IX narciarski Bieg Retro – Góry Izerskie 2012

W dniu 10 marca 2012 r. w Orlu, osadzie pięknie położonej w Górach Izerskich, odbył się IX Bieg Retro. Jest to impreza sportowa o charakterze – jakby na to nie patrzeć – rekonstrukcji historycznej, związanej z dawnym narciarstwem i turystyką zimową. Sam bieg odbywa się na dystansie 3,5 km, zaś warunkiem uczestnictwa jest wykorzystanie nart drewnianych, z wiązaniami typu paskowego lub kandaharowego, drewnianych kijków oraz odpowiadających nartom butów. Znacząca część uczestników biegu kompletuje na tę okazję historyczne stroje, z reguły zgodne z zachowanymi wizerunkami narciarzy z okresu do II Wojny Światowej. Wielu z nich robi z taką dbałością o szczegóły, że mogliby z powodzeniem spełnić wymagania najbardziej ortodoksyjnych rekonstrukcji w zakresie ludności cywilnej.

Udział w biegu – niezależnie od jego rozrywkowej i rekreacyjnej formuły – jest bardzo wartościowym doświadczeniem dla wszystkich, którzy chcą wykorzystywać historyczny sprzęt narciarski. Na miejscu można skonsultować się z prawdziwymi znawcami dawnych nart (często właścicielami sporych ich kolekcji), wymienić uwagi dotyczące technik smarowania czy też jazdy. Przede wszystkim zaś można spróbować własnych sił w sportowej rywalizacji na własnoręcznie przygotowanych, kilkudziesięcioletnich nartach.

W tym roku – dzięki środkom Unii Europejskiej – udział w imprezie był całkowicie darmowy. GRH ‘Osiemnasty Kołobrzeski’ wystawiła do biegu trójkę uczestników. Wystawiliśmy także malutkie stoisko promocyjne, które cieszyło się sporym zainteresowaniem. Niestety, trzeba uczciwie wspomnieć i to, że sportowo nie udało się osiągnąć sukcesu, co było spowodowane błędem w smarowaniu popełnionym przez piszącego te słowa. Z drugiej strony jednak jest to kolejne doświadczenie i na tym polega też w sumie urok rekonstrukcji.

Autor: Marcin Morawski

SUMMARY

The text describes the participation of the group members in a retro ski run in Iserengebirge in 2012.

Bitwa Wyrska 2011

21 maja 2011r. nasza grupa po raz pierwszy zaprezentowała się publicznie podczas otwartej imprezy rekonstrukcyjnej „Bitwa Wyrska 2011”. Ponieważ program przewidywał inscenizację bitwy z okresu września 1939r., udział nasz ograniczył się do wystawienia dioramy. Zdecydowaliśmy się pokazać tymczasowe obozowisko leśne drużyny piechoty oraz stanowisko obserwatora naprowadzającego artylerię na cele.

Na ograniczonej przestrzeni stoiska nie było miejsca na rozmach, toteż rozbito namiot z pałatek (za podłogę posłużył płaszcz) i rozłożono na ziemi pałatkę pełniącą funkcję „stołu” – zarówno do posiłków, jak i dla potrzeb dowództwa. Już wkrótce „stół” zapełniły mapy sztabowe i zdobyte na wrogu dokumenty. Znalazła się również menażka i prowiant (słonina, jabłka, cebula i ciemny chleb) oraz coś dla zabicia czasu – gazety z 1945 i zdobyczne domino. Choć do wieczora było jeszcze daleko, nie zabrakło „koptuchy” – lampki naftowej wykonanej z łuski artyleryjskiej.

Żołnierze wyciągnęli z workoplecaków kubki, otworzyli manierki i zaspokoiwszy pragnienie i głód, wzięli się do pracy. Na początek przygotowali i zamaskowali stanowisko obserwacyjne, na którym następnie umieszczono instrument PAB. Służba łączności doprowadziła kabel telefoniczny i podłączyła aparat polowy TAJ-43 celem zapewnienia łączności z dowództwem. Po krótkiej odprawie żołnierze zajęli się powierzonymi zadaniami. W międzyczasie obozowisko odwiedzili sojusznicy z Armii Czerwonej, którym przekazano pozyskane informacje.

Ogółem, grupę „Osiemnasty Kołobrzeski” reprezentowało siedmioro członków, w tym podporucznik piechoty, Sierżant i szeregowy służby łączności, dwóch strzelców, fizylier i kierowca. Chociaż nasze stoisko nie prezentowało się może tak okazale jak stoiska innych grup (o czym w dużej mierze przesądził brak atrakcyjnego sprzętu, zwłaszcza cięższego uzbrojenia), to jednak cieszyło się sporą popularnością wśród zwiedzających. Zwłaszcza najmłodszych bardzo cieszyła możliwość zrobienia sobie zdjęcia w hełmie wz.40 i z „pepeszą” lub na stanowisku obserwacyjnym.

SUMMARY

The text describes in short the first public appearance of our reenactment group in 2011 in Wyry (Upper Silesia).

Zawody Strzeleckie GRH o puchar 1PSP AK 2015

Pięknie położona na stokach górskich nad Tyliczem leśna strzelnica stała się areną zmagań rekonstruktorów – uczestników I Międzynarodowych Zawodów Strzeleckich Grup Rekonstrukcyjnych o Puchar I Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej.
Impreza została zorganizowana przez GRH 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK.
Przewidziano trzy konkurencje: karabin, pistolet maszynowy oraz pistolet.
Rekonstruktorzy mogli wybrać historyczną broń, odpowiadającą odtwarzanym sylwetkom – między innymi były to karabiny Mosin, SWT i Mauser, pistolety maszynowe Thompson czy PPSz, a także pistolety Luger
P08 i TT 30 oraz rewolwer Smith&Wesson.

Strzelanie z karabinu odbyło się z postawy stojąc, na dystansie 100 metrów, na celność i skupienie. Piszący te słowa zdecydował się strzelać z wolnej ręki z karabinu SWT. Broń ta jest bardzo przyjazna strzelcowi, ale pomimo tego nie udało się osiągnąć dobrego wyniku. Większość uczestników strzelała używając drugiej ręki wspartej o słup jako podpórki, i tam wyniki były już zdecydowanie lepsze.

Konkurencję pistolet maszynowy rozegrano także z postawy stojąc, na dystansie 50 metrów, ogniem pojedynczym, na celność i skupienie.
Natomiast z broni krótkiej zawodnicy strzelali na dystansie 25 metrów.

Niezależnie od punktowanych strzelań wszyscy mieli możliwość
rekreacyjnego strzelania z wszystkich dostępnych modeli broni, z czego wielu z nich skwapliwie skorzystało. Przez cały czas zawodów działał wspaniale zaopatrzony bufet, oferujący gorące i zimne napoje oraz wielki wybór pieczonych na grillu mięs. Przy grillu rekonstruktorzy integrowali się, wymieniali doświadczenia i umawiali się na wspólne przedsięwzięci w przyszłości.

Ogłoszenie wyników okazało się dla naszej grupy miłym
zaskoczeniem. Osiągnięte wyniki pozwoliły na zajęcie punktowanych miejsc we wszystkich kategoriach. I tak były to: piąte i trzecie miejsce w kategorii karabinu, piąte i trzecie miejsce w kategorii pistoletu maszynowego oraz piąte miejsce w kategorii pistoletu (a właściwie rewolweru).

Część nieoficjalno-gastronomiczna rozkręcała się w najlepsze, lecz my niestety musieliśmy pożegnać organizatorów i wyruszyć w bardzo długą drogę powrotną. Można szczerze przyznać, że zawody zostały zorganizowane na najwyższym poziomie i bardzo chętnie weźmiemy udział w ich kolejnej edycji.

Zdjęcia dzięki uprzejmości SRH 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK

Autor: Marcin Morawski

SUMMARY

The text relates a reenactors shooting competition that was organised in Tylich shooting range by the 1st Highland Rifle Regiment of the Home Army reenactment group in 2015.

Polskie Ordery i Odznaczenia, t.2: 1946-1992 recenzja

Tekst pierwotnie publikowany na portalu http://www.dobroni.pl w 2014r.

Gdy trzy miesiące wcześniej pisałem recenzję Pierwszego tomu monumentalnej pracy Wojciecha Steli, na koniec zaznaczyłem, że gdy sytuacja finansowa pozwoli, zakupię tom 2, obejmujący lata 1946-1992. Tak się złożyło, że w zeszłym miesiącu miałem akurat wolne fundusze, toteż postanowiłem zainwestować w rzetelne opracowania zamiast rozwoju kolekcji. W związku z tym udałem się na stronę znanego wszystkim portalu aukcyjnego, gdzie zakupiłem egzemplarz bezpośrednio u autora.

Na zdjęciach książka sprawiała wrażenie wydanej w większym formacie, jednak mając już w rękach tom pierwszy wiedziałem już, że zdjęcia potrafią być mylące. Książka ma taki sam format jak pierwsza część, jest natomiast o wiele obszerniejsza – ma aż 639 stron. Czyni to traktowanie tego tomu jako źródła podręcznego nieco problematycznym, ale nie niemożliwym. Trudno też byłoby to rozwiązać inaczej przy ilości zamieszczonych dużych zdjęć.

W porównaniu do tomu pierwszego, okładka wypada blado – przód ma nawiązywać do PRL-owskich plakatów na murach, w przeciwieństwie jednak do większości z nich nie przyciąga wzroku. Trudno mi również zrozumieć, czemu z tyłu znalazł się fragment radzieckiego plakatu przedstawiający czerwonoarmistów w latach 30.

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy po otwarciu książki jest… errata. Znacznie dłuższa niż w tomie pierwszym. Nie należy tego jednak uznawać za zły znak – w książce jest znacznie mniej literówek niż w tomie pierwszym (gdzie błąd był nawet na okładce w rosyjskim tytule), a rozmiary erraty wynikają z objętości książki.

Podobnie jak w części pierwszej – tekstu jest prawie wyłącznie tyle ile potrzeba. Wszystko pisane jest skrótowo, co nie oznacza, że niewiele z niego wynika – wprost przeciwnie, autor w kilku miejscach przedstawia wnioski, które obalają krążące wśród kolekcjonerów mity. Oczywiście największym atutem książki są ilustracje – dokładne zdjęcia odznaczeń i zeskanowane w dobrej rozdzielczości dokumenty są właśnie tym, czego szukają kolekcjonerzy próbujący ocenić autentyczność odznaczenia lub jego odmianę. Na szczególną uwagę zasługuję część poświęcona odznaczeniom produkowanym w prywatnych zakładach grawerskich. Autor poświęcił również kilka słów produkcji mennicy państwowej na rzecz innych państw, ujął w książce również odznaczenia organizacyjne i resortowe (oczywiście nie wszystkie – na to zabrakłoby w książce miejsca).

Nie chcę pozbawiać czytelników przyjemności lektury, toteż nie zdradzę tu ciekawostek, które można znaleźć w książce – dość powiedzieć, że jest ich naprawdę sporo.

Jeśli miałbym wykazać wady, to oprócz oczywiście wskazanych w recenzji pierwszego tomu (jak choćby brak informacji o osobach przedstawionych na zdjęciach czy obecność reklam), właściwie przyczepić się można jedynie do niektórych stwierdzeń zawartych w tekście – jak choćby informacja, że byli żołnierze AK nie byli przyjmowani do ZBoWiD (czemu przeczą choćby przedstawione przez autora wnioski weryfikacyjne), czy przedstawianie faktu odznaczania żołnierzy 1 i 2 AWP medalami radzieckimi jako dowodu na to, że formacje te były de facto częścią Armii Czerwonej (o ile zapewne dałoby się przedstawić argumenty na poparcie tej tezy, to jednak przyjmując ten tok rozumowania, należałoby uznać żołnierzy PSZ za część brytyjskiej armii – wszak oni również otrzymywali brytyjskie odznaczenia).

Również tom drugi zasługuje na najwyższą ocenę – opracowanie Wojciecha Steli jest, i zapewne jeszcze długo pozostanie, najlepszym źródłem wiedzy dla kolekcjonerów polskich odznaczeń tego okresu. Nikt poważnie myślący o kolekcjonowaniu odznaczeń okresu powojennego nie obejdzie się bez tej pozycji w bibliotece podręcznej.

Autor: Kamil Szustak

Pommernstellung 2019

Siedzę sobie wygodnie w ciepłym autokarze i spoglądam na ciemny świat za oknem. Gra muzyka, obok Iwan już pochrapuje, mi też powoli zamykają się oczy. Niestety, autobus parkuje na wielkim opustoszałym parkingu pod lasem i trzeba się zbierać. Prawdziwy wygwizdów, po brukowanym placu hula zimny wiatr, szczelniej owijam szyję szalikiem i podnoszę kołnierz płaszcza. Organizacja i ustawianie kolumny marszowej trwają i trwają, zastanawiam się, czy aby nie opuścić nausznika rogatywki. Dobrze, że chociaż nikt nie widzi i można ukradkiem schować dłonie do kieszeni.

Wreszcie długa kolumna rusza w noc. Jakoś tak samorzutnie decyduję, że nasza piątka będzie szła w ariergardzie, pilnując tego interesu z tyłu. Wchodzimy w las, wiatr cichnie i robi się nawet całkiem ciepło – niestety leśny dukt jest mocno oblodzony. Wielkie połacie lodu sprawiają spory kłopot, co chwila ktoś z przodu przewraca się, błogosławiąc warunki drogowe ciepłymi słowami. Tempo nie jest w związku z tym zbyt szybkie i można nacieszyć się nocną wędrówką.

Mijają kolejne kwadranse, trakt jest prosty jak strzelił i nic się nie dzieje. Z nudów liczę kolejne odchodzące na boki przecinki, później zaczynam liczyć parokroki. Wreszcie spotykamy grupę niemiecką, jej dowódca deklaruje, że od tej pory to oni będą szli na końcu. No i fajnie, można trochę przyspieszyć. Idziemy i idziemy, płyną kwadranse i godziny, wyprzedzamy grupy i pojedynczych żołnierzy… Po drodze są dwa postoje, na których wychodzimy mocno przed odpoczywającą kolumnę i zalegamy w przydrożnym rowie. Wreszcie docieramy do pierwszych zabudowań wioski, przez którą prowadzi ulica oświetlona latarniami. Nie obchodzimy jej, tylko wbijamy prosto przez środek. W pewnym momencie łapiemy się na tym, że parami przebiegamy mocniej oświetlone odcinki, przeskakując od cienia do cienia. Wreszcie wieś się kończy i zaczyna asfaltowa szosa. Podkute buty nieprzyjemnie zgrzytają, robiąc hałas na pół pommernstellungu, ale za to jest z górki i można troszkę podgonić. Chłopaki zgadzają się ze mną – nie ma na co czekać, każda zmitrężona w drodze minuta, to minuta mniej spania.

