Letni mundur galowy oficerów Armii Radzieckiej po drugiej wojnie światowej

W niniejszym artykule postaram się przybliżyć historię radzieckiego letniego munduru galowego po 1945r. Konkretniej – zmiany jakim ulegał mundur galowy oficerów Armii Radzieckiej w latach 1949-1991. Choć temat ten wielu ludzi w Polsce uznaje za nieinteresujący i powszechnie znany, nietrudno wykazać, że jest inaczej. Ponieważ artykuł ten obejmuje stosunkowo długi okres czasu, siłą rzeczy każda epoka zostanie potraktowana skrótowo, a dokładniejsze omówienie każdej z nich może stanowić temat na cały cykl artykułów. W związku z czym tekst poniższy przewidziany jest raczej dla początkujących miłośników radzieckiego umundurowania. Należy też na wstępie zaznaczyć, że określenie „mundur galowy” może być mylące – wszak w różnych okresach różne typy mundurów określano różnie. W tym wypadku używam tej nazwy w odniesieniu do „pełnych mundurów galowych”, przewidzianych na parady, przewidujących noszenie wszystkich odznaczeń, pasa i oficerek (o ile w danej formacji były używane). Tym samym najwłaściwszym odpowiednikiem w radzieckiej terminologii jest określenie „форма парадная для строя”, wprowadzone w 1958r.


1949r.


Ppłk. gwardii Załman Samuiłowicz Berkowski w galowym mundurze WWS wz.1949, 1952r. Warto zwrócić uwagę na sposób noszenia orderów po stronie prawej oraz na polski medal “Zwycięstwa i wolności” i czechosłowacki Krzyż Wojenny.  

Przez praktycznie całą powojenną dekadę oficerowie Armii Czerwonej, przemianowanej wkrótce na Armię Radziecką w dalszym ciągu używali mundurów galowych wprowadzonych w 1943r. Jednak w 1949r. radziecki resort obrony postanowił podkreślić „elitarność” dwu najbardziej zasłużonych w czasie wojny formacji wojskowych – Wojskowych Sił Powietrznych (WWS) i Wojsk Pancernych (ABTW/BTW) projektując dla nich nowy mundur galowy i wyjściowy. Mundury te od stosowanych w innych formacjach odróżniały kurtka i czapka. Kurtka miała postać dwurzędowej marynarki z odkrytym kołnierzem, do której noszono koszulę i krawat. W WWS kurtka taka miała błękitne lamówki wokół mankietów i górnych klap kołnierza. Na kołnierzu umieszczano długie patki w błękitnym kolorze ozdobione guzikiem mundurowym korpusówką, a na mankietach umieszczano metalowe lub haftowane patki, podobne do stosowanych na mundurach wz.43, z tą różnicą, że w mundurach wz.49 częściej stosowano patki na podkładce w kolorze rodzaju wojsk. Kurtka dla oficerów BTW wyglądała podobnie, z tym że lamówki były czerwone, a klapy kołnierza pokryte były czarnym aksamitem, na którym bezpośredniu umieszczano korpusówkę (bez użycia patek). Ciekawostką jest fakt, że były to pierwsze w historii radzieckich służb mundurowych kurtki na których stosowano pagony czworokątne przyszywane na całej długości – pagony takie wkrótce stały się standardem w ZSRR. Czapki dla oficerów tych dwu formacji różniły się od poprzedniego wzoru dodaniem metalowego ornamentu w formie liści na daszek. W WWS zmianie uległa także odznaka – dotychczasową czerwoną gwiazdę z haftowanym wieńcem z liści laurowych zastąpiła odznaka przewidziana przedtem tylko dla generałów lotnictwa, najczęściej wykonana całkowicie z metalu.


Po lewej – odznaka galowa z czapki oficerskiej wz.58. Po prawej – Odznaka z czapki galowej oficera WWS wz.49 (uszkodzona). 

Patka z mankietu munduru galowego wz.45. Teoretycznie w 1949r. dla WWS i Wojsk Pancernych wprowadzono patki na podkładce w kolorze rodzaju wojsk (dla WWS – błękitnym, dla Wojsk Pancernych – czerwonym), jednak powszechnie stosowano patki starego wzoru, z podkładką w kolorze munduru. 


W okresie tym niezmienione pozostały granatowe spodnie stosowane z mundurem galowym.


Mjr. Iwan Pietrowicz Szabalin z 242 PPanc. odzn. Ord. Czerwonego.Sztandaru i Orderem Suworowa w mundurze galowym wz.49 dla Wojsk Pancernych, 1955r. Zwraca uwagę nieregulaminowy sposób noszenia orderów po stronie prawej i fular(?) nieregulaminowo noszony pod kurtką mundurową. 

1955r.


Kpt. Nikołaj Andriejewicz Tupikow w mundurze galowym oficerów Wojsk Pancernych wz.55, 1958r. 

Choć oficjalnie wprowadzono je dopiero rozkazem Ministra Obrony Narodowej z 30 czerwca 1955r., mundury galowe wz.55 (potocznie zwane od nazwiska tegoż ministra „żukowskimi”) pierwszy raz można było zobaczyć już na paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa w maju tego roku. Mundury te traktować można jako twórcze rozwinięcie idei jaka przyświecała twórcom poprzedniej reformy, jednak pomimo pozostawienia lotnikom i pancerniakom elementów podkreślających ich „elitarność”, mundury wz.55 przewidziane były dla oficerów wszystkich rodzajów wojsk. Jedynym elementem, który łączył te mundury ze stosowanymi poprzednio były znów granatowe spodnie. Wszystko inne uległo zmianie. W WWS wprowadzono kurtki kroju zbliżonego do wz.49, usunięto jednak kieszeń na piersi i zmieniono barwę munduru z zielonej na granatową (nawiązując tym samym do mundurów wz.35). Z kołnierza i mankietów zniknęły patki, zastąpione motywem liści laurowych. Korpusówki wpinano bezpośrednio w klapy kołnierza. Również denko czapki zyskało nowy-stary granatowy kolor. Na daszku czapki utrzymano motyw liści, jednak odznakę zastąpiono nową – bączkiem nawiązującym kształtem do używanych przez armię rosyjską w czasie pierwszej wojny światowej, za którym umieszczano bardzo rozległy ornament w kształcie liści laurowych wykonany z metalu. W Wojskach Lądowych wprowadzono kurtki mundurowe identycznego kroju, ale w kolorze szarym. Również wygląd mankietów i kołnierza wyglądał analogicznie. Jedynie w Wojskach Pancernych zachowano, celem podkreślenia statusu, wyłogi z czarnego aksamitu. Czapki w Wojskach Lądowych przypominały stosowane w WWS, ale ich denko również było szare (kolor szary mógł również być nawiązaniem do mundurów wz.35, gdyż takie mundury nosili ówcześni pancerniacy, choć nie tłumaczy to wprowadzenia tej barwy we wszystkich formacjach lądowych). Dodatkowo jako element munduru galowego, wszystkim oficerom przysługiwał kordzik i pas galowy nowego wzoru.


Płk. Georgij Fiedorowicz Sinolickij z 40 Dywizji lotnictwa transportowego w mundurze galowym oficera WWS wz.55, 1956r. Warto zwrócić uwagę na pas galowy. Zdjęcie nieostre w oryginale. 

Inż.-płk. gwardii Nikołaj Grigorijewicz Szumichin, WOSO, Zakaukaski Okręg Wojskowy w mundurze galowym wz.55.  

Mundur galowy oficera WWS wz.55. Widoczny na zdjęciach egzemplaż jest o tyle ciekawy, że orznamenty na kołnierzu i mankietach oraz korpusówki ma wyhaftowane bajorkiem. Teoretycznie ornamenty te powinny być wykonane taką właśnie techniką, jednak ten mundur jest jedynym znanym mi egzemplarzem, który nie ma ich wykonanych z mosiądzu. 

Major Wojsk Pancernych w mundurze galowym wz.55. Warto zwrócić uwagę na sposób noszenia kordzika – przy mundurze letnim wymagał on życia dwóch pasów – w tym jednego z rapciami pod kurtką. Do munduru zimowego nosiło się tylko jeden pas z kordzikiem – na płaszczu. 

1958r.


St. lt. Alfonsas Jozowicz Miliawiczius oficer polityczny w jw. 40213 w mundurze wyjściowym wz.58, 1963r. Warto zwrócić uwagę na patki otoczone plecionką złotą .

Po opuszczeniu przez marszałka Żukowa stanowiska Ministra Obrony ZSRR bardzo szybko przystąpiono do zmiany mundurów galowych na mniej „krzykliwe”. W<> 1958r. nowy minister, marszałek Malinowski podpisał rozkaz wprowadzający nowe wzory umundurowania. W mundurze galowym oficerów, z reformy 1955r. pozostawiono jedynie pas galowy i bączek na czapkę, który jednak otoczono znacznie skromniejszym wieńcem laurowym – wzoru, który poprzednie przepisy przewidywały do munduru codziennego oficerów WWS. Zachowano również tradycyjne granatowe spodnie. Kurtki galowe zachowały „nowoczesne” otwarte kołnierze, jednak ich kolor ujednolicono do „koloru ochronnego”, czyli w tym wypadku ciemnej zieleni. Również krój ich uległ uproszczeniu – nowe kurtki były jednorzędowe i pozbawione ozdób na mankietach oraz lamówek. Na klapach kołnierza umieszczono krótkie patki w barwie odpowiadającej rodzajowi wojsk otoczone złotą plecionką (w latach 60. Często już tylko metalową otoczką w kolorze złotym) z umieszczoną na nich Korpusówką. Również czapki pozbawiono bardziej ozdobnych elementów – zniknęły „liscie” z daszka, a denko również przybrało barwę ochronnej zieleni.


Pułkownik artylerii w mundurze galowym wz.58 

Kpt. Iwan Matwiejewicz Katmanienko w mundurze galowym wz.58, ok. 1969r. Warto zwrócić uwagę na fakt, że odznaczenia po stronie lewej noszone są w przypadkowej kolejności. Warto również zauważyć medal przyjaźni radziecko-chińskiej. 

1969r.


Mjr. n/n w mundurze galowym WWS wz.69, ok. 1970-75 . Warto zwrócić uwagę na odznakę TPPR – rzecz rzadko widzianą na radzieckich mundurach. 

I znów okazało się, że każdy ma inną koncepcję wyglądu armii. W 1969r. nowy Minister Obrony, marszałek Greczko ponownie zmienił wygląd mundurów Armii Radzieckiej. Mundur galowy oficerów zachował dotychczasowy krój, jednak kolorystyka mundurów uległa zmianie. W WWS nowe mundury ponownie zyskały kolor granatowy. W Wojskach Lądowych galowe mundury oficerskie były od teraz w kolorze „morskiej fali” (zwanym potocznie „carskim”), zastrzeżonym do tej pory dla generałów. Ostatecznie też pożegnano się z granatowymi spodniami, które zastąpione zostały bryczesami uproszczonego kroju, również w „carskim” kolorze. Przywrócono lamówki wokół mankietów, a plecionkę wokół patek kołnierzowych na dobre zastąpiły metalowe podkładki. Również czapki zyskały denka w kolorze „morskiej fali” (w lotnictwie – granatowym), denka te zresztą od 1969r. zaczęły systematycznie rosnąć, około 1994r. osiągając obecne, absurdalne rozmiary. Odznakę rozwinięto, nawiązując do odznak galowych wz.55, nowe odznaki były jednak jednoczęściowe i nieco mniej „rozłożyste”. Zachowano dotychczasowe pasy galowe. W Wojskach Lądowych zachowano oficerki do munduru galowego, ale oficerowie WWS mieli odtąd nosić spodnie prostego kroju z butami lub półbutami. Choć w 1974r. a także kilkukrotnie w latach 80. Wprowadzano zmiany w regulaminach mundurowych (ujęte ostatecznie w regulaminie z 1988r.), tylko jedna dotyczyła bezpośrednio galowego munduru oficerów. Była to zmiana sposobu noszenia odznaczeń na mundurach z roku 1980. O ile do tej pory zawsze noszono odznaczenia równolegle do kołnierza (co przy otwartym kołnierzu oznaczało noszenie medali po skosie), o tyle od tego roku wprowadzono zasadę noszenia ich w poziomych rzędach.


Podpułkownik gwardii WDW w mundurze galowym wz.69 w wariancie z lat 80. (odznaczenia noszone poziomo). 

