Kilka słów o odznaczeniach w Rekonstrukcji historycznej

Tekst oryginalnie opublikowany został na portalu http://www.dobroni.pl we wrześniu 2012r. Powstał pod wpływem dyskusji na portalowym forum i sam wywołał dość ożywioną dyskusję. Ponieważ obie dyskusje znikną wraz z zamknieciem portalu 31.03.2019r., zamieszczam je tutaj w formie nieedytowalnych obrazów. Jeżeli ktoś życzy sobie usunięcia swojej wypowiedzi, proszę o kontakt.

                Do podjęcia tego tematu skłoniły mnie obserwacje poczynione na imprezach rekonstrukcyjnych. Dłuższy czas zbierałem materiały, jednak ostatecznym bodźcem była dla mnie dyskusja na forum dobroni.pl: 

Oryginalna dyskusja, która była bodźcem do napisania artykułu.

Ponieważ swoje zdanie na temat tego problemu wyłożyłem już w wyżej wzmiankowanej dyskusji, w tym artykule pozwolę sobie przytoczyć argumenty na jego poparcie. Celem tego artykułu nie jest piętnowanie kogokolwiek, ani próba stworzenia jakichś ogólnych zasad. Niniejszym tekstem chciałbym jedynie skłonić niektórych rekonstruktorów do refleksji i małego rachunku sumienia.

                A zatem, Drogi Rekonstruktorze, spójrz na Krzyż Walecznych wiszący na twojej piersi. Nie pytam, czy zrobiłeś coś, by na niego zasłużyć, bo raczej nie więcej niż 1% środowiska rekonstrukcyjnego mogłoby odpowiedzieć twierdząco (przy założeniu, że rekonstrukcją w Polsce zajmuje się jakikolwiek uczestnik prawdziwych działań wojennych). Zastanów się jednak, czy w warunkach wojny byłbyś w stanie zachować się tak, by na to odznaczenie zasłużyć. Jasne, już słyszę, że powołujesz się na mój artykuł, gdzie przytoczony jest przypadek nadania KW za zniszczenie CKM. Łatwizna? A spróbuj się zastanowić, jak wyglądało to w warunkach bojowych, gdzie samo dostanie się do gniazda karabinu maszynowego wymagało odwagi i szczęścia.

                Ale, ale, niektórym Krzyż Walecznych nie wystarcza! Marzy Ci się, Drogi Rekonstruktorze Krzyż Srebrny Virtuti Militari? A może spójrz na zamieszczone niżej uzasadnienie takiego odznaczenia i zastanów się, czy byłbyś w stanie zrobić chociaż jedną z tych rzeczy, których dokonał ppor. AK Antoni Zacierka „Kruk”. Ot choćby ostatnia wymieniona w uzasadnieniu akcja:

„- w VIII 1944 r. kontrolując na polecenie KO. Organizację, rozmieszczenie i przygotowanie do akcji „Burza” na terenie „Rysia” /Repki/, stoczył dwuosobową ciężką i nierówną walkę z Niemcami, w której dzięki wyjątkowej brawurze i odwadze uszedł z życiem i wziął do niewoli 2-ch Niemców i kilku ranił.”

I cóż, Drogi Rekonstruktorze? Czy mając ze sobą tylko jednego towarzysza, natknąwszy się na oddział przeciwnika uszedłbyś z życiem zabierając dwóch jeńców (sic!), czy raczej poległbyś, albo też poddałbyś się wrogom? A to tylko jeden z kilku wyczynów, które zadecydowały o nadaniu odznaczenia.

                A ty, Drogi Rekonstruktorze Armii Czerwonej? Ty, który przeciągasz po błocie brzęczące na lewej piersi medale i ciasno przykręcone na prawej piersi ordery? Nie czujesz dyskomfortu z powodu braku szacunku dla ludzi, którzy na te odznaczenia zasłużyli? Tak, oczywiście, oni też często czołgali się w błocie z medalami na piersi, ale oni mieli pełne prawo by tak nieostrożnie obchodzić się z odznaczeniami, które im nadano. I tak, zgadza się, do 1957r. medal „Za zasługi Bojowe”, Order Czerwonej Gwiazdy i Order Czerwonego sztandaru nadawano za wysługę lat. Oczywiście, żołnierze w niebieskich czapkach mogli dostać odznaczenia bojowe za zgoła nie-bohaterskie czyny.  Ale czy sprawdziłeś, Drogi Rekonstruktorze za co przyznano medal, który tak męczysz? Weźmy kilka przykładów – wszak do uzasadnień radzieckich odznaczeń łatwo trafić.