Wreszcie docieramy do budynku szkoły w Dębołęce. Ładujemy się do pierwszej z brzegu klasy i zajmujemy miejsce pod ścianą. Jest trochę po trzeciej nad ranem – rzucam na podłogę płaszcz i kładę się na nim, podsuwając pod głowę mieszok. Trzeba zasnąć jak najszybciej, póki twarde deski nie zaczną uwierać – osłaniam twarz czapką i zamykam oczy.

Budzę się po godzinie, wstrząsany dreszczami. Mokra od potu koszula zrobiła się lodowata a płaszcz to nie śpiwór – albo leżę na nim albo się nim przykrywam. Trzeba coś zrobić, albo od razu wstać i czekać świtu. Trzęsącymi się rękami rozwiązuję mieszok, wyciągam wełniany trofiejny pulower i złożony płaszcz-namiot. Naciągam sweterek, kładę się na pałatce i tak ciasno zwijam w kłębek, że cały mieszczę się pod płaszczem. Niemal natychmiast zasypiam. Około szóstej rano otwieram oczy i ze zdziwieniem stwierdzam, że jest wcale ciepło. Chłopaki nie tylko się zbudzili, ale nawet zdążyli pozwiedzać – Mały znalazł kuchnię i stołówkę. Zbieramy się raz-dwa i zasiadamy do śniadania. Humory znakomite, apetyt dopisuje. Zajadamy nasz specjalnie zamówiony rekonstrukcyjny chleb oszczędnościowy, obficie obkładając go małpą z żelaznej porcji. Właśnie popijamy śniadanie herbatą, kiedy Arnold przekazuje nam zadanie – mamy jechać z kuchnią polową i przygotować ją do wydawania śniadania na leśnym stanowisku w okolicy Dobrzycy.

Fucha jak złoto! Zapinamy kuchnię na Gaza, nabieramy wody i ładujemy się na willysa. Jak wiadomo, siedzących z tyłu nie osłania szyba i pod koniec krótkiej drogi jesteśmy dokumentnie przewiani. Ale nic to, po chwili ogień trzaska już pod kotłami, a po kilku chwilach dalszych – częstujemy się gorącą zbożówką.

W ciągu kolejnych kilku godzin dociera całość stanu, gorące zupy i kawa poprawiają morale. Wkrótce zostaje wydana broń i amunicja – nauczeni zeszłorocznym doświadczeniem zamówiliśmy tyle, żeby na pewno nie zabrakło. Kilkukrotnie sprawdzamy działanie mechanizmów, ładujemy magazynki, pozostawiając puste komory. Nie zdecydowaliśmy się przestrzelać naszych Mosinów, co zemści się już niedługo.

Wreszcie zaczynają się działania. Nasza drużyna rusza w szpicy, spodziewamy się kontaktu z przeciwnikiem przy każdym potencjalnie niebezpiecznym miejscu. W pewnym momencie wychodzimy szerokim łukiem, docierając na skraj jeziora, po czym odbijamy na północ. Po chwili okazuje się, że siły główne ścięły ten zakręt, wyszły przed nas i tam spostrzegły przeciwnika. Dowódca wysyła mnie i Bygila na rozpoznanie, przemykamy po grzbiecie połogiego pagórka. Jest nieciekawie, praktycznie brak podszycia, proste jak zapałki sosny sterczą z gładkiego mchu. Do tego niskie, zachodzące słońce podświetla nasze sylwetki. Trochę pełzamy na czworaka, trochę czołgamy się i wreszcie zauważamy charakterystyczne niemieckie hełmy. Niemcy wycofują się i nie za bardzo wiadomo, co robić – ścigać ich we dwóch? Wrócić do sił głównych? Na szczęście szybko pojawia się kilku żołnierzy wzmocnienia. Ścigamy przeciwnika i wreszcie dochodzimy go – spora grupa zaległa na podłużnym wale biegnącym równolegle do drogi. Zasadzka? Kolumna maszerująca drogą bez ubezpieczeń bocznych nie miałaby szans. Na szczęście my wchodzimy w linie niemieckie po skosie. Gdzieś z lewej padają pierwsze strzały, na niemieckiej linii zaczyna się nieco nerwowy ruch. Nie ma na co czekać, przecież na bagnety nie pójdziemy – spokojnie celuję w garnkowaty hełm i delikatnie ściągam spust. Zamek Mosina rzyga mi prosto w prawe oko ciepłym smarem. Szlag, trzeba było przestrzelać! Lewym okiem widzę, że Mały także przeciera oczy dłonią. Dobra, nie ma co się użalać – kolejna postać w szarej dwustronnej kurtce truchta gdzieś pochylona. Zgrać przyrządy, wyprzedzenie, wystrzał. Akurat jak raz „szarak” zanurkował do rowu. Przeciwnik cofa się na całego, wskakujemy mu na plecy i dusimy w ciągłym kontakcie. Ładuję magazynek z łódki i kiedy kończę muszą nieźle wyciągać nogi, żeby dogonić tyralierę. Wreszcie pada komenda do zatrzymania, niedobitki „Niemców” znikają w gęstym młodniku.

Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej. Kolumna dostaje silny ostrzał z lewej, grupa przeciwnika skryła się w bocznej przecince. Ruszamy szybkim truchtem, starając się ich oskrzydlić. Niestety, kiedy wychodzimy na tyły przeciwnika, okazuje się, że potyczka została już w zasadzie zakończona frontalnym atakiem sił głównych.

Przed kolejnym spotkaniem z przeciwnikiem postanawiam wyjść od razu na skrzydło, działając jako ubezpieczenie boczne. Maszerujemy forsownie, ale uważnie, obchodząc młodniki i uprawy, przebiegając polanki i przeskakując przecinki. Wreszcie idący na szpicy Bygil zatrzymuje drużynę i wskazuje cel. Są! Przyjemny widok, wszystkie hełmy zwrócone do nas tyłem, nikt się na razie nie obejrzał. Rozwijamy się po cichu w tyralierę. Teraz najważniejsze to wskazać siłom głównym lokalizację przeciwnika. Zaczynamy ostrożne natarcie skokami, w parach, pod osłoną ognia. Z lewej słychać wystrzały i komendy – to siły główne włączyły się do walki. Nad niemieckimi pozycjami pojawia się dym – myślimy, że „Niemcy” osłaniają w ten sposób swój odwrót (później okaże się, że to tło dla fotografa) i ruszamy biegiem naprzód. Gdy docieramy do drogi, wszystko jest już pozamiatane – siły główne poradziły sobie bez nas. To już koniec działań – szarówka zmierzchu nieubłaganie zmienia się w ciemność nocy. Zdajemy broń i ruszamy do miejsca zakwaterowania – to jeszcze ładnych parę kilometrów. Teraz i szyk i krok jest swobodny, można porozmawiać, pożartować i się pośmiać. Po niemal dwóch godzinach docieramy do szkoły w Nadarzycach. Tak kończy się część „taktyczna”.

W części oficjalnej na cmentarzu wojennym nie możemy niestety wziąć udziału. Wczesnym rankiem wyruszamy w drogę powrotną, aby chłopaki z Rybnika mieli szansę złapać we Wrocławiu jakiś pociąg o sensownej godzinie.

Projekt „Przełamanie Pommernstellung” jest od lat jednym z najciekawszych przedsięwzięć rekonstrukcyjnych w Polsce. Dzięki wprowadzeniu elementów gry wojennej stał się prawdziwym ewenementem i – mam nadzieję – drogowskazem wyznaczającym nowe standardy rekonstrukcji. Nie możemy się doczekać przyszłorocznej edycji. Mam nadzieję, że będzie jeszcze więcej, jeszcze trudniej i jeszcze ciekawiej!

Zdjęcia: Sebastian Jan Świętek, Dariusz Zagrodzki

Autor: Marcin Morawski

Akta osobowe podoficera zawodowego WP

Niniejszy artykuł adresowany jest przede wszystkim do chcących badać archiwa wojskowe w poszukiwaniu informacji o przodkach. Może on jednak okazać się przydatnym również dla osób zainteresowanych archiwistyką wojskową czy nawet tylko ludzi ciekawych jak Wojsko Polskie funkcjonuje „od kuchni”. Jakkolwiek opisany wzór teczki jest raczej współczesny, niewiele różni się od stosowanych w okresie PRL. Również fakt, że opisano tu teczkę podoficera nie ma wielkiego znaczenia – teczki oficerskie nie różnią się zbytnio.

                Przedstawiony wzór teczki osobowej podoficera zawodowego pochodzi prawdopodobnie drugiej połowy lat 90. (lub nawet z początku XXIw.), jednak jej układ wskazuje, że wzór ten – z niewielkimi zmianami, przede wszystkim w nazewnictwie i symbolice – używany była również wcześniej – od lat 70., a być może nawet od lat 50. Jednocześnie istnienie w niej rubryk, które obecnie siłą rzeczy muszą pozostawać puste wskazywałoby na to, że ten wzór nie jest już wykorzystywany przez Wojsko Polskie.

Teczka z zewnątrz wygląda dość tradycyjnie, ale solidnie. Gruba kartonowa okładka w zielonej okleinie imitującej skórę nie posiada żadnych napisów na grzbiecie, jednak od frontu znajduje się wytłoczony wizerunek orła w koronie, napis „SIŁY ZBROJNE RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ”, poniżej zaś większą czcionką wytłoczono tytuł „AKTA PERSONALNE”. Poniżej znajdują się rubryki opisane „nazwisko”, „Imię i imię ojca” oraz „Rok urodzenia”. Prawdopodobnie rubryki te miały być wypełniane poprzez wytłoczenie, jednak powszechną praktyką  było naklejanie tam pasków papieru z nadrukowanymi danymi.

Na wewnętrznej stronie okładki znajduje się miejsce na fotografię podoficera oraz potwierdzenie przez dowódcę tożsamości osoby przedstawionej na fotografii.

Dalsza zawartość teczki jest spinana razem metalowym klipsem. Rozwiązanie to jest na pewno wygodniejsze niż często praktykowane wcześniej zszywanie, gdyż ułatwia uzupełnianie teczki na bieżąco, jednak ma też zasadnicze wady, z których nie najmniejszą jest postępująca degradacja papieru wraz z utlenianiem się metalu. Rozwiązanie to dziwi trochę, gdyż w obecnych czasach w archiwach państwowych dąży się do usuwania wszelkich elementów metalowych (klipsy, spinacze, szpule do mikrofilmów) i zastępowania ich elementami nie wpływającymi na stan papieru (plastik, sznurek itp.).

Zasadnicza zawartość teczki dzieli się na trzy rozdziały. Pierwsza niezmiennie od czasów przedwojennych nosi nazwę zeszytu ewidencyjnego i jest najważniejszym elementem akt osobowych, gdyż zawiera najważniejsze informacje o żołnierzu.

Pierwsza strona zeszytu ewidencyjnego zawiera miejsce na numer kolejny w rejestrze alfabetycznym, personalia podoficera oraz pewne novum – rubrykę na PESEL ewidentnie stanowiącą dość późny dodatek do tradycyjnego układu rubryk. Poniżej znajduje się tabelka zawierająca listę awansów na kolejne stopnie podoficerskie, oraz druga informująca o przynależności do konkretnych korpusów osobowych oraz numerze specjalności wojskowej.

Dalsze dwie strony zawierają dane personalne podoficera. Oprócz dość oczywistych danych, takich jak data i miejsce urodzenia, narodowość, zawód, czy wykształcenie cywilne, znajdziemy również rubryki mniej spodziewane – takie jak przynależność do organizacji społeczno-politycznych; będące ewidentnie pozostałością po wcześniejszych wzorach – np. informacja o udziale w ruchu partyzanckim w latach 1939-1945; a nawet będące reliktem wpływów radzieckich, takie jak informacja o pobycie za granicą. W części tej znajdują się także informacje o sytuacji rodzinnej żołnierza.

Kolejne trzy strony zeszytu ewidencyjnego zawierają informacje o przebiegu służby wojskowej przed wstąpieniem do WP i pracy cywilnej. Również tutaj część rubryk wynika raczej z powielenia wcześniejszych wzorów, trudno bowiem oczekiwać od obecnych podoficerów zawodowych udziału w wojnie 1939r. czy służby w polskich formacjach wojskowych za granicą. Na pewno jednak mogą być wypełniane rubryki dotyczące wyszkolenia wojskowego (poza WP), służby w armiach obcych i oczywiście tabela opisująca przebieg pracy zawodowej i służby wojskowej przed wstąpieniem do WP. Zgodność danych ze stanem faktycznym miał podoficer potwierdzić własnoręcznym podpisem, zaś własnoręczność podpisu miał potwierdzić dowódca.

Dalsze cztery strony zeszytu ewidencyjnego dotyczą już służby w Wojsku Polskim. Znajdziemy tu informacje o powołaniu do służby czynnej, odbytych kursach, udziale w bojach, odniesionych ranach oraz otrzymanych odznaczeniach. Dwie strony zajmuje tabela przebiegu służby, następnie zaś znaleźć można informacje o orzeczeniach komisji lekarskiej oraz o wydanych wojskowych dokumentach osobistych, a także miejsce na uwagi.

Ostatnie dwie strony zawierają instrukcję wypełniania rubryk zeszytu ewidencyjnego.

Drugi rozdział, to miejsce na materiały opiniodawcze. Za okładką znajduje się spis załączonych dokumentów. W części tej zwykle znaleźć można okresowe charakterystyki/opinie służbowe, wnioski awansowe, a w rzadkich przypadkach (dotyczy starszych teczek) również wnioski odznaczeniowe.

Przykład charakterystyki okresowej – typowego dokumentu, które zwykle można znaleźć w tym rozdziale.
Przykłąd uproszczonej charakterystyki dla podoficera WP z lat 40.