Chorąży KGB w mundurze galowym wz.64/74 (stopień chorążego przywrócono dopiero w 1973r.). Również w wojskach KGB i MWD wprowadzono w 1969r. nowe mundury. Co ciekawe, granatowy kolor jako barwa rodzaju wojsk był wykorzystywany przez Wojska KGB (poza pogranicznymi) i przez podległy Ministerstwu Obrony 11 Samodzielny Pułk Kawalerii. 

Zapraszam do obejrzenia przykładów poszczególnych mundurów zamieszconych w artykule. Z braku odpowiedniej czapki mundur wz.49 nie został tu zrekonstruowany, jednak przykłady jego zobaczyć można na załączonych zdjęciach z epoki. Z przyczyn technicznych wszystkie zdjęcia zostały wykonane w pomieszczeniach, dlatego też na żadnym ze zdjęć nie występują białe rękawiczki, które od 1955r. były obowiązkowym elementem munduru galowego oficerów.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

The article discusses in short the evolution of the post-war Soviet Army summer parade uniforms. The text is supplemented by the photographs of the uniforms in use as well as the actual uniforms from the author’s collection. The article was originally published on http://www.dobroni.pl in 2012, thus it is possible that some of the items shown have changed their owners in themeantime.

O kolekcjonowaniu odznaczeń i dokumentów inaczej – część piąta

W tej części odpuszczę trochę znanemu portalowi aukcyjnemu i jego użytkownikom, przypominając o tym, że istnieją inne możliwości nabycia odznaczeń czy dokumentów. Znajdzie się też miejsce na wypomnienie pewnego błędu samym kolekcjonerom: błędu zaniedbania.



Kilka słów o „niepotrzebnych świstkach papieru”

Kupiliśmy już komplet odznaczeń z dokumentami i co robimy dalej? Idziemy do domu i cieszymy się zakupem? A może lepiej odżałować jeszcze parę minut i trochę pieniędzy i zapytać sprzedawcę, czy nie ma jeszcze jakichś papierów po tej osobie? Oczywiście, już słyszę pytania typu: „a po co?” „Na co mi kawałek starej makulatury, jak już mam medal z dokumentem?” A tymczasem z tych kawałków makulatury można wyciągnąć ciekawe informacje. Czasem jest to tylko np. informacja o przebiegu służby, ale czasem można trafić na naprawdę ciekawą historię. Żeby się zanadto nie rozpisywać, pokażę o co mi chodzi poniżej na dwu przykładach. A żeby już nie nudzić PRL-em, w drugim przykładzie zahaczymy o Szare Szeregi i Powstanie Warszawskie Na początek jednak – artyleria i WP na Wschodzie.

To jedna z tych smutnych historii kiedy to sprzedawca nie chciał poczekać i wolał sprzedać co się da możliwie najszybciej. Nie wgłębiając się w szczegóły – ktoś postanowił kupić tylko odznaczenia i legitymacje od nich (nie wszystkie) pozostawiając sprzedawcy pozostałe, zbędne mu świstki papieru. Działanie to wydaje mi się nie tylko barbarzyńskie, ale również głupie, jako że nabywca zapłacił więcej niż sprzedawca chciał za całość. Ale nie należy oceniać ludzi, których nie znamy. Gdyby jednak nabywca przez chwilę się zastanowił, miałby nie tylko bardzo ciekawy zestaw odznaczeń (z krzyżem walecznych i czechosłowackim krzyżem wojennym), ale również sporo informacji o osobie do której odznaczenia te należały. Na przykład mógłby wiedzieć jak wyglądał on w czasie wojny (ze zdjęć), a jak już po wojnie (ze zdjęcia w książeczce Wojskowej). Aby jednak pełniej ocenić czego można się dowiedzieć, przyjrzyjmy się bliżej pozostałym dokumentom.

Wśród dokumentów znajdujemy najpierw Dyplom nadania medalu Zwycięstwa i Wolności (widać nabywcy wystarczyła późniejsza legitymacja) i legitymacja medalu „Za udział w Walkach o Berlin” (trudno dociec dlaczego nabywca nią wzgardził). Następnie możemy zobaczyć dyplom uznania za udział w akcji siewnej w 1946r. – poza informacją, że nasz oficer brał udział w akcji siewnej w Województwie Dolnośląskim niewiele dowiadujemy się z tego dokumentu, choć jest on ciekawy ze względu na odręczny podpis ówczesnego dowódcy OW nr.4 – generała Stanisława Popławskiego (zapewne nabywca odznaczeń nie był miłośnikiem rolniczej tematyki, albo był zwolennikiem teorii że Popławski nazywał się Gorochow i w związku z tym uznał dokument za falsyfikat). Kolejnym, ciekawszym już papierkiem jest dyplom pochwalny z 1947r. Możemy z niego uzyskać tą mianowicie ciekawą informację, że pan porucznik brał udział w akcjach przeciwpartyzanckich przeciwko UPA w składzie I Operacyjnej Dywizji Wojsk Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Może nabywca uznaje walkę z UPA za prześladowanie ukraińskich patriotów i papier nie pasował mu do ogólnego obrazu?). Kolejne dwa „kawałki makulatury” z teczki porucznika Lisieckiego to dwie gazety „Nasz Głos” – prawdopodobnie organ 10 Dywizji Piechoty. W jednej z nich znaleźć możemy nazwisko pana porucznika na liście odznaczonych Krzyżem Walecznych (rozumiem – nabywca zbiera odznaczenia, a nie stare gazety). Kolejna koszulka zawiera dwa zdjęcia (prawdopodobnie jeszcze z okresu wojny) i coś, co na pierwszy rzut oka faktycznie jest bezwartościowym świstkiem papieru. Po bliższym przyjrzeniu się możemy stwierdzić, że ów świstek to karta poborowego z 1944r. Wynika z niej, że nasz bohater, rocznik 1911, już wcześniej (tj. zapewne przed 1939r.) posiadał stopień podporucznika rezerwy, oraz data rejestracji – 4 grudnia 1944 (no tak, na jednym zdjęciu pan porucznik chowa się za plecami kolegi, na drugim trudno go rozpoznać, a na co wielkiemu kolekcjonerowi odznaczeń kawałek starej kartki popisany ołówkiem?). A teraz – prawdziwa kopalnia informacji – Legirymacja oficera rezerwy. Możemy się z takiego dokumentu dowiedzieć mnóstwa przydatnych informacji – np. jak wyglądał posiadacz (wiadomo – legitymacja zawiera zdjęcie), gdzie i kiedy się urodził, jaki był jego stopień w chwili przejścia do rezerwy a także znaleźć takie ciekawostki jak skrócony przebieg służby a czasem nawet lista odznaczeń. W tym przypadku, możemy dowiedzieć się na przykład, że nasz bohater urodził się w Niemczech, w 1947r. został awansowany do stopnia kapitana. Przed 1939r. przez rok i 2 miesiące uczęszczał do Szkoły Podchorążych Rezerwy, W okresie późniejszym zaś był przez rok dowódcą plutonu, przez rok i 3 miesiące dowódcą Baterii, później przez rok i 10 miesięcy dowódcą dywizjonu. Następnie w latach 50. Stawił się na trzech zebraniach kontrolnych. Mało ciekawe? Dla niektórych na pewno. Następnie znajdujemy dwa pochodzące z 1947r. odpisy potwierdzenia awansów – na porucznika z 1945 i na kapitana z 1946r. Oba noszą pieczęcie 10 Dywizji Piechoty i oba podają przydział – artyleria. Dokumenty te są również ciekawe, gdyż podają krótkie uzasadnienie awansów (No tak, nie mają nic wspólnego z odznaczeniami, więc prawdziwy kolekcjoner nawet nie zaszczyci ich spojrzeniem). Kolejnym dokumentem w teczce jest list dziękczynny za udział w kampanii siewnej 1946r. – tym razem od Wojewody Wrocławskiego. Tu akurat nie ma żadnych dodatkowych informacji. Ciekawszym dokumentem jest ulotka do żołnierzy 1AWP zachęcająca do osiedlania się na „Ziemiach Odzyskanych” – wiele wskazuje, że przekonała ona pana kapitana (No tak, dwa „rolnicze” papierki…). Następny dokument to notarialny odpis nadania Krzyża Walecznych – niestety, bez uzasadnienia (po co jeszcze odpis, skoro już mamy sam dokument?). A teraz kolejny świstek pozornie bez znaczenia – kartka z życzeniami świątecznymi i noworocznymi z 1947r. od żołnierzy oficerów 29pp. Niby nic ciekawego, ale… z tego niepozornego kawałka kartoniku możemy się dowiedzieć, że nasz oficer był wówczas dowódcą 13 Samodzielnego Dywizjonu Artylerii P-panc w stopniu kapitana. Oprócz identyfikacji dywizjonu którym dowodził przez prawie dwa lata, dzięki tej informacji możemy przypuszczać, że to właśnie w szeregach tej jednostki (przy 10dp) nasz bohater walczył w czasie wojny (ale co wielkiego kolekcjonera odznaczeń może obchodzić jakaś kartka świąteczna). W teczce znajdujemy jeszcze dwa oficjalne listy – życzenia od organizacji młodzieżowych z okazji 25-ciolecia zwycięstwa oraz podziękowanie od dowództwa Pomorskiego Okręgu Wojskowego.

Reasumując – osoba, która kupiła odznaczenia nie tylko rozbiła ciekawe archiwum weterana wojny, ale również odcięła się od chyba wszystkich darmowych źródeł dowiedzenia się czegoś o osobie odznaczonej, a poprzez pozostawienie dokumentów pozwalających zidentyfikować jednostkę, znacząco utrudniła sobie możliwość płatną, tj. zgłoszenie się do CAW. Zapewne jednak osoba ta ma to głęboko w du…żym niedomówieniu. Pozostaje życzyć zdrowia. My tymczasem przejdźmy do kolejnego przykładu.

***

Gablotka przyciągała uwagę. Zawierała trzy wizytówki i zestaw odznaczeń (w tym krzyż partyzancki i krzyż powstania warszawskiego. Widząc zainteresowanie, sprzedawca rzucił: „Są jeszcze dokumenty po nim” i wyciągnął zestaw legitymacji. Stan niektórych trochę przerażał – ewidentnie były długo wystawione na działanie wilgoci, w dodatku na prawie każdej pod podpisem organu odpowiedzialnego, było dopisane długopisem nazwisko – np. pod faksymile podpisu Przewodniczącego Rady Państwa widniał podpis „gen. Prof. Henryk Jabłoński”, na niektórych legitymacjach było więcej adnotacji. Nazwisko człowieka było interesujące: Długoszowski Jerzy syn Jana. Nad nazwiskiem, dopisane długopisem było „Wieniawa”. Nie wyglądało to zbyt ładnie, a i sprzedawca od razu zastrzegł, że właściciel tych odznaczeń nie miał z „tym” Długoszowskim nic wspólnego. Pogadałem trochę, sprzedawca niewiele mógł o nim powiedzieć, poza tym, że człowiek był trochę stuknięty (i to nie tylko to, że był mitomanem dorabiającym sobie legendę), był w SB, potem w ORMO, poza tym działał w harcerstwie, że były po nim jeszcze mundury, ale kupili je filmowcy i została tylko harcerska rogatywka. Pieniędzy brakowało, ale się umówiliśmy, że za miesiąc zapłacę i odbiorę, a do tego czasu, żeby wszystko co jest związane z tą osobą odłożył dla mnie.