Ot, pierwszy przykład – ze średniej półki (najwyższe odznaczenia pominiemy, tym bardziej, że ostatnio widać ich coraz mniej) – Order Wojny Ojczyźnianej I klasy. W uzasadnieniu (które, notabene, sugerowało odznaczenie Orderem Czerwonego Sztandaru) możemy przeczytać:

„Wracając z przedniej linii ognia tow. Makarow zauważył, że w naszym karabinie maszynowym, z którego załogi pozostał tylko jeden celowniczy, skończyły się naboje. Wtedy Makarow, z własnej inicjatywy, nie zważając na zgubny ogień przeciwnika dostarczył naboje kaemiście, który zadecydował o przechyleniu się szali zwycięstwa na naszą stronę.”

I co? Też byś, Drogi Rekonstruktorze, dał radę zrobić, to co ów łącznik o popularnym nazwisku? Może i tak, tylko że o przyznaniu tak wysokiego odznaczenia zadecydował jeszcze jeden szczegół:

„Dostarczywszy naboje, tow. Makarow poległ.”

OK, może mierzymy za wysoko – wszak mało który rekonstruktor paraduje z Orderem Wojny Ojczyźnianej I klasy (pewnie dlatego, że te nadane w 1985r. mają pozłotę tak wytartą, że wyglądają zwykle tak samo jak II klasy). Spróbujmy trochę niżej – z Orderem Czerwonej Gwiazdy.

„[…]tow. Gelowani bedąc na pierwszej linii, wspierając dowódcę dywizji, okazał męstwo i bohaterstwo i nie szczędząc życia wspierał dowódcę dywizji pod ogniem przeciwnika. Po przerwaniu [obrony przeciwnika] ryzykując życiem szedł przez pole minowe. Omijając miny pokazał drogę i przejście.”

I cóż, Drogi Rekonstruktorze? Powtórzyłbyś wyczyn Gruzina i przeszedłbyś pole minowe, by pokazać swoim drogę?

A może znów mierzymy za wysoko? OK, zejdźmy niżej. Medal „Za odwagę” aż do rozpadu ZSRR nadano 4 600 000 razy. Był więc popularny. Może więc łatwiej było na niego zasłużyć?

„[…] za śmiałe i zdecydowane czyny pokazane 8.07.43r. przy gaszeniu płonących skrzyń bojowych zapasów, gdzie własnym przykładem pociągnął za sobą pozostałych gwardzistów, ryzykując życiem ugasił płonące skrzynki, czym uratował bojowe zapasy przed eksplozją. 20.09.43r. od bomby zapalającej zapalił się pokrowiec stanowiska bojowego. Tow. Reutskij odważnie jako pierwszy zaczął rozbrajać miny [tu: pociski moździerzowe] z płonącego stanowiska bojowego, czym powstrzymał detonację.”

Cóż, Drogi Rekonstruktorze, jeżeli jesteś strażakiem, to pewnie robiłeś podobne rzeczy i możesz z czystym sumieniem odpowiedzieć: Tak, zrobiłbym to samo. Jesteś strażakiem, Drogi Rekonstruktorze?

Dalej mierzymy zbyt wysoko? Dobra, niech będzie. Został nam medal „Za zasługi bojowe”. Mocno zaniżone statystyki mówią o ok. 3 300 000 nadanych medali. Pamiętajmy, że sporo nadań było za 10 lat służby (nie śmiej się, Drogi Rekonstruktorze – zastanów się raczej, czy dałbyś radę odsłużyć w Armii Czerwonej/Radzieckiej 10 lat przed 1957r.). Ale weźmy pierwszy z brzegu przykład „bojowy”.

„W czasie boju od 14 do 19 lipca 1941r. w rejonie wsi Gorodiszcze pod ogniem moździerzy przeciwnika wyniósł z pola bitwy 8 rannych ludzi z bronią. W boju 23 lipca w rejonie wsi Machałkino wyniósł 7 ludzi z bronią. W sumie w czasie [tych] bojów tow. Markow wyniósł 15 bojców i dowódców z ewakuacją ich na punkt pomocy medycznej.”

Wynieś, proszę, Drogi Rekonstruktorze 8 ludzi z bronią pod ogniem moździerzy – prawdziwym, a nie przy wybuchach na omijanym szerokim łukiem „polu pirotechnicznym”. Życzę powodzenia.

Jeżeli, Drogi Rekonstruktorze, po przeczytaniu powyższych przykładów uważasz, że możesz z czystym sumieniem występować z odznaczeniami na piersi, to gratuluję Ci odwagi. Albo po prostu dobrego samopoczucia. Wszak „nic bardziej zwierzęcego nad czyste sumienie na trzeciej planecie Słońca”, jak pisała poetka.

Autor: Kamil Szustak

Poniżej jeszcze zamieszczam dyskusję spod oryginalnego felietonu:

SUMMARY

This text, originally published in September 2012 on http://www.dobroni.pl is aiming reenactors too eager to wear cobat awards on their uniforms. It does not point at anyone, just gives a little bit to think about as to why it may be “improper” to wear them. In its time, this text started quite a discussion, which is also shown here.

Leave a comment