Wspomnienia Zinkowian-uczestników wojny cz.II – sierżant Kabaczynskij

Zapraszam do lektury drugiej części. Tym razem wspomnienia st. sierżanta Mychajły Kabaczyńskiego, który brał udział w początkowym okresie wojny, następnie ranny trafił do niewoli z której, w okolicznościach, o których milczy, powrócił w ojczyste strony, by w 1944r. ponownie wziąć udział w walce z Niemcami w szeregach 726 pułku strzeleckiego 395 dywizji strzeleckiej 1 Frontu Ukraińskiego. Choć można powiedzieć, że miał w życiu szczęście (mało brakowało, a wziąłby udział w wojnie z Finlandią, przetrwał w miarę spokojny najazd na Litwę, w pierwszych dniach wojny wydostał się z zasadzki  i ciężko ranny został przez kolegów odstawiony do wsi, potem niewola, KL i wreszcie końcówka wojny w Armii), ale choć jego zasługi w czasie wojny zostały docenione, warto zwrócić uwagę na to, czego podoficer Kabaczyński nam nie mówi. Bardzo lakonicznie pisze o swoim powrocie z obozu koncentracyjnego w Czechosłowacji na Ukrainę. Nie pisze też o trudnościach, które prawdopodobnie miał po wojnie – np. co działo się od października 1945 do stycznia 1946, dlaczego na studia trafił ponownie dopiero w 1951 roku, oraz dlaczego dopiero w 1958r. został członkiem partii. Abstrahując jednak od ewentualnych problemów związanych z pobytem w niewoli, warto zwrócić uwagę na krótkie uwagi n/t Armii Czerwonej w 1941r.

Podobnie jak większość Zinkowian, swoje wspomnienia spisał po ukraińsku.

Wspomnienia uzupełnia wniosek odznaczeniowy na medal „Za odwagę” z 1945r.


Mychajło Kabaczyński, zdjęcie powojenne, ok. lata 60. 

„Kabaczinskyj Mychajło Wołodymyrowycz,

Rok urodzenia 1919, Ukrainiec, Wykształcenie wyższe, członek KPSS, Stopień wojskowy: Starszy sierżant.

Urodziłem się 25 grudnia 1919 roku we wsi Stanisławowka Rejonu Winkowieckiego,  Obłast‘ Chmielnicki, w rodzinie chłopa-biedaka.

W 1939r. z wynikiem „celująco” zakończyłem Zinkowską szkołę średnią i rozpocząłem studia w Charkowskim Ukraińskim Instytucie Dziennikarstwa. Ale  uczyć się nie mogłem.

14 listopada1939r. zostałem powołany w szeregi Armii Czerwonej, służąc początkowo Woroneżu, potem w Kursku w Wojskach Lądowych. Z Kurska nasza dywizja wyjeżdżałana wojnę z Finami. Po dwutygodniowym przygotowaniu w pobliżu miasta Kingisepp [dawniej Jamburg] nasza jednostka powinna była przystąpić do walki. Ale 11 marca zostały zakończone rozmowy w sprawie rozejmu.

Dywizja ponownie wróciła do Kurska.

Pierwsza strona wspomnień M. Kabaczyńskiego. Duża ilość wykrzykników wynika z faktu, ze wspomnienia spisano po ukraińsku na maszynie z rosyjską czcionką,która nie przewidywała ukraińskiego “I”.

W czerwcu 1940r. dywizja brała udział w akcji wtargnięcia na Litwę. W sierpniu 1940 roku wyszliśmy z Litwy w mieście Słuck Białoruskiej SRR. Tam służyłem do samego początku wojny w 107 pułku strzeleckim 55 dywizji strzeleckiej w plutonie CKM, a potem jako pisarz w 4 kompanii strzeleckiej.

O zdradzieckim napadzie Niemiec na Związek Radziecki dowiedzieliśmy się z przemówienia Mołotowa do ludu radzieckiego w radiu około godziny 9 rano 22 czerwca 1941 roku powracając ze stołówki.

Od razu też ogłoszono alarm. Pułk zebrał się na placu przed koszarami.

Po wystąpieniu dowódcy pułku Iudina nas cały dzień dozbrajano i domundurowywano, wydano nam racje żywnościowe na kilka dni w postaci suchego prowiantu i konserw.