Zgodnie z umową za miesiąc przyszedłem z gotówką. Jak to zwykle bywa z takimi umowami, sprzedawca nie do końca się wywiązał, oddał gablotkę z odznaczeniami i dokumenty od odznaczeń (jak się potem okazało – nie wszystkie), ale od zeszłego miesiąca sprzedana została książeczka ZUWZoNiD, patki z munduru milicyjnego i kilka innych rzeczy. Sprzedawca wywiązał się jednak również o tyle, że pozwolił mi pobuszować w rzeczach i dokupić jeszcze kilka rzeczy. Niestety, znalezionych w jednym z pudeł teczek, w tym teczki osobowej z koła ZBoWiD sprzedać nie chciał, tłumacząc, że musi spytać rodzinę i za miesiąc się dogadamy. Ale mimo to, wyszedłem stamtąd bogatszy o kolekcję kilku zdjęć z ostatnich lat, różne nie-odznaczeniowe legitymacje, elementy munduru (resztkę patki, baretki, elementy czapki milicyjnej) i sporo kserokopii róznych zdjęć, dokumentów i dzieł malarskich. Miesiąc później sytuacja powtórzyła się – sprzedawca z rodziną nie pogadał, ale obiecał, że „ za miesiąc na pewno będzie już wiadomo”. Oczywiście za miesiąc sytuacja była identyczna, za dwa miesiące również… W końcu teczki zniknęły. Z ciekawostek udało mi się w tym czasie wygrzebać tylko życiorys z 1959r. z późniejszymi uzupełnieniami (prawdziwa kopalnia informacji!). Następnym razem już nie poszedłem pytać sprzedawcy. Nie lubię być nabijany w butelkę, a pewne odkrycie na znanym portalu aukcyjnym pozwoliło mi się przekonać, ze to właśnie się dzieje. Ale najpierw przyjrzyjmy się temu, czego mogłem się dowiedzieć z posiadanych przedmiotów.

Z posiadanych dokumentów i zdjęć, można było wywnioskować, że Jerzy Długoszowski faktycznie był milicjantem (dzięki fotokopii legitymacji udało mi się wykluczyć wersję o jego służbie w SB), byłym partyzantem Szarych Szeregów (początkowo podejrzewałem, że mógł to również być wytwór fantazji, ale życiorys utwierdził mnie w przekonaniu, że faktycznie w organizacji tej działał), długie lata był członkiem PZPR, a później SLD (m.in. był zaproszony jako gość honorowy na uroczystość zaprzysiężenie Aleksandra Kwaśniewkiego na prezydenta RP), faktycznie na emeryturze (odszedł z MO ze względu na problemy zdrowotne) działał w ORMO, był też aktywny w ZHP, posiadał stopień harcmistrza (z życiorysu wynikało, że z harcerstwem związał się jeszcze przed wojną). Przed milicyjnym epizodem (który rozpoczął się w 1959r.) pracował w spółdzielni mleczarskiej, potem w PSS, studiował prawo, a hobbystycznie był dziennikarzem, pisarzem i malarzem. Poza tym działał w ZBoWiD (był m.in. przewodniczącym koła miejskiego w Bielawie), był radnym, kandydował też do sejmu, choć bez powodzenia. Sporo dokumentów potwierdzało wrażenie, że był on trochę mitomanem, może też trochę megalomanem, no i stale twierdził, że był spokrewniony z Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim. Nic tego nie potwierdzało. Nic też nie wskazywało na to, że miał cokolwiek wspólnego z Powstaniem Warszawskim. Do czasu…

Przeglądając aukcje internetowe trafiłem przypadkiem na ciekawą legitymację – była to wystawiona w 1984r. legitymacja od Warszawskiego Krzyża Powstańczego, wystawiona pośmiertnie dla Andrzeja Długoszowskiego, syna Jerzego (Andrzej Długoszowski, Ps. „Klanecki”, „Długi” był podharcmistrzem, porucznikiem Szarych Szeregów, dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, wraz z bratem – Markiem – poległ w Powstaniu Warszawskim; Prócz tego był synem Jerzego Długoszowskiego, lotnika, który zginął w katastrofie w latach 20., prywatnie kuzyna Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego). Byłaby to tylko interesująca i koszmarnie droga legitymacja, którą bym się może za bardzo nie zainteresował, gdyby nie to, że na zdjęciu pod faksymile podpisu widniała adnotacja: „gen. Prof. Henryk Jabłoński”. Nie miałem wątpliwości czyja ręka zostawiła tą adnotację, toteż nie wahałem się kupić legitymacji. Kontakt ze sprzedającym potwierdził moje przypuszczenia – kupił on tą legitymację od rzekomych spadkobierców właściciela, którzy oferowali mu również legitymację od WKP jego brata oraz od Krzyża Partyzanckiego na Jerzego Długoszowskiego. Nie miał już jednak z nimi kontaktu, a pozostałych legitymacji nie kupił. Dodać należy, na odwrocie legitymacji znalazła się adnotacja urzędowa: „14588 Bielawa Wałbrzych” – wskazująca, gdzie należy legitymację wysłać. Całkiem przypadkowo w Bielawie mieszkał Jerzy Długoszowski. Niewątpliwie w 1984r. przez ówczesne władze PRL został uznany za najbliższego żyjącego krewnego braci Długoszowskich. Tym samym potwierdza to fakt, który wydawał mi się wcześniej wątpliwy – że pan kapitan MO Długoszowski był rzeczywiście „stryjecznym bratankiem” (jak sam to ujmował) generała dyw. dr. Bolesława Wieniawy-Długoszewskiego. Ostatecznie też przekonało mnie to o tym, że próbując po dobroci dogadać się ze sprzedawcą, od którego kupiłem odznaczenia tracę tylko czas. 

Nie udało mi się w żaden sposób wyjaśnić obecności w gablotce medalu „Za Odrę, Nysę, Bałtyk” ani Krzyża Oświęcimskiego (Jerzy Długoszowski przebywał tylko w obozie karnym). To akurat prawdopodobnie tylko efekt fantazji kapitana Długoszowskiego. Chociaż kto wie…?

Grób braci Długoszowskich w Warszawie (wikimedia commons)

Historia – historią, ale żeby jakaś nauka z tych moich wypocin płynęła, to czytelnikom do wglądu daję dokumenty, a żeby sami mogli się przekonać ile ciekawych informacji można wyciągnąć z niezwiązanych z odznaczeniami „zbędnych świstków papieru”. Prawda, że to dużo wygodniejsze niż szperanie po archiwach?

Autor tekstu: Kamil Szustak

Osiemnasty Kołobrzeski w Dąbrowie Górniczej

W słoneczny i upalny czerwcowy weekend GRH ‘Osiemnasty Kołobrzeski’ wzięła udział w V Muzealnym Festynie Historycznym, organizowanym przez Muzeum Miejskie w Dąbrowie Górniczej. Wspaniała, letnia pogoda zachęciła mieszkańców Dąbrowy, którzy tłumnie odwiedzali teren festynu. Niestety, pogoda była też pewnym utrapieniem dla rekonstruktorów, którzy rozstawili swoje dioramy na pozbawionym cienia terenie. Do południa wszyscy występowali jeszcze w pełnym umundurowaniu, ale wkrótce najczęstszym widokiem była biała płócienna koszula. 

Festyn rozpoczął się paradą pojazdów wojskowych przez ulice miasta, którą udało nam się przejechać dzięki gościnności zaprzyjaźnionego kierowcy willysa. Później zaprezentowaliśmy niewielka dioramę w formie obozowiska, z wystawką min przeciwpiechotnych i przyrządów obserwacyjnych. Wreszcie odbyły się dwie inscenizacje – jedna z okresu I wojny Światowej i druga – w której mieliśmy przyjemność wziąć udział – dotycząca bitwy pod Studziankami. Najważniejszym ‘aktorem’ naszej inscenizacji był odrestaurowany czołg T-34 z Muzeum Miejskiego w Dąbrowie Górniczej. Natarcie Wojska Polskiego i Armii Czerwonej na pozycje niemieckie – choć na chwilę utknęło – zakończyło się malowniczą i lubianą przez widzów walką wręcz. Później odwiedzający mieli możliwość oglądania pokazów dynamicznych sprzętu ciężkiego.
Gorący i parny wieczór przyniósł nam jeszcze jedną atrakcję – mecz Euro pomiędzy Polską a Czechami, wysłuchany z charczącego radyjka przy blasku świeczki w namiocie z pałatek…

Autor: Marcin Morawski

II Piknik Historyczno-Militarny w Wodzisławiu Śląskim

3 maja 2012 r. Stowarzyszenie ‘Ranger Survival Club’ oraz stanowiąca jego część GRH ‘Osiemnasty Kołobrzeski’ wzięły udział w II Pikniku Historyczno-Militarnym w Wodzisławiu Śląskim. Piękna majowa pogoda ściągnęła na imprezę wielką rzeszę mieszkańców, którzy z zainteresowaniem przyglądali się przygotowanym przez organizatorów atrakcjom. Była między innymi parada pojazdów wojskowych i grup militarnych (gdzie wystawiliśmy naszego Honkera ze ‘współczesną’ załogą), statyczne dioramy oraz dwie inscenizacje walk w parku miejskim. Pomimo mocno ograniczonego obszaru pokazów można ocenić je jako udane. Pierwsza inscenizacja dotyczyła walk w Normandii pomiędzy Wehrmachtem a żołnierzami amerykańskimi. Druga – w której wzięli udział rekonstruktorzy naszej grupy – obrazowała walki pomiędzy Niemcami a Armią Czerwoną i Wojskiem Polskim. W tym pokazie wzięli udział także rekonstruktorzy z Czech. Inscenizacja była dynamiczna, w głównej mierze dzięki wcześniejszemu porozumieniu biorących w niej udział rekonstruktorów, którzy uzgodnili wprowadzenie walki wręcz z użyciem pięści, kolb i łopatek piechoty. Kosztowało to kilka siniaków, jednak przyniosło aplauz publiczności. Dzięki zaangażowaniu organizatorów i bardzo pozytywnemu odbiorowi społeczności lokalnej piknik w Wodzisławiu ma duże szanse stać się znaczącą imprezą rekonstrukcyjną na Górnym Śląsku.

Autor: Marcin Morawski

O kolekcjonowaniu odznaczeń i dokumentów inaczej – część czwarta

Niniejszym artykułem kontynuujemy odwiedziny u nieboszczki PRL. Konkretnie zajmiemy się efektami pracy jednej z największych „fabryk makulatury” tamtego okresu, największej partii politycznej Polski Ludowej – Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 


Ktoś mógłby zapytać: co ciekawego można znaleźć w papierach PZPR? Przecież partia jako taka nie nadawała odznaczeń, a bycie „siłą przewodnią” było na tyle absorbujące, że nie zostawiało wiele czasu na zajmowanie się takimi szczegółami jak „za co towarzysz kowalski dostał Krzyż Zasługi w 1946r.” Nic bardziej mylnego. Organizacja o tak rozbudowanej biurokracji i uznająca konieczność centralnego planowania musiała gromadzić wszelkie możliwe dane statystyczne na swój temat. Musiała również gromadzić wspomnienia członków by historycznie udokumentować swój wkład w historię Polski. Dlatego też każdy członek partii musiał przy wstąpieniu wypełnić ankietę osobową, która zawierała bardzo szczegółowe dane oraz życiorys. Partia zachęcała również wszystkich członków do spisywania wspomnień – zwykle dotyczyć maiły ważnych wydarzeń – np. takich jak Rewolucja Październikowa – ale także udziału w rozciągniętych w czasie procesach – jak np. zagospodarowywanie tzw. Ziem Odzyskanych czy budowanie podziemnych struktur PPR. Nierzadko wspomnienia dotyczyły również spraw błahych, takich jak prace Komitetu Gminnego w latach 70. Czasami nawet partia wydawała tematyczne zbiory takich wspomnień w formie książkowej. Jakkolwiek we wspomnieniach możemy znaleźć całe mnóstwo interesujących nas informacji, w tym artykule skupimy się raczej na tym, co zostawiał po sobie każdy członek partii, tj. na teczkach osobowych członków partii. Za przykład posłuży nam teczka członka PZPR z Białegostoku, który swą działalność zaczynał skromnie – jako prosty robotnik, który niejako przy okazji zapisał się do Polskiej Partii Robotniczej – by później związać swą drogę zawodową całkowicie z działalnością partyjną, pełniąc szereg funkcji w strukturach najpierw zakładowych, później lokalnych, a w końcu – wojewódzkich PZPR. Ponieważ część materiałów może wywoływać różne odczucia i inspirować różne opinie na temat naszego bohatera, oraz ponieważ nie ma to znaczenia dla tego artykułu, nazwisko osoby, której dotyczą dokumenty zostało na wszystkich zdjęciach zakryte.


A wszystko zaczęło się jak zwykle – od kupienia paru dokumentów poprzez znany serwis aukcyjny. Były tam trzy legitymacje odznaczeń, legitymacje ubezpieczeniowe itp. oraz wkładka do legitymacji PZPR zawierająca informacje o płaceniu składek członkowskich, które najpewniej nie zmieściły się w legitymacji (tej, niestety, nie było). Odznaczenia nie były szczególnie wysokie – ot, medale trzydziesto- i czterdziestolecia PRL oraz Odznaka Tysiąclecia. Brak stopnia wojskowego przed nazwiskiem pozwalał założyć, że nie mamy do czynienia z wojskowym ani pracownikiem organów bezpieczeństwa. Zatem jedyny trop – PZPR.