Rozdział trzeci teczki osobowej to miejsce na materiały uzupełniające. Również tutaj znajduje się okładka i spis dokumentów. W części tej znajdziemy właściwie wszystko to, co powinno się znaleźć w teczce osobowej, ale nie jest materiałem opiniodawczym – np. świadectwa ukończonych kursów, orzeczenia lekarskie.

Przykład dokumentów, jakie znaleźć można w ostatnim rozdziale.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

The article discusses the structure of an NCO personnel file of the Polish Army – based on an original folder from 1990’s, but quite typical for all the post-war period.

Piotr Karpowicz – pierwszy dowódca 18 Kołobrzeskiego Pułku Piechoty w świetle radzieckich dokumentów archiwalnych

Płk. Piotr Karpowicz po powrocie do ZSRR, ok. 1947r.

Jednym z podstawowych problemów, z jakimi borykały się w latach 1943-1945 polskie formacje wojskowe w ZSRR był brak doświadczonej kadry oficerskiej – zwłaszcza oficerów starszych. Jak wiadomo, znaczną ilość wziętych do niewoli w 1939r. przedwojennych polskich oficerów władze radzieckie kazały wymordować. Spośród tych, którzy przeżyli, większość opuściła Związek Radziecki z Armią Andersa. Nielicznymii oficerami pozostałymi w ZSRR byli głównie ci, którzy – z różnych przyczyn – „nie zdążyli do Andersa”, chorzy pozostawieni na terytorium ZSRR przez ewakuujące się Wojsko Polskie oraz niewielka grupa, która zdecydowała się pozostać na terytorium Związku Radzieckiego z własnej woli. Niedobór oficerów młodszych starano się zaspokoić  organizując kursy oficerskie i przyspieszone kursy chorążych dla przedwojennych podoficerów i żołnierzy posiadających lepsze wykształcenie, Jednak głównym źródłem oficerów dla nowoformowanych jednostek polskich musiała być Armia Czerwona. Jako pierwszych kierowano oficerów narodowości polskiej, Jednak nawet oficerów-Polaków nie przekazywano do dyspozycji polskiego dowództwa, jeżeli zajmowali odpowiednio ważne stanowiska lub po prostu byli dobrymi specjalistami w rzadkich dziedzinach. Szybko też okazało się, że to wciąż za mało – ze wzrostem liczebności polskich formacji braki oficerów stawały się palące. W związku z tym do WP zaczęto kierować oficerów innych narodowości (przy czym w pierwszej kolejności starano się znaleźć oficerów, którzy mieli jakąkolwiek styczność z językiem polskim – głównie Ukraińców i Białorusinów). Problem polegał jednak na tym, że Armia Czerwona – sama zaangażowana w wojnę – niechętnie oddawała doświadczonych dowódców. Nic dziwnego zatem, że do WP trafiało dużo oficerów, którzy dla Armii Czerwonej byli „problematyczni”, lub też ze względu na stan zdrowia lub inne przyczyny byli dla radzieckich sił zbrojnych „mniej wartościowi”. Przykładem oficera z tej ostatniej grupy może być pierwszy dowódca 18 Pułku Piechoty ppłk. Piotr Karpowicz.

W dostępnej literaturze polskojęzycznej – powstałej w czasach PRL – znaleźć można nieco informacji o tej postaci, opartych zarówno na dokumentacji archiwalnej z Centralnego Archiwum Wojskowego, jak i na wspomnieniach żołnierzy pułku. Co ciekawe, Piotr Karpowicz jawi się jako lubiany przez żołnierzy stary frontowiec, co więcej – dowódca kompetentny i nieskory do poświęcania swoich żołnierzy. Można to oczywiście odczytać jako propagandę, ale warto zwrócić uwagę, że np. autorzy pułkowych monografii nie byli tak łaskawi względem każdego z oficerów. Przykładowo, następca Karpowicza w 18pp, płk Ziarkowski nie zyskał sobie, mówiąc delikatnie, takiej przychylności historyków – Juliusz Malczewski w „Osiemnastym Kołobrzeskim”[1] nie zostawił na nim suchej nitki. Również dowódca 6DP – generał Szejpak – nie uzyskał wysokiej oceny w oczach dowódcy Armii, który parokrotnie dał temu wyraz w swych wspomnieniach.[2]

Jest jednak jedno źródło, z którego polscy autorzy, z powodu ograniczeń w dostępie, skorzystać w czasach PRL nie mogli – są to dawne archiwa radzieckie. W niniejszym artykule to właśnie w oparciu o radzieckie archiwalia postaram się przybliżyć postać pułkownika Karpowicza.

Niestety, pomimo podjętych starań, nie udało mi się uzyskać dostępu do teczki akt osobowych oficera. W związku z tym jedyne dokumenty, na których mogłem się oprzeć to trzy dostępne wnioski odznaczeniowe i dwa arkusze ewidencyjne oficera. Te ostanie oferują nam szereg podstawowych informacji o samym oficerze i skrócony przebieg jego służby, tworząc niejako „szkielet” historii, zaś dzięki wnioskom odznaczeniowym możemy bliżej przyjrzeć się określonym wycinkom jego wojennej drogi, co pozwala tchnąć w ów szkielet nieco życia. Pierwszy arkusz ewidencyjny został sporządzony w 1947r., po powrocie Karpowicza do ZSRR, przez Naczelnika 4 Oddziału Kadr Leningradzkiego Okręgu Wojskowego podpułkownika gwardii Fiłatowa i był uzupełniany aż do roku 1953. Drugi sporządzony został po przejściu pułkownika do rezerwy w 1953 roku przez pułkownika Szapowa, Komendanta Frunzewskego RWK w Leningradzie, i od chwili sporządzenia nie był aktualizowany. Jaka historia wyłania się z tych dokumentów?

Piotr Trofimowicz Karpowicz urodził się 20 grudnia 1896r. w Nowej Wsi w Rajonie Lubczańskim (od miejscowości Lubcza), wówczas w Obłasti Baranowickiej, w białoruskiej rodzinie chłopskiej. W 1915r. ukończył wyższą szkołę powszechną* w Nowogródku. Praktycznie bezpośrednio po ukończeniu szkoły – już w sierpniu 1915r. – trafił do wojska. Niestety dokumenty, do których udało mi się dotrzeć, nie precyzują czy zgłosił się na ochotnika, czy też kontynuowanie nauki uniemożliwiła mu mobilizacja. Wiadomo natomiast, że szybko trafił do oddziału szkolnego przy 174 Zapasowym Batalionie Marszowym. W tym też roku ukończył 2 Oranienbaumską Szkołę Chorążych. Służył w armii carskiej do sierpnia 1918r., zaś ostatnim piastowanym przez niego stanowiskiem było stanowisko dowódcy batalionu 765 pułku na Froncie Południowo-Zachodnim. Ta data zakończenia służby jest jednak dyskusyjna, gdyż ten sam arkusz ewidencyjny podaje, że do służby w Armii Czerwonej zgłosił się już 9 maja 1918r., zaś drugi podaje datę 10 czerwca 1918r. jako dzień rozpoczęcia służby w nowym wojsku. W żadnym z dokumentów odznaczeniowych niestety nie wskazano daty miesięcznej wstąpienia do Armii Czerwonej, wydaje się jednak, że data sierpniowa stanowi pomyłkę urzędniczą, data majowa może być datą zgłoszenia się do Rostowskiego RWK, zaś 10 czerwca to data objęcia pierwszego stanowiska w wojsku – Dowódcy Wojskowego na Wołost** Ilinsko-Chowańską w Ujeździe Rostowskim w Guberni Jarosławskiej w Moskiewskim Okręgu Wojskowym. Funkcję tę piastował do 30 grudnia, kiedy to mianowano go dowódcą kompanii w Jarosławskim Pułku Terytorialnym. Następnie, 1 maja 1920r., jako dowódca kompanii w 1 terytorialnym pułku strzeleckim 1 Terytorialnej Dywizji Strzeleckiej, znalazł się na Karelskim Odcinku Bojowym. Od 6 marca 1921r. pełnił podwójną funkcję w 93 i 81 pułkach strzeleckich (oba w składzie 11 Leningradzkiej Dywizji Strzeleckiej), gdzie był jednocześnie dowódcą kompanii i naczelnikiem szkoły pułkowej – trudno powiedzieć, czy był to efekt braku wykwalifikowanego personelu u czerwonych, czy poprostu dziwaczny rezultat demokratycznych porządków, które wówczas panowały w Armii Czerwonej. W każdym razie okres od sierpnia 1920r. do sierpnia 1922r. zapisany mu został jako udział w Wojnie Domowej na Przesmyku Karelskim, można jednak mieć wątpliwości co do wiarygodności tego zapisu. Dostępna dokumentacja odznaczeniowa niestety nie wspomina o jego udziale w wojnie domowej, zaś drugi arkusz ewidencyjny nie ma takiego zapisu – wprost przeciwnie, w odpowiedniej rubryce znajduje się informacja, że w Wojnie Domowej udziału nie brał. Można jednak założyć, że ten zapis to bład i Karpowicz rzeczywiście w wojnie uczestniczył. Według obu arkuszy ewidencyjnych podwójny przydział zachował zaskakująco długo, bo aż do września 1926r. 3 września tego roku trafił do szkoły „Wystrieł” w Moskwie, którą ukończył 25 sierpnia 1927r.

Po zakończeniu kursu powrócił do 11 Leningradzkiej Dywizji Strzeleckiej, tym razem do 31 pułku strzeleckiego na stanowisko dowódcy batalionu. Niecałe 3 lata później, 30 kwietnia 1930r. powołany został na stanowisko zastępcy dowódcy pułku do spraw gospodarczych w 2 pułku czołgów stacjonującym w Leningradzkim Okręgu Wojskowym. Tę funkcję piastował aż do 31 stycznia 1933r., kiedy to zwolniono go do rezerwy.

Niestety, żaden z dostępnych dokumentów nie podaje przyczyn, dla których nastąpiło przejście do rezerwy – nigdzie nie znalazłem podstawy prawnej. Nieprawdopodobnym wydaje się przeniesienie ze względu na wiek, w końcu 37 lat to nie tak dużo jak na zastępcę dowódcy pułku. Nie wydaje się też, żeby zadecydowały jakieś względy polityczne – Karpowicz wprawdzie członkiem WKP(b) wówczas nie był, ale z drugiej strony był uczestnikiem Wojny Domowej, ochotnikiem do Armii Czerwonej i chyba nienajgorszym dowódcą, o ile da się to wysnuć z wcześniejszego przebiegu służby. W związku z tym wydaje się, że zajść mogła jedna z trzech przyczyn – własna prośba lub stan zdrowia. O trzeciej możliwości – za chwilę.

Niewiele wiadomo o tym, co robił jako rezerwista. Prawdopodobnie już wtedy mieszkał w Leningradzie przy ul. Dostojewskiego 9/8, jednak o życiu zawodowym wspomina tylko późniejszy arkusz ewidencyjny – jego specjalność cywilna opisana jest jako „pracownik administracyjno-gospodarczy” – trudno orzec czy zapis ten dotyczy pracy po roku 1933, czy po 1953. Z kolei wcześniejszy dokument podaje, że nie posiadał żadnej specjalności cywilnej, jego status socjalny określając mianem „rolnik”. Wyjaśnienie tej zagadki może jednak okazać się bardziej prozaiczne, gdyż w obu kartach ewidencyjnych znalazł się zapis o wyroku – 5 lat łagru na podstawie zarzutów z zakresu „nadużycie władzy – zaniedbanie” i informacja o przedterminowym zwolnieniu w 1937r. Nie ma informacji, kiedy Karpowicz do łagru trafił, jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę, że z radzieckich obozów więźniów niezbyt szybko wypuszczano przed terminem, to można się domyślać, że skazany został już w 1933r. – wówczas wyrok kończyłby się w 1938r., więc data 1937 oznaczałaby wyjście rok przed terminem. Chociaż prawdopodobny moment skazania wypada przed czystką w wojsku, to nie należy zapominać, że były to mimo wszystko czasy terroru stalinowskiego i choć nie można wykluczyć, że Karpowicz faktycznie dopuścił się jakiegoś poważnego przestępstwa, możliwe jest także, że był jedną z wielu przypadkowych ofiar walki z „wrogami ludu”. W dalszym ciagu nieznane jednak pozostają jego losy po wyjściu na wolność, nawet jeżeli przyjmiemy, że początkowo przebywał na zesłaniu. We wcześniejszym arkuszu ewidencyjnym znajduje się dość enigmatyczna informacja o nienadaniu stopnia kapitana w 1940r. – bez dodatkowych informacji trudno tę wiadomość właściwie zinterpretować, czy choćby wysnuć jakiekolwiek wnioski o miejscu przebywania, jednak wniosek odznaczeniowy z grudnia 1941r. podaje stopień Karpowicza jako „kapitan”. Wiadomo natomiast, że w lecie 1941 roku przebywał już w Leningradzie, ponieważ 1 lipca 1941r. został zmobilizowany przez Frunzewski RWK w Leningradzie i skierowany na stanowisko dowódcy pułku – 7 i 8 – Frunzewskiej Dywizji Pospolitego Ruszenia. Jednak już we wrześniu trafił do rezerwy oficerskiej do 36 Zapasowej Brygady Strzeleckiej w Leningradzie i na następny przydział musiał czekać miesiąc, gdyż dopiero 9 października 1941r. mianowany został dowódcą batalionu 25 pułku strzeleckiego 44 dywizji strzeleckiej. Na tym stanowisku przebywał do 3 listopada, kiedy został ranny w obie ręce. Sporządzony 6 grudnia 1941r. wniosek odznaczeniowy na Order Czerwonej Gwiazdy zawiera dość dokładny opis okoliczności:

„Tow. Karpowicz w walkach o Kiszczkino pod Tichwinem [jako] dowódca 3 batalionu, dowodząc batalionem dał się poznać jako śmiały i zdecydowany dowódca. On sam, widząc zamieszanie w 1. Kompanii strzeleckiej pod silnym ogniem z moździeży, karabinów maszynowych i automatów poprowadził 1 kompanię do ataku i oczyścił ziemiankę z nieprzyjaciół.

Będąc dwukrotnie ciężko rannym, wydał niezbędne rozkazy i dopiero po tym, w ciężkim stanie został wyniesiony z pola walki.”

