W poprzednich częściach temat dokumentów zastępczych poruszony został tylko „po łebkach”, tymczasem wiele wskazuje na to, że problem był, wobec ciągłego braku blankietów i funkcjonowania równolegle kilku wzorów, bardziej powszechny. Dlatego też pierwszą część tekstu poświęcę dokumentom zastępczym.
Drugim tematem, który także nie doczekał się pełniejszego przedstawienia, są dokumenty oficerskie. Pokazany w pierwszej części dowód osobisty nie był z całą pewnością jedynym wzorem dokumentu funkcjonującym w Wojsku Polskim na Wschodzie, natomiast do niedawna sądziłem, że funkcjonował on do końca wojny. Tym czasem okazuje się, że i w tej kwestii zmiany nastąpiły jeszcze przed kapitulacją Niemiec. Ponadto należy zaznaczyć, że sama legitymacja nie była jedynym dokumentem osobistym oficera. Druga część tekstu będzie zatem poświęcona zarówno drugiej wersji dokumentu identyfikacyjnego dla oficerów, jak i nie mniej ważnemu dokumentowi – książeczce mundurowej.
Jak wspomniałem w poprzednich tekstach, już od początku formowania pierwszych jednostek polskich w ZSRR, odczuwalne były braki blankietów dokumentów identyfikacyjnych. Nawet pierwszy ich rodzaj – dwustronny dowód osobisty zawierający tylko najbardziej podstawowe informacje – wydrukowano w niedostatecznej liczbie egzemplarzy, w związku z czym nawet w 2pp zaczęto wykonywać zastępcze na maszynie do pisania, a wielu żołnierzom wydano radzieckie książeczki wojskowe.
Z czasem problem ten zaczął się pogłębiać – kolejne jednostki odczuwały coraz większe braki nie tylko mundurów, ale także właśnie dokumentów. Sprawy bynajmniej nie poprawiło wprowadzenie nowego dokumentu w 1944 i kolejnych dwóch w 1945 roku – oprócz tego, ze zrobił się jeszcze większy bałagan, dokumentów wciąż brakowało, co odczuły szczególnie jednostki 2AWP.
Radzono sobie z tym problemem wydając żołnierzom dokumenty zastępcze. Czasami starano się, żeby chociaż układem przypominały regulaminowe dokumenty (jak pokazana wcześniej książeczka telefonistki, wykonana na maszynie do pisania z zachowaniem układu oryginału), często jednak tworzono dokumenty zupełnie niepodobne do jakichkolwiek wzorów, zawierające jedynie najważniejsze informacje. Zwykle tworzono je tak, by przypominały chociaż legitymację (kartonik składany na pół), często jednak z braku mocniejszego papieru tworzono je byle jak i na byle czym.
Za pierwszy przykład niech posłuży tu legitymacja tymczasowa podporucznika Pawła Siergiejewa z 4pł 2AWP, wydana 1. Września 1944r. Jest to kawałek zwykłego papieru złożony na pół, w środku zapełniony odręcznie wpisaną treścią po rosyjsku i polsku. Co ciekawe, oryginalny tekst ma postać „blankietu”, tzn. posiada miejsce na wpisanie danych żołnierza i daty wydania, co świadczy o tym, ze stworzono ich (odręcznie!) większą ilość. Co jeszcze ciekawsze, ważność legitymacji odgórnie ustalono do 1 grudnia 1944, widocznie nie spodziewając się wcześniejszego przysłania blankietów. Po zewnętrznej stronie (na „okładce”) nie umieszczono żadnego napisu – ani tytułu, ani nic – pozostawiając wolne miejsce. W miejscu tym później umieszczono adnotacje o przedłużeniu ważności legitymacji do 1.stycznia 1945r. Jak widać, dowódca pułku zakładając, ze legitymacje tymczasowe będą funkcjonować maksymalnie do końca roku okazał się niepoprawnym optymistą.
Jakkolwiek nie należy tego dokumentu traktować jako wzoru stosowanego wszędzie, z całą pewnością był to dokument przewidziany dla wszystkich szarż w tej konkretnej jednostce. Wiele natomiast wskazuje na to, ze w podobny sposób podchodzono do problemu legitymacji także w innych jednostkach.
Inny przykład to dwujęzyczny dokument z 3zpp, wystawiony wachmistrzowi Bogdanowi Kołodyńskiemu z plutonu żandarmerii (sądząc po dacie urodzenia i stopniu, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że był to przedwojenny podoficer) w czerwcu 1945r. Dokument został wprawdzie wypisany odręcznie od razu dla konkretnego żołnierza, jednak na „okładce”, prócz tytułu w dwóch językach, znalazł się także numer dokumentu, co świadczy, że podobnych wystawiono więcej i nie był to jedyny tego typu dokument wydany w pułku. Wykonanie na solidniejszym kawałku kartonu świadczy zaś o tym, że przewidywano wykorzystywanie dokumentu przez dłuższy czas. Zdaje się to także potwierdzać data ważności – grudzień 1945r. Od poprzedniego dokumentu różni się także informacją o wydanej broni – te dane zresztą zamieszczano w większości dokumentów.
Na marginesie warto dodać, że dokument ten został podpisany przez płk. Piotra Karpowicza – pierwszego dowódcę 18pp.
Warto też dodać, że stopniowe przestawianie się Wojska Polskiego na jednojęzyczne dokumenty powodowało sporo problemów przy kontaktach z sojusznikiem – władze wojskowe praktycznie wszędzie na terenach wyzwolonych były radzieckie, toteż znajomość języka polskiego nie była niezbędnym wymogiem wobec komendantów, dlatego dokumenty zapisane po polsku niewiele im mówiły. Stąd też żołnierzom często wydawano wkładki do książeczek wypełnione po rosyjsku lub „zaświadczenia uzupełniające” pisane tylko po rosyjsku. Przykład zaświadczenia tego typu wydany porucznikowi Siergiejewowi można zobaczyć poniżej. Ciekawy jest fakt, że dokument ten wydany został przez dział Kadr WP, oraz, że – mimo iż sporządzony na maszynie do pisania – ma on postać blankietu. Świadczy to o tym, że wydawanie tego typu „legitymacji” musiało być zjawiskiem dość powszechnym.
A skoro mowa o wymianie dokumentów na czysto polskie… Opisany w pierwszej części cyklu wzór dowodu osobistego nie był ostatnim stosowanym w WP w czasie wojny. Na drugi wzór dokumentu tego typu – tym razem pod nazwą „Legitymacja oficerska” – trafiłem po raz pierwszy również w pamiątkach po majorze Siergiejewie. Legitymacja ta, zaopatrzona w orła państwowego na niebieskiej okładce i pozbawiona wersji rosyjskiej niewiele poza tym różni się od wcześniejszego modelu. Problem był tylko taki, że legitymacja ta miała datę wydania z czerwca 1945r., a więc już po zakończeniu wojny. Po jakimś czasie jednak trafiła w moje ręce druga legitymacja tego typu, datowana na kwiecień tego roku, należąca do podporucznika Konstantego Jurkiewicza (skądinnąd przedwojennego oficera).
W żadnej z nich nie ma niestety daty wydruku, zamówienia, albo chociaż nazwy drukarni, trudno więc dociec kiedy zostały wprowadzone do użytku, jednak z całą pewnością musiały funkcjonować już przed zakończeniem wojny.
Legitymacja ma 14 stron, z których pierwsza zawiera zdjęcie oficera (trudno powiedzieć jak często rzeczywiście je tam umieszczano, ale obie, które widziałem takowe posiadały) wraz z pieczęciami i podpisem dowódcy jednostki. Na stronie drugiej Znajdują się personalia oficera i nazwa jednostki. Tu także pojawia sie seria i numer legitymacji. Strony trzecia i czwarta zawierają informacje o kolejnych awansach, a piąta, szósta i siódma – o zajmowanych stanowiskach. Stronę ósmą poświęcono na odznaczenia i inne nagrody, zaś dopiero na dziewiątej znalazło się miejsce na takie informacje jak data i miejsce urodzenia, stan cywilny i wykaz członków najbliższej rodziny. Dziesiąta strona poświęcona jest wydanej oficerowi broni, a jedenasta zawiera podpis właściciela i datę wystawienia. Kolejne dwie strony zawierają wskazówki dla właściciela, a ostatnią pozostawiono pustą – doraźnie wykorzystywano ją na dodatkowe adnotacje.
Kolor okładki przekłamany- w rzeczywistości jest bladoniebieski
Warto zauważyć, ze w żadnym z dokumentów oficerskich nie przewidziano miejsca na spis wydanych elementów umundurowania i wyposażenia. A taki przecież funkcjonował w niektórych książeczkach dla szeregowców i podoficerów. Oczywiście, tego typu informacje zapewne znajdowały sie w posiadaniu odpowiednich oddziałów sztabu jednostki. Rzecz jednak w tym, że radzieckie przepisy, na których opierało się działanie 1 i 2 AWP, przewidywały, ze oficer powinien mieć zmiany w stanie posiadania oraz wykorzystane należności mundurowe odnotowane w „wieszczewoj kniżce” – polskim odpowiednikiem jest tutaj książeczka mundurowa. O ile oficerowie radzieccy kierowani do WP zapewne korzystali z książeczek wyniesionych z wcześniejszej służby, o tyle problem pojawiał się w przypadku nowo mianowanych oficerów. Nie znalazłem informacji na temat tego, jak na ten problem zapatrywało się dowództwo, jednak zdarzyło mi się trafić na ciekawy przypadek, który może, choć nie musi, być reprezentatywny.
Mieczysław Janiszewski przybył do 1pp w czerwcu 1943r. Poważna wada serca nie kwalifikowała go do służby liniowej, musiał jednak posiadać nienajgorsze wykształcenie, gdyż już od 1. Lipca zajmował stanowisko szefa kancelarii pułku. W listopadzie 1943r., po tym jak wykazał się pod Lenino (był przedstawiony do Złotego medalu „Zasłużonym na Polu Chawały”), został w listopadzie tego roku pomocnikiem szefa sztabu do spraw ewidencji, a zatem, mimo posiadania stopnia plutonowego, objął stanowisko oficerskie. Aby trochę sprawy unormować, w lutym 1944r. nadano mu od razu stopień starszego sierżanta i wydano legitymację oficerską oraz książeczkę mundurową…
No właśnie – wydano mu książeczkę mundurową dla kary dowódczej Wojsk Lotniczych Armii Czerwonej wzoru, który prawdopodobnie wyszedł z użytku w 1943r. Książeczkę wypełniono – oczywiście po rosyjsku, nie miała polskiej wersji – zaznaczając elementy mniej więcej odpowiadające tym w książeczce. Stąd np. zaznaczenie, ze otrzymał sukienną czapkę z daszkiem koloru khaki, które prawdopodobnie oznacza wydanie konfederatki.
Jak napisałem powyżej, na podstawie pojedynczego przypadku trudno wysnuć jakieś daleko idące wnioski, jednak wydaje się, wobec braku informacji o innych metodach ewidencjonowania należności mundurowych, że było to najprostsze i najpopularniejsze rozwiązanie. Trudno też sądzić, żeby dowództwo pułku zorganizowało jedną taką – nieużywaną! – książeczkę specjalnie dla starszego sierżanta Janiszewskiego. Bardziej prawdopodobne wydaje się że dowództwo dywizji otrzymało większą ilość dokumentów tego typu, w armii czerwonej już zbędnych wobec reformy mundurowej, specjalnie dla oficerów dywizji. Z braku większej ilości przykładów trudno jednak powiedzieć czy sprawę rozwiązywano tak samo w jednostkach tworzonych później.