Uzyskanie dostępu do teczek osobowych członków PZPR nie jest trudne – archiwa Komitetów Wojewódzkich zostały przejęte przez Archiwa Państwowe, te zaś zawsze otwarte są dla badaczy. Jedynym problemem z dostępem może być co najwyżej plaga wynoszenia i niszczenia teczek w czasie gdy partia ulegała samolikwidacji – część członków partii nie chciała, by ich teczki osobowe stały się ogólnodostępne, część była ciekawa co tam można znaleźć, a czasem po prostu zdarzały się akty wandalizmu na zasadzie „dokopmy systemowi (nieważne, że już obalonemu), podpalmy KW (nieważne, że nieczynny)”. Tak czy inaczej, na przykładzie teczki naszego bohatera pokażę co zazwyczaj można znaleźć w teczce osobowej i w jaki sposób może ona pomóc kolekcjonerom odznaczeń i dokumentów.
Spójrzmy na okładkę – ładnie opisana, przewidziana wyłącznie na akta osobowe pracownika aparatu partyjnego. Były też specjalne teczki na akta osobowe członków partii, ale czasami odpowiednich teczek brakowało, dlatego też stosowano to, co akurat było pod ręką, czego przykład możemy zobaczyć po prawej stronie (zdj.2).


Po otwarciu teczki trafiamy na „stronę tytułową” pierwszego rozdziału, na której znajduje się możliwie najbardziej aktualne zdjęcie osoby, której dotyczą akta. Po wewnętrznej stronie okładki znajduje się koperta na kartę kontrolną (czasami, przy niezszytych teczkach, karta może być luzem, bez koperty), na której znaleźć można informacje o tym, kto do teczki zaglądał i kiedy (Zdj.3).


Na odwrocie strony tytułowej każdego rozdziału znajduje się spis treści (jeśli teczka była dobrze prowadzona, strony powinny być paginowane i ustawione chronologicznie). W pierwszym rozdziale znajdziemy ankietę osobową i życiorys, a także dodatkowe dokumenty, np. deklaracje. Najbardziej z tego interesują nas właśnie ankiety i życiorysy. Pierwszą ankietę należało wypełnić przy wstąpieniu do partii, następne wypełniało się co kilka lat (zapewne istniały przepisy co do tego jak często, ale raczej nie były ściśle przestrzegane. Każdej ankiecie musiał też towarzyszyć życiorys. Wygląd ankiety zmieniał się z czasem, bywało też, że brakło druków, wówczas wypełniano je na „drukach zastępczych” (różne typy takich ankiet zobaczyć można na kolejnych zdjęciach). W ankiecie możemy znaleźć szereg interesujących nas informacji, m.in. używane pseudonimy (dotyczy głównie dawnych działaczy konspiracji wojennej lub przedwojennych członków KPP), pochodzenie i zawód, wykształcenie, posiadane tytuły, patenty i prace naukowe, znane języki obce, informacje n/t służby wojskowej przed, w czasie i po wojnie, informacje o służbie w oddziałach partyzanckich, posiadanych odznaczeniach, wcześniejszej przynależności partyjnej, działalności w organizacjach młodzieżowych, związkach zawodowych itp., o represjach w przed i po wojnie, pobycie za granicą, oraz szereg informacji o rodzinie członka partii. Już lektura samej tylko ankiety powinna nam dać kilka informacji na temat ewentualnej służby w formacjach zbrojnych i posiadanych odznaczeń. Zaraz za ankietą znajdujemy również życiorys – to także prawdziwa kopalnia informacji na temat danej osoby – wszak pisząc życiorys, człowiek zwykle chciał pochwalić się swoimi osiągnięciami, toteż nierzadko znajdziemy tam informacje o posiadanych odznaczeniach oraz z jakimi dokonaniami się wiązały. Tu, jak widać, pierwsza ankieta nie przyniosła nam wiele informacji – żadnych odznaczeń. No, ale to 1949r., przed datą któregokolwiek nadanego odznaczenia (zdj. 4-8).
Następna ankieta, z 1953r. przynosi nam tylko jedno zaskoczenie – zdjęce w mundurze(zdj.9). Jedyne wyjaśnienie jakie udało mi się znaleźć to krótka działalność w ORMO w latach 40. (notabene nasz bohater próbował w związku z tym bezskutecznie zapisać się do ZBOWiD, powodem odmowy był brak udokumentowanej działalności uprawniającej – w tym przypadku przynależność do ORMO nie łączyła się z „walką z reakcją”).


Pomiędzy ankietami znaleźć można również dodatkowe dokumenty wiążące się ze zmianą pracy lub wykształcenia. I tak, w naszej teczce znajdujemy odpis świadectwa maturalnego uzyskanego w 1963r.(zdj.13).


W kolejnej ankiecie znajdujemy już informacje o kilku posiadanych odznaczeniach, w tym Złotym Krzyżu Zasługi (zdj.15).


W następnej, z roku 1970, znajdujemy dodatkowo informację o Odznace Tyśiąclecia i Krzyżu Kawalerskim OOP. Ostatnia ankieta, z 1974r. jest już znacznie mniej szczegółowa i nie towarzyszy jej życiorys. Jest ona ostatnim dokumentem w tym rozdziale teczki (zdj.21-23). 


Kolejny rozdział wiąże się z przebiegiem kariery partyjnej. Znaleźć tam możemy charakterystyki służbowe, nominacje na stanowiska partyjne, a także informacje nas interesujące – o premiach i odznaczeniach. Same charakterystyki dostarczyć mogą ciekawych informacji – jest to wszak spojrzenie na daną osobę „z zewnątrz”, które można porównać z informacjami zawartymi w „autoewaluacji” – życiorysie. Wnikliwa analiza wykazuje, że brak kilku stron w tym rozdziale, jednak już na stronie 39 natykam się na pierwszą interesującą notatkę – informację o odznaczeniu medalem trzydziestolecia PRL (zdj.27). Medale te były niejako nadawane z automatu, więc żadnych ciekawych informacji z tej notatki nie uzyskałem, ale daje nadzieje na znalezienie innych dokumentów. Już wkrótce znajduję stronę bez numeru – może przeoczoną, a może dołożoną później – odpis uchwały Rady Państwa o nadaniu Krzyża Oficerskiego OOP(zdj.28). Odpis na tyle ciekawy, że zawiera również uzasadnienie: „Za wybitne zasługi w działalności społeczno-politycznej i pracy zawodowej”. A zatem przynajmniej mogłem się dowiedzieć, że Krzyż oficerski był nadany niejako za „całokształt twórczości”, tj. pracy partyjnej i był poniekąd „prezentem pożegnalnym” dla odchodzącego na emeryturę instruktora szkoły partyjnej przy KW.


Rzućmy jeszcze okiem na drugą teczkę (zdj.29) – nieuporządkowaną teczkę członka Partii – jak widać i tu znaleźć możemy spis treści, choć brak odpowiedniej teczki nie pozwolił na wprowadzenie wyraźnego podziału treści. W lepiej prowadzonych teczkach osobowych rozdziały oznaczone były zwykle po prostu kawałkiem kartki. Tak czy inaczej, tu również znajdujemy ankietę, nieco inną i bez zdjęcia, ale zawierającą podobne informacje. Również takiej ankiecie towarzyszy życiorys. Dodatkowo w teczce osobowej członka znaleźć można rekomendacje członków partii (które mogą pełnić taką rolę jak charakterystyki służbowe) oraz ankietę ze zdjęciem na potrzeby wyrobienia legitymacji.


Jak pokazuje powyższy przykład, w aktach PZPR znaleźć można rzeczy interesujące kolekcjonera odznaczeń. Jeśli nawet nie tak ciekawe jak uzasadnienie nadania odznaczenia, to przynajmniej dodatkowe informacje na temat samego odznaczonego.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

This article discusses the possibilities to research Polish awards given to the Party employees andmembers. It also shows the examples of what can be found in the Party Emploee’s personnel file.

O kolekcjonowaniu odznaczeń i dokumentów inaczej – część trzecia

Poniższy artykuł pierwotnie został opublikowany na portalu http://www.dobroni.pl w maju 2012r. W chwili obecnej katalog IPN wygląda nieco inaczej, ale zakres informacji, który można uzyskać się nie zmienił. Nadmienić przy tym warto, że tempo aktualizacji pozostaje iście żółwie.

Zgodnie z planem ta część miała być poświęcona tematom bardziej przyjemnym i miało się obyć bez zbędnego grzebania w zakurzonych teczkach. Niestety, niedawno miałem ponownie wielką chęć chwycić za siekierę, toteż z wrodzonej niechęci do używania słów powszechnie uważanych za wulgarne temat „zbędnych, nadprogramowych świstków papieru” które wiele osób zbierających odznaczenia ignoruje zostanie poruszony w terminie późniejszym. Tym samym chwilowo odchodzimy od tematyki drugowojennej. Zamiast tego proponuję krótkie, dwuczęściowe odwiedziny u nieboszczki PRL. Tych, którzy zaczną protestować, że to mało militarnie, pragnąłbym uspokoić, że pokazane tu sposoby pogłębiania wiedzy o osobach których odznaczenia posiadamy mogą być również wykorzystane do zdobywania informacji na temat uczestników działań wojennych z lat 1939-1945.


O pożytkach z działalności niektórych instytucji państwowych.

Na początek chciałbym przypomnieć stronę http://www.podvignaroda.ru, o której pisałem w pierwszej części niniejszego cyklu. Na stronie tej można znaleźć wnioski odznaczeniowe wraz z uzasadnieniem, które pozwalają nam nie tylko dowiedzieć się za co konkretny żołnierz radziecki (rzadziej: żołnierz którejś z sojuszniczych armii) otrzymał radzieckie odznaczenia wojskowe w latach 1941-45, ale również poznać kilka dodatkowych informacji na temat takiego żołnierza. W Polsce brak niestety witryny internetowej, którą można by uznać za odpowiednik, jednak istnieją przynajmniej dwie instytucje, które oferują na swoich stronach internetowych nieodpłatny wgląd w przebieg służby niektórych ludzi. Pierwsza z tych instytucji to Muzeum powstania warszawskiego które na swojej stronie oferuje krótkie biogramy powstańców, być może nie wolne od błędów i lakoniczne, ale pozwalające poznać bliżej np. właściciela Warszawskiego Krzyża Powstańczego. Drugą, i w tym momencie bardziej nas interesującą instytucją jest IPN. Odkładając na bok dyskusje o samej instytucji, trzeba przyznać, ze dostarczyła ona kolekcjonerom odznaczeń i dokumentów z epoki PRL wielce użytecznego narzędzia. Otóż na stronie http://www.katalog.bip.ipn.gov.pl/ znaleźć można informacje o: 

1.Pracownikach, funkcjonariuszach i żołnierzach organów bezpieczeństwa państwa w latach 1944-1990;

2.Osób, na których temat organy bezpieczeństwa państwa gromadziły materiały w latach 1944-1990, a które nie były współpracownikami tychże służb;

3.Osób, które w latach 1944-1990 zajmowały kierownicze stanowiska w PPR/PZPR, ZSL lub SD, bądź takich, które w tych latach były członkami RM lub kierownikami centralnych organów administracji państwowej.

Co to oznacza w praktyce pokażę na dwóch przykładach.

