Zapomniane Sylwetki Drugiej wojny światowej – cz. I: Robotnik Przymusowy

Wilgotny ziąb wciskał się pod ubranie. Niebo na wschodzie powoli zaczynało jaśnieć, rosa przed świtu osadzała się błyszczącymi kroplami na każdej gładkiej powierzchni. Franek zadrżał, postawił kołnierz marynarki i wcisnął dłonie pod pachy, próbując zachować przynajmniej odrobinę ciepła. Patrzył na budynek parowozowni, z którego powoli wytaczała się lokomotywa, buchając kłębami pary i dymu. Żółtawy blask żarówek z wnętrza hali niknął w mieszających się, czarno-białych obłokach i podświetlał gruby korpus parowozu oraz cienie kilku robotników. Do tego dochodziła czerwona poświata z wnętrza budki maszynisty, rozjarzająca się silnie w chwilach, kiedy dorzucał on węgla do paleniska. Maszyna wjechała na stalowy pomost i zatrzymała się, na znak kulawego kolejarza. Kuternoga pociągnął jakąś wajchę i cała konstrukcja drgnęła ze metalicznym zgrzytem, a następnie zaczęła się obracać niczym wskazówka gigantycznego zegara. Po chwili zatrzymała się, a skierowana na właściwy tor lokomotywa sapnęła głośno, zahuczała i potoczyła się do przodu.
– Ruszże się człowieku – zagderał z tyłu jakiś głos po niemiecku – czego stoisz i gapisz się jak ten wół?

– Cholerny Polak – odpowiedział ktoś inny – pewnie w życiu nie widział pociągu…
Franek obejrzał się i zobaczył dwóch starszych mężczyzn, ubranych w wybrudzone smarami kombinezony i czarne czapki z daszkiem. 
– No dalej – powiedział wyższy z nich – do roboty! Tu nie fabryka porcelany, tu się pracuje! Rozumiesz po niemiecku?
– Tak jest – odpowiedział – już idę.

Rozmyślnie powoli skierował się w stronę warsztatów. Osiem miesięcy temu trafił do Koenigszelt, niewielkiego miasteczka na Dolnym Śląsku i zaczął pracę w tutejszej fabryce porcelany. Gdy jednak front zaczął upominać się do coraz więcej mężczyzn, pobór dotknął część nietykalnych do tej pory robotników kolejowych. Dlatego pewnego dnia niemieccy nadzorcy wybrali kilku Polaków, najlepiej obznajomionych z techniką, i skierowali ich do pracy w tutejszej parowozowni. Koenigszelt było ważnym węzłem kolejowym i parowozownia była naprawdę duża.



Niemiecka gospodarka czasu wojny trawiona byłą przez pewną zasadniczą bolączkę – brak rąk do pracy. Większość mężczyzn w wieku produkcyjnym trafiała do służby w formacjach wojskowych. Uzupełnienie braków siły roboczej spadło wiec na państwo, które nie kwapiło się do wydawania wielkich sum na ten cel. Dlatego też powstał pomysł, ażeby do pracy na rzecz Trzeciej Rzeszy zatrudnić ludność z terenów okupowanych. Ludność tę starano się do pracy na rzecz okupanta przekonać zarówno poprzez aparat propagandy jak i zmusić poprzez aparat represji. Na terytorium okupowanej Polski już od 1939r. funkcjonował przymus pracy dla wszystkich w wieku 18-60 lat (później dolną granicę obniżono do 14 lat). Osoby niezatrudnione, lub takie, które w miejscu zatrudnienia nie zostały uznane za niezbędne brano na roboty w pierwszej kolejności. Choć takie osoby starano się wyszukiwać i przekonywać, grożąc represjami wobec samego zainteresowanego (z wysłaniem do KL włącznie) lub jego rodziny, jednocześnie starano się jednak nakłonić Polaków do dobrowolnego zgłaszania się na roboty. Później „chętnych” do pracy znajdowano w łapankach. Złapanych lub „przekonanych” polaków kierowano do pracy na terenie Rzeszy jako tak zwanych „pracowników cywilnych” (Ziwilarbeiter) – pracownicy tacy mieli bardzo ograniczoną swobodę poruszania się (godzina policyjna, zakaz uczestniczenia w wydarzeniach kulturalnych i religijnych razem z Niemcami, zakaz korzystania z transportu publicznego, zakaz opuszczania miejscowości zatrudnienia bez przepustki), nie mieli także praw urlopowych, czas ich pracy zależny był od decyzji pracodawcy. Polacy z tej Kategorii, w celu identyfikacji, mieli obowiązek nosić na odzieży naszywkę z literą „P”.