Co ciekawe, wniosek ten w odpowiedniej rubryce podaje, że Karpowicz był ranny trzykrotnie. Albo więc jest to jakaś pomyłka, albo musiał być ranny wcześniej. Wniosek ten przeszdł długą drogę, gdyż ostatecznie dopiero 5 sierpnia 1942 roku wydany został rozkaz, na mocy którego  odznaczenie zostało nadane.

Wniosek na Order Czerwonej Gwiazdy

Po wyniesieniu z pola walki kapitan Karpowicz trafił do szpitala ewakuacyjnego w mieście Czerepowiec, a 25 grudnia przeniesiono go do szpitala ewakuacyjnego nr 3591. Po opuszczeniu szpitala 17 lutego 1942r. został dowódcą batalionu w 107 zapasowym pułku strzeleckim 30 Zapasowej Brygady Strzeleckiej w Moskiewskim Okręgu Wojskowym. Stanowisko to piastował do 9 maja, kiedy ponownie trafił do szpitala ewakuacyjnego nr 2031 (Późniejszy arkusz podaje nr 2081) – tym razem z powodu zachorowania na tyfus. Spędziwszy w szpitalu prawie dwa miesiące, objął stanowisko zastępcy dowódcy pułku do spraw liniowych w 3593 zapasowym pułku strzeleckim 30 Zapasowej Brygady Strzeleckiej. Tam też, 22 maja 1943r. otrzymał awans na majora. We wrześniu tego roku został kandydatem na członka WKP(b), a 4 sierpnia tegoż roku, dowódca pułku sporządził wniosek odznaczeniowy, w którym wnosił o odznaczenie majora Karpowicza medalem „Za zasługi bojowe”:

„Tow. KORPOWICZ [pisownia oryginalna] pracując jako zastępca dowódcy pułku dołożył wielu starań by zapewnić normalne warunki dla przygotowania bojowego dowódców i żołnierzy. Pod jego przewodnioctwem wyposażono pola szkoleniowe i zgromadzono pomoce naukowe. Dąży do przekazania posiadanej wiedzy swoim podkomendnym.

Za sumienną pracę, wzorową organizację przygotowania bojowego, zorganizowanie dobrej bazy materialnej zasługuje na państwowe odznaczenie – medal „Za zasługi bojowe”.”

Wniosek na Medal “Za zasługi bojowe”
Odwrotna strona wniosku z rekomendacja zmiany odznaczenia na Order “Znak Honoru”.

4 sierpnia 1943r. zastępca dowódcy wojsk Moskiewskiego Okręgu Wojskowego, generał-lejtnant Sokołow zadecydował o zmianie odznaczenia na Order „Znak Honoru”, będący raczej odznaczeniem cywilnym, ale z całą pewnością wyższym niż medal „Za zasługi bojowe”. Jednak sam Karpowicz musiał na order trochę poczekać, bo aż do 12 listopada 1943r. W tym czasie już od dwóch miesięcy był dowódcą 10 zapasowego pułku strzeleckiego 1 Gorkowskiej Dywizji Zapasowej w Moskiewskim Okręgu Wojskowym. Stanowisko to pełnił do 27 maja 1944r. Warto zwrócić uwagę, że – bądź, co bądź – doświadczony dowódca zajmował wprawdzie dość wysokie stanowiska, ale jednak w jednostkach zapasowych. Choć nie ma na temat przyczyn takiego stanu rzeczy żadnej wzmianki w dostępnych dokumentach, to znając wojenną praktykę radziecką, polegającej na obsadzaniu stanowisk w jednostkach szkolnych i zapasowych oficerami zakwalifikowanymi jako niezdolni do służby liniowej, można domyślać się, że taką kwalifikację otrzymał również Karpowicz – długoletnia służba wojskowa, pobyt w łagrze, rany i choroba nie mogły pozostać bez wpływu na zdrowie oficera. Prawdopodobnie zatem błąkałby się po kolejnych pułkach zapasowych i szkołach wojskowych do końca wojny, gdyby nie chroniczny brak kadry oficerskiej w Wojsku Polskim. Trudno powiedzieć, czy zadecydował fakt pochodzenia z terenów zamieszkanych w znacznej mierze przez ludność polską, czy może chociaż podstawowa znajomość języka polskiego***, czy po prostu nie było specjalnie pomysłu na dalszą karierę czterdziestoośmioletniego majora, ale 3 czerwca 1944r. został Karpowicz dowódcą Samodzielnego Polskiego Zapasowego Pułku Piechoty, by już miesiąc później zostać dowódcą 18 pułku piechoty 6 Dywizji Piechoty 1AWP. Już jako polski oficer otrzymał 1 grudnia 1944r. awans na podpułkownika, a w lutym 1945r., po walkach na Wale Pomorskim, został przez dowódcę dywizji gen. Szejpaka przedstawiony  do odznaczenia Orderem Wojny Ojczyźnianej I klasy:

„Podpułkownik Karpowicz w walkach o Rederitz [obecnie Nadarzyce] i o obóz jeniecki dał się poznać jako śmiały, zdecydowany i odważny dowódca pułku. Bezposrednio kierował walką o wymienione [wyżej] punkty, znajdując się w szeregach piechoty osiągnął dobre rezultaty. Niezważając na przeważające siły przeciwnika w sile i technice i na silny ogień artyleryjsko-moździeżowy i ogień karabinów maszynowych zagrzewał żołnierzy do bohaterskich czynów, samemu służąc przykładem nieustraszoności, z minimalnymi stratami dla pułku zdobył te punkty. Przy czym przy zajęciu koszar szkoły artylerii, zdobyto sztandar pułkowy szkoły, trzy składy i uwolniono z obozu jenieckiego ponad 2000 jeńców – oficerów i żołnierzy polskich, rosyjskich, angielskich, amerykańskich i innych.

Za męstwo, odwagę i fachowe dowodzenie pułkiem podpułkownik KARPOWICZ zasługuje na państwowe odznaczenie – Order Wojny Ojczyźnianej I klasy.”

Wniosek na Order Wojny Ojczyźnianej za walki na Wale Pomorskim.

Karpowicz przeszedł z 18 pułkiem piechoty aż do Kołobrzegu kiedy to, ze względu na problemy zdrowotne (ponoć natury kardiologicznej) trafił do szpitala. Co ciekawe, w żadnym z arkuszy ewidencyjnych pobyt w szpitalu nie został odnotowany. Ponieważ pod jego nieobecność dowódcą 18pp mianowano płk. Ziarkowskiego, Karpowicz po wyjściu ze szpitala w marcu otrzymał stanowisko dowódcy 16 pp – również z 6DP – zastępując pełniącego od 19 lutego obowiązki dowódcy mjr. Diergunowa. 4 maja 1945r.**** został z kolei skierowany na stanowisko dowódcy 3 pułku zapasowego 1AWP, gdzie 7 maja 1946r. otrzymał awans na pułkownika. Trzy miesiące później objął stanowisko dowódcy 11pp stacjonującego w Kaliszu. Pułkiem tym dowodził do maja 1947r., kiedy to powrócił do ZSRR. Brak jest informacji o przyczynach, prawdopodobnie jednak stało się tak w wyniku własnej prośby Karpowicza. Co prawda w tym czasie jeszcze starano się w miarę możliwości zastępować oficerów radzieckich oficerami polskimi (powracającymi z niewoli lub zagranicy oficerami przedwojennymi lub dokształcanymi na bieżąco młodymi oficerami pochodzącymi z 1 i 2 AWP), ale radzieckie dowództwo niechętnie reagowało na sugestie zmniejszania ilości oficerów radzieckich w WP.

Początkowo nie było dla niego przydziałów, gdyż pozostawał w rezerwie Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych aż do listopada. Dopiero 6 listopada otrzymał stanowisko naczelnika 5 oddziału Nowogrodzkiego OWK, które piastował do końca sierpnia 1950r. W międzyczasie, 25 września 1948r., otrzymał uznanie stopnia pułkownika (awans otrzymał tylko w WP), z zachowaniem daty uzyskania stopnia 7 maja 1946r. W 1949r. przyjęto go też ostatecznie do partii – nie wiadomo czy długi (6 lat!) staż kandydacki spowodowany był służbą w WP, czy też raczej wątpliwościami wobec byłego skazańca.

31 sierpnia skierowano go na stanowisko wykładowcy przygotowania ogólnowojskowego Katedry Wojskowej przy Lenigradzkiej Akademi Techniki Leśnej (LLTA) im. Kirowa – skądinnąd uczelni, której historia sięga początków XIXw., a która pod zmienioną nazwą, choć z tym samym patronem działa do dziś.

Płk. Karpowicz, ok. 1953r.

Stanowisko wykładowcy na LLTA zachował do kwietnia 1953r., kiedy skierowano go do dyspozycji dowódcy wojsk Leningradzkiego Okręgu Wojskowego. Dwa miesiące później zwolniono go do rezerwy w związku z osiągnieciem limitu wieku. Granica wieku emerytalnego dla pułkowników była wówczas ustalona na 50-55 lat, toteż Karpowicz, w wieku lat 57 granicę tę i tak już wówczas przekroczył. Można też domniemywać, że o zwolnieniu do rezerwy zadecydowały czynniki ekonomiczne – w 1953r. Karpowicz kończył 25 rok służby. Oznaczało to, że jego dowódca powinien złożyć wniosek o nadanie kolejnego odznaczenia za wysługę lat – w tym wypadku byłby to Order Lenina. Abstrahując od kosztów samego odznaczenia (wykonanego ze złota i platyny), odznaczonym przysługiwał jeszcze wówczas szereg przywilejów. Było zatem dość powszechną praktyką „wypychanie” do rezerwy oficerów, którym taki order by przysługiwał. Aby uniknąć takich problemów, pod koniec lat 50. Zaprzestano nadawania odznaczeń bojowych za wysługę lat wprowadzając specjalne odznaczenia, z którymi nie wiązały się żadne korzyści.

Na temat dalszych losów pułkownika Karpowicza niestety brak danych. Z późniejszego arkusza ewidencyjnego wywnioskować można, że nie był wzywany na żadne ćwiczenia rezerwistów. Znajduje się tam również wpisana ołówkiem (a zatem uznana za tymczasową) informacja, że został emerytem. Jednak w ZSRR niewielu emerytów wojskowych rezygnowało z podjęcia dalszej pracy. W arkuszach nie odnotowano też daty śmierci, ale fakt, że nie udało się znaleźć informacji o nadaniu Orderu Wojny Ojczyźnianej w 1985r.***** wskazuje, że musiał umrzeć przed tym rokiem. W żadnym z dokumentów nie odnotowano też co prawda nadań medali jubileuszowych w latach 1958, 1965, 1968 i później, ale też uzupełnianie arkuszy ewidencyjnnych dla oficerów rezerwy nie wzywanych ponownie do służby nie było powszechną praktyką. Wiadomo natomiast, że bezposrednio po przejściu do rezerwy mieszkał w Leningradzie – świadczy o tym zarówno wpisany w obu arkuszach adres, jak i fakt, że drugą kartę sporządzono we Frunzewskim RWK w Leningradzie i na ewidencję tego komisariatu został wpisany.

Z arkuszy da się także odtworzyć listę posiadanych odznaczeń – niestety aktualną tylko do 1953r.

Odznaczenia radzieckie:

– Order Czerwonego Sztandaru – nadany prawdopodobnie za wysługę lat (20) w 1947 lub 1948r.

– Order Wojny Ojczyźnianej I klasy – nadany 19.03.1945r.;

– Order Znaku Honoru – nadany 12.11.1943r.;

– Order Czerwonej Gwiazdy – nadany 05.08.1942r.;

– Order Czerwonej Gwiazdy – nadany 03.11.1944r. (a więc już w trakcie służby w 18pp) za wysługę lat (15);

– Medal „Za Obronę Leningradu” – 1944;

– Medal „Za Zwycięstwo nad Niemcami w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej 1941-1945”;

– Medal „Za Wyzwolenie Warszawy”;

– Medal „Za Zdobycie Berlina”;

– Medal „30 lat radzieckiej armii i marynarki wojennej”.

Odznaczenia Polskie:

– Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari – nadany w 1946r.;

– Krzyż Walecznych – nadany w 1945r.;

– Srebrny Krzyż Zasługi – w 1945r.;

– Srebrny Krzyż Zasługi – w 1946r.;

– Srebrny Krzyż Zasługi – w 1946r.prawdopodobnie na podstawie rozkazu NDWP nr 54 z 23.02.1946r.

– Medal „Za Warszawę”;

– Medal „Za Odrę, Nysę, Bałtyk”;

– Medal Zwycięstwa i Wolności – w obu arkuszach opisany jako medal „Za zwycięstwo nad Niemcami”;

– Odznaka Grunwaldzka.

Akt nadania medalu “Za obronę Leningradu, mjr. Karpowicz wymieniony na pierwszej pozycji. Dokument wystawiony w Marcu 1944r. w 30. Brygadzie Zapasowej.

Z dodatkowych informacji, które dają nam dostępne dokumenty wynika, że około roku 1925 Piotr Karpowicz ożenił się z urodzoną w 1902r. Anną Wasiliewną Makiną. W 1926r. urodził im się syn Wiktor, który prawdopodobnie w czasie drugiej wojny światowej służył jako radiooperator we Flocie Bałtyckiej i w 1945r. odznaczony został medalem Nachimowa******.

Oba arkusze ewidencyjne podają także, że Karpowicz przebywał za granicą – w Polsce w składzie Wojska Polskiego.

Z dostępnych dokumentów wyłania się obraz zdolnego oficera, który najwyraźniej sprawdzał się na każdym powierzonym stanowisku – jako dowódca batalionu osobiście prowadzący żołnierzy do walki, jako oficer w jednostce zapasowej z równym oddaniem przygotowujący bazę szkoleniową czy wreszcie jako dowódca pułku zaangażowanego bezpośrednio w ciężkie starcia. Niewątpliwie praktycznie całe dorosłe życie poświęcił Karpowicz karierze wojskowej – najpierw w Armii Carskiej, później w Armii Czerwonej. Brał udział w trzech wojnach, otrzymał wiele odznaczeń i ostatecznie przekazał swoje doświadczenia innym, już jako wykładowca. Jednocześnie trudno powiedzieć, że był to człowiek bez skazy – fakt, że skazany został w latach stalinowskiego terroru nie znaczy wcale, że wyrok musiał być bezzasadny. Niestety, dostępny materiał nie pozwala stwierdzić czy rzeczywiście cieszył się sympatią i szacunkiem podwładnych. Tu odpowiedzi pośredniej mogłyby dostarczyć akta oficera, do których niestety nieprędko możliwy będzie dostęp, oraz oczywiście wspomnienia żołnierzy pułku. Tych jednak z każdym rokiem pozostaje coraz mniej.

