Czerwonoarmiści w Wojsku Polskim i Polacy w Armii Czerwonej cz. XIX – kpr. Gajewski

Czasem szukając Polaków, którzy przeszli przez Armię Czerwoną łatwo przeoczyć postaci, które do tej grupy można zaliczyć. Tak właśnie było z bohaterem dzisiejszej części.


Imię i nazwisko typowo polskie; jedyne potwierdzone odznaczenia – polskie; zdjęcia – w polskim mundurze.
Jedynie dedykacja na odwrocie jednego ze zdjęć wykonana została po rosyjsku, co jednak nie było niczym niezwykłym i dowodziło jedynie, że w domu rodzinnym żołnierza posługiwano się językiem rosyjskim (być może jako jedynym, a może i nie). Nic niezwykłego w przypadku Polaków urodzonych na Wschodzie.


Pamiątek po kapralu Piotrze Gajewskim w moje ręce trafiło bardzo mało – ot, dwa tymczasowe zaświadczenia o odznaczeniu i dwie fotografie.

Jedno zaświadczenie wystawione przez dowództwo 3DP, co sugeruje, że żołnierz ten służył w pododdziale podległym bezpośrednio dywizji, nie zaś któremuś z pułków. Zdjęcia pokazują na kołnierzu proporczyki, które, jeśliby uznać je za zgodne z przepisami z 1943r., mogłyby należeć do wojsk łączności, ale równie dobrze mogłyby być ogólnopiechocińskie. Właściwie z łącznością skojarzyły mi się pierwotnie tylko dlatego, że w tym czasie szukałem informacji o 3 samodzielnej kompanii łączności. Bo jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że zdjęcia wykonano po zakończeniu działań wojennych, trudno będzie uznać, ze proporczyk z jaśniejszą barwą na dole wskazuje na łączność (w 1945r. kombinację “czarny i jasnoniebieski” zamieniono na “ciemnoniebieski i czarny”).
3DP nie doczekała się, wedle mojej wiedzy, żadnej monografii, zresztą przykład “Szóstej Pomorskiej” pokazuje, że takie książki traktują wiele tematów bardzo ogólnikowo, szanse na znalezienie w literaturze jakichkolwiek informacji o żołnierzu były więc praktycznie zerowe.
Niewykluczone, że tych kilka papierków poszłoby do dalszej sprzedaży, gdyby nie nazwisko – w teorii kapral Piotr Gajewski mógłby być moim dalekim krewnym (w praktyce byłoby to bardzo mało prawdopodobnie – nazwisko jest bardzo popularne, a i moje związki rodzinne z Gajewskimi z zupełnie innego regionu geograficznego są dość niejasne). Choć szanse niewielkie – ten zupełnie przypadkowy fakt zadecydował, że dokumenty pozostały w moim posiadaniu, bez większych nadziei na odkrycie historii właściciela.
Ale czasem cuda się zdarzają. Zaświadczenie do brązowego medalu “Zasłużonym na Polu Chwały” podaje, ze odznaczenie nadano rozkazem NDWP z 12.06.1945r., a zatem wniosku próżno szukać w CAW. Nie ma go też w KPRP. Znalazł się jednak w AAN.
Wniosek, choć lakoniczny, dostarczył całkiem sporo informacji pozwalających uzupełnić historię kaprala Gajewskiego. Przy okazji okazało się, że faktycznie służył w 3 samodzielnej kompanii łączności.

Piotr Gajewski, syn Aleksandra i Anny urodził się w 1926r. W dokumentach figurował jako Polak, niewykluczone jednak, ze jego matka była Rosjanką lub Ukrainką. Rodzina mieszkała we wsi Woskodawińce (ukr. Woskodawynci) w obłasti winnickiej. Wieś jest niewielka, w 1897r. zamieszkiwało ją 645 osób, w tym 64 wyznania rzymsko-katolickiego, co sugeruje że część mieszkańców mogła być wówczas Polakami. Ostatnie dane demograficzne jakie znalazłem pochodzą z 2001r. i podają liczbę 287 mieszkańców, w tym ponad 98% posługiwało się językiem ukraińskim, 4 – rosyjskim, a tylko jedna – “innym”. Jeśli więc faktycznie wieś zamieszkiwała częściowo ludność polska, wszystko wskazuje na to, że dwie wojny światowe i powojenne “repatriacje” zredukowały jej liczebność do zera.

Nie wiadomo jakie wykształcenie odebrał młody mieszkaniec Woskodawińców, ale z całą pewnością potrafił sprawnie pisać po rosyjsku, co sugeruje, że ukończył przynajmniej kilka klas szkoły powszechnej. Czy naukę zakończył po “wyczerpaniu mozliwości” wiejskiej szkoły, ze względu na konieczność pomocy w gospodarstwie, czy dopiero po zajęciu tych terenów przez Niemców w 1944r. (miał wówczas 15 lat) i nie wiadomo, wątpić jednak należy czy przed atakiem Niemiec na ZSRR podjął naukę w szkole średniej.
Rodzinę najwyraźniej ominęła “operacja polska”, a jako obywateli ZSRR przed 17 września 1939r. nie objęły ich także późniejsze wywózki. Nie trafili także na roboty do Niemiec.
Gdy tereny te zostały wyzwolone przez Armię Czerwoną, natychmiast rozpoczęto poszukiwania rekrutów, by uzupełnić wykrwawione walkami oddziały. Piotr Gajewski został powołany do służby wojskowej w Armii Czerwonej 2 lutego 1944r. przez Samgorodzki RWK.
Niestety, żadnych więcej danych o jego służbie w Armii Czerwonej nie znalazłem. Prawdopodobnie jednak odbył tam podstawowe szkolenie zanim 12 maja skierowany został do dalszej służby w 1AWP.