Wydaje się jednak, ze już od 1945r. mógł funkcjonować wzór książeczek opracowany specjalnie dla oficerów WP,. choć na wstępie zastrzegam, że spora część informacji zawartych w poniższym akapicie opiera się na domysłach.
W moim posiadaniu znajduje się dokument zatytułowany „Książka mundurowa oficera WP” – w czarnej płóciennej okładce z orłem państwowym. Choć ten konkretny egzemplarz wydano podporucznikowi Sylwestrowi Kubiakowi w 1947r. (służbę zaczynał jeszcze pod koniec wojny), to zastanawiać może styl okładki zbliżony do okładek legitymacji oficerskich, układ identyczny jak w stosowanych wówczas analogicznych dokumentach radzieckich, charakterystyczny dla dokumentów czasu wojny brak daty wydruku oraz fakt, ze wszystkie rubryki dat mają rok zapisany 194_ – dość mało prawdopodobne by tak się ograniczano w przypadku dokumentu, który mógłby posłużyć jeszcze tylko 2 lata. Jedyną wskazówką co do produkcji książeczki jest adnotacja w stopce ostatniej strony – „Drukarnia Wojskowa Nr. 2”. Fakt zamieszczenia kropki po „Nr” może wskazywać na produkcję wojenną, natomiast sama nazwa drukarni jest dość enigmatyczna – może tu chodzić o drukarnię w Toruniu. Oznaczałoby to wówczas, że książeczki te prawdopodobnie musiały powstać później niż „toruńskie” książeczki wojskowe, a zatem najprędzej w marcu bądź kwietniu 1945r. Mogły więc być wykorzystywane równolegle z opisaną wyżej legitymacją oficerską. Czy jednak tak było? Nie wiadomo. Pomóc mogłoby odnalezienie książeczki tego typu z wcześniejszą datą, niestety problem książeczek mundurowych jest podobny jak w przypadku legitymacji oficerskich – powinny one być zwracane do jednostki z chwilą wymiany dokumentu. O ile legitymacje wielu oficerów zachowało na pamiątkę, o tyle trudno oczekiwać by równie wielu było zainteresowanych zachowaniem książeczki mundurowej.
Jak zawsze chętnie przyjmę wszelkie uwagi sugestie i korekty odnośnie informacji zamieszczonych w artykule.
Relacja ze szkolenia rekonstruktorów GRH Osiemnasty Kołobrzeski, które odbyło się w październiku 2019 r. na strzelnicy w Solarni.
W piękną październikową sobotę przeprowadziliśmy szkolenie „bojowe” naszej grupy. Niestety, pomimo tego, że udział w zajęciach był całkowicie bezpłatny a samą imprezę dosyć intensywnie promowaliśmy w środowisku rekonstrukcyjnym nikt oprócz nas nie zdecydował się na udział w zajęciach.
Ostatecznie szkoliło się pięciu rekonstruktorów naszej grupy oraz dwóch rekrutów, dla których była to pierwsze spotkanie z rekonstrukcją historyczną. Aby zachować jako taką zgodność historyczną postanowiliśmy ubrać ich w miks strojów cywilnych i wojskowych z naszych zasobów. Takie sylwetki odpowiadają relacjom, wedle których w pułkach zapasowych świeżo powołani rekruci używali swojego, cywilnego ubrania w połączeniu z rogatywką (często „przechodnią”, wydawaną do warty czy służby).
Po pierwszym wykładzie dotyczącym historii odtwarzanej jednostki, umundurowania i wyposażenia żołnierzy Wojska Polskiego na Wschodzie oraz taktyki drużyny przyszedł czas na ćwiczenia praktyczne.
Zaprezentowano i przećwiczono postawy strzeleckie, sposób poruszania się, zalegania, czołgania. Pokazano też, w jaki sposób należy formułować meldunki i komendy w boju. Wreszcie rozpoczęto żmudne ćwiczenie jednego z elementów taktyki drużyny – natarcie tyralierą, krótkimi skokami w terenie otwartym. Pomimo pięknej, słonecznej pogody, ziemia była bardzo wilgotna i już po kilkukrotnym przejściu toru strzelnicy mundury wszystkich uczestników były doszczętnie przemoczone, ubłocone i zapiaszczone. Ostatnie dwa „natarcia” wykonano z użyciem granatów hukowych, które dobrze urealniły ostatnią fazę natarcia – zarzucenie pozycji nieprzyjaciela granatami i szturm do zdobycia nieprzyjacielskiej pozycji.
Bez zbędnego czyszczenia mundurów z piasku rozpoczęto kolejny blon szkolenia – wykonanie okopu do postawy strzeleckiej leżąc. Po zaprezentowaniu regulaminowego sposobu realizacji, wszyscy ćwiczący mieli okazję dwukrotnie wykonać okop. Na szczęście dla nich, piaszczyste podłoże nie wymagało specjalnie wielkiego wysiłku i praca szła sprawnie, szybko i prawidłowo.
Dużo frajdy sprawiło kolejne zagadnienie – praktyczna walka na bagnety. Wykorzystaliśmy najstarszy posiadany odlew karabinu Mosin z nałożonym bagnetem, którym wszyscy po kolei próbowali przebić zawieszony na stojaku, huśtający się worek. Każdy z ćwiczących wykonywał – na komendę prowadzącego – cztery rodzaje uderzeń (wysokie, niskie, średnie i kolbą na odlew). Wszyscy trenowali z dużym zaangażowaniem aż do czasu, gdy worek zmienił się w smutny strzęp juty.
Kolejne ćwiczenie obejmowało walkę łopatką piechoty i dużą łopatą saperską. Przećwiczono uderzenia oraz obronę przed nieprzyjacielem uzbrojonym w karabin z bagnetem. Wniosek z tego ćwiczenia był taki, że przed następnymi zajęciami koniecznie trzeba zakupić treningowe łopatki z gumy – kilku ćwiczących pod koniec solidnie krwawiło z palców. Następnie na szybko rozpaliliśmy małe ognisko, na którym podgrzaliśmy konserwę z grochem. Każdy dostał na obiad kilka kromek „wojennego” chleba (wypieczonego na nasze zamówienie na podstawie przepisu inspirowanego wojenną radziecką specyfikacją) oraz kilka łyżek konserwowego grochu z mięsem. Nabrawszy sił, przystąpiliśmy do dalszych zajęć. Uczestnicy zostali zapoznani z obowiązkami sanitariuszy–noszowych. Zaprezentowano i przećwiczono metody ewakuacji rannego z pola walki bez noszy, z użyciem pasa noszowego oraz wykorzystując nosze. Zajęcia praktyczne trwały dość długo i wszyscy zdążyli ponownie – pomimo chłodu – porządnie się spocić.
Za zakończenie przeprowadzono szkolenie – niespodziankę. Dotyczyło ono kultury i obyczajów lat czterdziestych. W ramach tego bloku ćwiczący poznali zasady eleganckiego zachowania się na potańcówce (w tym zaproszenia partnerki do tańca). Zaprezentowano i przećwiczono prawidłową postawę (tzw. „ramę”) do tańców standardowych a następnie nauczono podstawowego kroku walca wiedeńskiego. Niestety, skuteczność dydaktyczną bardzo zmniejszył brak partnerek, które były w ćwiczeniu praktycznym wirtualne. Tym niemniej rekonstruktorzy naszej grupy są gotowi także i do tego wyzwania i podczas ewentualnych zabaw tanecznych na imprezach rekonstrukcyjnych z pewnością nie będą podpierali ściany!
Kolejne takie zajęcia przewidujemy przeprowadzić na początku przyszłego roku.
Jednostajny szum
deszczu zagłuszał większość dźwięków dochodzących z wnętrza budynku. Pracownicy
zakładów zapewne dziękowali Bogu za możliwość pracy pod dachem… Albo po
prostu się z tego faktu cieszyli, wszak prawdziwy komunista w Boga nie wierzy.
Władik jednak ani nie
dziękował Bogu, ani się nie cieszył. Specyfika służby sprawiała, że nie mógł
schronić się pod dachem. Od roku bowiem pełnił służbę wartowniczą w Zakładach
Remontu Parowozów.
Początkowo wydawało
się, ze praca będzie miała same plusy – po niemieckiej inwazji jako wartownik
na dworcu był na samym końcu listy płac i z pozycji niemal równej żołnierzom
Armii Czerwonej, spadł do poziomu dozorcy. Tymczasem skierowanie do pilnowania
zakładów o znaczeniu strategicznym oznaczało większy przydział żywności,
dodatek pieniężny do lichej pensyjki szeregowego pracownika kolejowego i
przydział nowego umundurowania – stare łachy, które dostał jeszcze w 1940 ledwo
nadawały się do użytku mimo licznych napraw.
Niestety, oprócz plusów
były też minusy. Nosząc ponad dwa lata rewolwer, zapomniał co to znaczy
taszczyć ciężki sprzęt. Tymczasem na nowym stanowisku otrzymał „pepeszę”,
cięższą nawet od karabinu, który był jego nieodłącznym towarzyszem w pierwszych
latach służby. Tyle dobrego chociaż, że nie musiał już nosić wszędzie ze sobą
płaszcza, manierki i ładownic jak za starego WOChRu. Gorzej, że wraz z całym
wyposażeniem zniknęła też pałatka, która w ten deszczowy poranek bardzo by się przydała.
Mijając ponownie ten
sam przemysłowy parowóz zastanawiał się czy po służbie starczy mu czasu na
wysuszenie munduru. Po raz kolejny też myślał o tym, czy fakt, ze nie wzięli go
na front był rzeczywiście powodem do radości. Jego młodszy brat pilnował
wojskowych magazynów i pisał, ze służba dość lekka i jedzenia nie brakuje…
Ale Władik miał już czterdziestkę na karku i poważną wadę wzroku, w
wojenkomacie uznano więc że kwalifikuje się do pozostawienia jako kolejowy strażnik.
Służba była nudna i słabo płatna, ale, cóż, przynajmniej rzadko kiedy musiał
sięgać po broń, a w wypadku nalotu mógł spokojnie zejść do schronu.
W wyniku rewolucji i
Wojny Domowej terytorium dawnego Imperium Rosyjskiego stało się miejscem wielce
niebezpiecznym. Wśród wielu niezwykłych zjawisk, takich jak rzeczni piraci,
samozwańcze republiki czy żołnierze tyle razy zmieniający strony, ze sami zapominali
czy służą akurat u białych, czerwonych czy czarnych pojawiło się także coś, co
raczej kojarzymy z inną epoką i rejonem geograficznym – napady na pociągi.
Transport kolejowy, tak ważny funkcjonowania państwa, nie mógł już uchodzić za
bezpieczny. Nic więc dziwnego, że, po umocnieniu swojej władzy, bolszewicy
podjęli dość skuteczne działania mające ratować transport kolejowy (i wodny)
przed katastrofą. Na początek Ludowy Komisariat Dróg Komunikacji (NKPS)
przekazano znanemu skądinnąd Feliksowi Dzierżyńskiemu.