Autor: Kamil Szustak

* Wyższa Szkoła Powszechna – w przedrewolucyjnej Rosji stopień szkoły podstawowej przygotowujący do kontynuowania nauki w szkole średniej. Do WSP można było trafić po zakończeniu Szkoły powszechnej, obejmujacej klasy 1-4, nauka w WSP trwała również 4 lata.

** Wołost – włość, w Rosji od XVIII w. Najniższa jednostka administracyjna, zniesiona w 1929r. Odpowiednik polskiej gminy.

***Nie ma o niej słowa w arkuszach ewidencyjnych, ale wiele wskazuje na to, że to znów błędna informacja – choćby fakt, ze każdy oficer WP musiał uczęszczać na kursy języka polskiego, jeśli go nie znał wcześniej. Pamiętać także należy, że dorastając w rejonie zamieszkałym w dużym stopniu przez ludność polską, oraz ucząc się w Nowogródku (nawet w szkole rosyjskiej) musiał sie z językiem polskim zetknąć niejednokrotnie.

****Według polskich autorów Karpowicz miał opuścić 16pp już w kwietniu. W monografii 6DP autorstwa Adolfa Stachuli pada nawet data 4 maja. Późniejszy arkusz ewidencyjny podaje datę „05.1945”, jeżeli zatem data z pierwszego arkusza jest błędna, to ta data może być zwykłym powieleniem błędu.

*****W 1985r., w czterdziestą rocznicę zwycięstwa Przyznano specjalne, jubileuszowe Ordery Wojny Ojczyźnianej wszystkim obywatelom ZSRR – uczestnikom działań wojennych. Ordery I klasy miały być nadane wszystkim weteranom, którzy brali bezpośredni udział w walkach i uzyskali odznaczenia bojowe (minimum Medal „Za zasługi bojowe”) lub odnieśli rany. Ordery II klasy miały być nadawane weteranom, którzy odznaczeń bojowych nie otrzymali lub w czasie wojny byli w służbach tyłowych. W praktyce zasad tych nie przestrzegano zbyt rygorystycznie. Nowe ordery wizualnie nie różniły się od standardowych, ale charakteryzowały się uproszczoną, jednoczęściową konstrukcją, zaś do ich wykonania nie użyto metali szlachetnych.

******Osoba o której mowa to urodzony w 1926r. matros Wiktor Pietrowicz Karpowicz, pochodzący z Leningradu. Nie udało mi się potwierdzić czy to napewno syn akurat tego Piotra Karpowicza, ale zgodność danych jest na tyle duża, że zbieg okoliczności jest mało prawdopodobny.


[1] Juliusz Malczewski, Osiemnasty Kołobrzeski. Z dziejów 18 Kołobrzeskiego pułku piechoty, Warszawa 1974r.

[2] Stanisław Popławski, Towarzysze Frontowych Dróg, Warszawa 1970r.

SUMMARY

This text is an attempt on re-constructing the biography of the 1st commander of the 18th Infantry Regiment – col. Petr Karpovich, based on the documents obtained from the Soviet military archives.

Nietypowy projekt rekonstrukcyjny, albo jak zostałem radzieckim oficerem

Na początku marca 2017 roku dostałem dość nietypową prośbę ze strony zastępcy dyrektora zaprzyjaźnionego z naszą grupą Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku w Jaworzynie Śląskiej. Dla celów promocyjnych oraz jako urozmaicenie spotkania grupy instagramerów „Wroclovers” pojawił się pomysł nietypowej prezentacji części obiektów Fundacji Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska, w tym Młyna Hilberta w Dzierżoniowie. Jako że muzeum dysponuje egzemplarzem protokołu przekazania młyna władzom polskim przez Północną Grupę Wojsk Armii Radzieckiej, pomysł polegał na odtworzeniu tego wydarzenia. Prośba brzmiała więc: załatw mundury dla strony radzieckiej na 25 marca.

Na codzień nie zajmuję się odtwarzaniem radzieckich formacji, ale lata kolekcjonowania radzieckich mundurów pozostawiły mi spory zasób „kostiumologiczny”. Potraktowałem więc tę prośbę jako lekkie wyzwanie.

Wspomniany już protokół stanowił dobre źródło podstawowych informacji. Przekazanie młyna miało miejsce 26 lipca 1951r., do tego czasu obiektem zarządzała jednostka wojskowa nr 08617, którą dowodził pułkownik słuzby kwatermistrzowskiej Nacwałow, sam jednak, jak wynikało z dokumentu, przy przekazaniu obecny nie był. Obecnych za to było trzech oficerów z jednostki, którzy złożyli pod protokołem swoje podpisy: podpułkownik służby kwatermistrzowskiej M. I. Kuźmin, kapitan gwardii S. A. Gaszunin i młodszy lejtnant służby kwatermistrzowskiej M. S. Miercałow. Potrzeba było więc odtworzyć sylwetki trzech konkretnych oficerów Armii Radzieckiej z połowy roku 1951.

Pierwszą zatem rzeczą, którą należało było zrobić, było przygotowanie odpowiednich mundurów. W 1951r. w zasadzie poza wojskami lotniczymi i pancernymi obowiązywały mundury wz.43. Tu mieliśmy do czynienia z jednostką gospodarczą, toteż nie trzeba się było przejmować wyjątkami, ale powstawał nowy problem – w służbie kwatermistrzowskiej funkcjonowały węższe pagony niż w jednostkach wypowo bojowych.Gaszunin nie miał w dokumencie zapisanego stopnia kwatermistrzowskiego, więc mógł posiadać normalne, szerokie pagony, w dalszym ciągu jednak potrzebne były dwa mundury zaopatrzone w węższe naramienniki. Fakt, że przekazanie było sprawą oficjalną (ale niekoniecznie uroczystą) wskazywał, że prawidłowe będzie użycie mundurów służbowych. Zasadniczo mundur służbowy oficera w owym czasie składał się z kurtki mundurowej (ros. kitiel) ze stójką wz.43 lub gimnastiorki oficerskiej wz.43 z pagonami w pełnych barwach i z baretkami odznaczeń, granatowych bryczesów z oficerkami oraz czapki okrągłej w pełnych barwach. Analiza zdjęć pokazuje jednak, że częste były odejścia od normy – używanie polowych bryczesów w „kolorze ochronnym”, stosowanie polowych pagonów i czapek oraz noszenie na mundurze odznaczeń zamiast baretek. Dysponowałem akurat trzema kurtkami wz.43, jednak był problem z dopasowaniem rozmiarów do modeli. Miało nas być trzech: pan Arnold Kordasiewicz z Muzeum Miejskiego w Dzierżoniowie w roli podpułkownika Kuźmina, pan Maciej Mądry, zastępca dyrektora Muzeum w Jaworzynie Śląskiej w roli kapitana gwardii Gaszunina i ja jako najmłodszy stopniem młodszy lejtnant Miercałow. Niestety, dopasowane kurtki były tylko dwie – dla „podpułkownika” i „młodszego lejtnanta”. Uznałem zatem, że skoro kapitan będzie występował w gimnastiorce (akurat dysponował własnym radzieckim mundurem młodszego oficera), to i młodszemu lejtnantowi nie wypada świecić wielkimi złotymi guzikami. W efekcie oficer starszy wystąpił w bardziej eleganckim mundurze, a oficerowie młodsi zadowolić się musieli mniej „wyjściowymi” gimnastiorkami. Na podpułkownika udało się dopasować kurtkę starszego oficera służby sprawiedliwości, w związku z czym nie było potrzeby wymiany pagonów (były identyczne jak w służbie kwatermistrzowskiej) oraz granatowe bryczesy oficerskie. Trochę większy problem był z czapką, gdyż oryginalna wojenna czapka z „łopatokształtnym” daszkiem okazała się za mała, udało się jednak dopasować czapkę z końca lat 50. Z daszkiem okrągłym, która zresztą była bardziej prawdopodobna w 1951r., kiedy to daszki „łopatokształtne” widywało się już dość rzadko. Całości dopełnił pas oficerski i pamiętające lata 50. oficerki z lakierowanej skóry (co prawda w służbach tyłowych raczej wydawano jedynie oficerki juchtowe, ale oficer miał prawo sobie zakupić buty za własne pieniądze) Dla siebie dobrałem gimnastiorkę oficerską z lat 50. Z mosiężnymi guzikami, dopasowane kolorystycznie bryczesy i czapkę już wprawdzie z lat 60., ale nieróżniącą się od stosowanych wówczas. Trochę problemów sprawiło mi znalezienie właściwych pagonów, przypomniałem sobie jednak o kupionych pod kątem innego projektu replikach pagonów młodszego oficera milicji wz.44. Wymiary miały odpowiednie, kolor pola również, uznałem zaś, że na zdjęciach czarno-białych nie będzie widać, że lamówki i prześwity są granatowe.

Drugim etapem przygotowań był dobór odpowiednich baretek i odznak. Na zrobienie dokładnych badań na temat tych trzech oficerów nie starczyło czasu ani… pieniędzy, cały projekt bowiem przygotowywałem nieodpłatnie. Udało mi się jednak przeprowadzić skrócone badania na bazie wojennego materiału odznaczeniowego, które przyniosły garść informacji o dwóch spośród trzech oficerów.

Pułkownik służby kwatermistrzowskiej Michaił Iwanowicz Kuźmin urodził sie w 1910r. i wstąpił do Armii Czerwonej w roku 1932. W czasie wojny odznaczony był medalem „Za odwagę”. Prawdopodobnie też, podobnie jak jego zwierzchnik, pułkownik Nacwałow, w czasie wojny walczył na kierunku berlińskim, zatem z braku informacji o odznaczeniu innymi medalami kampanijnymi zdecydowałem się dołożyć do zestawu baretek medale „Za zdobycie Berlina” i „Za zwycięstwo nad Niemcami”. Z okresu służby wynikałoby także, że w 1951r. służył w wojsku już 19 lat, zatem powinien dostać odpowiednie odznaczenia za wysługę lat: medal „Za zasługi bojowe” za 10 oraz Order Czerwonej Gwiazdy za 15. Całość uzupełniłem medalem „30 lat Radzieckiej Armii i Marynarki” nadawanym w 1948r., co dało zestaw sześciu baretek.

Kapitan gwardii Siergiej Afanasijewicz Gaszunin urodził się w 1918r., a w Armii Czerwonej służył od 1939r. i odznaczony został dwoma Orderami Czerwonej Gwiazdy oraz medalem „Za zasługi bojowe” (ten ostatni dogonił go z pięcioletnim opóźnieniem, w 1948r.). Brak było informacji o medalach kampanijnych, założyłem więc, ze jako wojenny oficer służby samochodowej mógł żadnego nie dostać. Całość wymagała tylko uzupełnienia baretką medalu „Za zwycięstwo nad Niemcami” i „30 lat Radzieckiej Armii i Marynarki”. Przy standardowym wówczas 1-2 letnim opóźnieniu w nadawaniu odznaczeń za wysługę lat, uznałem, że drugiego medalu „Za zasługi bojowe” mógł w 1951r. jeszcze nie otrzymać. Ponieważ Gaszunin miał stopień gwardyjski już w czasie wojny, całości dopełniła odznaka gwardyjska z lekko obtłuczoną emalią.

Z młodszym lejtnantem Miercałowem sprawa była już o wiele trudniejsza. Młodszy lejtnant to mógł być albo wyjątkowo mało zdolny absolwent szkoły oficerskiej (a takiego by raczej za granicę nie wysłano) albo wojenny szeregowiec lub podoficer, absolwent wojennych lub wczesnopowojennych kursów młodszych lejtnantów. Mając do dyspozycji jedynie dość popularne nazwisko, inicjały i stopień napewno nadany później niż jakiekolwiek odznaczenia bojowe mogłem conajwyżej zgadywać. Postanowiłem więc tę postać stworzyć niejako od zera. Zdecydowałem się na podoficera z „późnych roczników” (1925-27), który miał za sobą służbę w jednostkach tyłowych, w której wykazał się na tyle, że trafił na kursy oficerskie, ale nie na tyle, żeby go obwieszono orderami jak choinkę. Założyłem też, że jak wielu oficerów w PGW przeszedł w czasie wojny przez terytorium Polski w kierunku Niemiec. Taki zmobilizowany pod koniec wojny żołnierz nie miałby za sobą w 1951r. nawet 10 lat służby, mógłby się jednak wykazać na tyle, by najniższe odznaczenie bojowe – medal „Za zasługi bojowe” otrzymać. Dalej naturalne byłyby oczywiście medale „Za zwycięstwo nad Niemcami” i „Za zdobycie Berlina”. Niestety zabrakło mi już baretek medalu „30 lat Radzieckiej Armii i Marynarki”, jednak zdarzało się, że przyznawano je z kilkuletnim opóźnieniem, toteż uznałem – nie bezpodstawnie – że niższy oficer mógł zostać w 1948r. przeoczony. Jako „smaczek” dodałem zegarek kieszonkowy – taka „pamiątka z wojny”.

Jako ciekawostkę na koniec dodam, że szukając pagonów natknąłem sie na dnie pudła na zapomniany… portret Stalina. Cóż, nie da się ukryć, że ten „gadżet” – w 1951 roku wciąż jeszcze obowiązkowy element wystroju wnętrz wszelkich radzieckich instytucji – wzbogacił nieco zdjęcia wewnątrz budynku.

Zdjęcia można zobaczyć w materiałach promocyjnych młyna, do którego zwiedzania chciałbym przy okazji gorąco zachęcić – praktycznie całe wyposażenie stanowią maszyny produkcji przedwojennej.

Więcej zdjęć można także zobaczyć na profilu facebookowym Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku w Jaworzynie Śląskiej.

Zdjęcia: Mikolajczyk Photography

Autor: Kamil Szustak

Krzyż Zasługi – z czym to się je?

Starszy sierżant WP odznaczony m.in. Brązowym Krzyżem Zasługi, ok. 1945-1948r. (przypuszczalnie st. sierż. pchor. Stanisław Rapacewicz, choć nie ma pewności co do tego).

