na jednym ze znanych mi zdjęć pogranicznika w takim berecie, nosi on
„tielniaszkę” – pasiastą podkoszulkę o marynarskim rodowodzie, która od czasów
Margiełowa była przede wszystkim symbolem WDW, tymczasem regularni
pogranicznicy wówczas nosili jeszcze mundury zapięte pod szyję, pod spodem zaś
– standardową wojskową bieliznę. Modyfikacjom uległa również bluza – guziki z
godłem zastąpiono zwykłymi, czterodziurkowymi, które miały być bardziej odporne
na przypadkowe urwanie. W dalszym ciągu jednak pozostawały one odkryte. Poza
tym krój bluzy pozostał niezmienny, choć podobno istnieją przykłady drugiego
wariantu bluzy z niepodzielonymi kieszeniami na piersi i z kieszeniami na
rękawie zapinanymi na dwa guziki oraz ze wzmocnieniami na łokciach. Przykład
bluzy od wariantu drugiego można obejrzeć w książce Laszlo Bakesi’ego o mundurach
NKWD[5].
Jeśli chodzi o insygnia, sytuacja pozostała bez zmian (wbrew temu co twierdzi
Bakesi, do bluz tych noszono pagony, czego dowodzą zdjęcia) Co zaś tyczy się
spodni, to niestety, nie dane mi było zobaczyć spodni bezspornie pochodzących z
tego wariantu, prawdopodobnie jednak miały już one kieszenie na udach i być
może wzmocnienia na kolanach, możliwe jednak, że w dalszym ciągu stosowano
spodnie od wariantu pierwszego. Prawdopodobnie też wówczas opracowano mundur
zimowy, nie wiadomo mi jednak nic na temat jego kroju. Możliwe, że jest to
mundur „z dodatkową ładownicą na race” pokazany w w/w książce Bakesiego
(s.122). Podobnie jak wariant pierwszy, drugi wariant utrzymał się w użyciu do
połowy lat 80-tych.
Wreszcie, około roku 1981 (mogło
to być pod koniec 1980 lub nawet w 1982r.) powstał wariant trzeci. Dziś nie
sposób dociec, czy najpierw opracowano nowy krój dla munduru pograniczników,
który następnie skopiowała Armia Radziecka, czy też odwrotnie – to Armia
Radziecka, niezależnie od pogranicznikowskich doświadczeń opracowała nowy krój
munduru, który następnie skopiowało KGB. Tak czy inaczej, do użytku w Armii
Radzieckiej weszła „afganka” i mniej więcej w tym samym czasie pojawiły się
mundury dla pograniczników o kroju „afganki”, ale w kamuflażu „brzózka”. Mundur
taki składał się z bluzy z krytymi guzikami, dwoma kieszeniami na piersi, dwoma
poniżej pasa zapinanymi na kryte guziki i dwoma kieszeniami na rękawach
zapinanymi na rzepy oraz spodni z dwoma głębokimi i wąskimi kieszeniami po
bokach ud, również zapinanymi na kryte guziki – łącznie z czapką był identyczny
z armijną „afganką”, również insygnia stosowano identyczne. Początkowo do
nowego munduru – z otwartym teraz kołnierzem
– noszono, jak w armii, zielony podkoszulek, później jednak, pod koniec
lat 80-tych, w Wojskach Pogranicznych rozpowszechniły się „tielniaszki” –
wpierw z marynarskimi – granatowymi – lub desantowymi – błękitnymi – paskami,
później już własne, z paskami w kolorze pogranicznikowskiej zieleni. Również
pod koniec lat 80-tych, najprawdopodobniej w 1988r., do użytku wszedł nowy
model „panamy” w kamuflażu „brzózka” – wzorowany na kapeluszach stosowanych
jeszcze wówczas przez wiele państw NATO.
Sam mundur, bez względu na
wariant, nazywany był „Specjalną odzieżą Wojsk Pogranicznych KGB ZSRR” (po
rosyjsku: „specodieżda PW KGB SSSR, Спецодежда ПВ КГБ). Dość szybko jednak
przestał być wyłączną własnością pograniczników. Prawdopodobnie już na samym
początku munduru tego, prócz pograniczników, używały sporadycznie Wojska KGB,
zaś po wprowadzeniu trzeciego wariantu mundur przyjęły Wojska Wewnętrzne MWD, a
przynajmniej Dywizja im. Dzierżyńskiego. Znane są również przypadki
spadochroniarzy radzieckich noszących w czasie konfliktu afgańskiego takie
mundury – prawdopodobnie jednak były to pojedyncze egzemplarze wytargowane
własnymi staraniami u pograniczników.