Już w miesiąc po objęciu resortu (tj. w maju 1921r.)
Dzierżyński nakazał stworzenie pociągów pożarniczych, co pozwoliło ograniczyć
straty spowodowane szeregiem czynników – do 1922r. liczba pożarów na drogach
kolejowych spadła o 37%. Po załatwieniu najbardziej… palącego problemu,
podjął działania mające na celu zażegnanie kolejnych. Już dziewiątego grudnia
1921r. wydał dekret na mocy którego stworzono Ochronę Dróg Komunikacji (OPS) –
zmilitaryzowaną służbę zajmującą się ochroną transportu kolejowego i rzecznego.
Początkowo formacja ta nie była jednolicie umundurowana, wkrótce jednak
powstały pierwsze projekty nowych mundurów.
W 1923r. Służbę zreformowano. Na mocy dekretu z marca tego
roku służbę w Ochronie Dróg Komunikacji, zmieniając ją w farmację skoszarowaną,
objętą regulaminami przeniesionymi z armii Czerwonej, dając możliwość
wstąpienia na co najmniej sześciomiesięczną służbę osobom w wieku od 20 do
55lat. Oprócz oddziałów jednolitych istniała możliwość wstąpienia do służby na
warunkach „cywilnych”, w charakterze agentów ds. ochrony ładunku. Ujednolicono
także mundury – tak jak na kolei, tak i w służbie ochrony wydawano mundury w
kolorze granatowym lub czarnym, z czapką granatową z zielonym otokiem i
malinowymi wypustkami. Mundur uzupełniano zimą o szary płaszcz typu wojskowego
i papachy z szarego futra lub takież czapki typu finka. Na czapkach i patkach
umieszczano emblemat służby – skrzyżowane kotwicę i topór dla agentów ds.
ochrony ładunków i kotwicę i topór z czerwoną gwiazdą z sierpem i młotem dla
żołnierzy Oddziałów Strzeleckich.
W marcu 1926r. otwarto Szkołę Doskonalenia Kadr Dowódczych
OPS. Była ona odpowiedzią na postulaty pracowników narzekających na brak
zunifikowanego systemu szkolenia i stosowanie nieprzystających do specyfiki
służby regulaminów wojskowych.
W drugiej połowie lat 20 zaczęto także zwracać uwagę na
niedostosowanie mundurów do warunków – sukienne mundury w kolorze granatowym
były niepraktyczne latem, do tego stopnia, że w gorące dni notowano przypadki
omdleń. Dlatego już w 1927r. wprowadzono zmiany w umundurowaniu kolejowych
strażników. Dotychczasowe mundury sukienne w kolorze granatowym zachowano jako
zimowe, natomiast w charakterze letnich wprowadzono mundury w kolorze ochronnym
(określanym też czasem w źródłach jako „khaki”) – bawełnianej gimnastiorki i
spodni oraz czapki letniej – podobnej do wojskowych, ale wykonanej z tkaniny
lnianej (prawdopodobnie w późniejszym okresie zaczęto je robić z identycznych
tkanin jak dla wojska) – również w kolorze „ochronnym” z zielonym otokiem i
malinową wypustką.
Kolejną reformę służba przeszła już w roku 1928, kiedy to
jeszcze bardziej upodobniono ją do wojska – do tego stopnia, że poborowi mieli
możliwość odbywania dwuletniej służby wojskowej w szeregach Strzeleckiej
Ochrony Dróg Komunikacji (SOPS), bo taką nazwę wówczas przyjęto.
Choć przeznaczeniem formacji nie był udział w regularnych
walkach, to jednak podczas radziecko-chińskiego konfliktu w 1929r. Strzelcy
SOPS Kolei Wschodniochińskiej brali czynny udział w działaniach wojennych. W
1930r. zmilitaryzowano również kolejową straż pożarną, zaś rok później, po
utworzeniu wojsk ochrony kolei w ramach OGPU, przekazano kontrolę nad SOPS temu
resortowi. Ponieważ jednak systemy szkolenia i działania obydwu formacji były
rozbieżne, po pół roku pomysł zarzucono i w lipcu 1932 strzelcy zostali
powtórnie podporządkowani NKPS, wkrótce potem połączono SOPS z kolejową strażą
pożarną w jeden twór – Zmilitaryzowaną Ochronę Dróg Komunikacji (WOChR PS).
Rok 1932 przyniósł tu więcej zmian – m.in. Strzelcom
powierzono zadanie wyłapywania „bezprizornych” (bezdomnych dzieci, których
rodzice zwykle zginęli w czasie wojny domowej lub w wyniku plag głodu) i dla
tego celu stworzono w farmacji etaty pedagogów oraz tymczasowe izby zatrzymań
dla małoletnich. Dodatkowo od tego roku zaczęła funkcjonować pomocnicza
ochotnicza ochrona kolei.
Rok 1938 przyniósł zmiany mundurowe – strzelców zaczęto
przemundurowywać w ubiory ogólnokolejowe. Wybuch wojny radziecko-niemieckiej w
1941r. sprawę jednak utrudnił, w związku z czym strzelcom WOChR PS zaczęto dla
odmiany wydawać ubiory ogólnowojskowe.
W grudniu 1941r. WOChR PS rozformowano, przekazując ochronę nad większością pociągów i dróg kolejowych wojskom NKWD. Większość strzelców zmobilizowano do wojsk ochrony kolejowej, pozostały personel (głównie uznany za niezdolny do służby wojskowej) przemianowano na Zmilitaryzowaną Służbę Wartowniczą i powierzono mu zadania ochrony stacji, magazynów, parowozowni, kas i podobnych obiektów. Większości strzelców pełniących służbę wewnątrz budynków wydawano wyłącznie broń krótką, jednak wartownicy „zewnętrzni” otrzymywali karabiny, później także pistolety maszynowe, choć najczęściej była to broń zdobyta przez Armię Czerwoną, ze względu na brak możności zapewnienia ciągłości dostaw amunicji.
Reforma mundurowa roku 1943 nie przewidywała osobnego
munduru dla kolejowych wartowników, dlatego też z racji podporządkowania
wydawano im mundury typowe dla służby administracyjnej, wzbogacone dodatkowo –
w przypadku kadry kierowniczej – o pas do broni krótkiej.
Ponieważ mundur „oficerski” niewiele różni się od
ogólnokolejowego, pokazanego w poprzedniej części, pozwolę sobie tutaj opisać
jedynie mundur dla szeregowych i niższej kadry kierowniczej (podoficerów). A
zatem szeregowcom i młodszej kadrze kierowniczej przysługiwały:
– Galowa kurtka mundurowa sukienna koloru granatowego,
zapinana na haczyki, z rzędem pięciu ozdobnych guzików z przodu.
– Bryczesy granatowe – zwykle sukienne – donoszenia z
mundurem galowym, zaopatrzone w wypustkę koloru zielonego;
– Gimnastiorka granatowa do noszenia na co dzień, krojem
zbliżona do stosowanej przez oficerów NKWD i NKGB, z naszytymi kieszeniami, z
małymi guzikami koloru srebrnego z symbolem skrzyżowanego młotka i klucza
francuskiego. Czasami, nieprawidłowo, miała kolor czarny, co zapewne wynikało z
niedostępności barwników;
– Bryczesy granatowe, bez wypustek – do noszenia z
gimnastiorką granatową. Czasami występowały – nieprawidłowo – w kolorze czarnym;
– Gimnastiorka szara do noszenia na co dzień latem, przy
wyższych temperaturach;
– Bryczesy szare bawełniane – do noszenia z letnią szarą
gimnastiorką;
– Płaszcz sukienny granatowy, dwurzędowy, kroju identycznego
jak dla wyższych szarż. Często występował – nieprawidłowo – w kolorze czarnym;
– Czapka z daszkiem granatowa, z czarnym otokiem, kroju
identycznego jak dla wyższych szarż. Często występowała – nieprawidłowo – w
kolorze czarnym;
– Czapka zimowa w typie kubanki lub finki z czarnego
baranka, z granatowym kołpakiem.
– Pas skórzany, czarny, z klamrą płytkową z białego metalu z
kolejowym emblematem – skrzyżowanym młotkiem i kluczem francuskim.
Oprócz wspomnianych błędów kolorystycznych, warto wspomnieć
też o innych niedostatkach mundurowych – dość częste było donaszanie mundurów
starszych wzorów lub elementów munduru wojskowego oraz noszenie elementów z
nieprawidłowych tkanin. Większość pracowników nie dostała także aż do końca
wojny mundurów galowych i letnich. Problem stanowiło także zaopatrzenie w
guziki i prawidłowe emblematy.
Kolejowi „szeregowcy” i „podoficerowie” mieli także pagony
całkowicie odmienne od ogólnowojskowych – złożone z czarnego sześciokąta (o
boku 3-3,2cm) i wydłużonego czarnego pięciokąta (długości 8-8,5cm i szerokości
3cm), przez co przypominały kształtem epolety i zaopatrzone w zieloną wypustkę.
Stopnie, poza stopniem technika pierwszej rangi, oznaczano srebrnymi galonami
na sześciokącie.
Przykład pagonu Technika 1 klasy służby administracyjnej (rysunek z regulaminu)
Choć WOChR PS odtworzono w pełnej sile w ramach Ministerstwa
Dróg Komunikacji (MPS) w 1946r., mundury ogólnokolejowe utrzymały się w
kolejowej ochronie do 1949r., kiedy to wprowadzono nowy wzór oparty na
mundurach wojskowych.
Sylwetka
Prezentowana sylwetka to „brigadnyj” (członek brygady,
odpowiednik szeregowego w armii) służby wartowniczej z wiosny 1944r.,
ochraniający teren zakładów remontu parowozów.
Wartownik posiada już kompletny mundur „zimowy” (bez
płaszcza) nowego wzoru, wciąż jednak nie posiada prawidłowych emblematów na
pagony w postaci skrzyżowanego sierpa i młota z nałożoną gwiazdą i jeszcze
jednym młotkiem. Buty to typowe oficerki juchtowe – identyczne jak stosowane w
armii.
Ponieważ wartownik pełni służbę w obiekcie o znaczeniu
szczególnym, wydano mu pistolet maszynowy PPSz – broń rzadko spotykaną wówczas
w tej formacji. Nie posiada on żadnych ładownic ani manierki, co w tamtym
czasie było normą – po odebraniu formacji głównych zadań, pozbawiono ją także
większości wojskowego wyposażenia.
Wartownik posiada już legitymację kolejową nowego wzoru,
prócz tego nosi ze sobą książeczkę wojskową starszego typu i legitymację
związku zawodowego – paradoksalnie (wobec militaryzacji kolei) warunki wojenne
„ucywilizowały” kolejowych strzelców, co pozwoliło im na wstępowanie do
kolejowych związków zawodowych. Dodatkowo nosi ze sobą zaświadczenie o
skierowaniu na obecne stanowisko, którego nie odebrano, gdyż stanowi ono jednocześnie
przepustkę upoważniającą do wstępu na teren zakładów. Wśród pozostałych
przedmiotów osobistych znajdują się okulary do czytania – prawdopodobnie wada
wzroku mogła przesądzić o pozostaniu wartownika w służbie kolejowej, paczka
papierosów „biełomorkanał” oraz stary wisiorek-ikona – pamiątka rodzinna, na
którą w tym czasie patrzono już przez palce.