Do napisania tego artykułu skłonił mnie częściowo trudny do uzasadnienia sentyment do tego odznaczenia, częściowo zgromadzone materiały (choć ten powód wynika bezpośrednio z pierwszego), a częściowo dziwne przypadki stosowania Krzyży Zasługi  przez rekonstruktorów dostrzeżone bądź to osobiście, bądź też na zdjęciach. Jako osoba w niewielkim stopniu zainteresowana poszukiwaniem nowych wariantów i odmian, niewiele miejsca poświęcę samemu odznaczeniu, bardziej skupiając się na tym, za co mógł być ów krzyż nadany – zarówno w teorii (opierając się na aktach prawnych) jak i w praktyce (opierając się na konkretnych przypadkach odznaczeń). Historię Krzyża zasługi postaram się przedstawić od chwili jego ustanowienia do czasów współczesnych.

                Krzyż Zasługi ustanowiono jako odznaczenie trójklasowe na mocy ustawy z dnia 23 czerwca 1923r. Jakkolwiek od początku w polskim systemie odznaczeń postrzegano krzyże jako osobną względem orderów i medali kategorię odznaczeń, nawet w oficjalnych dokumentach możemy znaleźć sformułowanie „Order Krzyża Zasługi”. Chociaż była to nazwa niepoprawna, przewija się w dokumentach przez cały okres przedwojenny, ale także w czasie wojny. Na terytorium Polski nazwa ta zanikła wkrótce po wojnie – ostatnimi znanymi mi dokumentami, na których występuje są zaświadczenia tymczasowe o odznaczeniu z 1946r., w wersji na której widniała formułka „odznaczony orderem, medalem” najczęściej w przypadku Krzyży Zasługi wykreślano „medalem”.

Odcinek z 1934r. potwierdzający uiszczenie opłaty za wydanie odznaki Krzyża Zasługi. Warto zauważyć, ze choć jest to dokument państwowy, to występuje na nim niezbyt poprawne określenie “Order Krzyża Zasługi”.

Choć Krzyż zasługi w różnych formach przetrwał wszelkie zmiany polityczne i funkcjonuje w polskim systemie odznaczeń nieprzerwanie od chwili wprowadzenia, zasady nadawania odznaczenia, wynikające z jego otrzymania przywileje oraz prestiż samego Krzyża zmieniały się kilkukrotnie, w zależności od sytuacji politycznej.

I. OKRES II RZECZYPOSPOLITEJ

                Wspomniana wcześniej ustawa z 1923r. określała zasady nadawania Krzyża Zasługi. W zamyśle miało to być odznaczenie prestiżowe, choć zakres zasług za jakie przysługiwał określony był dość ogólnie – miał być nadawany osobom, które po 1918r. wyróżniły się, wychodząc poza zakres swych obowiązków – w pracy dla kraju i społeczeństwa. Mógł być nadany zarówno cywilom, jak i wojskowym. Przewidziany był głównie jako odznaczenie dla urzędników państwowych, ale nadawano go także osobom prywatnym za szczególne zasługi.

Zgodnie z ustawą, Krzyż mógł być jednej osobie nadany maksymalnie po 4 razy w każdej klasie, przy czym klasa Krzyża zależała od posiadanego stopnia lub piastowanego urzędu, toteż trudno byłoby znaleźć osobę, która została odznaczona kilkoma klasami krzyża, w każdej więcej niż raz. Wpływ na to miał też fakt, że dana osoba mogła być ponownie odznaczona Krzyżem dopiero po upływie minimum roku od poprzedniego nadania. Złoty Krzyż Zasługi nadawany był przez Prezydenta RP na wniosek Prezesa Rady Ministrów, a Srebrny i Brązowy – przez Prezesa Rady Ministrów na wniosek poszczególnych ministrów. Stąd też wnioski odznaczeniowe na krzyż srebrny i brązowy kierowano do ministerstw, a na złoty – do Premiera.

Jak już wspomniano, Krzyż Zasługi miał być odznaczeniem prestiżowym, toteż w początkowym okresie nadawano je nader oszczędnie. Podczas pierwszego grupowego odznaczenia w Listopadzie 1923r. nie przyznano ani jednego Złotego Krzyża Zasługi, Srebrnych nadano mniej niż 30, a Brązowych – 41. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że następna partia odznaczonych odebrała nadania dopiero w marcu 1924r.,jasnym staje się, że liczba odznaczonych rosła powoli. Odznaczenie niosło ze sobą pewne przywileje – oprócz przysługującego w różnych okresach dodatku do emerytury lub pensji, osobom odznaczonym w Polsce Międzywojennej przysługiwało czynne prawo wyborcze do Senatu. W wojsku nadanie Krzyża Zasługi zapewniało awans o jeden stopień, o ile był wolny etat lub nie wiązało się to cze zmianą funkcji żołnierza. Podobny mechanizm funkcjonował również w przypadku urzędników państwowych, których w miarę możliwości przesuwano do wyższej kategorii zaszeregowania.

                W 1937 roku doprecyzowano zasady przyznawania Krzyża Zasługi określając ściśle komu którą klasę można było nadać. I tak np. w wojsku Brązowy Krzyż Zasługi mógł być nadany nawet szeregowcom i podoficerom, ale już do odznaczenia Srebrnym Krzyżem mógł być przedstawiony posiadacz stopnia oficerskiego  – oficer młodszy lub major, a do odznaczenia Złotym Krzyżem Zasługi – co najmniej podpułkownik. Dla urzędników wprowadzono identyczne ograniczenia  – według stopnia służbowego odpowiadającego w tabeli. Tylko w przypadku osób prywatnych – odznaczanych za pracę społeczną lub inne wybitne zasługi niezwiązane ze służbą państwową pozostawiono dowolność w ocenie należnej klasy odznaczenia. Obostrzenia te spowodowały wprawdzie zniknięcie wyjątków (gdzie np. sierżantowi nadano Srebrny Krzyż Zasługi), ale z drugiej strony od tego czasu liczba nadań Krzyży zasługi wzrosła lawinowo – spośród 151 034 Krzyży Zasługi nadanych w latach 1923-1939 prawie 110 000 nadań przypada na ostatnie dwa lata przed wojną. Znane są z tego okresu przypadki przyznawania Krzyża zasługi wiernym podwładnym na wniosek odchodzących dyrektorów, a nawet przypadki z pogranicza korupcji – „kupowania” odznaczeń. Pamiętać jednak należy, że w tym czasie  miała miejsce aneksja Zaolzia i towarzyszące jej działania zarówno wojskowych, jak i pracowników administracji. Także wówczas toczyła sie stopniowa modernizacja armii, co musiało zaowocować większą ilością nadanych odznaczeń państwowych. Niewątpliwie jednak umasowienie Krzyża Zasługi owocowało spadkiem prestiżu tego odznaczenia.

                W Początkowym okresie starano się nadawać krzyże za osiągnięcia naprawdę wybitne, przede wszystkim za konkretne dokonania. Stopniowo jednak zwiększała się ilość nadań „Za całokształt pracy”. Przykładem takiego nadania może być załączony wniosek na Złoty Krzyż Zasługi z czerwca 1939r. dla byłego „Belniaka”, dziennikarza i działacza organizacji kombatanckich Henryka Przyborowskiego. W tym jednak przypadku prawdopodobnie o przedstawieniu do odznaczenia decydowała także legionowa przeszłość – wszak Legiony były wtedy „na topie”. Wniosek ten posiada cechę charakterystyczną dla wielu cywilnych odznaczeń „za całokształt” – zarówno przed jak i po wojnie – właściwie trudno określić za co konkretnie miał być przyznany ów Krzyż Zasługi, jednak laudacja na cześć przedstawianego brzmi na tyle dobrze, że kompetentnym władzom nie wypada odmówić (choć z drugiej strony – w okresach wzmożonych nadań Krzyży zasługi, takich jak koniec lat 30. czy druga połowa okresu powojennego – prawdopodobnie poza organizacją wysyłającą wnioski nikt ich dokładnie nie czytał).

Wniosek na Złoty KZ dla Henryka Przyborowskiego.

I jego odwrotna strona.

                Za osobne odznaczenie uznać należy ustanowiony rozporządzeniem Prezydenta RP z 7 Marca 1928r. jednoklasowy Krzyż Zasługi za Dzielność. Krzyż ten powstał jako odznaczenie bojowe dla funkcjonariuszy  innych niż Wojsko Polskie służb mundurowych – policjantów, pograniczników czy celników, którzy, mimo dokonywania bohaterskich czynów z narażeniem życia nie mogli otrzymać większości odznaczeń bojowych (nadawanych tylko w czasie wojny lub tylko wojskowym).  W 1939r.ideę krzyża nieco zniekształcono, pozwalając na nadawanie go również żołnierzom Wojska Polskiego. Nadawany był przez Prezesa Rady Ministrów na wniosek ministra odpowiedniego dla danej służby. Wielu żołnierzom KOP, którym w latach 1923-1928 przyznano Krzyże Zasługi za czyny, które zasługiwały na odznaczenie Krzyżem Zasługi za Dzielność, odznaczenia zweryfikowano i zmieniono. Osobom Odznaczonym tym Krzyżem przysługiwała roczna pensja w wysokości 200 zł. Do 1939r., łącznie z krzyżami nadanymi żołnierzom WP nadano ponad 370 Krzyży Zasługi za Dzielność.

                Podsumowując jeszcze historię nadań Krzyża Zasługi w II RP warto wspomnieć, że tak jak w przypadku innych odznaczeń, nadanie wiązało się jedynie z przyznaniem dyplomu i baretki (dla mundurowych), ew. miniaturki odznaczenia – za samą odznakę należało zapłacić i to niemało. Osoba odznaczona mogła jednak zrezygnować wykupywania odznaki. Warto też podkreślić, że w tym okresie osoba odznaczona kilkukrotnie miała prawo nosić tylko jedną odznakę Krzyża Zasługi z nałożonymi na nią okuciami. Wszystko to razem sprawia, że przedwojenne dokumenty nadania Krzyża Zasługi są łatwiej dostępne niż same odznaczenia. Tu zwrócić można także uwagę na fakt, że dyplomy nadania Krzyża Zasługi były odręcznie podpisywane przez właściwą osobę, toteż wielu kolekcjonerów odznaczeń ma szansę posiadać w kolekcji nie tylko oryginalny dokument nadania, ale także oryginalny autograf ostatniego przedwojennego premiera RP, generała Felicjana Sławoj-Składkowskiego*

Dyplom Srebrnego Krzyża Zasługi dla Adama Linkowskiego z 1938r. Widoczny odręczny podpis ostatniego premiera IIRP.

II. Rząd Polski na Uchodźstwie

                Rząd Polski na Uchodźstwie przyznawał Krzyże Zasługi według zasad przedwojennych. Większość nadanych Krzyży stanowiły odznaczenia dla żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Nie znalazłem nigdzie danych na temat ilości Krzyży Zasługi nadanych przez władze w Londynie, prawdopodobnie jednak odznaczenie to nadano tylko kilkaset razy. Z przyczyn dość oczywistych (brak policji, KOP itp.) Rząd Polski na Uchodźstwie nie nadawał Krzyży Zasługi za Dzielność.

                Osobnym przypadkiem są Krzyże Zasługi z Mieczami. Ustanowione zostały dekretem Prezydenta RP na Uchodźstwie z dnia 19 października 1942r. jako odznaczenie wojenne nadawane za odwagę i męstwo okazane niebezpośrednio w walce z wrogiem oraz szczególne zasługi dla RP i jej obywateli w warunkach niebezpieczeństwa. Jak łatwo się domyślić, Większość odznaczonych stanowili żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz członkowie szeroko rozumianego Ruchu Oporu (a zatem zarówno partyzanci jak i konspiratorzy polityczni) w kraju. Znane są także przypadki nadania Krzyża Zasługi z Mieczami oficerom innych armii sprzymierzonych. Podobnie jak w przypadku Krzyża Zasługi, Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami nadawany był przez Prezydenta RP, a Srebrny i Brązowy – przez Premiera, ale zasady te dotyczyły tylko cywilów – wojskowym polskim i zagranicznym nadawał Wódz Naczelny na wniosek Ministra Obrony, Dowódcy Marynarki Wojennej, Inspektora Lotnictwa i wyższych dowódców wojskowych (minimum dowódców brygad). Podobnie jak „cywilny” pierwowzór, Krzyż Zasługi z Mieczami mógł być nadany danej osobie czterokrotnie w każdej z klas. Krzyże Zasługi z Mieczami nadano pierwszy raz w marcu 1943r., łącznie nadano ich we wszystkich klasach około 30 000 (w tym około 24 000 do 1946r.).

Baretka Brązowego KZ z Mieczami

                Krzyż Zasługi z Mieczami nadawano najczęściej w trzech przypadkach – oficerom sztabowym, żołnierzom służb tyłowych (rzadziej frontowym) za wzorowe, wybitne i pełne poświęcenia wypełnianie obowiązków (np. mechanik wojskowy, który pracował bez przerwy 24 godziny, dzięki czemu wszystkie samochody jednostki były sprawne na czas przed większą operacją), oraz za całokształt działań. Cywilom najczęściej przyznawano go za działalność w ruchu oporu – udostępnianie lokalu, ukrywanie partyzantów itp. Nadawano go także oficerom wywiadu.

Zaświadczenie weryfikacyjne Mieczysława Bebenka – “Sikora” wymieniające odznaczenie Brązowym KZ z Mieczami.
Arkusz Ewidencyjny Komisji Weryfikacyjnej d/s byłej AK dla ppor. Zofii Kapuścik – “Jolanty”, wymieniający m. in. odznaczenie Srebrnym KZ z mieczami za działalność w konspiracji.