Warto napisać kilka słów na temat
sposobów oznaczania stopnia i rodzaju wojsk na tych mundurach. O ile na
ubiorach KLMK i KZS nie stosowano żadnych insygniów (choć znane są pojedyncze
egzemplarze KZS ze szlufkami do mocowania pagonów), o tyle spec odzież
traktowano jako mundur i w związku z tym przewidywano stosowanie pagonów i
emblematów na kołnierzach. Początkowo na pierwszym i drugim wariancie stosowano
zwykłe, barwne pagony i patki kołnierzowe z kolorowymi emblematami oraz
naszywki na rękaw, jednak w rejonach bardziej zapalnych (jak na przykład
granica z Afganistanem) stosowano czasem pagony wykonywane z tkaniny mundurowej
w kamuflażu „brzózka”, rezygnując z patek kołnierzowych i naszywek. W trzecim
wariancie stosowano oznaczenia tak jak w ogólno wojskowej „afgance” – stopień
oznaczając na pagonach galonem w kolorze zielonym dla podoficerów i malowanymi
na zielono gwiazdkami dla oficerów. Rodzaj wojsk oznaczano emblematami
przypiętymi bezpośrednio na kołnierzu, a w przypadku szeregowych, podoficerów i
chorążych – czasem również naszywką na kieszeni lewego rękawa.
Można by sądzić, że dziś, w dobie
kamuflaży cyfrowych, w czasach gdy w rosyjskich Siłach Zbrojnych każdy żołnierz
oddziałów specjalnych ma mundur w innym kamuflażu, zakupiony za własne
pieniądze i dobrany pod kątem warunków, prymitywna, dwukolorowa, ciesząca oko
„brzózka” zniknie bezpowrotnie. Tymczasem jest inaczej. Specodzież jest w
dalszym ciągu noszona np. przez białoruskich pograniczników. Łatwo ją odróżnić
– ma zwykle podszewkę w kolorze czarnym i tylko jedną kieszeń wewnętrzną,
nowsze wersje zaś mają wzór nanoszony metodą sitodruku. Poza tym na Białorusi
stosuje się czapki w kroju, który (w kolorze granatowym) w czasach ZSRR nosili
tylko funkcjonariusze OMON-u. Poza Białorusią kamuflaż ten stosowany bywa
również przez rosyjskich żołnierzy, choć zwykle już łatwiej go odróżnić od
radzieckich produktów. I tak na przykład uchodząca za bardzo solidną rosyjska
firma „Spław” oferuje mundury rip-stopowe w tym kamuflażu (który nazywa
„brzózką” właśnie), które oprócz materiału od radzieckich odróżnia jeszcze nie
znany w czasach ZSRR krój zwany „bekas”. Podobnie firma „Modox” oferuje czapki
i kombinezony w kamuflażu „żółty pogranicznik”, będącym kopią „brzózki”. Szereg
elementów umundurowania i wyposażenia w tym kamuflażu produkowała także swego
czasu firma „SPOSN”. Oprócz tego z materiału na KLMK i w kamuflażu „Brzózka”
szyte są rozmaite przedmioty stylizowane na relikty konfliktu afgańskiego –
elementy oporządzenia czy pokrowce na hełmy. Te ostatnie zresztą, zwłaszcza
szyte z KZS-ów funkcjonowały faktycznie przed 1991r., jednak były one
wykonywane przez samych żołnierzy.
Czapka wyprodukowana przez firmę Modoks w początkach XXI w.
Co sprawia, że ów kamuflaż, dziś
już przestarzały, jest tak popularny wśród rosyjskich wojskowych? Raczej nie
względy estetyczne ani przywiązanie do tradycji – wykorzystują go wszak między
innymi profesjonaliści z jednostek specjalnych. Odpowiedź może się wielu wydać
nie do przyjęcia, ale tak jest: „brzózka”, jest zadziwiająco skutecznym
kamuflażem. Jakkolwiek jest dwubarwna, więc nie jest zbyt skuteczna na
większych dystansach, to w lasach liściastych i mieszanych sprawdza się bardzo
dobrze – mało tego, niemal tak dobrze jak późniejszy i znacznie bardziej
nowoczesny kamuflaż zwany potocznie „WSR”, który oglądany kątem oka daje taki
sam efekt, a do tego ma tę wadę, że wygląda znacznie mniej estetycznie. Co
więcej, z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że dobrze sprawdza się też w
wyższych partiach gór – głównie dzięki geometrycznemu wzorowi, ale również
dzięki naturalnej dla tego typu terenów kolorystyce. O przyszłość „brzózki”
możemy zatem być spokojni – bo choć jest to kamuflaż wręcz archaiczny, rzadko
rezygnuje się z czegoś, co dobrze działa. Przykładem niech będzie włoskie „telo
mimetico”, które przetrwało w czynnej służbie wiele dziesięcioleci.