Nie wiadomo czy o przeniesienie do WP poprosił sam, czy też może wyłowiono wśród masy rekruckiej człowieka z wpisem “Polak” w rubryce “narodowość”. Niewątpliwie natomiast dość szybko trafił w szeregi 3DP. Nie wiadomo czy szkolenie jako telefonista odbył jeszcze w Armii Czerwonej czy już w Wojsku Polskim, ale w lipcu 1944r. walczył już w szeregach samodzielnej kompanii łączności pod Jabłonną. Następnie “zaliczył” kolejne punkty na szlaku dywizji – Kołobrzeg i walki na terenie Niemiec.
Wedle wniosku odznaczeniowego wyróżnił się podczas walk w rejonie miasta Dechtow (Brandenburgia):

“Kpr. Gajewski telefonista II-go plut. telef. samodz. komp. łącz. Brał udział w budowie i obsłudze linii telefonicznej do lewego sąsiada i O.P. [Punktu Obserwacyjnego] d-cy 8-go p.p.
Często pod huraganowym ogniem artylerji i moździerzy wroga, szedł naprawiać uszkodzenie na linji. Pod Dechtowem z bronią w ręku razem z piechotą bierze udział w odpieraniu kontrataki nieprzyjaciela[.] Zabił przy tem jednego niemca”
(pisownia oryginalna).

Wniosek złożono 21 maja 1945r., podpisał się pod nim dowódca kompanii, kpt. Wasilewski, jego zastępca ds. poltyczno-wychowawczych por. Dyzenhaus oraz szef łączności 3DP major Dobrowski.

Wniosek odznaczeniowy


Sam fakt złożenia tego wniosku oraz wydanie zaświadczenia o odznaczeniu w styczniu 1946r. (choć rozkaz o odznaczeniu wydano 12 czerwca 1945r.) w jednostce pozwalają stwierdzić, że Piotr Gajewski przeżył wojnę i przynajmniej do tego momentu pozostawał żołnierzem 3DP.


Zachowało się także zaświadczenie do odznaczenia medalem “Za Warszawę” z lutego 1946r., to jednak nosi już pieczęć Departamentu Personalnego WP, co może – choć znów: nie musi – sugerować, że zaświadczenie to dostał już przy demobilizacji.

Interesujące są także zachowane zdjęcia. Jedno z nich ponad wszelką wątpliwość przedstawia Piotra Gajewskiego w mundurze drelichowym kaprala, sukiennej rogatywce z dogiętym orłem piastowskim (“kuricą”), z baretką medalu “Zasłużonym na Polu Chwały” na piersi, dewizką zegarka wystającą z kieszeni oraz niemieckim pasem głównym z doczepioną “kuricą”. Fakt, że na piersi jest tylko jedna baretka może sugerować, ze zdjęcie wykonano między początkiem stycznia a 21 lutego 1946r. (choć nie sposób wykluczyć, ze zdjęcie wykonano przed oficjalnym wręczeniem odznaczenia – od chwili ogłoszenia rozkazu w czerwcu 1945r. miał prawo nosić baretkę, nawet jeśli samego medalu jeszcze nie dostał). Na odwrocie zdjęcia znajduje się napisana po rosyjsku dedykacja:

“Na długą pamięć mamie od syna Gajewskiego Piotra po zakończeniu wojny z okazji powrotu z frontu.”

Pieczątka zakładu fotograficznego wskazuje, że zdjęcie wykonano w Lublinie. 3DP stacjonował tam od czerwca 1945r, do czerwca 1946r., co potwierdza wykonanie zdjęcia w drugiej połowie 1945r. lub w pierwszej połowie 1946r.

Drugie zdjęcie także jest ciekawe, choć nie ma pewności, ze przedstawia kaprala Gajewskiego czy raczej jego kolegów z jednostki. Siedzący po prawej kapral z medalem (brązowym?) “Zasłużonym na Polu Chwały” jest do niego podobny i nosi taką samą, “spłaszczoną” rogatywkę z dogiętymi skrzydłami orła, ale już z całą pewnością nosi inny mundur – sukienny. Jeśli to faktycznie on, to zdjęcie prawdopodobnie wykonano w okresie zimowym. Wówczas pierwsze zdjęcie mogłoby pochodzić z lata 1945r., zaś to drugie – z początków 1946r. (po oficjalnym wręczeniu medalu, ale przed nadaniem medalu “Za Warszawę”). Również pas na zdjęciu jest inny – regulaminowy, co może sugerować, ze przerobiony pas niemiecki był rekwizytem w zakładzie fotograficznym.
Drugą osobą na zdjęciu jest szeregowiec z brązowym medalem ZnPCh na piersi. Zwracają uwagę buty żołnierzy – kapral nosi najprawdopodobniej radzieckie buty oficerskie, szeregowiec zaś oficerki pochodzenia prawdopodobnie niemieckiego (z “niemiecką” podkówką na obcasie). Obaj mają bluzy siedmioguzikowe, zaś kapral z całą pewnością ma drelichowe spodnie ze wzmocnieniami na kolanach, przypuszcalnie jeszcze radzieckiej produkcji.

O dalszych losach Piotra Gajewskiego brak informacji. Prawdopodobnie po demobilizacji początkowo wrócił do rodzinnej wsi. Czy pozostał tam także później? Czy może zdecydował się na wyjazd do Polski? tego niestety nie wiemy. Jak wielu żołnierzy – jak pisał Alojzy Sroga – faktycznie ludowego – Wojska Polskiego pojawił się na kartach historii jako uczestnik wysiłku bojowego 1AWP (na stanowisku bardzo potrzebnym w niechętnej łączności radiowej armii), by następnie z nich zniknąć we mgle historii.

Autor: Kamil Szustak

Leave a comment