Kapitan Feliks Czaplejewicz


Przykład pierwszy – w moje ręce swego czasu trafił dosyć spory zbiór zdjęć – legitymacyjnych i codziennych, w mundurze i w cywilu – należący do pewnego oficera. Na podstawie samych zdjęć niewiele dało się powiedzieć. Widać było, ze był wojskowym (korpusów ki wskazywały na piechotę), że pełnił jakieś funkcje oficjalne (było kilka zdjęć z różnych uroczystości) i prowadził całkiem zwyczajne życie rodzinne. Ciekawostką było pewne zdjęcie legitymacyjne – wyraźnie bowiem widać było na nim owego człowieka w mundurze wz.52 – z korpusówkami piechoty i oznaczeniem stopnia kapitana – noszącego cztery odznaczenia – Krzyż Walecznych, medal „Zasłużonym na Polu Chwały”, medal X-lecia PRL oraz odznakę „W służbie Narodu”. Zestaw interesujący, ale nie pozwalający na identyfikację. Na szczęście na odwrocie zdjęcie było podpisane – Feliks Czaplejewicz, s. Aleksandra. Nazwisko to w jakiś sposób brzmiało znajomo – do dziś nie wiem czy słusznie, ale możliwe, że trafiłem na nie w czasie studiów, czytając materiały do zajęć z historii najnowszej. Odznaka „W służbie narodu” była dobrym drogowskazem, a zatem w wyszukiwarce u góry strony wpisałem nazwisko i zaznaczyłem opcję „we wszystkich katalogach”. W efekcie pojawiły się dwa nazwiska: Czaplejewicz Józef* i Czaplejewicz Feliks. Po wybraniu właściwej osoby ukazały się podstawowe dane, takie jak imię, nazwisko, data i miejsce urodzenia oraz imiona rodziców – już coś. Poniżej zaś znalazła się informacja, której się spodziewałem: Funkcjonariusz/pracownik/żołnierz aparatu bezpieczeństwa. Po kliknięciu na ową nazwę kategorii, rozwinął się uproszczony zapis przebiegu służby z lat 1945-1959 (więc pewnie do emerytury).
Tym samym nie dowiedziałem się za co kapitan Czaplejewicz otrzymał Krzyż Walecznych (biorąc pod uwagę fakt, że urodził się w 1925r. mógł go otrzymać jeszcze w czasie wojny), ale przynajmniej uzyskałem podstawowe informacje na jego temat oraz wgląd w powojenną, dość imponującą karierę – od wartownika w PUBP w Grajewie do zastępcy naczelnika Wydziału III w KW MO w Białymstoku. W niektórych wypadkach jednak taki przebieg służby pozwala na powiązanie konkretnego, powojennego odznaczenia z konkretnym okresem służby, co w niektórych przypadkach można uznać za częściowe uzasadnienie odznaczenia. Pokażę to może na drugim przykładzie.

Przebieg służby Feliksa Czaplejewicza


Przykład drugi – Kolejne pilnowanie aukcji na allegro zaowocowało zakupem (niekompletnego) zbioru odznaczeń i dokumentów po oficerze z okresu PRL – na oko milicjancie – nazwiskiem Wiesław Martelus. Oczywiście od razu sprawdziłem nazwisko w bazie danych. Niestety, znalazłem tylko krótką informację na temat jego syna Wojciecha, który służył w Milicji w Koszalinie. Ponieważ jednak projekt realizowany przez IPN wciąż się rozwija, rok później spróbowałem ponownie. Tym razem miałem więcej szczęścia – Wiesław Martelus, syn Ignacego urodzony w 1928r. Przebieg służby również wyglądał interesująco – od gońca w PUBP w Sieradzu, przez szyfranta w wydziale II, kierownika samodzielnej sekcji kryptologicznej, a nawet szefa polskiej misji wojskowej przy Międzynarodowym Komitecie Kontroli i nadzoru w Wietnamie, aż po kierownika grupy operacyjnej Wydziału ds. walki z działalnością antypaństwową**. 


Teraz porównajmy daty na legitymacjach odznaczeniowych z konkretnymi okresami służby. Możemy odłożyć na bok dość oczywiste odznaczenia, czyli medale X-lecia PRL i „Za udział w walkach w obronie Władzy Ludowej” oraz odznakę „W służbie narodu”. Pozostają więc: Odznaka „Za zasługi w ochronie porządku publicznego” nadana w październiku 1975r., Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski z września 1974r., Srebrny Krzyż Zasługi z Lipca 1957r. oraz Złoty Krzyż Zasługi z lipca 1969r. Pierwsza odznaka Nadana została już po przejściu do MO w czerwcu 1975r., toteż prawdopodobnie należy ją wiązać z służbą w milicji. Niestety, opublikowany przez IPN przebieg służby nie zawiera informacji na temat stanowiska piastowanego w tym czasie, toteż trudno dociec jakie to zasługi miał kapitan Martelus w obronie porządku publicznego. Krzyż Kawalerski nadany został w czasie gdy nasz bohater walczył z szeroko rozumianą „działalnością antypaństwową”. Akurat lata 1973 i 1974 były względnie spokojne w Polsce, toteż albo odznaczenie zostało nadane akurat wówczas za „całokształt twórczości”, albo też za konkretne działania Wydziału III w Koszalinie, o których niestety nic nie wiem. Jeśli prawdziwa jest ta druga opcja, to ranga odznaczenia wskazuje na działania o dużym znaczeniu. Srebrny Krzyż zasługi wręczony został 22 lipca 1957r. Data była tradycyjna dla nadawania odznaczeń, trudno więc szukać jakichś zasług w tym właśnie miesiącu. Również fakt, że dopiero w czerwcu tego roku porucznik Martelus uzyskał przydział do Wydziału III pozwala wykluczyć nadanie odznaczenia za walkę z antypaństwową działalnością. Przez dwa poprzednie miesiące towarzysz porucznik pozostawał de facto bezczynny, toteż najbliższy okres z jakim można połączyć nadanie tego odznaczenia to roczny pobyt w Wietnamie (od kwietnia 1956 do kwietnia 1957r.). I wreszcie Złoty Krzyż Zasługi z lipca 1969r. Zdecydowanie można go połączyć z pracą w Wydziale III. Czas nadania może również wskazywać na związek z wydarzeniami roku poprzedniego. Wszak protesty w 1968r. zdecydowanie kwalifikowały się wówczas jako „działalność antypaństwowa”.


Kończąc ‘IPN-owski’ temat warto podkreślić, że informacje uzyskane z tej bazy danych mogą pozwolić również na poszerzenie wiedzy o posiadaczach cywilnych odznaczeń – można tam wszak znaleźć również osoby na stanowiskach partyjnych oraz osoby, którymi „służby” interesowały się w czasach Polski Ludowej – a to często byli np. działacze kultury oraz opozycjoniści, a także byli żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i Armii Krajowej. Wadą tej bazy danych (oprócz ograniczonego obszaru zainteresowań) jest dość powolny jej rozwój oraz brak jakiegokolwiek wskaźnika pozwalającego ów rozwój śledzić (jak ma to miejsce np. na wspomnianej już stronie http://www.podvignaroda.ru), co czasem poszukiwania sprowadza do walenia głową o mur. 




*Prawdopodobnie niespokrewnieni, choć obaj pracowali w aparacie bezpieczeństwa.
**Należy pamiętać, że numery wydziałów mogą być mylące – identyfikację wydziału oparłem na założeniu, że kapitan Martelus pracował w Koszalinie w SB, a nie we właściwej MO (na to wskazywałaby jego wcześniejsza działalność oraz informacja, że od 1975r. służył w MO). Również przy identyfikacji właściwego wydziału UB trzeba zwracać baczną uwagę na daty, gdyż numery wydziałów oznaczały w różnych latach różne obszary działalności.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

In this article, the author describes how the open database of the IPN can help researching the awards and documents of the servicemen and employees of the Polish state security and also finding additional information of the post-war life of many other people. This is shown on two examples.

Ubranie maskujące z łyka

Maskujący strój z łyka ‘chodził za mną’ od kiedy przeczytałem o nim w ”Podręczniku dowódcy drużyny piechoty’ (mjr B. Kamyk, MON 1955). Opis był dosyć lakoniczny, jednak dawał pole do popisu wyobraźni:

Ubranie maskujące z łyka (rys. 9) składa się z szerokiej bluzy z kapturem na głowę i spodni, nakładanych na wierzch umundurowania i oporządzenia. Ubrania sporządza się z zielonej tkaniny, do której przymocowane są pęczki z łyka pomalowane na kolor zielony. Ubranie przeznaczone jest do maskowania zwiadowców, obserwatorów i strzelców wyborowych. Strzelec w maskującym ubraniu, w postawie leżącej w kępiastym terenie lub w terenie z różnorodną roślinnością, nie daje się zauważyć na odległość kilku kroków. Waga ubrania 1 kg.

Przez długi czas zbierałem informacje, przy czym nieocenione okazały się źródła rosyjskojęzyczne, przede wszystkim rosyjskie fora rekonstrukcyjne i historyczne. Okazało się, że ubranie to występuje pod rosyjską nazwą ‘маскировочный костюм мочального типа’ lub ‘мочальный масккостюм'(мочал – ros. łyko). Spotyka się także potoczne określenie ‘кикимора’ (przy czym ‘kikimora’ w rosyjskim to także współczesne stroje typu ghillie suit) W końcu udało mi się ustalić, że krój stroju jest identyczny jak białego kombinezonu zimowego. Trochę popchnęło mnie to do przodu – wystarczy taki biały strój odpowiednio zafarbować. Niby proste, ale Rosjanie określają kolor swoim ulubionym słowem-wytrychem: ‘zaszczitnyj’ (ochronny). Niestety, zaszczitnyj to może być w zasadzie wszystko od soczystej trawiastej zieleni po prawie khaki. Zdjęcia historyczne znalazłem tylko czarno-białe, współczesne rosyjskie rekonstrukcyjne kopie mają kolory od Sasa do lasa (przy czym na forach historycznych wszyscy zarzucają sobie niewłaściwy odcień. Dominuje jednak jasna, wyblakła zieleń trawiasta, dlatego zdecydowałem się działać. Strój został pofarbowany zwykłym barwnikiem do tkanin (ok. 2 zł, trzeba godzinę gotować), zmieszane kolory pistacjowy i oliwkowy w proporcji 2-1. Kolor wyszedł niestety zbyt jaskrawy, dlatego konieczne było dwukrotne wypranie z wybielaczem w temperaturze 90 stopni i powieszenie na kilka tygodni na trzepaku. Następnie naszyłem podwójne pętelki z pociętego na paski prześcieradła wojskowego (zużyłem trzy prześcieradła, nieco różniące się odcieniem), w odstępach co 10 cm, przy czym rzędy były przesunięte w poziomie o 5 cm.
Do pętelek przyczepiłem pęczki łyka (kupione na portalu aukcyjnym w cenie 17 zł za kilogramowy warkocz). Wcześniej łyko zafarbowałem, nie rozwijając warkocza, co dało efekt nierównomiernego nasączenia barwnikiem (farby takie same jak użyte do farbowania stroju, lecz tym razem kolor zielony z brązowym, proporcja 2-1).
Zgodnie z instrukcją żołnierz samodzielnie doczepiał łyko zależnie od potrzeb i kolorystyki terenu. Do tego podwójne pętelki umożliwiają mocowanie także świeżej roślinności. Z uwagi na to, że oryginalne zdjęcia pokazują sylwetki z niewielką ilością łyka (najprawdopodobniej zrywało się ono podczas działania), starałem się nie przesadzać z wiązaniem materiału maskującego. Więcej poszło na ramiona i głowę, mniej na spodnie.
Tak powstał strój, który zapewne stanie się ciekawym uzupełnieniem sylwetki strzelca wyborowego naszej grupy. 


Grupa zwiadowców – łyka praktycznie brak… 

Kolejna grupa zwiadu – tutaj widać znacznie więcej materiału maskującego przyczepionego do strojów.

Radzieccy jeńcy (równie dobrze zdjęcie może być pozowane). Z lewej ameba z prawej strój z łyka – widać całkiem sporo materiału maskującego… 

strój z przodu, bez rękawic i kaptura. 

To samo z kapturem i rękawicami. 

Postawa klęcząc – widać, jak ładnie rozmywa się sylwetka strzelca… 

Na drzewku, wśród liści (jabłonka w moim ogrodzie). Buty chromowe radzieckie. 

Autor: Marcin Morawski

SUMMARY

In this text the author describes his pursuit to create a replica of the bast camouflage clothing, developed by the Soviets in the late 1920’s. The photographs present the clothing (fully usable) made on a basis of the ZMK winter camouflage cloting.

O kolekcjonowaniu odznaczeń i dokumentów inaczej – część druga

Artykuł pierwotnie oublikowany na portalu http://www.dobroni.pl w marcu 2012r. W międzyczasie (tj. w roku 2018) autorowi udało się zlokalizować dom, w którym mieszkał bohater wpisu oraz jego grób. Tej historii poświęcony jest osobny tekst.