To tyle,
jeśli chodzi o historię „brzózki”. Brzozy, te najbardziej rosyjskie ze
wszystkich drzew, wciąż szumią, a rosyjscy żołnierze wciąż chcą się do nich
upodobnić. Tymczasem wielu kolekcjonerów radzieckich militariów z wielkim
trudem stara się zdobyć cokolwiek w tym kamuflażu. Pozostaje mi życzyć im
powodzenia i wyciągania właściwych wniosków…
A skoro o tym mowa… Miał być dowód, prawda? Cóż, tak się
składa, że niedawno udało mi się zakupić beret w kamuflażu brzózka.
Wyprodukowany w 1980 roku. Ponieważ zaś berety takie nie funkcjonowały z
pierwszym wariantem „brzózki”, można w dalszym ciągu przypuszczać, że
„specodzież” opracowana została juz rok wcześniej.
Na pieczątce producentawidnieje data produkcji “80”, co raczej wyklucza możliwość powstanie pierwszego wariantu tych mundurów dopiero w 1981r.
Jeżeli drogi czytelnik uważa że w którymkolwiek miejscu nie
mam racji, lub, co więcej, jest w stanie udowodnić mi jakiś błąd, albo po
prostu chce mnie wdeptać w błoto za brak poszanowania międzynarodowych
autorytetów – zapraszam do polemiki.
AUTOR: Kamil Szustak
Bibliografia
Bekesi Laszlo, Soviet Uniforms & Militaria
1917-1991 in colour photographs, London 2000r.
Bekesi Laszlo, KGB & Soviet State Security
Uniforms & Militaria in colour photographs, London 2002r.
Chrzanowski
Maciej, Żołnierz niepotrzebnej Wojny, Warszawa 1989r.
Desmond Dennis, Camouflage Uniforms of the
Soviet Union and Russia 1937 – to the present, Atglen 1998r.
Markowski
Wiktor, Miliaczenko Wiktor, Specnaz w Afganistanie, Warszawa 2004r.
Szalito
Anton i in., Uniforma Krasnoj Armii 1918-1945, St. Peterburg 1998r.
Chętnych
do obejrzenia dodatkowych zdjęć, zwłaszcza pierwszej wersji specodzieży
zapraszam gorąco do spenetrowania strony www.russianwarrior.com.
Autor
chciałby w tym miejscu podziękować Zbigniewowi Ziemińskiemu za wyjaśnienie
sprawy ubioru KZS i Ryszardowi Kominkowi, za cenne rady i ogólną pomoc przy
artykule.
[1]
Dennis Desmond, Camouflage uniforms of the Soviet Union and Russia 1937-to
present, Atglen, 1998r.
[2]
Руководство по эксплуатации СИЗ, Moskwa 1988r.
[3] Znaczenie metek
rozszyfrował Laszlo Bakesi w swojej drugiej książce, całkowicie jednak pominął
kwestię metek czarnych. Moje własne obserwacje, przeprowadzone na partii
kilkunastu kombinezonów potwierdzają w tej kwestii podział wskazany przez
Bakesiego. Twierdzenie Desmonda o zmianie barwy wynikającej z działania wilgoci
i niemożliwości prania KZS-ów dowodzą jedynie, że on sam nigdy ich prać nie
próbował.
[4] Wniosek ów wysnuwam jedynie na podstawie tego, że dane
mi było obejrzeć takie bryczesy, wykonane z tkaniny w „brzózkę”, o kroju i
wykonaniu identycznym jak bryczesy wz.69, co raczej wyklucza samoróbkę.
Bryczesy były znoszone, istnieje jednak możliwość, że był to prototyp, który,
gdy przestał być potrzebny, został, zamiast zniszczenia, zabrany przez np.
dozorcę. Z drugiej strony – nad wszystkim czuwał resort, któremu podlegały
Wojska Pograniczne – KGB, w związku z czym należałoby założyć, że jednak był to
zatwierdzony element umundurowania.
[5]
Laszlo Bakesi, NKVD & Soviet state security uniforms & militaria
1917-1991 in color photographs, London 2002.
SUMMARY
In this article, the author describes a history and developement of the Soviet “pixel” camouflage family that has led to creation of the camouflage pattern nicknamed “berezka” (little birch) and the special clothing for the Soviet KGB Border Troops. The article also prooves that the dating most commonly agreed upon is not the most accurate. The old photographs used int his article come from the internet and their source is unknown. Please note, that this article was originally published on http://www.dobroni.pl in 2011, so some of the information in the article may be outdated.