                Kilka przykładów wniosków na Krzyże Zasługi z Mieczami załączyłem jako ilustracje do tego artykułu. Wszystkie dotyczą partyzantów AK. Uważny czytelnik zauważy pewnie dziwne daty na wnioskach. I tu warto poruszyć ciekawą sprawę. Krzyż Zasługi z Mieczami nie został bowiem włączony do systemu odznaczeń powojennej Polski (dopiero 3RP uznała to odznaczenie, ale o tym później), jednak od lat 60. w ramach ZBoWiD działały komisje weryfikacyjne do spraw byłych żołnierzy Armii Krajowej. Kierowali nimi często dawni dowódcy AK (np. „Wolski” w Warszawie czy „Wojan” w dawnym Okręgu Radomsko-Kieleckim). Zadaniem tych komisji była przede wszystkim weryfikacja odznaczeń przyznanych partyzantom, ale z takich czy innych przyczyn nie nadanych. Teoretycznie weryfikowani partyzanci powinni być członkami Związku, ale obecność wniosków o weryfikację odznaczeń nadanych pośmiertnie wydaje się potwierdzać, że tej reguły nie trzymano się ściśle. Najciekawszy jest jednak efekt prac tych komisji. Otóż po weryfikacji odznaczenia, było ono uznawane przez władze PRL, które wydawały do niego legitymację i odznakę. W przypadku Krzyża Zasługi z Mieczami sytuacja była o tyle absurdalna, że władze uznawały prawo weterana do noszenia odznaczenia, którego nie uznawały. Nie jestem pewien, czy Krzyże traktowane były w tym momencie oficjalnie jako odznaczenie zagraniczne czy organizacyjne, ale faktem pozostaje, że weterani nosili je zgodnie z „Londyńskimi” zasadami kolejności. Oczywiście władze PRL wydawały, z braku prawidłowych odznak, odznaki zwykłego Krzyża Zasługi w odpowiedniej klasie, większość weteranów przerabiała je jednak lub nabywała kompletne repliki w pracowniach grawerskich.

Wniosek weryfikacyjny na KZ z Mieczami dla Eugeniusza Woźnickiego – “Roztropnego”.
I druga jego strona
Wniosek weryfikacyjny KZz mieczami – pośmiertny – dla Lucjana Gawryśa – “Rysia”
Wniosek weryfikacyjny dla Reginy Woźnickiej – “Junony”
Niezidentyfikowany weteran PSZ na Zachodzie – członek PZPR i ZBoWiD z Brązowym KZ z Mieczami.

III. Władze tworzone w ZSRR i „Rzeczpospolita 2 i 1/2” 1943-1952

                Krzyż zasługi został oficjalnie przyjęty do systemu odznaczeń dekretem PKWN z 22 grudnia 1944r. Miał być nadawany za zasługi w pracy zawodowej. Choć nie podano ścisłych kryteriów nadawania, początkowo starano się go nadawać w miarę zgodnie z przedwojennymi przepisami. Początkowo nadawano go głównie wojskowym nie biorącym udziału w bezpośrednich działaniach zbrojnych za wzorowe wykonywanie obowiązków, lub dokonania wykraczające poza zakres ich obowiązków, przy czym szeregowym zwykle nadawano za takie zasługi brązowy medal „Zasłużonym na Polu Chwały”, Krzyże zasługi rezerwując dla podoficerów i oficerów, jako odznaczenie wyższe, bardziej prestiżowe, choć oczywiście bywały od tej reguły wyjątki. Do końca 1944 nadano, według różnych źródeł, od 38 do 42 krzyży zasługi wszystkich klas. Oprócz np. sztabowców i tyłowców, Krzyżami zasługi nader chętnie odznaczano np. oficerów Głównego Zarządu Informacji WP, co prawdopodobnie było spowodowane kopiowaniem radzieckiej tendencji do odznaczania oficerów wywiadu i kontrwywiadu – jako nie biorących udziału w walce zbrojnej – odznaczeniami cywilnymi. Ogółem, do końca 1945r. nadano ponad 16 700 krzyży zasługi wszystkich klas, przy czym szacuje się, że ponad połowa tej liczby to odznaczenia dla wojskowych, w tym również dla oficerów delegowanych z Armii Czerwonej.

Zaświadczenie odznaczenia Brązowym Krzyżem Zasługi dla szer. Stanisława Witkowskiego, żołnierza służby medycznej 1AWP.

                W późniejszym okresie nadano sporo Krzyży Zasługi za organizowanie referendum i wyborów oraz za udział w spisach powszechnych. Choć brzmi to jak zasługi cywilne, większość odznaczonych stanowili żołnierze WP, WOP i KBW oraz funkcjonariusze MO i Urzędów Bezpieczeństwa, i to pomimo, że aż do 1946r. było to jedyne prócz Orderu Odrodzenia Polski odznaczenie cywilne. Pod koniec lat 40. Więcej cywilów zaczęło otrzymywać Krzyże Zasługi, co wiązało się z ponownym uruchamianiem przemysłu oraz nieusankcjonowanym prawnie nadawaniem odznaczenia za długoletnią pracę cywilną. Wciąż jednak nadawano je również wojskowym – głównie dowódcom za wyniki w szkoleniu, sukcesy dowodzonych jednostek, zasługi niebojowe i wybitną służbę. W tym okresie również zdarzyły się pierwsze nadania Złotego Krzyża Zasługi zakładom przemysłowym.

Dwa przykłady dokumentów do KZ dla tej samej osoby – wojskowy Brązowy KZ z 1946r. i cywilny Srebrny z 1959r.

                Krzyż początkowo nadawany był przez Prezydium KRN, następnie zaś przez Prezydenta RP.

                Warto jeszcze dodać, że tak jak w II Rzeczypospolitej, tak i  w czasie wojny i bezpośrednio po niej władze miały problem z nazewnictwem, stąd często używane w dokumentach (zwłaszcza w okresie wojny) określenie „Order Krzyża Zasługi”.

IV. Polska Rzeczpospolita Ludowa

                W początkowym okresie PRL (tj. 1952-1960) sytuacja Krzyża Zasługi wyglądała podobnie jak wcześniej – uchwalenie nowej konstytucji i zmiana nazwy państwa niewiele tu zmieniły, poza wymianą liter „RP” na „PRL” na odznace Krzyża i przeniesieniem prawa do nadawania na Radę Państwa. Da się jednak zauważyć pierwsze symptomy dewaluacji odznaczenia – Zdarzały się nadania za długoletnią pracę w zakładach przemysłowych kluczowych gałęzi przemysłu. Dopiero ustawa z 17. Lutego 1960r. rozpoczęła proces uporządkowania zasad nadawania krzyży. Według art. 8 tej ustawy, Krzyż Zasługi, dzielący się na 3 stopnie mógł być nadawany osobom zasłużonym „w pracy zawodowej lub działalności społecznej” oraz „przedsiębiorstwu, zakładowi, instytucji lub jednostce terytorialnej”, przy czym ustawa przewidywała, że dwukrotnie mógł być nadany tylko krzyż złoty i srebrny. Ustawa sygnalizowała też konieczność uporządkowania zasad nadawania odznaczenia za pracę w niektórych gałęziach przemysłu.

                Już 29. Lutego wyszła uchwała Rady Państwa w sprawie orderów i odznaczeń. Określiła ona wygląd odznaczeń oraz kolejność ich noszenia. I tak Złoty Krzyż Zasługi miał być noszony zaraz po orderach (co czyniło go najwyższym odznaczeniem „nieorderowym”), a przed Krzyżem Walecznych; srebrny – po Wielkopolskim Krzyżu Powstańczym a przed srebrnym medalem „Zasłużonym na Polu Chwały”, zaś brązowy – po srebrnym, a przed brązowym medalem „Zasłużonym na Polu Chwały”.

                Kolejnym ważnym aktem prawnym była tu uchwała Rady Państwa z 1. Lipca 1960r., określająca zasady nadawania odznaczeń za nieprzerwaną i wyróżniającą się pracę w kluczowych zakładach przemysłowych – w kopalniach, hutach i stoczniach. Górnikom pracującym pod ziemią w kopalniach „węgla, rud, kruszców, glin szlachetnych, magnezytów, gipsów i soli kamiennej  przyznawano Brązowy Krzyż Zasługi za 7 lat nieprzerwanej pracy, Srebrny – za 10, a Złoty – za 15. Za 20 i 25 lat pracy nadawano Order Sztandaru Pracy I i II klasy, z tymże o ile z tych ostatnich później się wycofano (w związku przysługującym za nie procentowym dodatkiem do emerytury – niemałej w przypadku górników), o tyle Krzyże Zasługi pozostawiono. Te same zasady nadawania uchwała przyznawała również pracownikom techniczno-inżynieryjnym zatrudnionym „w ruchu kopalń podziemnych” oraz robotnikom i pracownikom techniczno-inżynieryjnym odkrywkowych kopalni siarki. Z kolei robotnikom i pracownikom techniczno-inżynieryjnym hutnictwa żelaza, pracującym przy wielkich piecach, w stalowniach, walcowniach, młotowniach i prasowniach ustawa przyznawała prawo do odznaczeń za długoletnią i wyróżniającą pracę: Za 10 lat – Srebrny Krzyż Zasługi; za 15 lat – Złoty Krzyż Zasługi. Identycznie zasady nadawania Krzyży zasługi rozpisano dla robotników i pracowników inżynieryjno-technicznych stoczni morskich zatrudnionych w wydziałach  kadłubowych, maszynowych, wyposażeniowych. Uchwała ta zawierała jednak dwa „haczyki”.  Po pierwsze, okres pracy liczony był tylko od wyzwolenia, a po drugie osoba odznaczona za długoletnią wyróżniającą się pracę w przemyśle wcześniej analogicznym odznaczeniem nie miała prawa otrzymać odznaczenia po raz drugi, a trzeba wiedzieć, że przed 1960r. zdarzały się odznaczenia Brązowym Krzyżem Zasługi za 10 lat pracy – osoba odznaczona w ten sposób, nie mogła już liczyć na Srebrny Krzyż zasługi, mogła otrzymać dopiero złoty po kolejnych pięciu latach pracy.

                Niewątpliwie uchwała zadecydowała o tym, że górnicy i hutnicy stanowili większość odznaczonych Krzyżem Zasługi po 1960r. Taka masowość nadań przedłożyła się na spadek szacunku, jakim darzono Krzyże Zasługi.

Korespondencja pokazująca ciekawe kulisy nadawania odznaczeń porzez organizacje społeczne w PRL

                W dalszym ciągu jednak nadawano je za osiągnięcia Sportowcom, pracownikom naukowym czy wojskowym. Najprostszym jednak, prócz pracy w kluczowych gałęziach gospodarki, sposobem na uzyskanie Krzyża Zasługi było wieloletnie i aktywne członkostwo w organizacjach społecznych – oprócz bardziej oczywistych, jak partie polityczne, również w tych mniej znanych  – LOK, ZBoWiD, PCK czy nawet ZHP. W załączeniu zobaczyć można przykłady wniosków tego typu – dla aktywnych działaczy Towarzystwa Wiedzy Powszechnej. Tak jak przed wojną, tak i w przypadku wielu powojennych cywilnych wniosków odznaczeniowych „za całokształt” trudno stwierdzić za co konkretnie nadano odznaczenie.

Wniosek na Srebrny KZ dla Alicji Kłos – działaczki TWP
Wniosek na złoty KZ dla mgr Władysława Budzińskiego – również TWP.
Wniosek na Złoty KZ dla dr Józefa Cubały

                Jakkolwiek przez cały okres powojenny odznaczenie Krzyżem Zasługi nie dawało żadnych realnych przywilejów, to jednak dopiero od połowy lat 60. – wraz z masowymi nadaniami za pracę w przemyśle prestiż Krzyża Zasługi zmalał do tego stopnia, że dziś peerelowskie krzyże można kupić za kilka – kilkanaście złotych. Dość powiedzieć, że w całym okresie 1944-1992 nadano 3 541 694 Krzyży Zasługi wszystkich stopni.

V. III Rzeczpospolita

                Obecne zasady nadawania Krzyża Zasługi określa ustawa z 16. października 1992r., która wbrew deklaracjom stanowiła tylko luźne nawiązanie do zasad przedwojennych. Nadawany jest przez Prezydenta RP osobom, które wniosły szczególne zasługi dla Państwa Polskiego lub jego obywateli wykraczając poza zakres obowiązków a także osobom zasłużonym w działalności publicznej lub charytatywnej. Krzyż w każdym stopniu może być nadany dwukrotnie, przy czym między dwoma nadaniami powinny upłynąć minimum trzy lata (wyjątki dopuszczalne są w uzasadnionych przypadkach). Nie wrócono do przedwojennego podziału na dostępność poszczególnych stopni dla konkretnych stanowisk służbowych bądź rang, nie przywrócono także żadnych przywilejów.  Zdecydowanie jednak ograniczono liczbę nadań (według ostatnich danych, liczba Krzyży Zasługi nadanych od 1992r. nie przekroczyła 300 000 sztuk. Wszystko to wskazuje na próby przywrócenia odznaczeniu statusu, jakim cieszyło się w latach 20., nie wydaje się jednak, żeby Krzyż Zasługi był nagrodą szczególnie pożądaną.

Warto wspomnieć, że tą samą ustawą do systemu odznaczeń III RP wprowadzono również Krzyż Zasługi z Mieczami.

Krzyż Zasługi a rekonstrukcja drugowojenna

                Kończąc historię Krzyża Zasługi warto odnieść się do wykorzystania odznaczenia w rekonstrukcji. Kilkukrotnie zdarzyło mi się np. widzieć osoby odtwarzające podoficerów i szeregowych WP z jesieni 1939r. ze Złotym lub Srebrnym Krzyżem Zasługi na piersi. O ile tak sytuacja nie jest całkowicie wykluczona, to jednak jest bardzo mało prawdopodobna, nawet przy założeniu że to odznaczenie za zasługi w pracy cywilnej – urzędnik państwowy szczebla odpowiednio wysokiego, by otrzymać Złoty Krzyż Zasługi albo posiadałby już stopień oficerski, albo w ogóle nie zostałby zmobilizowany w 1939r. Jeśli nawet rekonstruktor jako osoba prywatna takie odznaczenie uzyskał, na potrzeby rekonstrukcji powinien zrezygnować z jego noszenia lub zastąpić je trzecim stopniem, tj. Brązowym Krzyżem Zasługi, bardziej przystającym do stopnia wojskowego odtwarzanej postaci.