W poprzedniej części, która ukazała się prawie dwa miesiące temu, zawarłem wstęp, który odnosi się do całego cyklu, opisałem również dwa sposoby na uzyskanie informacji na temat radzieckich odznaczeń i dokumentów bądź ich grup. W tej części skupię się na odznaczeniach polskich i na dość ciekawym, jak sądzę, przykładzie pokażę jeden z nieco mniej oczywistych sposobów uzyskiwania informacji na ich temat. Zatem bez dalszych wstępów przechodzimy do historii właściwej.

Od partyzantki przez 1 AWP do WOP-u

Ta historia zaczęła się podobnie jak inne. Moją uwagę przykuł wystawiony na znanym portalu aukcyjnym dyplom absolwenta kursu Centralnej Szkoły Oficerów Polityczno-Wychowawczych Wojska Polskiego z 1945r. Dokument wydał mi się interesujący, nie na tyle jednak, żeby go koniecznie kupić. Postanowiłem zobaczyć jakie jeszcze ciekawe dokumenty oferuje ten sprzedawca. Oferował on szeroki wybór dokumentów z okresu powojennego, w każdym z nich zaś zakryte było nazwisko właściciela, ale nie jego imię. Na jednym z oferowanych dokumentów widniało to samo, niezbyt powszechne imię, co na wyżej wzmiankowanym dyplomie – Feliks. Choć mógł to być zbieg okoliczności, postanowiłem zapytać sprzedającego, czy przypadkiem oba dokumenty nie są wystawione na to samo nazwisko. Trzeba przyznać, że sprzedawca okazał się jednym z tych wyjątków przywracających wiarę w rodzaj ludzki, o których pisałem poprzednio. Nie tylko potwierdził, że oba dokumenty należały do tego samego człowieka, ale zaproponował również sprzedaż innych pamiątek po tej samej osobie. Tym sposobem pierwszy raz zetknąłem się z nieocenionym źródłem wiedzy jakim są wnioski odznaczeniowe Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Ale o tym później. W moje ręce trafiły, oprócz wspomnianego już dyplomu, książeczka uposażeniowa z 1947r., legitymacja od Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski, pięć odznaczeń, dwa małe i niewyraźne zdjęcia, zaświadczenie o prawie do korzystania ze świadczeń kombatanckich i dwa dokumenty kluczowe dla poznania historii naszego bohatera – Kopia artykułu z organu ZBoWiD „Za Wolność i Lud” oraz wniosek o nadanie Krzyża Grunwaldu (na tyle źle przygotowany, że prawdopodobnie nie opuścił Koła ZBoWiD w Krotoszynie). Biografia wyłaniająca się z nich jest nad wyraz ciekawa.

Nasz bohater, Feliks Stola urodził się w 1920r. w Mazanowie koło Puław, w rodzinie Jana i Franciszki z domu Łuba. Wybrana przez niego ścieżka edukacyjna zdaje się wskazywać iż była to rodzina zamożnych rolników – przed wojną ukończył on Technikum Rolnicze, zaliczył również 3 lata Wyższej Szkoły Rolniczej. W tym czasie związany był już z ruchem ludowym – należał do ZMW „Wici”. Nic dziwnego zatem, że w 1941r. wstąpił w szeregi Batalionów Chłopskich, gdzie początkowo pełnił zadania pomocnicze (kolportaż prasy, przechowywanie i przewóz zdobytej broni), później, tj. od 1943r. skierowany został do oddziału Józefa Pacyny „Chrzestnego”*. W 1944r. w oddziale por. Juliana Kaczmarczyka „Lipy”** (wraz z tym oddziałem przeszedł w szeregi AL), a po śmierci tego ostatniego jedenastego czerwca w 5. Kompanii 1 brygady AL (dowódca Edward Gronczewski „Przepiórka”***) walczył w Lasach Janowskich m.in. brał udział w Bitwie nad Branwią, która uchodzi za największą w Polsce bitwę partyzancką. Po wkroczeniu na Lubelszczyznę Armii Czerwonej i Wojska Polskiego wstąpił w szeregi 9 pułku piechoty 3DP im. Romualda Traugutta. Za zniszczenie niemieckiego CKM pod Puławami został odznaczony Krzyżem Walecznych****. Oprócz tego walczył również pod Warszawą i na terenie Niemiec. O walkach na Wale Pomorskim dostępne mi źródła milczą, choć sformułowanie użyte w artykule: „przeszedł w szeregach 3 Dywizji Piechoty im. R. Traugutta cały jej szlak bojowy służąc w 9 pułku piechoty” zdaje się sugerować że również tam walczył. Po wojnie skończył trzymiesięczny kurs oficerów polityczno-wychowawczych i jako podporucznik skierowany został do 5 oddziału WOP w Olsztynie, a następnie do 22 Komendy WOP w Braniewie, gdzie objął stanowisko zastępcy dowódcy do spraw polityczno-wychowawczych. Oprócz ochrony granic jednostka pomagała też miejscowej ludności – m.in. dzięki pomocy pograniczników otwarto szkołę podstawową we Fromborku. 
W życiorysie pana porucznika można znaleźć również i mniej chlubne karty – we wniosku odznaczeniowym znajdujemy informację o jego udziale w „umacnianiu Władzy Ludowej” poprzez „zabezpieczanie” referendum i wyborów.

Załoga strażnicy WOP. Niestety, zdjęcie jest nieostre i bardzo małe.

W kwietniu 1948r. odszedł ze służby w stopniu porucznika. Prawdopodobnie wiązało się to z jego przejściem na rentę. Osiadł w Krotoszynie, gdzie był aktywnym działaczem ZBoWiD. W czasie wojny został członkiem PPR – nie wiadomo, czy zapisano go z automatu jako żołnierza AL, czy też do partii wstąpił sam, faktem pozostaje jednak, że w późniejszym okresie był członkiem PZPR.

Zdjęcie z okresu służby w WOP. Por. Stola siedzi w środku na tylnym siedzeniu.

Oprócz wspomnianego już Krzyża walecznych, porucznik Stola odznaczony został także: Krzyżem Kawalerskim OOP, Krzyżem Partyzanckim, Medalem Zwycięstwa i Wolności, Medalem „Za udział w walkach o Berlin”***** i Odznaką Grunwaldzką. Jeżeli wniosek o nadanie Krzyża Grunwaldu w ogóle wyszedł poza Krotoszyn, to nic nie wskazuje na to, by nasz bohater otrzymał którąkolwiek klasę tego odznaczenia.

A teraz pora na część „praktyczną” artykułu. Ponieważ nie każdy weteran doczekał się wzmianki w gazecie, warto skupić się na drugim źródle – Wniosku odznaczeniowym. Kopie takich wniosków, jak również teczki osobowe członków ZBoWiD przechowywano w archiwach Związku. W 1990r. Większość dokumentacji przejął związek spadkobierczy – Związek Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, część trafiła do Archiwów Państwowych, a część zaginęła. Nie zmienia to jednak faktu, że jeżeli mamy pewność, że osoba, którą próbujemy zidentyfikować należała do ZBoWiD, mamy dużą szansę na uzyskanie cennych informacji. Przykładem jest właśnie pokazany na zdjęciu wniosek (zgodny ze wzorem instrukcji Kancelarii Rady Państwa z 29 lutego 1960r.). W dokumencie takim znajdziemy szereg przydatnych informacji – oprócz daty i miejsca urodzenia, informacji o wykształceniu, zawodzie, stopniu wojskowym oraz przynależności politycznej, na pierwszej stronie wniosku znaleźć można spis posiadanych odznaczeń, choć częściej zamiast uzasadnienia nadania widnieją tam numery rozkazów o odznaczeniu, co z kolei ułatwia odnalezienie właściwych dokumentów np. w CAW. Na drugiej stronie wniosku znajduje się miejsce na uzasadnienie – zamieszczone tu długie uzasadnienie z opisem całokształtu dokonań weterana nie należy wcale do rzadkości.

No i ciekawostka na zakończenie – w dokumentach ZBoWiD można też trafić na takie kwiatki jak wniosek pokazany na dwu ostatnich zdjęciach. Dla mnie osobiście cała sprawa trąci absurdem (delikatnie mówiąc), ale komentarze pozostawiam czytelnikom.

Wniosek weryfikacyjny ZBOWID dla kaprala Wacława Traczyka, żołnierza AK. Na uwagę zasługuje odznaczenie oraz jego uzasadnienie – wniosek złożono w 1971r.

W kolejnych dwóch częściach niniejszego cyklu znajdą się informacje o innych powojennych źródłach informacji, jak również kilka słów o „spuściźnie samo identyfikującej się”, do której, notabene, można by zaliczyć również opracowaną tutaj spuściznę po poruczniku Stoli. Ze swojej strony postaram się uniknąć w przyszłości tak długich przerw pomiędzy poszczególnymi częściami.

Przypisy:

*Nie udało mi się znaleźć zbyt wiele informacji na temat tej postaci, jednak w spisie żołnierzy oddziału “Chrzestnego” znajduje się m.in. “kapral Stola”.

**Porucznik Julian Kaczmarczyk „Lipa” – początkowo oficer BCh, w Lasach Janowskich przeszedł wraz z oddziałem do AL, jako dowódca 3 kompanii „Straży Chłopskiej” 1 brygady AL, poległ 11.06.1944 w rejonie Jarocina (pow. Niżański) w wyniku niemieckiej operacji przeciwpartyzanckiej „Sturmwind I”.

***Edward Gronczewski „Przepiórka” – oficer GL i AL, dowódca 5 kompanii 1 brygady AL, po wojnie oficer MO i WP, w 1950r. aresztowany za zbrodnie na Żydach (6 lat później został zrehabilitowany). Autor wspomnień oraz książek o działaniach partyzanckich AL na Lubelszczyźnie.

****Prawdopodobnie owa lakoniczna informacja kryje szczegóły, które uzasadniały nadanie tak wysokiego odznaczenia. Wydaje się, że samo zniszczenie dowolnego CKM nie stanowiłoby dość mocnej podstawy. Niestety, brak informacji o rozkazie utrudnia dotarcie do opisu czynu, który zaowocował nadaniem KW.

*****9pp nie brał udziału w walkach o Berlin, również w uzasadnieniu mowa jest tylko o „Walkach na kierunku berlińskim”. Medal nadawano de facto wszystkim, którzy pełnili czynną służbę wojskową w czasie operacji berlińskiej.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

This article – the second of a mini-series criticising the barbaric sellers’ and collectors’ practices of breaking award groups to single pieces – describes the way of learning additional information about the awardees – in this case of an officer who was a member of a veteran association. The history of the veteran – lt. Feliks Stola – is also described – especially his service as an AL partisan and later service in the Polish Army and Border Troops.

O kolekcjonowaniu odznaczeń i dokumentów inaczej – część pierwsza

Tekst pierwotnie opublikowany na portalu http://www.dobroni.pl w styczniu 2012r.

Kolekcjonowanie odznaczeń nie znajduje się w centrum moich zainteresowań. Czasami jednak coś mnie kusi . Na przykład mam zamiar w końcu kupić brakujący Krzyż Oficerski OOP albo trafił mi się kolejny radziecki mundur galowy z dziurami po prawej stronie, a wbrew temu co zdają się sądzić niektórzy, mundur z czterema odznakami gwardyjskimi i pięcioma odznakami absolwenta cywilnej szkoły średniej nie wygląda zbyt dobrze, i wówczas zaglądam na pewien portal aukcyjny, otwieram odpowiednią kategorię…

…I krew mnie zalewa.