Zastosowanie
W stanie przedstawionym na zdjęciach sylwetka wartownika
nadaje się do wykorzystania na inscenizacjach z zakresu działalności oddziałów podziemia
pozostałych po radzieckiej stronie granicy. Po pozbawieniu broni, sylwetka
nadaje sie do wykorzystania jako szeregowy pracownik kolei w bardziej
regulaminowym wydaniu niż sylwetka pokazana w drugiej części cyklu.
Poprzez dodanie specjalnych elementów – naszywki na ramię lub galonu na czapkę – otrzymujemy sylwetkę odpowiednio konduktora lub maszynisty.
Bibliografia:
Prikaz Narodnogo Komissara Putiej Soobszczenija Nr 711C, Moskwa, 1943r.
The text above presents the history of the Soviet Railway security from the Revolution till 1940’s and describes in detail uniform worn by low-ranking railway personnel according to 1943 regulations and shows an example of such uniform in wear.
– Znaczitsja tak –
mruknął Leonid pod nosem – sljewa czitirje… pjat’… szest’ oskołkowych
powrieżdiennii…
Szybkimi ruchami
ołówka zapełnił kilka kolejnych linijek w notesie, po czym uniósł głowę i dla
pewności jeszcze raz policzył dziury, po czym ponownie przejrzał notatki:
Parowóz, produkcji polskiej, Rok produkcji… wyłączony z użycia… uszkodzony
w wyniku bombardowani… dokładny opis uszkodzeń…
No tak, jeszcze model
trzeba wpisać. Więc jak mówił ten łącznik przysłany przez Polaków? Pt-49? Niech
będzie. Jeszcze trzeba sprawdzić w środku, opieczętować i można ruszać dalej.
Całość „na czysto” przepisze sie wieczorem.
Cieszył się, że pogoda pozwalała zrezygnować z płaszcza – mimo jesiennej pory temperatura była dość wysoka. Nie wyobrażał sobie chodzenia po tej kupie spalonego żelastwa w długim płaszczu… Właściwie to może „żelastwo” to nieprecyzyjne określenie. Na ile Leonid był wstanie to ocenić, była to całkiem dobrze zaprojektowana lokomotywa, która jeszcze nadawała się do naprawy. Wątpił jednak, czy kiedykolwiek jeszcze opuści to miasto o własnych siłach.
Lublin… Ciekawe.
choć skończył „lubelskie” Technikum Kolejowe w Moskwie, nigdy się właściwie nie
zastanawiał skąd wzięła się ta nazwa. Oczywiście wiedział, że szkołę nazywano
tak potocznie od ulicy, przy której się mieściła, ale jakoś nie roztrząsał tego
dalej. A teraz, sześć lat później los rzucił go do tego miasta, które, jak
wszystko na to wskazywało, miało spore szanse stać się nową stolicą Polski.
Pomimo, że jak wszyscy miał w szkole zajęcia polityczne i należał do komsomołu,
a dwa lata temu zaczął staż kandydacki we Wszechzwiązkowej Komunistycznej
Partii (bolszewików), nie przejmował się zbytnio polityką. Musiał jednak
przyznać, że w pańskiej Polsce potrafili nie tylko robić parowozy, ale też
zadbać o porządne wyposażenie parowozowni… O ile oczywiście była ona dziełem
Polaków.
– Nu, ładno – mruknął
wspinając się po drabince na parowóz.
Przez długie lata transport kolejowy był oczkiem w głowie
władzy radzieckiej. Nic zatem dziwnego, że po 22 czerwca 1941r. kolejowych
specjalistów starano się nie wypuszczać do wojska. Jednocześnie jednak w toku
wojny kolej stopniowo militaryzowano. Jeszcze w latach 30. dbano o to, by
przeciętny kolejarz wyglądał jednak na cywila. Chociaż oddziały
Zmilitaryzowanej Ochrony Dróg Komunikacji (WOChR PS) przemundurowano w 1927r. w
barwy ochronne, to „zwykli” kolejarze nosili mundury granatowe, z czapkami
zaopatrzonymi w obciągnięty tkaniną mundurową daszek, zaś oznaczenia na kołnierzach
wskazywały na kategorię zaszeregowania, a nie konkretny stopień.
Wybuch wojny, jeśli coś zmienił, to tylko na niekorzyść – z
braku mundurów w latach 1941-42 kolejowych strażników ubierano często w
mieszaninę mundurów kolejowych i wojskowych. Od 1943r. zaczęły też pojawiać się
na kolei czapki, które z dość niejasnych przyczyn zaczęto nazywać „czapkami
typu wojskowego” Od wcześniej produkowanych różniły się wyłącznie tym, ze
daszek w nich był fibrowy, „łopatowatego” kształtu, a nie, jak dotąd obszyty
materiałem. Czapki zachowały dotychczasową kolorystykę (ciemnogranatowe z
lamówką w kolorze odpowiednim do rodzaju służby) i oznaczenia (czerwona gwiazda
z wizerunkiem parowozu na otoku). Częściej też ponoć zdarzały się mundury w
nieprawidłowym – czarnym – kolorze, co wynikało prawdopodobnie z mniejszej
dostępności barwników.
Prawdziwa zmiana w wyglądzie kolejarzy radzieckich nadeszła
wraz z rozkazem Ludowego Komisarza Dróg Komunikacji z 13.09.1943r. Trudno
powiedzieć na ile stało się to pod wpływem faktu militaryzacji transportu w
ZSRR, a na ile ze względu na powszechny wówczas powrót do carskiej symboliki,
nie da się jednak ukryć, ze nowe, „militarne” mundury przypominały mundury
carskich kolejarzy. Oprócz zmian w wyglądzie (kurtki i gimnastiorki z kołnierzem
stojącym, pagony), rozkaz ten wprowadzał też całkowitą zmianę w hierarchii.
Dotychczasowe kategorie zaszeregowania zastąpiono konkretnymi stopniami, i o
ile jeszcze personel szeregowy miał nazwy stopni w miarę cywilne, o tyle już
średnia i wyższa kadra kierownicza posiadała stopnie typowo oficerskie,
występujące też w niektórych jednostkach tyłowych Armii czerwonej – np.
Inżynier-lejtnant, Inżynier major – lub na wojskowych wzorowane – np.
generał-dyrektor, dyrektor-pułkownik.
Jak to jednak zwykle bywa w latach wojennych, rozkazy i
regulaminy swoje, a życie swoje. Dla szeregowych pracowników kolei mundurów
brakowało już w poprzednich latach, więc wprowadzenie nowego wzoru sytuację
tylko dodatkowo skomplikowało. Stąd częste mieszanki ubiorów, o których pisałem
uprzednio. Nieco lepiej sprawa wyglądała z mundurami kadry kierowniczej.
Starano się dostarczyć nowe mundury przynajmniej personelowi najbardziej
widocznemu, jednak i to nie zawsze w pełni się udawało. Jakkolwiek rozkaz NKPS
przewidywał zakończenie przejścia na nowe mundury i oznaki stopni do 1 marca
1944r., to w praktyce jeszcze po wojnie można było zobaczyć radzieckich
kolejarzy donaszających wcześniejsze mundury.
Dla potrzeb tego artykułu pokrótce opiszę jedynie mundury
kadry kierownicze średniej i starszej, odpowiadającej mniej więcej korpusom
oficerów młodszych i starszych w wojsku.
Wprowadzony wspomnianym już rozkazem regulamin mundurowy
przewidywał dla wszystkich pracowników mundury galowe i codzienne (służbowe), z
dodatkowym uwzględnieniem wariantów letnich i zimowych.
Interesującej nas grupie pracowników przysługiwały:
– Czapka z daszkiem, koloru
granatowego, z czarnym otokiem i zieloną lamówką dla wszystkich służb. Na otoku
czapek umieszczano odznakę w kształcie skrzyżowanego młotka i klucza
francuskiego, a na tulii – czerwona gwiazdę z sierpem i młotem typu wojskowego.
Tę ostatnią umieszczano często na materiałowej podkładce. Przewidziana była do
noszenia z kurtką galową lub granatową kurtką codzienną
– Czapka z daszkiem, koloru jasnobrązowego,
z czarnym otokiem, do noszenia z letnią kurtką codzienną w kolorze
jasnobrązowym. Dodatkowo do czapki przysługiwał biały pokrowiec, który należało
założyć na czapkę w przypadku noszenia białej kurtki. Odznaki j.w.
– Czapka zimowa typu kubanka (choć de
facto z racji opuszczanego nausznika bliższea raczej „fince”) z czarnego
karakuła, z kompletem odznak jak dla czapki z daszkiem.
– Zimowy płaszcz dwurzędowy Koloru
granatowego (w praktyce najczęściej czarnego).
– Spodnie granatowe z wypustką
zieloną do munduru galowego.
– Pas galowy z tkaniny.
– Granatowa kurtka codzienna
– Granatowe spodnie bez wypustki
– Letnia kurtka codzienna koloru
jasnobrązowego.
– Spodnie jasnobrązowe.
– Letnia kurtka biała
– Buty lub półbuty z lakierowanej
skóry (do munduru granatowego przewidywano czarne, do brązowego – brązowe).
Chociaż dla kolejowych „oficerów” nie przewidywano oficerek,
wielu z nich w dalszym ciągu nosiła takowe. Większość też aż do końca wojny nie
widziała białych kurtek na oczy, zaś znane są przypadki, gdzie zamiast
jasnobrązowych, wykorzystywano mundury w wojskowym kolorze ochronnym (z
odpowiednią lamówką). Ciągle też jeszcze donaszano elementy mundurowe starego
wzoru, w miarę możliwości wymieniając insygnia na nowe.
Pagony wzorowane były na wojskowych, miały pole koloru
srebrnego, prześwity czarne i zieloną lamówkę. Stopień oznaczano gwiazdkami
podobnymi do wojskowych, z tym że – inaczej niż w Armii Czerwonej – umieszczano
je w jednej linii, na osi pagonu, tj. u kadry kierowniczej średniego szczebla –
na prześwicie, a u kadry kierowniczej starszej – pomiędzy prześwitami. Na
pagonach umieszczano także oznaki wskazujące na przynależność do odpowiedniej
służby – ruchu, trakcji, dróg i budowy, łączności oraz administracyjnej.
Wprowadzone w czasie wojny mundury utrzymały się do 1955r.,
kiedy to w ramach destalinizacji i demilitaryzacji pracownikom kolei
przywrócono bardziej „cywilne”, pozbawione pagonów mundury.
Sylwetka
Prezentowana
sylwetka to technik-lejtnant trakcji w mundurze codziennym, jeden z pracowników
odpowiedzialnych za inwentaryzację taboru przed przekazaniem zarządu nad
kolejami na terenie Polski PKWN. Celem inwentaryzacji było w głównej mierze
stwierdzenie, co należy oddać Polakom, a co powinno zostać wywiezione do ZSRR,
ale także sporządzenie dokładnego spisu taboru do przekazania, wraz ze
szczegółowym opisem stanu technicznego.