Późno wieczorem wyruszyliśmy do pułku samochodowego, który stacjonował 15-20 km od Słucka.

Następnego dnia – rankiem 23 czerwca na ciężarówkach pojechaliśmy kierunku granicy. Cały czas prześladowało nas wrogie lotnictwo.

Podczas ostrzału maszynowego zabity został kierowca kolumny, na której jechał nasz pluton. Na pytanie dowódcy, kto potrafi prowadzić samochód, nikt się nie odezwał.  Było to wymowne świadectwo niskiego wyszkolenia technicznego naszej armii. Spieszyliśmy się i do granicy dotarliśmy na piechotę. Tak wyszliśmy na granicę. Zatrzymaliśmy się w lesie. Prowadziliśmy obserwację w dniach 23-25 czerwca. Nad nami cały czas nisko krążyły wrogie samoloty, czasem ostrzeliwując nas z karabinów maszynowych.

Podczas takiego ostrzału, wroga kula prześliznęła się po hełmie na mojej głowie, przedziurawiła połę mojego płaszcza, kiedy zapisywałem w rejestrze stanu osobowego nowo mianowanego lejtnanta Awerjanowa na stanowisko dowódcy pierwszego plutonu.

Po trzydniowej obserwacji dowództwo doszło do wniosku, że naprzeciw nas niema wrogich wojsk. I kiedy stało się jasnym, że niemieckie wojska na czołgach już daleko zaszły w głąb naszego terytorium, w południe 25 czerwca padł rozkaz odwrotu. Był bardzo upalny dzień. Wyszliśmy z lasu i wybuchła panika, nastąpił niezorganizowany odwrót. Wrogie lotnictwo na otwartym polu, z karabinów maszynowych zabiło wielu naszych żołnierzy.

Grupa wycofujących się, około 15-20 ludzi, w której składzie byłem i ja, za wsią trafiła raptem na niemiecką zasadzkę. Pod krzakami stał zakryty gałęziami czołg. Niemcy wybiegli z czołgu i zalegli w okopie. Ledwo zawróciliśmy, gdy tylko otworzyli do nas ogień z karabinów maszynowych.

Kilku ludzi zginęło a ja zostałem ciężko ranny kulą rozrywającą w lewą nogę w staw kolanowy. Towarzysze odczołgali się z powrotem. Ja też , ale krwawiąc, straciłem siły i zostałem pozostawiony na polu boju.  Zastępca dowódcy plutonu, st. sierżant Wania Kowalenko, z którym cały czas się przyjaźnię, pozostawiając mnie, zapewnił, że z nastaniem ciemności przyjdzie po mnie. Swojego słowa dotrzymał. Gdy tylko się ściemniło on z jeszcze jednym żołnierzem przyszli i na pałatce wynieśli mnie z pola walki i zanieśli do pierwszej chaty wsi Bałabanowyczi [Bałabanowicze, wieś w Obłasti Baranowicze], gdzie żyło dwoje staruszków.

Ot, co znaczy żołnierska przyjaźń. Ona i wzajemna pomoc zapewniły także zwycięstwo naszego ludu, naszej armii w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.

Mnie położyli w stodole (bo w chacie było bardzo gorąco), a sami poszli szukać transportu, aby zawieźć mnie do jednostki sanitarnej. Ale już więcej nie wrócili.

Trwały ciężkie walki o Baranowicze.

Na drugi dzień opatrunek zmienił mi stary mieszkaniec wsi, uczestnik pierwszej wojny światowej. A na trzeci dzień gospodarz zawiózł mnie jednokonnym wozem do centrum Rajonu – miejscowości Nowa Mysz [Dawniej miasteczko gminne w IIRP, obecnie wieś-stolica Rajonu Nowomyskiego na Białorusi], gdzie zbierali rannych, opatrywali rany. Po tym nas, rannych przewozili na podwodach do Baranowicz, już zajętych przez Niemców.