Pół biedy, jeżeli mamy szereg aukcji wystawionych z dopiskiem np. „Po ułanie” czy „po partyzancie”, pozwalające zorientować się, ze wszystkie elementy są po jednej osobie. Ale najczęściej sprzedawca takich rzeczy nie pisze, a do tego zakrywa całość danych w dokumentach. I tak komplety odznaczeń lub dokumentów zawierający w sobie historię czyjegoś życia zostaje rozprzedany na drobne. Może jestem zboczeńcem, ale jak napisałem, krew mnie zalewa. Jako masochista uwielbiam walenie głową o mur, więc wysyłam pytania do sprzedawców: „czy nie lepiej wystawić jako całość?” A w odpowiedzi: „A po co?” „Ja nie zbieram nazwiskami.” „Wie pan, ten zestaw kupiłem od spadkobierców, nie chcieli osobno sprzedać, a mnie potrzebny był tylko dokument od Krzyża Walecznych, reszta jest mi zbędna, to wrzuciłem na aukcje.” Ręce opadają… „Nie podam panu danych pierwotnego właściciela, zresztą po co to? I tak na wszystkich dokumentach je zamazałem flamastrem.” Szczęka idzie w ślady rąk… I tak, zalany krwią, z opadniętymi rękami i szczęką oraz głową bolącą od walenia w beton, zastanawiam się, czy napisać takim ludziom co myślę, czy nie bawić się w subtelności tylko wziąć siekierę i zaspokoić wzbierającą żądzę mordu. 
Czasem zdarzają się wyjątki przywracające mi wiarę w rodzaj ludzki (inna rzecz, że przy okazji skutecznie opróżniające mój niezbyt wypchany portfel), choć najczęściej jest to na zasadzie „Jeżeli tak bardzo Ci zależy…” I niestety są to rzadkie przypadki.

Dobra, emocje na bok, siekierą raczej nikogo nie przekonam do swoich racji (a w każdym razie – nie przekonam więcej niż kilku osób – machanie takimi narzędziami szybko mnie męczy). Może zatem zaproponuję chwilę refleksji.

Weźmy jakieś odznaczenie. Niech to będzie coś z polskiego podwórka, niechby nawet ten Krzyż Walecznych. Sam w sobie – ciekawa rzecz. Można powiesić na mundurze, można i w gablotce. Ale w sumie – anonimowy kawałek metalu ze wstążką. A teraz weźmy identyczne odznaczenie, ale z dokumentem od niego, na nazwisko choćby Jana Iksińskiego. Nagle ów niepozorny kawał metalu przestaje być anonimowy. A teraz załóżmy, że udaje nam się dowiedzieć, za co pan Iksiński ów krzyż dostał. Teraz kawał metalu nie tylko nie jest anonimowy, ale możemy go powiązać z konkretnym, bohaterskim czynem. W dalszym ciągu jest to jednak czyn nieco wyrwany z kontekstu. Ale oto do udokumentowanego krzyża z historią dochodzi nam jeszcze książeczka wojskowa pana Iksińskiego. Teraz wiemy nie tylko za co pan Iksiński został odznaczony, ale również w jakiej jednostce służył, ile lat itd. Przeglądając tą książeczkę trafiamy przypadkiem na zdjęcie. Oto kapral iksiński z kolegą z plutonu. Możemy popatrzeć na naszego bohatera. A tu jeszcze okazuje się, że dochodzi nam do tego na przykład przedwojenne świadectwo szkolne, albo zaświadczenie o zatrudnieniu. Teraz Wiemy również kim był kapral Iksiński zanim został żołnierzem. Czyż posiadanie całego takiego kompletu, a zatem kawałka historii i fragmentu życia prawdziwego, a nie zmyślonego bohatera nie jest ciekawsze od posiadania samego tylko niepozornego kawałka metalu na wstążce?

No dobrze, dobrze. Ale skąd to wszystko brać? Każdy ma szansę trafić zestaw odznaczeń i dokumentów (a także inne rzeczy – mundury, biżuterię itp.) po jednej osobie, ale skąd zdobyć informacje typu: gdzie służył, za co był odznaczony itp.? Spadkobiercy zwykle tego nie wiedzą. Wbrew pozorom uzyskanie takich informacji często nie jest takie trudne. Co więcej, w pewnych przypadkach nie wymaga to dodatkowych nakładów pieniężnych. W serii artykułów, której niniejszy tekst jest pierwszą częścią, chciałbym podzielić się z Wami, drodzy czytelnicy, kilkoma „kawałkami historii” pokazując jednocześnie sposoby uzyskiwania informacji, tym samym mając nadzieję, że przynajmniej część z Was Zainteresuje się historią własnych zbiorów. Zapraszam do lektury.

Czerwone Gwiazdy

To był właśnie jeden z tych momentów, kiedy coś mnie pokusiło. Szukałem Orderu Czerwonej Gwiazdy celem uzupełnienia pewnego munduru. Zamiast przeszukiwać całą odpowiednią kategorię, wpisałem nazwę odznaczenia w wyszukiwarce. Wyskoczyło kilka odpowiedzi, ale moją uwagę przykuła pewna aukcja, która nie do końca spełniała moje wymagania – Order Czerwonej Gwiazdy i książeczka orderowa od niego (tym ciekawsza, że ze zdjęciem właściciela), z wpisanymi jeszcze dwoma innymi odznaczeniami – medalem „Za odwagę” i drugim Orderem Czerwonej Gwiazdy. W tamtych czasach na allegro nie było jeszcze manii ukrywania nazwisk w dokumentach, więc pomyślałem, że warto zobaczyć, czy sprzedawca nie ma innych odznaczeń i dokumentów po tym człowieku. Nie miał. Po wygraniu aukcji zapytałem jeszcze sprzedawcy czy nie dysponuje, bądź dysponował innymi odznaczeniami lub dokumentami po tym człowieku. W odpowiedzi usłyszałem, że nie. Nie ma i nie miał. Innej odpowiedzi się zresztą nie spodziewałem, ale coś mnie tknęło. Przejrzałem zakończone aukcje tego sprzedającego. I okazało się, że miał chyba problemy z pamięcią. Brakujący Order Czerwonej Gwiazdy – sprzedany do Czech. Order Wojny Ojczyźnianej 1klasy z 1985r. z dokumentem na to samo nazwisko – sprzedany w Polsce. Wierz tu ludziom na słowo… O ile z Orderem Wojny Ojczyźnianej nie było problemu – wystarczyło tylko zaproponować odpowiednio wyższą sumę (oczywiście powyżej ówczesnych cen rynkowych), o tyle z Czerwoną Gwiazdą nie było już tak łatwo. Kolega Czech, który kupił to odznaczenie, pomimo mojej marnej znajomości języka, zrozumiał mój problem (tam jednak kultura kolekcjonerska jest nieco wyższa) i wyraził gotowość odsprzedania orderu, ale oczywiście również po cenie powyżej ceny rynkowej… ceny rynkowej w Czechach, która niestety była wyższa niż w Polsce. W skrócie negocjacje trwały długo i w końcu stanęło na tym, że w zamian za ów order pozbyłem się pewnej ciekawej książeczki wojskowej i dokumentu z podpisem odręcznym marszałka Malinowskiego. Wysoka cena, ale widok takiego zbiorku (choć niestety wciąż niekompletnego) zrekompensował mi w pełni straty materialne, które poniosłem. Warto jeszcze zauważyć, że obecnie takie działanie byłoby niemożliwe, gdyż portal aukcyjny o którym mowa w przypływie geniuszu wpadł na pomysł ukrycia „nicków” kupujących – była to jedna z szeregu kretyńskich zmian, które ów portal zafundował użytkownikom w ostatnich latach.

W owym czasie dotarcie do radzieckich archiwów było już możliwe, ale trudne i niestety kosztowne. Długi czas starałem się odłożyć pieniądze, ale zawsze zdarzały się pilniejsze wydatki. Gdy wreszcie mogłem wydać odpowiednią sumę, okazało się, ze kilku rzeczy o czynach naszego bohatera mogę się dowiedzieć całkiem za darmo (w jaki sposób – o tym później). Choć opisanie czynów nie brzmi imponująco, to jednak okazało się, że nasz bohater pełnił w Armii Czerwonej trudną funkcję zwiadowcy, przydzielonego do baterii Moździerzy. Ale po kolei…

Nikołaj Zacharowicz Osipow

Nasz bohater nazywał się Nikołaj Zacharowicz Osipow. Był Rosjaninem urodzonym w 1923r. Prawdopodobnie przed wojną mieszkał w Obwodzie Nowosybirskim, gdyż do Armii Czerwonej został powołany przez Tjażeński Rejonowy Komisariat Wojskowy w Obwodzie Nowosybirskim i od 10 maja 1943r. Rozpoczął służbę w Armii Czerwonej. 23 czerwca tego roku został skierowany do 1 Frontu Ukraińskiego, jako zwiadowca baterii moździerzy 120mm 615 pułku strzeleckiego 167 Dywizji Strzeleckiej (w czasie drugiej wojny światowej zyskała miano Sumsko-Kijowskiej i była dwukrotnie odznaczona Orderem Czerwonego Sztandaru). Również w 1943r. został członkiem Komsomołu. 19 stycznia 1944r. został odznaczony po raz pierwszy – otrzymał wówczas medal „Za odwagę”. W uzasadnieniu napisano:

„W czasie letnich (…) walk 1943r. działając śmiało wypuszczał się przed szeregi piechoty cierpliwie ujawniając punkty ogniowe przeciwnika<.>Wyjawił wiele punktów ogniowych i spośród liczby punktów ogniowych wyjawionych przez szeregowego Osipowa unieszkodliwiono 20 stanowisk karabinów maszynowych przeszkadzających naszej piechocie ruszyć naprzód i podawano współrzędne celu 2 baterii artylerii i kompanii moździerzy 81mm.”

Warto tu zauważyć, że to właśnie w czasie owych „letnich walk 1943r.” 167 Dywizja zyskała honorowe miano „Sumskiej”.

Prawdopodobnie przy okazji odznaczenia, bądź też za inne zasługi, otrzymał też awans, gdyż we wniosku odznaczeniowym z 8 maja 1944r. jest już wymieniony jako starszy sierżant. Wówczas to właśnie dowódca 615 pułku strzeleckiego podpułkownik Pudowkin wraz z naczelnikiem sztabu majorem Osowskim podpisali wniosek o odznaczenie „Starszego zwiadowcy” Osipowa Orderem Czerwonej Gwiazdy. W uzasadnieniu tego wniosku możemy przeczytać:

„Starszy Sierżant Osipow, biorąc udział w <…> walkach 1944r. ukazał wzór męstwa i odwagi. Będąc starszym zwiadowcą artylerii przy baterii moździerzy nie licząc się z żadnymi trudnościami i niebezpieczeństwami dla życia, przez wiele godzin zimą i na mrozie <…> cierpliwie rozpoznawał punkty ogniowe przeciwnika i oaznaczał je. W rezultacie jego zwiadu według dostarczonych im przez osipowa danych unieszkodliwiono 35 punktów ogniowych i skierowano ogień 4 baterii. W czasie kontrataków przeciwnika starszy sierżant Osipow przystąpił do załogi moździerza i przetrzebiał <…> siły wroga.Za męstwo i odwagę przejawione w walkach z niemieckimi okupantami zasługuje na odznaczenie orderem Czerwonej Gwiazdy.”

Warto tu dodać, że zimą 1944r. dywizja toczyła walki w rejonie Kamieńca Podolskiego.

Niestety, jak do tej pory, nie udało mi się zdobyć informacji na temat ostatniego z tych odznaczeń – drugiego Orderu Czerwonej Gwiazdy. Ponieważ numer orderu wskazuje na nadanie w latach 1949-1951, to niestety trzeba jednak będzie zapłacić za poszukiwania w archiwach.

Teraz pytanie – jak można poznać historię odznaczenia?

Po pierwsze, po numerze odznaczenia można czasem określić w którym roku (bądź w jakich latach) zostało ono nadane. W przypadku Orderu Czerwonej gwiazdy, odpowiednie zestawienie można znaleźć tu: http://soviet-awards.com/digest/redstar/RedStar5.htm , przy czym warto pamiętać, że są tam podane tylko znane numery, więc np. jeżeli order ma numer pomiędzy 109 a 210 (na znalezienie takiego bym nie liczył), to order był nadany w 1933r., ale jeżeli ma np. numer 212, to mógł być nadany w 1933 albo 1934r.

Po drugie, jeżeli znamy nazwisko, imię i patronimik (a najlepiej także datę urodzenia) i wiemy, że ów człowiek został odznaczony medalem bądź orderem za jakiekolwiek wojskowe zasługi, to możemy zajrzeć na stronę www.podvignaroda.ru i poszukać dokumentów na temat danej osoby. Strona wciąż się rozwija, więc w przypadku gdyby nie udało się od razu odnaleźć danej osoby, warto spróbować ponownie za miesiąc lub dwa. Strona działa tylko w rosyjskiej wersji językowej. Osobom zainteresowanym skorzystaniem ze strony oraz tłumaczeniem pozyskanych dokumentów polecam swoją pomoc (obsługa strony gratis, tłumaczenie 20zł/strona, a posiadam pewne doświadczenie w tłumaczeniu radzieckich tekstów o tematyce wojskowej).

