Poniższy tekst jest rozwinięciem relacji z Zimowych ćwiczeń w Górach Izerskich. Pierwotnie tekst został opublikowany w magazynie “Komandos”.

W wyjątkowo zimny lutowy weekend odbyło się ćwiczenie polowe GRH „Osiemnasty Kołobrzeski”, dotyczące działania w trudnych, zimowych warunkach górskich z wykorzystaniem nart. Zajęcia były oparte na instrukcji MON „Rozpoznanie w górach” z 1953 roku, która jest tożsama z zasadami stosowanymi podczas II wojny światowej. W ćwiczeniu wzięło udział jedynie dwóch rekonstruktorów, co spowodowane było trudnościami w pozyskaniu odpowiedniego sprzętu narciarskiego (a konkretnie mówiąc aktualnymi cenami starych nart i kijków). Terenem zajęć był obszar Gór Izerskich, gwarantujący odpowiednią pokrywę śnieżną i surowe warunki pogodowe.
Pierwsze kilometry marszu na nartach przebiegły z pewną ostrożnością, spowodowaną lekkim brakiem zaufania do kilkudziesięcioletnich, drewnianych nart. Okazało się jednak, że tradycyjny sprzęt znakomicie sprawdza się zarówno na przetartych ścieżkach, jak i w kopnym śniegu. Jedynym problemem były strome podejścia, które trzeba było pokonywać jodełką. Zdecydowaliśmy się zatem na wyjście w najwyższe rejony Gór Izerskich – Wysoki Grzbiet. Szybko zachodzące słońce oświetlało purpurową łuną zmrożony śnieg i całkowicie oblepione szadzią świerki. Dookoła roztaczała się piękna panorama Gór Izerskich i Karkonoszy, a bezchmurne niebo i wyjątkowo przejrzyste powietrze pozwalało dostrzec nawet najdrobniejsze szczegóły. Niestety, taka pogoda niesie za sobą bardzo silny mróz, temperatura spadała z każdą chwilą. Planując zajęcia przewidywałem nocleg w terenie przygodnym, jednakże uwzględniając prognozę pogody oraz zmierzoną temperaturę (która przekroczyła wczesnym popołudniem minus 18 stopni) podjąłem decyzję o zejściu do schroniska. Oczywiście, zrobiłem to z pewnym żalem i poczuciem porażki. Niestety, aby przetrwać noc bez współczesnego sprzętu biwakowego konieczne byłoby utrzymywanie stale płonącego ogniska. W tych warunkach terenowych trzeba by wyciąć kilka sporych drzew – chociażby po to, aby wyłożyć gałęziami miejsce odpoczynku i zapewnić sobie opał. Rekonstrukcja to jednak nie wojna i nie mogliśmy dla zabawy trzebić i tak już ciężko doświadczonych izerskich lasów. Rozpoczęliśmy długie zejście w kierunku Hali Izerskiej. Tymczasem słońce zaszło, a mróz przybierał na sile. Chłód przenikał przez płaszcze i drelichowe mundury, bolały stopy, piekły policzki, traciliśmy czucie w palcach rąk. Gdy w końcu dotarliśmy do schroniska, na wywieszonym przy drzwiach termometrze było minus 28 stopni. Rozmowa z gospodynią przekonała mnie, że rezygnacja z bytowania była rozsądna – poprzedniej nocy zanotowano tam 42 stopnie mrozu. Zjedliśmy swoją rekonstrukcyjną kolację w postaci ciemnego chleba z wędzoną słoniną i cebulą, popiliśmy herbatą z wojennych kubków. Nocleg też był rekonstrukcyjny – ot, nakryć się płaszczem i podłożyć pod głowę zwinięty płaszcz-namiot.