Zaopatrzenie w żywność i odzież zazwyczaj było niedostateczne, również warunki mieszkaniowe pozostawiały wiele do życzenia (zakwaterowanie budynkach gospodarskich, piwnicach lub barakach, rzadziej w wydzielonych mieszkaniach), toteż robotnicy z reguły cierpieli z niedożywienia i braku opieki medycznej (choć stworzono im możliwość ubezpieczenia zdrowotnego).

Większość „pracowników cywilnych” trafiała do rolnictwa, choć w miarę ubywania specjalistów na front, nazistowskie władze kierowały coraz więcej robotników do przemysłu, przy czym odsetek Polaków kierowanych na roboty przymusowe w przemyśle nigdy nie przekroczył 35%. Jakby w opozycji do powyższego, większość dostępnych zdjęć robotników przymusowych przedstawia osoby dobrze ubrane i zadbane. Trzeba jednak pamiętać, ze była to mniejszość – głównie wyspecjalizowani robotnicy zatrudnieni w przemyśle i usługach bądź jako służący w miastach, dodatkowo do zdjęć starano się zawsze wyglądać możliwie najlepiej – w końcu miały one być pamiątką.
Oczywiście, prócz Ziwilarbeitrów praca niewolnicza Polaków na rzecz okupanta miała też inne przejawy – takie jak skoszarowana Służba Pracy (Baudienst), niewolnicza praca jeńców wojennych, czy przymusowe świadczenia pracy na rzecz okupanta na miejscu. Oprócz tego część Polaków z terenów w 1939r. wcielonych do ZSRR po 1941r. trafiła do kategorii Ostarbeitrów – traktowanych jeszcze gorzej niż Ziwilarbeitrzy.



Prezentowana sylwetka to robotnik przymusowy z kategorii Ziwilarbeitrów, zatrudniony na „lepszym” stanowisku – jako pracownik warsztatu w parowozowni w Koenigszelt na Dolnym Śląsku. Ów lepszy status zapewniło mu doświadczenie w pracy w charakterze ślusarza w PKP przed wojną.
Ubiór jest dość typowy dla robotników, którym nie zapewniano zazwyczaj specjalistycznej odzieży – tania sukienna marynarka z naszywką „P” na piersi, Modne wówczas szerokie spodnie – również sukienne oraz biała koszula noszona z wywiniętym kołnierzem (na sposób często spotykany na zdjęciach „bez krawata”. Całości dopełniają znoszone, cywilne trzewiki w kolorze brązowym oraz pas skórzany. 
Robotnik nie posiada zbyt wielu przedmiotów osobistych – co bardziej wartościowe (jak zegarek) zostały już dawno przehandlowane, przedmioty zabronione – skonfiskowane, w pracy nosi ze sobą wyłącznie dokumenty – Książeczkę pracy dla obcokrajowców oraz dokument tożsamości.



Autorem beletryzowanego wstępu jest Marcin Morawski
Autorem Zdjęć jest Sebastian Sroka
Dziękujemy Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku (http://muzeumtechniki.pl/) za udostępnienie plenerów.
Autor: Kamil Szustak

SUMMARY

The text above is a part of a series of articles presenting the “Forgotten Characters of the WW2”. This part concentrates on the fate of Polish forced labor workers. The character shown is an example of Polish “Zivilarbeiter” sent to work in the railway works in Koenigszelt, Lower Silesia in 1944.

Leave a comment