Technik-lejtnant nosi mundur codzienny w kolorze granatowym
– kurtkę z pagonami i zieloną wypustką wokół mankietów i kołnierza, oraz
spodnie – uzupełniony dodatkowo nie do końca zgodnymi z zasadami butami w
kolorze brązowym i równie niepoprawną czapką starego wzoru – całą granatową, z
niebieską wypustką i starego typu odznaką w postaci czerwonej gwiazdy z wizerunkiem
nadjeżdżającego parowozu. Na mundurze widoczne odznaki „Wzorowy pracownik
służby wagonowej” (pochodząca z wcześniejszego okresu służby) oraz „Przodownik
Kampanii Stalinowskiej”. Choć pracownikom kolei w tym czasie nadawano medale
kampanijne, odznaczenia za pracę, a czasem również niższe odznaczenia bojowe,
ten konkretny oficer nie otrzymał jeszcze żadnego z nich.
Wobec chronicznych braków papieru, do notatek na brudno
wykorzystuje zdobyczne niemieckie zeszyty do stenogramów i całkiem zwyczajny zeszyt
oraz ołówek przedwojennej polskiej produkcji. Do opieczętowywania spisanego
sprzętu używa referentki Komisji Kontrolnej przy pełnomocniku NKPS na Polskę.
Wśród dokumentów osobistych zobaczyć możemy Legitymację NKPS
starego typu (wprowadzoną w latach 30., formalnie zastąpioną nowym wzorem
prawdopodobnie na przełomie 1939 i 1940 roku; Legitymację zastępczą do odznaki
„Przodownik Kampanii Stalinowskiej”, książeczkę wojskową z wklejoną
„bronirowką” – w owym czasie marzenie każdego, kto nie chciał iść na front; Legitymację
członka związku zawodowego pracowników kolei oraz tymczasowe zaświadczenie o
wykonywaniu obowiązków podczas inwentaryzacji.
Zastosowanie
Aż do końca lat 40. Radzieccy kolejarze byli dość częstym
widokiem na ulicach polskich miast – choć zarząd nad kolejami został przekazany
Polsce już w listopadzie 1944r., wiele połączeń w dalszym ciągu obsługiwanych
było przez NKPS. Również znaczna część pociągów wiozących łupy wojenne i jeńców
na wschód miała cywilną radziecką załogę.
Kolejarz radziecki doda smaku każdej nie-bojowej inscenizacji z okresu przełomu 1944 i 1945r. oraz pierwszych lat powojennych, zwłaszcza dotyczących wywózek na wschód i innego typu przemieszczeń ludności, a także do inscenizacji związanych z działalnością powojennego podziemia na terenie Polski i Terenów włączonych do ZSRR.
Autor: Kamil Szustak
Bibliografia:
Prikaz Narodnogo Komissara Putiej Soobszczenija Nr 711C,
Moskwa, 1943r.
The article describes in short another character related to Soviet Railways – a tekhnik-leytenant of the traction service, member of the comission for equipment inventarisation and evaluation. He is wearing an m43 uniform typical for his rank with the old model of the visor cap, that should already be obsolete at that time. The article describes in short the m43 uniformsfor mid-grade and senior command personnel as well as documents typically used by them.
W tym roku w zorganizowanej przez Fundację Ochrony
Dziedzictwa Przemysłowego Śląska Gali Pary wzięło udział dwóch rekonstruktorów
z GRH Osiemnasty Kołobrzeski.
Nasi reprezentanci i nieco wzbogacona ekspozycja. Największym jednak powodzeniem wśród zwiedzających cieszyła się broń.
Ponieważ podstawowym naszym zajęciem miało być przybliżanie
historii improwizowanego wagonu pancernego, zdecydowaliśmy się na te dwa dni wzbogacić
nieco ekspozycję o elementy nawiązujące do różnych okresów historii wagonu.
Sami zaś wystąpiliśmy w roli Sokistów z okresu jego służby w ramach pociągu
pancernego „Szczecin”, choć tym razem zdecydowaliśmy się pokazać także jak
niejednolite bywało wówczas umundurowanie „kolejowych żołnierzy”.
Po nocy spędzonej na odtworzonych pryczach wykonaliśmy kilka
zdjęć, które w najbliższym czasie zostaną wykorzystane do prezentacji dwóch
sylwetek związanych z „kolejowymi klimatami”. Niestety sobotni poranek nie był
zbyt zachęcający – padający od rana deszcz znacząco ograniczył liczbę
zwiedzających, a my dziękowaliśmy Bogu i dyrekcji muzeum za umieszczenie wagonu
w hali parowozowni. Po południu, gdy trochę się przejaśniło, wzięliśmy udział w
dwóch spektaklach towarzyszących prezentacji pamiętającego lata 50. samochodu
Warszawa w wersji drezynowej. Trzeba powiedzieć że możliwość przejechania się
taką „limuzyną”, choćby tylko kilkadziesiąt metrów to naprawdę ciekawe
przeżycie.
Warszawa w wersji drezyna
W niedzielę pogoda się poprawiła, co dość szybko odczuliśmy. Praktycznie od chwili otwarcia muzeum dla zwiedzających cały czas w wagonie mieliśmy tłumy. Konieczność ciągłego opowiadania, prezentacji eksponatów i pozowania do zdjęć sprawiła, że trudno było nam opuścić nasz wnętrze wagonu choćby tylko po to, by zjeść obiad. Dlatego też nie mieliśmy okazji by zobaczyć choćby część pozostałych atrakcji tego dnia, nie mówiąc już o możliwości odwiedzenia pozostałych placówek muzealnych goszczących imprezę.
Od dłuższego czasu nasza grupa starała się zaopatrzyć w
dobre kopie dokumentów tożsamości odpowiednich dla odtwarzanej formacji. Po
różnych – mniej lub bardziej udanych – próbach z drukowaniem takowych domowymi
sposobami czy wykonywaniem na maszynie zaświadczeń zastępczych, doszliśmy w
końcu do jedynego słusznego wniosku: Trzeba to wreszcie zrobić dobrze.
Ponieważ dokument musiał być stosunkowo prosty do wykonania,
a jednocześnie musiał pasować do jednostki formowanej w lecie 1944r., nasz
wybór padł na książeczki czterostronicowe. Pasowały one idealnie. Po pierwsze
mało skomplikowany wzór, drukowany po dwu stronach kartonika, bez dodatkowych
stron. Po drugie wzór opracowano między marcem a lipcem 1944r., tylko wtedy
bowiem funkcjonowała widniejąca na nagłówku nazwa 1 Armia Polska. Po trzecie zaś,
mimo wprowadzenia kolejnych wzorów, funkcjonowały one jeszcze krótko po wojnie.
No i dysponowaliśmy kilkoma oryginalnymi egzemplarzami.
Udało nam się znaleźć drukarnię pracującą na tradycyjnych
maszynach. Po krótkich konsultacjach udało się zamówić książeczki na wzór
oryginału. Pozostał tylko jeden problem – ilości. Zamówienie musiało objąć
ilość przekraczającą potrzeby naszej grupy, nawet z zapasem na przyszłych
członków i planowane projekty.
U dołu – nasza replika. U góry – wysłużone oryginały.
Tak właśnie dotarliśmy tutaj, do momentu, w którym
postanowiliśmy część książeczek wystawić na sprzedaż.
Każdy egzemplarz wykonany został w oparciu o oryginał, z
wykorzystaniem tych samych czcionek, na papierze jakościowo najbardziej
zbliżonym do oryginalnego.
Za dodatkową opłatą (5zł) książeczki mogą zostać wypełnione
danymi podanymi przez nabywcę – wypisane zostaną z użyciem pióra z wymienną
stalówką z epoki, przez osobę biegłą w kaligrafii, a podpis zostanie oparty na
oryginalnym podpisie z epoki (pod warunkiem, że akurat będziemy dysponować
wzorem podpisu dla wybranej jednostki).
This article is the english version of the memoires of engineer-colonel Ivan Ivanovich Svetlakov, which have been published here in Polish earlier.
Letter from the Central Archive of the MVD Interior Troops to col. I. I. SvetlakovFirst Page of the memoires
A short introduction: Ivan Ivanovich Svetlakov was born around 1917 and was one of the three children of colonel Ivan Svetlakov, WW1 and Civil War participant, who was awarded Order of the Red Banner. It is possible that this descendancy (Ivan Svetlakov Sr. worked in the OGPU Railway Security Troops after the wars) had a decicive influence on Young Vanya’s career. But let him speak for himself:
I. I. Svetlakov in his school years.
Retired colonel-engineer Svetlakov Ivan
Ivanovich
In reply to
the letter nr. 8/A-189 of 12.87 from the Central Archive of the Interior
Troops, 107150. Moscow City, B-150.
Copy: for
the Archives of the VV MVD for Ukrainian and Moldovan SSR.
On certain
issues. Personal memoires of the armored support of the combat actions of the
Interior and Border Troops in the years of the Great Patriotic War on the 2nd
Ukrainian Front and of the Chekist-military operations in the Baltic Republics.
Ivan Svetlakov (first to the right) with friends, Evpatoria, 1935.
In 1937 I was called for the military service to the Armored Troops School for the Interior and Border Troops of the NKVD in the city of Leningrad. After finishing the learning course, the headmaster of the school – captain Kovalchuk and chief of staff captain Knyazev asked me in a private conversation, why did I start my military service with a two-year delay. I told them that I had been working in the repair plant nr. 104 as a foreman – head of the department. The chief of staff asked: ‘If it’s not a secret, what was your department’s area of work?’ I told him, that we would repair T-27, T-26 and BT-2, 5 tanks as well as GAZ-AA, AMO-3 and ZIS-5 cars. The chief of Staff replied: ‘Looks like this is exactly what we were looking for.’
Ivan Svetlakov (standing) with his collegues from the platoon
2 or 3 days
later, the chief of staff met me personally and put me into a car. I
immediately [on arrival] recognized the Lenin factory, called for the head of
the department and introduced him to the chief of staff. I had been in the
factory few times before on delegations, so I personally knew the head of the
department – an engineer 2nd grade. The chief of staff received
answers to his questions related to the repair process of T-27 tanks and we
went to the Voroshilov Factory, where we also got answers to all questions of
interest.
In the next
2-3 days I had to say goodbye to the second platoon of the first squadron [and]
with lieutenant Kartashov and captain Yutkin and move to the technical unit of
the school.
In
accordance with the order, a group was formed in the school in order to control
the technical condition of the T-27 tanks. The control revealed a terrible
truth. In the pursuit of “jumps” and “record” setting on all the hulls the
dented or even cracked bottoms were revealed. The headmaster of the school
(predecessor of captain Kovalchuk) was arrested and convicted. The repairs of
the T-27 tanks was undertaken by a military workshop and thanks to the repaired
generators received from the Lenin Factory, all 110 tanks were restored into
working order.
During the
winter of 1937-1938 the new batch of BT7-A has arrived and the commanders were
retrained to handling the most modern –at that time – tanks. Throughout the
summer the technical unit was busy organizing, operating and providing
technical support for the new vehicles. In the preparation and servicing of the
BT7-A tanks an important role was played by the head of the workshops Fadyeyev,
extended service starshina Kavarenskiy and me.
In winter
1938 a group of commanders with mid-grade technical education started to
prepare to enroll the institutes. Major Knyazyev – the headmaster of our school
and the commissar (whose name I don’t remember) learned about our plans, so
they gathered us and read to us a communiqué about the new enrollment in 1939,
to the military academies. Major Knyazyev himself wanted to join us, but
unfortunately the medical commission did not allow him because of poor health.