Kolejny dzień powitał nas silnym wiatrem i drobnym śniegiem. Trochę ocieplało, na termometrze jedynie minus 18 stopni. Wyszliśmy długim łagodnym podejściem kierując się na kolejny masyw – tym razem graniczną górę Smrek. Po kilku godzinach marszu zatrzymujemy się w zagłębieniu pod świerkami, chroniąc się nieco przed wiatrem i próbując coś zjeść. Znajduję sterczący uschły pieniek i odłupuję od niego kilka szczap, ale drewno jest oblepione szadzią, nasiąknięte i zmrożone. Nie udaje się zagotować wody, musimy zadowolić się kilkoma sucharami i plastrem słoniny. Popijamy wodą z manierek, przenoszonych za pazuchą płaszczy. Odpoczynek nie może trwać długo, już po kilkunastu minutach zaczyna się robić naprawdę zimno – jesteśmy na wysokości około 1000 metrów i temperatura spada do minus 24 stopni. Wychodzimy w rejon podszczytowy Smreka, na przemian pojawia się mroźna mgła i drobny śnieg. Wreszcie osiągamy wierzchołek i wykonujemy kilka pętli wokół niego. W zasadzie nie ma czego obserwować, szczyt spowijają chmury, z których sypie śnieg, ślady są stare i zawiane, wokół cisza, pustka i mróz.

Schodzimy w dół, kierując się na graniczną rzekę – Izerę. Po wejściu w strefę lasu pokrywa śnieżna ulega zmianie – śnieg jest miękki, suchy i puszysty, nawet w nartach sięga dobrze ponad kostkę. Gdy wychodzimy nad rozlewiska Izery rozpogadza się, ale nisko wiszące nad horyzontem słońce nie daje już żadnego ciepła. Rzeka jest zamarznięta i jej przebiegu można się jedynie domyślać obserwując meandrujące zagłębienie. Brniemy wzdłuż granicy kolejne godziny i w końcu – jest już po zmroku, od wymarszu mija przeszło dziesięć godzin – docieramy na Halę Izerską. Pora na skromną kolację i odpoczynek – tym razem w atmosferze frontowej ziemianki, ponieważ nocujący z nami Czesi śpiewają smętne piosenki.

Kolejnego dnia wstajemy przed świtem. Zjadamy resztki chleba i słoniny, popijamy herbatą, pakujemy się i wyruszamy w drogę powrotną. Trasa początkowo wiedzie rozległymi wylesionymi obszarami Hali Izerskiej, później przez porośnięte kosodrzewiną torfowiska i w końcu wychodzi nad samą rzekę Izerę. Znowu pada śnieg i wieje silny, północny wiatr. Na szczęście droga wchodzi w dolinę i chowamy się w wysokopiennym lesie. Dalsza trasa jest nieco nużąca, docieramy do schroniska Orle, przed którym zatrzymujemy się na krótki odpoczynek. Tutaj jest już większy ruch, turyści są wyraźnie zainteresowani naszym umundurowaniem, a szczególnie nartami. Co ciekawe, większość dobrze orientuje się zarówno w idei rekonstrukcji, jak też dawnej technologii narciarskiej. Zajmujemy się zatem „pracą polityczną”, opowiadając o naszej grupie, historii rekonstruowanej jednostki oraz szczegółach wyposażenia. Tym samym postój w Orlu nieco się przedłuża. Wreszcie wyruszamy przez las w kierunku Jakuszyc. Tam zajęcia się kończą.
Ćwiczenie pozwoliło na sprawdzenie historycznego wyposażenia w ekstremalnych (jak na Polskę) warunkach pogodowych, a także dało okazję do doskonalenia umiejętności narciarskich w użyciu danego sprzętu. Szczególnie pozytywnie zaskoczyło nas to, jak doskonale sprawują się tradycyjne, drewniane narty i równie stare wiązania.

W trakcie zajęć używałem następującej konfiguracji umundurowania i wyposażenia: płócienna letnia koszula bieliźniana (radziecka), mundur drelichowy, trzewiki skórzane z sukiennymi owijkami, płaszcz sukienny, rękawice zimowe (radzieckie), szalokominiarka wełniana, rogatywka polowa szewiotowa. W trakcie przygotowań okazało się, że niezbędne do planowanego bytowania wyposażenie nie mieści się w standardowym workoplecaku (tzw. wieszcz-mieszoku). Dlatego używałem „zdobycznego”, przedwojennego turystycznego plecaka – w nim zmieściły się watowane spodnie, menażka, kubek, zapas żywności, toporek saperski, biały kombinezon maskujący, smary narciarskie i zestaw naprawczy, latarka elektryczna oraz filcowe buty – walonki. Do plecaka przytroczony był zrolowany płaszcz-namiot. Jako oporządzenie występował skórzany pas główny, z ładownicą do PPSz i saperką. Manierka – jak już wspomniałem wcześniej – przenoszona była za pazuchą płaszcza, co chroniło wodę przed zamarznięciem. Używałem jesionowych nart niemieckich z 1932, z wiązaniami typu kandaharowego, oraz bambusowych, również niemieckich kijków narciarskich. Narty zostały posmarowane smarem twardym na gorąco, zaś w strefie odbicia pokryte plastycznym smarem hamującym.

