
W dniach 15 – 16 marca 2014 r. wzięliśmy udział w II Marszu Zaślubin. Trasa dwudniowego marszu wiodła z Dziwnowa do Kołobrzegu.
Statystyka jest prosta – kilometry, godziny, tysiące kroków. Niby nic wielkiego, po prostu dłuższy spacer, wycieczka. Dla mnie jednak pozostaną w pamięci obrazy, wrażenia i wspomnienia. Huraganowy wiatr, który prawie przewracał nas na wysokim klifie za ruinami kościoła w Trzęsaczu. Bula maszerujący boso z saperkami przewieszonymi na sznurku przez szyję i sensacja wśród innych uczestników, jaką tym wzbudził. Spojrzenia dziewczyn z klas mundurowych, kiedy na mecie pierwszego dnia zdjąłem buty i przewijałem zakrwawione skarpety. Smak kiełbaski, którą poczęstowano nas w muzeum rybołówstwa w Niechorzu. Woda kapiąca z daszków czapek na uroczystościach w Mrzeżynie. Marsz pustą plażą do Dźwirzyna i siekący policzki piasek, podrywany wiatrem. Wściekłość, kiedy minęliśmy Rogowo i musieliśmy wracać się prawie 4 kilometry. Ostatnie kilometry przed Kołobrzegiem i piosenki, które pomagały przestawiać nogi. Zwiedzanie muzeum w ekspresowym tempie, bo przyszliśmy dawno uroczystym zakończeniu. Wreszcie zafundowany przez muzeum hotel, białą pościel i wieczorne grupowe leczenie zmasakrowanych stóp. Pamiątkowe odznaki, które wszyscy oglądaliśmy z szacunkiem, jakby to były medale.
Marsz Zaślubin to znakomita impreza, warta polecenia wszystkim rekonstruktorom. Okazja do sprawdzenia swojej kondycji i wyposażenia połączona z odwiedzeniem historycznych miejsc. Do tego – przynajmniej dla mnie – hołd złożony wszystkim, którzy walczyli i ginęli w marcu 1945 roku na tych ziemiach.
Autor: Marcin Morawski
