
W święto 3 maja 2013 r. w Wodzisławiu Śląskim odbył się III Piknik Militarno-Historyczny. Jest to stosunkowo młoda impreza o zasięgu lokalnym, jednakże zwraca tutaj uwagę zaangażowanie organizatorów, wspaniała – niemal rodzinna – atmosfera wśród uczestników oraz duże zainteresowanie mieszkańców miasta.
Piknik jak w poprzednich latach odbywał się w parku miejskim, wśród starych drzew, pagórków i w sąsiedztwie niewielkiego stawu. Program obejmował dioramy grup rekonstrukcyjnych, paradę pojazdów wojskowych ulicami Wodzisławia, prezentację grup na Rynku oraz trzy inscenizacje – potyczki husarii z artylerzystami najemnymi, walki na froncie zachodnim (żołnierzy amerykańskich z Niemcami) oraz zasadzki na froncie wschodnim. Do tego z pokazem wyszkolenia wystąpił wodzisławski oddział Strzelca OSW.

GRH Osiemnasty Kołobrzeski był jedyną grupą odtwarzającą żołnierzy 1 AWP. Zaprezentowaliśmy widzom dioramę zatytułowaną „odpoczynek po bitwie”, która w założeniu miała obrazować grupę żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego tuż po zakończonej bitwie – zdobyciu niemieckiego punktu oporu wiosną 1945 roku na terenie Rzeszy (w rejonie Starej Odry i Kanału Hohenzollernów). Pokazaliśmy chwilę wytchnienia po walce – czas na zajęcie się rannymi (w oczekiwaniu na ich ewakuację przez służby sanitarne), wyczyszczenie broni, uzupełnienie amunicji i granatów, doprowadzenie do porządku siebie i swojego umundurowania, próbę przygotowania czegoś do jedzenia. Diorama cieszyła się sporym zainteresowaniem zwiedzających.
Mała delegacja grupy wzięła także udział w paradzie pojazdów, korzystając z zaproszenia zaprzyjaźnionego kierowcy willysa. Do tego zaprezentowaliśmy się całością na wodzisławskim rynku.

Psikusa sprawiła wszystkim pogoda – około południa rozpadał się ulewny deszcz, zamieniając w błoto rozjeżdżone i rozdeptane trawniki. Z jednej strony deszcz utrudnił życie zwiedzającym (choć trzeba powiedzieć, że liczba oglądających nie zmalała), z drugiej jednak dodał wiele klimatu do dioram i inscenizacji. Przemoczone, zabłocone mundury, wyraźnie widoczna w powietrzu wilgoć, zszarzałe kolory – wszystko to dało o wiele lepsze wrażenia, niż rekonstrukcja w cukierkowej, słonecznej pogodzie.

Inscenizacja walk z frontu wschodniego kończyła całą imprezę. Odtwarzała sytuację z samego końca wojny, kiedy żołnierze polscy, radzieccy i czescy (bo trzeba wspomnieć, że w imprezie brali udział także rekonstruktorzy z Czech) wpadają w zasadzkę przygotowaną naprędce przez improwizowany oddział niemiecki na obszarze już po przejściu frontu. Nasza grupa wmaszerowała na teren inscenizacji w szyku marszowym, ciężkim krokiem i zwieszonymi głowami, zmęczonymi głosami śpiewając „Rozmaryn”. Nagle odezwał się niemiecki karabin maszynowy, padły pierwsze strzały, straciliśmy pierwszych zabitych. Po nieudanej próbie ataku wycofaliśmy się do ruin budynku i wezwaliśmy na pomoc oddział radziecki. Po dłuższej walce górę wzięli jednak Niemcy, którzy ostatecznie zlikwidowali wszystkich swoich przeciwników.
Inscenizacja odbyła się z dużym poświęceniem, wszyscy uczciwie zalegali, czołgali się w błocie, padali nie bojąc się pobrudzić. Dość wspomnieć, że po zakończeniu „walki” byłem całkowicie pokryty warstwą czarnego błota, łącznie z twarzą i orzełkiem na czapce. Sprawili się także pirotechnicy, którzy tak sprytnie pozakładali ładunki, że każdy wybuch obrzucał wszystkich (łącznie z widzami) fontannami błota i rozmiękłej ziemi.


Wodzisławski piknik stał się już znaczącym śląskim wydarzeniem rekonstrukcyjnym, a widząc zaangażowanie organizatorów można spodziewać się dalszego rozwoju tej imprezy.
Zapraszamy także do obejrzenia reportażu z lokalnej telewizji:
Autor: Marcin Morawski