                Podobnie sytuacja wygląda z Wojskiem Polskim na Wschodzie i wczesnopowojennymi formacjami wojskowymi (WP, WW/KBW, WOP, MO, etc.) – o ile rekonstruktorzy 1/2AWP chętniej obwieszają się typowo bojowymi odznaczeniami, o tyle na rekonstrukcjach typu „Rozbicie PUBP” zdarzają się postaci z krzyżami w zaskakująco wysokich klasach lub, co gorsza, z krzyżami z literami „PRL”. Drugi przypadek razi, bo niestety na tego typu imprezach odległość od widzów jest zwykle niewielka, więc takie rzeczy widać na zdjęciach. W pierwszym przypadku sytuacja jest analogiczna jak przy rekonstrukcji formacji 2RP – w pierwszych latach powojennych raczej kierowano się przedwojennymi zasadami nadawania i żaden żołnierz/funkcjonariusz poniżej stopnia podpułkownika raczej Złotego Krzyża Zasługi mieć nie mógł (a pamiętajmy że komendant powiatowego UBP rzadko miał stopień wyższy niż porucznik.

                Jeśli zaś chodzi o PSZ na Zachodzie i formacje partyzanckie wierne Rządowi na Uchodźstwie, to podkreślić trzeba, że wojskowym nadawano raczej Krzyże Zasługi z Mieczami. Zatem żołnierz Polskich Sił Zbrojnych mógłby paradować z baretką takiego krzyża, pozostaje jednak mały „haczyk” – taki żołnierz mógłby być np. szoferem, ale raczej już nie zwykłym piechurem. Z kolei w AK najwyraźniej Krzyże Zasługi z Mieczami przyznawano w dużych ilościach, jednak nie było raczej zbyt wielu partyzantów, którzy w czasie wojny posiadali takowe, nawet jeżeli otrzymali odpowiednie dokumenty poświadczające nadanie.

                Tak jak zawsze w przypadku wykorzystywania odznaczeń w rekonstrukcji polecam wierność zasadzie: nie więcej niż potrzeba. Żołnierz, czy nawet oficer linowy nieposiadający żadnych odznaczeń nie był czasie wojny niczym niezwykłym. Przeciwnie, był znacznie częstszym widokiem niż żołnierze obwieszeni medalami jak choinki.

*Krytyków od razu informuję, że to jedna z dopuszczalnych form zapisu tego nazwiska.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

In this article the author describes the history of a Polish Award – Cross of Merit from it’s estblishement to the modern times, showing the examples of award-related documents from his archive. The text also discusses in short the use of the award (replicas) in re-enactment.

Książeczka Wojskowa w 1AWP – chronologia

Poniższy tekst został pierwotnie opublikowany na portalu www.dobroni.pl w marcu 2014r. Od tego czasu jednak kilka postawionych w nim tez udało się zweryfikować, co znalazło odzwierciedlenie w naniesionych poprawkach . Dlatego też tekst ten nieznacznie różni się od oryginalnego.

W poprzednich artykułach prezentowałem różne wzory dokumentów identyfikacyjnych stosowanych w 1 i 2 AWP. Niniejszy artykuł można potraktować jako podsumowanie tematu i próbę ustalenia chronologii stosowania poszczególnych wzorów książeczek wojskowych wydawanych żołnierzom Odrodzonego Wojska Polskiego.

Dokumenty najdawniejsze


Dowód osobisty żołnierza 1pp – strona po polsku. 

To samo – strona po rosyjsku.  

Najdawniejszymi dokumentami były „dowody osobiste” – drukowane dwustronnie (po polsku i rosyjsku) na kartoniku, lub sporządzane na maszynie do pisania na zwykłym papierze. Przykład zastępczego dowodu można obejrzeć w poprzednim artykule, zaś zdjęcie oryginału dwujęzycznego na kartoniku przesłał po raz kolejny niezawodny użytkownik Kirej. Dodatkowo udało mi się uzyskać egzemplarz takiego dokumentu należący do żołnierza 1DP. Dokumenty te najprawdopodobniej wydawano rekrutom zaraz po przybyciu do jednostek. Tymczasem najstarsze znane książeczki pokazanego w poprzednim artykule „pierwszego wzoru” – czterostronicowe – pochodzą z 1944r. – co więcej, mają one wyraźne oznaczenie „1-sza Armia Polska”, co wskazuje na ich powstanie dopiero po powołaniu do życia 1AP w marcu 1944r. Wszystko więc wskazuje, ze pierwszym dokumentem były dwustronne „dowody osobiste”. Problem w tym, że dokumentów tych szybko zaczęło brakować. Dowodem na to jest nie tylko pokazany w poprzednim artykule dokument tymczasowy, ale też pewna sytuacja wspomniana w „Początek drogi. Lenino” Alojzego Srogi. Nie mogłem znaleźć dokumentu opisanego przezeń typu, ale ponownie, skan ciekawego dokumentu przesłał użytkownik Kirej – jest to ni mniej, ni więcej, tylko „Krasnoarmiejskaja Kniżka” wypełniona po polsku dla podoficera 1pp we wrześniu 1943. Trudno powiedzieć jak bardzo powszechna była praktyka wydawania radzieckich książeczek wojskowych żołnierzom jednostek 1DP – w literaturze i wspomnieniach nie ma na ten temat zbyt wiele (jedyna znana mi wzmianka pochodzi z książki Srogi), i w sumie nic dziwnego – w latach PRL raczej by to pominięto ze względu na możliwy negatywny wydźwięk propagandowy (choć przyczyny stosowania tych dokumentów były raczej praktyczne niż traktowanie polskich jednostek jako integralnej części Armii Czerwonej), a obecnie tematem mało kto się zajmuje. Przypuszczam jednak, że początkowo było to dość powszechną praktyką – książeczki radzieckie wydawano tym żołnierzom, dla których zabrakło właściwych dokumentów. Oznacza to, że pierwszym wzorem dokumentu osobistego żołnierza w 1 AWP były na równi dwustronny „dowód osobisty i radziecka „krasnoarmiejskaja kniżka” wypełniona po polsku, wydawana żołnierzom prawdopodobnie od późnego lata 1943r. Tym samym czterostronicowa książeczka wojskowa zaprezentowana w poprzednim artykule jest wzorem drugim.


Pierwsze strony – jak widać wszystko wypełnione po polsku. 

Czterostronicowa książeczka wojskowa

Książeczka czterostronicowa Józefa Masiuka z 14pp – zdjęcie z archiwum allegro

                Przyjmując hipotezę przedstawioną na koniec powyższego wywodu za słuszną, czterostronicową książeczkę musimy uznać za wzór drugi. Najwcześniej datowane egzemplarze pochodzą z lata 1944r. Choć np. książeczka plutonowego Rawskiego dotyczy żołnierza 2pp, to jednak data dziwnie zbiega się z okresem formowania kolejnych jednostek Wojska Polskiego na Wschodzie. Jeśli zatem do tego czasu jednym z obowiązujących wzorów dokumentu osobistego był dokument radziecki, to wkroczenie na terytoria zamieszkane przez ludność polską w większości nieufną wobec ZSRR (tj. dawne Kresy Wschodnie) byłoby dobrym momentem na zmianę dokumentu na polski (wielu polaków zapewne zniechęcałby dokument mogący sugerować, że wstępują do Armii Czerwonej). Możemy zatem przyjąć, że ów drugi wzór – książeczka czterostronicowa w języku polskim – wszedł do użytku wiosną lub latem 1944r. – zapewne w marcu-lipcu, gdyż od końca lipca funkcjonowała już nazwa 1 Armia Wojska Polskiego zamiast 1 Armii Polskiej. Problem jednak w tym, że dwa znane mi egzemplarze takiej książeczki wydane żołnierzom 14 pp (a więc jednostki formowanej od lipca 1944r.) – plutonowemu Franciszkowi Jasińskiemu oraz kapralowi Józefowi Masiukowi noszą datę 2.02.1945 – a więc już po sforsowaniu przez 6DP Wisły! Fakt, że dwie książeczki z tego samego pułku zostały tego samego dnia wydane różnym podoficerom – działonowemu z plutonu dział 45mm 1 batalionu 14pp, oraz szefowi kompanii rusznic przeciwpancernych w 14pp – trudno uznać za przypadek. Mamy tu raczej do czynienia z datą wydania książeczek wszystkim żołnierzom pułku – prawdopodobnie po raz pierwszy, co sugeruje, że do lutego 1945r. żołnierze ci nie mieli stałych dokumentów tożsamości, wcześniej posługując się jakiegoś rodzaju dokumentem zastępczym (być może również wspomnianym wcześniej dowodem osobistym, wobec jednak braku takich dokumentów dla żołnierzy spoza 1DP uważam to za mało prawdopodobne).

Trudno ocenić do kiedy obowiązywał ten wzór książeczki wojskowej – żołnierze 14pp o których wspominałem, prawdopodobnie nie otrzymali w czasie wojny książeczki innego wzoru, toteż możemy uznać, ze w przypadku gdy książeczka nie uległa zniszczeniu, stosowana była co najmniej do 9.05.1945r., a zapewne nawet dłużej. Co ciekawe, najwyraźniej w niektórych jednostkach uważano tą wersję za obowiązującą jeszcze długo po wprowadzeniu nowych wzorów, nawet gdy nie było już blankietów – udało mi się zdobyć zastępczą wersję takiej książeczki wykonaną na maszynie do pisania wydaną telefonistce z jednostki 65504D (jeśli ktoś wie jaka jednostka kryje się pod tym numerem, to proszę o informację) 5.07.1945r., a więc dwa miesiące po zakończeniu wojny!

Zastępczy dokument wzorowany na książeczce czterostronicowej z lipca 1945r. (!) Dla starszej szeregowej Heleny Kosowskiej.

Książeczka „toruńska”

                Tymczasem jednak pojawiła się książeczka wojskowa wzorowana na „Krasnoarmiejskoj Kniżkie”. To co wiadomo z całą pewnością, to fakt, że dokumenty tego wzoru drukowano w Toruniu. Żadnej daty zamówienia, żadnych danych pozwalających określić datę przyjęcia wzoru. Jak wiadomo, Toruń został zajęty przez Armię Czerwoną bez większych walk 1 lutego 1945r., zatem uruchomienie drukarni na potrzeby WP mogło nastąpić dość szybko – być może już w tym samym miesiącu. Opracowanie nowego wzoru książeczki, przesłanie go do Torunia, przygotowanie do druku musiało jednak trochę potrwać. Podobnie jak dostarczenie gotowych blankietów do jednostek. Należy zatem uznać, że daty wpisane do znanych egzemplarzy książeczek – z kwietnia 1945r. – odpowiadają momentowi wprowadzenia tej wersji do użytku, zwłaszcza że oba znane egzemplarze pochodzą z różnych jednostek: 3BP i 6pp.

Przykład takiej ksiażeczki obejrzeć można w drugim artykule cyklu.

Wzór ten z całą pewnością był w użyciu jeszcze w maju 1945r. Trudno powiedzieć kiedy konkretnie został wycofany.

„Czwarty wzór”

                Aby zamieszać jeszcze bardziej – na koniec omówię jeszcze jeden wzór książeczki. Skany takiego dokumentu, wystawionego w szpitalu ewakuacyjnym w sierpniu 1945r. przesłał mi użytkownik Kirej – zobaczyć je można w poprzednim artykule. Książeczka przypomina trochę książeczkę radziecką, a trochę przedwojenną polską. Można by sądzić, że wzór ten wprowadzono dopiero po wojnie – wszak funkcjonowały już dwa wzory, w tym jeden przyjęty najwyżej 3 miesiące przed zakończeniem wojny. Ale sprawa nie jest tak oczywista.

Otóż w ubiegłym roku w moje ręce trafiła książeczka tego wzoru, wystawiona na starszego sierżanta radiotelegrafistę Borysa Werteleckiego (pomimo dziwnej zbitki imienia Borys i imienia ojca Nikita oraz wcześniejszej służby w Armii Czerwonej, prawdopodobnie Polaka – niestety, książeczka nie zawiera już rubryki „narodowość”) z oddziału łączności Polskiego Sztabu Partyzanckiego… 14.03.1945r. Może to oznaczać, że ten wzór książeczki wszedł do użytku równolegle z „toruńskim”. Niestety, brak jakiejkolwiek informacji o miejscu drukowania tych dokumentów uniemożliwia doprecyzowanie daty wprowadzenia. W posiadanym przeze mnie egzemplarzu brak także informacji pozwalającej określić kiedy właściciel przestał używać tego dokumentu, jednak w egzemplarzu od użytkownika Kirej znajduje się adnotacja Wojenkomatu o przyjęciu na ewidencję i wydaniu legitymacji wojskowej (a zatem o demobilizacji) z kwietnia 1946r., co pozwala stwierdzić, że również ten wzór używany był przez jakiś czas po wojnie.

Podsumowanie

Powyższe datowanie, jakkolwiek opiera się na nader skromnym materiale źródłowym i domysłach autora, pozwala wyciągnąć pewne wnioski, które mogą okazać się użyteczne dla rekonstruktorów. Proponuję zatem (bynajmniej nie jako jedynie słuszną i obowiązującą wersję!) przyjęcie takich założeń w kwestii dokumentów używanych w zależności od odtwarzanego  okresu:

1.Sielce nad Oką – formowanie i szkolenie pierwszych jednostek WP na Wschodzie – dowód osobisty dwustronny lub zastępczy;

2.Bitwa pod Lenino i dalszy ciąg działań 1 Korpusu, aż do wiosny-lata 1944r. – dowód osobisty lub „Krasnoarmiejskaja Kniżka” wypełniona po polsku;

3.Wiosna-Lato 1944r. aż do końca wojny – książeczka „czterostronicowa”

4.Wiosna 1945r. do końca Wojny (zwłaszcza dla późno formowanych jednostek) – książeczka „toruńska”, lub (zwłaszcza dla jednostek tyłowych i uzupełnień) – książeczka „czwartego wzoru”.

Na zakończenie chciałbym ponownie podziękować koledze Kirej za wynajdowanie materiałów które w jednej chwili potrafią obalić cierpliwie konstruowane teorie.

Jak zawsze, jeżeli czytelnik dostrzeże w tekście błąd, nieścisłość, albo dysponuje informacjami – albo nawet lepiej – materiałami źródłowymi pozwalającymi uzupełnić, wesprzeć, zmodyfikować lub obalić chronologię zawartą w tym artykule – proszę o kontakt na adres mailowy (al_muell@wp.pl), PW lub komentarz pod artykułem.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

This article discusses the chronology of the personal documents of the EM and NCOs of the Polish Army in the East and shows examples of the most of them.