Rozmieszczono nas w starej, dwukondygnacyjnej szkole i na sposób prymitywny (bo nie było punktów medycznych) nasi lekarze starali się nas leczyć. Tam przeleżałem ze trzy miesiące. Rana się zagoiła – [wywieziono mnie] do obozu jenieckiego, a potem do obozu koncentracyjnego za Ostrawą w Czechosłowacji. Tam było nas 40 tysięcy ludzi – na otwartej przestrzeni za drutem kolczastym [Według ogólnodostępnych źródeł KL Hanke otwarto dopiero w 1945r – prawdopodobnie chodzi o inny obóz, który mógł działać w okolicy, może też chodzić o zupełnie inny obóz, a nazwa „Ostrawa” może być pomyłką].

Codziennie ginęły setki ludzi od dyzenterii, sztucznie wywoływanej jakimś napojem o wyglądzie herbaty, którym nas poili.

Cudem wydostałem się z tego piekła w końcu listopada i 5 grudnia 1941r. dostałem się do domu, na terytorium okupowanym. Na tym też zakończył się pierwszy okres wojny w moim życiu. Podczas wojny pracowałem gospodarstwie rodziców.

30 kwietnia 1944 roku po wyzwoleniu rajonu od najeźdźców hitlerowskich zostałem powołany do Armii Radzieckiej, gdzie brałem udział w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej przeciw niemieckim najeźdźcom. Za bojowe zasługi odznaczony zostałem orderem Wojny Ojczyźnianej II klasy [W 1985r., na 40 rocznicę wojny], medalem „Za odwagę” [Za dokonania podczas walk o łużyckie miejscowości Stradow i Radewise w kwietniu 1945r., patrz niżej], „Za zdobycie Berlina”, „Za zwycięstwo nad Niemcami”.

Zostałem zdemobilizowany 19 października 1945 roku, od 10 stycznia 1946 roku pracowałem jako dyrektor początkowej, siedmioletniej, średniej szkoły we wsiach Rajonu Winkowieckiego. W 1951 roku ukończyłem Instytut Nauczycielski w Kamieńcu Podolskim, a w 1958 roku – Instytut Pedagogiczny tamże.

Od 1 grudnia 1951 roku do 31 sierpnia 1952 roku pracowałem jako inspektor szkół Inkowieckiego RWNO [mniej więcej odpowiednik naszego kuratorium oświaty].

W 1970 roku zostałem odznaczony medalem „Za ofiarną pracę” z okazji 100-lecia urodzin W. I. Lenina, jestem członkiem KPZR od maja 1958 roku, od 1979 roku na emeryturze.

Obecnie Pracuję jako przewodniczący rady weteranów wojny i pracy wsi Żeniszkiwci [dawniej Żeniszkowce].”

„1 Front Ukraiński

Tajne

Egzemplarz nr 2

Dla 726 pułku strzeleckim odznaczonym Orderem Aleksandra Newskiego 395 Tamańskiej dywizji strzeleckiej odznaczonej orderem czerwonego sztandaru i orderem Suworowa 1 Frontu Ukraińskiego

6 Maja 1945 roku

W imieniu Prezydium Rady Najwyższej Związku SRR – odznaczam:

Medalem „Za Odwagę”

(…)

6.Dowódcę drużyny strzeleckiej 4 kompanii strzeleckiej sierżanta Kabaczyńskiego Michaiła Władimirowicza, za to, ze on w bojach o miejscowości Radiwejze [Radeweise] i Sztradow [Stradow] 20-21.04.1945 roku i w boju o likwidację okrążonego zgrupowania przeciwnika okazał wyjątkową wytrwałość i heroizm, w rezultacie czego wzięto do niewoli 11 niemieckich żołnierzy i zdobyto znaczne ilości łupów.

Urodzony w 1919, Ukrainiec, bezpartyjny, W Armii Czerwonej od 26.4.1944 roku[,] powołany przez Wońkowiecki RWK, na frontach Wojny Ojczyźnianej od 20-5-1944 roku(…)”

Wstęp i tłumaczenie: Kamil Szustak

SUMMARY

The text is a translation of themamoires of sr. sgt M. V. Kabachinskiy – a veteran of the GPW. He shortly describes his pre-war service, short service in 1941, then his time in concentration camp and later participation in the late war years. Addedisalso an award recommandation for a medal “For Bravery” to Kabachinskiy for actions in Lusitia.

Leave a comment