The
preparations carried at the unit and later, since 15th of August
carried at the academies for: Armored Troops, Chemical Defense, Air Force,
Communications and Artillery assured enrollment to engineering faculties for
Svetlakov, Bykov, Solovev and Guzyeyev. Unfortunately, our fifth colleague,
best-prepared of us all, failed the first exam and did not get into the
artillery academy. The persistent learning had begun. These years were the most
solemn period and at the same time – the hardest years of my life. The end of
the education was additionally heated up by the Great Patriotic War.
Kursant I. I. Svetlakov in the Academy, ca. 1938-41
In May 1942
the GUVS NKVD USSR[1]
has assigned me to the newly-created Central Automobile Repair Base 3 (TsARB)
in the buildings of an evacuated factory that used to produce machines for fur treatment.
In TsARB I became acquainted with the newly-created collective, whose members
were: the chief – captain Amelin, senior lieutenants Kashin and Gitskiy,
Lieutenant Prokhorov and others. With support of engineer 1st degree
Mantsvetov, engineer 1st degree Gushchin, Rusakov, Skalattskiy and
other workers of the automobile department of the GUVS, we managed to place the
equipment, put the technological process to order and master the design
capacity in May. As the fronts moved, the role of TsARB would decrease. The
need for moving the means of repair closer to the units engaged in the combat
operations would became more and more evident.
Jr. lt. Svetlakov, 1941
In May 1944
I was promoted to senior assistant of the chief of the department and in Kiev I
was included in the Operational Group under command of colonel A. L. Zareckiy. As
members of the operational group we arrived at the HQ of the 2nd
Ukrainian Front in the city of Beltsy. The following tasks were given to the
operational group:
Make contacts with the proper
directorates of the 2nd Ukrainian Front’s HQ, organize undisturbed
supply of the NKVD units in supplies, armor equipment, technical repairs, GSM[2]
and other technical equipment and materials.
Provide direct help to the unit in
the field of transport and other equipment to the new deployment points, carry
the control of the technical condition of the equipment. Remove all unusable
means of transport from units and take all measures to supply those units with
means of transport, GSM reserve and spare parts.
Prepare the arriving newly-formed
border regiments in the field of material-technical supply in order to deploy
them in the border detachments for further deployment on the border with
Romania.
During May 1944 we had managed to
make contact with the automobile directorate of the Front and the OSG[3]
of the Front and later:
Receive
automobiles and engines for general overhaul, all the unusable machines were collected
and left at the SPAMs[4]
of the Front, including those of the arriving border regiments;
Aforementioned
means of transport treated once with the GSM supply, border regiments prepared
for GSM storage and repairs. Measures taken in order to increase transport
combat readiness;
In
connection with equipment of the aforementioned units with new types of
automobile transport by the Automobile Directorate of the Front in June-July
the preliminary training of the officers in the fields of construction and operation
of the Chevrolet, Ford, Studebacker, Dodge 3/4 and Willys vehicles was carried
in the 3rd Training Automobile Regiment of the 2nd
Ukrainian Front;
The
reserve of 20 tons of GSM was accumulated in the city of Beltsy in the 20th
border regiment, renamed 20th Border Detachment, as well as 19th,
21st and Chernovtsy border regiments.
In the
second half of June the operational group was reorganized to be the Moldovan
OUVS. The Chief of automobile service major Shalmiyev, captains Tryakin, Butov,
lieutenants Popov, Bruyevich and others have arrived. By the end of July the
material part of the operational and border units was prepared and treated with
the double reserve of the GSM and the border units [were prepared] to relocate
to the new places in order to protect the state border.
The
preparation of the aforementioned units was being carried on in especially
harsh conditions of the 2nd Ukrainian Front during the constant
bombardment of the Beltsy railway junction during the relocation of marshal
Rotmistrov’s 5th Armor Army.
August 1944 [saw] successful
relocation of the 2nd Ukrainian Front on the Romanian Territory,
which has put new tasks ahead of the OUVS in terms of securing the combat
operations of the aforementioned units:
The
border regiments (detachments) were left unsupplied by the 2nd
Ukrainian Front, while OUVS – still being at the stage of organizing itself – was unable to supply the
aforementioned units with GSM and means of technical repair. The situation of
the Interior Troops units remaining on the territory of the Moldovan SRR was
analogical.
The
aforementioned Interior Troops units operating as the parts of the 2nd
Ukrainian Front were cut off from the supply organs – separated by the state
border with all the restrictions connected ith the border control. In these
issues the automobile department of the OUVS had to undertake two tasks:
Organize operation and assure supply
of the Armored Troops units with equipment and the GSM, gather mobile means of
automobile transport repair and other technical equipment.
Continue to provide help to the
aforementioned Interior Troops units stationed on the other side of the state
border.
To deal with that issue, a group was formed consisting of Colonel Zareckiy, major Shalmiyev S. M., engineer-captain Svetlakov I. I. with the task to maintain contact with the rear of the 2nd Ukrainian Front in terms of supplying the aforementioned Armored Troops units located in the territory of Romania, Hungary as well as on the territory of the Moldovan SRR with equipment, GSM and means of repair. Providing the GSM supply for the aforementioned units in Moldovan SSR was especially complicated. The group would take orders from the automobile directorate and the OSG, distribute them between the aforementioned units dislocated in the 2nd Ukrainian Front and the aforementioned units on the territory of the Moldvan SSR and would carry their fulfillment. In order to do so, major Shalmiyev, captains Tryakin and Butov would form automobile columns of cargo trucks, the formed columns they would take to the border detachments’ KPPs[5], where I would meet them and with the column would go to Ploesti to one of the petrol bases or to “Astroromania” and “Columbia” Works, the column with the loaded cargo I would take to the border post. At the post, the column would be disbanded, the vehicles would go to the assigned units. It would happen sometime that the column would Only have enough fuel to get to the Romanian town of Khushyi (20km from the border) [Town unidentified]. In that cases, the remains of the GSM would be poured into one vehicle, which with the additional cruise would bring fuel from Ploesti, the vehicles would be refueled and we would proceed forward. The analogical cruises for fuel would happen 2-3 times a month.
In one of the cruises to Chişinău stationary equipment and a diesel-powered 40kW main electrical station was delivered. In the first days of September in Chişinău, on the basis of OARM-92[6] it would power-up electricl lightning (the city had no electrical lightning at that time yet). In October new restrictions concerning crossing of the border were implemented and the problem of providing support for the aforementioned units had arisen again on the territory of the Moldovan SSR as well as in Romania and Hungary. In order to solve these problems, by the order of the GUVS NKVD USSR nr. 25/31666 of 24th of October 1944 I was assigned on 4th of November 1944 to Bucharest to the 23rd Brigade of the NKVD Interior Troops. During August, September and October I would constantly be in the 23rd Brigade, from where I had contact with the automobile service directorate and the OSG as well as repair bases of the 2nd Ukrainian Front. After arrival to Bucharest I was briefed on the operational situation and, with exception of a special ordinance, the commander – colonel comrade Aleksyeyev forbade any departures and I was assigned to the operational work, as there was no automobile service chief in the brigade.
In the middle of November, in the
allied committee in Bucharest an order was issued to dismantle a repair base
that belonged to the Romanian Army before situated in Chişinău, moved together
with its civilian workers from the Moldovan SSR to the city of Timashory
[Timisoara?]. In May, the commander of the Brigade assigned a junior sergeant
and two privates to my assistance and we went to Timashory to dismantle the
repair base and move it to Chişinău. In ten days the base was disassemblied and
the fact was confirmed by a proper document signed by a Romanian Army commander
Flor and the captain of the Moldovan OUVS Svetlakov. This document was handed on
to the allied committee.
The equipment was unloaded and the
Workers – citizens of the Moldovan SSR were promised employment after carrying
a control.
By the decision of the City Council
of the Chisinau the buildings, that were earlier occupied by the Romanian repair base were passed to the Moldovan OUVS,
which meant that the equipment was also passed to it.
From the city of Timashory we went
to Hungary to the cities of Bekescsaba and Bekesszentezs [the names are more of
a guesswork of mine, the transcription to Russian done by Svetlakov was far
from perfect], were AVTU [?] and OSG of the 2nd Ukrainian Front were
located in order to supply them with GSM, technical support and other
automobile equipment.
The orders for automobile and their
engine repairs were handed on in the city of Arad, in Ford factory to the
representative of the AVTU. For a unit [in Moldovan?] SSR an order was placed
for 50 tons of gasoline and the need to transfer it had arised. After returning
to the 23rd Brigade and recovering from a strong cold in the
sanitary unit I went to Ploesti in order to transport fuel to Chişinău. In
Bucharest in Ford factory I managed to get a car thanks to the AVTU
representative lt. colonel Butov and colonel Aleksyeyev, having regard on my
health condition assigned two drivers at my disposal to drive the car to Chişinău.
And thus, on 13th of December my journey has ended.
Captain Svetlakov, 1945
After my arrival to Chişinău, the
chief of the UVS comrade Popov appointed me the chief of OARM-92. Having the
facilities, equipment brought from Romania, hard-working lieutenants Krokhmal,
Smyelyanets, Fadyeyev, Muravchenko, extended servicemen and qualified workers,
citizens of our country, with constant help of colonel Popov and major
Shalmiyev we have managed to put OARM-92 back to work in a relatively short
time and started to provide support to the border and interior units in
preparing the technical readiness of the automobile parks and conducting
chekist operations.
At the end of December during the
meeting hosted by the chief of the OUVS, the deputy unit commanders complained
that the kitchens, officer quarters, barracks and HQs freeze with the shortages
of combustible material and that OUVS
does not provide heating installations and does not increase the norms of
combustible materials (during their withdrawal, the Romanians have dismantled
and taken away the heating installations). Colonel Popov pointed his hand at
the furnace in his office, where no doors were present. Before I would inform
colonel Popov that we have assembled a cast iron furnace and plan to cast
thimbles for engine cylinders, which were much in need and the risk of engine
repair stop exists, as the works are on hold because of coke shortages.
The chief of the OUVS colonel Popov
asked me if I can help anyhow in the current situation. I answered, that yes,
provided that we receive coke. I can’t remember which of the deputy commanders
promised [and delivered coke] and in a few days the furnace was filled. Second
smelt concluded in casting 25 sets of doors for indoor furnaces and flues and
the doors had the inscription cast: “OARM-92”. During winter we equipped the
furnaces in barracks and officer and employees quarters.
In July 1946 I was called to Moscow – at that time a plan was formed in the automobile directorate of the Guvs MVD USSR to create a group with aim to design 7 plants and up to 10 OARMs and I was intended for this work. As the personnel recruitment delays occurred and not to waste time, I was sent to the TsARB-based, newly-formed central ARZ GUVS MVD SSSR[7] with the task to pick equipment for the plants still waiting to be built (without any project documentation), counting on my experience.
At that time echelons brought
equipment captured in Germany to the Aviation Works. The industrial plants of
the Ministry of Aviation Industry didn’t have special machines to unload and
transport the equipment. The automobile Directorate of the GUVS had a
Voroshilovets tractor, 10-ton automobile crane and three 10-ton off-road
vehicles. According to the agreement, the Ministry of Aviation Industry would
pass 10 machines to GUVS, picked from the echelon on unloading for every
echelon unloaded by GUVS. With such machines, in 25-40 minutes it was possible
to unload 25-30 railway cars. The aviation works (in the towns of Khimki and
Stupino) would avoid fines and we would receive machines we have never dreamed
of. We acquired 500 machines total. I
was, under priceless guidance of lt. colonel Karev and colonel Goryachev,
responsible for picking and acquiring the equipment.