Po trzecie, jeżeli nie możemy znaleźć informacji o odznaczeniu na powyższej stronie, lub znamy tylko numer odznaczenia, możemy spróbować poszukać w archiwach. Zajmuje się tym kilku specjalistów (lepszych lub gorszych), a cena takiego poszukiwania to zwykle ok.40$. Tu również służę pomocą i tłumaczeniem. Należy jednak pamiętać, ze informacji o żołnierzach wojsk NKWD nie znajdziemy w archiwum wojskowym.

Po czwarte wreszcie, jeżeli mamy samo numerowane odznaczenie lub sam dokument z wymienionymi numerami odznaczeń, istnieje szansa na ich sparowanie. W tym celu powstała baza danych numerów odznaczeń przy forum soviet-awards (www.soviet-awards.com/forum/awards.php) Co prawda od chwili zaistnienia tylko dwa lub trzy razy zdarzyło się trafienie, ale im więcej osób wpisze numery posiadanych bądź poszukiwanych odznaczeń tym większa szansa, że coś z tego wyjdzie. Aby skorzystać z bazy należy się zarejestrować na forum. Przed wpisaniem danych do bazy warto też skorzystać z pomocy forumowiczów celem ustalenia oryginalności odznaczenia bądź dokumentu.

Wszystkim zainteresowanym życzę powodzenia w badaniach.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

In this article he author criticises the practice of many sellers to break award/doument group and sell thm as separte pieces as well asdescribes the way of learning additional information about the award’s recipient – in this case about a Soviet soldier awarded for WW2 actions.

Pakowanie radzieckiego workoplecaka wz.30 – sposób1

Uwaga! Poniższy tekst oparto głównie na instrukcji z 1958r. Nie jest on zgodny z przepisami wojennymi, jednak jest o godny polecenia tym rekonstruktorom, którzy ni posiadają kompletu wyposażenia, którego wymaga pakowanie według instrukcji przedwojennej.  Lepiej zaopatrzonym rekonstruktorom polecam sposób drugi, opisany w drugim artykule.

W latach 30. i 40. W radzieckich Siłach Zbrojnych stosowano kilka różnych plecaków: zbliżony do niemieckiego tornister wz.36, tornister dowódcy wz.36, tornister-plecak wz.39 czy też nieznacznie różniący się od poprzedniego plecak wz.41. Jednak w okresie drugiej wojny światowej zasobnikiem najczęściej stosowanym w Armii Czerwonej oraz 1 i 2 AWP był workoplecak wz.30. W związku z powyższym, każdy czerwonoarmista i żołnierz Odrodzonego Wojska Polskiego, jak czasem nazywano jednostki WP tworzone w ZSRR, powinien wiedzieć jak taki plecak należy pakować. Ze względu na brak odpowiednich źródeł, instrukcja zawarta w tym artykule jest oparta na przepisach z 1958r., ponieważ jednak w tym czasie stosowano już workoplecak wz.56, zaopatrzony w kieszeń na przybory toaletowe oraz stałe troczki do przypinania zrolowanego płaszcza, instrukcja ta dostosowana została do plecaka wz.30 i może zawierać pewne błędy.

Zanim jednak pokażemy „jak to powinno wyglądać”, zobaczmy „jak wyglądało to w praktyce”. Pierwsze zdjęcie, pochodzące z książki Aleksandra Goguna „Partyzanci Stalina na Ukrainie” przedstawia początek drogi pewnej grupy partyzanckiej NKWD za linię frontu. Możemy tu dostrzec żołnierzy z bardzo wypchanymi workoplecakami, na których niektórzy noszą lepiej lub gorzej zrolowane płaszcze. Niektórzy mają również na zewnątrz przyczepione menażki. Właściwie wygląda na to, że każdy pakował się jak chciał. Drugie zdjęcie, pochodzące ze zbiorów MWP w Warszawie, pokazuje grupę żołnierek z batalionu imienia Emilii Plater. Na zdjęciu tym można zaobserwować już pewną jednolitość sposobu pakowania – płaszcze są zrolowane „na długo”, przewleczone przez pętlę sznurka ściągającego plecak, z końcami związanymi razem na dole workoplecaka. Dwie z fizylierek noszą również menażki przywiązane sznurkiem ściągającym. Choć ten sposób troczenia płaszcza wydaje się prawidłowy (wygląda w miarę estetycznie i wykorzystuje tylko trok do płaszcza oraz sznurek ściągający plecaka), musiał on być mało praktyczny – płaszcz przytwierdzony był jedynie u góry, w związku z czym podczas biegania zapewne się odczepiał i „huśtał się” na górnym sznurku, co nie tylko musiało być uciążliwe, ale mogło również prowadzić do samoczynnego otwarcia plecaka (sznurek, prócz ściągnięcia otworu plecaka pełnił również ważną funkcję wzmacniając pętlę zaciskową szelek, ale o tym później). Wydaje się zatem, że bardziej praktyczny był sposób widoczny na pierwszym zdjęciu u drugigo żołnierza po lewej – tj. płaszcz zwinięty w krótszy rulon (jak do tornistra) przywiązany do sznurka ściągającego i dwoma dodatkowymi sznurkami przywiązany po bokach do szelek. Tak przytroczony płaszcz pewniej trzymał się plecaka. Za tym rozwiązaniem przemawia też fakt, że tak właśnie miał być później troczony płaszcz do workoplecaka wz.56. Nie wiem niestety, czy zgodnie z przepisami płaszcz maił w ogóle być troczony do plecaka wz.30, czy też była to inicjatywa oddolna związana z tym, że tak miał być troczony płaszcz do tornistrów.

Przeszkoleni “partyzanci” Ukraińskiego
Sztabu Partyzanckiego. Zdjęcie z książki A. Goguna “Partyzanci Stalina na Ukrainie”.

Żołnierze 1sbk im. Emilii Plater, prawdopodobnie lato 1943r.

Z kolei przymocowywanie kociołka na zewnątrz plecaka to z całą pewnością pomysł żołnierzy. Łatwo go z resztą uzasadnić – wszak wielu czerwonoarmistów nosiła w plecaku więcej rzeczy niż przewidywał regulamin, a wyprowadzenie menażki na zewnątrz  pozwalało pozyskać dodatkowe miejsce na rzeczy osobiste bądź np. zmianę bielizny.

Wróćmy jednak do „jak być powinno”. Na zdjęciu nr 3 przedstawiono komponenty do spakowania. Można tam zobaczyć:

1.Workoplecak wz.30;

2.Złożoną płachtę namiotową (pałatkę);

3.Zapasowe onuce (w tym wypadku letnie);

4.Hełm stalowy;

5.Menażkę (wewnątrz której znajduje się nóż i łyżka);

6.Kubek;

7.Rzeczy osobiste wraz z przyborami toaletowymi – powszechną praktyką było trzymanie ich w woreczku lub w jakimkolwiek metalowym lub drewnianym pudełku, w tym wypadku jest to zdobyczna niemiecka puszka na herbatę i pudełko-samoróbka;

8.Racja żywnościowa – standardowo powinna zawierać konserwę, jednak z braku właściwych puszek w naszej GRH stosujemy rację improwizowaną, składającą się z ciemnego chleba (w ilości zależnej od długości zajęć – średnio ćwierć bochenka na dzień), wędzonej słoniny lub boczku, cebuli i dodatków sezonowych (np. jabłek). Tego rodzaju rację można zawinąć w serwetkę, papier lub schować do woreczka jak na zdjęciu.

9.Pasek do spinania zrolowanego płaszcza;

10. Zrolowany płaszcz.

Pierwszą czynnością, którą powinno się wykonać, jest złożenie pałatki w kostkę o wymiarach 30x45cm (zdjęcie nr 4). W czasie wojny nikt tego miarką nie sprawdzał, więc jest to wartość przybliżona. Można dla uproszczenia przyjąć, że pałatka po złożeniu powinna mieć długość mniej więcej przedramienia od łokcia do pierwszego stawu palca środkowego dłoni, a szerokość przedramienia od łokcia do nadgarstka.

Następnie wraz z zapasowymi onucami należy złożoną pałatkę umieścić przy ściance plecaka, która przylegać będzie do ciała (zdjęcie nr 6). Zapewnia to pewną wygodę, gdyż dzięki temu plecy są izolowane od ciężkich metalowych przedmiotów, które mogłyby spowodować urazy. Nie znalazłem przepisu jak należy umieścić onuce, jednak najbardziej logicznym rozwiązaniem wydaje się umieszczenie ich w złożonej pałatce (zdjęcie nr 5) – dzięki temu są one chronione od wilgoci, nawet jeżeli w wyniku obfitego deszczu dojdzie do przemoczenia plecaka.

Następnie na dnie plecaka umieszczamy rację żywnościową (zdjęcie nr 7) – jeśli zawiera konserwę, jest to dobre rozwiązanie, w przypadku bardziej miękkiej racji można ją później umieścić w kubku lub menażce.

Na racji żywnościowej ustawiamy kolejne cięższe przedmioty – menażkę i kubek (zdjęcie nr 8). Menażkę otwartą starego typu można umieścić albo bokiem (tj. denkiem do zewnętrznej ścianki plecaka) albo do góry nogami – tak, by przynajmniej częściowo przykrywała rację żywnościową, co pozwala zaoszczędzić miejsce. Menażkę zamykaną umieszczamy denkiem do dna plecaka.

W dalszej kolejności pakujemy rzeczy osobiste wraz z przyborami toaletowymi (zdjęcie nr 9). Umieszczenie ich w puszce, pudełku, woreczku czy choćby jakimś węzełku jest dobrym rozwiązaniem, gdyż w innym wypadku  w pozbawionym przegródek worku rzeczy te po kilku minutach marszu będą poniewierać się po całej komorze plecaka.

Ostatnim elementem, który powinien znaleźć się w workoplecaku jest hełm stalowy (zdjęcie nr 10) – jeśli akurat nie jest używany. W miarę możliwości należy go umieścić tak, by przykrywał rzeczy osobiste zapobiegając ich przemieszczaniu się wewnątrz plecaka.

Po zapakowaniu ściągamy otwór plecaka sznurkiem, a z szelek tworzymy pętlę zaciskową (zdjęcie nr 11), którą następnie zaciskamy na górze worka i oplatamy sznurkiem ściągającym (zdjęcie nr 12). Jeżeli chcemy przytroczyć do plecaka płaszcz, powinniśmy zostawić na sznurku pętlę o średnicy miej więcej dwukrotnie większej niż średnica zrolowanego płaszcza.

W przypadku, gdy do plecaka ma być przymocowany płaszcz, ten ostatni należy zwinąć, osobiście preferuję rolowanie jak do tornistra (sposób taki sam jak w przedwojennym Wojsku Polskim) i tak zrolowany przewlec przez pętlę utworzoną ze sznurka ściągającego. Sznurek ten należy następnie zacieśnić – można wolną pętlę zaczepić o zamknięcie worka – jednocześnie ustabilizuje to płaszcz i wzmocni pętlę zaciskową. Końce rulonu układamy wzdłuż boków plecaka i mocujemy do szelek – z jednej strony trokiem do spinania płaszcza (o ile go mamy) z drugiej sznurkiem (zdjęcie 13) – można wykorzystać np. sznurowadło, sznurek od pałatki, kawałek bandaża, kabla telefonicznego – cokolwiek, byle pasującego do epoki.

Tak przygotowany plecak zarzucamy na plecy i w drogę! Oczywiście zwykle żołnierze przenosili w plecakach więcej rzeczy – dodatkową manierkę z wodą (lub alkoholem), zapasową bieliznę, książki, dodatkową amunicję i dużo innych rzeczy. Strzelcy i fizylierzy powinni dodatkowo nosić w workoplecaku przybornik i olejarkę do broni, przy czym ich umiejscowienie wewnątrz zasobnika nie jest określone w instrukcji.

Warto też wspomnieć, że na dodatkowe rzeczy często przeznaczano również rozmaite torby – np. na maskę przeciwgazową.

Oczywiście jak zawsze czekam na merytoryczne uwagi.

Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

This article describes the simplified way of packing ofthe Soviet m30 rucksack. This version has been based on the 1958 manual, and thus is different from the wartime way. It should be followed if not all of the necessary items are present. The proper war-time way of packing is described in another article.