Góry Izerskie są najbardziej na zachód wysuniętym pasmem polskiej części Sudetów, graniczącym z Karkonoszami. Polska część Gór Izerskich dzieli się na dwa grzbiety – Wysoki Grzbiet (Smrek – 1124 m npm i Wysoka Kopa – 1126 m npm) oraz Kamienicki Grzbiet (Kamienica – 973 m npm). W Górach Izerskich brak jest w zasadzie stromych i wyraźnie zaznaczonych szczytów. Charakterystycznym rysem rzeźby Gór Izerskich jest stromy i wysoki (500-600 m) uskok oddzielający je na północy od Pogórza Izerskiego oraz wnętrze gór w postaci rozległego wypłaszczenia, którego centralną część zajmuje Hala Izerska – obszerna niecka o płaskim dnie położonym na wysokości 825 – 830 m n.p.m. Wyjątkowość tego miejsca polega na wysokim położeniu wklęsłej formy o tak dużych rozmiarach (ok. 15 km2).
Góry Izerskie pokryte były kiedyś gęstymi lasami świerkowymi, jednak zanieczyszczenia powietrza, kwaśne deszcze i inwazje szkodników spowodowały niemal całkowite wylesienie. Obecnie w krajobrazie dominują rozległe, porośnięte trawą hale, ze skupiskami młodych drzew. Na szczytach zdarzają się granitowe, mocno zerodowane skałki, a na Hali Izerskiej można znaleźć unikalne torfowisko porośnięte kosodrzewiną. Szczególnie ciekawy jest jednak wyjątkowo surowy klimat Gór Izerskich. Średnia temperatura roczna wynosi tam 4,5 C, opady przekraczają 1400 mm, a pokrywa śnieżna zalega średnio 110 dni. Liczne płytkie formy wklęsłe (doliny i kotliny) sprzyjają tworzeniu się zastoisk zimnego powietrza. Podczas zimy inwersje te mogą być na tyle częste, że nawet średnia temperatura chłodnej części roku (listopad – kwiecień) w tych obszarach, bywa niższa niż na grzbiecie Karkonoszy, a więc na wysokości ok. 500 m większej. Temperatura minimalna może tu spadać głęboko poniżej 0° nawet w środku lata (np. w lipcu 1996 na Hali Izerskiej na wysokości 2 m nad gruntem zanotowano temperaturę -5,0°C). Góry Izerskie należą do regionów o największej grubości pokrywy śnieżnej i najdłuższym czasie jej zalegania w Polsce. Ciągła pokrywa śnieżna utrzymuje się tu przeciętnie od połowy listopada do końca kwietnia. Dla strefy wysokościowej 800-1000 m wysokość pokrywy śnieżnej (HS) jest zdecydowanie największą w Polsce.
Specyficzne warunki klimatyczne sprawiają, że Góry Izerskie są często wykorzystywane w szkoleniu jednostek wojskowych. Zimowe bytowania w tym rejonie prowadziły już kompanie specjalne WP w latach ’70. Obecnie coraz częstszym widokiem są w Górach Izerskich żołnierze maszerujący na nartach.
Relacja z ćwiczenia opublikowana w Militarnym Magazynie Specjalnym ‘Komandos’ numer 2 (212)/2012. Autor: Marcin Morawski
Cyfrowa stylizacja zdjęć: Bolesław Morawski
SUMMARY
The textis the official article published in edition 2/2012 of “Komandos” Special Military Magazine. It contains the full description of the winter excersise described in a previous article.