From 15th of November to
the 26th of December 1946 I was, as part of the group of deputy
minister Apollonov, sent to Vilnius, where we were (in group consisting of
captains Semerikov, Tyutyunnik, Svetlakov and Yemec) given the task to help in
the work preparation and carrying of large-scale military-chekist operations.
Our group was to provide support and increase combat readiness of the
automobile parks of the motor rifle regiments of the UMSD. The group had controlled
5 regiments and started the construction of the ARZ-11.
The chief of the GUVS MVD USSR,
while reporting the completed work said that ‘the command of the 4 MSD of the
Baltic OUVS MVD has asked for you to be assigned to the Baltic OUVS as a head
engineer of the ARZ nr.11. You have examined the situation and you will solve
the noticed problems.’
On the 2nd of January
1947 I was sent to the Baltic OUVS to take the post of the head engineer of the
ARZ-11. In the automobile department of the OUVS I met again with major
Shalmiyev, chief of the ARZ major Amelin and my friends from the Armored Troops
Academy – captains Grishin N. M., Melnichkov and Rutkovskiy.
The ARZ was situated in the
buildings of the Armored Troops technical school. It’s personnel consisted of a
collective of 28 officers, 20 extended servicemen, workforce of 1200 German
POWs and a sentry company responsible for guarding the POW camp and the ARZ
itself. This team was exceptionally well-integrated. The large part of the
machines acquired from the Ministry of Aviation Industry was trasfered to the
AR[Z]-11, also the machines, which were, with the help of the POWs recovered
from the ruins of Koenigsberg factories were repaired and installed in the
mechanical department. The ARZ worked better and better and in September 1947
it provided significant support for the military units of the 2nd, 4th,
5th and the 7th divisions as well as the units stationed
in Ukraine.
In 1949 the production capacity had increased
and a decision was made to move the ARZ. By the decision of the Council of
Ministers of the USSR the supply of the repair resources was passed to the
Ministry of Forest and Paper Industry and the Ministry of Semifabricates.
In 1947 the Interior Troops were subordinated to the MGB and ARZ-11 was subordinated directly to the GUVV[8] and passed to at the disposal of the Baltic OUVS and later – GUVS MGB USRR. Thanks to the nomination of colonel Shub, the work of ARZ-11 and the whole Automobile and Armored service became much easier.
In May 1948 I was appointed the
chief of the 1st automobile department of the Baltic OUVS and in
August 1950 – chief of the automobile-armor department of the Baltic OUVS of
the MGB.
From May 1948 to August 1952 we
carried a major reorganization, and only thanks to the organizational skills,
virtue and willpower of the colonel Shub V. P. we have managed to implement the
following organizational changes without any special problems:
1.By the decision of the command,
the POW camp was shut down, the POWs were sent back to Germany and the ARZ-11
remained with no workforce. By the decision of the Council of Ministers of the
Lithuanian SSR, the vocational school graduates were assigned to the production
line. It required a lot of effort to prepare the young workers, providing living
conditions for them and recruit the workforce from outside the schools.
2.The reunion of the MVD and the MGB
into one ministry created the need of taking over all the means of support for
both Border Troops [subordinate to the MVD before] and the Interior Troops and
provide them with assistance in terms of repair, organization, operation and
servicing of the automobile parks of the military units.
3.The introduction of the new types
of vessels in the naval Border Guards units lead to the need for organizing in
the 9th and 15th naval squadron and the naval base huge
warehouses for the GSM.
For example, the SK “Korshun”
required 300 tons of naval mazut and 10 tons of turbine oil for one maintenance
cycle, and there were 4 of them. The refueling of a large hunter vessel
12-18 tons of diesel fuel. Small hunters required their gasoline
engines to be replaced with diesel ones. The M-50 engine’s maintainance was
carried by Leningrad works. The constant need to remove them from the vessels
and send them to Leningrad after 20, 30, 50, 150 and so on workhours [was
problematic]. An especially difficult issue was the constantly decreasing
amount of lubricant. The building of a tank by our own means became a
necessity.
4.the creation of a chain of posts
equipped with searchlights with overlapping ranges from Kaliningrad to Ventspils
required securing the proper territories as well as choice of instruments and
spare parts.
5.Disbanding of the Baltic OUVS in
August 1952, passing the ARZ-11 to the Ministry of Forest and Paper Industry,
liquidation of the district warehouse in Vilnius.
6.Disbanding of a number of Interior
Troops regiments and border detachments created the need to rally automobiles,
armored vehicles and other equipment in the pre-set points and securing them.
Mjr. Svetlakov, 1952
In April 1954 the Latvian OUVS MVD
USSR was disbanded. All the disbandments would bring the problem of employment
changes in the officer and extended service personnel. After the work connected
with the disbandment of the Latvian OUVS, I was appointed a deputy [commander]
of the 36 detachment upon request of the command of the 4th Motor
Rifle Division and from September 1955 by the order of GUVV I was appointed a
deputy commander of the 105th Motor Rifle Regiment in Germany, and in November 1955 I was
appointed the chief of the automobile service of the MVD Interior Troops in
Germany.
Lt. col. Svetlakov, 1955
After I was appointed the chief of
the automobile service of the VV MVD in Germany, the Chief of [Interior] troops
lieutenant-general comrade Bunkov ordered me to thoroughly examine the state of
affairs in the technical units of the regiments in 15-20 days and prepare a
report and conclusions.
The control of the condition of the
technical services of the regiments revealed the following:
Means of automobile transport and other combat machines [were] in operational condition, the KTG[9] exceeds 0,90, external appearance of the automobiles [was] good; technical units and sub-units had the full personnel;
Technical services [were] equipped in spare parts, tires, batteries, the reserve of tires and batteries for 2-3 years. Large number of the equipment written off was not disposed of;
In the course of operation of and repairs there’s no evident order;
In the combat preparations of the personnel insufficient stress is put on march preparations of the automobile columns and railway transport of the machines.
The warehouses were in a mess, full of written-off machines, disused devices, parts, including GAZ-AA automobiles, captured trailers, cargo containers, tires, batteries, spare parts and other equipment.
Significant excess of spare tires (5-6 times exceeding the norms) for cars, overestimated requests for tires to cargo trucks. overestimated requests for spare parts sent to the GDR government.
The training of NCO’s and preliminary driver training in the area of GDR traffic regulations as well as combat training of all the personnel were very good and yet the marching exercises for the transport of a company, battalion, regiment were practically never conducted, more stress was put on individual training. No attention was given to the problem of transferring the motor rifles subunits by the means of railway transport;
The contacts between the specialists were not made with the automobile directorates of the Group of Forces in Germany [of the Soviet Army]. Regiment deputy commanders did not participate in the training courses organized by the automobile and armor directorates, even though the deputy commanders for technical affairs were obliged to participate in them.
The means of repair of the Group of Forces [in Germany of the Soviet Army] were not used [by the Interior Troops in Germany] and vehicles and engines were repaired by the GDR companies and the bills were all paid in currency.
After having heard the report, the
chief of the [Interior] Troops lieutenant-general [Bunkov] ordered the
preparations of a plan that will improve the revealed problems, and after firm
actions were taken, he personally participated in the next control, in first
place checking if the technical services got rid of redundant equipment.
Training courses were conducted at
the troops command in all the topics that were not yet practiced and the deputy
regiment commanders for technical affairs would participate in the courses
organized at the automobile and armor directorates. The vigorous support and
help from lieutenant general Bunkov assured the proper preparations to transfer
technical means of the Interior Troops from the territory of the GDR.
After the Interior Troops were moved
out, the commander of the Group of Forces in the GDR marshal Grechko called for
a meeting, on which he praised the well-organized transfer of the [Interior]
Troops. The transfer of the vehicles was conducted correctly, he specifically
praised the transfer of the vehicles onto the Soviet Railways. He also highly
praised the personnel for securing the vehicles on platform cars.
In March 1957 the Interior Troops were moved
out to the territory of the Soviet Union. In April 1957 I was appointed the
chief of the automobile service [of the Interior Troops] for Ukrainian and
Moldovan SSR.
On the first examination of the
condition of the technical services it was noticed that:
1.In all units the technical
condition of the vehicles would exceed KTG 0,90 and the fact that the ARZ-5 and
ARZ-12 were passed to the state economy
[=ministries responsible for various branches of industry] gradually led to the
aging of the automobile parks and the delays in the repair schedules. The
process of vehicle repairs would complicate. Regiments’ workshops, with
insufficient number of work units, could not handle military repairs. Lack of
district repair bases caused the disturbances which were becoming evident.
2.There were no contacts with the
automobile and armor services of the [Soviet Army of the] Kiev, Odessa and
Carpathian Military Districts. The officers would not participate in the
training courses.
3.While the training of drivers and
NCO training was well-organized, no attention was given to the preparation of
moving automobile columns on company, battalion and regiment levels.
4.With quite good staffing of the
automobile services of the convoy regiments and industrial plant security
regiments, the technical units of them were organizationally weak.
5.The automobile service of the
Directorate of the [Interior] Troops was generally weak. The technical units of
the regiments and automobile services had antiquated equipment, in the
technical units and automobile services there were practically no officers with
higher education.
The arrival of the
lieutenant-general Buldovich R. E. and the attention he would give to the
problems of the automobile services and technical units of the regiments
resulted in taking the following actions in order to improve units’ automobile
parks and technical services:
1.Funds were risen and young
officers were sent to study at the Military Transport Academy of the Armed
Forces. In the first year, 6 young officers were prepared and sent, they all
passed the exams and became students of the Academy, in the following years 2-3
officers were prepared a year, who, after fulfilling the perquisites would
start their studies in the extramural academies and civilian road transport
institutes.
2.The organizational stati of the
automobile services were improved and the function of deputy commander for
technical affairs were introduced in convoy units and industrial plant security
regiments.
3. Organizational status of the
command’s automobile service was improved.
4.Modernization of the automobile
parks was carried and new vehicles were introduced, especially in operational units.
5.The preparedness of the units’
automobile parks and personnel for conducting columns and marches for the
distances of 200-500 km per day was improved.
6.Work was carried in order to
re-arming and creation of the automobile parks.
7.In automobile sub-units more
attention was given to combat and political training as well as specialist
training.
8.10 military units of the militia
were formed, the conditions of the automobile parks were set.
Training session for the deputy regiment commanders and Ciefs of Automobile Services of Ukrainian and Moldovan SSRs, Kharkov, 1958. Col. I. Svetlakov – 4th from left, 4th row. At that time he was already the chief of Automobile service for the aforementioned republics.
All the aforementioned actions were
taken to improve the way the service and operational work was conducted by the
[Interior] Troops and improve their combat readiness.
A wide range of wonderful
officers-automobile specialists were gathered in the regiments, and we must not
forget the distinguished activity of the regiments’ deputy commanders – lt.
colonels: Sivokobylskiy, Dolzhikov, Bulyshev, Polishchuk, Dolgikh, Yemets,
Dzhokich, Gurevich, Strazhkin, Belyi, Lepekhin, Pugachev, Antonov, Pashkyevich,
Savieliev, Shalamov, Kravchenko; majors: Leontyev, Popov and many more. The
successful work of the young officers replacing the old guard is also worth
mentioning.
Training of the officers of the Interior Troops of USSR and MSSR, ca. 1960.
Ending my memoires I would like to
wish them further successes and above all:
Meeting of the deputy unit commanders and chiefs of automobile services of the VV MVD of the USSR and MSSR. The photograph comes from col. Svetlakov’s collection, but I am unable to identify him here.
1.In terms of perfecting of the
technical services and automobile subunits – strengthen the earlier
achievements and set the new ones.
2.Because of the fact that ARZs were
passed to the state economy take actions in order to create effective means of
repair able to assure the repairs of all types of vehicles in every independent
regiment.
3.Make full use of our experience
from the years of work in the war years and at carrying the military-chekist
operations always remember [that] without automobile subunits well-trained it
is impossible to assure undisturbed operation of military units.
Presentation of the new technical means on the meeting of VV MVD of the USSR and MSSR unit commanders. Col. Svetlakov – right.
Annexes:[…]
Retired colonel-enineer Svetlakov
I. I.
12
April 1988r.
Translation from Russian by Kamil Szustak
[1] Main Military Construction Directorate of the NKVD.
[2] Goriuchie-Smazochnyje Materialy –
Fuel and Lubricant Materials.
[3] Otdel Snabzheniya Goryuchim – Fuel
Distribution Department.
[4] Sbornyi Punkt Avariynikh Mashin –
Damaged Vehicles Rally Point
[5] Okruzhnaya Avto-Remontnaya Masterskaya – District Automobile Repair Workshop
[6] Kontrolno-Propusknoy Punkt – Border Control Point.
[7] Automobile Repair Plant of the GUVS of the Minstry of Interior Affairs of the USSR.
[8] Glavnoye Uprlevnyenye Vnutryennykh Voysk – Main Directorate of the Interior Troops.
W pierwszy weekend czerwca czteroosobowa reprezentacja naszej GRH wzięła udział w I Pikniku Historycznym w Krynicy Zdroju.
Program pikniku obejmował dioramy, pokazy, dwie inscenizacje a także atrakcje dla najmłodszych (w końcu – dzień dziecka).
Nasza – wyjątkowo okrojona – ekipa wystawiła dioramę „Punkt przyjęcia rekrutów pułku zapasowego 1AWP, 1945r.” Pod półotwartym namiotem z pałatek stanęło „biurko” wykonane z balików słomy i drewnianego blatu, który wkrótce zapełnił się przyborami biurowymi – pieczątkami, piórami, dokumentami… Wszystkiego dopełnił telefon polowy TAJ-43, niewielki skład mundurów i broni, a wszystko to pod godłem – z braku odpowiedniego godła wykorzystaliśmy magazynek od DP w wersji „galowej”.
Wkrótce pojawili się pierwsi odwiedzający. Chętnym oprócz wykonania zdjęć wypisywaliśmy tymczasowe legitymacje (według wzoru stosowanego w czasie wojny).
Największą jednak atrakcję nasza grupa zaczęła stanowić, gdy przydzielono nam zadanie przyrządzenia posiłku.
Udostępniony przez SRH 1PSP AK kocioł i dostarczone przez organizatora produkty pozwoliły na przygotowanie posiłku dla wszystkich uczestniczących grup, w warunkach historycznych. Przygotowane posiłki smakowały wszystkim.
W ramach pikniku, w pobliżu miejskiego deptaku odbyły się dwie inscenizacje prezentujące epizody bojowe z okresu drugiej wojny światowej.
Choć była to dopiero pierwsza edycja imprezy, o skromnym jeszcze wymiarze, to przyznać trzeba, ze ma ona duży potencjał rozwojowy. Miejsce na obozowisko było bardzo przyjemne, przypominało leśną polanę, co stanowi duży plus w stosunku do tak częstych na imprezach tego typu otwartych przestrzeni bez krzty cienia. Podkreślić należy także wyjątkową gościnność organizatorów. Mamy nadzieję, że impreza na stałe zagości w regionalnym kalendarzu wydarzeń.
W wyjątkowo zimną, marcową sobotę
dwóch przedstawicieli naszej Grupy wzięło udział w kolejnej
edycji wydarzenia historyczno-edukacyjnego o nazwie „Pociąg
Repatriantów”. Głównym organizatorem tego przedsięwzięcia jest
Oleśnickie Stowarzyszenie Miłośników Techniki „Olsensium”.
Idea projektu polega na tym, że zarówno rekonstruktorzy, jak też
publiczność jadą wspólnie zabytkowym składem pociągu z Oleśnicy
(Dolnośląskie), przez Kępno (Wielkopolska) do Wieruszowa
(Łódzkie). Przejazd ma upamiętnić wszystkich, którzy po wojnie
jechali koleją na Ziemie Zachodnie, stając się dla podróżnych
okazją do przeniesienia się w realia tamtych czasów.
Prezentacja najciekawszych sylwetek rekonstrukcyjnych – dworzec kolejowy w Oleśnicy
Większość uczestników stara się co
roku w pewien sposób ustylizować swoje stroje – choć nie jest to
w żadnym razie wymogiem. W wagonach spotykamy zatem zarówno świetne
stylizacje, godne najlepszych imprez rekonstrukcyjnych, jak też
trochę gorsze. Spora część podróżnych jedzie po prostu we
współczesnych ubraniach. Rekonstruktorzy uczestniczący w projekcie
prezentują sylwetki Armii Czerwonej, Wojska Polskiego, Milicji oraz
niedobitków wojsk III Rzeszy.
Na każdej z mijanych stacji licznie
zjawia się miejscowa ludność, oglądająca pociąg i jego ekipaż.
Lokalne organizacje społeczne zawsze dbają o serdeczną gościnę,
poczęstunki są wyjątkowo smaczne i obfite, przygrywają muzykanci
i aż nie chcę się jechać dalej. Zazwyczaj skład ciągnięty jest
przez parowóz, niestety w tym roku z powodu nagłej awarii parowa
lokomotywa została zastąpiona przez – równie zabytkowy –
spalinowóz.
W tym roku przedstawiliśmy nasze nowe
sylwetki Straży Ochrony Kolei. Podróżowaliśmy na podestach
wagonów osobowych, kryjąc się przed szczególnie dotkliwym
wiatrem. Niedaleko Oleśnicy skład został zaatakowany przez
nieznanych napastników. Na szczęście jednym z wagonów podróżowała
całkiem liczna grupa żołnierzy polskich i radzieckich, którzy
odpowiedzieli ogniem. Korzystając z zamieszania, nasi sokiści
oskrzydlili atakujących, zachodząc od tyłu stanowisko rkm. W tym
samym czasie wojsko ruszyło do frontalnego ataku i wspólnie udało
się rozgromić napastników. Okazało się, że była to zbieranina
ludzi w mundurach Wehrmachtu, SS i HJ oraz kilku cywili. Ocalałych z
potyczki członków „bandy” zatrzymano na platformie pod strażą
wojska.
Służba Ochrony Kolei w śmiałym ataku na pozycje bandytów…
Dalsza podróż przebiegała już bez
zakłóceń, aż do Sycowa, gdzie wśród bardzo licznej publiczności
przeprowadzono kolejną mini inscenizację. Tym razem napastnicy
ukryli się na ceglanej wieży wodnej, skąd ostrzelali pilnujących
pociągu żołnierzy i sokistów. Po niezbyt długiej strzelaninie
udało się podejść do budynku i zarzucić go granatami, co
pozbawiło siedzących w nim ochoty na dalszą walkę. Tu również –
o dziwo – okazało się, że zaatakował nas jakiś mały oddziałek
Wehrwolfu. Ujętych żywcem wrogów szybko przejęli Sowieci w
charakterystycznych niebieskich czapkach….
Kępno i Wieruszów przywitały nas
serdecznie i wesoło, muzyką i ciepłymi posiłkami. Pomimo
pogarszającej się wciąż pogody – do zimna i wiatru doszedł
gęsty, denerwujący deszczyk – atmosfera była wyjątkowo radosna.
Wreszcie nadszedł czas powrotu do Oleśnicy, tym razem tylko z
krótkimi, technicznymi przerwami.
Projekt historyczny “Pociąg Repatriantów” na stałe zagościł w kalendarzu imprez pogranicza trzech województw. I bardzo dobrze, gdyż jest to wspaniała lekcja historii dla najmłodszych, nostalgiczna podróż w czasie dla najstarszych i znakomita przygoda dla wszystkich. Każdemu, kto w jakimś stopniu interesuje się historią, militariami czy też techniką kolejową można śmiało polecić wykupienie biletu na kolejną, przyszłoroczną edycję pociągu…
3. maja 2019r. pięciu członków naszej grupy wzięło udział w
pikniku militarnym w Rydułatowach. Po sąsiedzku ze stoiskiem „współczesnym”
wystawionym przez Ranger Survival Club, wystawiliśmy dioramę prezentującą polowy
posterunek żandarmerii[1]
dywizyjnej z wiosny 1945r., obsadzony
przez żandarmów, do których, po przejęciu przez nich podejrzanej niemieckiej
dokumentacji, dołączył oficer delegowany z dywizyjnego Oddziału Informacji.
Oprócz analizy dokumentów żandarmi przeprowadzili kilka
patroli, w toku, których aresztowano dezertera oraz… drużynę harcerską.
Aresztowany dezerter po przesłuchaniu został osadzony- pod strażą – w zaimprowizowanym areszcie, zaś harcerze
zostali zwolnieni.
Uzupełnieniem dioramy była tablica informacyjna oraz
niewielka wystawka prezentująca sylwetkę żandarma z 6DP, przedwojennego kaprala
10PSK, starszego wachmistrza Łukasza Trusza.
Przed godziną pierwszą odbyła się inscenizacja wydarzeń,
które miały miejsce w Rydułtowach w czasie Powstań Śląskich, w której udział
wzięło – po uprzedniej zmianie ubioru – kilku członków naszej grupy. Choć obszar
inscenizacji był niewielki, to ze względu na dość gęsto rosnące krzaki i
znaczny spadek terenu, pozwolił na stworzenie dość realistycznej inscenizacji.
Całość trochę psuł fakt, że zgodnie ze scenariuszem, działania toczyły się w
nocy.
Po inscenizacji, przedstawiciele lokalnych instytucji oddali
hołd powstańcom składając wieńce pod pomnikami upamiętniającymi te wydarzenia.
Chociaż pogoda nie dopisała (inscenizacja odbywała się w
deszczu) a impreza byłą dość słabo rozreklamowana (informacje o niej znalazły
się tylko w internecie), zgromadziła stosunkowo liczną publikę. Być może w
przyszłym roku nabierze nieco większego rozmachu.
Autor: Kamil Szustak
[1] Nazwa „żandarmeria”
oficjalnie funkcjonowała w WP an wschodzie tylko między listopadem 1944 a lutym
1945r., była jednak używana zwyczajowo, również w dokumentach oficjalnych,
przez cały okres funkcjonowania 1 i 2 AWP. Należy jednak pamiętać, że nie była
to jedyna nazwa stosowana w odniesieniu do tej formacji.